Prof. Jerzy Robert Nowak: Słabości polityki zagranicznej RP (Cz. I i II)


JRN-Jerzy_Robert_Nowak-logo

Słabości polityki zagranicznej RP (I)

Efekty polityki zagranicznej PO można krótko podsumować słowami starej piosenki warszawskiego Studenckiego Teatru Satyryków: „Ja już widziałem takie dno, przy którym wszystkie gwiazdy bledną!”. Za rządów PO polityka zagraniczna leżała na wszystkich kierunkach geograficznych. Na pewno nie było sukcesem niewolnicze skundlenie Polski D. Tuska wobec dyktatu niemieckiej kanclerz A. Merkel. Stany Zjednoczone, formalnie nasz główny sojusznik militarny, symbolicznie zaznaczyły swój stosunek do Polski pokazując nam drzwi akurat w dniu 17 września, gdy zerwały ustalenia w sprawie tarczy przeciwrakietowej. Doszły do tego sławetne słowa B. Obamy o „polskich obozach koncentracyjnych” i późniejsza wypowiedź szefa FBI w tym samym stylu, za którą odmówił przeproszenia. Francja już kilka lat temu określiła miejsce Polski słowami prezydenta J. Chiraca: „Polska straciła okazję siedzenia cicho”. Stosunki z Rosją pogorszyły się do niebywałego stopnia i znalazły się w najgorszym stanie od 1989 r. Ukraina, mocno wspierana przez rząd PO, nawet za cenę wyjścia przed szereg w stosunku do innych krajów Europy, bez wahania zgodziła się na wyeliminowanie nas z grona krajów mających wpływ na rozwiązywanie kryzysu ukraińskiego, obok Niemiec, Francji i Rosji. A na dodatek zaczęła intensywnie uprawiać kult ludobójców z UPA. Z kolei kraje Grupy Wyszehradzkiej w ostatniej chwili zostały zdradzone przez premier E. Kopacz przez jej nielojalne posunięcie, zrywające wcześniejsze ustalenia, w sprawie imigrantów. PO zupełnie „zapomniała” o Polakach na Wschodzie i blisko 20-milionowej Polonii (m.in. nic nie zrobiła dla przełamania dyskryminacji 2 – milionowej mniejszości polskiej w Niemczech i wsparcia jej walki o przyznanie praw mniejszości narodowej). Równolegle do tego przez całe 8 lat rządów PO dalej trwało pogarszanie obrazu Polski w świecie, przy żałosnej bierności i indolencji ambasadorów i ambasad. To pogarszanie obrazu Polski sprzyja nagłaśnianiu bezprawnych roszczeń żydowskich wobec naszego kraju, a w przyszłości może ułatwić rozczłonkowywanie Polski, zwłaszcza działania dla pokojowego zaboru naszych ziem zachodnich i północnych. Można powiedzieć, że nowy rząd PiS-u przejął polską politykę zagraniczną w stanie prawdziwej ruiny. Stanowiło to fatalną pozycję wyjściową dla polityki zagranicznej rządu PiS-u.
Jest również parę innych czynników nie ułatwiających rządowi PiS-u wyprowadzanie Polski z międzynarodowej izolacji, w jaką zepchnęły ją rządy PO. Pierwszym z nich jest słabość frakcji, do której wchodzi PiS w Parlamencie Europejskim, w odróżnieniu od tamtejszej pozycji PO. Przypomnijmy, że PO należy do najsilniejszej frakcji w parlamencie Europejskim – Grupy Europejskiej Partii Ludowej, (Chrześcijańskich Demokratów), liczącej 271 członków. Do tej frakcji należą tez przedstawiciele partii V. Orbána – Fidesz. PiS należy natomiast do jednej z najsłabszych frakcji w PE, piątej pod względem liczebności (52 członków) – Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Na dodatek samo PiS przez lata nie zadbało o pozyskanie sobie liczących się przyjaciół na arenie międzynarodowej. I jest to drastyczna różnica w zachowaniu PiS-u w odróżnieniu od działań Fideszu Orbána. Viktor Orbán, walcząc o władzę na Węgrzech od 2002 roku, a potem rządząc, cierpliwie zabiegał o zyskanie sojuszników za granicą. Warto tu wspomnieć kilka nieznanych w Polsce faktów. B. kanclerz Niemiec Helmut Kohl akurat w czasie jednej z większych nagonek na Węgry wywiadzie dla „Sterna” z 5 listopada 2014 r. Kohl nazwał premiera Orbána „wielkim Europejczykiem, który po europejsku myśli i działa”. Wielkim Europejczykiem nazwał Orbana również przewodniczący frakcji EPP (Europejskiej Partii Ludowej) w Europejskim Parlamencie Joseph Daul. Wśród osób występujących z jednoznacznym entuzjastycznym poparciem dla Orbána znaleźli się m. in. najsłynniejszy konserwatywny filozof brytyjski Roger Scruton, słynny rosyjski dysydent pisarz Władimir Bukowski, parokrotny gubernator Nowego Jorku George Pataki, popularny pisarz brytyjski Tibor Fischer, autor książkowego eseju o „Tygrysie Orbánie”. Do czołowych zagranicznych zwolenników Orbána zalicza się Christopher H. Smith, jeden z najaktywniejszych kongresmanów amerykańskich, od 2011 r. współprzewodniczący Kongresu Helsińskiego w USA. Przyrównał on nawet osobę węgierskiego premiera do postaci prezydenta Ronalda Reagana, z którym współpracował przez lata. W stanowczej obronie Orbána wobec ataków z zewnątrz występowali m.in. prezydent Czech Vaclav Klaus, premier Czech Petr Necas, premier W. Brytanii David Cameron. Dodajmy, że sam Orbán, posługujący się znakomitą angielszczyzna, niestrudzenie werbował kolejnych zwolenników Węgier na arenie międzynarodowej, występując na rozlicznych konferencjach międzynarodowych, m.in. na zjazdach katolików w Madrycie i Bilbao, na konferencji katolików w Berlinie, na zjeździe gnieźnieńskim, czy uczestnicząc w zaciekłych bojach w Parlamencie Europejskim.
Na tym tle tym dziwniejszym jest to, że politycy PiS-u nie pozyskali przez ostatnie dziesięć lat żadnego wybitnego przyjaciela politycznego wśród polityków Zachodu, czy nawet wśród polityków pobliskich słowiańskich Czech i Słowacji? Dlaczego nie zrobili tego też nasi europosłowie z PiS-u? Jeśli się mylę i jest choćby jedno nazwisko znanego polityka zachodniego, popierającego PiS, to z pokorą sprostuję te wywody. Dodam tu jeszcze bardzo godne uwagi spostrzeżenia amerykańskiego politologa, eksperta Rady Atlantyckiej Adriana Karatnycky. Politolog ten, jednoznacznie sprzyjający nowemu PiS-owskiemu rządowi, starał się wyjaśnić przyczynę tak silnych ataków na obecną Polskę w mediach zachodnich. Jego tłumaczenie tego faktu było dość szokujące. Powiedział: „PiS jest partią zwróconą do wewnątrz. Jej liderzy są uwikłani przede wszystkim w wewnętrzny dialog polityczny. Nie „globalizują się” – nie podróżują, nie mają grupy ludzi, którzy byliby w stanie pokazać za granicą ich punkt widzenia”. (Podkr.- J.R.N.) (Por. wywiad T. Deptuły z A. Karatnyckym w Nowym Jorku: To tylko demokracja, „Wprost” z 24 stycznia 2016 ).

Działania prezydenta A. Dudy i premier B. Szydło dla zwiększenia roli Polski na forum międzynarodowym

Trzeba przyznać, że zarówno prezydent Andrzej Duda jak i premier Beata Szydło, zaczynając działania na arenie międzynarodowej w tak trudnej sytuacji dla Polski, już dotąd wiele zrobili dla przełamania naszej izolacji. Prezydent Duda zrobił bardzo wiele dla wzmocnienia Grupy Wyszehradzkiej, szybko naprawiając skutki zdradzieckiego postępowania E. Kopacz w stosunku do tej Grupy. Bardzo duże znaczenie miało przy tym naprawienie dzięki 6-godzinnemu spotkaniu J. Kaczyńskiego i V. Orbána niepotrzebnego zgrzytu w stosunkach z Węgrami z lutego 2015 r. Szybko okazało się, że istnieje wiele rzeczy, które łączą nasze kraje, począwszy od zdecydowanego sprzeciwu wobec najazdu imigrantów po opór wobec projektu Nord Stream 2, nie mówiąc o szansach dużego wzmocnienia współpracy gospodarczej. Wizytą prezydenta A. Dudy w Estonii rozpoczęło się cierpliwe zacieśnianie stosunków Polski z innymi mniejszymi i średnimi krajami europejskimi. Doszło do bardzo dużego zbliżenia stanowisk z Rumunią. Nadzwyczaj pomyślnie rozwijają się stosunki Polski z Chorwacją, której prezydent publicznie zadeklarowała chęć widzenia Polski w roli lidera krajów Środkowej Europy. Bardzo ważne znaczenie miał wyjazd prezydenta A. Dudy w grupie przedstawicieli kilkunastu innych krajów do Chin i związane z tym zapowiedzi bardzo znaczącego rozszerzenia współpracy gospodarczej z tym krajem, dotąd tak głupawo zaniedbywanej przez rządy PO. Niebywałym sukcesem okazało się wystąpienie premier Beaty Szydło na forum Parlamentu Europejskim w Strasburgu, wbrew tym, którzy przewidywali porażkę polskiej premier z powodu braku doświadczenia w polityce międzynarodowej. Bardzo ważne znaczenie ma fakt, że prezydent Andrzej Duda w dynamiczny sposób rozpoczął umacnianie kontaktów z Polakami za granicą, tak fatalnie i szkodliwie zaniedbanych za rządów PO.

Błędy W. Waszczykowskiego, najbardziej nieudanego ministra w gabinecie premier B. Szydło.

O tym, że nie osiągnięto jeszcze bardziej znaczących sukcesów w przełamywaniu izolacji Polski w największym stopniu zadecydowały okropne błędy w działaniach ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego, bezkonkurencyjnie najsłabszego ministra w nowym rządzie. A zarazem jedynego ministra, który niepotrzebnie dostarczył nośne argumenty demagogicznej opozycji anty-PiS-owskiej. Jej liderzy, krytykowani za ciągle apele o obcą ingerencję w sprawy Polski, wciąż powołują się na to, ze sam Waszczykowski zwrócił się, jak wiemy, bardzo niefortunnie, o ocenę do Komisji Weneckiej. Świetny znawca problematyki MSZ-u Krzysztof Baliński napisał w związku z tym tak szkodliwym posunięciem Waszczykowskiego: „Odwołanie się do Komisji Weneckiej, to już dyplomatyczna katastrofa. Zamiast, jak twierdził, mistrzowskiego, zagrania, postawił rząd pod międzynarodowym pręgierzem”. (Por. K. Baliński: Czas spolonizować MSZ”, „Warszawska Gazeta”, 25 marca 2016). Co najgorsze, Waszczykowski, tak „mocny w gębie” minister dalej dosłownie nic nie robi, aby przeczyścić stajnię Augiasza, jaka jest jego ministerstwo i ambasady. Doszło do tego, że nawet bardzo przyjacielsko nastawiony do Polski Izraelczyk Jonny Daniels zdumiewał się nad zachwaszczeniem naszych ambasad przez ludzi PO, mówiąc w wywiadzie dla Jakuba Mielnika z „Wprost” 3 kwietnia 2016 r. „(…) Wy zostaliście z ambasadorami mianowanymi przez PO. Oni nie szanują obecnego rządu i nie robią nic, by go chronić. To jest naprawdę szokujące. (Podkr.- JRN). Mamy w zagranicznych mediach ataki, w których miesza się Jana Grossa z polskimi obozami śmierci i opowieściami o rządzie, który podobno próbuje pisać historię od nowa. To jest kompletny miszmasz, pełen kłamstw i niedomówień, z którymi wasi ambasadorowie nic nie robią”. (Podkr. – JRN) Zaprawdę przedziwna jest sytuacja, kiedy wielce przyjazny nam Izraelczyk alarmuje z powodu skrajnej bierności polskiego ministra spraw zagranicznych, podczas gdy nasz rząd to toleruje! I tak to uczciwy Żyd okazuje się dużo mądrzejszy w polskich sprawach od polskiego ministra spraw zagranicznych. Nie rozumiem, dlaczego tak rozsądna Pani Premier trzyma tego zarozumiałego gadułę w swoim rządzie. To już drugi Minister-Pleciuga po W. Bartoszewskim!
Drobna Zmiana zamiast Dobrej Zmiany
Znany publicysta i dziennikarz śledczy Cezary Gmyz: opublikował 8 lutego 2016 r. na portalu telewizjarepublika.pl Gmyz szokujący tekst: „Placówki dyplomatyczne są przechowalnią dla komunistycznej agentury”. Stwierdził tam m.in.:Polskie placówki dyplomatyczne są przechowalnią dla komunistycznej agentury i i jej dzieci. Trzeba to wypalić rozgrzanym żelazem” . Cezary Gmyz zamieścił tam też link do zawierającej 237 nazwisk „Listy członków służby zagranicznej, którzy przyznali się do służby lub współpracy z komunistycznymi służbami specjalnymi oraz osób, które IPN podejrzewa o kłamstwo lustracyjne”. Wiceminister MON Bartosz Kownacki w wywiadzie na Fronda.pl z 8 lutego 2016 r, odnosząc się do powyższych stwierdzeń C. Gmyza, powiedział m.in.: „Takie osoby powinny być jak najszybciej odwoływane z pełnionych funkcji. Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno, na ile jest to możliwe, rezygnować z ich usług. Dla mnie jest to rzecz oczywista (…) Osoby, które służyły obcemu komunistycznemu reżimowi – służąc nie niepodległemu Państwu polskiemu, lecz Związkowi Sowieckiemu – w niepodległej Polsce nie powinny pełnić tak ważnych funkcji. Dyplomacja jest szczególnie wrażliwą sferą, gdzie każde słowo, zachowanie i gest ma znaczenie. Takie osoby potencjalnie mogą być po prostu nielojalne względem władzy niepodległej Polski”.
Z kolei Marek Bućko, który przepracował 8 lat w MSZ- w centrali i na placówce, gorzko oceniał obecną sytuację w MSZ w publikowanym 2 marca 2016 r. na portalu kresy24.pl w tekście „Lewacko-esbecka konserwa w MSZ ma się świetnie! Dobra Zmiana nie dotyczy resortu ministra Waszczykowskiego?”. Pisał tam m.in.: „Czy w Polsce brakuje błyskotliwych politologów znających się na polityce wschodniej i europejskiej? Czy brakuje nam oddanej Krajowi i Narodowi młodzieży, wykształconej i znającej biegle po kilka języków, z zapałem do pracy?
Jak długo jeszcze roztaczany przez stare kadry w MSZ mit „niezastąpionych fachowców”, których nie można zwolnić, będzie służył do blokowania stołków przez leniwych post-komuchów i utrudniania dopływu do resortu młodych, zdolnych ludzi o poglądach patriotycznych? (…) Jeśli uważa Pan, że zatrudniając jednego patriotę – Wiceministra Jana Dziedziczaka i zwalniając Tomasza Arabskiego z ambasadorstwa w Hiszpanii już Pan załatwił sprawy kadrowe, to ja się z tym głęboko nie zgadzam. Ja głosowałem na Dobrą Zmianę, a nie na Drobną Zmianę. (…)No i wreszcie co z byłymi SB-kami, którzy nadal są masowo zatrudnieni w MSZ? (…)”.
W kontekście niemal zupełnego braku zmian w MSZ pod batutą Waszczykowskiego przytoczę końcowe uwagi z cytowanego już świetnego tekstu K. Balińskiego z „Warszawskiej Gazety” z 25 marca 2016 r „Czas spolonizować MSZ”. Baliński pisał o MSZ-cie: „Jasne jest, że nie ma ministerstwa bardziej zdeprawowanego i kosmetyczne zmiany nie pomogą. MSZ trzeba odzyskać, spolonizować, zbudować od nowa, zastosować opcje zerową (…) Patrzmy zatem Waszczykowskiemu na ręce, nie gódźmy się na jego wybryki (…)”.
Przypomnę, że już 25 listopada 2015 r. zamieściłem na tym blogu alarmujący tekst : „Czas na weryfikacje ambasadorów”, wymieniając ośmiu najgorszych reprezentantów RP, ciągle pozostających na placówkach. Tekst swój zakończyłem zacytowaniem słów prof. Jacka Bartyzela z jego tekstu publikowanego    23 kwietnia 2015 r. : „Jeśli kiedykolwiek powstanie rząd polski nie tylko z nazwy, to w MSZ cała geremkowszczyzna i bartoszewszczyzna musi zostać wymieciona żelazną miotłą do samych fundamentów. Lepiej przez jakiś czas nie mieć żadnych dyplomatów, lepiej żeby na placówkach dyplomatycznych był tylko personel techniczny, niż żeby Polskę reprezentowali ludzie, którzy Polski nienawidzą i jej świadomie szkodzą”. (Podkr.- J.R.N.)”.
 Niestety od czasu mego tekstu niewiele się zmieniło na placówkach z winy indolencji W. Waszczykowskiego, czy też jego chęci uzyskania dobrych punktów w sferach starego Salonu za to, że tak niewiele i powoli zmienia. Szczególnym skandalem jest ciągłe utrzymywanie przez Waszczykowskiego największego szkodnika R. Schnepfa jako ambasadora w Waszyngtonie, pomimo apelów z wielu stron o jego jak najszybsze usunięcie. Według relacji telewizyjnych prezydent Duda spotkał się w USA tylko z jednym amerykańskim senatorem. Czyż nie jest to najlepszy dowód nieróbstwa, a może raczej sabotażu ze strony Schnepfa?! Dobry ambasador przez kilka lat swego działania w jakimś kraju mógłby bez trudu zgromadzić wokół Ambasady RP przynajmniej kilkunastu kongresmanów i senatorów życzliwych Polsce! Ostatnio mieliśmy kolejny przedziwny wyskok ministra Waszczykowskiego w sprawie Schnepfa. Jak wiadomo szkodnik ten posunął się aż do dokonania wpisu na forum społecznościowym w związku z bardzo licznymi krytykami jego osoby w Polsce, że atmosfera w Polsce zaczyna przypominać rok 1968, sugerując, że grozi nam fala antyżydowskości. Minister Waszczykowski krytycznie ocenił to wystąpienie Schnepfa, mówiąc: „Myślę, że przesadził, ponieważ dzisiejsza Polska nie przypomina Polski z ‘68 roku, nie ma antysemickiej nagonki(…) – trzeba będzie poważnie porozmawiać z ambasadorem, że jednak przesadził”. („Przesadził”, cóż za eufemizm?). Zapytany, czy dojdzie do odwołania Schnepfa w związku z jego wpisem, minister Waszczykowski odparł, że „to by wywołało pewne zamieszanie w tej chwili w naszej dyplomacji, w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi i tuż przed szczytem (NATO)”. Po rozmowie Waszczykowskiego ze Schnepfem ten ostatni łaskawie przyznał, że porównanie obecnej sytuacji do Polski z 1968 roku było nieadekwatne. I tak mamy kolejne „osiągnięcie” Waszczykowskiego w stosunku do Schnepfa. Minister, że tak powiem pogroził Schnepfowi przysłowiowym palcem w bucie. W całej sprawie głupawo, nie po raz pierwszy, zachował się Paweł Kowal. Broniąc Schnepfa powiedział: „W tej sprawie pod każdym względem MSZ powinien być w 100% solidarny z ambasadorem i ambasador powinien to odczuwać”. No cóż, od dawna wiadomo, że dysydent z PiS-u – Paweł Kowal jest nieprawdopodobnym mięczakiem i słuchanie jego porad w sprawach zagranicznych mogłoby tylko prowadzić na manowce. (Szczególnie szkodliwe dla Polski są bajdurzenia Kowala wybielające Ukrainę Poroszenki i Jaceniuka).
7 lutego 2016 r. apelowałem już na tym blogu o jak najszybsze usunięcie przez nowy Sejm ustawy o „bratniej pomocy”, (druk 1066). Dziwne, że dotąd nic nie zrobiono dla eliminacji tej tak niebezpiecznej ustawy, stwarzającej ułatwienia dla ewentualnej interwencji z zewnątrz. Dziwne jest też, że obecni parlamentarzyści nie zrobili nic dla przygotowania oświadczenia wykluczającego jakiekolwiek roszczenia żydowskie wobec Polski, roszczenia całkowicie bezpodstawne. Oświadczenie to jest tym bardziej potrzebne w sytuacji, gdy w Stanach Zjednoczonych rysuje się bardzo poważna możliwość dojścia do władzy Hillary Clinton, bardzo wyraźnie popierającej te roszczenia. Należałoby zwrócić się też z apelem do amerykańskiej Polonii, aby wybierając swego kandydata na prezydenta USA, brała pod uwagę stosunek poszczególnych kandydatów do roszczeń żydowskich wobec Polski.
Prof. Jerzy Robert Nowak

Słabości polityki zagranicznej (II)

Skrajna proamerykańskość

Począwszy od 1989 r. na polskiej polityce zagranicznej zaciążyła niebywale potulna proamerykańskość. Pierwszy minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski, wypróbowany tajny współpracownik SB, przypuszczalnie był skrajnie serwilistyczny wobec Amerykanów głównie z powodu ich wiedzy o jego ciemnej przeszłości. (Por. uwagi na ten temat w podrozdziałku: „Na klęczkach przed Białym Domem” w mojej książce: „Zagrożenia dla Polski i polskości”, Warszawa 1998, ss.149-1530). Niestety podobna potulność ciążyła również i na różnych innych ministrach spraw zagranicznych, mianowanych z poręki UD, SLD czy PO. Zdawałoby się, że będzie inaczej za obecnego rządu, który tak mocno zaakcentował walkę o podmiotowość Rzeczypospolitej. Tym bardziej szokuje więc postępowanie ministra W. Waszczykowskiego, który dał już wyraźny dowód, że chce tę potulność wobec USA kontynuować (sprawa TTIP-u).
Zdajemy sobie sprawę, że związek ze Stanami Zjednoczonymi jest ogromnie ważny dla zapewnienia bezpieczeństwa Polski, i że należy go starannie pielęgnować. Należy to jednak robić bez specjalnych iluzji, pamiętając, że czołowi politycy USA (poza R. Reaganem) byli aż nadto skłonni do zdradzania krajów Europy Środkowej w imię swoich tymczasowych egoistycznych interesów. Świetnie to podsumował znany publicysta z „Rzeczypospolitej” Filip Meches w tekście z lutego 2016 r. pisząc m.in.: „Polacy – a zwłaszcza znacząca większość klasy politycznej III RP – patrząc na USA, grzeszą daleko idącą naiwnością, wynikającą również (…) z sentymentalizmu (…). Partia obecnie rządząca Polską przy różnych okazjach próbuje udowadniać, że nie zamierza się zachowywać jak lokaj wobec Berlina, Brukseli, Moskwy. To samo powinno dotyczyć Waszyngtonu. Wuj Sam nie jest dobrym wujkiem, przede wszystkim jest bezwzględnym graczem, który kieruje się wyłącznie swoimi interesami. (Podkr.- J.R.N.) Gdy chce się układać z Kremlem, potrzebuje w Polsce ekipy prorosyjskiej. Gdy potrzebuje przycisnąć Moskwę, wówczas stawia na ekipę, która będzie skora do awantury z nią (…). Dobrze, by było, żeby będący dziś w Polsce u władzy politycy umacniali więzi z USA, nie mając co do sojusznika zza oceanu żadnych złudzeń. (Podkr.-JRN). (Por. F. Memches: Murzyni z PiS, „Rzeczpospolita” 16 lutego 2016 ). Myślę, że te ostrzeżenia Memchesa pod adresem aktualnej władzy są tym bardziej aktualne ze względu na bardzo możliwy dla nas niekorzystny wybór prezydenta w USA. Jest to jak wiadomo wybór między bardzo niebezpieczną dla nas H. Clinton, zdecydowaną zwolenniczką roszczeń żydowskich wobec Polski, a nieodpowiedzialnym demagogiem D. Trumpem. Na dodatek już teraz widać przejawy niebywałej amerykańskiej buty wobec Polski. Dość przypomnieć wyjątkowo bezczelny wywiad z prof. Mitchelem Orensteinem z Bostonu, zamieszczony w ‘Gazecie Wyborczej” z 11 marca 2016 r. pod skandalicznym tytułem: „Smutne, że ktoś taki jak Kaczyński rządzi w Polsce”. Bezczelny amerykański łże – naukowiec Orenestein piętnuje wprost „paranoiczny rząd w Warszawie”. Takiego chamiska nigdy nie wpuściłbym do Polski !
W tej sytuacji tym mocniej winniśmy trzymać się zasady, że nasza jakże konieczna współpraca z USA nie powinna nigdy rozwijać się kosztem naszych elementarnych interesów. A tak się już stało za czasów szefowania resortem spraw zagranicznych przez W. Waszczykowskiego. Przypomnę tu, że już 22 listopada 2015 publicysta „Myśli Polskiej” Łukasz Kobeszko ostrzegał, że: „W kwestii polityki zagranicznej nominacja jednego z najbardziej chyba proamerykańskich polskich dyplomatów – Witolda Waszczykowskiego wskazuje, że rząd Szydło będzie raczej gabinetem kontynuacji „linii Skubiszewskiego-Geremka”, obowiązującej niepodważalnie w Polsce po 1989 roku”. I tak się stało, przynajmniej w odniesieniu do USA.

Poparcie ministra W. Waszczykowskiego dla nader groźnego dla Polski porozumienia w ramach TTIP-u

Najszkodliwszym przejawem skrajnej proamerykańskości ministra W. Waszczykowskiego było jego poparcie dla tzw. TTIP-u. W expose z 29 stycznia 2016 r. minister Waszczykowski dał wyraz swemu bezkrytycznemu poparciu dla celów polityki USA, poprzez aprobatę dla rozwoju stosunków Polski w ramach UE z USA w ramach TTIP(Transatlantyckiego Partnerstwa na rzecz Handlu i Inwestycji) Stwierdził, że stosunki w ramach TTIP-u „mają być rozwinięte z korzyścią dla wszystkich”. Przypomnijmy, że w wielu krajach Europy z obawami patrzy się na dotychczasowy, prowadzony od kilku lat utajniany proces negocjacji między UE a USA, a w Europie zebrano już z ponad 3 i pół miliona podpisów przeciw TTIP, w samych Niemczech ponad milion, a u nas tylko 30 tysięcy. Na Węgrzech wielokrotnie publicznie krytykowano TTIP, a w styczniu 2015 r. sekretarz stanu w Ministerstwie Handlu i Spraw Zagranicznych zagroził zawetowaniem umowy o TTIP, „jeśli nie uda się doprowadzić w niej do zagwarantowania najważniejszych interesów Węgier”. (Por. dużo szerzej: J. R. Nowak: „Węgierska droga do zwycięstwa”, Warszawa 2015, t. 2., ss.123-129). Na początku stycznia 2015 doszło do wielkiej manifestacji przeciw TTIP w Brukseli.
Chodzi o to, że TTIP w dotychczasowym kształcie jest bardzo niebezpieczny dla małych i średnich krajów typu Polski, dając przewagę koncernom w spornych sprawach z państwami. Chodzi zwłaszcza o nader szkodliwy mechanizm rozstrzygania sporów miedzy zagranicznym i inwestorami a państwem, zwany ISDS. Na mocy TTIP koncerny mogą wystąpić z sukcesem przeciwko poszczególnym państwom i wygrywać procesy po zaskarżeniu np. podatku bankowego czy podatku wobec supermmarketów, czy blokady produktów GMO. W książce „Węgierska droga do zwycięstwa” (op. cit., s. 127) ostrzegałem: „Można sobie wyobrazić, jaka fala pozwów wytoczona by została przeciw Polsce w przypadku obowiązywania mechanizmu ISDS w całej Unii Europejskiej i USA, gdybyśmy weszli na węgierska drogę opodatkowania banków, koncernów, supermarketów, itp.” Uderzyłoby to bardzo silnie zwłaszcza w polski przemysł chemiczny i rolnictwo. Już w styczniu 2015 r. ostrzegano na portalu internetowym: „Po TTIP zginiemy razem z reszta Europy – obawiają się tuzy polskiej branży chemicznej”. (Por. J. R. Nowak: op. cit. ss. 129,151). 15 czerwca 2015 r. z ostrzeżeniami pod adresem Polski w sprawie TTIP-u wystąpiła prof. Herta Däubler, b. minister sprawiedliwości w pierwszym rzadzie Gerharda Schrödera. W wywiadzie udzielonym T.Walczakowi na łamach „SuperExpressu” z 15 czerwca 2015 r., zatytułowanym: „Umowa UE-USA zaszkodzi Polsce bardziej niż Niemcom” prof. Däubler stwierdziła m.in. „Weźmy np. kwestię podatków. Powiedzmy, że polski rząd chciałby podnieść podatki dla firm, co popierają wyborcy. Międzynarodowe korporacje mogą to uznać za działanie na szkodę ich interesów i pójść z tym do sądu arbitrażowego. I tam bez większych problemów wygrać (…) Jako obywatelka Polski byłabym przeciw TTIP jeszcze bardziej niż jestem jako obywatelka Niemiec (…) Dla Polski umowa z USA jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Nie tylko grozi wam prywatyzacja usług publicznych, ale także zdominowanie gospodarki przez amerykański kapitał”.
Przypomnijmy, że negocjacje w sprawie TTIP były ostro krytykowane za całkowity brak jawności. Publicysta „Wprost” Jarosław Giziński pisał na ten temat 18 października 2015 r. „Zdaniem krytyków, wśród których jest wielu znanych ekonomistów, jak choćby noblista Joseph Stiglitz, porozumienie służy interesom najbogatszych i odpowiada głównie potrzebom korporacji, a nie obywatelom państw członkowskich. Potwierdzeniem tego, że w umowie znalazły się treści, które trudno będzie „sprzedać” społeczeństwu, jest fakt, że mimo powtarzających się przecieków ostateczna treść TTIP nie została wciąż upubliczniona’. (Por. J. Giziński: TTIP-podpisane, niepublikowane, „Wprost” z 10 października 2015). Kierownik działu „Opinie” w ‘SuperExpressie’ Tomasz Walczak pisał w październiku 2015 r. o TTIP: „W Europie Zachodniej jest ona przedmiotem licznych kontrowersji. A w Polsce? Słyszała o niej garstka osób, głównie dziennikarzy. Politycy raczej milczą na jej temat, a jeśli się w tej materii wypowiadają, to wyrażają wobec TTIP entuzjazm. Ostatnio europoslanka PO Danuta Hübner mówiła, że Polska będzie jednym z największych beneficjentów TTIP. Czyżby? (…) Entuzjaści TTIP w naszym kraju mówią m.in., że umowa o wolnym handlu z Amerykanami sprawi, iż polskie firmy łatwiej zdobędą amerykański rynek, bo nie będą musiały mierzyć się z obecnymi barierami. Dobre sobie. Jak polskie firmy masowo podbijają obce rynki pokazuje nasza akcesja do Unii Europejskiej. Gdy przystąpiliśmy do niej rynek unijny natychmiast stanął przed naszymi firmami otworem. Podobnie jak przed zagranicznymi firmami otworzył się rynek polski. Efekt jest taki, że ekspansja silnych i bogatych firm z Zachodu, z którymi nasze – ani w Polsce, ani za granica – nie mogły konkurować, zdusiła nasza rodzimą gospodarkę. Pocieszenie było takie, że dostaliśmy w zamian ogromne fundusze unijne na modernizację. Przy TTIP takiej jałmużny nie będzie. Będziemy za to wystawieni na bezlitosną konkurencję ze strony firm amerykańskich, co raczej dobije te resztki polskiej gospodarki, które nam zostały.” (Podkr-J.R.N.). (Por. T.Walczak: TTIP, czyli jak dobić polską gospodarkę, „SuperExpress”, 13 października 2015 r.)
W tym samym mniej więcej czasie – w październiku 2015 r. w „Angorze” ukazał się alarmujący wywiad z Marią Świetlik, współorganizatorka koalicji „Uwaga TTIP”, zrzeszającej blisko 100 organizacji. (Por. wywiad K. Różyckiego z M. Świetlik: Działać, póki czas, „Angora” z 11 października 2015 r.) . Maria Świetlik ostrzegała, że celem regulacji TTIP jest nie zniesienie barier celnych, ale także tzw. barier pozarynkowych jak niektóre prawa konsumenta, praw pracowniczych, ochrony środowiska. Stwierdziła: „To świetnie widać na przykładzie ochrony konsumentów w kwestii bezpieczeństwa produkowanych kosmetyków. Unii jest zakazanych 1400 substancji, w USA-11!” . Prowadzący wywiad ze Świetlik Krzysztof Różycki przypomniał, że USA są liderem wprowadzania GMO na masową skalę, w przeciwieństwie do takich krajów jak Polska, gdzie są dużo bardziej restrykcyjne przepisy w tej sprawie. I dodał, iż TTIP może sprawić, że produkty genetycznie modyfikowane zaleją Europę. Maria Świetlik zwróciła uwagę na szczególnie niebezpieczną dla nas sprawę, jaka jest zawarty w TTIP mechanizm rozstrzygania sporów inwestorów przeciw państwom, tzw. ISDS. Sprzyja on głównie dużym korporacjom. Wymowna pod tym względem była sprawa Ekwadoru, który odebrał koncesje amerykańskiej firmie wydobywczej, bo łamała krajowe przepisy. Korporacja pozwała Ekwador, a arbitraż w ramach ISDS przyznał Amerykanom odszkodowanie w wysokości 1,7 miliarda dolarów. Świetlik przypomniała jak kiedyś Polska przegrała na arbitrażu międzynarodowym w sprawie prywatyzacji PZU, pomimo tego, że Sejmowa komisja Śledcza uznała umowę prywatyzacyjna za nieważną z mocy prawa. Ostatecznie na skutek arbitrażu straciliśmy około 20 miliardów złotych.
Przypomnijmy również, że nowy minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel powiedział w listopadzie 2015 r. w Radiu Wnet, że: „Liberalizacja handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską będzie bardzo niekorzystna dla polskich rolników. – Wpuszczenie nieograniczonych ilości żywności z USA jest dla nas niekorzystne”. Jurgiel dodał, że chodzi tu m.in. o obawy związane z żywnością genetycznie modyfikowaną (GMO). Warto tu dodać, że prof. Leokadia Oręziak, kierownik katedry Finansów Międzynarodowych na SGH w Warszawie bardzo ostro skrytykowała w listopadzie 2014 r. publiczne poparcie premier E. Kopacz dla TTIP. (Por. J, .R. Nowak: op. cit., ss. 127-128). PO prowadziła antynarodową politykę. Czym jednak mnożna wytłumaczyć poparcie ministra w rządzie PiS-u dla TTIP? Chyba tylko skrajną ignorancją i fatalnymi doradcami.

Ostre reakcje na poparcie W. Waszczykowskiego dla TTIP-u

Swymi stwierdzeniami w sprawie TTIP-u minister Waszczykowski zrobił doskonały prezent przeciwnikom rządu PiS-u. Mieliśmy już tego jakże wyrazisty przykład zaledwie w dzień po strasznym lapsusie Waszczykowskiego w sprawie TTIP-u. Oto w dniu 30 stycznia 2016 r. na łamach SuperExpressu ukazał się kierownika działu „Opinie” tegoż dziennika Tomasza Walczaka pod bardzo niemądrym tytułem: „PiS przeciwko suwerenności Polski”. Cały tekst Walczaka był poświęcony atakowi na parę zdań ministra Waszczykowskiego, popierających TTIP, i kończył się słowami: „Nie wiem, czy to ochocze wsparcie dla tej umowy to naiwność, czy ignorancja naszych władz. Może jedno i drugie. Oczekiwałbym jednak, że polski rząd opuści krainę fantazji i trochę się douczy. Dziś suwerenność państwa to przede wszystkim suwerenność gospodarcza. A PIS gotów jest ją oddać za darmo”. Dodajmy, że na portalu „Wolne media” ukazał się bardzo ostry tekst Piotra Nowaka pod adresem wypowiedzi ministra W. Waszczykowskiego. Autor tekstu stwierdzał m.in.: „Poparcie dla TTIP stawia rząd PiS w jednym szeregu z Ryszardem Petru i innymi politycznymi wykonawcami interesu wielkiego kapitału. (Podkr.- JRN).
Już w parę dni po expose Waszczykowksiego, popierającym porozumienie w ramach TTIP-u, z jakże znaczącym ostrzeżeniem wystąpiła jedna z najwybitniejszych postaci z polskich kręgów ekonomicznych – prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Elżbieta Mączyńska. Mówiąc o TTIP w wywiadzie udzielonym 1 lutego 2016 r. prof. Mączyńska stwierdziła m.in.: „Z tego typu umowami jest bowiem tak, że mogą być korzystne, ale mogą też być niezwykle szkodliwe. Szczególnie dla krajów takich jak Polska”. Podkreślając, że nadal nie znamy szczegółów porozumienia prof. Mączyńska akcentowała, że są uzasadnione obawy co do jej kształtu: Zwłaszcza, jeśli Stanom Zjednoczonym uda się wynegocjować korzystne dla siebie warunki, może się to okazać niekorzystne dla Polski (…) Umowy takie jak TTIP największe korzyści przynoszą najsilniejszym gospodarkom i największym graczom na rynku (…) Istnieją słuszne obawy, że wzmocni ona pozycję korporacji kosztem państw narodowych. Szczególnie istotna wydaje się tu kwestia arbitrażu, dzięki czemu inwestorzy mogą oskarżać państwa ponad prawem danego kraju (…) Państwa przestraszone siłą arbitrażu mogą zrezygnować z niektórych obszarów ochrony obywateli, bojąc się wielomiliardowych odszkodowań”. (Por. wywiad T. Walczaka z prof. E. Mączyńską: Korporacje idą po władzę, „SuperExpress” 1 lutego 2016 ).
Nie rozumiem, dlaczego z kręgów PiS-u teraz nikt nie wystąpił z protestem przeciw tak szkodliwemu wsparciu TTIP przez Waszczykowskiego, choć jeszcze jesienią 2015 r. minister Jurgiel ostrzegał przed TTIP. Dlaczego nie protestowali związani z PiS-em ekonomiści, czy czołowi patriotyczni publicyści. O ile wiem z ostrzeżeniem wystąpił tylko jeden publicysta, związany z „Gazetą Polską codziennie” Piotr Wójcik. W publikowanym we wspomnianym dzienniku: 11 lutego 2016 r. tekście: „Ostrożnie z TTIP” red.. Wójcik pisał m.in. „TTIP potencjalnie może być również jednym z większych zagrożeń zarówno dla suwerenności ekonomicznej Polski, jak i naszych rodzimych firm. Największe wątpliwości budzi włączenie do TTIP mechanizmu ISDS, który oddaje spory między korporacjami a rządami narodowymi pod międzynarodowy arbitraż (…) Sposób negocjowania u owy TTIP urąga wszelkim zasadom demokracji. Komisja Europejska niemal przywłaszczyła sobie stanowisko głównego negocjatora ze strony UE i robi to w zupełnej tajemnicy, przez co nawet demokratycznie wybrane władze krajów członkowskich nie za bardzo są w stanie powiedzieć coś o kształcie TTIP (…) A jest czego sie obawiać”. (Podkr.- J.R.N.) Tylko pan minister Waszczykowski, zupełnie nie znający się na gospodarce, niczego się nie obawia i wyskoczył przed szereg z poparciem dla TTIP. Bo tak wyidealizowani przez niego Amerykanie nalegają!! Kolejne pytanie, dlaczego w telewizji publicznej nikt nie pomyślał o urządzeniu otwartej dyskusji między czołowymi ekonomistami w telewizji publicznej na temat TTIP-u?

Kiedy wreszcie rząd i Sejm publicznie odrzuca żydowskie roszczenia ?

Ubolewam, że minister Waszczykowski i generalnie przedstawiciele PiS-u nie podejmują otwarcie sprawy odrzucenia materialnych roszczeń wobec Polski, wysuwanych głównie przez amerykańskich Żydów. Jak już wcześniej opisałem nowy rząd powinien wystąpić z uchwałą jednoznacznie odrzucającą próby szantażów z USA w tej sprawie, tym groźniejszych ze względu na popieranie ich przez Hillary Clinton. Należałoby też jak najszybciej skoordynować oficjalne działania władz polskich w tej sprawie z działaniami Polonii amerykańskiej,. Liczyć się z tym jednak należy, że obecny prezes Polonii amerykańskiej Frank Spula, choć następca wielkiego patrioty prezesa Edwarda Moskala, nie ma najwyraźniej serca do tego typu spraw. Myślę, że tym mocniej należy naciskać na innych członków władz polonijnych, by odpowiednio zareagowali w tej tak kluczowej dla Polaków sprawie. Podpisuję się tu oburącz po pod stwierdzeniami red. Stanisława Michalkiewicza z „Najwyższego Czasu” z 30 stycznia 2016 r. Michalkiewicz pisał : „(…) Podczas swego pobytu w USA na wszystkie świętości zaklinałem tamtejsza Polonie, by przynajmniej w sprawach żydowskich roszczeń wobec Polski zdobyła się na przemawianie jednym głosem i w ten sposób dała do zrozumienia amerykańskim politykom, że od tej chwili nie będą już dostawali polskich głosów za darmo. (Podkr. – J.R.N.). Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, pan Frank Spula, powiada, że Polska jest wolna i niepodległa, więc Polonia nie musi już Polski wyręczać (ciekawe usprawiedliwienie dla jego nieróbstwa – J.R.N.) Niech i tak będzie, – ale Polonia mogłaby wyświadczyć Polsce ogromną przysługę, bez najmniejszego naruszania obywatelskiej lojalności wobec USA, gdyby zaczęła wpływać na AMERYKAŃSKĄ politykę, podobnie jak wpływa na nią lobby żydowskie”.
W okresie od 1989 r. w Stanach Zjednoczonych napłynęła przerażająco wielka fala antypolskich filmów, książek i paszkwili prasowych. Dlatego uważałbym za celowe powołanie przy Ambasadzie RP w USA, oczywiście pod nowym ambasadorem , specjalnej Rady dla Promocji Prawdy o Polsce, złożonej z grupy dynamicznych i wykwalifikowanych postaci orientacji patriotycznej. Sugerowałbym postawienie na jej czele znakomitej polskiej naukowiec z USA profesor Ewy M. Thompson z d. Majewskiej. Ta moja dawna koleżanka z drugiego roku anglistyki jest jedna z najmądrzejszych Polek świata. Jako liliteraturoznawca, profesor literatury porównawczej i slawistyki, filozof kultury, wykłada od ponad 30 lat na Rice University w Houston w Teksasie i jest autorka wielu książek i publikacji prasowych broniących prawdy o Polsce.  31 sierpnia 2014 r. podczas kongresu Polska Wielki Projekt prof. Thompson została uhonorowana jako pierwsza osoba wręczonym jej przez Jarosława Kaczyńskiego honorowym medalem „Odwaga i Wiarygodność”, przyznanym Jej przez kapitułę Nagrody im. Lecha Kaczyńskiego. Ciekawe, iż jak wynika z Jej życiorysu w Wikipedii władze RP nie zdobyły się dotąd na uhonorowanie jej żadnym polskim odznaczeniem. Mam nadzieję, że prezydent Andrzej Duda to naprawi. Najwyższy czas!
(P.S. – w następnym odcinku omówię stosunki z Unią Europejską).
Prof. Jerzy Robert Nowak
  • Na zdjęciu tytułowym: Premier Beata Szydło i minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w Norwegii. Pierwsza z lewej premier Norwegii Erna Solberg. Fot. Flickr KPRM, za wprost.pl / wybor zdj. wg.pco 

 

Więcej artykułów prof. Jerzego Roberta Nowaka na naszym portalu > > > TUTAJ .

 

Zainteresowanych nabyciem ksiażek prof. Jerzego Roberta Nowaka prosimy o telefoniczne skontaktowanie się z numerami: (+48) 603-199-036 lub (+48) 608-854-215.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2016.04.14

Jerzy Robert Nowak

Autor: Jerzy Robert Nowak