Dr Ludwik Staszyński: Wielki krok wstecz. Restrukturyzacja polskiego rolnictwa, część I


ZDROWA WŁASNA ŻYWNOŚĆ – TO DŁUŻSZE ZDROWE ŻYCIE, A NAWET…  PRZEŻYCIE.  Publikujemy bardzo interesującą analizę o skutkach transformacji w rolnictwie i na wsi oraz konsekwencjach dla wyżywienia Narodu Polskiego, opracowaną przez  dr Ludwika Staszyńskiego, wybitnego znawcę spraw wsi i rolnictwa, długoletniego publicysty m.in. na te tematy, byłego żołnierza Armii  Krajowej i obecnego Honorowego Członka Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej.

Analizę tę publikujemy w 36 rocznicę porozumień ustrzyckich między przedstawicielami rolników i ich popleczników, a Rządem RP,

KU PRZESTRODZE,

prezentując skutki dla wsi i rolnictwa, za które są współodpowiedzialni.

Balcerowicz
Nie kilkaset tysięcy… lecz kilkanaście milionów…

Analiza ta jest porażająca dla wszystkich rządów, przede wszystkim z rodowodu solidarnościowego, do czego doprowadzili kolonialną transformacją ustrojową w zakresie wyżywienia Narodu, poprzez politykę wobec rolnictwa i wsi. Polska z rozdrobnioną strukturą agrarną i naturalną,  nie zniszczoną chemią i pestycydami glebą jak na Zachodzie,  miała wszelkie predyspozycje: produkcji ekologicznej zdrowej żywności, zachowania naturalnego ekosystemu oraz zatrudnienia dużej liczby ludzi na wsi, zamiast bezrobocia, wykluczenia, biedy i ucieczki do miast lub za granicę za chlebem…

Naturalne sposoby produkcji, mimo niższych plonów, pozwalają zachować o 30-50 % wyższe stężenie wszelkich niezbędnych składników odżywczych dla organizmu ludzkiego, czy zwierząt hodowlanych. Ponadto struktura tych składników jest znacznie lepsza, powodując, że jedząc mniej zaspokajamy lepiej potrzeby organizmu w niezbędne składniki, a tym samym także na zachowanie dłużej dobrej kondycji fizycznej i zdrowia.

Co z tego że produkujemy obecnie dużo biomasy na hektar w postaci plonów, kiedy ich wartość odżywcza jest 2-3 krotnie niższa i musimy jeść więcej, aby zaspokoić te potrzeby oraz szybciej i więcej chorując.

Polska przed transformacją była dużym eksporterem żywności netto, a obecnie dużym importerem żywności netto, dużo gorszej jakości, często zatrutej lub przeterminowanej, sprzedawanej w hipermarketach. Znacznie zdrowszą polską żywność zagraniczne sieci przetwórcze i handlowe, głównie niemieckie, sprzedają na Zachodzie z dużym zyskiem, w sytuacji gdy polski rolnik za najbardziej pracochłonną fazę produkcji, otrzymuje od kilku do kilkunastu procent ceny konsumenta. Ta sytuacja uczyniła polskich rolników z małych i średnich gospodarstw – chłopami pańszczyźnianymi z okresu feudalizmu, powodując biedę i wyludnianie się wsi.

Samowystarczalność żywnościowa jest podstawą strategiczną bytu Narodu i Państwa, zwłaszcza w przypadku wojny. Niezdrowa, a wręcz zatruta żywność sprowadzana z Zachodu powoduje nie tylko radykalny wzrost zachorowalności, ale także otępienie, nadumieralność, bezpłodność i jeden z najniższych w skali świata przyrostów naturalnych 1,23 dziecka na kobietę, chociaż te statystyki mogą być także zawyżane.

Dr Krzysztof  Lachowski wiceprezes KIP proroczo przewidywał w 1989 r.  tak: Nie zrozumiały jest fakt, że pierwszy niekomunistyczny rząd prowadzi nadal taką samą politykę w stosunku do chłopów i rolnictwa, jak w latach 50-tych. Dowodzi to, że mimo dokonanych zmian nadal w dalszym ciągu te same ugrupowania polityczne decydują o polityce żywnościowej, która jest prowadzona w interesie krajów wysoko rozwiniętych, a nie w interesie Polski. Nie wynika to z niekompetencji, lecz raczej ze złej woli wpływowych doradców gospodarczych.” [za: „Polityka pustego żołądka”, Dziennik Ludowy z 16-17 grudnia 1989 r.]

Polecamy zatem uwadze skondensowaną analizę dr Ludwika Staszyńskiego, którą zaprezentujemy w kolejnych 4 częściach, poczynając od poniższej.

Redakcja KIP.

 

   *    *    *

 

Wielki krok wstecz. Restrukturyzacja polskiego rolnictwa (I)

Fakty i opinie. Warszawa 2016.

 Rozwój i postęp gospodarczy nie może dokonywać się kosztem człowieka i uszczuplania jego podstawowych wymagań. Musi to być rozwój, w którym człowiek jest podmiotem, czyli najważniejszym punktem odniesienia. Rozwój i postęp nie może dokonywać się za wszelką cenę. Nie byłby wówczas godny człowieka.

                                                Jan Paweł II w Ełku 8 czerwca 1999 r.

Na prawach rękopisu                   © Ludwik Staszyński 2016

SPIS TREŚCI

  • Blaski i cienie zachodniego rolnictwa     
  • Rady i przestrogi  
  • Plan zdystansowania Unii
  • Wielki krok wstecz   
  • Pustki w zagrodach i na polach    
  • Zanik rolnego rynku
  • Dużo, tanio i zdrowo  
  • Dotkliwe szkody społeczne
  • Są Polsce bardzo potrzebni
  • Polska dieta    
  • A co z jakością?  
  • Lepsze bo wiejskie   
  • Restrukturyzacja w PGR-ach 
  • Czy historia się powtórzy? 
  • Jak gospodarują?   
  • Biedni biednieją, a bogaci się bogacą 
  • Nadzieja w spółdzielczości  
  • Wbrew Konstytucji     
  • Wieś zabrała głos  

 

ŹRÓDŁA   

Niektóre niepublikowane artykuły autora korespondujące z treścią opracowania o restrukturyzacji  

  •  Reformy rolne – efekty i problemy (2016 r.)   
  • Dlaczego drożeje żywność? (2011 r.)     
  • Wieś ginie dzięki dopłatom       
  • Wieprzowiny może być pod dostatkiem (2009 r.)
  • Samorządowa lekcja demokracji (2011 r.)  
  • Z  rolnictwa utrzymują się na świecie 3 miliardy ludzi

 

Gdyby   światowe rolnictwo zostało zmodernizowane podstawę utrzymania straciłyby 2 miliardy ludzi.                               

                          

 Blaski i cienie  zachodniego rolnictwa

Przy  ocenie i kreśleniu kierunków przemian w polskim  rolnictwie, m.in. dotyczących  struktury agrarnej bardzo często daje się za przykład Europę Zachodnią.  Ukazując  zmiany, jakie tam nastąpiły w ostatnich dziesięcioleciach przechodzi się niestety nierzadko do porządku dziennego nad bardzo poważnymi ujemnymi ich następstwami. Tak np. w latach  1971 – 1992  wydatki na interwencję rynkową w rolnictwie  państw należących wówczas do UE – wzrosły siedemnastokrotnie, ale 80 proc. tych środków  trafiało  do 20 proc. gospodarstw posiadających ok. 70 proc. użytków rolnych. Połowę zbóż uprawiało tylko 6 proc.  gospodarstw, dając  60 proc. ich produkcji towarowej. 15 proc. gospodarstw  dawało 50 proc. towarowej produkcji mleka, zaś  10 proc. gospodarstw specjalistycznych miało  50 proc. pogłowia bydła.

Marek Wigier, z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, z którego opracowania pochodzą powyższe dane w 2004 r. pisał: ...Konsekwencją  intensyfikacji produkcji rolnej był   wzrost zanieczyszczenia wód gruntowych  i erozja ziemi. Ogromne dysproporcje  dotyczyły także średniej powierzchni gospodarstw rolnych, która  wahała się od 4 do 65 ha; ponad połowa rolników przekroczyła  55 rok życia, zaś 1/3 zajmowała się działalnością rolniczą w niepełnym wymiarze czasu pracy. Wszystkim  tym zjawiskom towarzyszyła także wzmożona migracja ludności ze wsi do miast, skutkująca w konsekwencji wyludnianiem się  obszarów wiejskich i wzrostem powierzchni odłogów… Pojawiła się  więc wówczas w Unii  koncepcja zmiany  polityki rolnej, której  celem stało się„…utrzymanie na obszarach wiejskich dostatecznej liczby rolników, którzy są   gwarantem zachowania środowiska naturalnego, tradycyjnego  krajobrazu wsi oraz preferowanego modelu rolnictwa europejskiego opartego na gospodarstwie rodzinnym.

O skali problemu wyludniania się wsi i o mądrych decyzjach, ważnych z punktu widzenia interesów ogólnospołecznych świadczy dyrektywa  Rady Wspólnot Europejskich nr 63/262 umożliwiająca podejmowanie działalności  gospodarczej w gospodarstwach porzuconych lub niezagospodarowanych  przez okres dłuższy niż dwa lata, umożliwiająca   przejmowanie takich gospodarstw  przez obywateli państw członkowskich, w tym m. in. przez pracowników najemnych, którzy pracowali nieprzerwanie w rolnictwie danego kraju przez okres dwóch lat.

Prawdziwie rodzinne gospodarstwo rolne nie jest  więc jakimś polskim dziwolągiem wpisanym do Konstytucji. Zostało uznane również w państwach Zachodniej Europy za  ratunek dla niszczonego przyrodniczego  środowiska  i  sposób na  zatrzymanie ludzi na wsi, za modelową preferowaną w Europie formę gospodarowania w rolnictwie. Ważna  misja rodzinnego gospodarstwa   rolnego powinna  więc być także u nas  doceniona,  jego  miejsce na wsi uszanowane i zaniechane   zamachy  na te gospodarstwa pod pretekstem odgórnej restrukturyzacji. Preferencje dla chłopów  nie mogą mieć  charakteru tylko deklaratywnego. Muszą  znajdować  odbicie nie tylko w Konstytucji, lecz także  w   dobrym ustawodawstwie,  w polityce  państwa i  jego organów.

Nie był  przypadkiem apel byłego ministra rolnictwa  Francji Jeana Glavanyego,  który w czasie  wizyty w Polsce w 2000 r. wezwał polski  rząd (J. Buzka) do podjęcia starań w  Komisji Europejskiej o środki finansowe  na podtrzymanie polskich drobnych rodzinnych gospodarstw, aby zapobiec  błędom  krajów UE, w których doprowadzono do wyludnienia wsi. Małe  gospodarstwa indywidualne mówił J. Glavany   powinny mieć swoje miejsce w krajobrazie wiejskim…”  Apel ten pozostał  bez echa.  Kłócił się z zapoczątkowanym wówczas w Polsce  programem restrukturyzacji rolnictwa, który  zamiast środków finansowych na podtrzymanie małych gospodarstw otwarcie  zapowiedział   długoletnie ubóstwo wielu wiejskich rodzin..!

 

Rady i  przestrogi

Polskie rolnictwo w pierwszym okresie po odzyskaniu  niepodległości w 1989 r. stało się  obiektem sporego zainteresowania niektórych środowisk zachodnich. Wywoływało z jednej  strony   obawy przed  zalewem Zachodu polską żywnością. Wzbudzało jednak także podziw i uznanie. Niemiecki przyrodnik Lutz Ribbe po  pobycie w naszym kraju wydał broszurkę, w której m.in. napisał:..W krajach UE  w rezultacie intensyfikacji  rolnictwa mamy do czynienia z poważnym zanieczyszczeniem ziemi, wody i powietrzaW Polsce  powstały lub się zachowały  dzięki produkcji chłopskiej  prawdziwe raje przyrody… w dużym stopniu  zachowały się kolorowe, bogate  w wiele  gatunków pastwiska  i łąki, na których ekstensywnie hoduje się  bydło lub uzyskuje siano, podczas gdy w Niemczech  dawno już nie mają ekonomicznej wartości  i zrezygnowano z nich…Niewiarygodne bogactwo przyrody w Polsce jest  rezultatem produkcji chłopskiej. W dalszym ciągu istnieje daleko idąca symbioza z naturą. Są jednak  widoczne  pierwsze tendencje  nasuwające przypuszczenia, iż nadejdą  szkodliwe dla przyrody i  środowiska zmiany…

Ten sam autor w niemieckim tygodniku  „Zeit” pisał w 1993 r. …Polskie rolnictwo jest jaskrawym przeciwieństwem gospodarki rolnej wspólnoty. Daje pracę wielu ludziom, którzy inaczej przepadliby; nie kosztuje państwa wielomiliardowych dotacji, nie produkuje nadwyżek rolnych, daje szanse przeżycia środowisku i naturze. Powinno więc być przykładem, ale polscy chłopi czują się zagrożeni. Nie pasują do koncepcji tzw. ekspertów zachodnich,    których błędne wizje mają  być teraz zaprowadzane w Europie Wschodniej…

Polskiemu rolnictwu poświęcili też swoje obszerne opracowanie, zachodni eksperci z Ośrodka Współpracy  z Krajami Europy Środkowej i  Wschodniej przy   OECD, organizacji najbogatszych państw świata. W wydanym w 1995 r w Paryżu raporcie o polskim rolnictwie. napisali  m.in. że „…małe gospodarstwa mogą zapewnić lepsze wykorzystanie zasobów…Niski poziom  substancji szkodliwych w żywności jest  przede wszystkim wynikiem niższego zużycia środków chemicznych w Polsce w porównaniu z krajami zachodnio-europejskimi… Rolnictwo polskie  zużywa średnio  dwu –  trzykrotnie mniej nawozów  nieorganicznych i  około siedmiokrotnie  mniej pestycydów niż kraje OECD…Jest to dogodny czynnik  dla rozwijania eksportu…Zapotrzebowanie na taką żywność na rynkach międzynarodowych powiększa się

Eksperci OECD  opowiedzieli się także przeciw intensyfikacji produkcji   w polskim rolnictwie i przeciw powiększaniu gospodarstw prywatnych, które …jeśli ulegną powiększone  staną się bardziej wyspecjalizowane  i bardziej zmechanizowane, będą korzystały w większym stopniu z  nawozów i środków chemicznych, co… niesie z sobą ryzyko  pewnych zjawisk szkodliwych dla środowisku…

 

Inni eksperci w raporcie fundacji PHARE powołanej  do pomocy w przygotowania Polski i Węgier do akcesji z UE napisali w  1996 r.,  że …rozdrobnienie w  polskim rolnictwie  utrzyma się przez dziesięciolecia. Przez  dziesięciolecia utrzyma się także przeludnienie wsi, gdzie co trzeci mieszkaniec jest bezrobotnym…rozdrobnienie jest obecnie dla polskiego państwa korzystne, ponieważ drobne gospodarstwa  zapewniają  utrzymanie milionom ludzi. Gdyby ich nie  było ten obowiązek musiałoby wziąć na siebie państwo…

         Największą głupotą, wręcz zbrodnią  na Narodzie Polskim – mówił w 2000 r. dr Franciszek Bujak  – będzie likwidacja  małych niedochodowych  gospodarstw rolnych. o czym słyszy się z ust polityków nie mających nic wspólnego z polską racją stanu, a myślących o posadach w Brukseli. Zawsze polskie rolnictwo było przechowalnią  dla nadwyżki rąk do pracy. Obecnie również te małe gospodarstwa  mogą stanowić  bardzo istotny element ochrony przed psychicznymi i społecznymi skutkami bezrobocia. Ta praca jest jedyną szansą na psychiczną stabilizację, będzie chronić całe pokolenia  przed równią pochyłą, jaką jest bezrobocie z jego skutkami obserwowanymi na dużą skalę  w rodzinach popegeerowskich. Te małe gospodarstwa  dla właścicieli  i ich rodzin  stanowić będą punkt oparcia, dawać im poczucie bezpieczeństwa…(z referatu na międzynarodowym seminarium w Lublinie  23-24.10.2000 r.).

Odnotować w tym miejscu trzeba także memoriał na XXI wiek proklamowany przez Międzynarodową Koalicję dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC), w którym m.in. stwierdzono:, że…olbrzymie  problemy innych krajów związane z przemysłowymi  metodami  produkcji żywności  są  poważnym zagrożeniem dla Polski…Polacy powinni odżywiać się  lokalna  żywnością wysokiej jakości, chronić rodzimy, cechujący się biologiczną różnorodnością krajobraz i rozwijać strategię sprzyjającą   zachowaniu dużej liczby rolników. Rząd polski  powinien natychmiast rozpocząć realizację  świadomej polityki, której celem  będzie ochrona wartości polskiej wsi…

W manifeście  ICPPC zawarta została przestroga …przed popełnieniem błędów restrukturyzacyjnychinnych państw  europejskich, co grozi pozbawieniem  kraju jego lokalnych zasobów i doprowadzeniem do bankructwa setek tysięcy  rolników… ICPPC  wzywał w swoim manifeście do…ochrony  unikalnej geograficznej oraz historycznej  siły Polski  i rozwijania jej tak,  aby stała się na całym świecie  symbolem nadziei  dla milionów ludzi,  których przetrwanie zależy od pracy na roli…

Rzeczywiste problemy polskiego rolnictwa doskonale rozumiał Bernard Margueritte, związany z Polską publicysta francuski. W 2000 r. na łamach tyg. „Solidarność” napisał: Polska ma rozdrobnioną rodzinną strukturę rolnictwa. Elity warszawskie uważają, że to wstyd i kula u nogi. Należy w momencie przystąpienia do Unii zlikwidować 1,5 mln gospodarstw, kreować wielkie farmy. Innymi słowy Polska demokratyczna miałaby zniszczyć to, czego komunistom nie udało się zniszczyć. To jest zarówno głupie, jak i karygodneMożna by wykorzystać to rozdrobnienie gospodarstw polskich i orientować się na bardzo drogie, pracochłonne rolnictwo ekologiczne.

Niezależni eksperci zagraniczni, a także  polscy w sposób jasny,  logiczny i  przekonujący- udowadniali, że  rozdrobnieni w  rolnictwie, przed akcesją do UE  było dla Polski   korzystne Spełniać  mogło nie tylko ważne funkcje gospodarcze,  ale także nie  mniej  ważne funkcje społeczne, dając podstawy egzystencji  milionom ludzi.

Przykładem  mogą być niektóre inne kraje, .które posiadają również dużo drobnych gospodarstw na wsi.W Japonii gdzie średni obszar jednego gospodarstwa rolnego nie wiele przekraczał 1 ha,  a cały obszar użytków rolnych był  3,5 raza mniejszy niż  w Polsce, przy 123-milionowej ludności rolnictwo w latach 90’  w wielu dziedzinach zaspokajało   krajowe zapotrzebowanie na ryż, mleko, jaja, mandarynki a nawet dawało produkcję większą od własnych potrzeb.  Już   30 arów gruntów rolnych było  w Japonii uznawane za gospodarstwo rolne. Była nim nawet 10-arowa działka, jeśli sprzedawano z niej produkty za co najmniej 1000 USD. Produkcję na sprzedaż za co najmniej 750 USD prowadziło wtedy w Japonii 4,2 mln właścicieli działek o powierzchni od  5 do 10 arów! (prof. Franciszek Tomczak).

W Rosji  właściciele działek o średnim obszarze 0,4 ha, posiadający łącznie .zaledwie 7% wszystkich rosyjskich użytków rolnych  dostarczyli na rynek w 2001 r – 92 % ziemniaków , 77%  warzyw,  59,4% mięsa i 49,7% mleka.       

Plan… zdystansowania Unii!

W UE15 gospodarstwa rodzinne zostały  objęte  szczególną ochroną. Jedną z podstawowych wprowadzonych tam  zasad był zakaz  stosowania  wobec  rodzinnych gospodarstw rolnych  jakichkolwiek ograniczeń administracyjnych. Chodziło o powstrzymanie procesu wyludniania się wsi. Gospodarstwa rodzinne nikomu tam nie przeszkadzają, a w niektórych zachodnich państwach, jak Grecja, Włochy, Portugalia, czy Hiszpania gospodarstwa o powierzchni poniżej 5 ha stanowią większą cześć  ogólnej liczby gospodarstw rolnych, W 2005 r.. następnym po przystąpieniu Polski  do Unii miała ona przeciętnie prawie 55% gospodarstw do 5 ha  a Polska niecałe 59%.

W Polsce już w pierwszym okresie transformacji pojawiły się opinie o konieczności radykalnej   przebudowy naszego rolnictwa i likwidacji  rozdrobnienia gospodarstw. W listopadzie 1993 r. III Kongres  Polskiego Stronnictwa Ludowego w przyjętej uchwale odrzucił…  filozofię radykalnej przebudowy  ustroju rolnego zakładającą  bankructwo około 1,5 1,8 mln najdrobniejszych gospodarstw rodzinnych i ukształtowanie zamiast nich  600 700 tys. farmerskich gospodarstw rolnych,  które byłyby w stanie wyprodukować dostateczną  ilość  surowców rolnych i żywności…Nie możemy bowiem liczyć  na tak szybki  rozwój działów pozarolniczych i miast, aby kilka milionów ludzi mieszkających na wsi mogło sprzedać lub wydzierżawić  ziemię… Zmiany obecnych struktur  mogą się dokonać  tak, jak dokonały się  w Europie Zachodniej, tj. dzięki wielkiej koniunkturze w całej gospodarce

…Po przezwyciężeniu komunizmu, którego istotą  było dążenie do wywłaszczenia wszystkich obywateli, powstaje w Polsce ustrój obywatelski, którego myślą przewodnią powinno być zapewnienie  wszystkim obywatelom możliwości bogacenia się  w warunkach chronionej przez prawo własnościByłoby więc niezgodne z tą tendencją  dążenie do  powstania   setek tysięcy  pełnorolnych gospodarstw  przez bankructwo  ekonomiczne  i   wywłaszczanie ponad miliona gospodarstw chłopskich. Zmiany strukturalne w rolnictwie  powinny się dokonywać stopniowo, ewolucyjnie,  w sposób naturalny w dostosowaniu do zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowań rozwojowychZdecydowanie opowiadamy się  przeciwko powrotowi do   kapitalistycznego rolnictwa ziemiańskiego

. W  1997 r. uchwalono Konstytucję a w niej fundamentalny zapis, że podstawą ustroju rolnego w Polsce jest gospodarstwo rodzinne. Upłynął jednak zaledwie rok i sprawa przebudowy polskiego rolnictwa znów pojawiła się na scenie politycznej w całej okazałości. Rada Strategii  Społeczno Gospodarczej, organ doradczy  premiera  Jerzego Buzka (rząd AWS-UW) przyjęła plan radykalnej przebudowy polskiego rolnictwa i jego otoczenia, przewidujący   koncentrację  produkcji rolnej  większą niż w Unii Europejskiej. Oznaczało to plan  zdystansowania Unii pod względem struktury agrarnej poprzez tworzenie w Polsce większych niż w UE  gospodarstw rolnych. Zdumiewające było  uzasadnienie proponowanych   zmian na wsi. Nie był to żaden interes społeczny, czy państwowy. Za powód Rada uznała  konieczność dostosowania gospodarstw rolnych  do wymagań przemysłu przetwórczego, który chce dostaw dużych partii jednolitych surowców rolnych..!

Ze strony rolniczej  w skład wspomnianej Rady: wchodzili profesorowie . Katarzyna Duczkowska –  Małysz z Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz  Antoni Leopold. Ministrami rolnictwa byli w ówczesnym rządzie Artur Balazs i Jacek Janiszewski, wicepremierem i ministrem finansów  prof. Leszek Balcerowicz.  

W ślad za raportem  Rady  powstał   w ministerstwie rolnictwa  plan restrukturyzacji  gospodarki chłopskiej  – trzykrotnego zmniejszenia  liczby gospodarstw indywidualnych,  zwiększeniu ich  przeciętnego obszaru i  kilkakrotnego zmniejszenia zatrudnienia  w polskim rolnictwie  w okresie 10 lat! 

Program nie przewidywał migracji mieszkańców wsi do miast. Mają pozostać na wsi, ale autorzy tego programu, który zakładał likwidację 2/3 indywidualnych gospodarstw  rolnych – otwarcie zapowiedzieli, że jego następstwem  będzie długotrwała bieda wielu rodzin na wsiMiała to więc być modernizacja i koncentracja  ziemi w rolnictwie;  – kosztem  milionów   ludzi…

W swojej  strategii  Rada doradcza  premiera J. Buzka  wspomniała wprawdzie o potrzebie tworzenia miejsc pracy na wsi, ale prof. A. Leopold w artykule na łamach „Nowego Życia Gospodarczego” (nr. 12/1999), omawiając raport wspomnianej Rafy otwarcie przyznał, że …niezależnie  od  głównego nurtu polityki  restrukturyzacyjnej  wsi i rolnictwa  musimy się liczyć z długoletnim   występowaniem  na wsi sytuacji  ubóstwa wielu rodzin…!

Realizację tego nieludzkiego programu, zagrażającego nie tylko żywotnym interesom wielu milionów polskich obywateli,  ale także interesom państwa  podjęto wbrew  opiniom i przestrogom wielu zagranicznych i krajowych ekspertów. Należał do nich m.in. James  Goldsmith, amerykański miliarder i polityk. Zapytany o to, co powinniśmy zrobić z naszym rozdrobnionym rolnictwem rolnictwem przestrzegał: Musicie chronić swoje  rolnictwo, bo jeśli nie Polska zginie… Celem rolnictwa powinno być wytworzenie odpowiedniej ilości żywności właściwej jakości, zarówno w sensie ludzkiego zdrowia, jak i w  trosce o środowisko i nie po najniższej cenie, lecz po cenie  najwyższej, przy zatrudnieniu na roli nie najmniejszej liczby ludzi, ale takiej, która zapewnia zachowanie społecznej stabilności Ekonomia jest po to, aby służyćspołeczeństwu. Społeczeństwo nie istnieje po to, aby służyć ekonomii Zdrowe rolnictwo, w którym ludzie spełniają odpowiednią rolę, oparte na rodzinie  – jest niezbędne Bez zdrowego rolnictwa nie można myśleć o zdrowym narodzie…

Powyższa wypowiedź amerykańskiego polityka ukazuje wielkie   ogólnospołeczne  znaczenie  sytuacji w   rolnictwie dla Polski. J. Goldsmith nie proponuje żadnych zmian. Mówi, żeby rolnictwo chronić. Kreśli zarys polityki wobec wsi – z rolnictwem opartym na rodzinie. Sprzeciwia się  ograniczaniu zatrudnienia w rolnictwie bez troski o zachowanie społecznej stabilności. Realizowany w Polsce już prawie przez dwie dekady proces radykalnej przebudowy rolnictwa  jest całkowitym przeciwieństwem  tego, o czym  mówił w 1995 r. amerykański polityk. Jakie są  skutki?

 

 Wielki krok wstecz

Podjęte zostały działania określane jako restrukturyzacja i modernizacja polskiego rolnictwa. Powołano specjalny urząd o takiej nazwie  (istnieje po dziś dzień). Rozpoczęły się na wsi  zasadnicze zmiany. Stopniowo zaczęła się zmniejszać liczba indywidualnych gospodarstw rolnych i powiększać się średni ich  obszar,  w 2015 r. – do 10,3 ha użytków rolnych.   W 1990 r. mieliśmy 2138 tys. gospodarstw o powierzchni ponad  1 ha, w 2000 r. – 1887 tys., w 2002 r. spis rolny wykazał, że jest ich 1782 tys.: a według  kolejnego  spisu rolnego w 2010 r. – 1509 tys.: w 2014 r. znów mniej – 1413 tys. i w 2015 r. – 1378 tys.  Od 1990 r. liczba indywidualnych gospodarstw rolnych  o powierzchni ponad 1 ha zmniejszyła  się w Polsce do 2015 r – o 760 tys!  Zmniejszenie dotyczyło  wszystkich grup obszarowych gospodarstw   do 50 ha, Najsilniej spadła  liczba gospodarstw najmniejszych. Wzrosła  natomiast  liczba gospodarstw  o obszarze ponad 50 ha. Już w 2010 r  spis rolny wykazał, , że prawie połowa wszystkich  polskich użytków rolnych  należała  do gospodarstw  o powierzchni 20 ha i więcej. Stanowiły one jednak zaledwie 8,2% ogólnej liczby gospodarstw!!!

Szybko zmniejsza się liczba  gospodarstw najmniejszych – do 1 ha. W 2002 r. był ich prawie milion (998 tys,), Posiadały łącznie niecałe 400 tys. ha użytków rolnych, ale miały  prawie 3 mln mieszkańców (2956 tys.) W 2010 r. liczba tych najmniejszych gospodarstw zmniejszyła się do 715 tys , w 2015 r. pozostało ich już tylko ok. 30 tys. Z gospodarstw   od 1 do 2 ha, których w 2002  r. było 517 tys.  pozostało  w 2015 r. już tylko   254 tys.

W pierwszej  dekadzie  transformacji  posiadana przez Polskę powierzchnia użytków rolnych zmniejszyła się  prawie o  900 tys. ha (z 18,7 – do 17,8 mln ha).  W dalszych latach obszar ten systematycznie się zmniejszał, aby  w 2015 r. obniżyć się  aż do 14,5 mln ha!  Straciliśmy więc od 1990 r. prawie 4,2 mln ha użytków rolnych, w tym w latach 2000-2014 ponad 3,2 mln ha! Ogólna powierzchnia zasiewów zmniejszyła się  z 14242 tys. ha w 1990 r. do 10753 tys ha w 2015 r.

Powszechny spis rolny przeprowadzony w 2010 r. wykazał, że było wówczas w Polsce ponad 626 tys.     gospodarstw rolnych   prowadzonych przez kobiety. Były w większości po czterdziestce, a  ponad 100 tys. miało  nawet 65 i więcej lat. Posiadały   głównie małe gospodarstwa do 1 ha lub od 1 do 2 ha.  Nie ma żadnych  badań na temat  sytuacji rodzinnej i materialnej właścicielek tych gospodarstw. Jaką liczbę  dzieci wychowywały te kobiety? W rękach wielu kobiet są niekiedy również gospodarstwa, w których  są mężczyźni.  Obserwuje się bowiem niestety pojawienie się  na wsi   pijaństwa jednego ze skutków  bezczynności i celu w życiu. Musi wtedy  kobieta  brać  losy gospodarstwa i rodziny w swoje ręce.

Wielkie i szybkie zmniejszanie się  powierzchni  użytków rolnych, niekorzystne dla wsi i dla gospodarki żywnościowej Polski  okazało się korzystne dla tej części  rolników, którzy nadal gospodarują. Otrzymują  bowiem coraz większe wsparcie finansowe  ze środków unijnych i krajowych, których wielkość dla Polski z roku na rok się zwiększa, co przekłada się na zwiększone jednolite  bezpośrednie dopłaty obszarowe oraz płatności  z innych  tytułów.  Zwiększone  dopłaty rozkładają się więc na coraz  mniejszą liczbę rolników i coraz mniejszy obszar użytków rolnych. Gruntów rolnych mamy  więc coraz mniej, ale pieniędzy z Unii  dla zmniejszonej  liczby rolników coraz więcej!. Ich  sytuacja  materialna  się więc poprawia, ale w niewielkim  stopniu  stoją za tym dochody z produkcji rolnej. W 2014 r.  realne dochody do dyspozycji  brutto indywidualnych gospodarstw rolnych  były zaledwie   o 6.1% większe niż w 2010 r! Strumień dochodów sektora rolnego w 2014 i 2015 roku obniżył się znacząco, a rokowania  nie są dobre(Józef S. Zegar, Barbara Chmielewska (raport Polska wieś 2016).   

Ponieważ jednak  prawie polowa  użytków rolnych była w 2010 r. w rękach zaledwie 8,2% rolników –  dostali  w 2010 r.  prawie połowę wszystkich  środków przeznaczonych  na   dopłaty. Pozostała wielokrotnie większa liczba   rolników (91,8%) otrzymała resztę,  nieco więcej niż połowę tych dopłat!  .

 

 Pustki w  zagrodach i na polach

Chów bydła  na początku lat 90’ prowadzony był przez . 84%  rodzinnych gospodarstw indywidualnych o obszarze do  15 ha, a w gospodarstwach od 5 do 15 ha nawet przez prawie 90% gospodarstw. Ponad  połowę całego krajowego pogłowia krów posiadały  gospodarstwa o obszarze  od 2  do 7  ha. Ogółem w kraju  w 1990 r. mieliśmy  ponad 10 mln sztuk bydła, w tym prawie 5 mln krów.   W  2015 r. było już tylko- niecałe 6 mln szt.  bydła, w tym niespełna  2,5 mln krów.

Głęboki regres  objął również chów trzody chlewnej. W 1990 r mieliśmy  jeszcze prawie 19,5 mln. świń, a w 2015 r.   11,7 mln, ale w gospodarstwach indywidualnych już  tylko ok. 9,2 mln! Chów owiec uległ niermal całkowitej likwidacji. W w 1990 r. było ich prawie 4,2 mln, w 2015 zaledwie  228 tys! Ponad czterokrotnie zmniejszyło się również  pogłowie  koni.

Ogromny spadek pogłowia zwierząt gospodarskich pociągnął za sobą pokaźny spadek dochodów  w bardzo w wielu gospodarstwach rodzinnych.

Sprzedaż  bydła rzeźnego, trzody chlewnej i mleka dawała  im prawie 2/3 dochodów. Spowodował także niekorzystne zmiany w strukturze  produkcji  roślinnej – wielkie zmniejszenie zapotrzebowania  na pasze dla zwierząt oraz – poważne zmniejszenie ilości  nawozów  naturalnych, szczególnie  potrzebnych na polskich  lekkich, piaszczystych glebach.  Wielką stratą  stała się również  likwidacja 1,1 mln hektarów dobrych na ogół w Polsce  pastwisk.

Nowym zjawiskiem jest natomiast bardzo dynamiczny  rozwój  produkcji drobiarskiej Produkcja  drobiu rzeźnego  od  2000 r, powiększyła się więcej niż trzykrotnie – z ok.834 tys. ton – do 2669 tys. ton w 2014 r.(w 2016  r. – 3,1 mln).   Produkcja jaj  wzrosła w tym okresie z   ponad 7,2  mld szt. do prawie 10,3 mld szt. (w 2016 r. – 10,5 mln) Ta gałąź produkcji żywności utraciła   swój charakter drobnotowarowy i w części także swój związek z rolnictwem. Rozwój dotyczy doskonale zorganizowanego  drobiarstwa   wielkofermowego, opartego o gotowe  pasze przemysłowe z zakupu. Z rolnictwem, a czasem  z warzywnictwem  związane jest  ewentualne wykorzystywanie w celach nawozowych   pokaźnych ilości odchodów  produkowanych w  fermach kurcząt (brojlerów),, kur niosek,  kaczek, gęsi, czy indyków.. Fermowe drobiarstwo jest głównym odbiorcą  produkowanych przemysłowo pasz treściwych

Na potach  w produkcji roślinnej  również  nastąpiły ogromne zmiany. Ziemniaki, uprawiane  latami mniej więcej  na obszarze ok. 2 mln ha, zbierane w ilości nawet do ok. 37 mln ton. rocznie  – straciły  całkowicie swoje znaczenie pastewne. Jeszcze w 1990  r. były uprawiane  na obszarze 1825 tys. ha  – zredukowanym stopniowo  w 2015 r.  do  292 tys. ha.  Masowo uprawiane kiedyś jako pasza dla świń, stały się dziś już niemal całkowicie tylko składnikiem  pożywienia ludzi  Ziemniaki traciły stopniowo swoje znaczenie pastewne  bo w   gospodarstwach indywidualnych bardzo  skurczyło się pogłowie świń, a do tego – były paszą  upływem czasu coraz droższą.   Pojawiła  się bowiem  obfitość względnie  tanich  zbóż, będących wygodniejszą paszą w żywieniu  zwierząt.

Bardzo duże zmniejszenie pogłowia bydła i  krów spowodowało w Polsce   znaczne zmniejszeni  uprawy roślin pastewnych  – z 2005 tys. ha w 1990 r. do 1056 tys. ha w 2015 r., a również bogatych w białko  roślin motylkowych wieloletnich – z 782 tys. ha w 1990 r. do zaledwie 93 tys. ha w 2015 r.  Procentowy udział zbóż w zasiewach  w okresie restrukturyzacji  zwiększył się dość znacznie i w 2015 r. zbliżył się do 70% (w 1990 r. 58,4%). Zbiory, mimo że  zasiewy zbóż są   o ok. 1,1 mln ha  mniejsze – były i są większe  w porównaniu z ich   poziomem w latach 90’, ponieważ wzrosły  plony (w 2014/2015 r. – 32 mln ton). Pojawiły się  dwa nowe na liczącą się skalę  zboża:  pszenżyto (. prawie 5 mln ton) i kukurydza na ziarno (.ponad 4 mln ton).

Zmiany  struktury zasiewów e idą w kierunku ekstensywnego rolnictwa, zgodnie z mocno ograniczonym pogłowiem zwierząt gospodarskich o czym świadczy wzrost  udziału zbóż w zasiewach i duże ograniczenie uprawy roślin  pastewnych i okopowych. Zmniejszają się także  uprawy  pracochłonne, ważne dla  przeludnionej wsi. Zmiany struktury zasiewów  ograniczają m. in.  możliwości stosowania racjonalnego  płodozmianu, nie sprzyjają utrzymywania gleb w dobrej kulturze, nie dają możliwości odbudowy  produkcji zwierzęcej, a   równocześnie  pośrednio wymuszają import   niektórych pasz.

 

Zanik rolnego rynku

Zmiany na wsi  i w jej otoczeniu  zapoczątkował  ostatni Sejm  PRL, uwalniając  ceny żywności i znosząc – ustanowione w 1924 r.  państwowe  monopole spirytusowy i  tytoniowy, na których wprowadzeniu ówczesny  premier Władysław Grabski oparł swoją   reformę finansów publicznych i wprowadzenie mocnego,   opartego na złocie polskiego złotego. Zniesienie państwowych monopoli utorowało drogę do późniejszej prywatyzacji zakładów przemysłu spirytusowego i tytoniowego. Dla finansów publicznych   nie było korzystne.

W roku gospodarczym 1937/1938  dochody z obydwu monopoli, spirytusowego i tytoniowego – pokryły niemal  w całości wydatki polskiego państwa na obronę narodową. W PRL-u w 1988 r. sam podatek obrotowy, nie licząc  innych podatków i zysków zakładów objętych  tymi monopolami pokrył z nadwyżką  wydatki państwa   na oświatę, wychowanie i  na naukę, a był nie wiele  mniejszy  od wydatków na ochronę zdrowia i opiekę społeczną. W 1993 r. największy zakład tytoniowy w  Krakowie, miał obroty na poziomie ok. 550 mln USD.

Po przemianach 1989 r. wicepremier i minister finansów prof. Leszek Balcerowicz uzupełnił decyzje PRL-owskiego Sejmu o uwolnieniu cen   żywności, znosząc  państwowe dotacje do jej cen i pod pretekstem inflacji wprowadził w bankach niezwykle wysokie,.  wprost rujnujące oprocentowanie. W 1990 r. NBP ustalił to oprocentowanie  na poziomie ponad 600%, w 1991 r. – ponad 120%  Dodatkowym obciążeniem przedsiębiorstw było znaczne  podwyższenie  podatków – w przemyśle  2,3 raza, w budownictwie – 1,7 raza . w rolnictwie  – 3 razy, , w leśnictwie –2,5  raza, w transporcie i w handlu – 1.5 raza. Zniesiono też cła na ok.. 8000 produktów, co pobudziło import  i  dodatkowo  pogłębiło finansowe trudności krajowych producentów.

Zniesienie dotacji do żywności pociągnęło za  wzrost jej  cen detalicznych i gwałtowny spadek popytu.  Chleb zdrożał wtedy 2,5-krotnie, mleko ponad 4-krotnie  Równocześnie. z roku  na rok  zmniejszył się realny poziom  wynagrodzeń o ponad 37%. Dochody realne gospodarstw indywidualnych spadły w 1990 r. o ponad 51% . Załamał się wówczas  rynek mleka. Producenci nie mogąc go sprzedać – wylewali je do rowów. Przeciw protestującym pod Mławą  producentom  mleka  ówczesny rząd  wysłał transportery  opancerzone…

W artykule pt. „Ekonomiczne zagrożenie demokracji” prof. Władysław Szymański (Szkoła Główna Handlowa) pisał Przyjęty w grudniu 1989 r.  program był zbyt restrykcyjny w stosunku do istniejących wtedy wymogów. Jego realizacja okazała się zdecydowanie  ostrzejsza w stosunku do założeń… A więc  nie tylko zastosowano  zbyt ostre lekarstwo, ale to lekarstwo zdecydowanie  przedawkowano…

Popadające  w długi przedsiębiorstwa państwowe  redukowały zatrudnienie, a często ogłaszały upadłość.  Jan Paweł Gieorgica w opracowaniu  PAN na ten temat pisał:…w 1991 r  doprowadzono do nieprawdopodobnego regresu wszystkich jednostek ekonomicznych…żaden kolejny rząd nie mógłby prowadzić sensownej polityki, tzn. egzekwować zobowiązań finansowych przedsiębiorstw czy ich upadłości…Wtedy to właśnie  otworzyła się  droga  realizacji głównego celu  polskich neoliberałów otwartej  prywatyzacji przedsiębiorstw ...

Była to droga do wykupu upadających przedsiębiorstw państwowych  i spółdzielczych za marne grosze, a nierzadko nawet za symboliczną złotówkę… Otwartą  drogę do ich prywatyzacji wykorzystywali   ministrowie przekształceń własnościowych (m. in. Janusz Lewandowski i Wiesław Kaczmarek), prywatyzując  pozbawione przez Sejm PRL monopolowej ochrony zakłady przemysłu spirytusowego, tytoniowego i wiele innych przedsiębiorstw różnych branż, w tym szereg zakładów przemysłu spożywczego:  zakłady mięsne, mleczarnie, cukrownie, młyny, zakłady zbożowe  i  inne przedsiębiorstwa tej  branży.

Upadały również  i przechodziły w  prywatne, bardzo często obce ręce  liczne zakłady spółdzielcze należące do rolników  i ogrodników, m. in. potężny spółdzielczy koncern Hortex i wszystkie bardzo nowoczesne spółdzielcze zamrażalnie warzyw i owoców. Skrajny fiskalizm ówczesnego państwa,  zalew rynku przez towary zagraniczne, także takie, które  były produkowane w kraju,  restrykcyjna polityka wobec krajowej gospodarki pociągnęły za sobą wielkie bezrobocie. W  1993 r. codziennie traciło pracę ok. 3000  osób.

Zagraniczni nabywcy państwowych i spółdzielczych związanych z wsią  zakładów przetwórczych w nowych warunkach popadli w  poważne finansowe kłopoty.  Niektóre zakłady, także mięsne  po prostu likwidowali. Nie wytrzymywali konkurencji  z tysiącami małych prywatnych zakładów przetwórczych, które powstały po uwolnieniu cen  żywności i świetnie sobie radziły na rynkach lokalnych, oferując konsumentom wyroby niejednokrotnie lepsze i tańsze w porównaniu z oferowanymi przez  duże zakłady przetwórcze.

W połowie 1990 r. istniało w Polsce ponad 7 tys. małych zakładów mięsnych i powstawały  dalsze. Był to skutek uwolnienia cen żywności i okres powstawania prawdziwego rynku  żywności po zniesieniu kartek na mięso.. Ten rynek po prostu  rzeczywiście  zaczynał funkcjonować. W niewielkich zakładach przetwórczych  znalazło zatrudnienie ponad 80 tys. osób. Nie potrafił znaleźć sobie miejsca na tym rynku duży przemysł przetwórczy. Przegrywał konkurencję z rynkową  drobnicą Wkrótce jednak  stała się to   konkurencja nierówna.

Bruksela  mnoży przeszkody i przymyka swoje bramy – pisał w „Times’ie” w 2000 r. brytyjski publicysta Roger Boyes dobrze zorientowany w  polskich realiach Przeszkody obejmują między innymi  żądanie natychmiastowego   wprowadzenia surowych  norm higienicznych  w polskich rzeźniach, co jest niepraktyczne i wysoce bezsensowne..

  Ministerstwo  rolnictwa, a ściśle mówiąc  ówczesny minister  Artur Balazs zgodnie z żądaniami Europejskiej Komisji wydał rozporządzenie wprowadzające nadzwyczaj surowe  wymagania sanitarne w zakładach przetwórstwa mięsnego.  Były  to wymagania  nawet większe od bardzo surowych przepisów sanitarno – weterynaryjnych  obowiązujących w UE15. Pociągały za sobą wysokie koszty, przekraczające możliwości większości właścicieli  niewielkich zakładów przetwórczych. Komisja Europejska ponownie naciskała na kolejnego ministra rolnictwa Wojciecha Olejniczaka domagając się dalszego ograniczenia rozdrobnionego przetwórstwa mięsnego nie spełniającego ustalonych bardzo surowych  norm sanitarnych . Po powrocie z Brukseli minister zapowiedział likwidację dalszych 2 tys. mniejszych zakładów mięsnych przez podległą mu  służbę weterynaryjną.

Prawie wszystkie mniejsze zakłady mięsne zostały zamknięte . Pracę straciły tysiące  ludzi, a  rolnicy – lokalnych odbiorców zwierząt rzeźnych. Stracili też konsumenci. Nie było już możliwości  zakupu sprzedawanego na miejscu pierwszej świeżości mięsa i na ogół niedrogich przetworów dobrej  jakości..  Wielki zagraniczny przemysł mięsny, który przyszedł  na gotowe  do Polski  nigdy  nie interesował się  ogromnym potencjałem produkcji zwierząt rzeźnych w przeważających w Polsce rodzinnych gospodarstwach chłopskich.

Zmianom na   lokalnym rynku towarzyszyła również zarządzona  przez ministra rolnictwa koncentracja ubojów w dużych rzeźniach przemysłowych powiązanych  z przemysłem mięsnym. Oznaczało to przewozy żywych zwierząt  do rzeźni i ponowne przewozy produktów uboju w odwrotnym kierunku – w stanie świeżym lub po zamrożeniu. Likwidacja rozdrobnionej konkurencji i koncentracja ubojów oddały  rynek (w tym ceny) zwierząt rzeźnych, mięsa i jego przetworów niemal w całości w ręce oligopolu mięsnego. który dzięki temu zmonopolizował rynek zwierząt rzeźnych i mięsa. Jego przedstawiciel, prezes Polskiego  Związku Eksporterów i Importerów Mięsa  prof. Stanisław Zięba  zapewniał wówczas w TVP, że. przeprowadzane  zmiany nie przyniosą nikomu żadnej szkody…

Działającym w Polsce zagranicznym  zakładom przemysłu mięsnego Traktat akcesyjny Polski do UE zapewnił  wieloletnie odroczenie terminów  realizacji obowiązujących w UE bardzo surowych wymogów weterynaryjno – sanitarnych.  Traktat wyłączył też na 5 lat  66 zagranicznych  ferm przemysłowego chowu zwierząt z obowiązku przestrzegania w Polsce  bardzo surowych w Unii wymagań ekologicznych. Surowe i bezwzględnie egzekwowane wymagania weterynaryjno – sanitarne dotyczyły więc tylko polskich  mniejszych zakładów przetwórczych. Likwidowano je tysiącami, aby  rynek mięsa oddać w całości w ręce przemysłowych molochów.

Nieco podobna była sytuacja na rynku mleka. Przed akcesją Polski   do UE przemysł mleczarski  miał ponad 800 tys. dostawców. Zarządzony  przez ministra rolnictwa zakaz skupu mleka III klasy i zapowiedź dalszego zaostrzenia jakościowych wymagań   spowodowały, że wielu zwłaszcza drobnych producentów mleka przestała je sprzedawać mleczarniom. Rozpoczęli natomiast  jego sprzedaż bezpośrednio konsumentom, po cenach nawet nieco wyższych niż płaciły im wcześniej  mleczarnie. Dla konsumentów mleko „prosto od krowy” było nie tylko tańsze od „mleczarnianego”, ale i lepsze, bo pierwszej świeżości i  pełnotłuste. Tak dobrego  mleka nie było w sklepach. Wzajemne korzyści producentów i konsumentów sprawiły, ze bezpośrednia sprzedaż wspaniale się rozwijała, dochodząc w całym kraju do ok.  3,5 mld litrów mleka w skali roku.

W nieźle na ogół funkcjonujący rynek mleka  uderzył jednak  brutalnie fatalny traktat akcesyjny do UE. Zachodnioeuropejskie rolnictwo produkowało o wiele więcej  mleka niż go  potrzebowały państwa UE15. Postanowiono więc  mocno ograniczyć  w traktacie z Polską  limit towarowej produkcji mleka w naszym kraju. I polscy negocjatorzy się na to zgodzili. Protestował wówczas wicepremier i minister rolnictwa  Jarosław Kalinowski. Prowadząca negocjacje Danuta Hübner z kancelarii Prezydenta Aleksandra. Kwaśniewskiego zażądała wówczas od premiera Leszka Millera,  aby minister rolnictwa  przestał się  mieszać do prowadzonych przez nią negocjacji  z Unią… W efekcie powiedział J. Kalinowski w jednym z wywiadów – na własne życzenie strona polska nie tylko doprowadziła do zaniżenia limitów niemal we wszystkich dziedzinach, lecz także rozwaliła solidarność grupy wyszehradzkiej…Przez wiele miesięcy Hübner reprezentowała stanowisko  sprzeczne z polskim interesem narodowym… Danuta Hübner  zna tylko jedną strategię – ustępstw…

 Ustalona dla  Polski w traktacie z UE roczna  kwota skupu mleka na poziomie niespełna 8,9 mld litrów była  mniejsza niż jego spożycie, które  w 2002 r. wyniosło u nas prawie  10 mld litrów. Kwota ta była jeszcze bardziej rażąco  mała w porównaniu  z poziomem spożycia mleka w końcu lat osiemdziesiątych, które  przekraczało  w 1989 r. 15 mld litrów!

  Limity produkcyjne zamykają szanse ekspansji w wielu ważnych branżach rolnictwapisał  w 2003 r. prof. Józef S. Zegar. Szczególnie dotkliwe   mogą się  okazać w mleczarstwie, ponieważ ten kierunek produkcji jest nader korzystny dla rolnictwa zrównoważonego, potencjalne możliwości  produkcji mleczarskiej są  relatywnie duże, dając zatrudnienie i dochody. Również pod względem  produktów mleczarskich Polska  może z powodzeniem włączyć się  w konkurencję  na rynku międzynarodowym. W tym przypadku limit dla polskiego rolnictwa  jest nie tylko daleko niższy od możliwości produkcyjnych, ale i relatywnie niższy od limitów innych krajów o daleko mniejszym potencjale przyrodniczym, by wymienić chociażby Holandię, czy RFN…

Traktat z UE  spowodował upadek  chowu  bydła mlecznego w Polsce na wielką skalę.  Uderzył nie tylko w producentów mleka, lecz również  w przemysł mleczarski, tym bardziej, że przyznana  Polsce w traktacie kwota  obejmowała ok. 2 mld   litrów mleka przeznaczone do jego bezpośredniej sprzedaży przez rolników. Pod naciskiem przemysłu mleczarskiego  kwota takiej sprzedaży została zmniejszona  do 500 mln litrów. I znów pojawiła się na wsi służba weterynaryjna, skuteczne narzędzie ówczesnej polityki rolnej, decydując o tym,  kto może  produkować mleko na sprzedaż, a kto nie. Liczbę dostawców do mleczarń ograniczono do 355 tys., a prawo bezpośredniej  sprzedaży mleka otrzymało  tylko ok. 79 tys rolników. Wprowadzono  cały system kar pieniężnych  za  przekroczenie przez producenta  przyznanego mu limitu dostaw mleka (kara na rzecz UE), a także  za sprzedaż mleka lub jego przetworów bez zezwolenia (grzywny wymierzane przez służbę weterynaryjną).

Proces ograniczania rynku mleka był kontynuowany. Do 2008 r. liczba  dostawców mleka do zakładów mleczarskich zmniejszyła się  prawie o 1/4  (do zaledwie 201 tys.) a liczba rolników sprzedających mleko bezpośrednio  zmniejszyła się ponad  trzykrotnie (do zaledwie 21 tys.)!

Efektem fatalnego traktatu z UE było znaczne zmniejszenie pogłowia  krów i produkcji mleka oraz duże zmniejszenie spożycia  mleka  w  kraju, najsilniejsze na wsi, gdzie żyła prawie połowa polskich dzieci. O dostatek mleka dla nich  nie było u kogo się upomnieć. Negocjatorzy traktatu byli już na posadach w Brukseli, a Danuta Hübner została nawet jednym z komisarzy  KE.

Traktat akcesyjny Polski do UE 16 kwietnia 2003  r. podpisali: prezydent RP  Aleksander Kwaśniewski, prezes  Rady Ministrów Leszek Miller, minister spraw zagranicznych  Włodzimierz Cimoszewicz i główna negocjatorka układu z UE  –  Danuta Hübner.

 

 Dużo, tanio i zdrowo

Na wyjątkowo niekorzystny  dla polskiego rolnictwa  kształt  traktatu  z UE miały niewątpliwie  wpływ obawy zachodnich środowisk  rolniczych przed  przyjęciem  do Unii państwa dysponującego  potencjalnie dużymi możliwościami  produkcyjnymi i eksportowymi w   dziedzinie rolnictwa.  Obawy wzmagała świadomość wysokiej jakości zdrowotnej polskiej żywności Naszą potencjalną konkurencyjną przewagę na europejskim żywnościowym rynku  wzmacniały dodatkowo o wiele niższe koszty produkcji rolnej w Polsce w porównaniu z UE.

Już autorzy  wspomnianego wcześniej raportu fundacji PHARE  stwierdzili, że dzięki niskim kosztom produkcji rolnej  ceny detaliczne  żywności  były  w Polsce  2 – 3 – krotnie niższe niż w państwach UE15. Także niemieccy ekonomiści z Uniwersytetu w Hohenheim, po wizycie w Polsce wyliczyli, że  koszty produkcji rolnej w Polsce są o wiele niższe  niż w RFN, w przypadku mięsa i mleka nawet dwukrotnie niższe. Prof.  Konrad  Hagedorm  z Uniwersytetu Humboldta w  Berlinie w wywiadzie dla „Gazety  Wyborczej (z 25.03.1999)  stwierdził:…kraje kandydujące do Unii, przede wszystkim  Polska. mają  bardzo niskie koszty produkcji rolnej  i duży potencjał  produkcyjny…Dlatego należy zmniejszyć zachęty  do produkcji rolnej dla nowych członków…

Tak więc także niemieccy ekonomiści wystawili polskiemu rolnictwu bardzo dobre świadectwo. Nasuwa się w związku z tym pytanie z czego brała się  tak  wielka przewaga naszego rolnictwa nad rolnictwem zachodnioeuropejskim? Dlaczego polskie rolnictwo produkowało znacznie taniej? Dlaczego mieliśmy potencjał produkcyjny tak duży, że stanowił zagrożenie dla zachodnich rolników?

Źródłem przewagi polskiego rolnictwa  były  nasze gospodarstwa rodzinne, polska rozdrobniona struktura agrarna i drobnotowarowa produkcja rolna, pracowitość i zapobiegliwość polskich rolników, starających się wykorzystać każdy skrawek posiadanej  ziemi, wszystkie istniejące możliwości powiększania produkcji – zgodnie ze społecznymi  potrzebami kształtowanymi przez rynek.

 Komu przeszkadzało to, że nasze rolnictwo pracuje dobrze, produkuje dużo i tanio, a mogło produkować jeszcze  więcej dla kraju i na eksport?

Pojawiły się w ośrodkach zagranicznych opinie i oceny bardzo pozytywne na temat polskiego rolnictwa. Pojawiły się jednak również publikacje  i opracowania bardzo krytyczne, wprost dyskwalifikujące  nasze rolnictwo. Najogólniej biorąc sprowadzały się do tezy – zatrudnienie w rolnictwie macie  bardzo duże a udział rolnictwa w tworzeniu dochodu narodowego bardzo mały. Tego rodzaju  opinie płynęły do Polski z OECD, z Komisji Europejskiej, a nawet z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie, w którym  wiceprezesami byli b. premier Jan Krzysztof Bielecki, a następnie  b. prezes NBP Hanna Gronkiewicz Waltz. Uszczypliwe uwagi na  temat naszego rolnictwa łączono ze  wskazówką, że  będąc w Unii powinniśmy  zrobić porządek na wsi, przyspieszyć „poprawę” struktury  agrarnej, popędzić polskich rolników do roboty…

W 2004 r., gdy już byliśmy w Unii.  w  raporcie na temat zatrudnienia Komisja Europejska  sformułowała pod naszym  adresem zarzut, żeaż 19 proc.  ogółu zatrudnionych  w Polsce to rolnicy. Wytworzona  przez nich  wartość dodana to  tylko 2 proc. produktu krajowego brutto…

Druzgocąca nasze rolnictwo wiadomość w raporcie KE była błędna i bardzo nieobiektywna. W 2003 r., tużprzed przystąpieniem Polski do UE – wśród ogółu zatrudnionych było 16,1% rolników (2073,8 tys.) w 1850 tys. indywidualnych gospodarstwach rolnych (nieco więcej niż 1 pracujący w jednym gospodarstwie). Ich udział w tworzeniu wartości dodanej brutto Polski  wynosił w 1995 r.  6,4%. W następnych latach stopniowo się zmniejszał aż  do 2,9% w 2003 r.. tj. – więcej  niż o połowę w ciągu 8 lat! W 1989 r. udział całego polskiego rolnictwa, łowiectwa i leśnictwa w wytworzonej  wartości  dodanej Polski  wyniósł 13,8%.

Inaczej więc powinna mówić o naszym  rolnictwie Komisja Europejska w 2004 r., Zamiast pisać w swoim raporcie…wartość dodana to tylko 2 proc… rzetelni eksperci  tak poważnej instytucji, jaką jest Komisja Europejska powinni zdobyć się na napisanie prawdy, że wartość dodana tworzona przez polskie rolnictwo zmniejszyła się w latach 1995 2003  więcej niż o połowę. Należało też próbować ustalić przyczyny tak dużego regresu udziału   rolnictwa w tworzeniu polskiego  dochodu narodowego.

Relacja wskaźnika zatrudnienia do wskaźnika udziału w tworzeniu dochodu narodowego jest kruchą podstawą do oceny poziomu rolnictwa w danym  kraju, Japonia w latach 90’ posiadająca 3,5 raza mniej gruntów rolnych niż  Polska  miała dwa razy większe zatrudnienie  w rolnictwie i zaledwie 2 – procentowy jego udział  w tworzeniu dochodu narodowego! Ciekawe co by o tym powiedzieli eksperci KE? Japończycy cieszą się, że tak dużo ludzi ma pracę w rolnictwie. Duże zatrudnienie jest lepsze niż duże bezrobocie. W Japonii w latach 90’  pracowało w rolnictwie 11% ogólnej liczby zatrudnionych w tym  kraju, a licząc wraz  z przemysłem przetwórczym i agrobiznesem – 20%.(prof. Franciszek Tomczak).

Duże zatrudnienie  w rolnictwie było  bardzo korzystne dla Polski. Dawało duże ilości jakościowo dobrej i taniej żywności, a równocześnie zapewniało pracę i podstawy utrzymania bardzo  dużej liczbie wiejskich rodzin. Niszczenie tej struktury, jaka była i w części jeszcze istnieje było i jest niezwykle szkodliwe.

Odnosząc się do planu szybkich przemian na wsi pos. Waldemar Pawlak pytał w 1999 r. z trybuny sejmowej: Kto na wsi przynosi straty, kto zyski? Czy rolnik gospodarujący na małym gospodarstwie, dający utrzymanie swojej rodzinie, zapewniający dzieciom wykształcenie przynosi zyski, czy straty społeczeństwu?

Praca jest podstawową potrzebą człowieka. Daje mu możliwość rozwoju i środki materialne do życiaWszelkie decyzje gospodarcze podejmowane w kraju powinny być analizowane pod kątem ich skutków dla rynku pracy. (VII Kongres PSL marzec 2000 r.)

Nowym zjawiskiem jest w Polsce rozwój wielkofermowej przemysłowej produkcji  trzody  chlewnej, przy czym szczególne zainteresowanie  tworzeniem  takich ferm  wykazują  niektóre firmy zagraniczne.  Na zachodzie Europy napotykają na coraz surowsze  ograniczenia i coraz większe wymagania ekologiczne ze względu na gromadzenie w jednym miejscu dużych ilości  odchodów  zwierząt i zagrożenie zanieczyszczeniem naturalnego środowiska.. Tworzenie  zagranicznych ferm przemysłowego tuczu świń w Polsce           wspierał swoimi kredytami  Europejski Bank Odbudowy I Rozwoju. Swoje fermy tuczu świń założył w Polsce,  przy pomocy tego banku – amerykański koncern Smithfield Foods, a także największa w północnej Europie  duńska firma Poldanor wspierana dotacjami przez duński rząd. Wymagania ekologiczne w  Polsce im nie zagrażały. Traktat akcesyjny  do UE uwolnił te fermy od tych wymagań  na 5 lat…!

Fermy przemysłowego chowu świń  oparte o prosięta w większości pochodzące z importu i o kupne gotowe pasze przemysłowe nie dorównują produkcji żywca wieprzowego w rodzinnych  gospodarstwach indywidualnych, w których prosięta są przeważnie krajowe. Pasze także  w większości są własne. Mniejsza liczebność zwierząt w jednym gospodarstwie  eliminuje zagrożenie zanieczyszczenia gruntu, wód podziemnych i powietrza. 

Dr Ludwik Staszyński

Ciąg dalszy nastąpi

  • Autor jest Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

Źródło:  Stowarzyszenie KLUB INELIGENCJI POLSKIEJ, 17 lutego 2017

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.02.18
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci