Stanisław Bulza: Ecce Homo (Cześć III.)


Przeczytaj        Część I.       Część II.

 

 

Jednym z wtajemniczeń masońskich jest zstąpienie do piekieł

Szydercze słowa wypowiedziane przez Piłata: „Ecce Homo”, „Oto człowiek”, odbite echem co jakiś czas powracają. Rewolucje, wojny światowe, wojny domowe (Afryka Północna), celowo wywoływane kryzysy ekonomiczne, bezrobocie i bieda, dramaty ludzi na całym świecie, a wszystko to w imię nowego porządku świata. Masoni mówią, że nie należy straszyć człowieka nowoczesnego piekłem, gdyż posiada on dość cynizmu w swej duszy, by nieustraszonym okiem patrzeć w piekło doczesności. Należy jeszcze do tego dodać, że sprawcami wszystkich ludzkich nieszczęść są właśnie masoni. Świat ludzki, którym rządzi wojna, cierpienie, potrzeba i niedostatek, woła z bólu, żąda pomocy, ale architekci nowego porządku świata od tego widoku odwracają oczy. Są bezwzględni i nielitościwi. W pogardzie mają ludzi, owych „wielu za wielu” (F. Nietzsche), dlatego ich etyka i ich normy postępowania są zawołaniem dla wtajemniczonych, ludzi okrutnych i gwałtownych, nie zginających głowy pod wspólne prawo, równe dla wszystkich, bo są wtajemniczeni. Przechodzą różne stopnie wtajemniczenia. Jednym z nich jest zstąpienie do piekieł, nie dosłownie lecz do piekła doczesności stworzonego przez bezrobocie, biedę, a w konsekwencji wyrzucanie ludzi na margines życia.

Do najsłynniejszych epizodów „Odysei” należą: pobyt Odyseusza u czarodziejki Kirke, pobyt na wyspie Kalypso i u Feaków. Przebywając u Kirke Odyseusz chciał dowiedzieć się o swoje przyszłe losy, więc Kirke wysłała go do wróżbity Tejresjosa, który mieszkał w krainie Kimmerejczyków. Był to lud, który mieszkał w krainie, gdzie nigdy nie świeci słońce. Tam znajdowało się wejście do piekieł. Dla Greków była to kraina rodzajem przedłużonego istnienia, tyle że zubożonego i poniżającego, zamieszkała przez blade, pozbawione sił i pamięci cienie. Wywołany duch Achillesa oświadczył Odyseuszowi, że wolałby „będąc na ziemi służyć za parobka u biednego człowieka, który ledwo może się utrzymać, niż tu panować nad wszystkimi, co znikli ze świata”. Homeryckie opisy pośmiertnych cierpień, które potęgują się w miarę zagłębiania się w otchłań piekieł, zostały przybliżone przez Wergiliusza w „Eneidzie”, Dantego w „Boskiej komedii, Luisa Martina Santosa w „Czasie milczenia”, Jamesa Joyce’a w „Ulissesie”.

Luis Martin Santos w „Czasie milczenia” zaczerpnął motyw zstąpienia Odyseusza do piekieł, i przekształcił go w obraz tragicznej egzystencji nędzarzy madryckich. Główny bohater w powieści „Ulisses” Jemesa Joyce’a jest współczesnym Ulissesem przemierzającym wstrząsające obszary piekła współczesnych ludzi stworzonego przez bezrobocie, nędzę, głód. Tytuł również nawiązuje do „Odysei” Homera. Chodzi tu głównie o odnowienie wtajemniczeń, gdyż przygody, które doświadczył Odyseusz są zgodne z wtajemniczeniami eleuzyńskimi. Współcześnie wtajemniczenia eleuzyńskie powiela masoneria. Już Tomasz Mann stwierdził, że istota mitu polega na wiecznym powracaniu, na pozaczasowości, na wiecznej teraźniejszości zjawisk (Przemówienie o Lessingu).

W „Czasie milczenia” głównym bohaterem jest Pedro, któremu w nocnych wędrówkach towarzyszy Matias. Po różnych perypetiach, jakich przysparzają im nocne spacery, trafiają do miejsc, „gdzie odprawiają się nocne rytuały orfickie”. Do domu publicznego, którego właścicielką jest Dona Luisa, udaje im się wejść, mimo natłoku klientów, dzięki znajomością Matiasa. Pedro z przerażeniem obserwuje dno ludzkiego upadku. Bowiem atmosfera panująca wewnątrz jest straszna: duszne pomieszczenie, opary spoconych ciał, dym z papierosów, w którym rozpływają się postacie. Pijanemu Matiasowi stara prostytutka Charo wydaje się być uroczą czarodziejką, boginią. Dona Luisa, przedstawiona jako potężna władczyni jest odpowiednikiem Kirke. Orficy to komuniści (poniżej).

W „Czasie milczenia” główny bohater Pedro odwiedza różne miejsca, jest ukazana następująca scena: „Schodzili w dół ulicą Atocha, ze wzgórz, za które poszedł szukać Amador swego drogiego badacza i szefa (mistrza), wyciągając go z przytulnego cienia pensjonatu, ciemnej pieczary, w którą co dnia pogrążał się on z lubością grobową, a skąd rano wychodził z narodzinowymi bólami”. Pensjonat, w którym mieszkał Pedro to jaskinia, w której zdobywał tajniki wiedzy filozoficznej.

Luter swoje osobiste przeżycia doświadczył w 1514 r. w „wieży”. Stały się one później podstawą do jego reformatorskiej działalności. „Wieża” to klasztor, w którym ogarniało go przeświadczenie, że ani spowiedź, ani skrucha, ani nawet pokuta nie są w stanie go uwolnić od grzechu. Nagle pewnego dnia doznał „olśnienia”.

We wtajemniczeniach masońskich wieża, jaskinia czy też wyspa bezludna, jest jednym ze stopni wtajemniczenia i oznacza miejsce, gdzie wtajemniczony przebywa samotnie w miejscu odosobnionym. Przebywając w takim miejscu wtajemniczony medytuje, rozmyśla i zgłębia tajniki wiedzy filozoficznej i religijnej. Poznawszy naturę rzeczy rodzi się do nowego życia. O takich mówią „dwakroć urodzony”.

 

Ubóstwo pośród obfitości

Współczesny system ekonomiczny wyrzuca na margines życia ogromną rzeszę ludzi na całym świecie. Na obrzeżach wielkich miast żyją miliony ludzi w absolutnej nędzy, pozbawieni nadziei na lepszy los. Wydany w 1996 r. przez ONZ Raport o Rozwoju Ludzkości (Human Development Report), stwierdza, że zróżnicowanie w rozwoju ludzi i gospodarki stale się powiększa. Wielki wzrost gospodarczy piętnastu państw w latach 1980 -1995, który objął 1,5 miliarda ludzi, zasadniczo kontrastował z pogarszającą się sytuacją około stu państw skupiających większą liczbę ludności świata. Raport również szacuje, że majątek 358 światowych miliarderów rażąco przewyższa połączone roczne dochody państw skupiających 45 procent ludności świata. Kiedy w tym samym czasie około 1,5 miliarda ludzi żyje w skrajnej nędzy to najbogatsi toną w dobrach konsumpcyjnych.

Na obrzeżach wielkich miast, takich jak Kair, Londyn, Delhi, Nowy Jork, Los Angeles, Chicago, Kalkuta i wielu innych żyją miliony ludzi w slumsach, zostali zepchnięci na margines społeczny, pozbawieni środków do życia, nadziei na lepszy los.

W 2009 roku wskaźnik Amerykanów w wieku produkcyjnym żyjących w ubóstwie wzrósł jak nigdy dotąd do 14,3 procenta. To znaczy, że 43,6 milionów ludzi, to jest co siódmy obywatel amerykański, żyje poniżej poziomu ubóstwa. Raport ten został opublikowany przez „U.S. Census Buremu” (instytucja zbierająca dane dotyczące spisu ludności), ale rzeczywiste liczby nie są znane. Liczba ubogich nie spada, lecz rośnie. W 1988 r. liczbę mieszkańców USA żyjących poniżej progu ubóstwa szacowano na 32 miliony, czyli przez 21 lat przybyło w USA 11,6 mln ludzi żyjących w ubóstwie, a były to lata spokoju ekonomicznego. Tylko w latach 1990-1998 ponad 200 tys. farmerów amerykańskich zostało zmuszonych przez nieludzki system bankowy do opuszczenia swojej ziemi i dzisiaj żyją w slumsach na obrzeżach wielkich miast. Mieszkańcy slumsów w niektórych miastach stanowią aż 30-40% mieszkańców. W tych slumsach zamieszkują ogromne rzesze dzieci, które są pozbawione podstawowej opieki lekarskiej, a z powodu braku żywności i niedoboru witamin w organizmie, nie uczą się. O ile w miastach długość życia się wydłuża, to na obrzeżach występuje  największa umieralność. Nikt nie prowadzi żadnych statystyk, bo nikt się tymi ludźmi nie interesuje. Występuje tu największa przestępczość, kradzieże, handel narkotykami, prostytucja, zabójstwa i gwałty. W więzieniach amerykańskich kary odbywa ponad 2,1 mln osób. W ciągu roku liczba uwięzionych wzrosła o 2,3%, czyli o 48.412 osób. Co tydzień trafiają do więzienia 932 osoby.

Trwający w USA od 2007 r. kryzys spowodował, że coraz więcej osób zaczęło mieć kłopoty ze spłatą zadłużenia. Banki zaczęły przejmować nieruchomości i wystawiać je na sprzedaż, co ze względu na zwiększoną podaż, jeszcze bardziej obniżyło ceny. Szacuje się, że kilkanaście mln Amerykanów utraciło swoje nieruchomości.

W wielu państwach sytuacja jest podobna. Na obrzeżach Rio de Janerio w Brazylii żyje około 2 mln. ludzi. Baraki, w których żyją ci nieszczęśliwcy nazywają się favelas. W stolicy Filipin Manilii baraki takie nazywają się barong – barong, a w Carracas w Wenezueli ranchos. Przeważnie są to baraki budowane z byle czego, a więc z tektury, gliny, odpadów śmietnikowych, ale też są to ziemianki wydrążone w ziemi. Domy biedaków pozbawione są urządzeń sanitarnych i bieżącej wody. Sprzyja to roznoszeniu chorób zakaźnych, co przybiera często skalę epidemii. O Argentynie w czerwcu 2002 r. agencje informacyjne donosiły: „Najgorszy w historii kryzys ekonomiczny dotknął ludzi biednych do tego stopnia, że niektórzy zaczęli jeść żaby, szczury i koninę, powiedział burmistrz jednego z biednych przedmieść Buenos Aires. Każdego wieczoru armie żebraków rozszarpywały otwarte worki śmieci w centrum stolicy. Na przedmieściach znikły koty, a wielu ludzi, którzy zbierali butelki zabijało swoje konie, ich narzędzie pracy, i zjadało je. Dzieci przestały chodzić do szkoły, ponieważ to one ciągną teraz furmanki zamiast koni. Połowa z 36 mln Argentyńczyków żyje poniżej ubóstwa”.

W Kalkucie tysiące ludzi koczuje na ulicach, a w nocy śpią na chodnikach. Dla wielu mieszkańców Kalkuty jedynym domem są zbudowane z gliny lepianki. Kalkuta leży nad Zatoką Bengalską, więc w porze deszczowej często występują powodzie. Niekorzystne położenie Kalkuty sprawia, że slumsy są regularnie zalewane przy każdej powodzi. W Indiach jest system kastowy. Do najniższej piątej kasty należą nietykalni, których jest około 170 mln.

Jak wynika z danych unijnego biura statystycznego Eurostat w 2011 r. biedą i wykluczeniem społecznym zagrożonych było 119 mln obywateli UE (24,2 proc.). To więcej niż w 2010 roku, kiedy odsetek takich osób wynosił 23,4 proc. i w 2008 roku, gdy było to 23,5 proc. populacji.

 

GUS fałszuje dane

Od 1990 r. nieludzki system ekonomiczny wyrzucił na margines życia ponad 4 mln. Polaków, a może i więcej. „Dziennik Gazeta Prawna” w dniu 8 maja 2012 r. podał informację, że oficjalne dane podane przez GUS, dotyczące liczby osób pracujących, są inne niż wyniki spisu powszechnego. Według gazety, pracuje nie 15,9 mln Polaków, tylko 14,2 mln, a więc o 1,7 mln mniej niż podał GUS. Różnica jest szokująca. Według spisu powszechnego na koniec pierwszego kwartału 2011 r. pracowało 14,2 mln osób, wliczając w to szarą strefę. Bezrobotnych było w tym czasie 2,1 mln, co oznacza, że faktyczna stopa bezrobocia wynosiła 12,9 proc. Była zatem aż o 2,9 pkt proc. wyższa, niż wynika to z oficjalnych publikacji GUS – według urzędu w tym samym czasie ubiegłego roku stopa bezrobocia wyniosła dokładnie 10 proc.

Według „Dziennika Gazeta Prawna” podobna sytuacja miała miejsce w 2002 r. Na podstawie danych ze spisu powszechnego gazeta wyliczyła, że stopa bezrobocia rejestrowanego była zaniżona o 2 pkt proc. Dwa miesiące później obliczenia się potwierdziły, GUS podniósł wskaźnik bezrobocia z 18 proc. do 20 proc. (PAP, WP.PL, 8-05-2012 r.).

Według „Małego rocznika statystycznego z 1987 r. pod koniec 1986 r. w gospodarce uspołecznionej i nieuspołecznionej pracowało 18,1 mln Polaków. Po 1989 r. pracę straciło prawie 4 mln Polaków. Zostali wyrzuceni na margines życia. Około dwóch milionów młodych Polaków pracuje za granicą. W marcu 2012 r. stopa bezrobocia wynosiła 13,3 proc. a na początku 2013 r. już ponad 14 proc. i rośnie.

W połowie października 2011 r. podano komunikat w „Wiadomościach” TVP1, że w 2011 r. w skrajnym ubóstwie w Polsce żyje 2,1 mln osób, w tym 600 tys. dzieci. To, że w Polsce w skrajnym ubóstwie żyje 2,1 mln osób nie oznacza wcale że reszta społeczeństwa żyje zasobnie. Na skraju ubóstwa żyją miliony Polaków, a reszta żyje na kartach kredytowych. Według ostatniego raportu InfoDług za listopada 2011 r. długi, którymi może zająć się komornik i firmy windykacyjne ma 2,080 mln. Polaków.

W Polsce zagrożonych biedą i wykluczeniem społecznym jest 10 mln Polaków. Zgodnie z danymi Eurostatu w 2008 roku takie osoby stanowiły 30,5 proc. populacji, w 2010 – 27,8 proc., a w 2011 r. – 27,2 proc.

Brak perspektyw dla młodych ludzi, choćby uzyskanie jakiejś pracy, niekoniecznie zgodnej z posiadanym wykształceniem, czy kwalifikacjami. Ponad 2 mln młodych Polaków pracuje w Anglii, Irlandii i Szkocji, Norwegii i Finlandii. Ostatnio Niemcy otworzyli rynek pracy dla Polaków. Czy taka ma być przyszłość Polaków?

Na przykładzie USA można wykazać, że biednych ludzi na świecie będzie coraz bardziej przybywać.

 

Prześladowania chrześcijan    

„Czasy, w których żyjemy, są niewymownie trudne i niespokojne. Trudna także i nabrzmiała właściwą dla tych czasów próbą – stała się droga Kościoła, zarówno Wiernych jak i Pasterzy. W niektórych krajach, (jak np. w tym, o którym czytałem w czasie rekolekcji), Kościół znajduje się w okresie takiego prześladowania, które w niczym nie ustępuje pierwszym stuleciom, raczej je przewyższa co do stopnia bezwzględności i nienawiści. Sanguis Martyrum – semen Christianorum. A prócz tego – tylu ludzi ginie niewinnie, choćby i w tym kraju, w którym żyjemy…” (Testament Ojca Świętego Jana Pawła II).

Nina Shea w książce pt: „In the Lion’s Day”, na podstawie szeroko zakrojonych badań, pisze, że w XX w. zginęło więcej chrześcijan niż we wszystkich poprzednich wiekach – od narodzenia Chrystusa. Nie chodzi jej o dyskryminację, lecz o morderstwa, tortury, niewolnictwo. Inne źródła mówią, że na całym świecie cierpi obecnie ponad 200 mln. wyznawców Chrystusa (Michael Horowitz z Hudson Institute). Natomiast według ekspertów każdego dnia na prześladowania narażonych jest 200 milionów wyznawców Chrystusa.

Statystyki podają, że w Indiach tylko w 2006 r. dokonano 215 aktów przemocy na chrześcijanach – poczynając od profanacji miejsc kultu, a kończąc na morderstwach przywódców wspólnot chrześcijańskich. W 2008 r. prześladowania w Indiach się nasiliły. Do pogromów najczęściej dochodzi w stanach Karnataka (na południu Indii), Orissa (na wschodzie) i Madhija Prades (centrum). Mordowani są wyznawcy Chrystusa, palone są kościoły i domy, tysiące osób uciekło ze swoich domów i ukrywa się w dżungli oraz specjalnych obozach. Indyjskie władze kościelne są coraz bardziej zaniepokojone nie kończącą się falą przemocy wobec chrześcijan.

W krajach Trzeciego Świata zabijanych jest coraz więcej chrześcijan. W niektórych państwach ich sytuacja jest gorsza niż w Rzymie za czasów Nerona

Szczególnie w krajach muzułmańskich chrześcijanie traktowani są jak obywatele gorszej kategorii. Na terenie Arabii Saudyjskiej zabronione są nawet prywatne praktyki chrześcijańskie. Za posiadanie Biblii grozi zaś aresztowanie przez specjalną policję religijną. Doszło nawet do tego, że tamtejszy rząd zwrócił się swego czasu do skandynawskich ambasad, aby nie wywieszały flag narodowych, bo widnieje na nich symbol krzyża.

Wyjątkowo ostre, zinstytucjonalizowane prześladowania wymierzone w chrześcijan stosowane są jednak przede wszystkim w krajach komunistycznych – ChRL, Korei Północnej, Wietnamie, Laosie. W Chinach tysiące katolików żyją w „religijnych gułagach”, natomiast ukrywa się z powodu wyznawanej wiary około 60 mln. ludzi.

Według amerykańskiej organizacji International Christian Concern w obozach koncentracyjnych w Korei Północnej przebywa od 50 do 100 tysięcy chrześcijan. – To, co dzieje się w tym kraju, to prawdziwy horror. Za samo posiadanie Biblii ludzie są stawiani przed plutonem egzekucyjnym. Tortury, głód, wyjątkowo ciężka praca, mrożące krew w żyłach eksperymenty medyczne. Ze zbudowanych według sowieckich wzorców obozów mało kto wychodzi żywy.

Szacuje się, że do 2010 r. śmiercią męczeńską zginęło 70 mln chrześcijan, z tego w XX wieku 45 mln. W XXI w. co roku na świecie ginie ponad 100 tys. chrześcijan. Aż 3/4 osób prześladowanych fizycznie ze względów religijnych stanowią chrześcijanie.

105 tysięcy chrześcijan zginęło w 2012 r. na świecie za wiarę. Takie dane amerykańskiego ośrodka prowadzącego statystyki religijne podał w Radiu Watykańskim włoski socjolog religii Massimo Introvigne.

 

Tragiczna sytuacja chrześcijan w Syrii    

Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie wypowiedziało wojnę wszystkim chrześcijanom w Syrii, profanując krzyże i świątynie oraz porywając i zabijając chrześcijan. ISIS wypowiedziało także Przymierze Umara z VII wieku, które regulowało wspólne życie chrześcijan i muzułmanów w Syrii.

Przykładów brutalnego prześladowania chrześcijan dostarcza nam świadectwo, które złożyła w Radiu Watykańskim s. Raghida Al Khouri, była dyrektorka katolickiej szkoły w Damaszku. Oto jej relacja:

W miastach i wioskach okupowanych przez zbrojne ugrupowania dżihadystów czy muzułmańskich ekstremistów chrześcijan stawia się wobec alternatywy: szahada, czyli muzułmańskie wyznanie wiary, albo śmierć. Niekiedy dają też oni możliwość wykupu. A że chrześcijanie nie mogą zaprzeć się swej wiary, wybierają męczeństwo. I jest to męczeństwo bestialskie, niesłychane wręcz akty przemocy.

Na przykład w Maaluli ukrzyżowano dwóch młodych chrześcijan, ponieważ nie chcieli złożyć wyznania szahady. Oprawcy powiedzieli im: „A zatem chcecie umrzeć jak wasz Mistrz, w którego wierzycie. Macie wybór: albo szahada, albo was ukrzyżujemy”. No i ukrzyżowali ich. Jednego na oczach jego własnego ojca, którego potem zresztą zabili. Inny przykład to Abra, dzielnica na przedmieściach Damaszku. Wkraczając do miasta, islamiści zabijali mężczyzn, kobiety i dzieci. A potem brali ich głowy i grali nimi w piłkę nożną. Ciężarnym kobietom wyrywano z łona dzieci i wieszano na drzewach za pępowinę” (http://www.pch24.pl/syria–chrzescijanie-umieraja-na-krzyzu,22456,i.html#ixzz3QDDpKsHt.

 

Katolicy w UE obywatelami niższej kategorii.   

W 1689 roku parlament angielski zdetronizował króla Jakuba II ze Stuartów. Tego samego dnia parlament zaoferował koronę wrogiej katolicyzmowi córce Jakuba II, Marii, oraz jej mężowi Wilhelmowi III (1650-1702), księciu orańskiemu. Był on prawnukiem Wilhelma I Orańskiego, namiestnika Holandii, przywódcy Niderlandów w wojnie o niepodległość przeciw Hiszpanii. Bohater narodowy Holandii. Został zamordowany przez Baltazara Gerarda, fanatycznego katolika, który w 1584 roku został skazany na śmierć przez ćwiartowanie. Natomiast rodzina mordercy została uhonorowana szlachectwem przez Filipa II Hiszpańskiego z Habsburgów. Wilhelm III 5 listopada 1688 roku przybył do Anglii i po zdetronizowaniu Jakuba II objął tron. Panował w latach 1689-1702. Przeciwdziałał on partii sprzyjającej Stuartom. Wilhelm dążył do przeprowadzenia unii między Anglią i Szkocją, lecz zrażone jego okrucieństwami społeczeństwo szkockie, silnie się temu przeciwstawiało. Za panowania Wilhelma i Marii protestantyzm odzyskał utraconą pozycję. Parlament podjął uchwałę, która wszem i wobec głosiła, że wszyscy katolicy oraz spowinowaceni z katolikami zostali odsunięci od tronu. Uchwała ta obowiązuje w Anglii do dziś. Tak też jest w UE.

Współcześnie w Europie również traktuje się katolików jako ludzi gorszej kategorii. W 2004 r. była głośna sprawa Rococo Buttiglione’go, kandydata na członka Komisji Europejskiej, który był szkalowany przez przewodniczącego PE, Borella. Oto oświadczenie Posłów do Parlamentu Europejskiego LPR w sprawie nietolerancji wobec katolików wydane w październiku 2004 r.

„Posłowie do Parlamentu Europejskiego Ligi Polskich Rodzin popierali Rocco Buttiglione’go i protestowali wobec dyskryminującego zachowania Przewodniczącego PE Borella. Posłowie do Parlamentu Europejskiego Ligi Polskich Rodzin wyrażali oburzenie z powodu zniesławiającego ataku na desygnowanego na komisarza w 2004 roku, Rocco Buttiglione i miliony katolików w Europie. Publiczne szkalowanie Buttiglione jest nie tylko niedopuszczalne w parlamencie, który powinien być miejscem gdzie przestrzega się cnót i zasad tolerancji i wolności słowa. Takie zachowanie ukazuje stronniczość i dyskryminuje miliony europejskich chrześcijan i normalnych rodzin europejskich. Wypaczone pojęcie rzeczywistości Przewodniczącego Borella i jego poglądy odbiegające od tradycyjnych norm europejskich sprawiły, że uciekł się on do obraźliwej wypowiedzi takiej, jak sugestia, że Pan Buttiglione powinien raczej „zajmować się burakami”.

Borell uzasadnił swoją opinię przekonaniem, że religijne wyznanie Buttiglione’go, komisarza ds. wewnętrznych i sprawiedliwości, będzie miało wpływ na podejmowane przez niego decyzje. Mamy głęboką nadzieję, że tak rzeczywiście będzie. Jako delegacja, zastanawiamy się nad źródłami uprzedzeń wobec tradycyjnych przekonań religijnych wyrażonych przez Pana Borella. My w Polsce pamiętamy czasy dyskryminacji i poniewierania ludzi z powodu ich przekonań religijnych. To przykre, że w dzisiejszych czasach, na początku dwudziestego pierwszego wieku doświadczamy takiego samego zachowania ze strony Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego”.

Fragment wypowiedzi Rocco Buttiglione’go: „To, co się wydarzyło, jest dobrze znane. Przedstawiono moją kandydaturę na członka Komisji Europejskiej. Propozycję taką wysuwają rządy państw członkowskich. Kandydaci przesłuchiwani są przez Parlament Europejski. Bada się ich kompetencje zawodowe (należy sprawdzić, czy rozumieją co nieco z tego, czym mają się zajmować) oraz integralność moralną. Nie jest to ocena polityczna. Podczas gdy w parlamencie narodowym oceniamy polityczną bliskość idei –  na przykład kandydata na ministra – z naszymi własnymi ideami, to w Parlamencie Europejskim nie może tak być. Komisarze nominowani są bowiem przez poszczególne rządy, które reprezentują oczywiście różne opcje polityczne. Dlatego osoby, które nigdy nie mogłyby wspólnie tworzyć rządu narodowego, mogą i muszą zasiadać wspólnie w jednej Komisji Europejskiej. Podczas mojego przesłuchania nikt nie wysunął wątpliwości co do moich kompetencji zawodowych, a jednak socjaliści, liberalni demokraci, zieloni i komuniści zagrozili, że jeśli nie zrezygnuję z kandydowania, to będą głosować przeciw Komisji. Nie mogę zatem nie dojść do wniosku, iż uznano, że nie jestem godny moralnie, aby pełnić funkcję komisarza europejskiego. Z jakiego powodu? Dlatego, że powiedziałem to, co o homoseksualizmie mówi Katechizm Kościoła katolickiego. Gdyby takie kryterium zastosowano w przeszłości, ani Adenauer, ani De Gasperi, ani Schuman nie mogliby być komisarzami europejskimi”.

Dramat Rocco Buttiglione’go dobitnie świadczy, że w UE katolicy będą obywatelami gorszej kategorii. Nie będą mogli piastować żadnych funkcji w administracji i strukturach UE.

Orfizm i pitagoreizm  

 

Orfeusz twórcą wszelkich wtajemniczeń     

Orfeusz był synem Eagrosa, króla trackiego, oraz muzy Kaliopy, najwyżej postawionej w hierarchii dziewięciu muz. Orfeusz był śpiewakiem, muzykiem i poetą. Niektóre mity czynią go królem Traków.

Do najbardziej znanych mitów dotyczących Orfeusza to opowieść o zstąpieniu jego do piekieł z miłości do żony Eurydyki, która była nimfą, bądź córką Apollona. Została ona ukąszona przez węża i zmarła. Orfeusz po jej śmierci, nie mogąc żyć bez niej poszedł jej szukać do piekieł. Śpiewał tam tak pięknie, że wzruszył samego Hadesa i ten zgodził się zwrócić mu żonę pod jednym warunkiem, że Orfeusz przed wyjściem na światło dzienne nie obejrzy się. Był jednak spragniony widoku żony, nie wytrzymał i obejrzał się. Stracił żonę na zawsze. Orfeusz po powrocie z piekieł ustanowił misteria oparte na zdobytych tam doświadczeniach. Dostęp do nich mieli tylko mężczyźni, nie mogły być do nich dopuszczone kobiety. Mówiono, że Orfeusz po powrocie z piekieł nie chciał w ogóle obcować z kobietami. Żył z młodzieńcami. Pewnego razu w Tracji bachantki, wściekłe na niego za to, że nimi wzgardził, rzuciły się na niego i rozszarpały go na sztuki.

Teologia orficka skrystalizowała się wokół mitu o Orfeuszu i Dionizosie. Orfeusz jest uważany za reformatora dionizyjskich wtajemniczeń, dlatego te wtajemniczenia zwane są też orfickimi. Orfeusz został ogłoszony „prorokiem Dionizosa” i twórcą wszystkich wtajemniczeń i obrzędów z nimi związanymi. Mistrzem Orfeusza był sam Apollon, który uchodził za patrona szamanów znających przyszłość dzięki ekstazie, w której mają wizje, zesłane przez Apollona. Właśnie trans powodowany śpiewem i biciem w bębny wprowadza szamanów w trans.

Symbolem Apollona jest słońce, dlatego Orfeusz często wstępował na górę Pangajon, by witać pierwsze promienie słońca i oddać hołd Apollonowi. W V w. przed Chrystusem Orfeusz został ogłoszony twórcą wszelkich wtajemniczeń.

W orfizmie bogowie byli raczej ubóstwionymi symbolami niż istotami samoistnymi. Zeus oznaczał rozum a Posejdon „morze białopieniste”, stał się on bogiem żywiołu płynnego we wszystkich jego przejawach, również ludzkiego. Natomiast Glaukosa, syna Posejdona, tak określił Renan: „Pomieszajmy razem wszystkie pojęcia ludzi, powiążmy rozsypane gałęzie marzeń, oto będziemy mieli mit Glaukosa: smętek, ciężkie i potworne sny, wieczny niepokój, wszędzie niebezpieczeństwo, niepewność jutra, silne poczucie fatalności”.

Nauki tajemne Orfeusza zostały następnie zmodyfikowane przez pitagorejczyków i stały się ich główną filozofią.

 

Pitagoras najwyższym kapłanem       

Pitagoras (582 – 492 przed Chrystusem) był założycielem sekt orfickich w Krotonie, Metapontianie, Tarencie w płd. Italii. Bractwa pitagorejskie nazywały się heterie, które były tajnymi związkami politycznymi i religijnymi. Ich współczesnym odpowiednikiem są loże masońskie. Bractwa te rozszerzyły się z Krotonu, gdzie była hetaria macierzysta, na wszystkie miasta ówczesnej Grecji, w których wywierały potężny wpływ na bieg polityki. Bractwo Pitagorejskie dążyło do objęcia władzy w całej południowej Italii. Rozgałęzienia jego sięgały Tarentu, Heraklei, Metapontu, Regium, Himery, Katany, Arygentu, Sybarysu.

Członków obowiązywało bezwzględne posłuszeństwo dla mistrza i jego nauczania. Adeptom nakazywano milczenie, po czym musieli składać przysięgę zachowania w tajemnicy nauk i wiele symbolicznych przepisów. Orficy wierzyli w reinkarnację. Pitagoras twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia. W jednym z nich miał być Apollonem. Sekta miała wyznaczone cele religijne i polityczne. Przez długi czas orficy odgrywali wielką rolę polityczną i religijną w płd. Italii i na Sycylii. Orficy wywarli ogromny wpływ na nauki eleuzyńskie. Zajmowali się również magią. W jej zakres wchodziło panowanie nad zjawiskami przyrody, wywoływanie nadzwyczajnych wrażeń lub skutków przy pomocy sił tajemniczych, rzucanie i odczynianie uroków, ale przede wszystkim ujarzmianie woli osób drugich.

Pitagoras był mistrzem pierwszego króla Rzymu, Numy. Jak można wnosić z zachowania króla, to pitagorejczycy do orfizmu wprowadzili magię i szarlatanizm. Numa posiadał moc czarodziejską. Był bezwzględnie posłuszny wskazaniom mistrza, który kierował jego polityką i sprawami religijnymi. Król wprowadził wielką liczbę bóstw. Rozpoczął od oddawania czci boskiej Romulusowi pod imieniem Kwirnusa. Zapoczątkował kult Jowisza z przydomkiem Elicius i Terminus, bogini Fidea, bóstwa Dius Fidius i kult bogów sabińskich. Dał Rzymianom święte tarcze i Palladium, mistyczne oznaki panowania oraz wprowadził Janusa o dwóch obliczach, symbol pokoju i wojny (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

W Krotonie Pitagoras stworzył porządek społeczny, który oparty był na surowym systemie spartańskim (arystokratyczno-niewolniczym) i wprowadził do niego wtajemniczenia. W ciągu dwudziestu lat zyskał tak wielką władzę, że został nazwany półbogiem. Kroton, osada achajska, miał rząd oligarchiczny. Na czele stała RADA TRZYSTU. Członkowie byli najwyżej wtajemniczeni i piastowali równie wysokie stanowiska jak kapłani egipscy. Wprowadził żywioł wtajemniczenia do rządów państwowych. Połączył zasadę demokratyczną, a więc obieralności, z zasadą rządu opartego na ludziach wtajemniczonych. RADA TRZYSTU tworzyła zatem rodzaj zakonu politycznego i religijnego, na którego czele stanął z natury rzeczy sam Pitagoras. Niżej była RADA TYSIĄCA, złożona z przedstawicieli wielkich rodów. Sprawowała ona władzę prawodawczą i rozciągała pieczę nad władzą wykonawczą. Istniały również zgromadzenia ludowe, jednak władza ich była ograniczona. Panowanie pitagorejczyków trwało 25 lat Wymordowanie pitagorejczyków było hasłem do przewrotu w Krotonie i w zatoce Tarenckiej. Jedno z podań mówi, że Pitagoras zginął wraz z trzydziestoma uczniami w budynku, który został podpalony przez tłum. Miasta italskie skazały pozostałych pitagorejczyków na wygnanie. Bractwo zostało rozproszone, jego niedobitki rozpierzchły się po Sycylii i Grecji (Edward Schure, „Wielcy wtajemniczeni”, Tom I i II. Interart TEDAR, Warszawa 1995). Współcześnie odpowiednikiem Rady Trzystu jest rząd światowy o nazwie Klub 300. Członkowie tego komitetu nazywają siebie Olimpianami.

 

Spisek pitagorejczyków w Rzymie      

Jedna z doktryn orfizmu mówi, że runie stary świat w niszczącym przedodrodzeniowym ogniu. Na zgliszczach świata ma wyrosnąć nowy świat, w którym zapanuje nowy ład, nowy porządek i wieczny pokój. Tadeusz Zieliński w swojej książce „Rzeczpospolita Rzymska pisze, że w 183 r. przed Chrystusem w Rzymie wybuchła panika. Było to równe tysiąc lat po zburzeniu Troi. Wierzono wówczas, że po tym okresie nastąpi odnowienie całego świata, lecz będzie go poprzedzała zagłada starego. Księgi Sybilii, które odgrywały istotną rolę w starożytnym Rzymie, mówiły, że „Forum pokryje się namiotami”, ogień pochłonie gród na siedmiu wzgórzach. Oczywiście, że doktryna filozoficzna, nauka o powszechnym spopieleniu, zasadniczo różniła się od proroctwa Sybilii o przeznaczeniu, które zawisło nad miastem, to je jednak połączono, zwłaszcza za pomocą astrologii.

Rzeczywiście, jedno i drugie mogło się spełnić. Przypadek sprawił, że senator Katon wykrył wielki spisek pitagorejczyków, którzy po rozgromieniu w Tarencie, zaczęli odgrywać dużą rolę w Rzymie. Fama ludowa przypisywała im wszystkie okropności dostępne ludzkiej wyobraźni: nieograniczone pijaństwo, nienaturalną rozpustę, najrozmaitsze przestępstwa przeciwko życiu obywateli i państwa. Członkowie sekty na swoich zebraniach, które były tajne czcili Bachusa, rzymskie imię greckiego Dionizosa. Stąd zebrania ich zwane były bachanaliami. Spisek okazał się bardzo niebezpieczny i rozgałęziony. Zaszła potrzeba stworzenia specjalnego śledztwa pod przewodnictwem konsulów, których zaopatrzono w specjalne pełnomocnictwa, by spisek udaremnić. Skazanych zostało ponad siedem tysięcy ludzi. Większość z nich skazano na karę śmierci. Po wykryciu rzymskiego gniazda wyszły na jaw różne oddziały pitagorejczyków rozsiane po całej Italii. Liczba skazanych ciągle rosła. Po tym niespokojnym roku nadeszły dla Rzymu lata spokoju.

W 181 r. przed Chrystusem pewien człowiek pochodzący z Tarentu oświadczył, że znalazł na wzgórzu Janikulum w Rzymie dwie kamienne skrzynie. W jednej z nich była trumna, która dawniej zawierała zwłoki króla rzymskiego Numy, żyjącego w czasach Pitagorasa, lecz była już pusta. W drugiej znajdowało się dwanaście ksiąg napisanych przez Numę, niektóre z nich dotyczyły filozofii pitagorejskiej. Król Numa przyjaźnił się z Pitagorasem i znajdował się pod dużym wpływem tego filozofa. Księgi przyniesiono przed oblicze rzymskiego pretora, a ten kazał je natychmiast spalić. Przyczyną, dla której zniszczono owe księgi było to, że dzieła pitagorejskie uznano za teksty wywrotowe (Michael Grant, „Mity rzymskie”, przełożył Zygmunt Kubiak, PIW, Warszawa 1978).

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

  • Zdjęcie główne Rocco Buttiglione. Fot. tg24.sky.it / wybór  wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2016.03.28

Avatar

Autor: Stanisław Bulza