Rodzina Lutra, Listy z Rosji, gej Gurowski czyli dobry „pijar”.


Podobno żyjemy w wolnym świecie, którego jednym z fundamentów jest swoboda przepływu informacji i wyrażania opinii. Ale od jakiegoś czasu a już szczególnie od wczoraj zaczynam mieć niejakie wątpliwości, czy ta bezcenna zdobycz naszego świata jest również przywilejem nas, prostaczków znad Wisły. Oto wczoraj pojawiła się plotka, że w kręgach katolickich nie należy wypowiadać się na temat pomysłów teologicznych Martina Lutra „jeśli nie jest to konieczne”. Nie wiem, czy to tylko plotka, ale nie ma dymu bez ognia. Nie jest trudno uwierzyć w taką „moderację dyskusji”, w której przynajmniej raz w miesiącu puszczany jest na którymś kanale telewizji serial o strasznych zboczeniach i bezeceństwach erotycznych rodziny Borgia, głównie tych ze stanu kapłańskiego.
Nie znam się na sprawach teologicznych, więc bardziej interesuje mnie,  czy te wrota kościoła w Wittenberdze były metalowe, jak piszą jacyś źli ludzie. Bo wtedy przybicie nawet 3 tez młotkiem byłoby problematyczne.
Mnie jednakże najbardziej w historii Martina Lutra  zainteresowały dzieje jego rodziny. Która pozostaje w głębokim cieniu ekscentrycznego rozłamowca.   Były mnich Martin Luther związał się wg nowego obrządku cywilnego z byłą mniszką Katarzyną von Bora, czyli mocno powyżej swojego stanu, bo sam był synem jakiegoś robotnika czy drobnego rzemieślnika. Miał z nią kilkoro dzieci, z tego do lat dojrzałych dożyło dwoje.

Syn Paul Luther okazał się bardzo ciekawą osobą.  U angielskiego docenta wiki jest nazwany: medykiem, chemikiem medycznym i słuchajcie, słuchajcie- ALCHEMIKIEM.  Miał wyuczać tajników alchemii samą córkę króla duńskiego Christiana III  Annę, małżonkę Elektora Saskiego –Augusta, którego był medykiem. Leczył również księcia Saksonii Jana Fryderyka II oraz Joachima II Elektora Brandenburgii.  Paul Luther miał sześcioro dzieci, w tym czterech synów, ale tylko jeden: Johannes Ernst ( 1560-1637) miał potomków w linii męskiej, która wymarła w roku 1759. Przedostatni Luther był teologiem i kanonikiem przy protestanckim kościele w Zeitz.
Drugim dzieckiem, które dożyło dorosłości i założyło rodzinę była córka Margarethe (1534-1570). Wyszła za mąż za szlachcica Georga von Kunheim Młodszego, wywodzącego się z dzisiejszego Bagrationowska a wtedy Eylau w Prusach Książęcych. Jej teść Georg von Kunheim Starszy był doradcą Albrechta Hohenzollerna, ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego i wnuka Króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. Albrecht Hohenzollern był ostatnim Wielkim Mistrzem, bo natchniony pomysłami Martina Luthera wspólnie z miejscowym biskupem katolickim – Georgiem von Polentz zu Schonberg – wystąpili z Kościoła Rzymsko Katolickiego, Albrecht „uwłaszczył się na Prusach”, pozostając lennikiem Królów Polski , szybko się ożenił i zaczął produkować potomków dla swojej nowej i jakże wspaniałej własności.

Ta wiedza jest oczywiście powszechna. Mniej powszechna wiedza jest taka, że szwagier Margarethe von Kunheim-Luther , starszy brat jej męża,  pan Erhard von Kunheim był sekretarzem i doradcą prawnym samej arcykatolickiej Królowej Polski, córki cesarza Ferdynanda I Habsburga, trzeciej żony nieszczęsnego Króla Zygmunta Augusta – Katarzyny. Drugiej żony z domu Habsburgów i to drugiej żony, która nie dała królowi następcy tronu.  Podobno Albrecht Hohenzollern czuwał nad edukacją i wychowaniem dzieci swojego doradcy i sekretarza i sam dopilnował, aby Georg von Kunheim Młodszy był wyedukowany pod kierunkiem samego Filipa Melanchtona i aby poznał Małgosię Lutrównę.
Aż boję się zapytać, co się musiało dziać na polskim dworze królewskim za czasów Zygmunta II Augusta, jeśli wokół Królowej kręcił się nieustannie szwagier Małgorzaty Luter i wychowanej Albrechta Hohenzollerna, człowieka, który jako Wielki Mistrz bardziej zniszczył Zakon Krzyżacki niż Bitwa pod Grunwaldem. Plus „fundował stypendia”  i gościł „u siebie” w Królewcu Jana z Czarnolasu czy Mikołaja Reya.  Jakże wychwalanych w programach szkolnych PRL.

O dalszych potomkach Paula i Małgorzaty Lutrów nie wiadomo zbyt wiele, bowiem prowadzili życie skromne i ciche czego nie da się powiedzieć o protektorach słynnego „bywszego mnicha Martina”.
Jedna z nich została uhonorowana na słynnym kompleksie pomnikowym w Worms w 1869 r. To landgraf Hesji Filip I ksywa  Großmütige  (Wspaniałomyślny), który był pierwszym i największym protektorem Martina Lutra oraz przewodniczącym Związku Szmalandzkiego czyli liderem protestanckich książąt. Podobno jednym z poważniejszych problemów życiowych i teologicznych, które konsultował od 1526 r. z „Wielkim Reformatorem“  w trzy lata od zawarcia związku małżeńskiego z Krystyną,  córką  księcia Saksonii oraz wnuczką Króla Polski Kazimierza Jagiellończyka- „wprowadzenie bigamii“ albowiem ślubna małżonka wg jego gustu była brzydka i nawet dużo piła (jak na jego gust) a on spotkał miłą panienkę lat 17, Margarethe von Saale, którą „trzymał jako kochankę, i z którą „wolał się ożenić“.Ale rozwodzić się też za bardzo nie chciał (zapewne bez związku z faktem, że małżonka była wnuczką Króla Polski i cesarzówny Elżbiety Habsburg).

Trochę trwało, zanim Martin  udzielił porady teologicznej wg nowej, lepszej teologii.  Podobno w  dniu  10 października 1539 r. ( czyli  w momencie, gdy Landgraf Heski miał już z Krystyną Saksońską siedmioro dzieci) Martin Luter (zwolennik oczyszczenia Kościoła Rzymsko Katolickiego z różnych grzechów,w  tym z grzechu nieczystości ) oznajmił, że „spośród dwóch rodzajów zła, jakim są rozwód i bigamia, bigamia jest „lepsza“. Oczywiście chodzić miało o absolutnie, zupełnie sytuacje ekstremalne, jak to, że „żona jest zarażona trądem“ albo „nienormalna w innym sensie“..

Jak Reformator poradził, tak Filip I Wspaniałomyślny – zrobił. W dniu 4 marca 1540 r. w zamku Rotenburg w obecności Martina Bucera ze Szwajcarii i samego Filipa Melanchtona (prawdziwe nazwisko: Schwartzerdt). „Druga małżonka” zamieszkała po drugiej stronie placu, jak to mówią „vis a vis”.  Jak pokazały późniejsze wypadki, Krystyna Heska nie była chora na trąd ani nie była „nienormalna w innym sensie”, bowiem Heski Reformator Filip Wspaniałomyślny zrobił z nią jeszcze troje  dziecek : Filip II Hesse – Reinfels ur. 22 kwietnia 1541 r. , Krystyna ur. 29 czerwca 1543 r.  i George I Hesse- Darmstadt – 10 września 1547 r.  Za to sam był zarażony syfilisem już od 1539 r. Równolegle „druga małżonka” rodziła swoje dzieci- małych  „hrabiów zu Dietz”, konkretnie sześcioro do urodzin najmłodszego dziecka legalnego: 29 września 1547 r.

Zabawa się skończyła, kiedy  Filip I Wspaniałomyślny rozpoczął w koalicji z innymi „książętami protestanckimi”, którym się życie mocno poprawiło po masowym rabunku kościołów, klasztorów i majątków opornych katolików – otwartą  wojnę z kuzynem prawowitej Małżonki – cesarzem Karolem V Habsburgiem.  Mąż najstarszej legalnej córki Filipa I – Agnieszki Heskiej  Maurycy Wettyn z Miśni  mimo,  że protestant, za obietnicę uzyskania tytułu elektora saskiego – wsparł był wojska katolickie i w bitwie pod Muehlbergiem 24 kwietnia 1547 r. Nie można wykluczyć, że  w tej sprawie otrzymał ścisłe instrukcje od teściowej i ukochanej małżonki.

W bitwie tej Filip I Wspaniałomyślny i jego protestanccy koalicjanci stracili 8000 wojska a sam Filip poszedł do niewoli. Cesarz stracił zaledwie 200 żołnierzy.

Jego najstarszy syn Wilhelm IV Heski miał równie atrakcyjny przydomek a nie wiem, czy równie pasujący, jak ten tatkowy: „Der Weise” (Mądry), najstarszy wnuk Moritz Hessen-Kassel – nosił przydomek „Der Gelehrte” (Uczony) a z kolei prawnuk Wilhelm V Hesse-Kassel nosił przydomek „Wytrwały”.
A u nas nikt nie zadbał o dobry pijar  naszych katolików królów. Jak nie „Krzywousty” to „Łokietek” albo „Stary”.
Takie to wszystko ciekawe , że aż się prosi o serial telewizyjny z udziałem najlepszych aktorów. W końcu jedną z głównych ról i to tragiczną, gra wnuczka Króla Polskiego.

Na razie światełkiem w tunelu ma być spektakl telewizyjny „Listy z Rosji” wg Astolpha de Custine „Rosja w 1839 r.”.  Spektakl ten, jakkolwiek znakomity i bardzo potrzebny, jest czymś w rodzaju wygrania bitwy pod Grunwaldem ale bez zdobycia Malborka.
Astolphe de Custine, podobno mający we Francji jakieś poważne kłopoty wizerunkowe według jednych a jakoby skuszony wielkim sukcesem opisu Ameryki przez Alexisa de Tocqueville w dziele pod tytułem „O demokracji w Ameryce” udał się w podróż do Rosji latem 1839 r. w towarzystwie młodego hrabiego Ignacego Gurowskiego. Odwiedził St. Petersburg, Moskwę, Jarosław.  Wrażenia swoje opisał w 36 listach, które wydane zostały we Francji, gdzie cieszyły się ogromną popularnością oraz w Anglii i Niemczech. Natomiast w Rosji dzieło zostało zwyczajnie objęte zakazem.

Dzieło to jest przepełnione opisami „trudnego życia w trudnych dekoracjach” najwyższych i najniższych sfer społecznych Rosji owej epoki. I co najciekawsze, osobom, które urodziły się w głębokim PRL, opis carskiej Rosji w czasach rządów Mikołaja I Romanowa  przypomina opis życia mieszkańców ZSRR. Zwłaszcza klimat psychologiczny.
W zasadzie można otworzyć tę książkę w dowolnym miejscu, aby natknąć się na bardzo przenikliwe uwagi. Na przykład na stronie 191 tomu I (wydanie PIW, Warszawa 1995) takie oto zdanie: ”…Ów smutek, owa szorstkość tutejszej przyrody wywołuje swoistą nudę, która , jak sądzę, stanowi chyba przyczynę tak częstych na tym dworze tragedii politycznych.Tu dramat toczy się w świecie rzeczywistym, teatrowi przypada w udziale jedynie wodewil, który w nikim nie budzi lęku(…) W Rosji zezwala się jedynie na błahe rozrywki. W panującym tu porządku rzeczy prawda życia jest zbyt ciężka , aby dopuszczono do istnienia jakiejś poważniejszej literatury…”.

Można powiedzieć, że czym jest taka  krytyka wobec uporczywego przypisywania Polsce i Polakom sprawstwa pomocniczego przy wymordowaniu kilku milionów Żydów przez „nazistów”. Czym ta krytyka jest przy nazwaniu KL Auschwitz „polskim obozem koncentracyjnym”.
I tutaj widać tę fundamentalną różnicę między państwem poważnym i niepoważnym.
Kiedy władze rosyjskie zapoznały się z zawartością „Listów z Rosji” na początek – zakazały wydawania i czytania tej książki w Rosji. A potem zaczęła być „rozpylana” szeptana plotka, że te „przesadzone i wrogie Rosji opinie” nieszczęsny markiz de Custine nabył w wyniku przestawania z pewnym polskim młodzieńcem, do którego miał wyraźną słabość. I któremu miał coś „wyjednać na dworze carskim”. Pamiętam te plotki, kiedy po raz pierwszy ukazały się jakieś małe urywki „Listów z Rosji” jeszcze w drugim obiegu.

Z czasem „postawiono” na „konika homoseksualizmu” jeszcze mocniej i obecnie , pomijając fakt, iż książka ta jest obecnie słabo znana na Zachodzie, to cała siła tzw. krytyki literackiej jest rzucana „na odcinek obyczajowy”. No i „przysłowiową polską rusofobię kochanka Gurowskiego”.

Nie mam powodów aby kwestionować opcję seksualną markiza i pana Ignacego Wenzla Gurowskiego, przyjaciela z czasów paryskich i towarzysza podróży do Rosji, ale rodzą się jednak pewne wątpliwości.

Sam markiz de Custine nie pochodził z rodziny szczególnie rojalistycznej: jego dziadek Adam Phillipe de Custine ur. 1742 r. w Metz, uzyskał stopień kapitana w czasie wojny siedmioletniej a jako pułkownik wyjechał  w korpusie ekspedycyjnym na Wojnę o Niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Wrócił w stopniu marszałka polnego.  I wdał się w politykę w 1789 r. na zasadzie „od rzemyczka do koziczka”. Już w 1791 r. został dowódcą rewolucyjnej Armii Renu a następnie dowódcą Armii Nord. W walkach frakcyjnych jeden ma szczęście a inny nie i pechowy marszałek został aresztowany i zgilotynowany 28 sierpnia 1793 r. a jego syn 22 stycznia 1794 r. Mały Astolphe miał wtedy 6 lat i wychowywała go matka, która była przyjaciółką samej madame de Stael, czyli raczej nie zakładała z nią Kółka Różańcowego.

Ciekawą postacią jest też Ignacy Gurowski, traktowany w życiorysie De Custine’a dość obcesowo.
I bardzo oszczędnie jeśli idzie o informacje o jego rodzinie i drzewku genealogicznym.

Trzeba się mocno natrudzić, aby odtworzyć listę przodków i powiązań rodzinnych Ignacego Gurowskiego.  Ale warto.
Ignacy Wencel Gurowski urodził się w 17.05. 1812 r. jako syn hrabiego Władysława Gurowskiego z Rusocic i pani Genowefy Gurowskiej z domu Cieleckiej. O ojcu niewiele wiadomo, natomiast dziadek Rafał Gurowski ur. 1716 r. w Kościelcu prezentuje się jako elita „I Rzeczpospolitej upadającej” z najwyższej półki :  kasztelan poznański i kasztelan przemęcki jak również szambelan króla Augusta III Sasa , nagrodzony za „odrębne usługi” tytułem hrabiowskim pruskim przez Fryderyka Wilhelma. Odznaczony przez Króla Stasia Orderem Orła Białego i Orderem Św. Stanisława, wchodził w skład delegacji „do zatwierdzenia rozbioru Rzeczpospolitej 1772 r.”.
Jego młodszy braciszek czyli stryjeczny dziadek Ignacego Gurowskiego Władysław Roch był jeszcze ciekawszą postacią. Ur. 1715 r. w Warszawie jako syn Melchiora, kasztelana poznańskiego, gnieźnieńskiego i kaliskiego, miał w 1737 r. wyjechać jakoby „na  nauki do Króla Leszczyńskiego do Luneville” i wstąpił pod dowództwo Maurycego Saskiego, bękarta Augusta II Mocnego i Aurory von Koenigstein, który był całkiem zdolnym dowódcą wojskowym i chwilowo „wynajął się” jako marszałek w armii Ludwika XV. A „na boku” miał negocjować swoje szanse na uzyskanie korony królewskiej w Finlandii u cesarzowej Elżbiety a w roli kuriera i negocjatora obsadził Władysława Rocha. Jak tam było, tak tam było. Maurycy Saski otrzymał w prezencie od Ludwika XV zameczek a Władysław Roch pożeglował do Rzeczpospolitej, gdzie rozpoczął dynamiczną karierę polityczną. Podobno lawirował strasznie, ale chyba niekoniecznie, bowiem stale był w łaskach u Króla Stasia a kasę miał brać od Repnina oraz order Św. Anny od carowej Katarzyny. Szarpał się z Konfederatami Barskimi tak, że musiał wiać na Śląsk, ale i tak należał do delegacji rozbiorowej w 1772 r. a 18 września 1773 r. podpisał Traktaty Cesji Rzeczpospolitej Polskiej na rzecz zaborców. Nawiasem od 1768 był pisarzem nadwornym litewskim a od 1781 r. marszałkiem wielkim litewskim.

Tak więc Ignacy Gurowski miał przodków o ustalonych priorytetach  a sam też błysnął na europejskiej scenie, kiedy z porwał ze szkoły dla bardzo dobrze urodzonych panienek z klasztoru w Paryżu infantkę hiszpańską Isabel Ferdynandę de Burbon, z którą wziął potajemny ślub aż w Dover, po czym para przeniosła się do Brukseli wyczekując reakcji ojca panienki Króla Hiszpanii Karola IV Antoniego de Burbon. Tatko dał pensję wygnańcom oraz niechcianemu zięciowi tytuł granda hiszpańskiego. Małżeństwo miało ośmioro dzieci, z których czworo dożyło dorosłości. Sam Ignacy Gurowski grand hiszpański spełniał się w misjach dyplomatycznych między Domem Hiszpańskim a Cesarzem Napoleonem III.
W tych warunkach raczej trudno posądzać Ignacego Gurowskiego o jakieś szczególnie antyrosyjskie poglądy w sytuacji, gdy stryjeczny dziadek brał ordery od samej Katarzyny II a rodzona siostra Cecylia została małżonką samego generała Frederiksa, adiutanta cara Mikołaja I. Którego krainę pan Gurowski odwiedzał wspólnie z markizem Astolphem. Zastanawiam się też  nad tymi „gejowskimi skłonnościami” hrabiego Ignacego, ojca ośmiorga dzieci.  Jakoś nikt nie bierze pod uwagę ówczesnego obyczaju goszczenia się  artystów i intelektualistów  w nowobogackich zameczkach  na zasadzie „czuj się jak u siebie w domu”. Na przykład Fryderyk Chopin  czy Wiktor Hugo też bywali gośćmi markiza.
Hrabia Ignacy miał też ciekawego brata Adama Gurowskiego, który zaczął od studiów na niemieckich uniwersytetach i spiskowaniem u karbonariuszy a w latach 1829-1831 nie było większego od niego przeciwnika carów i żołnierza Powstania Listopadowego, aby już w 1834 r. publicznie potępić Powstanie Listopadowe a w dodatku ogłosić w gazecie „Ausburger Allgemeine Zeitung” błaganie o łaskę cara rosyjskiego aby zakończyć –wyparciem się Narodu Polskiego i Wiary, jak należy domyślać się katolickiej. A na koniec został panslawistą i dostał robotę w Departamencie Stanu USA.

Jak widać, dzieło „Listy z Rosji” mogły zaskoczyć władze carskie, jeśli się weźmie pod uwagę, że towarzyszem podróży markiza Astolphe’a był syn i wnuk zdrajców Rzeczpospolitej i kolaborantów Rosji i Prus, którego rodzony brat dopiero co wyparł  się Polski, swojej wiary i błagał cara o łaskę.

Jak więc widać, ledwie zaczynamy czytać życiorys reformatora Lutra lub byle awanturnika polskiego z XVIII w. czy XIX w. , to staje się jasne, że historia z punktu widzenia Polski  nie została napisana. Nikt nawet nie ZACZĄŁ jej pisać.  To jest co najwyżej „wojna pijarów” jak nie protestanckich, to socjalistycznych, jak nie ruskich to pruskich albo francuskich.  A my jeszcze nawet nie zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, że dobry pijar dałby nam jakieś korzyści.

 

Pink Panther
29 marca 2017

 

Źródło:  http://bobry7.salon24.pl/767475,rodzina-lutra-listy-z-rosji-gej-gurowski-czyli-dobry-pijar  , 29.03.2017

 

  • Na zdjęciu tytułowym: Zamek Chambord, kolejnym właścicielem został Maurycy Suski, który otrzymał posiadłość od króla w ramach nagrody za zwycięstwa wojskowe. Fot. za Francuski łącznik. / wybór zdjęć wg.pco
Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.04.06.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci