Dr Jerzy Jaśkowski: Rosyjska Armia i propaganda w Polsce. Fałszywa Flaga.


Z cyklu: „Państwo istnieje formalnie” P- 96

 

 

Naszym Afgańcom poświęcam!

 

Pamiętaj!

Nie można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi, jak: sojusznik i najeźdźca, wierny i zdrajca, swój i obcy, wróg czy agent! 
Józef Mackiewicz. 


Taka ludność cofa się w rozwoju do form plemiennych”.
jj

 

 

Od kilku ładnych lat społeczeństwo w Polsce jest odurzane propagandą, zgodnie z opracowanym przez CIA jeszcze w latach 1940. programem MK-ultra. Pomimo przemian, cenzura wewnętrzna wydawców jest silniejsza, aniżeli ta, jaka była w minionych czasach dominacji sowieckiej.

Obecnie zgodnie z doniesieniami prasy amerykańskiej w Polsce wolno pisać tylko i wyłącznie przeciw Rosji, przedstawiając ją w jak najgorszych barwach. Innymi słowy, wszystko co jest złe, to Rosja i Putin. Jednocześnie z drugiej strony polskojęzyczne media, niemieckich właścicieli pod nadzorem amerykańskim, wymyślają coraz to nowe zdobycze techniki rosyjskiej. Straszenie najazdem rosyjskim z jednej strony i zwycięskie walki Polaków w minionych wiekach z Moskalem z drugiej strony. Wydaje się, że program ten układali kiepskiej jakości specjaliści od pijaru. Chcieli bowiem pokazać z jednej strony chwałę oręża polskiego, że my bić Ruska możemy, a z drugiej strony uwidocznić zagrożenie, że naszym najgorszym wrogiem od wieków są Ruskie i jak nie będziemy ich bić, to oni nas… Czyli typowa fałszywa flaga odwracania uwagi od istoty prawdziwych zagrożeń.

W tej sytuacji może warto przypomnieć informacje o ostatniej większej kampanii wojennej Armii Czerwonej, jaką była „Wojna Afgańska”. Dziwnym trafem w Polsce praktycznie nie istnieje literatura obrazująca tę wojnę. O ile dobrze pamiętam, to zostały wydane tylko pojedyncze pozycje, pamiętniki byłych żołnierzy sowieckich, którzy zdezerterowali i uciekli do Australii. Także w wersji filmowej była tylko jedna pozycja „9 Kompania”. A przecież w internecie możemy znaleźć dziesiątki filmów tzw. afgańców. Obiektywnie trzeba przyznać, że są na o wiele wyższym poziomie wiarygodności, aniżeli firmy amerykańskie z czasów wojny w Wietnamie.

Tą pustkę historyczną wypełnia książka Swietłany Aleksijewicz pt.: „Cynkowi chłopcy”. Na marginesie, moim zdaniem, lepszy i bardziej oddający istotę rzeczy w Polsce byłby tytuł „Ołowiane Żołnierzyki”. Chyba że PT Autorka chciała podkreślić trumny cynkowe, w których wracali Czerwonoarmiści z Afganistanu do rodzinnych domów.

Nie chcąc zanudzać Szanownych Czytelników, poniżej przytoczę wybrane fragmenty, pokazujące stan Armii Sowieckiej w jej największym rozkwicie, tj. na przełomie lat 1970/80. Takie przypomnienie tych walk jest istotne, ponieważ w Afganistanie od wielu lat są i walczą nasi Rodacy.

Książka ta zasługuje na specjalną uwagę, ponieważ jest mało znaną w Polsce literaturą faktu, opartą na zeznaniach bezpośrednich uczestników walk. W Polsce natomiast, zamiast opierać się na bezpośrednich zeznaniach uczestników zdarzeń, piszący opierają się na tzw. dokumentach. Jest to fałszowanie historii, ale zabezpieczające tyłki piszącym. Podam konkretny przykład, że opieranie się na dokumentach jest tworzeniem literackiej fikcji przez usłużne trolle. W wojsku 99.9 % rozkazów jest wydawanych ustnie. Proszę mi pokazać jednego żołnierza, który dostawał rozkazy na piśmie i ma je w domu do okazania?

Innymi słowy, żaden z obywateli będących w wojsku nie może potwierdzić wykonania jakiejkolwiek pracy w okresie tych 1-2 lat spędzonych w mundurze. Proszę mi pokazać jednego żołnierza, który brał udział z interwencji w 1968 roku w Czechosłowacji i ma dokumenty w postaci pisemnie wydanych mu rozkazów! Od razu odrzucam sugestie, jakoby jakiekolwiek pisemne rozkazy znajdowały się w jakichkolwiek archiwach.

 

Ad rem.

Poniższe fragmenty są cytatami z wymienionej książki.


05 września 1988 rok

Taszkient, na lotnisku duszno….W tłumie opalonych wczasowiczów, pośród skrzyń i koszów z owocami podrygują na kulach młodzi żołnierze, zupełne chłopaczki. Nikt nie zwraca na nich uwagi, wszyscy się przyzwyczaili. Śpią i jedzą na podłodze, na starych gazetach i czasopismach, od tygodni nie udaje im się kupić biletu do Saratowa, Kazania, Nowosybirska, Kijowa…. Gdzie zostali inwalidami? Czego tam bronili. To nikogo nie interesuje.

„Poznałam kinooperatorów z Moskwy.

Filmowali załadunek „czarnego tulipana*”. Nie podnosząc oczu, opowiadają, że nieboszczyków ubierali w stare mundury z bufiastymi portkami, jeszcze z lat 40., a czasem wkładają do trumny bez mundurów, bo zdarza się, że i takich  przedpotopowych zabraknie. Stare deski, zardzewiałe gwoździe… Przywieźli nowych zabitych. Lodówka pachnie jakby nieświeżym mięsem dzika.”

 

„A w Związku Radzieckim telewizja pokazuje, jak w Afganistanie sadzi się aleje przyjaźni, których nikt z nas nie sadzi, ani nawet nie widział….”

„Wypisali mnie, dali zasiłek 300 rubli. Za lekką ranę przysługuje 150 rubli, za ciężką trzysta. Dalej można sobie żyć, jak się chce. Renta to grosze. Musiałem przejść na utrzymanie rodziców.” [paczka papierosów kosztowała ok. 10 rubli].

„Przez półtora roku nie widziałem żadnego żywego duszmana, widziałem samych martwych. O kolekcjach zasuszonych  ludzkich uszu? To były trofea bojowe… Chwalili się nimi. O kiszłakach, które po ostrzale artyleryjskim wyglądały jak rozryte pole, a nie ludzkie siedziby”. Ludzie latają w kosmos, a nadal zabijają się nawzajem, jak tysiące lat temu…. Kulką, nożem, kamieniem…W kiszłakach zakłuwali naszych widłami”.

Pielęgniarka.

„Rany były okropne.. byłam wstrząśnięta. Po co te kule? Kto je wymyślił? Czy na pewno człowiek? Otwór wlotowy – malutki, a w środku wszystko, jelita, wątroba śledziona – posiekane, porozrywane. [kaliber 5.6 i 4,5].

Przez cały marzec koło namiotów wyrzucano odcięte ręce i nogi. Trupy leżały w oddzielnej sali. Na wpół nagie, z wykłutymi oczami, jeden miał gwiazdkę wyciętą na brzuchu…. Nie było jeszcze cynkowych trumien, jeszcze ich nie przygotowali.

Mogłam uratować jednego, ale nie miałam niezbędnych lekarstw. Mogłam uratować drugiego, ale za późno go przywieźli [kto był w kompaniach medycznych? – źle wyszkoleni żołnierze, którzy umieli tylko bandażować]. Mogłam uratować trzeciego, ale nie dobudziliśmy pijanego chirurga.

Przywożą rannego. Akurat miałam dyżur. Otworzył oczy, popatrzył na mnie. Powiedział „No to koniec” i umarł.

Pracowałam na oddziale zakaźnym. Powinno być trzydzieści łóżek, a leżało trzystu chorych. Tyfus brzuszny i malaria. Wydawano im prześcieradła, koce, a oni leżeli na swoich szynelach na gołej ziemi. W majtkach. Ostrzyżeni na zero, a sypały się z nich wszy… Odzieżowe… Głowowe…. Takiego mnóstwa wszy nawet na sobie nie widziałam….W niedalekim kiszłaku Afgańcy chodzili w naszych szpitalnych piżamach, z naszymi prześcieradłami na głowach zamiast turbanów. Tak, nasi sprzedawali wszystko. Nie potępiam ich. Umierali za trzy ruble miesięcznie – nasz żołnierz dostawał osiem czeków na miesiąc. Trzy ruble. Dostawali do jedzenia mięso z robakami, zrudziałe ryby.

Wszyscy u nas mieli szkorbut, mnie wypadły przednie zęby. No to sprzedawali koce i kupowali haszysz.” 

„Przywieźli z „zieleniny”** lejtnanta  bez rąk i bez nóg. Bez męskości. Pierwsze słowa, jakie wypowiedział po szoku: „Jak tam moje dzieci”.

„Dla Aloszki, który umarł na moich rękach. Dostał osiem odłamków w brzuch. Znosili go z gór osiemnaście godzin. Żył siedemnaście. W osiemnastej godzinie umarł”. 

Po Bagram. Weszliśmy do wsi i poprosili o jedzenie. Zgodnie z ich zwyczajem, jeśli ktoś głodny trafi do domu, nie wolno mu odmówić gorącego podpłomyka. Kobiety usadziły nas za stołem i dały jeść. Kiedy stamtąd wyjechaliśmy, te kobiety razem z ich dziećmi zatłuczono na śmierć kijami i kamieniami. Wiedziały, że zostaną zabite, ale mimo to nas nie wypędziły. A my do nich ze swoimi prawami…”

„Teraz wołam do swoich uczniów: Uczcie się myśleć, że by z was nie zrobili kolejnych głupców. Cynkowych żołnierzyków”.

„Brakowało lekarstw. Nie było nawet zieleni brylantowej [środek do odkażania ran]. To nie zdążyli dowieść, to wyczerpały się limity – to nasz planowa gospodarka [w Polsce na podobnych zasadach działa i NFZ i MZ]. Zdobywaliśmy leki z importu. Ja w torbie miałam zawsze dwadzieścia japońskich strzykawek. Były w miękkim polietylenowym opakowaniu, wystarczyło zdjąć pokrowiec i zrobić zastrzyk. W naszych strzykawkach Rekord, przecierały się papierowe pochewki tak, że diabli brali sterylność. Połowa wybrakowana tak, że nie zasysała płynu, nie tłoczyła. Nasze płyny infuzyjne były w półlitrowych szklanych butelkach. Żeby pomóc ciężko rannemu potrzebne były dwa litry, czyli cztery butelki. Kto na polu walki potrafi utrzymać GUMOWY przewód na wyciągniętej ręce? W praktyce się nie da. A ile butelek można udźwignąć samemu? Co proponują Włosi? Polietylenowa torba litrowa, można skoczyć na nią w butach i nie pęknie. Dalej: zwykły bandaż, radziecki sterylny bandaż. Opakowanie było toporne ważyło więcej aniżeli sam bandaż. A importowane były jakieś lżejsze, bielsze nawet. Elastycznych bandaży nie mieliśmy w ogóle.

Przez dziesięć lat nic nowego nie weszło u nas do produkcji. Ten sam bandaż, ta sama szyna. Żołnierz radziecki jest najtańszy na świecie. Najcierpliwszy, najmniej wybredny. Bez wyposażenia, bez ochrony. Tak było w 1941 roku. Tak samo jest pięćdziesiąt lat później.

No i zawsze chciało nam się jeść… Byliśmy stale głodni. Strzelaliśmy do dzikich baranów. Za dzikiego barana uważany był taki, który oddalił się 5 metrów od stada. Albo wymienialiśmy się, dwa kilo herbaty za jednego barana.

Z zadań bojowych przynosiliśmy pieniądze, afgani. Wyżsi stopniem nam je zabierali i od razu, w naszej obecności, dzielili miedzy siebie.

Człowiek umiera całkiem inaczej, aniżeli na filmach. Kula trafia faceta w głowę… Jak dostanie w łeb, to mózg leci, a gość za nim biegnie, może nawet tak pół kilometra biec i go łapać. To przekracza wszelkie granice. Człowiek biegnie, dopóki nie nastąpi śmierć fizjologiczna. Łatwiej byłoby go zastrzelić, aniżeli patrzeć i słuchać jak pochlipuje albo leży i błaga o śmierć, jak o wybawienie. 

Wczoraj z naszych 40 chłopaków zrobili siekane kotlety. Z jednym z nich dwa dni temu siedzieliśmy w kiblu i czytaliśmy te gazety. Rechotaliśmy. O Kurna!!! 

Żarcie takie, że zrzygać się można….Przez cztery miesiące sama kasza gryczana – kasza na śniadanie, na obiad, na kolację. A na akcje dawali suchy prowiant, mielonkę w puszkach, czasami nawet czekoladę Alonka. Po walce przeszukiwało się zabitych „duchów” – i nagle człowiek stawał się bogaty: puszka dżemu, dobre konserwy i papierosy z filtrem. W Afganistanie pierwszy raz jadłem kraby, amerykańskie konserwy.

Nas zabrali prosto od mamy i powiedzieli: „ Naprzód gówniarze, to wasz święty obowiązek, musicie, bo macie po osiemnaście lat. O Kurna!

Kurna! Przecież wiozą nas na prawdziwa wojnę! Nawet strzelać nas nie nauczyli. Ile było na ćwiczeniach tego strzelania? Trzy pojedynczymi i sześć seriami. Mamo jedyna!

Stawiają człowieka na warcie i dają dwa magazynki nabojów. Gdyby się coś zaczęło, te sześćdziesiąt nabojów wystarczyłoby na pół minuty porządnej walki. A „duchy” miały strzelców wyborowych tak wyćwiczonych, że strzelali, kiedy widzieli dymek z papierosa, płomyk zapałki.

Widziałem mnóstwo rozbitych wiosek, ale ani jednego przedszkola, ani jednej zbudowanej przez nas szkoły, czy posadzonego chociażby jednego drzewka, o których pisały nasze gazety.”  

„Dotarła do mnie jedna prosta prawda: żołnierz jest wszędzie żołnierzem, jest taki sam, mięso. Dział mięsny. Z jedną tylko różnicą: tamci na śniadanie mieli lody w dwu smakach, a my – kaszę na śniadanie, obiad i kolację. Owoców w ogóle nie oglądaliśmy, marzyliśmy tylko o jajkach i świeżych rybach. Jedliśmy cebulę jak jabłka. Wyszedłem z wojska bez zębów.

Wszy dokuczały, zwłaszcza zimą. Materace posypywane były proszkiem.

Z wykształcenia jestem filologiem. W szpitalu… Jeden bez ręki, a obok, na jego łóżku siedzi drugi, bez nogi i pisze list do matki. Mała afgańska dziewczynka… Wzięła cukierek od radzieckiego żołnierza. Rano odrąbano jej obie ręce…”

  

Myślę, że te kilkanaście fragmentów wystarczy, aby otrzymać obraz tej „najstraszniejszej” Armii Czerwonej. Przypomnę, to było w okresie największego rozkwitu wydatków na armię w Sojuzie. Armia liczyła około półtora miliona ludzi. Dysponowała liczbą 3000 okrętów. 

Obecnie, ta sama armia w okresie ostatnich 25 lat po słynnym spotkaniu na Malcie Regana z Gorbaczowem, została zredukowana do 248 000 ludzi. Posiada jeszcze koło 100 okrętów, ale tylko 10 może wyjść w morze. Wydatki na armię zostały ograniczone do 60 miliardów dolarów.

Przypomnę, że armia Ukrainy po przewrocie majdanowskim dysponuje liczbą 255 000 żołnierzy, nie licząc tzw. batalionów najemników z Blackwater, czy Mossadu.

Armia Niemiecka to także koło 250 000 żołnierzy.

Armia amerykańska to półtora miliona żołnierzy stacjonujących w 150 krajach na świecie, a jej jawny budżet to ponad 600 miliardów dolarów.

Oczywiście w porównaniu z „naszymi” siłami zbrojnymi, posiadającymi stary niemiecki złom, tj. 2A1 do 2A4 leopardy podobno z dwoma pociskami na działo, to Rosja ma olbrzymią Armię. Ale tak samo olbrzymią armię posiada Ukraina, która jest o wieeellleeee bliżej.

I teraz dopiero możesz porównać, Szanowny Czytelniku, te strony tzw. wojskowe w krajowym wydaniu, z faktami.

Od wielu lat Polacy uczestniczą w walkach VI wojny Opiumowej w Afganistanie i nie tylko żadnych statystyk się nie prowadzi, ale nawet nie ma żadnych „listów” z pola walki. Czyżby mieli zakaz publikacji?

O kobietach w armii następnym razem.

 –  –  –  –  –  –  –  –  

*czarny tulipan – popularna nazwa samolotów An-12, którymi transportowano trumny z poległymi w Afganistanie

** zielenina – popularna nazwa zarośli krzewów, w których powstańcy najczęściej urządzali zasadzki.

 

 

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 16 grudnia 2015

 

  • Zdjęcie główne: Armia Czerwona w Afganistanie. Według części historyków, wojna w Afganistanie przyczyniła się do upadku ZSRR. Fot. za Wikimedia CC BY SA 3.0 / Serg Neo./ wybór zdjęcia wg.pco

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2015.12.18

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski