O największych problemach współczesnej krytyki


Współczesna krytyka ma w zasadzie tylko jeden problem i streszcza się on w zdaniu – jak odróżnić wariata od oszusta? To jest problem poważny, bo jak pamiętamy szaleńcy są podstępni i zdecydowani na wszystko, a szaleńcy dążący do zdobycia sławy na rynku sztuki są najgorsi. Krytyk nie szuka więc wariata, którego będzie promował i który uzasadni istnienia krytyka, najważniejszej osoby na rynku sztuki. Krytyk, żeby przeżyć musi koniecznie znaleźć oszusta i zainwestować weń tyle ile zdoła. Oszust bowiem, dobrze sprofilowany i przynoszący dochody zapewni krytykowi spokojne życie do emerytury. Czasem oczywiście zdarzają się pomyłki i krytyk przekonany, że promuje uczciwego oszusta, z którym wespół kradł będzie pieniądze, myli się i wszystkie siły oraz emocje inwestuje w szaleńca. I wtedy robi się kłopot. System jednak już zdołał wytworzyć różne zabezpieczenia i po kilku wpadkach, które omówiliśmy sobie wczoraj, wszystko jest zabezpieczone. Żaden prawdziwy wariat nie zostanie już poetą, ani malarzem, ani nawet piosenkarzem rozrywkowym. Najważniejszym zabezpieczeniem przed inwazją wariatów na rynek sztuki jest gawęda o trasngresji. Co to takiego? W największym skrócie przekraczanie granic. Kajetan P., przekroczył granice, dziunia z Białej także je przekroczyła, a pewnie też kilku innych. Nie zrozumieli oni jednak, że nie o to chodzi krytykom. Nie o takie przekraczanie granic. Chodzi o to, by za pomocą gawędy o transgresji wycisnąć z frajerów parę złotych, dokładnie tak, jak się to odbywa na bazarach całego świata przy grze w trzy karty. Ktoś może się zdziwić i powiedzieć, że skoro to takie łatwe, powinniśmy mieć na tym całym rynku sztuki nieprzebrane mnóstwo barwnych postaci. I tak i nie. Po pierwsze rynek ten jest połączony z innymi rynkami i tam są hierarchie. Nie chodzi o to, by ktoś z Polski zrobił karierę, ale o to, by zdobyć pieniądze i zapełnić szpalty tak zwanych fachowych pism treścią. Jak oszust się za bardzo przejmie rolą, może coś zrobić naprawdę, w dodatku coś co zainteresuje publiczność. Na to nie można pozwolić, dlatego selekcjonuje się oszustów i wybiera takich, którzy są wyjątkowo zdeprawowani, prymitywni, bezczelni i pozbawieni jakiegokolwiek talentu. Jakiegokolwiek powiadam, to znaczy, że jakby im kazać narysować to co zwykle widzimy na ścianach domów po przejściu gromady kibiców, nie daliby rady.

Dlaczego więc, choć wszyscy wiedzą i widzą o co chodzi, cała ta konstrukcja się jeszcze trzyma? Ponieważ rzecz cała jest wpleciona w bardzo czytelne i sztywne konteksty o charakterze międzynarodowym. My je tutaj nazywamy krainą grzybów, a jeśli konteksty są nieco inne, bardziej łagodne, może dla nich użyć nazwy holocaust industry. I w zasadzie nic więcej prócz tych dwóch kierunków się w sztuce nie liczy.

Ja teraz dam przykład takiej działalności i takiej misji. Oto stare dość nagranie, w którym prezentowane są wypowiedzi 9 najsławniejszych polskich artystów. Ponieważ wszystkie one mieszczą się w wymienionych trendach, muszę dać tutaj ostrzeżenie. Bardzo proszę, żeby dzieci, kobiety i duchowni nie oglądali tego filmu. Ci zaś z mężczyzn, którzy zdecydują się je obejrzeć, komentowali to co zobaczyli w słowach bardzo oględnych. Mamy tu bowiem na widoku rzeczy o wiele poważniejsze niż kraina grzybów w wersji dla nieletnich puszczana kiedyś przez toyaha.

Ja, przyznam szczerze, nie mogę się nadziwić nawet temu nonszalanckiemu komentatorowi nagranych tu wystąpień, ale z drugiej strony myślę – a cóż tu innego można zrobić? Jakiekolwiek oburzenie czy gniew spotka się jedynie z entuzjazmem z tamtej strony, tak to zostało zaprojektowane. Jedyną radą byłoby skontrolowanie finansów tych przedsięwzięć, ale wtedy okazałoby się, że GW tak mocno postanowiła bronić sztuki współczesnej, że wszelkie próby powstrzymania tej inwazji nie zdadzą się na nic. No dobrze, oto link

W zasadzie nie trzeba tu nic dodawać. Kraina grzybów z Agatką, co ma zaklejone oczy i gada z dziwnym ni to kotkiem ni to diabłem, to jest amatorszczyzna w porównaniu z bełkotem tych państwa, oraz ich występami.

Pomijając rzeczy najdrastyczniejsze, chcę zwrócić uwagę na występ jednego z najwybitniejszych artystów współczesnych czyli Edwarda Dwurnika. Pan Edward w czasie swojej przemowy ani razu nie otwiera oczu. Nie jest on bowiem tak do końca pozbawiony wstydu, wie dobrze w czym uczestniczy i cała ta sytuacja wywołuje u niego tak dobrze nam wszystkim znane pieczenie oczu. Na wszelki więc wypadek Dwurnik siedzi z zamkniętymi ślepiami i coś bredzi, na koniec zaś, żeby ukryć, że to bełkot rzuca przekleństwa. Publiczność jak słyszymy na koniec jest bardzo zadowolona.

Poprzez tę nieuwagę krytyków, przez którą na rynek sztuki trafiają czasem szaleńcy, staje się on bardzo bliski innym rynkom. Jak ustaliliśmy wczoraj niedaleka jest odległość od poezji awangardowej do handlu żywym towarem. Można by rzec, że tak było zawsze, ale nas to ominęło, ponieważ poezja i literatura nie miały u nas przez ostatnie 150 lat funkcji jawnie deprawacyjnych. Miały ten mechanizm w środku, ale dobrze ukryty. Poezja i literatura służyły po prostu temu, by integrować społeczność polską wokół idei wolności oddzielonej od Kościoła. W porównaniu z tym co się działo na rynku literatury francuskiej w tym samym czasie, to jest kaszka z mleczkiem. Przez ów dziwny skręt literatura polska była przez wiele lat określana jako lokalna, zapóźniona, generalnie gorsza niż to co powstawało w innych krajach. Dziś widzimy, że miała po prostu inną funkcję. Nie ma się co tym jej przeznaczeniem ekscytować, ale trzeba stwierdzić fakt. Dziś kiedy zintegrowane społeczeństwo polskie nie jest nikomu do niczego potrzebne rozwala się je komunikatami mającymi rangę sztuki, które służą wyłącznie temu by nie można było w jednym miejscu zgromadzić jednakowo myślącej i jednakowo przeżywającej emocje publiczności. Żadnych innych funkcji to nie ma. No, może jeszcze jedną. Jeśli weźmiemy pod uwagę ambicje tego całego Solczaka i jego poetyckie wykwity przyjdzie nam przyznać, że ta destrukcja służy temu także, by naganiacze mogli sobie podnieść samoocenę i mieli poczucie wyższości w stosunku do prostych bandziorków chadzających z łomem na robotę, ale to już naprawdę wszystko.

 

Teraz ogłoszenia. Mamy już nowy sklep https://basnjakniedzwiedz.pl/ wszystkie nowe książki będą wrzucane tylko tam, ale sklep na coryllus.pl będzie jeszcze przez jakiś czas czynny, żeby wszyscy mieli czas się przyzwyczaić. Proszę jednak by odważni i zdeterminowani zamawiali książki na nowej stronie. Dzięki temu będziemy ją mogli ulepszyć i przetestować. Wkrótce mam nadzieję uruchomimy blogowisko. Wszelkie uwagi dotyczące funkcjonowania strony proszę zgłaszać do MrWhite czyli do Wieśka, ale radzę nie przeginać, bo jak się wkurzy, to będzie źle. Niebawem wydamy także gazetę targową i naszą gazetę służącą promocji książek. Będzie je można za darmo odebrać w punktach sprzedaży, a także u tych osób, które zdecydują się je kolportować. Umieścimy na stronie listę punktów kolportażu.

Ja najbardziej cieszę się z naszego logo widocznego na stronie basnjakniedzwiedz.pl, chodzi o tego siedzącego na ziemi orła. Uważam, że to fantastyczny symbol, nie taki wyrazisty jak przykuty do ziemi geniusz, spoglądający w gwiazdy, którym opieczętował swoje książki Żeromski, żeby się przekonać czy wydawca nie rąbie go na nadbitkach, ale też niezły.

Nasze książki dostępne będą w Słupsku, w sklepie Hydro-Gaz przy ul. Słowackiego 46, wejście od ul. Jaracza

Na papug.pl wisi mój kolejny tekst.

http://papug.pl/cudowne-nawrocenia-celebrytow/

Zapraszam do księgarni Przy Agorze, do księgarni Tarabuk w Warszawie, do sklepu FOTO MAG, do antykwariatu Tradovium w Krakowie i do sklepu Gufuś w Bielsku Białej.

Przypominam, że mamy już nowy numer Szkoły nawigatorów, przypominam także o naszym indeksie zawierającym biogramy osób występujących w moich książkach

http://www.natusiewicz.pl/coryllus/

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 6 marca 2017

 

Zdjęcie główne: Dzieło sztuki współczesnego artysty. Za: YT-Inter. / Wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2017.05.10.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski