Maryla Weisinger: HUCPA WOKÓŁ JEDWABNEGO TRWA – CZAS NA DOKOŃCZENIE ŚLEDZTWA?


W legendarnej noweli „1984” George Orwell ostrzegał ludzkość przed inherennym elementem tyranii , czyli nieuprawnioną kontrolą prawdy historycznej , przekładającą się na palącą potrzebę świadomej i konsekwentnej polityki historycznej wspólnoty, pozostającej w opozycji do takiej tyranii.

Wśród szeregu zjawisk widocznej reanimacji życia społecznego – politycznego , którą przyniósł bieżący rok w Polsce, odrzucenie klientelizmu politycznego i determinacja w tworzeniu polityki historycznej zgodnej z polską racją stanu, wydają się przesądzone. Tym bardziej, że procesy te są często inicjowane i egzekwowane przez obywateli biorących coraz śmielszy, pewny swej tożsamości i praw, udział w życiu publicznym. Za najbardziej reprezentatywne niech posłużą przykłady Reduty Dobrego Imienia, która zaatakowała antypolskie kłamstwa J. T. Grossa czy Ruchu Kontroli Wyborów, kredytowanego zasługami na rzecz powstrzymaniem fałszerstw wyborczych. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z determinowaniem postaw nie widzianych w Polsce od ponad ćwierćwiecza!

Z zadowoleniem należy odnotować, że letargiczna do tej pory Polska Diaspora w Stanach Zjednoczonych także zaczyna dotrzymywać kroku na tej drodze. Ostatnio byliśmy świadkami wizerunkowo istotnych akcji przeciwdziałających najbardziej rażącym przejawom antypolonizmu, przy rosnącym poziomie merytorycznym dyskusji, która z kolei inspiruje zaangażowanie coraz szerszych kręgów wspólnoty. Byłoby naiwnością twierdzenie , że przywrócenia choćby pozorów balansu (czy zwykłej przyzwoitości) w postrzeganiu Polski i Polaków w Stanach , także w perspektywie historycznej, będzie łatwe. Nie będzie! Ale jak powiada E. Burke: „żeby zatriumfowało zło, wystarczy bezczynność ludzi dobrej woli”…

Takim przykładem „triumfu”, czyli nieuprawnionego kontrolowania historii jest sprawa Masakry w Jedwabnem z 1941 roku, ewokowana i podżegająca do oskarżeń o domniemany „endemiczny” antysemityzm Polaków, szczególnie przez kontrowersyjne prace J. T. Grossa, socjologa pracującego dla Pricetown University. Ale przecież nie tylko jego, a oto najświeższy przykład tego problemu.

W USA, właśnie rozgrywa się kolejny, periodycznie wzniecany, antypolski „dance macabre”, przy zachwytach szeregu poważnych mediów. Chodzi o drapieżną promocję książki weteranki zespołu „Gazety Wyborczej”, Anny Bikont pt. „ The Crime and The Silence”, której wydanie w części sposorowane zostało z dotacji Polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (sic!). Książka stanowi przeróbkę z jej polskiej edycji z 2004 rok – „Zbrodnia i Milczenie”. Przywołanie motywu tańca wydaje się pomocne w tym wypadku, ponieważ po bliższym spojrzeniu na sprawę dostrzegamy starannie choreografowaną kampanię kreowaną przez wąska grupę osób. Zdają się trudzić ku przyjemności „przemysłu Holokaust” (za prof. N. Finkelsteinem) i żerować na ignorancji amerykańskiego czytelnika? Co ciekawe, podobnie jak A. Bikont, J. T. Gross, wpierany jest przez wiodący lewicowy dziennik „Gazeta Wyborcza”, znany powszechnie z przychylności wobec postkomunizmu w Polsce i raczej nie ukrywanej awersji do katolicyzmu. Z szeregów tego wpływowego środowiska, sięgającego poza Atlantyk, bierze często początek spektakl wzajemnej promocji i legitymizacji – jak to obserwujemy na promocyjnym tournee p. A. Bikont w USA.

Dziennikarka przyznała wylewnie w jednym z wywiadów, Jedwabne stanowi jej „obsesję”, a pisze o: „tematach „tabu”, takich jak nienawistny antysemityzm Kościoła Katolickiego przed i podczas wojny (…)” i „Polakach bogacących się kosztem zamordowanych Żydów (…).” Przyznaje także, że inspiracją pozostaje dla niej J. T. Gross.
Ku zgryzocie pani Bikont, jej najwyrazniej Polako-żercze zapędy zostały nieopatrznie ujawnione piórem roztargnionego recenzenta „New York Times” , który donosi , że „według A. Bikont, (…) publikacja książki Grossa (…) zmieniła się w burzę w mediach, gdy zorientowano się, że „Sąsiedzi” narażają na ukazanie w oczach amerykańskiego społeczeństwa incydentu szokująco sprzecznego z obrazem Polaków prezentujących siebie jako męczenników, ale bohaterskich i szlachetnych ludzi. „( podkreślenia dodane)

Innymi słowy, w opinii A. Bikont, która otrzymała relatywnie staranne wychowanie i wykształcenie w Polsce, historia nie ma tu nic do rzeczy! Tworzenie mitu wokół „incydentu” było, najwidoczniej, potrzebne, żeby zwalczyć obraz Polaków „jako męczenników”, bo przecież to nie historia (parafrazując) ale oni sami go sobie malują?! Idąc dalej, zbrodniczy „incydent” dokonany przez hitlerowców, być może, przy współudziale lokalnych indywiduów działających pod lufami karabinów wroga, został tutaj karygodnie ekstrapolowany na cały Naród Polski okupowany i terroryzowany przez najeźdźców. Powielanie tej dość prymitywnej wolty w tym i podobnych aktach nieuprawnionej kontroli prawdy historycznej zdumiewa tym bardziej, że zdołano ją zdezowauować i ośmieszyć wielokrotnie.

Ponad dekada druzgocącej krytyki w tym zakresie została jednak zauważona przez edytorów, ponieważ publikacja p. Bikont jawi sie jako zdesperowana próba ucieczki od standardu akademickiego, poprzez zmianę modelu prezentacji (quasi – śledztwo dziennikarskie; quasi – memoir). Prima facie, czytelnik napotka sprytny zabieg legitymizujący chwiejne enuncjacje Grossa przez pół-prawdy, wzbogacone czystymi konfabulacjami („jedna baba, drugiej babie w pralni”), błędnej interpretacji i fałszywych insynuacji, a wszystko wydaje się dążyć do pre-definiowanego celu. A jeśli po drodze ucierpi prawda, tym gorzej dla prawdy!?

Masakra w Jedwabnem w 1941 r. w istocie miała miejsce, ale proporcjonalnie jako kropla w oceanie niesłychanych okrucieństw i krzywd wyrządzonych ludzkości w czasie II wojny światowej przez dwa totalitarne reżimy, niemiecki i sowiecki. Ta ohydna zbrodnia przejawia wszelkie cechy ludobójczej „czystki” hitlerowców, łatwo rozpoznawalne przez profesjonalnych historyków. Jednak J. T. Gross, i ślepym truchtem podążająca za nim, p. Bikont, wybielają nazistowskie winy, co wielokrotnie zostało potępione i zdyskredytowane przez historyków, by wymienić: P. Gontarczyka, W. Sawickiego, L. Żebrowskiego, a przede wszystkim, poprzez przełomowe prace amerykańskiego historyka polskiego pochodzenia,  M. J. Chodakiewicza.

Czy niektórzy mieszkańcy Jedwabnego rzeczywiście brali udział w tej zbrodni? Z własnej woli czy pod lufą karabinu? Nie posiadamy roztrzygającej odpowiedzi. Jednak, bez cienia wątpliwości, proces oskarżonych z 1949 roku, pod zarzutem udziału w masakrze w Jedwabnem, nie można uznać za uczciwy i wiarygodny, podczas, gdy służył również antypolskiej propagandzie narzuconego przez Sowietów reżimu komunistycznego w Polsce. Modus operandi w takich procesach obejmował zdobywanie pożądanych zeznań przez wszelkiego rodzaju przymus, fabrykowanie dowodów, wykluczenie typowych argumentów obrony jak np.: niepoczytalność , z powszechnym stosowaniem tortur włącznie. Jak wiemy, animatorzy tego nikczemnego systemu nigdy nie zostali ukarani, czego przykładem osławiony stalinowski zbrodniarz Stefan Michnik; a sprawiedliwość dla ich ofiar, jak bohaterski rotmistrz Witold Pilecki (haniebnie, nie uhonorowany ciągle jako Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata), nigdy nie nadeszła.
Wydaje się uzasadnionym stwierdzić w tym miejscu, że publikacje na siłę kreujące obraz rzekomego polskiego antysemityzmu na bazie Masakry w Jedwabnem z 1941 roku, czerpią garściami z dorobku antypolskiej propagandy komunistów, efektywnie znosząc odpowiedzialność za zbrodnię z identyfikowalnych zbrodniarzy hitlerowskich poprzez brutalne szkalowanie całego Narodu Polskiego i Państwa, i to wbrew ogromowi dowodów, które wydają zupełnie inne świadectwo!

Symptomatycznie, fałszywa narracja tworzona wokół Jedwabnego pozostaje szokująco niewzruszona wobec historycznych zasług Polskiego Rządu na Wychodźstwie i Państwa Podziemnego w okupowanym kraju. W tym zakresie, dla wszelkich aktów nieuprawnionej kontroli prawdy historycznej, niewygodnym pozostaje absolutna wyjątkowość, w skali świata, stanowiska Polski w obliczu Holokaustu, z jej polityką niesienia pomocy Żydom (m.in. Organizacja „Żegota”)  i przymusem państwowym w zakresie ścigania zbrodni wojennych wobec wszelkich grup etnicznych. Wykładnią tej samej chwalebnej postawy było także badanie i dokumentowanie zagłady Żydów oraz wzywanie wspólnoty międzynarodowej do przeciwdziałania aktom ludobójstwa, czego przykładem jest tzw. Raport E. Raczyńskiego czy rola emisariusza Polskiego Podziemia i Rządu na Wychodźstwie, Jana Karskiego.
Trzeba z zaskoczeniem zauważyć, że milczeniem, które tak potępia w swej książce A. Bikont, pokryty jest zdumiewający fakt, że Jedwabne, de facto, stanowi STUDIUM HISTORYCZNE REPREZENTUJĄCE okropności wojny w DWÓCH bolesnych sekwencjach!
Przemilczana część historii Jedwabnego, najwyraźniej niegodna „obsesji” pani Bikont czy czujności p. Grossa, dotyczy ​​zbrodni przeciwko Polakom popełnionym przez ich żydowskich sąsiadów w czasie inwazji Sowietów na Polskę w 1939 roku, kiedy to Żydzi entuzjastycznie witali wroga, „poprawiajac przy tym swój status społeczny”. Innymi słowy, mowa tu o zdradzieckim poparciu dla sowieckiego terroru poprzez denuncjacje, udział w masakrach, wywłaszczeniach i deportacjach Polaków do łagrów (w tym małym regionie, szacuje się, setki ludzi, w tym całe rodziny wraz z małoletnimi dziećmi).
Ale znowu, takie postawienie sprawy będzie zmanipulowane jako „denial orgy” i „przeniesienie winy na ofiary”, a nie wezwania do bezstronnego ujawnienia historycznej prawdy, przez dekady tłumionej przez reżim komunistyczny i jego pozostałości w Polsce? Prawda?

Co zatem robić? Jak przeciwdziałać aktom nieuprawnionej kontroli prawdy historycznej?

Pierwszym krokiem powinno być zrozumienie istoty samego zjawiska. Niezależnie od podżegania do antypolskiej nienawiści, szkodzenia przyjaznemu dialogowi między Narodami Polskim i Żydowskim, najbardziej odrażająca w tym kontekście jest obecność słabo zawoalowanej próby wypaczenia części wspólnej dla nas historii, co uwłacza wiecznej pamięć wszystkich ofiar II wojny światowej.

Zastanówmy się , czy wina za ten stan rzeczy obarcza wyłącznie takich czy innych oportunistów szukających poklasku, neofitów poprawności politycznej lub nawet naiwnych ideologów, dla których „cel uświęca środki? Czy raczej wina leży po naszej stronie?

Łatwo da się obronić argument, że dużo cięższa wina, wina zaniechania, leży po naszej stronie i sprowadzam te problem świadomie do kwestii odpowiedzialności obywatelskiej, w tym odpowiedzialności organizacji społecznych, klubów, fundacji, szkół, osób prywatnych etc., które porzucają swój przywilej i obowiązek wpływania na życie publiczne kraju. Wiemy dziś, dzięki „wołaniom na puszczy” szeregu dystyngowanych historyków, że nie mówiono nam prawdy o Jedwabnem. Wiemy także, że Jedwabne weszło do annałów historii już w czasie zbrodni popełnionych w 1939, a nie dopiero w 1941 roku, co było do tej pory tematem „tabu” chronionym także przez reżim postkomunistyczny.

W ramach zapowiadanej przez Prezydenta, Polski Rząd i Parlament animacji polityki historycznej reprezentującej (nareszcie!) polską rację stanu, należałoby domagać się „dobrej zmiany”, w tym zaprzestania subwencjonowania antypolskich treści grosiwem polskiego podatnika oraz wznowienia, a nawet rozszerzenia przez Instytut Pamięci Narodowej śledztwa w sprawie Jedwabnego. Śledztwa, które, jak pamiętamy, było w istocie substandardowe (z wyłączeniem szeregu procedur kryminalistycznych), i pośpiesznie zamkniętego pod wpływem nacisków politycznego lobby.

Ze względu na polska rację stanu, Jedwabne nie powinno pozostać wygodnym symbolem do siania polonofobii i napadów na historyczną spuściznę Polski, a przy tym kolejnym, zawstydzającym dowodem naszej niemocy w obronie ważkich interesów narodowych. Nawołujmy do tego także z szacunku dla pamięci Ofiar tych zbrodni. Tych z 1941, ale również tych z 1939 roku.

Wybrane żródła:

 

Maryla Weisinger

 

  • Na zdjęciu:  Tablica informacyjna przy wjeździe do Jedwabnego. Fot. za skepticism.org  / wyb. zdj. wg.pco

 

Przeczytaj więcej opracowań Maryly Weisinger na naszym portalu   >    >    >   TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2015.12.11

Materiały nadesłane

Autor: Materiały nadesłane