Stanisław Bulza: Z realnego socjalizmu do komunizmu (Część IX.)


Przeczytaj      Część I.      Część II.     Część III.     Część IV.     Część V.       Część VI.       Część VII.      Część VIII.

 

 

 

„Polski cud gospodarczy” 
i fałszowanie historii.

Główna myśl, która stała się podstawą nowego porządku, jest ta, że każdy człowiek ma prawo do własnych doświadczeń, poszukiwań własnej drogi. Jednak nie może być to inna droga niż ta, która wiedzie na wspólny szczyt.
 

 

Bronisław Geremek: „Jest to zagrożenie dla naszych planów”

 
W dniu 18 listopada 1989 r., w Warszawie odbył się I Ogólnopolski Zjazd Delegatów Stronnictwa Narodowego. Obrady Zjazdu poprzedziła Msza Św. W Kościele św. Aleksandra w Warszawie przy pl. Trzech Krzyży, celebrowana przez biskupa sufragana warszawskiego W. Miziołka. W Wiadomościach TVP1 podano krótka informację o reaktywowaniu SN. Pokazano również krótką scenę. Do biura Geremka wchodzi Wujec i mówi: „Bronku, właśnie reaktywowano SN”. Geremek złapał się za brodę i powiedział: „Jest to zagrożenie dla naszych planów”. Bronisław Geremek brał udział w rozmowach plenarnych w czasie obrad tzw. Okrągłego Stołu z władzami PRL w 1989, które doprowadziły do wyborów parlamentarnych w Polsce i powstania tzw. sejmu kontraktowego. W wyborach tych po raz pierwszy zdobył mandat poselski. Urodził się jako Benjamin Lewertow w żydowskiej rodzinie Borucha i Szarcy Lewertowów. Jego odpowiedź „Jest to zagrożenie dla naszych planów” dotyczyła żydowskich planów zniszczenia Polski. Tylko Stronnictwo Narodowe mogło temu przeszkodzić. Przed II wojną światową SN było największą partią polityczną w Polsce. W 1938 liczyło ponad 200 tys. członków. Środowisko Geremka bało się, że SN po reaktywowaniu stanie się licznym i wpływowym stronnictwem, i przeszkodzi ich planom.

Od chwili reaktywowania, Stronnictwo Narodowe padało ofiarą zaciekłych ataków ze strony Gazety Wyborczej. Kilkakrotnie było rozbijane. Również Liga Polskich Rodzin, wyższa formuła organizacyjna Stronnictwa Narodowego, od chwili powstania stała się, celem zaciekłych ataków ze strony środków masowego przekazu.

Trzy "tenory" - Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik. Fot. Arch/TGF
„Triumwirat” Solidarności – Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik.
Fot. Arch/TGF

Według Jeffreya Sachsa, „triumwirat„ Solidarności: Geremek, Michnik i Kuroń zaakceptowali plan Sachsa, w którym przedstawiono program szokowej transformacji: „W maju 1989 roku ponownie pojechałem z Sorosem do Polski. Spotkaliśmy się z przedstawicielami rządu i ponownie z ekonomistami z Solidarności” (Jeffrey Sachs, „Koniec walki z nędzą. Zadania dla naszego pokolenia”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006). W czerwcu już po wyborach kontraktowych, wraz z przedstawicielem Międzynarodowego Funduszu Walutowego Davidem Liptonem, w redakcji informacyjnej „Gazety Wyborczej”, Sachs opracował ostatecznie plan szokowej transformacji. J. Sachs pisze „Pracowaliśmy całą noc do świtu, a w końcu wydrukowaliśmy piętnastostronicowy tekst, w którym przedstawiliśmy zasadnicze koncepcję i planowany chronologiczny porządek reform”. Tekst ten przedstawił następnego dnia Jackowi Kuroniowi. „Dobre, to jest dobre – powiedział Kuroń – chodźmy do Michnika”. Oprócz kluczowej akceptacji przez „triumwirat „Solidarności”, jak Sachs nazywa Michnika, Kuronia i Geremka, koncepcję przedstawiono Wałęsie. Kluczowy dla przyszłości Polski projekt szokowej transformacji gospodarki, zastał zaakceptowany przez samozwańczą trójkę doradców „Solidarności”, będących ignorantami ekonomicznymi, zarówno z wykształcenia, jak i doświadczenia zawodowego, a następnie uzgodniony z nic z tego nie rozumiejącym elektrykiem z zawodu i przywódcą związkowym z wyboru.

To Żydzi w Nowym Yorku podjęli decyzję o zlikwidowaniu Państwa Polskiego. Plan Sorosa, który realizował Balcerowicz był ukrytym planem likwidacji Polski?

 

 

 

A jednak Judeopolonia

 

Henryk Pająk w książce „A Naród śpi” zamieścił artykuł Konstantego Geberta vel Dawida Warszawskiego, który ukazał się w miesięczniku amerykańskim „Moment” w 1998 r. pod tytułem „By 2050 Poland will become an economic powerhous with Polish News as it driving force” („Przed 2050 rokiem Polska będzie ekonomiczna potęgą z polskim Żydami jako siłą napędową”). Oto obszerny fragment:

„Z perspektywy czasu wszystko wydaje się tak oczywiste, iż zastanawia niemożność zauważenia kierunków zmian przez świadków wydarzeń końca XX w. Już ponowne pojawienie się polskiego żydostwa w ostatnim ćwierćwieczu obecnego stulecia, powinno stanowić wskazówkę co do kierunku zachodzących wydarzeń. Pomimo shoah, powojennych pogromów, pół wieku komunizmu i chaotycznej demokracji, wyłaniającej się z bałaganu skorumpowanego systemu, polscy Żydzi przetrwali. Gdy tylko stało się to bezpieczne, dzieci i wnuki tych, którzy powodowani złudzeniem bądź pod przymusem, porzucili swą żydowskość, odnaleźli drogę powrotna do żydowskich instytucji. Jedni przystąpili do Synagogi, inni nagle zakładali świeckie stowarzyszenia. Wszyscy współpracowali w celu ponownego zorganizowania przedszkoli, szkół i programów młodzieżowych.

Do roku 2000 Polska będzie miała społeczność żydowską liczącą około 30 tys., sześć razy większą niż w 1989 r., kiedy to żydowskie odrodzenie rozpoczęło się na serio. Demograficzne wyzwanie zakończyło się sukcesem i społeczność ta poczęła wzrastać, aczkolwiek w wolniejszym bardziej naturalnym tempie. Polityczne wyzwanie okazało się wykonalne. W swojej determinacji przystąpienia do Unii Europejskiej i wyzbycia się przekonań politycznych, które czyniły naród polski zakładnikiem historii przez 2000 lat, młodzi Polacy porzucili zarówno złe, jak i dobre tradycje. Wolą uczyć się niemieckiego niż historii wojen z Niemcami. Uczą się raczej programowania komputerowego niż mętnych teorii spiskowych. Antysemityzm został zmarginalizowany do księżycowych peryferii. Zarazem całe połaci tożsamości narodowej i tradycji zostały zapomniane. „Bardzo niepatriotycznie” – mówią polscy Żydzi z dezaprobatą. Jak tylko polscy Żydzi zakończą odbudowę swojej tożsamości i instytucji, rozpoczną program specjalny mający na celu zachowanie polskiej tradycji. W roku 2100 żydowscy profesorowie zdominują wydziały polskiej historii na uniwersytetach (już zdominowali! – H. P.).

Kiedy Polska ostatecznie przystąpi do Unii Europejskiej, doprowadzi to do odkrycia sojuszników poza Polską. Pokolenia polskich Żydów, które uciekły z kraju i odbudowały swoje życie gdzie indziej na kontynencie (w Europie), wychowały swoje dzieci w nostalgii do starego kraju, kraju płaczących wierzb, szarżującej kawalerii, wódki i Fryderyka Chopina. Polskie lobby żydowskie wzrośnie w siłę powiązaną z zadziwiającym rozwojem polskiej gospodarki, pomagając w stworzeniu polskiego cudu gospodarczego. W połowie przyszłego wieku Polska stanie się kontynentalną potęgą gospodarczą, a polscy Żydzi, w całej Europie, będą jej siłą przewodnią”.

(…) „Izrael od dłuższego czasu wściekły na Europę Środkową za jej manifestacyjny brak sympatii syjonistycznych, przyłączy się do Amerykanów. Potomkowie polskich Żydów w Ameryce i w Europie Środkowej będą negocjować zawieszenie broni z polskimi Żydami. Celem uhonorowania roli żydostwa środkowoeuropejskiego w dziele wspomagania integracji kontynentu – nade wszystko to Żydom będzie łatwiej zaprzysiąc lojalność wobec Europy, niż mogliby to uczynić inni obywatele z państw narodowych – rząd Unii Europejskiej w Brukseli nagrodzi barona de Rothschilda pierwszym wyróżnieniem dla polskiego Żyda” (Henryk Pająk, „A Naród śpi”, Wydawnictwo Retro, Lublin 2001). Henryk Pająk wizje Konstantego Geberta vel Dawida Warszawskiego pozostawił bez komentarza. Pisze: „Niech pozostaną wizjami żydowskiego pogrobowca żydo-bolszewizmu”.

 

 

 

Zmiana nazwisk

 

Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski (syn Bolesława Konstantego „Bill” Geberta, żydowskiego komunisty, współzałożyciela Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych, ambasadora PRL w Turcji, działacza komunistycznego i agenta wywiadu sowieckiego. – dod. red. PCO) w swoim artykule, opublikowanym w miesięczniku amerykańskim „Moment” w 1998 r., podaje, że „do roku 2000 Polska będzie miała społeczność żydowską liczącą około 30 tys.”. O jakiej Autor pisze społeczności żydowskiej liczącej około 30 tys. osób, jeżeli w Narodowym Spisie Powszechnym z 2011 r. narodowość polską zadeklarowało 97,09% ankietowanych. Jest więc tylko niespełna 3 proc. odmienności. Według tego spisu, tylko 7508 ankietowanych podało narodowość żydowską. Autor zapewne pisze o Żydach, którzy po przyjeździe do Polski ze ZSRR zmienili swoje żydowskie nazwiska na polskie.

Oto fragment na ten temat z portalu fronda.pl „(…)Podczas, gdy liczni wyżsi oficerowie sowieccy przybywali do Polski na prośbę Bieruta, do wojska Polskiego napłynęła też z ZSRR duża grupa średniej kadry oficerskiej pochodzenia żydowskiego. Bezpośrednim celem tej grupy było przede wszystkim wyjechać z ZSRR, bądź pod pretekstem polskości bądź pod pretekstem chęci służby w polskim wojsku. Rzeczywistym zamiarem tej grupy nie był zamiar obrony polskich interesów, lecz jak się później okazało służba obcym interesom. Perfidia tych zamiarów widoczna stała się już w roku 1948, kiedy duża ilość Żydów oficjalnie, ale potajemnie zmieniła nazwiska na polskie. Umożliwiał to im dekret z dnia 10 listopada 1945 roku, o zmianie i ustalaniu imion i nazwisk. 3 Artykuł 18 tego dekretu ma następujące brzmienie: „Dla osób, które przybrały inne imię lub nazwisko w czasie pełnienia służby w Wojsku Polskim w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 9 maja 1945 r., do uznania zmiany imienia lub nazwiska za prawnie wystarczające jest zaświadczenie o zmianie wydane przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Stanisław Mikołajczyk w książce „Gwałt na Polsce” pisze, że tylko do jego ucieczki zaraz po sfałszowanych wyborach w 1947 roku: było to sprowadzonych ok. 400 tys. sowieckich obywateli pochodzenia żydowskiego.

Kiedy na przełomie kwietnia i maja 1946 r. opublikowano wstępne wyniki Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności w I Zeszycie Specjalnym Wiadomości Statystycznych okazało się, że w Polsce żyło 23 mln 911 tys. obywateli, w tym Polaków 20 mln 520 tys., Niemców 2 mln 288 tys., inne mniejszości 399 526 osób, i osoby co do których toczyło się postępowanie rehabilitacyjne lub weryfikacyjne 417 431 osób.

O Żydach spis nic nie mówił, ale według CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, z czego repatriantów z ZSRR 157 tys. 420 osób. Wiele osób, które w czasie wojny ukrywały się na „aryjskich papierach” z różnych względów po wojnie nie ujawniało swej narodowości, często uchodząc w opinii polskiego otoczenia za Polaków. Te osoby rzadko decydowały się na rejestrację w KŻ.

Jakub Berman 9 kwietnia 1946 w Wałbrzychu do 730 zebranych Żydów z Polski wygłosił referat. Oto jego fragment dotyczący zmiany nazwisk: „Koniecznie zmieniać nazwiska na czysto polskie. Jak trzeba to dwa razy zmieniać nazwiska. Zatajać swoje żydowskie pochodzenia. Wytwarzać i szerzyć wśród społeczeństwa polskiego opinię i utwierdzać go w przekonaniu, że rządzą Polacy, a Żydzi, nie odgrywają żadnej roli w państwie – celem urobienia opinii społecznej i światopoglądu narodu polskiego w pożądanym dla nas kierunku.

Przyjmuje się, że w latach 1949-1951 z Polski wyjechało około 30 tys. Żydów. W latach 1956-1960 wyjechało do Izraela, według danych Biura Paszportów i Dowodów Osobistych MSW, 47 tys. 770 osób. Według źródeł izraelskich w 1958 r. w Polsce było około 41 tys. Żydów. Od 1956 r. podania o wyjazd z Polski składały masowo także osoby uważające się jak dotąd (bądź uważane) za Polaków. Nie wiadomo ile takich osób żyje wśród nas. Po 1968 r. z Polski wyjechało około 20 tys. Żydów.

Łącznie więc wyjechało z Polski 97 tys. 770 Żydów. Jeżeli CKŻP w końcu I półrocza 1946 r. podał, że w KŻ zarejestrowanych było 240 tys. 489 Żydów, to gdzie się podziało 142 tys. 719 Żydów.

Według Powszechnego Sumarycznego Spisu Ludności z 1946 r., jeżeli od 23 mln 911 tys. obywateli polskich odejmiemy 20 mln 520 tys. osób narodowości polskiej, to wychodzi, że w Polsce powinno być 3 mln 391 tys. obywateli polskich należących do mniejszości narodowych, ale po podliczeniu podanych w spisie mniejszości narodowych okazuje się, że było 3 mln 105 tys. osób należących do mniejszości narodowych. Różnica wynosi 286 tys. osób należących do nieznanej mniejszości narodowej.

 

 

 

Żydzi w strukturach władzy komunistycznej

 

Żydzi piastowali wysokie funkcje nie tylko w Wojsku Polskim, ale przede wszystkim w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Według raportu, jaki w 1945 r. pułkownik Nikołaj Sieliwanowski (sowiecki doradca przy MBP) pisał do Ławrientija Berii wiadomo, że Żydzi stanowili 18,7 proc. ogółu pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Ale aż 50 proc. wśród zajmujących kierownicze stanowiska. Odsetek Żydów w MBP regularnie wzrastał przekraczając w późniejszym okresie 37 proc. ogółu. Biorąc pod uwagę, ze w okresie powojennym Żydzi w Polsce stanowili mniej niż 1 proc. w społeczeństwie, ich udział w nowej władzy komunistycznej i w systemie represji był bardzo wysoki.

Poważna koncentracja osób narodowości żydowskiej wystąpiła w Departamencie Służby Sprawiedliwości Wojska Polskiego, Najwyższym Sądzie Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sądach i prokuraturach terenowych. Nazwiska zmieniały również osoby cywilne, i to niektórzy po kilka razy.

Jakub Berman i Bolesław Bierut w Tatrach. Około 1950 r. Fot. Hoover Institution Archives
Jakub Berman i Bolesław Bierut w Tatrach. Około 1950 r. Fot. Hoover Institution Archives

Żydzi byli też w rządzie. Jakub Berman (1901-1984), zbrodniarz komunistyczny żydowskiego pochodzenia, należał do najściślejszego kierownictwa PZPR, wicepremier Rady Ministrów. W latach 1949–1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Koordynował przygotowywania licznych procesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy członków AK, BCh i NSZ. Miał kierowniczy udział w morderstwach politycznych. W drugiej połowie lat 40. XX wieku tak umocnił swoją pozycję w Rzeczypospolitej Polskiej, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru.

Władysław Gomułka po objęciu władzy przemawiający podczas wiecu na Placu Defilad. Warszawa, 24.10.1956. Fot. PAP/CAF/Wdowiński/ za dzieje.pl
Władysław Gomułka po objęciu władzy przemawiający podczas wiecu na Placu Defilad. Warszawa, 24.10.1956. Fot. PAP/CAF/Wdowiński/ za dzieje.pl

Po dojściu Gomułki do władzy zakończył się w Polsce ponury okres stalinizmu. Były to lata bandyckiego terroru połączone z ludobójstwem. W 1956 r. przyszła październikowa odwilż. Okres ten został nazwany „przełomem październikowym”. Przełomowe znaczenie tej daty w historii PRL było uznawane powszechnie.

 

Po 1956, podczas procesu destalinizacji za rządów Władysława Gomułki, niektórzy żydowskiego pochodzenia funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, m.in. Roman Romkowski (właśc. Natan Grunspau-Kikiel), Józef Różański (właśc. Józef Goldberg) czy Anatol Fejgin, zostali osądzeni pod zarzutami „nadużywania siły” i torturowania polskich antykomunistów (m.in. Witolda Pileckiego). Kilku z nich trafiło do więzień. Zdecydowana większość pozostała bezkarna, zwłaszcza poza granicami Polski, m.in. Stefan Michnik, Helena Wolińska, Salomon Morel. Funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa, Józef Światło (właśc. Izaak Fleischfarb), po ucieczce na Zachód w 1953, za pośrednictwem Radia Wolna Europa, ujawnił metody stosowane przez UB, co doprowadziło do jego rozwiązania w 1954 r.

Na Zachodzie zbrodniarz stał się bohaterem.

 

 

 

„Polski cud gospodarczy”

 

Konstanty Gebert z Gazety Wyborczej. Fot. wikipedia.org
Konstanty Gebert z Gazety Wyborczej. Fot. wikipedia.org

Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski w swoich wizjach pisze, że „polskie lobby żydowskie wzrośnie w siłę powiązaną z zadziwiającym rozwojem polskiej gospodarki, pomagając w stworzeniu polskiego cudu gospodarczego”.

Oto cud gospodarczy: Reformy przeprowadzone w 1990 r. przez Leszka Balcerowicza, ekonomisty ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie, nie miały nic wspólnego z ekonomią. Było to niszczenie potencjału przemysłowego Polski i doprowadzenie milionów Polaków do skrajnej nędzy. Program Balcerowicza polegał głównie na podporządkowywaniu polskiej gospodarki zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i radom harwardzkiego profesora Jeffrey’a Sachsa, oraz radom George Sorosa. „Terapia szokowa” zastosowana przez Sorosa, Sachsa i Balcerowicza była oszustwem, bo pozostawała w bezpośrednim konflikcie z pragnieniami przeważającej większości wyborców, którzy oddali 4 czerwca 1989 r. swoje głosy na „Solidarność”.

Leszek Balcerowicz i Tadeusz Mazowiecki. fot. PNM
Leszek Balcerowicz i Tadeusz Mazowiecki.
fot. PNM

Według zapewnień Balcerowicza, bezrobocie związane z prywatyzacją i restrukturyzacją przemysłu miał wynosić tylko 400 tys. Na koniec 1990 r. bezrobocie wzrosło w ciągu roku z zera do około 1,1 mln, a stopa bezrobocia wynosiła 6 proc., następnego roku bezrobocie wynosiło już 11,5 proc., w 1993 r. 15,7 proc., w 1994 r. 16 proc. Polaków było bez pracy. W marcu 2012 r. stopa bezrobocia wynosiła 13,3 proc. a na początku 2013 r. już ponad 14 proc. i rośnie. A ile jest bezrobotnych nie zarejestrowanych w urzędach pracy? Brak perspektyw dla młodych ludzi, choćby uzyskanie jakiejś pracy, niekoniecznie zgodnej z posiadanym wykształceniem, czy kwalifikacjami. Ponad 2 mln młodych Polaków pracuje w Anglii, Irlandii i Szkocji, Norwegii w Niemczech i Finlandii. Czy taka ma być przyszłość Polaków? Jest to skandal! Na miejsce Polaków, tania siła robocza, sprowadza się Ukraińców, którzy pracują za jeszcze mniejsze pieniądze niż Polacy. Ludzie nie wytrzymują psychicznie, dlatego gwałtownie wzrasta ilość samobójstw. Na wskutek utraty źródeł utrzymania około 6 tys. osób, w 2014 r. było ich aż 6165. Brak pracy, brak pieniędzy na czynsz, lokatorzy wyrzucani na bruk przez nowych właścicieli kamienic (dzisiaj już wiadomo, że nieprawnie przejętych), oto główne przyczyny bezdomności w Polsce.

Co raz więcej ludzi bez mieszkań lokuje się na działkach. Fot. Trójmiasto.pl
Co raz więcej ludzi bez mieszkań lokuje się na działkach. Fot. Trójmiasto.pl

W ciągu ostatnich dwóch lat o aż 17,6 proc. zwiększyła się liczba osób, które zamiast we własnym domu śpią w schroniskach, noclegowniach, izbach wytrzeźwień, na ulicach, w kanałach ciepłowniczych i m.in. w parkach. Na początku 2015 r. było w Polsce 36,1 tys. bezdomnych, czyli o aż 5,4 tys. więcej niż przed dwoma laty – wynika ze spisu dokonanego w nocy z 21 na 22 stycznia na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Wśród osób bez mieszkania 80 proc. stanowią mężczyźni. Ale co szczególnie niepokojące, prawie 1,9 tys. bezdomnych to dzieci – w ciągu dwóch lat ich liczba zwiększyła się o 354. Żyją one przede wszystkim w placówkach dla samotnych matek, ale także w domkach na działkach i m.in. w altankach.

 

 

 

Zaniżanie liczby zamordowanych Polaków w czasie II wojny światowej

 

Konstanty Gebert vel Dawid Warszawski napisał: „W swojej determinacji przystąpienia do Unii Europejskiej i wyzbycia się przekonań politycznych, które czyniły naród polski zakładnikiem historii przez 2000 lat, młodzi Polacy porzucili zarówno złe, jak i dobre tradycje. Wolą uczyć się niemieckiego niż historii wojen z Niemcami. Uczą się raczej programowania komputerowego niż mętnych teorii spiskowych. Antysemityzm został zmarginalizowany do księżycowych peryferii. Zarazem całe połaci tożsamości narodowej i tradycji zostały zapomniane”. Od 1989 r. trwa fałszowanie historii, a między innymi zaniżanie polskich ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Jednocześnie uderzono w psychikę narodu, czyli w tożsamość narodową.

Krematorium KL Warschau w roku 1944. Fot. Inter.
Krematorium KL Warschau w roku 1944. Fot. Inter.

W Polsce po 1989 roku podjęto akcję, której celem jest zaniżanie liczby ofiar niemieckich zbrodni w czasie drugiej wojny światowej, a w konsekwencji oczyszczenie Niemców ze zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim. Dotyczy to mordów dokonanych na ludności cywilnej w masowych rozstrzeliwaniach, obozach koncentracyjnych i obozach pracy przymusowej, oraz podczas pacyfikacji polskich wsi i wysiedleniach.

Pomija się milczeniem zamordowanie ponad 200 tys. Polaków w KL Warschau. Zmniejszono obszar i okres działania tego obozu, wypaczając jego wielkość. Uczynił to dr Bogusław Kopka w książce pt. „Konzentrationslager Warschau, historia i następstwa” (Mira Modelska-Creech Ph .D. List otwarty do IPN, 10 października 2007 r., Myśl! Nr 40 (8), Wałbrzych-Krosno 2007). Pomniejszono liczbę ofiar obozu KL Gross Rosen ze 180 tys. do 40 tys.

W 1994 roku na Pomniku Narodowym w Birkenau, który został odsłonięty w 1967 roku, zmieniono różnojęzyczne inskrypcje mimo licznych protestów. Uzasadnienie zmiany zawiera publikacja Muzeum Oświęcimskiego z 1992 roku pt. „Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz”. Autorem tego opracowania jest kierownik Działu Historycznego Muzeum dr Franciszek Piper, który wkroczył bezceremonialnie w kompetencje IPN. Orzekł on bowiem o niezbędności skorygowania ustaleń Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, a także sentencji wyroku Trybunału Norymberskiego. Liczbę ofiar tego obozu zredukował dr Piper z co najmniej 3 do 4 milionów do najwyżej 1,5 miliona, przy czym liczbę zgładzonych tam Żydów zmniejszył o półtora miliona a Polaków o ponad milion (do 75 tysięcy osób). Ponoć nastąpiło to w oparciu o wyniki badań historyków zachodnich, chociaż autor owej redukcji przywołał oświadczenie Międzynarodowej Rady przy Muzeum, „uzasadniającej usunięcie tablic z pomnika sprostowaniem błędnych informacji, dających okazję do wybielania hitlerowskich morderców”. Rada pominęła protest Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, natomiast uznała, że „główną podstawą zmiany są dane historyków żydowskich, przy czym zmniejszenie ilości ofiar nie powoduje istotnego zredukowania ogólnej ilości ofiar zagłady”. Trudno doszukać się w tym logiki, ale Pomnik Narodowy zmieniono, a IPN nie zajął w tej sprawie stanowiska (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Władysław Bartoszewski z Helmutem Kohlem w KZ Auschwitz. Fot. Bild.de
Władysław Bartoszewski z Helmutem Kohlem w KZ Auschwitz. Fot. Bild.de

Protesty w tej sprawie, np. Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem (1994r) czy Związku byłych Więźniów z Chicago (2002), są ignorowane albo odrzucane. Departament Dziedzictwa Narodowego Ministerstwa Kultury potwierdził prawidłowość ustaleń PMAB w oparciu o opinie wyselekcjonowanych „wybitnych polskich uczonych: prof. Bartoszewskiego i dr Biernackiego”; trudno zresztą oczekiwać od nich innego zdania – profesor(?) jako Minister Spraw Zagranicznych potwierdził przed Bundestagiem w dniu 28 IV 1995 roku opinię PAN ogólnej liczbie zabitych 2 mln Polaków, zaś dr Biernacki uczestniczył w bezpowrotnym przekazaniu Niemcom oryginałów dokumentów zbrodni niemieckich w Polsce (Dr inż. Stefan Pągowski, Fundacja im. Piekarskiego w Calgary, Kanada).

Wymieniony wyżej Stanisław Biernacki pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dr Jacek Wilczur w książce „Raport Wilczura”: tak o nim pisze: „Ludzie, którzy znają dzieje śledztwa w sprawie KL Warschau, historycy, prawnicy zapytują: – Jaka jest prawdziwa przyczyna, dla której dr Stanisław Biernacki torpedował przez wszystkie lata, poczynając od 1973 roku, śledztwo sędzi Trzcińskiej w sprawie KL Warschau”. Dalej: „Jak mogło dojść do tego, że za wnioskiem jednego tylko pracownika Głównej Komisji, S. Biernackiego, rozwiązano warszawską Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich, bodaj najważniejszą w Polsce spośród okręgowych komisji”. Następny cytat: „Biernacki wspólnie z dyrektorem R. Walczakiem i S. Kaniewskim spowodowali odebranie sędzi Trzcińskiej akt KL Warschau”.

Im więcej czasu upływa od zakończenia II wojny światowej, tym bardziej pomniejsza się straty ludnościowe Polski w czasie II wojny światowej. Prof. Łuczak z Polskiej Akademii Nauk, orzekając o uśmierceniu przez Niemców, Sowietów i Ukraińców w latach 1939-1945 (tylko) 2 mln Polaków w tym 800 tys. to ofiary walk i bezpośrednich działań wojennych. Inny historyk PAN, prof. Krzysztof Jasiewicz poprowadził spekulację dalej i następnie zredukował liczbę polskich ofiar II wojny twierdząc, że „straty polskie (bez Żydów) w II wojnie światowej nie przekraczają zapewne 1 mln ofiar, co bynajmniej nie umniejsza naszego cierpienia i wysiłku wojennego” (Dr inż. Stefan Pągowski, „Straty wojenne Polski w latach 1939-1945”).

 

 

 

„Życzeniom niemieckim stało się zadość”

 

Uczestnicy dyskusji panelowej „Polska racja stanu a problem niemiecki”. Jubileusz 60-lecia Instytutu Zachodniego. Od lewej siedzą: Andrzej Olechowski, Bronisław Geremek, Adam Krzemiński, Andrzej Sakson, Władysław Bartoszewski, Adam D. Rotfeld. Fot. Instytut Zachodni w Poznaniu.
Uczestnicy dyskusji panelowej „Polska racja stanu a problem niemiecki”. Jubileusz 60-lecia Instytutu Zachodniego. Od lewej siedzą: Andrzej Olechowski, Bronisław Geremek, Adam Krzemiński, Andrzej Sakson, Władysław Bartoszewski, Adam D. Rotfeld. Fot. Instytut Zachodni w Poznaniu.

Pomniejszanie strat ludnościowych Polski w czasie II wojny światowej odbywa się w imię tzw. dobrych stosunków polsko-niemieckich (mit giedroyciowski?). Na portalu nacjonalista można przeczytać, że „Już w latach 70. XX w. podczas spotkań komisji mieszanej polsko-niemieckiej dla ustalenia jednobrzmiących podręczników szkolnych podnoszone było przez stronę niemiecką życzenie ustalenia liczby ofiar KL Auschwitz na 1-1,5 mln.

Po upadku PRL Polska przyjęła orientację proniemiecką. Po 1989 r. w polityce zagranicznej Polski dominowały dążenia do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Wyrażono je w haśle „powrotu do Europy”, a rząd wskazywał na to, że jedyna możliwa droga na Zachód prowadzi przez porozumienie z Niemcami. W tych warunkach jako rację stanu uznano pojednanie ze stroną niemiecką i próbę budowy dobrosąsiedzkich relacji z zachodnim sąsiadem. Życzeniom niemieckim stało się zadość.

Artykuł 8. pkt 2. Umowy o stowarzyszeniu między Wspólnotami Europejskimi i Rzeczpospolitą Polską mówi:

  1. Wspólnoty Europejskie, ich państwa członkowskie i Rzeczpospolita Polska, stwarzają przez zawarcie Umowy o stowarzyszeniu między Wspólnotami Europejskimi a Rzeczpospolitą Polską podstawę dla politycznego i gospodarczego przyłączenia Rzeczpospolitej Polskiej do Wspólnoty Europejskiej. Republika Federalna Niemiec będzie wspierać to przyłączenie w miarę sił i możliwości.

17 czerwca 1991 r. podpisano Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Część Traktatu została utajniona. W tej sprawie protestowało Stronnictwo Narodowe.

 

Oświadczenie Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego
wydane 10 czerwca 1991 r.
w sprawie utajnienia projektu traktatu z Niemcami

„Stronnictwo Narodowe wyrażą najgłębszy niepokój wobec trybu przygotowań i utajnienia treści projektu traktatu z Niemcami, z którego według oficjalnych oświadczeń posłów ani jedna litera nie jest znana sejmowej Komisji Spraw zagranicznych. Stronnictwo Narodowe domaga się wyjaśnienia roli jaką w ukrywaniu projektu traktatu odgrywa przewodniczący tej komisji prof. Bronisław Geremek, znany także z utajnienia prac nad przygotowywaniem projektu konstytucji.

Stronnictwo Narodowe wyraża po raz kolejny swą głęboką nieufność wobec kierunków obecnej polityki zagranicznej i zapowiada, że nie uzna żadnej klauzuli traktatu, która w jakimkolwiek stopniu umniejszy suwerenne prawa Polski wobec Ziem Odzyskanych. Wszelkie próby wprowadzenia podwójnego nazewnictwa, podwójnego obywatelstwa lub odrębnego harmonogramu integracji tych ziem z Europą Zachodnią zostaną przez nas potraktowane jako zdrada polskich interesów narodowych i zdrada polskiej racji stanu. Niedopuszczalna jest również jakakolwiek zmiana statusu Ziem Odzyskanych w stosunku do pozostałej części Polski”.

Czy utajniona część Traktatu zawierała zapis o pomniejszeniu strat ludnościowych Polski w czasie II wojny światowej? Dlaczego Niemcy wspierali wejście Polski do UE. Faktem jest to, że jednak po 1989r. pomniejszono straty ludnościowe Polski. Jest to skandal.

 

 

 

Z katów ofiary

 

Janusz Dobrosz w książce „Zniewalanie Polski” pisał: Zaczadzeni ideą pojednania za wszelka cenę politycy, dziennikarze, intelektualiści, od roku 1989 r. sukcesywnie wymazywali ze zbiorowej świadomości Polaków, zwłaszcza tych młodego pokolenia, ogrom zbrodni, które na polskim narodzie popełnili w latach wojny i okupacji Niemcy”.

Nie dość, że radykalnie pomniejszono straty ludnościowe Polski poniesione w czasie II wojny, to od dłuższego już czasu trwa oczernianie, opluwanie, zarówno w Polsce, jak i mediach zagranicznych, przedstawiając Polaków jako wrednych antysemitów. Usiłuje się za wszelką cenę zdjąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej i przerzucić je na Polaków.

Zrealizowany w 2012 r. przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Film ten jest wyświetlany w wielu państwach świata. To z Niemiec od dłuższego już czasu coraz częściej wychodzi w świat termin „polskie obozy koncentracyjne”. Termin ten pojawia się w bardzo często w prasie niemieckiej. Użyły go gazety takie jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel” „Ster”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche”, Junge Welt”, Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Sueddeutsche Zeitung”, niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni Saarlaendischer Rundfunk”, oraz portal internetowy niemieckiej telewizji NTV. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager).

Na ten temat prof. Maciej Giertych już w 2000 r. pisał: „Obrzydliwe filmy typu „Shtetl” Marzyńskiego, „Shoah” Lanzmana, czy obsypana oskarami „Lista Schindlera” Spielberga, wybielają Niemców, a podkreślają polski antysemityzm i sugerują nasz udział w zabijaniu Żydów. Np. w „Liście Schindlera” wszystkie dialogi są po angielsku, tylko komendy w Auschwitz po polsku z angielskim podpisem” (Maciej Giertych, Opoka w Kraju, nr 34 (55), czerwic 2000)

Prezydent Obama wręcza Medal Wolności dla Jana Karskiego byłemu szefowi MSZ Adamowi Danielowi Rotfeldowi, który chwilę wcześniej wysłuchał potulnie, bez żadnej riposty przyjmując obelgi Prezydenta przeciwko Polsce. Waszyngton, Bialy Dom, 29 maja 2012. Fot.: Charles Dharapak/AP
Prezydent Obama wręcza Medal Wolności dla Jana Karskiego byłemu szefowi MSZ Adamowi Danielowi Rotfeldowi, który chwilę wcześniej wysłuchał potulnie, bez żadnej riposty przyjmując obelgi Prezydenta przeciwko Polsce. Waszyngton, Bialy Dom, 29 maja 2012. Fot.: Charles Dharapak/AP

W 2012 r. doszło do skandalu podczas wręczenia przez prezydenta USA Obamę Medalu Wolności dla Jana Karskiego. Prezydent USA podkreślił, że Karski był przedstawicielem polskiego ruchu oporu. Później wypowiedział jednak niefortunne słowa: „Partyzanci poinformowali go, że Żydzi są mordowani na masową skalę i przeszmuglowali go do warszawskiego getta oraz polskiego obozu śmierci”. Czy była to gafa, czy też zamierzone działanie?

Polska po 1989 r. nie ma własnej polityki historycznej. Jest to niesłychany skandal, że Niemcy, którzy rozpętali straszliwą wojnę, wymordowali miliony Polaków, dzisiaj śmieją się nam w twarz.

Pomniejszając straty ludnościowe Polski świadomie dąży się do tego, aby Polacy stracili pamięć o milionach pomordowanych Rodaków w czasie drugiej wojny światowej, i tym samym stali się „jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium”.

 

 

 

Świadome fałszowanie historii w III RP

 

Oto oświadczenie największego w Polsce Koła Byłych Więźniów w KL Auschwitz-Birkenau: „W Obliczu śmierci z rąk Niemców wszyscy byli równi. W 1994 przy okazji 50-lecia wyzwolenia obozu odsłonięte zostały nowe tablice pamiątkowe, które mówią około 1,5 miliona” ofiar.

My, byli więźniowie obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau i innych niemieckich obozów zagłady świadkowie i niedoszłe ofiary planowego ludobójstwa narodu polskiego, Słowian i Żydów stwierdzamy:

Brama wjazdowa do Auschwitz. Fot. Inter.
Brama wjazdowa do Auschwitz. Fot. Inter.

– Ilość ofiar KL Auschwitz-Birkenau wynosi nie mniej niż 4 miliony co stwierdził osobiście w swych zeznaniach na procesie były komendant obozu Rudolf Höss; świadkowie tego procesu żyją do dziś;

– Każda próba negowania tej liczby jest świadomym fałszowaniem historii i tak będzie przez nas traktowana;

– Żądamy usunięcia zafałszowań i przemilczeń z podręczników nauki historii;

– Płyty upamiętniające męczeńską śmierć czterech milionów ludzi w KL Auschwitz-Birkenau mają wrócić na swe miejsce, skąd zostały usunięte;

– Sprzeciwiamy się próbom skłócania Polaków z Żydami;

W obliczu śmierci z rąk Niemców wszyscy byli równi. I tak ma pozostać.

Tekst tego oświadczenia zaaprobowali uczestnicy walnego zebrania członków największego w Polsce Koła Byłych Więźniów w KL Auschwitz-Birkenau w dniu 7 października 1997. Oryginalne podpisy”.

 

 

Społeczeństwo ponowoczesne

 

Szetyna, Bauman, Zdrojewski - trzech "twórców" polityki kulturalnej PO. Fot. PZM
Szetyna, Bauman, Zdrojewski – trzech „twórców” polityki kulturalnej PO. Fot. PZM

Wspomniany w części VII Zygmunt Bauman, socjolog, zwolennik ponowoczesności, uważa, że Holocaust i systemy totalitarne były wynaturzoną, ale logiczną konsekwencją nowoczesności – i to na różne sposoby. Były zwieńczeniem idei postępu i czystości, które zdaniem Baumana miały kluczowe znaczenie dla dynamiki nowoczesności. Oba wydarzenia były realizacją upragnionego (rzekomo doskonałego) społeczeństwa ludzi zasadniczo takich samych: albo przez eliminację i eksterminację niepasujących do „wzoru” (narodowy socjalizm i III Rzesza, zob. strategia antropoemiczna), albo przez przemielenie niepasujących tak, by utracili swoje nieodpowiednie cechy i przyjęli odpowiednie, utożsamiające ich z całością (komunizm i ZSRR, zob. strategia antropofagiczna).

Społeczeństwo ponowoczesne (ang. post-modern society) – określenie stosowane w odniesieniu do cech idealnych społeczeństw kształtujących się wraz z transformacją nowoczesnych struktur organizacyjnych i przemian osobowościowych.

Podstawową cechę tej formacji stanowi upowszechnianie się utraty wiary w postęp oraz rozbudowane dyskursy kryzysu i ryzyka. Jednocześnie nasilają się często sprzeczne z sobą trendy: konsumpcjonizm, indywidualizm, relatywizm moralny, rozwój kultury popularnej i utowarowienie kultury, globalizacja, glokalizacja, wzrost alfabetyzmu funkcjonalnego, gospodarka oparta na wiedzy, dedyferencjacja organizacji, rozwój nowych ruchów religijnych, nowych form życia wspólnotowego w społecznościach lokalnych i społecznościach sieciowych, decentralizacja władzy, emancypacja poszczególnych grup społecznych, nowych ruchów społecznych, „śmierć klas”, wzrost nierówności społecznych, zróżnicowania kulturowego, problemów tożsamościowych, znaczenia zróżnicowanych form kapitału oraz powstawanie indywidualnych i zbiorowych strategii dostosowawczych.

U podstaw społeczeństwa ponowoczesnegio stoi egzystencjalizm, marksizm, psychoanaliza, poststrukturalizm, dekonstrukcja oraz feminizm.

W perspektywie ponowoczesności nie liczy się tradycja, religia, normy społeczne, zdrowy rozsądek, logiczna analiza rzeczywistości, cokolwiek innego, co byłoby wspólną podstawą dążenia poszczególnych osób do szczęścia i radości życia. Wolność jest uważana jako najwyższa wartość. Relatywizm prowadzi do tolerowania nietolerancji.

Jedną z oczywistych i nieuniknionych konsekwencji tego typu utopii indywidualistycznego szczęścia jest absolutyzacja tolerancji, czyli postawienie jej ponad miłością i prawdą, ponad zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością. Ideologicznie i cynicznie rozumiana tolerancja znajduje swoje najbardziej „poprawne” politycznie formy wyrazu w pobłażaniu wszelkiej słabości człowieka, w akceptowaniu najbardziej nawet cynicznych i zaburzonych zachowań oraz w … nietolerowaniu Kościoła katolickiego. Wyznawcom ponowoczesności zdaje się zupełnie nie przeszkadzać fakt, że postawienie tolerancji na szczycie wartości oznacza, że podłość i szlachetność, miłość i nienawiść, uczciwość i korupcja zostają uznane za równowartościowe zachowania i że absolutyzowanie tolerancji prowadzi do absurdalnych konsekwencji praktycznych. Człowiek „tolerancyjny” – w znaczeniu, jakie temu słowu nadaje ponowoczesność – powinien bowiem tolerować wszystko. A zatem także nietolerancję. Ponadto dosłownie rozumiana tolerancja oznacza ostatecznie pozostawianie danego człowieka jego własnemu losowi. Także człowieka niedojrzałego, uzależnionego, bezradnego czy krzywdzącego siebie i innych.

Główna myśl, która stała się podstawą tego nowego porządku świata, jest ta, że każdy człowiek ma prawo do własnych doświadczeń, poszukiwań własnej drogi. Jednak nie może być to inna droga niż ta, która wiedzie na wspólny szczyt (Amedeus Voldben, „Wielkie przepowiednie losów ludzkości”, 1992).

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

  • Na zdjęciu głównym: Władysław Bartoszewski z Janem Nowakiem-Jeziorańkim (wrogiem prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda J. Moskala) w kawiarni wydawnictwa „Czytelnik”, Warszawa, 1996 r. Fot. Kuba Atys. Za: wladyslawbartoszewski.blox.pl/ Wybór zdjęć  wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, Akt. 2016.11.26

Avatar

Autor: Stanisław Bulza