Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26): NIE DLA DZIENNIKARZY POWIĄZANYCH Z TAJNYMI SŁUŻBAMI


Warszawska-Gazeta-logo

 

 

Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26). Fot. wPolityce.pl
Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26).
Fot. wPolityce.pl

Jedną z najbardziej oczekiwanych przez Polaków zmian, do jakich powinno dojść po wyborach, jest ta dotycząca mediów. Przez całe lata ludzie nabrali odrazy i wstrętu do dziennikarskich funkcjonariuszy, którzy już bez żadnych kamuflaży i przywdziewania sztucznych masek obiektywizmu wspierali przestępczą grupę trzymającą w III RP władzę oraz atakowali opozycję, przedstawiając ją jako źródło wszelkiego zła oraz największe zagrożenie dla demokracji.

Oczywiście te oczekiwania społeczne rozumie doskonale sam Jarosław Kaczyński – jedna z największych ofiar tej czarnej, totalitarnej w stylu propagandy, który w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl powiedział: To sprawa niesłychanie ważna, ale też niesłychanie trudna. Można spróbować coś zrobić w odniesieniu do mediów publicznych, można próbować je naprawiać, ale na media prywatne wpływu żadnego nie mamy i mieć nie możemy. Jest w Polsce demokracja i my ją zawsze szanowaliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że będziemy się spotykali z bardzo ostrym atakiem. Ale cóż zrobić, tak jest od zawsze.

To prawda. Co do lewackich mediów prywatnych, to najpewniej niewiele da się zrobić. Można jedynie odłączyć je od państwowej dojarki i zaprzestać dokarmiania tej hołoty reklamami przez poszczególne ministerstwa i spółki Skarbu Państwa. Z mediami publicznymi, a szczególnie z TVP, jest inaczej i zapewne lokaje systemu III RP typu Lis, Kraśko, Ordyński, Kulczycki, Tadla, Lewicka czy Wielowieyska siedzą już na spakowanych walizkach.
I oto nagle gruchnęła wieść, że TVP w przededniu tej „rzezi niewiniątek”, świadczących salonowi lokajskie usługi, wprowadziła nowy kodeks etyczny dla swoich dziennikarzy, w którym m.in. czytamy: dziennikarze, którzy byli pracownikami tajnych służb PRL lub z nimi współpracowali, nie mają moralnego prawa do pracy w telewizji publicznej.

Ktoś bardzo naiwny i łatwowierny powie: Oto ta zdrowa tkanka pracowników TVP w obliczu nadchodzących zmian i pozbywania się komórek rakowych postanowiła pokazać, że jest tam duża grupa dziennikarzy uczciwych, profesjonalnych, którzy nigdy nie sprzeniewierzyli się uprawianemu zawodowi. Oczywiście ja nie neguję, że w telewizji publicznej pracuje jakaś – nawet całkiem spora grupa dziennikarzy uczciwych – ale jako że do ludzi wyjątkowo naiwnych i łatwowiernych raczej się nie zaliczam, to wydaje mi się, że intencje autorów nowego kodeksu etyki są zgoła inne. Dalej bowiem czytamy w nim, że dziennikarze: nie mogą pracować dla obecnych wojskowych lub cywilnych służb specjalnych ani przyjmować od nich jakichkolwiek zleceń.

Oczywiście oba zapisy są jak najbardziej oczywiste i słuszne. Byłoby czymś niezrozumiałym, a nawet skandalicznym, gdyby nowi włodarze, którzy przybędą z wielką miotłą do TVP, próbowali je zmienić. Mówiąc wprost: nowy kodeks etyki zamyka drogę do kariery w telewizji publicznej także tym dziennikarzom, którzy współpracę ze służbami specjalnymi nawiązali już po 89 r., czyli w tak zwanej „wolnej Polsce”. Co najmniej kilku tuzów prawicowego dziennikarstwa, którzy już jedną nogą byli w ogródku TVP i witali się z gąską, nagle spostrzegło, że odchodząca klika otoczyła ich wymarzone przyszłe miejsce pracy fosą, której nie będą w stanie sforsować. Zrobiono to tak sprytnie, że nawet nie wypada zaprotestować. No, bo jak? Pisząc, że szykanuje się dziennikarzy pracujących dzisiaj dla wojskówki lub służb cywilnych?

Od dawna mówi się na mieście, że kilkoro najbardziej znanych prawicowych publicystów i redaktorów jest powiązanych ze służbami specjalnymi III RP i nie będzie chyba wielkim odkryciem, kiedy napiszę, że często są to ci najlepiej poinformowani, znani również z martyrologii i cierpienia na pluszowych krzyżach, kiedy to za odwagę i bezkompromisowość wyrzucano ich z pracy. Mało kto jednak zastanawiał się nad tym, że bardzo szybko znajdowali oni nowe, wcale nie gorsze, jeśli chodzi o zarobki, zatrudnienie.

Ktoś bardzo zakochany w tych tuzach prawicowego dziennikarstwa może zapytać mnie, dlaczego współpraca ze służbami dzisiejszej Polski całkowicie ich dyskredytuje? Odpowiedź jest prosta. Oni rozgłos i popularność zdobyli głównie dzięki temu, że dostawali dostęp do tajemnej wiedzy i otrzymywali od czasu do czasu zgodę na jej ujawnienie. W ten sposób stawali się wiarygodni, znani i wpływowi, a przecież głównie takich wpływowych i rozchwytywanych przez media współpracowników potrzebują służby. Im większa ich publika, tym łatwiej za ich pośrednictwem nagłaśniać to, co w danej chwili jest wygodne lub co ma odwrócić uwagę od spraw o wiele ważniejszych.

Oczywiście tkwienie w takiej relacji ze służbami nie zawsze musi opierać się na gratyfikacjach finansowych. Czasami jest to zwykła umowa barterowa, czyli towar za towar. My dajemy ci od czasu do czasu newsa, dzięki któremu otacza cię aura świetnego i dobrze poinformowanego dziennikarza – co gwarantuje błyskotliwą karierę – zaś ty w zamian wykonujesz dla nas określone zadania.

W ten sposób otrzymujemy też odpowiedź na inne nurtujące wielu ludzi pytanie. Dlaczego w Polsce zupełnie zaniknęło dziennikarstwo śledcze? Właśnie powyżej udzieliłem na nie odpowiedzi. Spora część przedstawicieli tej trudnej dziennikarskiej specjalizacji poszła na łatwiznę i stała się zwykłymi skrzynkami pocztowymi służb specjalnych.

Wracając do nowego kodeksu etyki, który ma obowiązywać dziennikarzy TVP, to jest on moim zdaniem zemstą tych, którzy odchodzą, wymierzoną w tych, którzy przebierali już nogami i widzieli swoje publicystyczne programy w nowych ramówkach. W sumie nie bardzo mnie martwi ten upieczony w ostatniej chwili etyczny pasztet, zwłaszcza że nieźle pachnie.

Oba przytoczone wyżej zapisy są oczywiście niezbędne i bardzo potrzebne. Tym razem pozostawiony w murach telewizji publicznej koń trojański nie jest pułapką zastawioną na widza, ale na nową obsadę murów tej obleganej twierdzy.

Najbardziej smutne jednak jest to, że wymuszanie stosowania się do zasad etyczno-moralnych wyklucza nie tylko „ich”, ale także i część „naszych”. Jedynym pocieszeniem niech będzie nadzieja, że być może przyciśnięte do muru kodeksem etycznym przyszłe władze TVP będą uzupełniały wakaty, dobierając pracowników spośród ludzi uczciwych.

Rozczarowanym i zawiedzionym, którzy stali już w blokach startowych w wyścigu po posady na Woronicza, dedykuję tę stara biblijną mądrość: O bogactwo się nie ubiegaj. Gdy utkwisz w nim wzrok, nie ma go, bo skrzydła sobie przyprawiło, jak orzeł, co odlatuje ku niebu (Prz. 23-4,5).

 

 

Mirosław Kokoszkiewicz (kokos26)


Publicysta tygodników Warszawska Gazeta i Polska Niepodległa oraz miesięcznika Zakazana Historia. Autor książek „Jak zabijano Polskę” i „Polacy, już czas”.

 

 


Przeczytaj więcej tekstów Mirosława Kokoszkiewicza na naszym portalu  
>  >  >  > TUTAJ .

 

Zdjęcie główne za pudelekx.pl / Wybór wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2015.11.23

Mirosław Kokoszkiewicz

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz