Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Zaproszenie do piekła (cz.1)


EEM-Europejski_Monitor_Ekonomiczny_

Obecnie mamy do czynienia z nową fazą kryzysu globalnego. Co jest charakterystyczne dla tej fazy kryzysu? Najlepiej widać to, że kryzys ostro uderzył w Europę. Ale to jeszcze nie wszystko.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM
Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Kryzys objawia się obecnie w ostrych konfliktach polityczno-militarnych w duchu zarządzania „kontrolowanym chaosem”.

Epicentrum kryzysu globalnego jest jednak ciągle w tym samym miejscu: w Stanach Zjednoczonych. To w Stanach Zjednoczonych rodzą się nowe projekty geopolityczno-militarne, których związek z kryzysem globalnym nie zawsze jest dostatecznie dobrze rozpoznany. Często obecne konflikty polityczno-militarne są analizowane w oderwaniu od kryzysu globalnego lub przyjmowane jako sposób rozładowania sytuacji kryzysowych, a nie jako nowa faza kryzysu. Sprzyja takiemu podejściu ogólne osłabienie zainteresowania globalnym kryzysem systemowym i skupienie uwagi na problemach humanitarnych, które narastają lawinowo wskutek wspomnianych konfliktów (na Ukrainie, Bliskim Wschodzie, wreszcie w Europie Zachodniej).

Tymczasem nie ma wątpliwości co do tego, że globalny kryzys systemowy nie tylko nie został rozładowany, lecz nie został nawet dostatecznie rozpoznany. Jego „przesunięcie” w stronę ostrych konfliktów polityczno-militarnych nie powinno być w tej sytuacji zaskakujące. Po kilku latach kryzysu globalnego, kiedy stało się oczywiste jego dalsze trwanie, nastąpiły istotne zmiany w zachowaniach „elity światowej”, rządów, a także społeczeństw większości krajów. Cechą charakterystyczną tych zmian jest gorzka świadomość porzucenia iluzji powszechnego dobrobytu. „Elity światowe” są zagrożone utratą dotychczasowych wpływów i coraz częściej skonfliktowane wewnętrznie, o czym mało się pisze. Przejawia się to w rozpadaniu się wizji hegemonii globalnej, ale przede wszystkim w gorączkowych próbach wykorzystania „ostatniej szansy” osiągnięcia tej hegemonii (z wykorzystaniem topniejącej przewagi finansowej, informacyjnej i militarnej). Rządy większości krajów europejskich (i nie tylko) wypracowały dla siebie pozycję polityczną, która okazała się fałszywa; tak jest zazwyczaj odbierana przez rządzonych. Niezależnie od orientacji politycznej (prawicowej, lewicowej- umiarkowanej, radykalnej) rządy te przyjmowały rolę promotorów powszechnego dobrobytu. Po zachwianiu w 2008 roku, spowodowanym kryzysem globalnym, rola ta została tylko nieznacznie zmodyfikowana. Rządy przystąpiły do „przezwyciężania kryzysu”, stanowiącego zapowiedź powrotu na „ścieżkę dobrobytu”. To się nie spełniło i nie mogło się spełnić. Rozpoczął się szeroko zakrojony proces fałszowania wyników gospodarczych, obejmujący nawet zmiany międzynarodowych standardów statystycznych. Stawiano głównie na propagandę, a nie na działania realne. W kilku krajach przyjęto jeszcze bardziej zgubną taktykę całkowitego ignorowania kryzysu (bez jakichkolwiek prób przeciwdziałania lub łagodzenia jego skutków), czyli de facto wejścia rządów w „sojusz z kryzysem”. Polska jest jednym z przykładów zastosowania tej samobójczej praktyki, podtrzymującej iluzję dobrobytu. Główną cechą większości rządów europejskich jest słabo maskowana bezradność oraz podatność na naciski „elity światowej”. Tracąc w ten sposób zdolność rządzenia, kompromitują się w oczach rządzonych.

Społeczeństwa wielu krajów w latach kryzysu okazały się słabe, a zarazem nacechowane powszechnym niezadowoleniem. Szkoła „powszechnego dobrobytu” również na społeczeństwach wywarła silne piętno jako dążenie do dobrobytu na własną rękę. Spadek samokrytycyzmu uniemożliwia dostrzeganie tego, co jest widoczne z zewnątrz. Jak zauważa jeden z publicystów rosyjskich Antoni Artiuch, „ Stare rosyjskie przysłowie „raj słodki i w namiocie,” w większości krajów świata można dziś interpretować w następujący sposób: będzie namiot, będzie słodko, ale raj nam niepotrzebny. Nawiasem mówiąc, w angielskiej wersji powiedzenie to brzmi: «Love in a cottage», dosłownie – miłość w domku. Zachodnie umysły nie mogą zmieścić słów „namiot” i „raj”; dla nich to seks, jedzenie i picie, w nieskończonej postaci”. Wiadomo, że w czasie kryzysu efekt ogólny takich dążeń zawsze będzie nieznośny.

Wszystkie trzy strony uczestniczące w kryzysie globalnym („elity światowe”, rządy, społeczeństwa) nie są zdolne do przezwyciężenia globalnego kryzysu systemowego i co gorsze – przyczyniają się do jego pogłębienia. Jednocześnie między nimi narastają antagonizmy. Wszystkie trzy strony stają się wobec siebie coraz bardziej agresywne. I prawdopodobnie natężenie agresji występuje w tej kolejności: „elity światowe”, rządy, społeczeństwa.

 

Lekceważenie kryzysu globalnego

Jeżeli nie udaje się określić przyczyn istniejących konfliktów, niemożliwe jest ich pokojowe rozwiązanie. Jednak nie zawsze pytanie o powody tych konfliktów jest dla wszystkich wygodne i pożądane. Jeżeli zatem u źródeł współczesnych konfliktów polityczno-militarnych leżą sprzeczne reakcje na globalny kryzys systemowy, potrzebna jest rzetelna wiedza o naturze tego kryzysu i ponadto wiedza o podmiotach reagujących na kryzys kreacją sytuacji konfliktowych.

Znajdujemy się w szczególnie dyskomfortowej sytuacji. W Polsce zainteresowanie globalnym kryzysem jest minimalne (nawet w porównaniu z pozostałymi krajami postkomunistycznymi). Wbrew pozorom, ma to niezwykle negatywne konsekwencje. Pierwszą negatywną konsekwencją jest praktycznie zanik niezależnych analiz przemian społeczno-ekonomicznych zachodzących w świecie, które są silnie zdeterminowane przez globalny kryzys, a w ślad za tym – zanik potrzebnych umiejętności analitycznych. Innymi słowy, jest to wyraz trwałej ślepoty (rządu i społeczeństwa). Drugą konsekwencją jest uleganie tendencyjnym i interesownym interpretacjom globalnego kryzysu, zazwyczaj minimalizującym jego znaczenie. Nie chodzi tylko napływające z innych krajów i z instytucji międzynarodowych mało wiarygodne analizy, często prokurowane w celu wymuszenia pożądanych reakcji. Fakt, że są one obecnie narzędziem wojny informacyjnej, powinien być wystarczającym sygnałem ostrzegawczym. Ale chodzi także o bezwartościowe publikacje prasowe i wypowiedzi „ekspertów”, którzy na temat poważnych i skomplikowanych zagadnień globalnej konunktury gospodarczej nic nie wiedzą i nie powinni się autorytatywnie wypowiadać. Wskutek ich twórczości rośnie góra śmieci, która utrudnia dojście do zrozumienia sytuacji globalnej.

I wreszcie konsekwencja najważniejsza. Jest nią bezwolne i bezrozumne uczestnictwo w kreowanych przez czynniki zewnętrzne konfliktach polityczno-militarnych, przejmowanie bez oporu funkcji wykonawczych, a dalej – utrata instynktu samozachowawczego. To jest m.in. tajemnica sukcesu „kolorowych rewolucji”.

Warto przypomnieć stwierdzenie zespołu francuskiego ekspertów LEAP 2020 z jego raportu GEAB nr 52 wskazujące, że już „wczesną wiosną 2011 roku większość świata nie ma wątpliwości, czy jesteśmy zaangażowani w procesie historycznym, w którym widać nadchodzący upadek hegemonii Stanów Zjednoczonych”. Z raportu wyłania się krytyczny wizerunek zarówno europejskich „decydentów i ekspertów”, jak też europejskich elit intelektualnych, które okazują się niezdolne do zrozumienia natury współczesnego kryzysu. Mimo upływy blisko pięciu lat, spostrzeżenia te zachowują aktualność a zrozumienie kryzysu nadal jest niedostateczne.

Globalny kryzys systemowy nie jest tylko „przedmiotem zainteresowania”, lecz przede wszystkim procesem obfitującym w liczne konflikty i zagrożenia. Bez gruntownej wiedzy o globalnym kryzysie, tych konfliktów i zagrożeń nie można zidentyfikować oraz uchronić się przed ich uderzeniami. Zamykanie oczu, naiwne przyjmowanie tendencyjnych wyjaśnień i czytanie tendencyjnych relacji prasowych, z pewnością nikomu nie pomoże.

 

Globalny kryzys systemowy

Dzisiaj każdy jest świadom tego, że kryzys globalny rzeczywiście istnieje. To jednak nie wystarcza.

Pierwszym i najważniejszym warunkiem zrozumienia globalnego kryzysu systemowego jest odrzucenie dotychczasowego obrazu państw, systemów politycznych i organizacji międzynarodowych, a także układu stosunków międzynarodowych. Jest to bowiem obraz wyidealizowany, ukazujący „pozytywne” relacje międzynarodowe. W Polsce jest to żelazna reguła: wszyscy są dobrzy i dobrze usposobieni do Polski, z wyjątkiem Rosji (sic!). Bezkrytyczne podejście dochodzi do granic bezrozumnej apologetyki (a nawet do gloryfikacji i wspierania banderowskich zbrodniarzy).

Na przykład politycy i media fundują polskiej opinii publicznej wyidealizowany obraz krajów europejskich jako „partnerów politycznych i gospodarczych”, co wyklucza możliwość odzewu na jakiekolwiek agresywne projekty i oszukańcze posunięcia z ich strony. Wiele z tych krajów, dotkniętych kryzysem globalnym, usilnie stara się przerzucić skutki kryzysu na „strony trzecie” oraz usankcjonować dotychczasowe „zdobycze” (wpływy polityczne, uprzywilejowanie prawne, kontrole rynków etc.). Po ekscesach Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Grecji (pod pozorem pomocy finansowej, a faktycznie w celu pogrążenia Grecji w długotrwałym kryzysie gospodarczym i społecznym), podtrzymywanie „pozytywnego” stosunku do pożerających resztki demokracji instytucji międzynarodowych jest igraszką z diabłem.

Ten szczególny aspekt kryzysu globalnego, jako procesu wymuszającego weryfikację dotychczasowych zapatrywań i zmianę opinii społecznej w większości krajów, łączy dwa procesy.

Jednym jest proces szybkiego słabnięcia wiarygodności instytucji krajowych i organizacji międzynarodowych, których zachowania prowokują silne reakcje krytyczne ze strony opinii publicznej w tych krajach, a także kwestionowanie wiarygodności „naukowego przekazu”, a dokładniej –akademickich interpretacji zagadnień ekonomicznych i politycznych. Do tego dochodzi powszechny brak całościowego i możliwie klarownego obrazu rzeczywistości, zgodnego z bogatym i bolesnym doświadczeniem skutków kryzysu. Drugim jest przyspieszony proces przemian sytuacji globalnej pod wpływem rozwijającego się kryzysu. Proces ten nie tylko zmienia zachowania ludzi i instytucji, lecz także obejmuje poszukiwanie rozwiązań, które zapewniałyby uzyskanie dogodnej pozycji w nowym, dopiero powstającym, nadal słabo rozpoznanym, układzie sił geopolitycznych. Krytycyzm jest w tym zakresie szczególnie potrzebny.

Drugim warunkiem zrozumienia kryzysu globalnego jest poznanie konsekwencji wejścia kryzysu w fazę kryzysu politycznego-militarnego. Stwierdzenie to wymaga szerszego wyjaśnienia. Kryzys polityczny jest zawsze immanentnym aspektem kryzysu systemowego, a więc nie chodzi o dodanie kryzysu politycznego do kryzysu ekonomicznego. Chodzi o problem poważniejszy; o metamorfozę dotychczasowej polityki większości państw w niebezpiecznym kierunku: jawnej lub ukrytej konfrontacji politycznej i militarnej. W tym zakresie nie można jednak wszystkim państwom przypisywać identycznej roli, wyraźnie bowiem rysuje się podział świata na trzy części: agresywną, obronną oraz uchylającą się od ostrej konfrontacji. Tym niemniej, skala konfrontacji polityczno-militarnych jest tak wielka, że może prowadzić do wojny światowej. Zresztą doświadczenia historyczne wskazują, że wielkie kryzysy właśnie prowadzą do wojen i rewolucji.

Trzecim warunkiem zrozumienia kryzysu globalnego jest najmniej widoczny proces przemian ideologicznych. Warto wstępnie określić jego najbardziej charakterystyczne cechy; będzie on wówczas łatwiej rozumiany. Na proces ten składają się głównie trzy zjawiska. Pierwsze, to upadek doktryny neoliberalnej silnie osłabiający hegemonię Stanów Zjednoczonych (i sięganie po inne uzasadnienia doktrynalne dążeń hegemonistycznych). Na pierwszym planie znalazła się niespodziewanie doktryna „kontrolowanego chaosu” zorientowana na tworzenie chaosu w skali globalnej, aby wywołać potrzebę wprowadzenia „porządku światowego”. Nie trzeba tłumaczyć, że jest to doktryna szkodliwa i agresywna. Drugie zjawisko jest związane z wypełnieniem próżni po neoliberalizmie przez doktrynę neomaltuzjańską. W tym przypadku trudność zrozumienia istoty rzeczy polega na niedocenianiu praktycznego i częściowo ukrytego wymiaru tej doktryny (wyrażającej się bardziej w praktyce, a mniej w spójnej teorii). Jest to doktryna uzasadniająca potrzebę ludobójstwa na skalę globalną (delikatnie określanego mianem „redukcji” ludności świata do 1 mld). Trzecie zjawisko można określić mianem „zwolnienia hamulców”, mające wymiar głębokiego kryzysu moralnego. Jest to zjawisko „powrotu do barbarzyństwa” , będące nową odmianą skrajnie amoralnego pragmatyzmu. W praktyce politycznej niektórych krajów (Stanów Zjednoczonych, ale nie tylko) występują wszystkie trzy sygnalizowane zjawiska, zaś proces przeobrażeń politycznych polega na przesunięciu punktu ciężkości w stronę neomaltuzjanizmu i dalej – neonazizmu.

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-12016.01.26

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński