Wielgus zainstalowany w Warszawie byłby zagrożeniem dla układu…


Jakim agentem był abp. S. Wielgus a jakimi i czyimi agentami są bracia Kaczyńscy.

Artykuł Krzysztofa Cierpisza z maja 2009 r.

 

Po zlinczowaniu Wielgusa należałoby zapytać, jakie to kryterium powinno się przyjąć, aby móc określić kogoś mianem agenta (wroga lub szkodnika).

Czy kryterium może być zarzut (słowo to podkreślam), czy też musi być udowodniona współpraca lub jeszcze lepiej jej wymierne owoce korzystne dla ośrodka, który taką agenturę stworzył i prowadził lub też przejął od poprzedniej władzy. A skutki są szkodliwe dla nas.

Jak wiemy Wielgusowi został postawiony zarzut współpracy z SB, a potem z wywiadem. Dowodem na to są mikrofilmy luźnych papierów, jakie rzekomo podpisał w latach 70. Nie stwierdzono, aby Wielgus zaszkodził komukolwiek lub stawał – kiedykolwiek – po złej stronie. Przeciwnie, Wielgus znany był z obrony Kościoła i Polski. 

Jeśli zaś chodzi o Kaczyńskich to nie ma papierów, które by ich obciążały. Powiedzmy dokładnie – Kaczyńskim nikt głośno nie stawia zarzutu (słowo to podkreślamy) o agenturalność. Tu Kaczyńscy są podobni do np. J. Kuronia. I to nie tylko z pochodzenia rasowo – socjalnego, ale podobnie bliskich i gęstych kontaktów z dawnym system terroru. Są podobnie czyści, tak jak czysta jest Z. Gilowska, wspomniany już J. Kuroń, J. Oleksy czy inni. 11 stycznia 2007 do kolekcji tego politycznego koszeru – wyrokiem sądu – dołączyła cnota niejakiej M. Niezabitowskiej. Ta czarownica (mówimy tu jedynie o przeraźliwym wyglądzie, a nie cechach intelektu i ducha) też już jest po właściwej stronie.

Należy tu zauważyć, że świadectwo niewinności za okres minionej epoki otrzymali i otrzymują wszyscy ci, którzy są dziś “po linii”, podczas kiedy oślą czapkę agenta musiał założyć – na oczach całego świata – arcybiskup Kościoła Świętego. Biskup, który w swej posłudze nie był za pan brat z obecnymi tajnymi elitami, które aktualnie manipulują Polską i popychającymi ją ku zagładzie.

Przeciwnie!

Wielgus znany był ze swego oporu przeciw temu niszczycielskiemu tajfunowi, który od lat pustoszy Polskę, a Polaków wypędza na obczyznę. Wielgus zainstalowany w Warszawie byłby zagrożeniem dla układu. Pierwsze straty ponieśliby głównie jego czołowi pretorianie obecnego staro-nowego systemu – bracia Kaczyńscy.

Przy Wielgusie łatwo mogła powstać alternatywa dla tych obecnych szkodliwych Polsce rządów. Kaczyńscy mogliby nie tylko stracić pracę, ale nawet byłoby możliwe i to, że społeczeństwo zaczęłoby ich rozliczać z ich własnych osiągnięć. Ta alternatywa – poza tym – mogła być czymś nowym, nie musiała bowiem oznaczać wyboru stronnictwa, będącego rezultatem typowego ruchu wahadłowego, występującego cyklicznie w polskich wyborach po 1989. Ruch wahadłowy polegający na władzy to lewicy – to prawicy, gdzie oba skrzydła są marionetkami obcych interesów – głównie żydowskich. Osoba Wielgusa w Warszawie mogła doprowadzić do powstania szerokiego ruchu katolicko-narodowego. Ruch ten zmieniłby układ władzy w następnych wyborach. Na stałe nastąpiłoby przerwanie ciągłości procesu politycznego, który nieprzerwanie toczy się w Polsce od 1 września 1939.

Jest oczywiste, że PRL i jego upadek ma ścisły związek z obecną RP w ten sposób, że dawny system nie upadł pod ciosami „Solidarności” (to fikcja, której nie mogą odrzucić nostalgiczni styropianowcy), ale dostał nakaz, aby się rozwiązać i przejść w swą nową i może „wyższą” formę dokładnie taką, jaką reprezentuje dziś państwo “Dwóch takich, co ukradli Księżyc”, a które jest identyczne z państwem premiera grubej kreski, który od XVI wieku jest już ochrzczony (nie wolno tolerować plotki o jego wątpliwej Polskości).

Sprawa transformacji zaczęła się jednak dużo wcześniej niż za czasów “Solidarności”.

Sowiety, PRL, cały system musiał rozpaść się, bo nie działał tak, jak trzeba. Zbudowanie bowiem Syjonu od Władywostoku po Madryt z siedzibą w Moskwie nie udało się. System sowiecki wynaturzał się, stracił swe straszne pazury, stawał się coraz bardziej ludzki. Wyraźniejąca alternatywa w Tel Awiwie jako stolicy tego świata stała się konkurencją dla Kremla, który nie dawał gwarancji na talmudyczną przyszłość. Działalność agentury sowieckiej, która stworzyła Solidarność nie oznaczała samo przez się, że to Moskwa niezależnie sterowała rozkładem systemu. W końcu same Sowiety nie stworzyły się samoistnie, a były zawiązane z zewnątrz. A władza na Kremlu, choć zamknięta i nieufna, nigdy nie była całkowicie suwerenna.

Tak więc oczywiste jest, że i rozwiązywanie imperium manipulowane było z zewnątrz – bo twórca stoi zwykle na swoim tworem. Oczywiście były problemy tak z masami, betonem jak i nieobliczalnymi frakcjami wewnątrz systemu, które musiały być postawione wobec faktów dokonanych lub unicestwione.

Trzeba było zrobić jakiś spektakularny wyłom w systemie. Sowiety były już śmiertelnie uwikłane w Afganistan i można było robić coś systemowo-destrukcyjnego po drugiej stronie granicy tego molocha.

Najlepiej było przeprowadzić działania oddolne – ludy miłujące wolność miały wyzwolić się z uścisku brutalnego betonu. Kto miał to zrobić? Czy Rosjanie byli do tego zdolni albo może Czesi, którzy pomagali bolszewikom w 1920?

Wybrano, że trudna do kierowania Polska była najlepszym mięsem armatnim nadchodzących zmian.

W Polsce dało się znaleźć odpowiednich ludzi. Sygnałem “buntu” przeciw systemowi był Leszek Kołakowski – też “nie-agent”. Człowiek – cudowne dziecko antypolskiego terroru – który latami pisał teoretyczne brednie nt. przyszłości komunizmu oświetlanego myślami Marx`a -Engelsa –Lenina. Za co dostał tytuły naukowe i wygodne posady w Warszawie czy inne godności. Kiedy nadszedł czas do zmian, Kołakowski „przejrzał na oczy”, a w 1968 nawet ujrzał światło w tunelu. Nota bene, tak samo bez trudu jak podobny mu inny nieagent – Czesław Miłosz.

Kołakowski wyjechał z Polski na komunistycznym paszporcie i pozostał na Zachodzie, wprowadzając tym w zakłopotanie tajne służby PRL. I tym razem bezpieka dała wystawić się na dudka – temu kolejnemu zbiegowi, który wyjechał, „a nic nie podpisał”.

Kołakowski (tak jak cały intelektualny desant ’68) miał za zadanie przejąć reprezentację głosu Polonii (Polski) na Zachodzie.

Polska bowiem była ewenementem w Europie i świecie poprzez swą dwojakość egzystencji politycznej. Zalegalizowane państwo w W-wie z tam uwięzionym Narodem, a z drugiej strony z silną emigracją polityczną na Zachodzie.

Problemem każdej emigracji jest to, że nie generuje nowych sił i obumiera. Podobnie było z Polakami, którzy po II W. Światowej pozostali na Zachodzie. Słabnąca biologicznie inteligencja Polonii była idealnym obiektem do przejęcia przez służby PRL, celem podszycia się pod głos polski na Zachodzie. Nie było to łatwe, gdyż każdy wyjeżdżający z Polski na Zachód obdarzony był piętnem podejrzenia o agenturalność.

Ulokowanie zatem przybyszów z Polski indywidualnie przybywających do Londynu zawsze było związane z niezwykłą podejrzliwością środowisk powojennych w Londynie czy Paryżu. Należało więc dokonać masowego wygnania dużej grupy społecznej, tak aby rozmiarami emigracji przysłonić specjalne cele i zadania wybranych jednostek.

Głównym motywem wydarzeń ‘68 roku była właśnie wygnanie (delegacja) aktywu żydokomuny na ośrodki polskie na Zachodzie. Kołakowski, jako jeden z najważniejszych, szybko i bez trudu instalował się w różnych ośrodkach uniwersyteckich – a na końcu w Oxfordzie.

Trójkąt intelektualny: paryska Kultura, Kołakowski – Londyn i Miłosz – USA zasilony świeżą krwią komandosów marca ’68 szybko przejął polityczne ośrodki Polonii na Zachodzie. W ramach Polonii znajomość kultury i języka pozwalała żydom 68 na dosyć gładkie zmieszanie się z osiadłymi tam Polakami – jako Polacy. A w stosunku do lokalnych ośrodków władzy państw zachodnich posługiwano się bez żenady ”cierpieniami niewinnych żydów prześladowanych przez komunizm w PRL”. Którzy wśród historycznie słabo zorientowanych elit francuskich, angielskich czy szwedzkich niezwykle skutecznie oczerniali Polskę i Polaków oskarżając ich nie tylko o prześladowania, ale i o komunizm(!!!). Tak właśnie! Oto Polacy zostali w opinii Zachodu „naturalnym nośnikiem szerzącym komunizm”, a nie żydzi, żydzi – obrońcy wartości europejskich – byli uciekinierami. Doszło nawet do tego, że zaczęto głosić to, że żydzi byli mordowani nie tylko przez hitlerowców w Niemczech, ale i przez Rosjan w Sowietach, że tam też byli najciężej prześladowaną warstwą społeczną. Co później łatwo przekładano również na Polskę i zbrodnie Polaków przeciw żydom, których z czasem „ujawniano” coraz więcej (Gross), a proces ten zapewne będzie się dalej rozwijał.

Tak więc kiedy – przez lata ‘70 – ośrodki polskie na Zachodzie zaczęły przechodzić w żydowskie ręce, łatwo było o nawiązanie więzi i porozumienia pomiędzy nimi a ośrodkami żydów w Polsce, które tam zostały. Taką centralą – po osłabnięciu Klubu Krzywego Koła (Jan Józef Lipski, Paweł Jasienica, Jerzy Urban, Stanisław Ossowski, Antoni Słonimski, Jan Olszewski, Aniela Steinbergowa, Aleksander Małachowski, Adam Michnik, Władysław Bartoszewski, Ludwik Hass, Jacek Kuroń, Karol Modzelewski, etc) – wyraźnym i sztandarowym ośrodkiem stał się KOR (Kongres Ortodoksyjnych Rabinów). To nie żart, taka organizacja istnieje w USA od dawna i znaczy wszelkie wyroby jako koszerne, dzięki czemu czerpie zyski, a producenci mają ”ochronę” i pewną wolność poruszania się po rynkach.

Do KOR należeli lub byli stowarzyszeni między innymi: Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski, Jan Lityński, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Adam Michnik, Aniela Steinbergowa, Adam Szczypiorski, Seweryn Blumsztajn, Bogdan Borusewicz, Andrzej Celiński, Mirosław Chojecki, Leszek Kołakowski, Anka Kowalska, Wojciech Onyszkiewicz, Henryk Wujec, Zbigniew Romaszewski, Ludwik Dorn.

Powstanie ”S” było zarówno skutkiem dalekosiężnych planów, nadziei, jak i też oznaczało dla żydów pewne ryzyko utraty gruntu. Na początku obawiano się powstania narodowego i dopiero stan wojenny w Polsce przekreślił ryzyko takiego procesu, gdyż zmonopolizował opozycję w Polsce na rzecz działaczy KOR.

Odrodzenie ”S” i transformacja po 1989 roku też nie miała formy przypadkowej. W latach ‘70 przygotowano projekt transformacji ustrojowej państw po upadku komunizmu. Projekt ten powstał w The Tavistock Institute w Londynie. TI to mały instytut, który prowadzi szerokie badania socjologiczne nt. sterowania społeczeństw, a to włącznie za pomocą szerzenia narkomanii czy odpowiedniej muzyki. W projekcie z The Tavistock Institute zawarto wszystko to, co później spotkało Polskę , upadek „świetlanego” ustroju, gospodarkę rynkową, wejście do UE, a nawet darmowe zupy dla pierwszych „bezrobotnych dziadów”. To celem złagodzenia oporów przed wyniszczaniem fabryk. (Kuroń tutaj ani na jotę nie był oryginalny w swych „kuroniówkach”).

Aby proroctwa i instruktaż zawarty w tym projekcie w jakiś sposób zaszczepić na polskim gruncie, wybrano do tego celu osobę bardzo zaufaną – króla polskich masonów – Jana Józefa Lipskiego. Nie-agent Jan Józef Lipski już od wydarzeń w Radomiu w nieustraszony sposób zaczął werbować swych uczniów wśród przeróżnych działaczy studenckich w Warszawie, którzy bardzo szybko i skutecznie zaczęli tworzyć tajne ośrodki prasy podziemnej (lata 70-te).

Tempo i skuteczność były na wysokim poziomie, a to z tego względu, że większość uczniów J. J. Lipskiego była wcześniej zwerbowana przez służby z Pałacu Mostowskich. Ci funkcjonariusze zadbali już, aby “uczniowie” mieli zarówno środki, jak i aby nikt im nie przeszkadzał w budowaniu politycznych struktur podziemnych. Kiedy potem powstała “S” i nieco później nastał stan wojenny, struktury te działały świetnie i nieprzerwanie, podczas kiedy ośrodki spontanicznie powstałe w trakcie okresu strajków zostały zlikwidowane i to często brutalnie lub wstrętnie.

Mamy tu na myśli hierarchię z Kurii Biskupiej Warszawskiej. Rola biskupów Warszawskich przy okazji zamknięcia tygodnika ŁAD była haniebna. Prostując ścieżki podziemiu intelektualnemu właśnie sterowanemu przez masona Lipskiego, postanowiono zlikwidować tygodnik ŁAD. Zasiadał tam między innymi niejaki Maciej Łętowski (nie-agent, a to ze względu na rasę i pozycję społeczną rodziny). Łętowski szpiegował w redakcji głównie redaktora naczelnego gazety Witolda Olszewskiego. Swoje informacje donosił do sekcji warszawskiej BBC, która to zachłystywała się grozą odradzającego typowego endeckiego antysemityzmu redaktora naczelnego i innych. Musimy tu podkreślić, że tygodnik ŁAD był pierwszą gazetą polską po II W. Światowej , która zaczęła pisać o aborcji, jej złych skutkach, a i o nauczaniu Kościoła w tej sprawie. To obecne otrzeźwienie antyaborcyjne zaczęło  się w Tygodniku Ład zlikwidowanym przez biskupów, bo dla tych bandziorów antysemityzm jest straszniejszy niż aborcja.

Z tego powodu właśnie ŁAD stał się szybko solą w oku nowemu porządkowi, który zakorzeniał się w Polsce. Tygodnik został zamknięty po decyzji Kurii Biskupiej w W-wie, która wycofała gazecie tzw. asystenta kościelnego. Skutkiem tego ŁAD nie mógł dłużej używać podtytułu “tygodnik katolicki”. Ta wielka hańba polskich biskupów – niszczenia jedynej szczerej katolickiej gazety w Polsce – odbyła się we wzorowej współpracy szczekaczki propagandowej BBC oraz rzecznika rządu PZPR, pornografa nie-agenta Jerzego Urbana. Obrotowym akcji przeciw Ładowi był Maciej Łętowski, który kilka lat później został redaktorem naczelnym tego wznowionego tygodnika, aż do jego likwidacji w 1995. Minęło 20 lat od tej hańby, ale dziś wołamy do Pana Boga o surową sprawiedliwość tak dla tamtych biskupów, jak i dzisiejszych zdrajców Zbawiciela.

Przykładem brutalności w walce o monopol władzy jest los M. Bartoszcze, który utopił się w tym samym czasie, kiedy nie-agent Jan Jozef Lipski dostał paszport na wyjazd do Londynu, celem przeprowadzenia tam operacji serca. Kiedy J .J. Lipski wyjechał do Londynu na leczenie, MSW przydzieliło jego żonie państwową pielęgniarkę, celem opieki nad nią przez okres całego pobytu Lipskiego poza Polską. Złośliwe źródła twierdzą, że w trakcie pobytu w Londynie Lipski przeszedł dalsze stopnie wtajemniczenia masońskiego, czemu niektórzy zaprzeczają.

Jest zaś faktem bezspornym, że zarówno prowadził on tam szerokie rozmowy polityczne, jak studiował założenia projektu The Tavistock Institute w sprawie Polski. Należy tu też przypomnieć bliskie związki Jana Józefa Lipskiego z późniejszym premierem i również masonem Janem Olszewskim (obecnie przydzielona sowita emerytura dla Olszewskiego a nawet i jego żony – Red. GW 2016).

Nieudaczny rząd Olszewskiego był protoplastą pierwszego rządu Kaczyńskiego, który „chciał, ale nie mógł”.

Okrągły stół był niczym innym, jak realizacją tez z The Tavistock Institute. Trudno jest powiedzieć, na ile również J. Kaczyński znał jego założenia. Związek Kaczyńskich z tym ośrodkiem musiał być jednak oczywisty. To tym bardziej w świetle przynależności Lecha Kaczyńskiego do tzw. Grupy Windsor. Jest to organizacja polityczno-towarzyska podległa anglosaskiej Heritage Foundation. Organizacja ta powstała w 1994 i egzystuje w krajach byłych satelitów ZSRR. Do polskiej wersji tej organizacji konserwatywno-prawicowej należy b. wiele osób z dzisiejszych elit obecnej władzy. Oprócz L. Kaczyńskiego jest tam Ujazdowski, Marek Jurek, a także chochoł wszechwolności Stanisław Michalkiewicz. Grupa Windsor w swych założeniach popiera gospodarkę wolnorynkową, polską przynależność do NATO, a i nie tylko.

Do NATO mają należeć inne kraje, jak np. Ukraina. Kontrolę Grupy W. wyraźnie było widać w bezkrytycznym zachowaniu Lecha Kaczyńskiego wobec Ukrainy. Kaczyński nie różnił się tu niczym od upodlonego w swym wasalstwie A. Kwaśniewskiego, a może był nawet w tym bardziej bezwstydny.

PRL był państwem o pewnym wymiarze legalności, współpraca z jego administracją była często koniecznością formalną, a także miała też i wymiar moralny. Ktoś, kto był polskim patriotą, patrząc z bólem na te zastępy “żydów I chamów” poniewierających państwem i narodem, siłą rzeczy szukał mniejszego zła, ale agenturalność była zawsze negatywnie oceniana przez całe społeczeństwo bez wyjątku. I takim byli i są postrzegani bracia Kaczyńscy.

 

Krzysztof Cierpisz
10.05.2009

 

Za: http://gazetawarszawska.com/pugnae/3867-jakim-agentem-byl-abp-s-wielgus-a-jakimi-i-czyimi-agentami-sa-kaczynscy / Patriotyczny Ruch Polityczny, 4 czerwiec 2017 r. (Wszystkie wytłuszczenia w tekście wg.PCO)

 

Na zdjęciu tytułowym: Prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką na Mszy św. ingresowej abp. Stanisława Wielgusa. Fot. Inter.  / wybor wg.pco

 

 

, 2017.06.04.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci