Prof. Artur Śliwiński: Rozkład i degradacja „elity światowej” (cz. I)


EEM-Europejski_Monitor_Ekonomiczny_

Rzadko świat ma prawdziwy wgląd we wnętrze zepsutego świata zachodnich oligarchów i bezczelnych manipulacji stosowanych w celu zwiększenia ich majątku kosztem dobra publicznego.
(Paul Ron)

 

W Polsce prawie nikt nie chce zrozumieć, że nadchodzi burza. Oficjalne analizy sytuacji społeczno-gospodarczej Polski są pozbawione realizmu i biją w oczy optymizmem. Ich autorzy nie uwzględniają dwóch fundamentalnych czynników.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM
Prof. dr hab. Artur Śliwiński, ekonomista. Fot. EEM

Pierwszym z nich jest globalny kryzys systemowy, który obecnie najsilniej wpływa na międzynarodowe stosunki ekonomiczne i polityczne, czego nie trzeba szerzej tłumaczyć. Stało się jasne, że globalnego kryzysu nie „można ominąć”. Jednak wieloletnie ignorowanie tego kryzysu przez władze polityczne, media oraz ośrodki akademickie w Polsce przyniosło niepowetowane szkody. Nie tylko szkody materialne, szczególnie te związane z przerzucaniem na Polskę kosztów kryzysu przez inne kraje i organizacje międzynarodowe. Ważniejsze wydają się szkody w świadomości społecznej, zwłaszcza utrata kontaktu z rzeczywistością.

Drugim czynnikiem jest wysoki stopień uzależnienia ekonomicznego, prawnego i politycznego Polski od globalnych sieci finansowych i ideologicznych, zaś bezpośrednio – od Stanów Zjednoczonych i organizacji międzynarodowych. Drugi czynnik ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony, znacznie ogranicza „pole manewru” polityki ekonomicznej i wywołuje szereg niekorzystnych tendencji. Z drugiej strony, skłania do uwzględnienia w analizach sytuacji społeczno-gospodarczej Polski możliwości i warunków zniesienia lub neutralizacji uzależnienia Polski. Uzależnienie ekonomiczne silnie deformuje mechanizm władzy. Podlega ona wtedy dwóm destrukcyjnym czynnikom: szantażowi i korupcji. Bez uwzględnienia tych czynników (i kilku innych) rozważania dotyczące sytuacji w Polsce są praktycznie bezwartościowe.

Inaczej sprawy wyglądają w innych krajach. W ostatnich pięciu latach w większości krajów dokonał się znaczny postęp nie tylko w zakresie rozpoznania mechanizmów globalnego kryzysu systemowego oraz jego wpływu na gospodarkę i społeczeństwo, lecz także w zakresie analizy „elity światowej” i mechanizmu jej działania poprzez globalne sieci finansowe. Także tutaj można powtórzyć, że analizy te znalazły się poza zasięgiem zainteresowania władz politycznych i instytucji państwowych w Polsce, a często były nie tylko ignorowane, lecz nawet zwalczane. Powstała wskutek tego bariera poznawcza jest trudna do pokonania, ponieważ nie chodzi tylko o różnice poglądów, lecz o różnice poziomu intelektualnego.

Pojęcie „elity światowej” znajduje się w obiegu publicznym od wielu lat. Wcześniejsze kontrowersje związane z tym pojęciem ustąpiły miejsca powszechnej akceptacji istnienia „elity światowej” jako istotnego czynnika zachodzących w przestrzeni globalnej zmian politycznych, ekonomicznych i militarnych. Brało się to z kilku powodów. Po pierwsze, wskutek globalnego kryzysu bardzo wzrosła aktywność „elit światowych” jako promotora „nowego porządku światowego”. Po drugie, na drugim biegunie wzmogła się krytyka tychże „elit”, uznawanych często za główny czynnik sprawczy globalnego kryzysu albo szerzej – deformacji społecznych, politycznych i ekonomicznych w większości krajów europejskich czy w Ameryce Łacińskiej. Po trzecie, dzięki wielu badaniom rozpoznany został proces kształtowania się „elity światowej”, jej mechanizmy funkcjonowania, podległe jej sieci i instytucje o zasięgu globalnym.

Tutaj będziemy mówić o rozpadzie „elit globalnych”. Proces rozpadu „elit światowych” z pewnością nie jest zjawiskiem drugorzędnym i pozbawionym wielu ważnych konsekwencji, nie tylko geopolitycznych, lecz także krajowych . Proces ten był już dostrzegalny w 2011 roku, lecz nie przywiązywano do niego należytej uwagi.

Według naszego rozeznania proces rozpadu „elit światowych” jest zjawiskiem „wielowymiarowym”, tak więc jego omówienie wymaga wskazania przynajmniej na najważniejsze aspekty dokonującego się rozpadu. Oto one:

Pierwszy aspekt ma charakter sprzeczności wewnętrznej. Jak dobrze wiemy, głównym czynnikiem wzrostu znaczenia współczesnej „elity światowej” był proces ekspansji pieniężno-kredytowej, ściśle powiązany z demontażem krajowych systemów emisji pieniądza i kontroli finansowej. Ważnym czynnikiem tej ekspansji było zbudowanie systemu ideologicznej presji (tj. doktryny neoliberalizmu), wprowadzenie nowych regulacji prawnych w obszarze stosunków międzynarodowych („prawa międzynarodowego”) oraz wykorzystanie hegemonistycznej pozycji Stanów Zjednoczonych. Proces ten stopniowo doprowadził wiele krajów do nadmiernego zadłużenia zagranicznego (w tym Polskę), wyznaczając „elicie światowej” rolę globalnego wierzyciela. Ten wieloletni, złożony proces był silnie wspierany przez wpływowe amerykańskie i brytyjskie kręgi akademickie, które zdołały opracować i przeforsować doktrynę neoliberalizmu (narzucającą poszczególnym krajom warunki korzystne dla wspomnianej ekspansji pieniężno-kredytowej). W realizację tego procesu instrumentalnie został włączony rząd Stanów Zjednoczonych i międzynarodowe organizacje finansowe.

Proces ekspansji pieniężno-kredytowej umożliwił zainicjowanie praktyki przejęć kapitałowych na skalę globalną, w tym przejęć wrogich, tj. zorganizowanych przez wierzycieli w celu taniego przejęcia aktywów majątkowych dłużników. Praktyka ta została wsparta pseudo-ekonomiczną ideą prywatyzacji . Przejęcia kapitałowe zdefiniowane zostały jako „prywatyzacja”, zaś „prywatyzacja” zyskała rangę strategii gospodarczej uzasadnianej, rzekomo bezwarunkową, wyższością własności prywatnej nad własnością publiczną. W ten sposób obok procesu ekspansji kredytowej rozwijał się szybki proces gromadzenia kapitału z tytułu wywłaszczania jego dotychczasowych właścicieli.

Wspomniana sprzeczność wewnętrzna polega na tym, że silna ekspansja pieniężno-kredytowa oraz przejęcia kapitałowe z natury rzeczy destabilizują gospodarki zadłużonych i „prywatyzowanych” krajów, zaś utrzymanie i powiększanie kapitału wymaga stabilnych warunków ekonomicznych. Zewnętrznym wyrazem tej destabilizacji, który lepiej ukazuje omawianą sprzeczność, jest pogarszanie koniunktury ekonomicznej wskutek nadmiernego zadłużenia krajów podporządkowanych ekspansji pieniężno-kredytowej „elity światowej” z jednej strony, i dążenia do poprawy efektywności wykorzystania kapitału z drugiej strony. Wiadomo, że w warunkach pogarszającej się koniunktury w skali makroekonomicznej możliwości osiągnięcia pożądanej efektywności inwestycji kapitałowych ulegają zmniejszeniu. Związek tej sprzeczności z globalnym kryzysem systemowym jest oczywisty.

Istnienie wspomnianej sprzeczności jest obecnie silnie odczuwalne. Należy dodać, że odnosi się ona do ukształtowanego historycznie podziału pracy w łonie „elity światowej”.

Drugi aspekt ujawniający sprzeczności w łonie „elity światowej” dotyczy schizofrenicznego stosunku do państw narodowych. Ponieważ dominuje agresywne nastawienie „elity światowej” do państw narodowych, wspierane przez rozbudowaną i szeroko spopularyzowaną ideologię „zmierzchu państw narodowych”, sprzeczność ta jest trudniejsza do uchwycenia. Jednak należy zauważyć, że państwa narodowe są nie tylko obiektem agresji, lecz także są niezbędnym warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa własności. Właściciele kapitału potrzebują bezpieczeństwa, które może im zaoferować jedynie państwo narodowe, zwłaszcza odpowiednio kontrolowane. Chodzi tutaj głównie o bezpieczeństwo wynikające z ryzyka destabilizacji politycznej; na przykład z ryzyka wskutek narastania niezadowolenia społecznego i przewrotów politycznych.

Trudno nie zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z bardzo ostrą sprzecznością. Z jednej bowiem strony od 2001 roku z inspiracji „elity światowej” nagminnie są organizowane przewroty polityczne w wielu krajach (Europy, Ameryki Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie według technologii „kolorowych rewolucji”, a z drugiej strony wzrasta ryzyko buntów oddolnych, stanowiących wyraz buntu wobec „elity światowej”.

Przewroty polityczne w formie „kolorowych rewolucji” stały się głównym czynnikiem podważającym stabilność państw narodowych i dekompozycji układów regionalnych. Odzwierciedlają one szczególny sposób myślenia: destrukcja państw narodowych jest celem samym w sobie, chociaż nie wyklucza doraźnych korzyści politycznych i ekonomicznych. Znalazło to wyraz w popularnej w geopolityce teorii „kontrolowanego chaosu”.

Neutralizowanie oddolnych buntów wymaga dostatecznie silnego i sprawnego państwa. Problem ten najlepiej widać na przykładzie współczesnej Rosji, której obecny system władzy ma charakter oligarchiczny (czyli m.in. służy zapewnieniu bezpieczeństwa oligarchii rosyjskiej). Zagadnienie jest szczególnie trudne, a być może niemożliwe do rozwiązania, gdyż pełna legalizacja majątku oligarchów przejętego wskutek „prywatyzacji” jest faktycznie niemożliwa (problem ten dotyczy nie tylko krajów postkomunistycznych). Udowodnienie legalności źródeł pochodzenia tego majątku jest niemożliwe. O czym wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą.

Uwzględniając historię powstania oligarchii rosyjskiej za rządów Borysa Jelcyna oraz jej mocne powiązania finansowe i etniczne z „elitą światową”, z dużym stopniem pewności można uznać, że jest ona częścią globalnych sieci finansowych znajdujących się pod kontrolą „elity światowej”. Z tego punktu widzenia agresja „elity światowej” wobec Rosji staje się niezrozumiała, jeśli nie uwzględnimy schizofrenicznego charakteru tej elity. Ostrość konfliktu międzynarodowego wobec Rosji dzieli światową oligarchię na dwie strony konfliktu.

Nie ulega wątpliwości, że u źródeł konfliktu „elity światowej” z Rosją leżą wzmagające się dążenia Rosji do wydostania się spod jej kurateli, zaś w przypadku dalszych niepowodzeń „elity” w dążeniu do hegemonii światowej jej „rosyjski” odłam chętnie zwiększy już podejmowane starania, aby Rosja stała się dla tego odłamu cichą przystanią. Od pewnego czasu pojawiają się sygnały, że lokowanie kapitału przez rosyjskich oligarchów za granicą jest wysoce ryzykowne (doświadczenie Cypru, kwestionowanie legalności źródeł kapitału w Wielkiej Brytanii itp.).

Trzeci aspekt dotyczy sprzeczności wywołującej pęknięcie „elity światowej” w samych Stanach Zjednoczonych. Obecnie rozwijająca się kampania,. dotycząca wyborów prezydenckich, nie ułatwia odkrycia tej sprzeczności. Obydwie wiodące partie polityczne demonstrują zarówno przyjazny stosunek do amerykańskiego społeczeństwa, jak też pełną lojalność wobec „elity światowej”. W praktyce jednak nastawienie wpływowych polityków do społeczeństwa w Stanach Zjednoczonych jest wysoce dwuznaczne. Za kulisami wyborów prezydenckich walczą bowiem ze sobą dwie koncepcje hegemonii globalnej.

Pierwszą z nich możemy w przybliżeniu określić jako tradycyjną koncepcję „hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych”, w której (jak do niedawna) potęga Stanów Zjednoczonych (polityczna, technologiczna, ekonomiczna i militarna) była trwałym fundamentem tej hegemonii. Zaś w przypadku niesprzyjającego hegemonii obrotu spraw światowych chodziłoby o zapewnienie sobie istotnego udziału w nowym ładzie światowym. Jest to koncepcja odznaczająca się ostrożnością, a także dużą dozą realizmu. Wymaga jednak odbudowy autorytetu i pozycji USA w świecie, co jest w obecnych warunkach niezwykle trudne. Znajduje wyraz w wypowiedziach niektórych kandydatów republikańskich na prezydenta USA, a także wyraża się w cichym poparciu ze strony specjalistów od zagadnień wojskowych i wywiadowczych.

Łączy się ona z powrotem do polityki wyrażającej prymat interesów wewnętrznych Stanów Zjednoczonych, mającej bogate tradycje w amerykańskiej myśli politycznej. Jakkolwiek powrót do takiej polityki oznacza zwrot ku izolacjonizmowi (a nie tylko sposób wzmocnienia słabnącej hegemonii globalnej) , jest on znacznie bliższy koncepcji „hegemonii globalnej Stanów Zjednoczonych”, aniżeli rywalizującej z nią koncepcji „rządu światowego”. Nurt ten coraz częściej wyraża powrót do izolacjonizmu.

Druga ze wspomnianych koncepcji globalistycznej jest ukierunkowana na stworzenie rządu światowego. Rola przywódcza „elity światowej” jest w tym wariancie bliska władzy absolutnej. Nie jest to jednak nurt jednolity, przynajmniej w niektórych kwestach politycznych, co znacznie utrudnia identyfikację. W jego ramach dostrzegamy dwa kierunki o charakterze strategicznym. Pierwszy tworzą tzw. neokonserwatyści stanowiący szczególny odłam ekspansywnego liberalizmu, posługującego się patriotyczną i proamerykańską retoryką. Drugi kierunek określamy mianem „internacjonalistycznego liberalizmu”. W ramach tego kierunku rola Stanów Zjednoczonych jest „wyczerpana” jako przejściowy instrument dążeń hegemonistycznych. Zwolennicy tej koncepcji (Stiglitz, Soros, Gates i inni) destrukcję państw narodowych stawiają na pierwszym miejscu, zaś powstający dzięki temu chaos traktują raczej jako czynnik wzmagający pragnienie porządku światowego. Nie można zapominać, że takie „wyzwolone” przez chaos pragnienie stanowi milczącą zgodę na odrzucenie iluzji wolnego rynku i demokracji . Niektórzy komentatorzy dopatrują się w tym kierunku znamion lewicowości, chociaż z pewnością ich koło ratunkowe dla ludzkości, zwłaszcza dla ludzi ubogich, nie utrzyma się na wodzie.

W łagodnej (lub naiwnej) wersji było ono promowane przez papieży Benedykta XVI i szczególnie przez Franciszka.

Doktryną wspierającą drugi kierunek koncepcji globalistycznej, nie zorientowanej na Stany Zjednoczone, lecz raczej na ONZ, jest neomaltuzjanizm skompilowany z poglądów Malthusa, Darwina, Marksa i Schumpetera. Jest to najbardziej zbrodnicza doktryna ludobójstwa, która dość słabo jest kamuflowana „ograniczeniami wzrostu” oraz fałszywą troską o środowisko naturalne. Jest to doktryna dająca zielone światło dla wszelkich, nawet skrajnie zbrodniczych, metod ograniczenia populacji światowej.

Jak wspomnieliśmy, obydwie koncepcje cechuje pełny lojalizm wobec „elit światowych” . Najlepiej wyraża się on w opiniach polityków obydwu partii amerykańskich. Nawet zwolennicy odzyskania hegemonistycznej pozycji Stanów Zjednoczonych składają deklaracje, że są przeciwnikami wprowadzenia politycznej kontroli nad działalnością FED.

Czwarty aspekt odnosi się do sprzeczności między dwiema głównymi technikami spekulacji finansowej. Nie będziemy tutaj szerzej omawiać znaczenia spekulacji finansowej w rozwoju „elity światowej”, ani też wyolbrzymiać tej sprzeczności. Wystarczy podkreślić, że spekulacja finansowa jest współcześnie głównym źródłem gromadzenia kapitału finansowego. Mamy tu na myśli dwie techniki. Pierwsza dotyczy spekulacji opartej na kontroli emisji pieniądza i wykorzystania zmienności stopy procentowej (dzisiaj wzmocnionej „ukrytą” kontrolą ryzyka stopy procentowej). Druga dotyczy spekulacji opartej na wahaniach kursów walut, które także podlegają podobnej kontroli. Z teoretycznego punktu widzenia obydwie techniki mogą być zharmonizowane i stosowane łącznie. Jednak praktyka dowodzi, iż w ramach globalnych sieci finansowych ukształtował się specyficzny podział pracy, zakładający odmienne kompetencje zawodowe.

Sprzeczność tę szerzej omawia rosyjski ekonomista Michaił Hazin. Wyodrębnia on w łonie światowej oligarchii finansowej dwie najbardziej wpływowe grupy. Jednej z nich nadaje kodową nazwę „alchemików”(tworzących jednostki pieniężne „in vitro” przy pomocy prasy drukarskiej).Hazin wskazuje, że jest to grupa najbardziej zainteresowana utrzymaniem globalnego systemu finansowego opartego na dolarze. Kontrolując emisję dolara i szereg wpływowych międzynarodowych instytucji finansowych może ona rościć sobie prawa do hegemonii globalnej. Drugą grupę Hazin określa mianem „kantorów”, ze względu na jej roszczenia do kontroli rozliczeń międzywalutowych. Grupa ta jest żywotnie zainteresowana istnieniem przynajmniej kilku obszarów walutowych, gdyż zintegrowanie tych obszarów pozbawia ją jakiegokolwiek znaczenia i olbrzymich korzyści.

Piąty aspekt sprzeczności związany jest z wyodrębnieniem się dwóch głównych węzłów z globalnej sieci finansowej, które zgodnie z popularnymi poglądami na temat oligarchii finansowej są umownie określane jako „Wall Street” oraz „London City”. Wielu publicystów woli jednak personifikować owe węzły sieci, nadając im określenia od nazwisk liderów dwóch największych klanów: Rockefellera i Rothschilda. Tego rodzaju personalizacja wprowadza kilka nowych wątków, przede wszystkim wątek dotyczący różnic historycznych między wspomnianymi klanami. To przede wszystkim działająca na korzyść klanu Rothschildów różnica czasu i doświadczenia, ale także rozległości wpływów na świecie. Różnice są istotne, gdyż prowadzą do zgoła sprzecznych koncepcji geopolitycznych. Z dużym uproszczeniem różnica między obydwoma klanami daje się ująć jako podział na „parweniuszy” i „arystokrację”.

Rozkład interesów nie jest zero-jedynkowy. Obydwa wspomniane klany uczestniczą we wszystkich procesach zachodzących w globalnej sieci finansowej i aktywnie działają w tych samych instytucjach międzynarodowych. Mają także ścisłe powiązania personalne, etniczne, a nawet rodzinne. Jednak po stronie „Rockefellerów” dominuje zainteresowanie kapitałem pieniężnym, zaś po stronie „Rothschildów” znacznie bardziej rozbudowana jest własność o charakterze materialnym (klub Isles), a także większe zainteresowanie złotem i operacjami walutowymi. Z pewnością klan Rothschildów jest bardziej zachowawczy.

Ewolucja globalnej sieci finansowej
Współcześnie „elita światowa” funkcjonuje w strukturze, która nie przypomina tradycyjnych struktur organizacyjnych. Jest to struktura sieciowa, obejmująca różne, często nawet przeciwstawne elementy. Mówiąc o „elicie światowej” mamy na myśli główne węzły globalnej sieci finansowej, które kontrolują całą strukturę sieciową. Osoby nie przywiązujące żadnej wagi do tego stosunkowo nowego rozwiązania organizacyjnego nie mają szansy zrozumienia charakteru „elity światowej”. Najczęściej przyjmują, że tkwi ona w mniej lub bardziej niesformalizowanej, tradycyjnej strukturze o charakterze hierarchicznym. Tymczasem w strukturze sieciowej z reguły występują dwa lub trzy główne węzły, które pozostają ze sobą w specyficznych powiązaniach. Nie są to zwykłe powiązania kooperacyjne, ale też nie są to zwykle powiązania konkurencyjne. W szerokim zakresie są wobec siebie neutralne, co umożliwia zachowanie znacznej autonomii, w innym zakresie ściśle kooperują ze sobą, zaś w jeszcze innym ostro konkurują. Taka sytuacja istotnie u wielu analityków sytuacji światowej może wywołać ból głowy. W tej szczególnej sytuacji jednoznaczne określenie, czy „elita światowa” jest spójna i zwarta, czy rozdarta konfliktami musi być trudne do określenia. Jeśli dodamy, iż większość tych powiązań ma niejawny charakter, trudno się dziwić, że przeważają domysły i podejrzenia.

Z tego punktu widzenia sygnalizowane wcześniej sprzeczności wcale nie muszą oznaczać rozłamu w „elicie światowej”, skoro mogą być one naturalnym przejawem tylko jednego wymiaru wzajemnych stosunków między głównymi węzłami globalnej sieci finansowej, a mianowicie konkurencji. Warto to podkreślić, gdyż w wielu publikacjach niektóre z tych sprzeczności uznaje się ad hoc za wyraz ukrytego antagonizmu między głównymi odłamami elity światowej. Zarzut wobec tych publikacji jest łatwy do sformułowania; pomija się bowiem drugi wymiar stosunków między tymi węzłami, czyli kooperację.

Dla ilustracji warto przypomnieć specyficzny i powodujący liczne nieporozumienia charakter konfliktów pomiędzy Rosją i Ukrainą. Obydwie strony konfliktu są zaangażowane militarnie i politycznie w obecnie toczącą się wojnę. Jednocześnie prowadziły one intensywną wymianę handlową, normalne stosunku finansowe oraz współpracowały w zakresie obsługi energetycznych i gazowych linii przesyłowych.

Pozornie związek tego konfliktu z analizą „elity światowej” jest bardzo luźny. Jeśli jednak funkcjonowanie owej „elity” rozpatrujemy przez pryzmat funkcjonowania globalnej sieci finansowej, problem znacznie zyskuje na wyrazistości. Zarówno w Rosji, jak też na Ukrainie najważniejszymi ośrodkami władzy ekonomicznej i politycznej są krajowe grupy oligarchów, które stanowią właśnie elementy tej sieci. Nie są do jednak główne węzły sieci globalnej, lecz raczej ich kreacje. Analizując konflikt między Rosją i Ukrainą można zauważyć, że w pierwszych latach tego konfliktu stosunki gospodarcze (odzwierciedlające interesy obydwu współpracujących ze sobą grup oligarchów, ukształtowanych po rozpadzie Związku Sowieckiego) podlegały słabym zakłóceniom, zaś spory polityczne często miały wręcz teatralny charakter. Istotne zmiany zaszły dopiero w 2016 roku, kiedy rząd moskiewski od 1 stycznia 2016 roku wprowadził embargo na produkty ukraińskie (mięso, ryby, nabiał i warzywa). Jak wiadomo, wcześniejsze embargo na te produkty z krajów UE (stanowiące reakcję na sankcje wobec Rosji) Ukrainy nie obejmowały. W ślad za tym nastąpiła także blokada przywozu rosyjskich towarów do Ukrainy. W następnym miesiącu rząd w Kijowie zablokował powrót ok. 500 rosyjskich ciężarówek, na co rząd moskiewski zareagował również ostro.

Do 2015 roku Rosja była najważniejszym i najbardziej spolegliwym kredytodawcą Ukrainy, co doprowadziło do powstania wobec Rosji ponad 3 mld długu, stawiającego Ukrainę w sytuacji finansowego bankructwa. W październiku 2014 roku Rosja oferowała Ukrainie elastyczny program spłaty 3,1 mld dolarów zadłużenia i dalej podtrzymywała preferencyjne ceny gazu. To się jednak zmieniło.

Może się wydawać, że te fragmentaryczne przejawy narastania konfliktu Rosja-Ukraina nie dotyczą oligarchii obydwu krajów. Wszak mają oni ważniejsze interesy niż budki z warzywami. Jednak warto zauważyć, że stopniowo wzajemne restrykcje dotykają obydwu grup oligarchii, wyrosłych z byłego Związku Sowieckiego. Do 2015 roku w Rosji dobrze prosperowały zakłady przemysłowe należące do oligarchów ukraińskich. Spore wrażenie sprawiło zamknięcie przez Rosjan w marcu 2014 roku zakładów cukierniczych „Roshen” Petro Poroszenki, lecz nie na długo („Roshen” jakoby przeszedł pod kontrolę korporacji Prime Assets Capital). Wtedy na Ukrainie rozległy się głosy: dlaczego prezydent Poroszenko „płaci podatki krajowi-agresorowi”? Zaś w Rosji pojawiły się podobne zastrzeżenia: dlaczego zwalczający Rosję oligarchowie ukraińscy mogą w tym kraju swobodnie prowadzić interesy? Jednak w połowie 2015 roku rozpoczęła się akcja konfiskaty mienia rosyjskich oligarchów, jakoby w odwecie za szkody wyrządzone przez Rosjan za nacjonalizację przedsiębiorstw na Krymie. Chociaż projekt ustawy z kwietnia 2015 roku o „O nacjonalizacji majątku państwa agresora i jego rezydentów” przez Radę Najwyższą Ukrainy nie został przyjęty, roszczenia majątkowe wobec Rosji nabrały ostrości (przed głosowaniem Rosja uprzedziła Kijów o zamrożeniu aktywów ukraińskich na swym terytorium).

W tym fragmencie naszej analizy interesuje nas przykład narastania sprzeczności wewnątrz globalnej sieci finansowej, a ściślej biorąc – pojawienie się przewagi konkurencji nad kooperacją. Takich przykładów jest więcej. Sytuacja wymaga wnikliwego rozpatrzenia.

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2016-04-25

 

  • Zdjęcie tytułowe fot. Shutterstock.

 

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-22016.05.28

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński