Stanisław Bulza „Socjalizm z ludzką twarzą” (Część I.)


Czerwony terror

 

Plakat rozpowszechniany w czasie rządów Bieruta. (fot. za bibula.com)
Plakat rozpowszechniany w czasie rządów Bieruta. (fot. za bibula.com)

Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło Polakom tak upragnionej wolności. Polska dostała się pod okupację sowiecką. Jeszcze podczas trwania wojny Sowieci traktowali zajęty przez siebie obszar Polski jako terytorium ZSRR, a powstały przy pomocy Sowietów w Lublinie 22 lipca 1944 r. PKWN był ich marionetką. Dla wielu Polaków były to lata prześladowań, więzień, tortur i śmierci. Represje dotknęły przede wszystkim środowisk, które złożyły na Ołtarzu Wolności Ojczyzny najwyższą ofiarę. Kiedy front wschodni przesuwał się przez ziemie polskie, wraz z nim wkraczały jednostki NKWD. Ich celem było wyłapywanie, rozbrajanie, wywożenie na Sybir, czy mordowanie żołnierzy związanych z AK, NSZ, NOW i WiN. Były to organizacji wojskowe, które w ciągu pięciu lat wojny walczyły na pierwszej linii frontu przeciwko niemieckiemu najeźdźcy.

Plakat propagandowy Polski Ludowej używany wobec żołnierzy Armii Krajowej autorstwa Włodzimierza Zakrzewskiego, wydrukowany w Łodzi w 1945 r.
Plakat propagandowy Polski Ludowej używany wobec żołnierzy Armii Krajowej autorstwa Włodzimierza Zakrzewskiego, wydrukowany w Łodzi w 1945 r.

Represjom towarzyszyła agresja propagandowa. Jej symbolem stał się wydany przez resort informacji i propagandy PKWN jesienią 1944 r. plakat „AK – zapluty karzeł reakcji”. Na plakacie przedstawiono biegnącego z bronią gotową do strzału żołnierza LWP i opluwającego go karłowatego człowieczka z zawieszoną na szyi tabliczką z napisem „AK”. Choć komuniści w swoje walce z polskim podziemiem używali haniebnych metod, to tym plakatem przekroczyli wszystkie granice podłości. Jak pisze w swej książce „X Pawilon” Stanisław Krupa „plakat ten wyrządzał olbrzymią krzywdę żołnierzom AK, pozostawił w psychice i tak dostatecznie obolałych żołnierzy AK dodatkowy, dotkliwy uraz”. Żołnierzy AK, WiN, NSZ i NOW nazywano „hitlerowskimi kolaborantami” i „polskimi faszystami”. Katownie UB były w wielu polskich miastach. Wymordowano tysiące polskich patriotów, tysiące wywieziono na Sybir. Mordowano też działaczy z organizacji narodowych.

Podczas II wojny światowej część inteligencji znalazła się na emigracji, po 1945 r. w większości bez prawa powrotu do Ojczyzny. Natomiast ci, co pozostali w Polsce i uniknęli pogromu hitlerowskiego i bolszewickiego, padli ofiarą komunizmu.

Ich miejsca szybko wypełnili ludzie, którzy idąc po trupach elementarnych cnót, fałszowali historię, a swoją publicystyką komunistyczną zagłuszali krzyki mordowanych patriotów, chcieli w Polsce budować czerwony raj. Raj bez Boga. Ci, co rzeczywiście kolaborowali z okupantem w latach 1939-45, później oskarżali o kolaborację tych, którzy walczyli z okupantem i organizowali im procesy pokazowe. Celem było wykazanie im zdrady w czasie wojny. Ileż razy oskarżano największych patriotów o nacjonalizm, faszyzm, ksenofobię.

Komuniści zwalczając polskość, jednocześnie prześladowali, torturowali i mordowali patriotów. Oskarżeni nie mogli się bronić, bo cała władza polityczna i środki masowego przekazu, znajdowały się w rękach komunistów.

Adam Doboszyński, działacz narodowy w czasie procesu, czerwiec 1949 r. Fot. za narodowyjawor.com
Adam Doboszyński, działacz narodowy w czasie procesu, czerwiec 1949 r.
Fot. za narodowyjawor.com

W szczególnie okrutny sposób torturowano narodowców. Jednym z nich był Adam Doboszyński (1904-1949), Wielki Polak, który przez wiele miesięcy w katowni ubeckiej był torturowany w nieludzki, przekraczający wyobrażalne granice okrucieństwa, sposób. Postawiono mu absurdalny zarzut „usiłowanie pozbawienie Państwa Polskiego niepodległego bytu” poprzez działanie na rzecz obcych wywiadów. Śledztwo przeciw Adamowi Doboszyńskiemu prowadził płk Józef Różański (Josek Goldberg) i podlegli mu oficerowie. Jeden z nich por. Laszkiewicz, stosował specjalne, bardzo przemyślne chwyty, aby wymusić na Doboszyńskim zeznania. Wsypywał mu do posiłków i do płynów proszki na rozwolnienie żołądka. Doprowadził do tego, że Doboszyński chciał co chwilę wychodzić do ustępu. Ale por. Laszkiewicz nie pozwalał na to, i przez kilka długich tygodni trzymał go w takim stanie na przesłuchaniach bez przerwy. A. Doboszyński, mimo ciężkich tortur do końca zachowywał się godnie. Wyrok zamykający pokazowy proces, wydany 11 lipca 1949 roku w imieniu komunistycznej władzy Polski Ludowej brzmiał: kara śmierci.

Literaci, poeci, dziennikarze, reżyserzy tworzyli dzieła, w których opiewali socjalizm. Po 1956 r. odmienili się w liberałów, i dalej zwalczali polskość, przeciwstawiając polskości internacjonalizm. Zapomnieli już, że swoje kariery zawodowe, robili w czasach komunizmu. Tak jak wówczas i dzisiaj, również ich synowie, bez żadnego wstydu, bez skrupułów, przy pomocy środków masowego przekazu, posługują się najhaniebniejszymi słowami i karmią społeczeństwo fałszem.

Obok deprywacji ekonomicznej i terroru policyjnego, była indoktrynacja ideologiczna społeczeństwa. Nie zdążono jednak zniszczyć rolnictwa prywatnego i Kościoła Katolickiego.

Autorzy w wydanym w 1984 r. przez Niezależny Ośrodek Myśli Politycznej w ramach Zeszytów Edukacji Narodowej opracowaniu pt. „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce”, piszą: „Nie zdążono więc np. zlikwidować prywatnego rolnictwa, choć „technicznie” było to przecież możliwe. Nie zdążono rozprawić się z Kościołem Katolickim, tracąc w ten sposób szansę, która być może już nigdy komunistom się nie nadarzy. Okazało się wreszcie, że ani policyjny terror stalinowskiego okresu, ani wysiłki propagandy mające na celu wychowanie nowego społeczeństwa w pełni akceptującego komunistyczną ideologię nie były skuteczne: szybkość i łatwość, z jaką społeczeństwo polskie odzyskało w roku 1956 swą świadomościową podmiotowość, dowodzą, że w tej dziedzinie fiasko komunistów, w porównaniu z nakładem i typem zastosowanych środków, było niemal zupełne. Czynnik czasu zadziałał jednak bardzo skutecznie: komunizm idealny mógł być w Polsce wprowadzony jedynie przed rokiem 1956. Ponieważ tego nie zrobiono, polski „socjalizm realny” od początku odbiegał od oficjalnie obowiązujących kanonów, a bezzwłocznie podjęte po Październiku przez komunistów i później uporczywie aż do dnia dzisiejszego ponawiane próby zlikwidowania tych odstępstw, choć częściowo skuteczne, w wielu kwestiach prowadziły do skutków niezgodnych z oczekiwaniami”.

Nie udała się też komunistom ateizacja Polaków. Na jej temat Marks w „Rękopisach” pisał: „(…) ateizm jako zniesienie boga jest stawaniem się humanizmu teoretycznego, a komunizm jako zniesienie własności prywatnej jest windykacją prawdziwie ludzkiego życia jako własności człowieka, jest stawianiem się humanizmu praktycznego; albo innymi słowy, ateizm jest humanizmem zapośredniczonym z sobą samym przez zniesienie religii, komunizm zaś humanizmem zapośredniczonym z sobą samym przez zniesienie własności prywatnej” (cytat za A, Schaffem, „Marksizm a jednostka ludzka”). I na tym polu komuniści ponieśli totalną klęskę. Upadł zbrodniczy stalinizm, i przyszedł „polski październik”.

 

 

Polski październik 1956

 

Powitanie delegacji sowieckiej. Od lewej marszałkowie: Iwan Koniew, Konstanty Rokossowski i Georgij Żukow. Fot. PAP/CAF
Powitanie delegacji sowieckiej. Od lewej marszałkowie: Iwan Koniew, Konstanty Rokossowski i Georgij Żukow. Maj 1955 r. Fot. PAP/CAF

W Polsce w latach 1944-1956 komuniści w sposób radykalny przystąpili do niszczenia stosunków własnościowych, zarówno własności prywatnej i spółdzielczej. W ramach reformy rolnej wywłaszczono ziemian, właścicieli fabryk i zakładów produkcyjnych, sklepikarzy, kupców. Polacy stali się społeczeństwem bezklasowym, zostali wywłaszczeni i zmuszeni do zatrudnienia się u jednego i tego samego, kolektywnego pracodawcy.

Od 28 czerwca 1956 r. czyli od wydarzeń poznańskich utrzymywał się w Polsce stan napięcia. Władze partyjne, zdając sobie sprawę z napięć, do których doprowadził stalinizm, kolektywizacja, oraz gospodarka planowa, gorączkowo szukały wyjścia z pogarszającej się sytuacji. Kandydatem możliwym do zaakceptowania przez dwie zwalczające się frakcje partyjne (natolińczyków i puławian) był Władysław Gomułka, który w 1948 r. został oskarżony przez Romana Zambrowskiego za odchylenia prawicowo-nacjonalistyczne. Przyłączył się do zmasowanego ataku na Władysława Gomułkę. Na posiedzeniu Biura Politycznego 19 sierpnia 1948 r. i w przemówieniu na plenum KC PPR 2 września 1948 r., zarzucił mu popełnienie szeregu błędów i brak „otwartej samokrytyki”. Podkreślał nieufność Gomułki wobec ZSRR, niedocenianie roli partii i aparatu partyjnego, lansowanie „fałszywej” koncepcji polskiej drogi do socjalizmu, „schodzenie na pozycje socjaldemokratyczne” i „ugodę z kułactwem”.

Władysław Gomułka po objęciu władzy przemawiający podczas wiecu na Placu Defilad. Warszawa, 24.10.1956. Fot. PAP/CAF/Wdowiński/ za dzieje.pl
Władysław Gomułka po objęciu władzy przemawiający podczas wiecu na Placu Defilad. Warszawa, 24.10.1956. Fot. PAP/CAF/Wdowiński/ za dzieje.pl

15 października 1956 r. Biuro Polityczne obradujące z Gomułką zdecydowało o rozpoczęciu 19 października VIII Plenum mającego wybrać nowe Biuro Polityczne bez Konstantego Rokossowskiego marszałka Polski i ZSRR.

Roman Zambrowski, mimo że był sprawcą osadzenia Gomułki, skłaniał się stopniowo do podnoszonego przez innych działaczy partyjnych postulatu powrotu Władysława Gomułki do Biura Politycznego. Początkowo utrzymywał z nim kontakty za pośrednictwem innych „Puławian”. W okresie VII plenum KC, w lipcu 1956 r., miał jeszcze pewne wątpliwości, obawiając się „dyktatorskiego usposobienia” i autokratyzmu Gomułki. We wrześniu spotkał się z nim osobiście i upewnił w przekonaniu, że najlepszym wyjściem jest powrót Gomułki na stanowisko I sekretarza partii. 20 października 1956 r. VIII plenum KC PZPR wybrało Gomułkę na I sekretarza KC. Zambrowski wszedł do nowego Biura Politycznego i powrócił na stanowisko sekretarza KC. Aktywna rola Zambrowskiego w utorowaniu drogi Gomułce do władzy oraz realizacji „przemian październikowych”, pozwoliła mu na odzyskanie dawnej, silnej pozycji w elicie partyjnej i pewną poprawę wizerunku w aktywie PZPR.

W nocy z 18 na 19 października oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej, które opuściły swoje garnizony na Dolnym Śląsku i Pomorzu, rozpoczęły marsz w kierunku Warszawy. Kolumny piechoty zmotoryzowanej i czołgów Ludowego Wojska Polskiego z jednostek w Legionowie, Kazuniu i Modlinie, dowodzone przez oficerów radzieckich, rozwijające się w kierunku na Warszawę, wykonywały ściśle polecenia Rokossowskiego, który zamierzał wesprzeć oddziały Północnej Grupy Wojsk oddziałami polskimi. Ostatecznie jednostki polskie przerwały marsz po kilkunastu kilometrach. W tej sytuacji niedawny więzień polityczny, a teraz dowódca wojsk obrony wewnętrznej gen. Wacław Komar oraz gen. Włodzimierz Muś, dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, postawili jednostki KBW w stan pogotowia, zarządzili obsadzenie strategicznych obiektów i patrolowanie ulic.

Jerzy Holzer w książce „Solidarność 1980-1981. Geneza i historia” o tych wydarzeniach pisał:

„Po raz drugi kompromis zdawał się nie wystarczać w ciągu kilku dni październikowego napięcia 1956 r., podczas obrad KC PZPR. Wprawdzie przebieg VIII Plenum, projektowane zmiany personalne, powrót Gomułki na stanowisko szefa partii, zapowiedzi reform, były realizacją marzeń rewizjonistów, to jednak radziecki sprzeciw, manifestujący się marszem wojsk radzieckich i części jednostek polskich na Warszawę oraz w przylocie do Warszawy delegacji z Chruszczowem na czele, postawił na porządku dnia sprawę ewentualnej obrony kraju z bronią w ręku, otwartego sprzeciwu wobec roszczeń Moskwy do decydowania o losach Polski. Narastający niepodległościowy i antysowiecki ruch społeczeństwa polskiego, nie utrzymałby w wypadku zbrojnego starcia rewizjonistycznego charakteru. Trudno powiedzieć, czy nowa ekipa kierownicza pod wodzą Gomułki zdecydowałaby się rzeczywiście na kierowanie czynnym oporem wobec Moskwy. Okazując stanowczość wobec żądań radzieckich rozegrała ona jednak wszystkie swe atuty dla zdobycia poparcia społeczeństwa polskiego. Ostateczna aprobata Moskwy pozwoliła Gomułce osiągnąć maksymalne korzyści” (Jerzy Holzer, „Solidarność 1980-1981. Geneza i historia”, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984).

W dniu planowanego rozpoczęcia plenum (19 października) rano przyleciała bez zaproszenia radziecka delegacja z Chruszczowem na czele. Prowadzili oni przez cały dzień rozmowy z polskim Biurem Politycznym i Gomułką. Gomułka wspomina: „Mają do nas pretensje, że komisja Biura Politycznego zaproponowała skład Biura Politycznego bez kilku towarzyszy, którzy są wyrazem sojuszu polsko-radzieckiego, a mianowicie tow. Rokossowskiego, Nowaka, Mazura, Jóźwiaka. Tow. Chruszczow powiedział: „Ten numer wam się nie uda, jesteśmy gotowi do aktywnej interwencji”. Chruszczow skarżył się, że o sytuacji w Polsce dowiaduje się z Głosu Ameryki.

Bezpośrednio po tych wydarzeniach z Polski wyjechał marszałek Konstanty Rokossowski oraz wielu innych oficerów radzieckich, służących w LWP.

W dniach 16–18 listopada 1956 odbyły się w Moskwie rozmowy polsko-radzieckie. Na czele polskiej delegacji stał Władysław Gomułka. Umorzono zadłużenie Polski według stanu z 1 listopada, postanowiono o repatriacji 30 tysięcy Polaków z ZSRR oraz uzgodniono status wojsk radzieckich w Polsce. Podpisany został polsko-radziecki układ o normalizacji stosunków na zasadzie wzajemnego poszanowania suwerenności i nieinterwencji. 17.12.1956 r. podpisano polsko-radziecki układ dotyczący prawnego statusu wojsk radzieckich na ziemiach polskich. Dowództwo radzieckie zobowiązało się nie ingerować w wewnętrzne sprawy PRL, ruchy wojsk radzieckich i ich liczebność na ziemiach polskich miały być uzgadniane z rządem polskim.

 

 

Zdobycze

 

Ks. kard. Stefan Wyszyński w czasie internowania. Komańcza 1956 r. Fot. Arch. Instytutu Prymasowskiego
Ks. kard. Stefan Wyszyński w czasie internowania. Komańcza 1956 r. Fot. Arch. Instytutu Prymasowskiego

26 października 1956 r. wypuszczono z więzienia Prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego, który został aresztowany 25 września 1953 w ramach represji komunistów wobec Kościoła katolickiego, i uregulowano stosunki z Kościołem. Przed wyborami do Sejmu w 1957 episkopat pod kierownictwem kard. Stefana Wyszyńskiego poparł politycznie Władysława Gomułkę, wzywając Polaków do wzięcia udziału w głosowaniu. Dopuszczono do żywiołowej samolikwidacji chłopskich gospodarstw kołchozowych. Zbudowano w Warszawie w 1957 r. pierwszy i do 1989 roku jedyny w Polsce pomnik ku czci bohaterskiej Armii Krajowej i Powstania Warszawskiego oraz Ludowego Wojska Polskiego zwany pomnikiem Powstańców Czerniakowa i Żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego; odbyły się procesy niektórych zbrodniarzy z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (m.in. A. Fejgina, J. Różańskiego, R. Romkowskiego); odrzucono radzieckie wzorce w Związku Harcerstwa Polskiego; wypuszczono na wolność ok. 35 tysięcy niesłusznie osądzonych osób (w tym wielu weteranów AK).

Pomnik Powstańców Czerniakowa i Żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego w Parku marsz. E. Śmigłego-Rydza przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie. Fot. wikipedia.pl
Pomnik Powstańców Czerniakowa i Żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego w Parku marsz. E. Śmigłego-Rydza przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie. Fot. wikipedia.pl

Po 1956 r. zakres swobód osobistych był stosunkowo szeroki, władze rzadko sięgały do represji policyjnych. Twórcom literatury, filmu, teatru, a nawet publicystom wolno było powiedzieć znacznie więcej niż gdziekolwiek w strefie wpływów ZSRR. Stosunki miedzy państwem komunistycznym a Kościołem układały się poprawnie. Społeczeństwo odczuwało pewien wzrost zamożności po nędzy lat wojennych, powojennych i „stalinowskich” (Jerzy Holzer, ”Solidarność 1980-1981. Geneza i historia”, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1984).

W oświacie nie przyjęto wzorców radzieckich. W PRL system wychowania był konserwatywny. Adam Schaff w książce „Marksizm a jednostka ludzka” występuje przeciwko systemowi wychowania, który obowiązywał w PRL. Postuluje jego zmianę, gdyż według niego, „jest on fantastycznie konserwatywny, a zmiany wprowadzone w tym względzie w systemie socjalistycznym w porównaniu z kapitalistycznym są minimalne”. Twierdzi, że szkoła dzisiejsza (1964 r.) – pod względem czasowym – trwa tak samo długo i jest tak samo skonstruowana, jak szkoła z początków XIX w.

7 grudnia 1970 r. został podpisany układ o podstawach normalizacji stosunków wzajemnych pomiędzy PRL a RFN.

 

 

…i klęski

 

Po październiku 1956 r. wskutek tzw. odwilży wiele restrykcji wobec Kościoła zostało uchylonych. Jednak już w 1960 r. usunięto ze szkół religię, a w następnych latach zlikwidowano większość instytucji prowadzonych przez Kościół: 680 przedszkoli, 26 szkół podstawowych, 17 liceów, 39 szkół zawodowych, 83 internaty, 238 domów dziecka i zakładów wychowawczych oraz 163 domy opieki dla starców. Przeciwko temu protestował Episkopat Polski, ale bezskutecznie.

Ks. Stefan kardynał Wyszynski, Prymas Polski. Fot. Inter.
Ks. Stefan kardynał Wyszynski, Prymas Polski. Fot. Inter.

W Polsce przed 1956 r. ani później nie udało się komunistom w żaden sposób podważyć autorytetu Kościoła katolickiego i zniszczyć jego strukturę jako instytucji. Sługa Boży prymas kardynał Stefan Wyszyński był Niezłomnym, Wielkim Nauczycielem Narodu Polskiego. Jego kazania były przepełnione wielką miłością do Ojczyzny i troską o nasz los, by wspomnieć: „Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce”, „Wolność nasza dojrzewała powoli”, „Jesteśmy u siebie – we własnej Ojczyźnie” czy „Jedna jest Polska – wspólna Matka”. Dzięki Niemu nie zostaliśmy skomunizowani. Jego Nieugięta postawa uratowała Kościół w Polsce od zagłady i utorowała drogę arcybiskupowi Krakowa, kardynałowi Karolowi Wojtyle do Rzymu.

Od sierpnia 1980 r., tj. od pierwszych chwil powstania Solidarności, Kościół pod przewodnictwem prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego zdecydowanie stanął w obronie praw człowieka i Narodu. Kościół w tych ciężkich latach był ostoją polskości i wolności. Choć zastraszano księży, to Msze Św. za Ojczyznę gromadziły tysiące ludzi. W okresie PRL Kościół Katolicki dawał Polakom w skali masowej alternatywę światopoglądową oraz oparcie instytucjonalne, i im bardziej był przez komunistów atakowany, tym większą zyskiwał popularność.

 

 

Polska droga do socjalizmu

 

Autorzy opracowania „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce” piszą: „Po śmierci Bieruta, „generalny kierunek rozwoju w Polsce nie był zgodny z życzeniami władców Kremla, a każda kolejna polska ekipa była – z radzieckiego punktu widzenia – gorsza od poprzedniej. Powstanie „Solidarności”, wieńczące pasmo radzieckich niepowodzeń w Polsce, było dla Rosjan katastrofą i nigdy nie mieli oni co do tego wątpliwości. Nie poczynili jednak w odpowiednim momencie wystarczających kroków dla ratowania polskiej gospodarki, nie podtrzymali upadającej ekipy Gierka, pozwolili nawet na rejestrację Solidarności”.

Autorzy o suwerenności lub nie suwerenności PRL piszą: „Co się natomiast tyczy wyobrażenia sobie relacji między kierownictwem radzieckim a kolejnymi ekipami rządzącymi w PRL jako stosunków między rozkazodawcą a całkowicie dyspozycyjnym wykonawcą posłusznie i bezzwłocznie realizującym otrzymywane polecenia, to trudno określić ten pogląd inaczej, niż jako prymitywny i naiwny.

Po pierwsze bowiem – ogólnie rzecz biorąc – sytuacja taka jest po prostu niemożliwa (choćby z powodu techniczno-organizacyjnej), po drugie zaś – najbardziej nawet powierzchowna obserwacja praktyki politycznej pokazuje, że nie występuje ona nawet w odniesieniu do prowincji imperium, jakim są nierosyjskie republiki radzieckie, tym bardziej w Polsce, która takiego statusu jeszcze przecież mimo wszystko nie ma. Trudno przypuścić, by władze polskie funkcjonowały choćby nawet na zasadzie rozwiązywania lokalnych problemów wedle otrzymywanych z Moskwy jasno sformułowanych „wytycznych pozytywnych” („załatwić to a to do dnia takiego”), nie mówiąc już o sytuacji opisanej wyżej. Tego typu elementy z pewnością od czasu do czasu występują.

Wydaje się wszakże, że – generalnie rzecz biorąc – władze polskie działają raczej na zasadzie autocenzury, tzn. określają cele i podejmują decyzje w zasadzie samodzielnie, wiedząc jedynie, że pewnych ruchów zrobić im nie wolno (wytyczne negatywne”), na ogół zresztą jawnie nie formułowane.

Przede wszystkim jednak jest istotne, by rozważając problem suwerenności Polski nie ograniczać się do akademickich dyskusji mających na celu wyłącznie ustalenie, jaki jest typ i stopień obecnej nie suwerenności naszego kraju. Z politycznego punktu widzenia nie prowadzi to bowiem do żadnych konkluzji mogących mieć wykładnie praktyczną.

Dla celów analizy politycznej nie wystarczy, by stwierdzić, czy w chwili obecnej mamy jakąkolwiek możliwość manewru i swobodę działania. Oczywiście, trzeba odpowiedzieć na pytanie, w jakim znajdujemy się miejscu w stosunku do owego punktu krytycznego określającego granicę między suwerennością a nie suwerennością, o którym mówiliśmy wyżej. Chodzi jednak o to, w która stronę skierowany jest wektor ewolucji? Czy jest jakaś szansa, by do granicy tej dojść – i ją przekroczyć?”.

Na pytanie: „Czy Polska jest państwem socjalistycznym”? Autorzy odpowiadają, iż „kwalifikowanie naszego kraju do kategorii „państw socjalistycznych” jest rzeczą co najmniej dyskusyjną. Nie chodzi przy tym oczywiście o kwestię naszej przynależności do „obozu socjalistycznego” w znaczeniu satelickiego charakteru Polski: ten fakt bowiem i wynikające z niego konsekwencje nie budzą na ogół większych wątpliwości”. (…) „Jeśli jednak chodzi o realne istniejące w PRL stosunki polityczne i gospodarcze, to często zwraca się uwagę na fakt, iż zdają się one znacznie odbiegać nie tylko od wzorca określonego modelowymi zasadami komunizmu, ale również od stosunków charakteryzujących ustroje państw sąsiednich. Istnieją rzeczywiście dziesiątki przykładów, które łatwo przytoczyć dla uzasadnienia owej tezy o polskiej odmienności i które stwarzają pozory, że problem jest prosty do rozstrzygnięci.

Potężny sektor prywatny w rolnictwie, prywatna drobna wytwórczość, usługi i handel, względny liberalizm kulturalny i w ogóle stosunkowo mniej represyjny, niż w innych krajach bloku radzieckiego charakter systemu (w szczególności tolerowanie przez długi czas tzw. demokratycznej opozycji), łatwe i powszechne kontakty z Zachodem, wreszcie silna pozycja Kościoła Katolickiego – oto bodaj najczęściej podawane przykłady mające świadczy o tym, iż teza o „socjalistycznym” charakterze ustroju PRL nie jest bynajmniej oczywista”. Według autorów, po 1956 r. była to polska droga do socjalizmu.

W opracowaniu „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce” wykorzystano, bez zgody i wiedzy Autorów, materiały publikowane zarówno w obiegu oficjalnym, jak i w obiegu poza zasięgiem cenzury. Zeszyt został wydany w 1984 r. przez Ośrodek Myśli Politycznej w ramach Zeszytów Edukacji Narodowej (ZEN) „CONSYLIUM PRO PATRIA”. Teksty nie są podpisane. Jednym z autorów był ponoć Bronisław Geremek. Od Redakcji ZEN w Posłowiu jest podpisany N. N. Dawarowicz. Zeszyty Edukacji Narodowej przeznaczone były dla uczniowskich, studenckich i robotniczych Kół Oświaty Niezależnej.

 

 

Dwa różne marksizmy

 

Adam Schaff, filozof. Od 1931 do 1989 roku członek najpierw Komunistycznej Partii Polski, później PZPR, w latach 1955-1968 członek Komitetu Centralnego. Fot. marxismocritico.com
Adam Schaff, filozof. Od 1931 do 1989 roku członek najpierw Komunistycznej Partii Polski, później PZPR, w latach 1955-1968 członek Komitetu Centralnego. Fot. marxismocritico.com

Adam Schaff (1913-2006), polski filozof pochodzenia żydowskiego, rewizjonista, był uważany za głównego i oficjalnego ideologa marksizmu. W 1965 r. Państwowe Wydawnictwo Naukowe w serii „Omega” wydało jego skróconą wersję książki „Marksizm a jednostka ludzka”. Wydawać by się mogło, że opinie autora zawarte w tej książce dotyczą okresu minionego i obecnie są już nieaktualne. Po co czytać jakieś bzdury. Przecież komunizm upadł i już nie powróci. Nic bardziej mylnego, bowiem książka jest scenariuszem wydarzeń, które nastąpiły w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej po 1989 r. Postulaty zawarte w książce A. Schaffa mogą być zrealizowane tylko w systemie liberalnym, nie mogły więc być zrealizowane w PRL.

Adam Schaff był protektorem zakładanego przez Adama Michnika Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności. W książce „Marksizm a jednostka ludzka”, postawił ryzykowną wówczas tezę, że w społeczeństwie socjalistycznym alienacja jednostki może istnieć w dalszym ciągu. Zyskał przez to u ówczesnych władz opinię rewizjonisty. Na fali zmian 1968, wskutek antysemickiej nagonki prasowej, w dniach 6–7 lipca został usunięty z KC PZPR i odsunięty od wpływu na naukę filozofii w PRL. We wspomnieniach pisał, że miał podstawy by bać się wtedy o swoje życie.

Adam Schaff odczytuje Marksa po nowemu, i wysuwa na pierwszy plan elementy systemu, które były nieznane, i z tego powodu nie mogły być wprowadzone w życie. Twierdzi, że odkrycie młodego Marksa, tzn. publikacja nowych, nie znanych dotąd tekstów marksowskich, przed wszystkim zaś jego „Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne” z 1844 r., które zostały dopiero opublikowane w 1932 r. wnoszą nowe treści w marksizm. Pisze, że wystarczy powołać się na fakt, że zarówno „Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne” jak „Niemiecka ideologia” zostały po raz pierwszy opublikowane w całości w języku oryginału w 1932 r., a „Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa” w 1927 r., by zrozumieć, jak wielka był luka w wiedzy o Marksie, a więc i w rozumieniu marksizmu poprzednich pokoleń. Stwierdza: „Nie znając tych, a także szeregu mniejszych tekstów marksowskich, zarówno Kautski, jak Róża Luksemburg, Plechanow, Gramsci i Lenin dysponowali tylko niepełną wiedzą o marksizmie, której nie mógł uzupełnić największy geniusz. Tym bardziej, że szło tutaj o genezę myśli marksowskiej, genezę, która rzuca nowe światło na cały dalszy rozwój tej myśli”.

Autor wymienia cztery powody, dlaczego opublikowane w latach trzydziestych teksty Marksa nie wywarły do wybuchu drugiej wojny światowej większego wrażenia. Według autora, jednym z powodów był okres stalinowski, w którym nie było miejsca dla problematyki jednostki ludzkiej, filozofii człowieka i humanizmu. Pisze: „Tradycyjny, surowy i nieraz do granic mechanizmu posunięty stereotyp marksizmu został w tej atmosferze, w kontekście określonych potrzeb bieżącej polityki, nie tylko usankcjonowany, ale jeszcze bardziej usztywniony”.

(…) „Dopiero po drugiej wojnie światowej publikacja nie znanych dotąd prac młodego Marksa była prawdziwym odkryciem. Na Zachodzie pisma te przyciągały do marksizmu szerokie rzesze inteligencji, zwłaszcza młodzieży oraz myślicieli jak Sartre, Merleau-Ponty, czy nawet Heidegger. Dla autora najważniejszą jednak rzeczą było to, że przyciągały samych marksistów, że pisma młodego Marksa zmieniły ich wizję marksizmu, a na tle doświadczeń tzw. okresu kultu jednostki wpłynęły nie tylko na wizję teoretyczną, lecz i na praktyce. Humanizm marksistowski staje się coraz większą potęgą ideologiczną – na zewnątrz i wewnątrz ruchu robotniczego, tzn. jako element propagandy socjalizmu i jako element socjalistycznego wychowania”. Autor porównuje pisma młodego Marksa z dojrzałym i dochodzi do wniosku, że „ma się niewątpliwie do czynienia z twórczością różną – z punktu widzenia zarówno treści, jak i stylu intelektualnego tych prac”.

Dalej autor zapytuje: „Dwóch różnych Marksów, czy też jeden? Dwa różne marksizmy, czy też jeden? Te pytania zawierają poważną i ciekawą treść metodologiczną, której zasięg wykracza daleko poza sprawę Marksa i marksizmu. Ale zawierają one również doniosły sens praktyczny, idzie w nich bowiem o nowe spojrzenie na marksizm, o nowe rozumienie treści marksizmu, co posiada implikacje zarówno teoretyczne, jak i praktyczne, wchodzące w sferę działania. Tezy o istnieniu dwóch marksizmów i o przeciwstawności Marksa młodego dojrzałemu bronią nie tylko ci, którzy z pozycji rewizjonizmu, negując naukowy charakter marksizmu, pragną Marksa młodego pasować na jedynie „prawdziwego”, lecz i ci, którzy przeciwstawiają – pozornie z pozycji ortodoksji – Marksa dojrzałego młodemu”. Schaff odpowiada: „Do problemu jedności względnie braku jedności należy podchodzić historycznie, to znaczy coś znacznie szerszego, a mianowicie „rozwojowo”, „w dynamice”. A rozwój, dynamikę bada się i i ten postulat wchodzi wyraźnie w zasób metodologicznych wskazań historyzmu marksowskiego – również z punktu widzenia skutków danych zjawisk w procesie historycznym”.

(…) „Przy takim szerokim rozumieniu słowa „historycznie” sprawa losów myśli Marksa przedstawia się stosunkowo prosto. Oto myśliciel, który jest czynny na niwie twórczości duchowej ponad czterdzieści lat. W tym czasie przechodzi ewolucję, która prowadzi go w filozofii od idealizmu do materializmu, a w polityce od burżuazyjnego demokratyzmu i liberalizmu do komunizmu”.

Postulaty młodego Marksa mogą być zrealizowane tylko w systemie liberalnym, nie mogły więc być zrealizowane w PRL. Dlatego rewizjoniści, czyli wyznawcy młodego Marksa, walczyli po 1956 r. o liberalizację systemu. Jednak dopiero po 1989 r. zaistniały warunki do wprowadzenia liberalizmu.

Książka młodego Karola Marksa „Rękopisy filozoficzno-ekonomiczne” z 1844 r., która została dopiero opublikowana w 1932 r., była świętą księgą rewizjonistów. Według J. Kuronia, wnosiła ona nowe treści w marksizm.

 

 

Puławianie

 

Żydzi piastowali wysokie funkcje nie tylko w Wojsku Polskim, ale przede wszystkim w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Według raportu, jaki w 1945 r. pułkownik Nikołaj Sieliwanowski (sowiecki doradca przy MBP) pisał do Ławrientija Berii wiadomo, że Żydzi stanowili 18,7 proc. ogółu pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Ale aż 50 proc. wśród zajmujących kierownicze stanowiska. Odsetek Żydów w MBP regularnie wzrastał przekraczając w późniejszym okresie 37 proc. ogółu. Biorąc pod uwagę, że w okresie powojennym Żydzi w Polsce stanowili mniej niż 1 proc. w społeczeństwie, ich udział w nowej władzy komunistycznej i w systemie represji był bardzo wysoki (http://poznan.jewish.org.pl/index.php/historia-ZwPol/Okres-PRL-u.html).

Poważna koncentracja osób narodowości żydowskiej wystąpiła w Departamencie Służby Sprawiedliwości Wojska Polskiego, Najwyższym Sądzie Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sądach i prokuraturach terenowych. Nazwiska zmieniały również osoby cywilne, i to niektórzy po kilka razy.

Jakub Berman i Bolesław Bierut w Tatrach. Około 1950 r. Fot. Hoover Institution Archives
Jakub Berman i Bolesław Bierut w Tatrach. Około 1950 r.
Fot. Hoover Institution Archives

Żydzi byli też w rządzie. Jakub Berman (1901-1984), zbrodniarz komunistyczny żydowskiego pochodzenia, należał do najściślejszego kierownictwa PZPR, wicepremier Rady Ministrów. W latach 1949–1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Koordynował przygotowywania licznych procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków AK, BCh i NSZ. Miał kierowniczy udział w morderstwach politycznych. W drugiej połowie lat 40. XX wieku tak umocnił swoją pozycję w Rzeczypospolitej Polskiej, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru.

Stefan Kisielewski o Żydach: „(..) A swoją drogą ja jestem prorokiem, tyle że nikt mnie nie słucha. Dwadzieścia dwa lata temu powiedziałem Ważykowi, że to, co robią Żydzi, zemści się kiedyś na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w okresie stalinowskim, kiedy mało kto chciał się tego podjąć z „gojów”.

Dalej: „(…) od paru miesięcy odbywa się ostateczna rozgrywka między dwiema grupami ubeków: grupą żydów, która z łaski Rosji szarogęsiła się tutaj w latach Stalina, oraz grupą „partyzancką”. Po wojnie grupa przybyłych z Rosji Żydów-komunistów (Żydzi zawsze kochali komunizm) otrzymała pełnię władzy w UB, sądownictwie, wojsku, dlatego że komunistów nie-Żydów prawie tu nie było, a jeśli byli, to Rosja się ich bała. Ci Żydzi robili terror, jak im Stalin kazał (zresztą prawdziwi partyzanci też, tyle że byli raczej podwładnymi niż rozkazodawcami), dopiero w roku 1956 wycofali się z tego, a żeby się ratować, zwalili winę na tamtych (Zambrowski robiący Październik), oskarżając ich w dodatku o antysemityzm. Tymczasem dorosło młode pokolenie komunistycznych byczków i partyzanci rzucili ich na tamtych, szermując przy tym doskonale pasującym argumentem „syjonizmu”. Marzec to była prowokacja, aby Żydów dorżnąć – dwie grupy się walą, a między nimi plącze się nic nie rozumiejący Wiesio, który dał się nabrać, a teraz, gdy się nieco zorientował, jest trochę już późno, bo go robią na szaro, a żona Żydówka też mu nie pomaga.” (Fronda).

Maria Dąbrowska w „Dziennikach” pod datą 22.05.1956 r. zapisała: „Ostatnimi tygodniami byłam w Nieborowie w towarzystwie samych Żydów oprócz Anny i Bogusia. Częste ich rozmowy o wzrastaniu antysemityzmu. Czemu dziś sami są częściowo winni – bo jak można było dać sobą obsadzić wszystkie „kluczowe pozycje” życia Polski: prokuratury, wydawnictwa, ministerstwa, władze partii, redakcje, film, radio itp.” (Maria Dąbrowska, „Dzienniki”, T. 5, Czytelnik, Warszawa 1988).

Witold Jedlicki w artykule „Chamy i Żydy” pisał: „W kształtowaniu opinii publicznej Puławianom udaje się dokonać jeszcze jednej niebywale zręcznej wolty. Udaje im się mianowicie wykorzystać sprawę żydowską do likwidacji tak bardzo niewygodnego dla nich problemu odpowiedzialności osobistej za wyczyny z okresu stalinowskiego. Kto tę sprawę podnosi, zostaje natychmiast okrzyczany jako antysemita. Do akcji zmobilizowano prasę. Zaapelowano do różnych ludzi cieszących się autorytetem, którzy zaczęli publikować artykuły na temat antysemityzmu.

Dalej: „Okazja sama się nadarza. Jest nią ów nieszczęsny referat Chruszczowa. Impreza zostaje wyreżyserowana w ten sposób, że nawet kilkuletnie dzieci wpuszcza się na zebrania, na których dowiadują się one szczegółów tortur, wymuszania zeznań, ludobójstwa itp. Na zebraniach tych pojawia się kilku, stale tych samych, stosunkowo mniej skompromitowanych członków grupy: Jerzy Morawski, Władysław Matwin, Leon Kasman, Stefan Staszewski. Jak chłopcy na posyłki krążą oni od fabryki do fabryki i od instytucji do instytucji i wszędzie pokazują, jak ich serce boli. Nie ważne jest zresztą co mówią i jak się zachowują; ważne jest, że w tłum idzie wieść: „Istnieje w kierownictwie partyjnym grupa «Młodych Sekretarzy». To są uczciwi komuniści, którzy szczerze dążą do demokratyzacji. Trzeba im pomóc”. Opinię publiczną trudno było zmusić, żeby identyfikowała się z Bermanem, Mincem i Zambrowskim. Rzecz aranżowano więc tak, żeby się zaczęła identyfikować z Morawskim i Matwinem”.

Grupa ma wciąż w swoim ręku cenzurę, prasę i posłusznych pisarzy. Cenzura i redakcje dostają jak najbardziej liberalne wytyczne i w prasie zaczynają się pojawiać jeden po drugim odważne, reformatorskie, konsekwentnie demokratyczne artykuły, polemiki i felietony Jerzego Putramenta, Adama Schaffa, Stefana Arskiego, Zbigniewa Mitznera, Edmunda Osmańczyka, Henryka Korotyńskiego i wielu innych. Opinia publiczna zaczyna widzieć, że może liczyć na intelektualistów partyjnych. Nawet jeżeli w przeszłości błądzili, to dziś, gdy zrozumieli swoje błędy, odważnie i bez wahań piszą prawdę.

Roman Zambrowski. Fot. za kulturaliberalna.pl
Roman Zambrowski. Fot. kulturaliberalna.pl

Wstrząs jest jednak silny, tym bardziej, że zarówno na zebraniach publicznych, jak i na łamach prasy sytuację szybko wykorzystują jednostki, które przez grupę nie są kontrolowane i które potrafią przemawiać i pisać zręczniej niż ci, którzy robią to na rozkaz. Rozbudzona opinia domaga się przede wszystkim dwóch rzeczy: reform i ukarania winnych. Z pierwszym nie ma kłopotu: Puławianie są teraz najdemokratyczniejsi i najliberalniejsi w świecie. Ale co robić z drugim problemem? Podjęta zostaje decyzja bolesna. Najbardziej znienawidzony i skompromitowany Jakub Berman zostaje poświęcony na ołtarzu sprawy. Dodaje mu się do towarzystwa trzech oficerów Bezpieczeństwa, niezręcznie w ten sposób sugerując, że gdyby ci trzej oficerowie nie nabroili, wszystko byłoby O.K. Opinia jest wyraźnie niezaspokojona. Wobec tego jeszcze paru figurantów (Dworakowski, Świątkowski) idzie w odstawkę. To wszystko jednak mało” (http://niniwa22.cba.pl/jedlicki_chamy_i_zydy.htm).

Roman Zambrowski był faktycznym przywódcą frakcji „Puławian”, opowiadającej się za ograniczonymi reformami i liberalizacją systemu. Dziwne było jego zachowanie, gdyż wcześniej, w latach 1949–1952, nadzorował politykę forsownej kolektywizacji wsi. Po 1956 r. przeszedł na rewizjonizm. 6 lipca 1963 r. XIII plenum KC PZPR oficjalnie przyjęło jego rezygnację z funkcji sekretarza KC i członka Biura Politycznego „z powodu złego stanu zdrowia”. Złożył rezygnację, gdyż wiedział, że będzie usunięty. Protesty 1968 r. odbywały się pod hasłami powrotu Zambrowskiego do władzy.

Młodą grupą wywodzącą się z rodziców, będących puławianami (młodym wcieleniem), bądź rodzinnie powiązaną z tym środowiskiem byli „komandosi” związani z buntem 1968 r.

 

Stanisław Bulza

 

  • Zdjęcie tytułowe: Grupa konfrontacyjnie nastawionej młodzieży, z czasem nazwana komandosami; od lewej: Jan Kofman, Barbara Skowrońska. Stoją: Irena Grudzińska, Jan Lityński i Adami Michnik. Siedzą: Jan Gross i Aleksander Smolar. Zdjęcie za rp.pl / ŻIH. Wybór wszystkich zdjęć do artykułu – wg.pco.

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2016.08.27

Avatar

Autor: Stanisław Bulza