Prof. Artur Śliwiński: Prognoza dla Polski 2016


EEM-Europejski_Monitor_Ekonomiczny_

 

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM
Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Na przyszły rok Polacy mają do wyboru dwie prognozy. Pierwsza z nich ma charakter oficjalny, a ściślej biorąc urzędowy, i oficjalnie potwierdzony przez poważne instytucje międzynarodowe. Jest to prognoza umiarkowanie optymistyczna, chociaż jej niektóre warianty są podejrzanie skrajnie optymistyczne. Droga prognoza zakłada pojawienie się szoku; tym razem szoku bez terapii.

Czytelnik ma… wolny wybór.

Pierwsza prognoza jest publikowana w nieznacznie różniących się wersjach przez… (pomijam chwilowo wariant skrajnie optymistyczny). Szacunkowe dane na rok 2016 budzą umiarkowany optymizm, skoro prognozy OECD, Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego jednym tchem przewidują wzrost Produktu Krajowego Brutto w Polsce o 3,5%. Jest ona oczywiście zdecydowanie bardziej optymistyczna dla tych, którzy nie wiedzą, czym jest Produkt Krajowy Brutto, lecz bezgranicznie ufają, iż dane te świadczą o wzroście gospodarczym. Mniejszy natomiast nastrój optymistyczny wywołują wśród tych, którzy znają się na rzeczy.

Skrajnie optymistyczne przewidywania idą znacznie dalej, bo oto ukazują wizję Polski jako mocarstwa europejskiego. Podstawowe założenie jest fałszywe; Polska jakoby rozwija się dynamicznie. Podobnie jak prognoza o charakterze oficjalnym, ta opiera się na założeniu, iż w ubiegłych latach gospodarkę Polską cechował względnie wysoki wzrost gospodarczy (znowu ten nieszczęsny Produkt Krajowy Brutto, a nie na przykład stopa bezrobocia z uwzględnieniem poszukujących pracy za granicą). Tym razem przewidywania są opatrzone mapą przyszłego kontynentu europejskiego, na której Polska rozciąga się od Bałtyku do Morza Czarnego. Oto renesans wizji międzymorza. Podobnie jak w przypadku prognozy oficjalnej, mniej zorientowani w arkanach prognozowania Czytelnicy mogą omawiany wariant rozwoju sytuacji geopolitycznej przypisać czyjejś aberracji, ale nie jest to takie pewne.

 

Prognoza pierwsza

 

Jest to prognoza jednowymiarowa, czyli pomijająca różne zakamarki obecnej sytuacji i ich wpływ na ogólny bieg zdarzeń. Zaletą tej prognozy jest jej prostolinijność. Określenie „prostolinijność” zawiera jednakże dwa podteksty, z których jeden jest na ogół mile przyjmowany, a drugi – niezrozumiały. Bo też „prostolinijność” uchodzi za sformułowanie prostego i jasnego przekazu, dzięki któremu nikt nie musi zaprzątać sobie głowy wątpliwościami. Wskaźnik Produktu Krajowego Brutto służy do prognozy prostolinijnej, która nie wymaga dyskusji o trwałym bezrobociu i emigracji zarobkowej, o kolosalnym i nadal rosnącym długu publicznym, o rozpanoszeniu się korporacji finansowych i sieci handlowych, o degradacji służby zdrowia, o depopulacji itd. Wielowymiarowość utrudnia prognozowanie. Ale jest jeszcze jeden wstydliwy szkopuł jednowymiarowości prognoz wskaźnika Produktu Krajowego Brutto. Jest nim brak odpowiedzi na pytania: a czyj jest to Produkt, a kto z tego Produktu korzysta, a kto z niego nie korzysta? Z tego wynika, że nie bardzo wiadomo, czy jest to brylant czy łajno.

Piszę to z przykrością, gdyż mogę pogorszyć komuś nastrój noworoczny.

Wariant Polski rozciągającej się między Bałtykiem a Morzem Czarnym po raz pierwszy bodajże uwiarygodnił George Friedman („cień CIA”) anonsując, że Polska za 20 lat będzie potęgą gospodarczą. Co prawda jego argumentacja jest słaba („Koniec eksportu was nie zabije”), ale nie o to chodzi. Nawiązanie do koncepcji międzymorza, z włączeniem do Polski (według Andrewa Korybko) Litwy, Słowacji i Mołdawii, jest raczej projektem geopolitycznym Stanów Zjednoczonych, niż prognozą. A to oznacza, że kręgi rządzące w USA chcą Polsce przypisać centralną rolę w ich polityce europejskiej kosztem Niemiec i Francji. Precyzyjne skierowanie masy emigrantów muzułmańskich na te dwa filary Unii Europejskiej wskazuje, że nie jest to projekt czysto abstrakcyjny. Najpewniejszym skutkiem realizacji owego projektu jest prawdopodobne zlikwidowanie Unii Europejskiej. Już dzisiaj nikt nie wie, czym ona jest i jakie są jej cele.

Inne skutki są trudne do przewidzenia. Niektóre wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy pozwalają przypuszczać, że również kręgi rządzące w Polsce są zachwycone i przejęte tym projektem. Niestety, Stany Zjednoczone nie są złotą rybką.

Ten wariant może wydawać się najbardziej optymistyczny. Jednakże w projekcie tym widać najbardziej wykorzystanie Polski do celów imperialnych Stanów Zjednoczonych. Skoro jednak PAX Americana gaśnie, to również gasną nadzieje na międzymorze. Ale zamieszanie może być spore.

 

Prognoza druga (wprowadzenie)

 

W odróżnieniu od pierwszej, prognoza druga zakłada, że żyjemy w latach potężnego kryzysu globalnego, który długo jeszcze się nie skończy i nie wiadomo czym się skończy. Dotyczy to również Polski, chociaż niektórzy wierzą, że w naszym kraju kryzysu nie ma lub Polskę omija. Cóż, durni nigdy nie brakowało. Kryzys szybko nie ustąpi, a to oznacza, że lepiej nie będzie, lecz będzie jeszcze gorzej. Dlatego druga prognoza jest pesymistyczna, ale przynajmniej uczciwa.

Różnica między pierwszą a drugą prognozą polega na tym, że druga bierze pod uwagę niestabilność procesów zachodzących w Polsce. Sytuacja jest wyjątkowo niestabilna, chociaż niektórzy wierzą, że jest stabilna (to ci sami durnie). Czyli wszelkie przewidywania są mocno obciążone niepewnością przyszłości, nawet w horyzoncie kilkumiesięcznym. Może więc lepiej machnąć ręką na przewidywania, aniżeli się nimi zajmować.

A jednak przewidywania są potrzebne, aby nie pogubić się zupełnie w obecnym chaosie globalnym i krajowym. Pogubienie się w tym chaosie jest bardzo niebezpieczne. Niestety, przewidywania w warunkach chaosu wymagają cierpliwości i pracy poświęconej rozpoznaniu ewolucji globalnego kryzysu oraz jego konsekwencji. W ramach społecznego podziału pracy od jednych należy wymagać właśnie takiego wysiłku (to intelektualiści), od drugich zrozumienia tego, co ci pierwsi potrafią wydobyć z chaosu informacyjnego i szczypty krytycyzmu (to większość społeczeństwa), a od trzecich nie należy niczego wymagać (to durnie). Taki podział niestety w Polsce już dawno został skutecznie zniszczony (role uległy odwróceniu). Dlatego, aby snuć dalej niniejsze dociekania nad nadchodzącym rokiem 2016, musimy odrobić zaległą lekcję; wydobyć ewolucję kryzysu globalnego na światło dzienne.

 

Metamorfoza kryzysu globalnego (przypomnienie)

 

Kryzys globalny nie oznacza, że wszystko dziać się zaczęło nagle, a więc data jego erupcji (2007 rok) jest datą wskazującą, że kryzys dzięki spektakularnym bankructwom finansowym w Stanach Zjednoczonych wdarł się do świadomości społecznej.

Pierwsze trzy lata kryzysu (2007- 2010) przebiegały pod znakiem walki z kryzysem finansowym, a ściślej biorąc, były reakcją na nadużycia i kryminalizację sektora finansowego. Walka rządów europejskich i światowej opinii publicznej pod sztandarem zdyscyplinowania (zreformowania) tego sektora zakończyła się totalną porażką, czyli zwycięstwem oligarchii finansowej. Niektórzy jeszcze pamiętają, jak kanclerz Niemiec Angela Merkel głośno domagała się zreformowania światowego systemu finansowego i szybko zamknęła usta. Ludzie najbardziej uważni mają w pamięci encyklikę Benedykta XVI z 2009 roku „Caritas in Veritate”, poświeconą konsekwencjom społecznym i moralnym kryzysu globalnego.

Nadużycia i kryminalizacja sektora finansowego nie zostały zahamowane. W styczniu 2013 roku mogłem więc pod tytułem „Gigantyczne oszustwa” (Europejski Monitor Ekonomiczny Nr 1/2013(29) odnotować: „Coraz głębiej wpadamy w wir skandali światowego systemu bankowego i funduszy inwestycyjnych. Opinie na ich temat od 2007 roku zmieniły się o 180%. Ich wiarygodność w oczach kredytobiorców i inwestorów spadła niemal do zera. Ale nie wszędzie”. Jak to nie wszędzie, skoro sprawa nabrała rozgłosu. W krajach, które kryzys globalny rzekomo omija. Dalej napisałem:„To właśnie Polska jest jednym z nielicznych krajów, które przełykają kolejne oszustwa wielkich korporacji finansowych bez większego wrażenia, mimo, że w ostatnich kilkunastu latach wskutek tych oszustw polskie przedsiębiorstwa, konsumenci i skarb państwa straciły dziesiątki miliardów dolarów. Stopniowo spróbujemy wyjaśnić ten zadziwiający fenomen, lecz na początek postarajmy się zobaczyć skalę oszukańczych praktyk finansowych oraz przyczyny niespotykanej eksplozji tych praktyk”.

Po tej pierwszej fali kryzysu globalnego pojawiła się w 2011 roku, zgodnie z przewidywaniami poważnych analityków ekonomicznych, następna fala kryzysu. Już wcześniej wskazywali oni, że przebieg kryzysu będzie przypominać literę W. Tym razem kryzys rozwijał się pod znakiem globalnego kryzysu politycznego. Bezradność i uległość rządów wobec światowej oligarchii finansowej przeistoczyła się w głęboki kryzys polityczny krajów europejskich, którego najwyraźniejszymi symptomami był spadek zaufania społeczeństw do rządów oraz bulwersująca bezradność rządów w obliczu narastającego kryzysu; krótkowzrocznie i bezmyślnie wprowadzających kraje w pułapkę zadłużeniową. Była to faza degradacji polityki, ale także przyjmującej postać epidemii demoralizacji polityków. Najlepszym przykładem omawianego kryzysu politycznego jest sytuacja w Grecji. Już przed podpisaniem w styczniu 2010 roku Memorandum 1 w sprawie redukcji zadłużenia wszystkim było wiadomo, że nie przyniesie ono pozytywnych rezultatów, lecz pogorszy jeszcze trudną sytuację ekonomiczną Grecji, co rzeczywiście nastąpiło. Ujawnił natomiast wulgarność i bandytyzm życia politycznego w krajach europejskich.

Na marginesie warto przypomnieć, że dramat Grecji nie wywołał niemal żadnych reakcji w Polsce, chociaż „spolegliwość rządów” obydwu krajów wobec dyrektyw UE i światowej oligarchii finansowej jest zadziwiająco podobna.

Druga fala kryzysu faktycznie zrujnowała dotychczasowy, kruchy porządek międzynarodowy. Zjawiskiem, które trzeba było wyeksponować, było pogłębianie się sprzeczności politycznych w obrębie Zachodu. Mogłem więc napisać, że „Traktujemy je jako przejaw dalszego pogłębiania się kryzysu w świecie zachodnim, a nawet jako kluczowy czynnik drugiej fali kryzysu globalnego. Oczywiście kryzys ten nie ulega zawężeniu do Stanów Zjednoczonych i Europy, ani nie stawia ich w rzędzie największych ofiar kryzysu. Widzimy bowiem gwałtowne pogarszanie się sytuacji materialnej w wielu częściach świata, zwłaszcza w krajach ubogich (kryzys żywnościowy, powiększanie się obszarów nędzy, wzrost bezrobocia itp.). W obydwu przypadkach – Europy i krajów ubogich – chodzi o dużą dotkliwość skutków kryzysu globalnego, a pośrednio – o nieefektywność przeciwdziałania organizacji międzynarodowych i rządów w zakresie międzynarodowych stosunków gospodarczych” (patrz: „Nadejście drugiej fali kryzysu”, Europejski Monitor Ekonomiczny Nr 2/2011 (21)).

 

Trzecia fala kryzysu globalnego: Wojna Światowa

 

Aby doprowadzić prognozowanie do końca, więcej uwagi należy poświęcić teraźniejszości. Od pojawienia się na Ukrainie oraz w Syrii dwóch ognisk zapalnych, a następnie wielkiej fali imigracyjnej w Europie III. Wojna Światowa przestała być elementem przewidywań. Stała się faktem, bez uwzględnienia którego wszelkie dalsze przewidywania są po prostu bezsensowne. Podobnie jak w 2007 roku wielkich bankructw w sektorze finansowym nie kojarzono początkowo z wielkim kryzysem globalnym, lecz raczej uznawano za „awarię systemu”, którą można szybko usunąć, tak też obecnie rozlania konfliktów zbrojnych w Europie i na Bliskim Wschodzie dotychczas nie wiąże się na ogół z kryzysem globalnym. To z pewnością nie sprzyja zrozumieniu, jaka jest istota tych konfliktów i towarzyszących jej zbrodni wojennych.

Wielu ludzi w Polsce odbiera jasne sygnały o III. Wojnie Światowej z niedowierzaniem lub upatruje w nich przesadnego stylu wypowiedzi na palące tematy. Warto więc przypomnieć, że o III. Wojnie Światowej słyszeliśmy od Ojca Świętego Franciszka po raz pierwszy jesienią 2014 roku. Jezuici słyną z tego, że mają dobre rozeznanie, co się dzieje w świecie. Warto przytoczyć tutaj następujący fragment Jego wypowiedzi: „Jak to jest możliwe? Jest to możliwe, ponieważ także dziś za kulisami kryją się interesy, plany geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy, jest przemysł zbrojeniowy, który zdaje się tak bardzo ważny!”

Czytelnik powinien zwrócić uwagę na określenie „plany geopolityczne”. Wojna nie jest (i nigdy nie była) wywołana przez spontaniczne reakcje lub erupcję nienawiści. Jest rezultatem długofalowych planów geopolitycznych. Toteż nie można dalej lekceważyć, z konieczności szczątkowych informacji, które odkrywają kulisy planów wojennych. Do wiadomości publicznej przedostał się fragment opublikowanej przez Wesleya Clarka rozmowy z generałem z Pentagonu w 2001 roku („jakieś dziesięć dni po 9/11”). Clark był w latach 1997-2000 naczelnym dowódcą Połączonych Sił Zbrojnych NATO i dwukrotnie czołowym kandydatem Partii Demokratycznej USA na prezydenta. Clark zapytał generała (już w czasie bombardowania Afganistanu), czy wciąż planuje atak na Irak. Odpowiedź generała była taka: „Dużo gorzej. Oto notatka, którą dostałem z wyższego piętra (biura Sekretarza Obrony – red.). To jest notatka, która opisuje, jak mamy zamiar zająć siedem krajów w ciągu 5 lat, zaczynając od Iraku, a następnie Syrii, Libanu, Libii, Somalii, Sudanu i w końcu Iranu”.

O mobilizacji do III. Wojny Światowej mówiono od kilku lat. Nie może więc nikogo zadziwić, że w maju 2015 roku opublikowałem artykuł „Polska w wirze Trzeciej Wojny Światowej” (Europejski Monitor Ekonomiczny Nr 1/2015 (39)), z którego przytoczę niewielki fragment dotyczący Polski: „Od ponad roku nie tylko słychać ostrzeżenia i prognozy związanej z III. Wojną Światową, lecz również widać coraz bardziej zaawansowane działania mobilizacyjne, przetasowania logistyczne i prowokacje zbrojne. Trwa bezpardonowa wojna informacyjna, mająca na celu piętnowanie i osłabienie moralne wrogów oraz uzasadnienie konieczności uczestnictwa w konflikcie militarnym. Jest ona dużym zaskoczeniem, ponieważ oznacza, że dotychczasowy monopol informacyjny globalnych sieci medialnych został – po raz pierwszy – złamany.

Od dłuższego czasu mamy do czynienia z cichym preludium III. Wojny Światowej: z wojną ekonomiczną (zwłaszcza wojną walutową). Nie można się łudzić, że pierwsze operacje logistyczne i militarne oraz wynikające z nich zagrożenia nie obejmują Polski”.

Inwazja emigrantów na Europę jest elementem toczącej się Wojny Światowej. Fakt, że ta „nagła” inwazja została dobrze zaplanowana i zorganizowana, nie budzi wątpliwości. Coraz więcej ludzi zaczyna to rozumieć.

 

Czwarta fala globalnego kryzysu: rok 2016

 

Trzy pierwsze fale rozwijającego się w latach 2007-2015 kryzysu globalnego nakładają się na siebie; kumulując rosnące problemy ekonomiczne, polityczne i militarne. Nas rok 2016 przypada kolejna, czwarta fale kryzysu, która determinuje przyszłe zmiany w świecie i oczywiście także w Polsce. Jak za każdym razem wcześniej, będzie na początku przyjmowana z niedowierzaniem i niezrozumieniem. Jest to fala kryzysu duchowego.

Już samo określenie „kryzys duchowy” wydaje się niejasne. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, skoro w ostatnich trzydziestu kilku latach nastąpiło kolosalne zubożenie życia duchowego w świecie i w Polsce. Do tego stopnia, że pojęcie „duchowość” zostało wyprane z treści (zachowało się tylko w pojedynczych zgromadzeniach zakonnych). Dla przypomnienia, czym jest duchowość powtórzę: „Od wieków czynnikiem integrującym działania ludzkie były religie i ideologie. Tworzą one trudno uchwytną przestrzeń duchową, która nie tylko silnie wpływa na zachowania pojedynczych ludzi, lecz w wymiarze historycznym wykształca fenomen kultury, czyli określa charakter więzi społecznych…” (A. Śliwiński: Ekonomia sieci, Warszawa 2015, s. 93).

Jednak kryzysu duchowego nie da się uniknąć. Kryzys globalny ma bowiem nie tylko wymiar horyzontalny, lecz również wertykalny. To oznacza, że poszczególne fale kryzysu wznoszą się coraz wyżej, wywołując perturbacje ekonomiczne, konflikty polityczne, pożogę wojenną i wreszcie kryzys duchowy.

Symptomy nadchodzącego kryzysu duchowego są już widoczne od wielu lat, zaś ich (jeszcze intuicyjnym) określeniem jest sformułowane przez Jana Pawła określenie „kultura śmierci”. Dzisiaj widać wyraźniej dwa aspekty nadchodzącego kryzysu: z jednej strony – tolerancję zła, z drugiej strony – dążenie do hegemonii globalnej, które splatają się w jeden globalny nurt destrukcji.

Tolerowanie zła odnosi się przede wszystkim do tolerowania jawnych i ukrytych form ludobójstwa. Pierwszy przykład: podziwianie nazizmu na Ukrainie i milcząca aprobata dla jego zbrodni ( m.in. spalenia żywcem ok. 200 ludzi w Domu Związkowym w Odessie), przy jednoczesnym, wręcz śmiesznym, potępianiu „nacjonalizmu” na Węgrzech. Drugi przykład: reżyserowanie oburzenia światowej opinii publicznej wobec aktów terrorystycznych we Francji, a zarazem tolerowanie ludobójstwa chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Azji. W obydwu przypadkach widać, jak zaciera się sens ludobójstwa (na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie). Tym bardziej ukrywane są bardziej podstępne formy ludobójstwa.

Dążenie do hegemonii globalnej jest roszczeniem panowania nad światem, które ma zawsze i bezwzględnie charakter zbrodniczy. Jego współczesną ideologią jest neomaltuzjanizm i praktyczny zamysł redukcji ludności świata (m.in. według koncepcji „złotego miliarda”). Należy odnotować agresywny charakter hegemonii globalnej, która w warunkach kryzysu globalnego przeradza się w planowanie i przeprowadzenie zbrodniczych planów wyniszczenia ludności świata. Ci, którzy wychodzą z takimi roszczeniami, najwyraźniej zapomnieli, że gdy człowiek czyni plany, Bóg się po prostu śmieje.

Tolerancja zła jest skoncentrowana na osłabieniu sprzeciwu wobec tych planów. To ostatnie stwierdzenie nie jest poparte dowodami, ale czy ktoś w to wątpi?

Nie ulega wątpliwości, że zarówno tolerancja zła, jak też dążenie do hegemonii globalnej, a także wspierające te dążenia sekty i organizacje międzynarodowe mają charakter satanistyczny. Narastająca tolerancja zła wypiera z życia duchowego działanie prawdy, rozumienie sensu dobra. Pozbawia ludzi sprawiedliwości. Chwytanie się miłości bez prawdy, dobra i sprawiedliwości niszczy wiarę katolicką. Roszczenie do panowania nad światem zmierza do detronizacji Boga. To tylko preludium do nadchodzącej kulminacji walki Dobra ze Złem.

Czas szybko leci. Spodziewam się, że w lipcu 2016 nastąpi moment przełomowy (choć trudno ustalić, w którą stronę). Będzie to efekt spotkania młodzieży katolickiej z całego świata w Krakowie. Organizatorzy Światowych Dni Młodzieży dają znać, że młodzi goście z całego świata zademonstrują festiwalową radość. Tymczasem ci młodzi goście przywiozą do Polski doświadczenia dyskryminacji, pogardy, gwałtów i zbrodni, których rzesze katolików doznają w ich rodzimych krajach. Tymi doświadczeniami będą się dzielić z innymi, również z ludźmi dorosłymi. Zechcą zapewne przeciwstawić sie Złu. To będzie w 2016 roku wielkie, zbiorowe wydarzenie, które może okazać się katalizatorem wyjścia z kryzysu duchowego, a może nawet iskrą, która zapali świat.

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-12015.12.22

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński