Zagrożenia duchowe. Od Jamblicha do Maitreji. (Część I.)


Magia, zabobon i przesąd

 

Termin okultyzm pochodzi z języka łacińskiego i znaczy tyle, co „skryty”, „tajemniczy”. Pod tym pojęciem rozumie się najczęściej wiedzę tajemną o zjawiskach nadprzyrodzonych i ukrytych w człowieku siłach ponadzmysłowych, które można wyzwolić przez spełnienie określonych rytuałów. Pod pojęciem okultyzmu kryją sie wszelkie formy odwoływania sie do tajemnych mocy poprzez: magię, wróżbiarstwo, czary, czarnoksięstwo, teozofię, astrologię, jasnowidztwo, wróżenie z dłoni (chiromancja), posługiwanie się medium (spirytualizm), wywoływanie zmarłych (nekromacja), satanizm, horoskopy.

Współcześnie architekci nowego porządku świata przyjęli i wdrożyli nauki starożytnych filozofów ze szkoły aleksandryjskiej z I. wieku po Chrystusie, którzy wykazali, że zabobon, magia i każdy przesąd, nie tylko znajdzie w państwie wygodne dla siebie miejsce, ale nawet usprawiedliwienie.

Wiara Polaków w przesądy. Foto: https://www.slideshare.net/

W całej historii, we wszystkich kulturach, ludzie zabezpieczali się przed złem i nie bacząc na logikę odprawiali rytuały, których celem było zyskanie przychylności losu. Nawet dziś, w tak wydawałoby się, racjonalnych czasach ludzie wciąż są przesądni. Według badaczy, 40 proc. mężczyzn i aż 60 proc. kobiet wierzy w rożnego rodzaju zabobony. Wystarczy spojrzeć, jak wielką popularnością cieszą się publikowane w czasopismach horoskopy. Utarło się też przekonanie, że czarny kot, przejście pod drabiną, liczba 13, czy dzień miesiąca 13 w piątek, przynoszą pecha. Skąd ten pechowy piątek 13 ? Prawdopodobnie stąd, że w piątek o świcie 13 września 1307 r. działając na podstawie rozkazów króla Filipa IV, strażnicy królewscy w całej Francji pojmali i uwięzili bez ostrzeżenia część członków zakonu Templariuszy, jakich zdołali dosięgnąć. Rzeczywiście, dla zakonu Templariuszy był to pechowy dzień. Dlatego dzień ten nazwano pechowy.

24 proc. Polaków wciąż uważa piątek trzynastego za pechowy? Foto: topmejt.co.uk

Wyznawcy okultyzmu zorganizowani są najczęściej w towarzystwach i sektach. Wielu okultystów skłania się ku satanizmowi i oddają cześć siłom diabelskim lub demonicznym, jak np. członkowie Kościoła Szatana, który został założony w USA przez Antona Szandora La Vey 30 kwietnia 1966 r. (Noc Walpurgi, która jest ważną datą w kalendarzu okultystycznym).

Pomimo, że praktyki okultystów są bardzo niebezpieczne, a sam okultyzm jest zbrodniczy, gdyż w swej doktrynie jest rasistowski, to czasopisma, książki, filmy traktujące o okultyzmie ukazują się z dużą częstotliwością. W internecie są również strony okultystyczne. W Polsce otworzono telewizyjne stacje ezoteryczne itv i Ezo TV horoskop, gdzie wróżki prowadzą czat na żywo, udzielają porady duchowe, wróżą z kart Tarota, układają horoskopy, tłumaczą sny. Wróżki występują również w TVN i TV Polsat. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna, ezoteryczny telebiznes zatrudnia kilkuset wróżbitów.

Polacy wydają majątek na usługi ezoteryczne. Rocznie – nawet 2 mld zł. Za jedną wizytę u wróżbity są w stanie zapłacić nawet kilkaset złotych – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”. W marcu 2013 r. Wiadomości podały, że w 2012 r. Polacy wydali na wróżby 2,5 mld zł.

Okultyzm dociera już nawet do dzieci. Książki „Harry Potter” autorstwa brytyjskiej pisarki Joanne Kathleen Rowling, które opisują przygody młodego czarodzieja w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart, wydawane są w milionowych nakładach. Obecnie nawet bajki dla dzieci są okultystyczne, a w niektórych promuje się okultystyczny symbol trupiej czaszki i piszczeli, jak na przykład w bajce Georgie Adamsa, „Trzy małe piratki”, wydanej przez AWM.

J. K. Rowling (2010). Foto: pl.wikipedia.org

Dyskoteki dla młodzieży odbywają się przy głośniej muzyce, piciu alkoholu, czy spożywania nawet narkotyków. Młodzieży narzuca się satanistyczną muzykę heavy metal. Amerykański profesor psychiatrii Paul King stwierdził, że 84 proc. jego pacjentów regularnie słucha muzyki heavy metal. Jego zdaniem „ta muzyka gloryfikuje przemoc i zło”. Młodzi ludzie pod jej wpływem dokonują aktów okrucieństwa i stają się wiernymi czcicielami Szatana. Okultyzm wchodzi do szkół. Jest promowany poprzez media i podręczniki do nauki, jak na przykład w podręcznikach do języka angielskiego, gdzie pod płaszczykiem nauki kultury krajów anglosaskich, przemycane są treści kulturowo obce chrześcijaństwu, jak Halloween. Obchodzone przez młodzież Andrzejki, i w związku z tym lanie wosku na wodę i wróżby, to też okultyzm. Okultyzm staje się sposobem życia, a nawet religią. Głównym celem promowania tych i innych praktyk okultystycznych jest, aby jak najwięcej młodych ludzi ogłupić i odciągnąć od Kościoła Katolickiego (Faktor X).

Okultystyczna tabliczka Ouija sprzedawana jest jako gra towarzyska. Pomimo nacisku grup chrześcijańskich w wielu państwach, wciąż można ja nabyć w sklepach z zabawkami. Dołączona instrukcja głosi, ze gra nadaje się już dla dzieci powyżej ósmego roku życia. Słowa odczytywane z tej tabliczki odnoszą się do krwi i śmierci. W USA w 1995 r. młody chłopak Michael Earrigde padł ofiara „rytualnego” mordu. Zabójca twierdził, że za pośrednictwem Ouija utrzymuje kontakty z diabłem. Tabliczka Ouija wielu młodych ludzi doprowadziła do samobójstwa lub do popełnienia zbrodni (Faktor X).

 

 

Rządy za pomocą zabobonu i przesądu

 

Współcześnie architekci nowego porządku świata dążą do tego, by rządy były sprawowane między innymi za pomocą przesądu i zabobonu. Tak było m. in. w cesarstwie chińskim i u Inków. Kult władzy cesarskiej w Chinach krzepł i umacniał się dzięki rozmaitym zabobonom, które przepełniały duszę każdego Chińczyka, poczynając od prostego człowieka, a na cesarzu kończąc. Chińczycy wierzyli w każdy przesąd i zabobon.

Inkowie, zdając sobie sprawę z tego, że samą przemocą fizyczną nie zmuszą ludzi do uległości, usiłowali zdobyć wpływ na ich umysły. W tym celu wykorzystali wspólny wszystkim podbitym plemionom przesąd, iż choroby są spowodowane przez demony, które wkradają się do organizmu ludzkiego. Demony te jednak nie działały z własnej woli, lecz były wysłańcami bogów, którzy w ten sposób karali ludzi za popełnione grzechy. Demony można było wypędzić tylko spowiedzią przed specjalnymi kapłanami, zwanymi „iczuri”. Inkowie uczynili z tych kapłanów powolne narzędzie swej polityki i za ich pośrednictwem wciągali w rejestr grzechów wszelkie przewinienia wobec państwa. Jeżeli więc chłop zachorował na jakieś owrzodzenie, kapłan przekonywał go, że został ukarany za to, iż niezbyt pilnie pracował na polu króla czy kapłana (Zenon Kosidowski, „Królestwo złotych łez”, Iskry, Warszawa 1979).

 

 

Wiara w przeznaczenie

 

W starożytnej Grecji szerzone przez filozofów przeznaczenie, które było i jest częścią reinkarnacji (wolność, los, przeznaczenie) kształtowało w ludziach postawy pesymistycznie. Mircea Eliade w książce „Historia wierzeń i idei religijnych pisze, że „rozpatrywana w perspektywie judeo-chrześcijańskiej religia grecka wydaje się kształtować pod znakiem pesymizmu: ludzkie istnienie jest „ex definitione” ulotne i pełne trosk. Homer porównuje los człowieka do losu „nietrwałych liści („Iliada” VI, 146 ns.). Porównanie to odnajdujemy u poety Mimnermosa z Kolofonu (VII w.), gdy wylicza on różne postaci zła: nędzę, żałobę, starość itd. „Nie ma człowieka, któremu Zeus nie zesłał tysiąca nieszczęść”. Współczesny mu Simonides opisuje ludzi jako „stworzenia jednego dnia” żyjące jak bydło „nie znające drogi, którą każdego powiedzie Bóg ku przeznaczeniu”. Teogonis, Sofokles, Pindar głoszą, że najlepsze dla człowieka byłoby się nie urodzić, a jeśli już to się zdarzyło, to umrzeć tak szybko, jak to możliwe. Ta pesymistyczna koncepcja narzuciła się nieuchronnie, gdy Grecy zdali sobie sprawę z nietrwałości ludzkiej kondycji. Grecy wierzyli, że o ich życiu zdecydowało już przeznaczenie”.

W starożytnym Rzymie wiarę w przeznaczenie szerzył Wergiliusz (Publius Vergilius Maro, żył w latach 70-19 przed Chrystusem), który był rzymskim poetą, autorem między innymi „Eneidy”. Widziano w nim mędrca, który poznał tajemnice boskie niedostępne zwykłym śmiertelnikom, uważano go za proroka zwiastującego tonące w mroku wieków dzieje ludzkości, a lud czcił go jako potężnego maga, czarodzieja i cudotwórcę, modląc się i jego grobu o wstawiennictwo i opiekę. Jego imię pochodziło od wyrazu virga, co oznaczać miało różdżkę czarodziejską (Wanda Markowska, „Eneida”, Przedmowa, I. W. Nasza Księgarnia, Warszawa 1970.

Wergiliusz był zwolennikiem filozofii Platona i jego państwa idei. W dziełach swych zapowiadał powrót złotego wieku. Wizję państwa doskonałego oparł na roju pszczół. Bowiem w jego ujęciu wzorem takiego państwa i społeczeństwa jest życie pszczół. Wspólnota pszczół, nad którą panuje Jowisz jest idealnym wzorem życia społeczno-politycznego. Jowisz był bogiem potężnym i podlegała mu cała przyroda, świat i ludzie, a jego wola była równoznaczna z przeznaczeniem.

Wergiliusz wierzył w przeznaczenie i w „Eneidzie” stanowi ono podstawę wszelkich faktów, ocen, wzorów i norm ludzkiego działania.

Wiara w przeznaczenie czyniła człowieka biernym, posłusznym, uległym, nakazywała stosować się do czyjejś woli, dawać się wodzić za nas, podporządkowywać się, i oto chodziło w tamtych czasach, bowiem tworzyło się imperium rzymskie, którego założeniem było, by ujarzmić ludzi. Głoszono też, że należy żyć korzystając ze wszystkiego, co może dać teraźniejszość. Człowiek grzesząc nie ma wyrzutów sumienia i nie odczuwa najmniejszej skruchy, gdyż usprawiedliwia się tym, że spełnia tylko wyroki losu i jest biernym narzędziem przeznaczenia. Nie jest on sprawcą, nie jego wina i zasługa, przeznaczenia swego nikt nie zdoła zmienić. Odkryta przez Greków „radość życia” sprowadzała się głównie do przeżyć erotycznych, uwielbienia ciała oraz do wszelkich zbiorowych rozrywek: gier, tańców, śpiewów, uczt i zawodów sportowych.

Wergiliusz był popularyzatorem idei orfickich, stoickich i pitagorejsko-platońskich. Zgodnie z doktryną orfizmu, która zawarta była w nauce Pitagorasa, wierzył w cykliczne odnawianie się świata. Z filozofii pitagorejskiej i platońskiej przyjął teorię reinkarnacji. Poeta znajdował się pod dużym wpływem pitagorejczyków.

Wergiliusz był neopitagorejczykiem, i był głównie zainteresowany w liczbowej symetrii i liczbowym symbolizmie. Badana przez pitagorejczyków symetria liczb znalazła odbicie w „Eneidzie”. Potwierdził to ostatecznie w 1962 r. Duckworth. Wykazał on, że Wergiliusz zbudował „Eneidę” na fundamencie matematycznej proporcji. Każda jej księga w szczegółowych i w zasadniczych podziałach, zachowuje liczbową symetrię, która znana jest jako zasada „złotego cięcia” lub „złotego podziału”. Liczbowa symetria jest wyrażona liczbą stałą 1,618 (Józef Sieroń, „Poglądy filozoficzne Wergiliusza”, Meander, PWN 1986).

 

 

Sprowadzenie deszczu

 

Pitagoras (582-492 przed Chrystusem), grecki filozof, był mistrzem pierwszego króla Rzymu, Numy. Jak można wnosić z zachowania króla, to pitagorejczycy do orfizmu wprowadzili magię i szarlatanizm. Numa posiadał moc czarodziejską. Był bezwzględnie posłuszny wskazaniom mistrza, który kierował jego polityką i sprawami religijnymi. Król wprowadził wielką liczbę bóstw. Rozpoczął od oddawania czci boskiej Romulusowi pod imieniem Kwirnusa. Zapoczątkował kult Jowisza z przydomkiem Elicius i Terminus, bogini Fidea, bóstwa Dius Fidius i kult bogów sabińskich. Dał Rzymianom święte tarcze i Palladium, mistyczne oznaki panowania oraz wprowadził Janusa o dwóch obliczach, symbol pokoju i wojny (Michael Grant, „Mity rzymskie”, PIW, Warszawa 1978).

Pitagoras (ok. 572 p.n.e. na Samos – ok. 497 p.n.e. w Metaponcie). Foto: sofijon.pl

W starożytnej Grecji i Rzymie sprowadzano deszcz za pomocą czarów. Uczeń Pitagorasa, pierwszy król Rzymu, Numa, zapoczątkował kult Jowisza (gr. Zeus) z przydomkiem Elicius. Przydomek ten oznaczał, że przypisywano Jowiszowi moc sprowadzania deszczu. Czary dokonywano za pomocą cebuli, włosów i ryb sardeli, które były namiastkami ofiary ludzkiej. Kult ten znany był Owidiuszowi, ale nie wyjaśnia on, dlaczego wybrano właśnie takie składniki. Natomiast sam kult przedstawia w następujący sposób:

„Jowisz rzekł: „Zetnij głowę”. – Tak – król rzecze

– Zerwę cebulę z mojego ogrodu”.

„Nie, ludzką głowę”. – „Więc przyniosę włosy”.

Lecz Jowisz mówi, że tu trzeba życia.

Rzekł Numa: „Życia ryby”. Śmiał się Jowisz

I: – „Strzeż się mych gromów, człowiecze.

Słowo za słowem kłócisz się z bogami” (Michael Grant, „Mity rzymskie”, PIW, Warszawa 1978.

 

W starożytnym Rzymie Etruskowie ustanowili kolegium kapłanów Marsa, którzy podczas dorocznego święta tego bóstwa skakali dokoła miasta w magicznym tańcu mającym odwrócić zły los. Saliowie, gdyż tak nazywała się ta rada kapłanów, dokonywali magiczne czyny. Obrzędy te przejęli Rzymianie. Bractwo Tycjów, założone przez króla Tytusa Tacjusza, przetrwało do późnego cesarstwa. Współcześnie lamowie w Tybecie ćwiczą się w tajemnych rytuałach, które umożliwiają im dokonywać zdumiewających czynów, jak między innymi sprowadzanie deszczu.

 

 

Jamblich

 

U schyłku Cesarstwa Rzymskiego, a więc i pogaństwa bujnie kwitła i rozwijała się wszelkiego rodzaju magia. Filozofowie zapowiadali, że odkryją absolut i w ten sposób zadowolą wyznawców wszystkich religii.

Już w I w. po Chrystusie pojawiły się dążenia do scalenia różnych szkół filozoficznych, do których zaliczyć należy: epikurejską, stoicką, pitagorejską, platońską i arystotelesowską, które polemizując z sobą zarazem się zwalczały. Jednakże od I w. po ur. Chrystusa w szkołach tych zaczęły pojawiać się dążenia do scalenia filozofii greckiej w jeden system filozoficzny. Przyczyniła się do tego atmosfera Aleksandrii. Współistnienie bowiem na jej terenie zarówno wielu zwalczających się szkół filozoficznych, jak i wyznawców religii żydowskiej, chrześcijańskiej, egipskiej, perskiego mazdaizmu, hinduskiego dżinizmu i buddyzmu sprzyjało rozciągnięciu zakresu poszukiwań scaleniowych na elementy kultury bliskowschodniej i dalekowschodniej (Jerzy Rejmer, „Aleksandria czasów Orygenesa”, Meander, PWN, Warszawa 1986).

Z połączenia filozofii pitagorejczyków z interpretacją platońskiego państwa „doskonałego” na kanwie religii perskich magów rozwinął się neopitagoreizm.

Zmieszawszy idee platońskie z elementami religii wschodnich, dążyli wykazać, że zabobon, magia i każdy przesąd, nie tylko znajdzie w nim wygodne dla siebie miejsce, ale nawet usprawiedliwienie.

Wyimaginowana debata pomiędzy Porfiriuszem a Awerroesem. Obraz Monfredo de Monte Imperiali, XIV wiek. Foto: pl.wikipedia.org

Piatagorejczycy (orficy) posiadali wiedzę tajemną. Do tej wiedzy zaliczyć należy nauki o reinkarnacji, sposób dochodzenia do poznania praw, które rządzą światem i ludźmi, zajmowanie się niewidocznymi siłami oraz okultyzmem, praktykowali magię. W jej zakres wchodziło panowanie nad zjawiskami przyrody, wywoływanie nadzwyczajnych wrażeń i skutków przy pomocy sił tajemnych, rzucanie i odczynianie uroków, ale przede wszystkim ujarzmianie woli osób drugich.

Kolebką neoplatonizmu była Aleksandria, gdzie w tym duchu prowadził wykłady Ammonios Sakkas (175–242r. po Chr.). Jego uczniem był Plotyn (203-269 r.), który w swoich fantastycznych rojeniach dopuszczał nie tylko możliwość, lecz i rzeczywistość magii, a medycynę próbował przeciągnąć w sferę teozofii. Plotyn był odnowicielem filozofii Platona. Cechą charakterystyczną neoplatonizmu jest połączenie idei platońskich ze stoicyzmem, orfizmem oraz z pewnymi ideami religijno-mistycznymi. Filozofia neoplatońska traktuje ten świat jako odbity, więc narzuca konieczność stosowania symboli, jako jedynego języka przekazu.

Porfiriusz (233-304), grecki filozof, uczeń Plotyna, rozwinął jego nauki. Był zaciekłym przeciwnikiem chrześcijaństwa i obrońcą religii pogańskich. Z 15 ksiąg jego dzieła „Adversus Christianos” (Przeciw chrześcijanom)) zachowały się jedynie fragmenty. Natomiast Jamblich, zm. ok. 330 r. po Chrystusie, uczeń Porfiriusza, filozof neoplatoński, nad świątynią neoplatonizmu osadził sklepienie, na którym dumnie zasiadłszy, ogłosił się kapłanem i obiecywał światu rozwiązać najgłębsze tajemnice.

On to najskrupulatniej klasyfikuje wszystkie demony i dzieli je według ich odrębnych cech. Okultyzm, jako naukę o zjawiskach nadnaturalnych, stawia ponad samą filozofią na szczycie wszechwiedzy ludzkiej. Według niego jest to wiedza tajemnych słów potęgi, zaklęć, za pomocą których demony i bogowie mogą być zniewolonymi, oraz, że się muszą objawić wzywającemu i zrobić wszystko, czego od nich zażąda.

Z nauką Jamblicha zapoznał się cesarz Julian Apostata, który w walce z chrześcijaństwem usiłował wykorzystać najatrakcyjniejsze elementy kultów pogańskich. Wiedział cesarz, że wiara w magię i czary jest to popęd człowiekowi wrodzony. Jest to również ludzka ciekawość i skłonność do badania i robienia rzeczy nadzwyczajnych i niepojętych. Magia miała odciągnąć ludzi od chrześcijaństwa. Cesarz został wtajemniczony w świątyni Mitry (wschodni bożek słońca). Koncepcja ratowania upadającego pogaństwa wyrosła u Juliana bezpośrednio z filozofii neoplatońskiej. Julian wysoko cenił filozofię Platona, ale również Pitagorasa i Jamblicha. Z jego nauką zapoznał się cesarz podczas pobytu w Pergamonie, gdzie istniała szkoła neoplatońska, którą kierował uczeń Jamblicha, Aidesios. Szkoła ta głosiła, że odkryje absolut, w którym każdy znajdzie swoje miejsce. Jamblich rozwinął filozofię Plotyna i dodał do niej bogów greckich i wschodnich oraz demonów.

Neopitagerejczycy penetrowali w II w. kulturę duchową chrześcijan. Ich dziełem jest „Ewangelia Prawdy”, „Apokryficzne list Jakuba”, Ewangelia Tomasza”, „Ewangelia Judasza” oraz 48 innych gnostycznych ksiąg.

 

 

Czciciele szatana

 

W III w. pojawiła się już sekta Massalianów, czyli Euchetów. Wierzyli i nauczali oni, że Bóg ojciec miał dwóch synów. Wszyscy trzej: ojciec z synami są pryncipi. Bóg ojciec władał tym, co jest ponad światem, młodszy syn tym, co jest w niebie, a starszy syn, tym, co jest na ziemi. Zgodnie z tym, jedni Massalianie oddawali cześć dwu synom naraz, jako braciom rodzonym , którzy chociaż poróżnili się , znowu kiedyś się pogodzą . Z kolei drudzy czcili tylko młodszego, nie wyrzekając się jednak starszego. Natomiast inni przyznając starszemu pierworództwo, jego tylko uznają i jemu oddają cześć.

Wyznawcy tej sekty nie posiadali żadnej własności, a pracę uważali za niepotrzebną. Był to najgłówniejszy warunek uzyskiwania doskonałości. Jedynym ich dachem było otwarte sklepienie niebios. Dzień i noc żyli swobodnie pod nim, mężczyźni, kobiety i dzieci razem. Byli to ponoć potomkowie starszej sekty, pochodzącej z czasów pogańskich tzw. Kainowie.

Massalianie czcili szatana, o którym mówili: Szatan jest potężny i mocny, może na ludzi wiele nasyłać złego, dlaczego nie mielibyśmy czci mu oddawać i chwały, i prosić go , żeby tą czcią pochlebiony, przestał nas prześladować ale i owszem ochraniał nas od złego, jako wierne sługi swoje. Dlatego nazywali się oni również Satańczykami. Właśnie ten najstarszy syn był przez nich nazywany Satanaela, który uchodził za stwórcę wszechrzeczy na ziemi: zwierząt i roślin. Niebieskiemu, czyli młodszemu , złorzeczyli i mówili, że on przez zazdrość, chcąc się starszemu sprzeciwić, sprawia częste trzęsienia ziemi, burze, nawałnice i spuszcza mory, pochodzące z powietrza, którym włada.

Wyznawcy Satanaela odprawiali bezwstydne orgie, które zwali boskimi objawieniami. Brały w nich udział demony (chyba kapłani poubierani w skóry różnych zwierząt), które przewodziły tym orgiom. Wyznawcy kalali się wszelką nieczystością. Spożywali m.in. świeże i zasuszone odchody ludzkie i zwierzęce, aby się tym sposobem przypodobać demonom, które się z tego cieszą, gdy człowiek na podobieństwo i obraz Boga stworzony, poniża się i podli, gorzej od zwierzęcia. Po uczcie gasili pochodnie i popełniali z kobietami grzech nieczystości, według ślepego trafu, nie wykluczając przy tym swoich sióstr i córek. Spłodzone w takim spółkowaniu dzieci mordowali trzeciego dnia po urodzeniu. Krew z nich wypuszczoną ugniatali z popiołem spalonych ciałek tych dzieci. Następnie spożywali takie wygniotki, aby przez to wygnać z siebie wszystko, co było w duszy boskiego, i tym wolniejszy dać przystęp szatanowi. Taka to operacja nadawała im ponoć moc robienia czarów. Sekta ta istniała jeszcze w XII wieku (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

Przeciwko sektom oraz praktykowanej przez nich magii powstawały uchwały różnych konsyliów, synodów i soborów: w Adge w 506r., w Arles w 314r., w Orleanie w 511r., w Braga w 572r., w Norbonie w 589r., w Reims w 630r.

Bardzo wcześnie pojawiła się również we wschodnim Kościele sekta Ofitów, którą charakteryzował jakiś szczególny wstręt do wszystkiego, co tylko pochodziło od Żydów, lub Żydów przypominać mogło. Z tej też to podobno przyczyny, na przekór Staremu Testamentowi, sekta ta czciła węża. Według wierzeń ofitów, żydowski Bóg Joldabaoth, nie był Bogiem doskonałym, i żeby więc zapewnić sobie panowanie na ziemi, zabronił ludziom spożywać owocu z drzewa wiedzy, gdyż po spożyciu tego owocu, mogliby poznać się na jego niedoskonałości. Jednak duch jemu nieprzyjazny i przeciwny, przywiódł ludzi, przybrawszy postać węża, do przekroczenia tego zakaz i nakłonił ich do spożycia owocu z tego drzewa. Stał się on tym sposobem przyczyną, że ludzie poznali wiedzę o prawdziwym Bogu.

Tak więc, co księgi Mojżesza grzechem pierworodnym nazywają, było według nauki tej sekty, wielkim szczęściem dla rodzaju ludzkiego i wielkim ku prawdzie postępem. Stąd ich cześć dla węża, jako pierwszej postępu przyczyny. Orygenes uważał, że ofici czcili szatana w postaci węża.

Odnogą lub dalszym ciągiem sekty Massalianów byli Bogumiłowie, którzy sami nazywali siebie magami i czarnoksiężnikami. Bogumiłowie zgadzali się z Massalinami w nauce o trzech pryncipiach, o stworzeniu świata i nauczali, że tylko w bezżeństwie można dostąpić świętości. Pogardzali Kościołem, krytykowali sakrament chrztu i komunii, szczególnie zaś mieli w nienawiści obrazy świętych i krzyż. W ich mniemaniu, skoro krzyż był narzędziem śmierci Chrystusa, więc powinien być raczej w pogardzie, gdyż nikt mówili, nie będzie czcił i całował szubienicy, na której syn jego skonał.

Na sektę Bogumiłów składali się po największej części Bułgarowie, a więc ludzie z pochodzenia Azjaci, którzy przyjęli język słowiański. Część Bogumiłów na wskutek prześladowań przeniosła się na Zachód, gdzie połączyli się z Waldensami i Albingesami, i występowali pod wspólną nazwą jako katarzy. Sekta ta szybko rozszerzyła się na terytorium Bułgarii i Bośni i stopniowo przenikała do ludnych okręgów zachodniej i północnej Europy.

O Bułgarach w roku 986 roku Nestor pisał, że gdy do Włodzimierza przychodzili z różnych stron mędrcy, a każdy z nich zachwalał mu swoją religię i przyjąć doradzał; przysłali też i Grecy dla niego pewnego filozofa, który mu rzekł: „Słyszeliśmy, że byli u ciebie Bułgarowie i „namawiali” cię do przyjęcia ich wiary: ale wiara ta jest wobec nieba i ziemi bezecna; przeklęci oni są więcej od innych ludzi, gdyż naśladują owych z Sodomy Gomory, na których ogniste kamienie z nieba padały i pogrzebały ich w ziemi. Tak samo czeka i tych sąd straszliwy, skoro Pan Bóg przyjdzie z nieba na ziemię, ażeby wytępić wszystkich, którzy tak są bezecni i szkaradni. Ci bowiem robią, co jest najszkaradniejsze!” (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

W Niemczech w XIII w. pojawiła się sekta Stedingów. Biskup bremeński, Gerhard II, oskarżył tę sektę, jako kacerzy i odszczepieńców przed papieżem Grzegorzem IX, który wydał dwie bulle przeciwko Stedingom. Na temat sekty bulla pisze: „Niegodziwcy Ci miotają najszkaradniejsze obelgi przeciw panu nieba i ziemi twierdząc bluźnierczo, że to jest tyran okrutny i niesprawiedliwy, co zdradą i podstępem strącił Lucyfera do piekieł. Wierzą też w tego ostatniego i mówią, że on właściwie jest stwórcą nieba, i że w swoim czasie, kiedy wróg upadnie, powróci do swojej chwały i będzie znowu na niebie królował. Od niego też i przez niego, a nie przez kogo innego, spodziewają się wiecznego swego zbawienia i dlatego nie chcą nic robić, co by się Bogu podobało” (R.W. Berwiński, „Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych”, Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha, Poznań 1862).

Więc kult diabelski Stedingów był taki sam jak wcześniej u Massalinów, Ofitów i Bogumiłów. Od upadku pogaństwa wtajemniczenia i kult szatana przetrwał w sektach średniowiecznych oraz w zakonach rycerskich.

 

 

Manicheizm

 

Manes (Mani). Foto: pl.wikipedia.org

W III w. na Bliskim Wschodzie pojawiła się religia, która odegrała znaczną rolę w historii bliskowschodnich wierzeń ale również w Europie. Założyciel tej religii Manes (Mani) urodził się w 216 r. po ur. Chrystusa w bogatej rodzinie w Babilonie, gdzie był wychowywany na wierzeniach mandejczyków. Była to sekta gnostyczna, która wobec chrześcijaństwa zajmowała wrogie stanowisko. Abrahama, Mojżesza i Chrystusa uważali za fałszywych proroków. Manes został jako niewolnik kupiony w Egipcie przez wdowę. Był kształcony u magów. Pers Manes ogłosił się prawdziwym prorokiem, przyjmował dualizm i trudnił się magią, gdyż był wychowany pomiędzy perskimi magami. Manes napisał dzieło o astrologii. Odrzucał on zupełnie Pismo Św. Starego Testamentu a do Nowego napisał własny komentarz. Na manicheizm złożyły się pierwiastki babilońskiego gnostycyzmu, mazdaizmu i buddyzmu, w połączeniu z pojęciami żydowskimi i chrześcijańskimi. Według doktryny manichejskiej na początku, gdy nie było jeszcze Ziemi i Nieba, istniały dwa pierwiastki: światło (dobro) i ciemność (zło). Ze zmieszania światła i ciemności powstał obecny świat. Powrót dusz do raju światła możliwy jest tylko po przyjęciu orędzia zbawienia, które przyniósł Manes, a owo zbawienie polegać ma na osiągnięciu świadomości samego siebie. Wszyscy, którzy przyjmują nauki Manesa, tworzą „świątynię rozumu”. Manicheizm w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które uczy, by zło dobrem zwyciężać, opiera się na walce dobra ze złem. Manicheizm jest całkowicie przeciwny nauce Chrystusa. Wyznawców manicheizmu uważano za czcicieli szatana i przypisywano im różne praktyki magiczne. Zostali oni uznani za wrogów rodzaju ludzkiego i zostali skazani kodeksem cesarzy rzymskich na wytępienie. Mimo prześladowań ze strony cesarza rzymskiego Dioklecjana (230-313) manicheizm rozszerzył się w Persji, Syrii, Palestynie, Hiszpanii, Włoszech i Afryce północnej. Od początku V w. zaczął stopniowo zanikać, by w XI w. pojawić się w Orleanie i w następnych wiekach w sektach neomanichejskich takich jak: patareni, massalinowie, katarzy, bogumiłowie, albigenesi, waldensi.

Sekta pojawiła się w Orleanie za panowania króla Roberta (987-1031). Wyznawców tej sekty miano za czcicieli diabła i przypisywano im różne praktyki magiczne. W 1140 r. liczba zwolenników manicheizmu uległa wszędzie zwielokrotnieniu: w Nadrenii, gdzie herezja ta miała swoje centrum w Kolonii, w Perigord, w Reims, w Lombardii i środkowej Italii. Pod koniec XII w. pojawili się w południowej Francji w prowincji Albigois, a miasto Albi stało się ich główną siedzibą oraz w Carcassonne w Langwedocji. Stąd nazwano ich powszechnie albigensami. W Italii członkowie tej sekty byli głównie kupcami i rzemieślnikami, natomiast w Langwedocji wielu zwolenników pochodziło z czołowych rodów feudalnych, jak na przykład Rajmund VI, książę Tuluzy.

Wyznawcy gromadzili się w porze nocnej w ukrytym miejscu, gdzie mieli wywoływać demony pewnymi zaklęciami. Zgromadzonym ukazywały się duchy w postaci jaśniejących aniołów, to czarnych murzynów i w kształcie różnych zwierząt. Prawdopodobnie charakter tego zgromadzenia był inicjacyjny, gdyż nawiązywał bezpośrednio do wtajemniczeń eleuzyńskich. Pod koniec XII w.

 

 

Ruch katarów

 

W Europie ruch katarów pojawił się w XII w. Nazwą tą określono wszystkie powyżej wymienione sekty. Odrzucali oni św. sakramenty, zmartwychwstanie ciał, świętych, małżeństwo oraz organizację państwową i kościelną. Krzyż w ich mniemaniu, skoro był narzędziem śmierci Chrystusa, powinien być pogardzony, bo nikt nie będzie czcił i całował szubienicy.

Papież Innocenty III ogłasza krucjatę przeciw katarom (XIV w., domena publiczna). Foto: histmag.org

Dzielili się na „wiernych”, którzy prowadzili życie rozpasane i „doskonałych”, którzy przez „pocieszenie”, rodzaj chrztu duchowego, mieli zapewnić sobie szczęście. Żeby je osiągnąć, wielu z nich obierało śmierć głodową. Wierzyli w reinkarnację. W posiadaniu katarów miał się znajdować tajemniczy „kielich bogactwa”. Używali oni Graala w mistycznych obrzędach, zwanych manisola. Katarowie zostali potępieni przez Sobór Laterański w 1179 r. Walczył z nimi dość skutecznie na argumenty św. Dominik, ale z uwagi, że katarowie stanowili istotne zagrożenie dla porządku społecznego Europy, papież Innocenty III ogłosił przeciwko nim wyprawę krzyżową.

Wspomniany wyżej Rajmund IV, książę Tuluzy, został ekskomunikowany jako zwolennik herezji i katarów. Jeden z jego oficerów w styczniu 1208 r. zamordował legata papieskiego Pierre de Castelnaua. Papież Innocenty III był wstrząśnięty tym wydarzeniem, i obwiniał Rajmunda IV o współudział w morderstwie. Papież apelował do króla Francji, Filipa II Augusta (1165-1223), o zorganizowanie krucjaty. Król się ociągał, ale wielu baronów podjęło się tego zadania, i 21 lipca 1209 r. trzydziestotysięczna armia krzyżowców najechała południową Francję. Straszliwie zmasakrowano ludność Beziers. Było to 22 lipca, w święto Marii Magdaleny. Wymordowano około 15 tys. mieszkańców, a miasto zostało spalone. W Beziers związki między kultem Marii Magdaleny i katarami nie były bynajmniej przypadkowe. O zdobyciu Beziers napisał Pierre des Vaux-deCernat następująco: „Beziers zdobyto w święto Marii Magdaleny. O, sprawiedliwa Opatrzności! (…) Heretycy uważali Marię Magdalenę za Konkubinę Chrystusa (…) i dlatego dobrze się stało, że te parszywe psy wytępiono w dniu znieważanej przez nich świętej” (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2005, z angielskiego przełożył Jerzy Żebrowski).

Katarzy wydaleni z Carcassonne w 1209 r. Foto: Wikipedia.org

Później papież udzielił formalnej zgody na objęcie władzy w hrabstwie Tuluzy przez Szymona de Montfort. Na Soborze Laterańskim sprawę albigenesów załatwiono kompromisowo, a mianowicie Szymon de Montfort mógł zatrzymać Tuluzę i Montauban, a Prowansja miała przypaść Rajmudowi IV.

Za pontyfikatu Honoriusza III jednak wybuchła wojna między stronnikami rodzimej dynastii z Tuluzy a Szymonem de Montfort, i w 1221 r. zorganizowano drugą krucjatę, do której po długim ociąganiu, dołączył się w 1226 r. osobiście król Ludwik VIII. Atakowano kolejno: Perpignam, Narbonne, Carassonne i Tuluzę. W 1244 r. krzyżowcy oblegali przez dziesięć miesięcy twierdzę Montsegur, która była położona na szczycie wapiennej góry. Broniło jej 400 katarów, którym pomagali templariusze, a sympatycy katarów z okolicznych miast i wsi, narażając się krzyżowcom, dostarczali żywność i wodę. W końcu twierdza upadła. Ostatecznie ruch ten o nastawieniu antychrześcijańskim wygasł w XIII w. Templariusze byli bardziej lojalni wobec sprawy katarskiej niż wobec Kościoła rzymskiego. Udzielali katarom pomocy. W Langwedocji było największe w Europie skupisko templariuszy.

Niedługo przed tym, jak w 1244 r. katarowie skapitulowali przed krzyżowcami, wśród skarbów przechowywanych w twierdzy Montsegur miał się znajdować Graal. Tuż przed odcięciem Montsegur od reszty świata przez krzyżowców czterech katarów, nie bacząc na niebezpieczeństwo, zeszło pod osłoną nocy z najbardziej stromego zbocza góry. Zabrali ze sobą skarby, również i kielich, które ukryli w niedostępnym miejscu. Ponoć ich zadaniem było ukrycie skarbu w grotach Sabarthes, ale go tam nie odnaleziono. Ostatecznie ruch ten o nastawieniu antychrześcijańskim wygasł w XIII wieku, jednak idee przetrwały do dnia dzisiejszego. Prześladowani w jednym miejscu pojawiali się w innym.

Ruiny twierdzy Montsegur. Foto: graal.boo.pl

W Tuluzie i Carcassonne odbyły się w latach trzydziestych i czterdziestych XIV wieku procesy osób podejrzanych o udział w tzw. sabatach czarownic. W 1335 roku sześćdziesięciu trzem mieszkańcom Tuluzy zarzucono uprawianie czarów. Przywódczynią grupy była młoda kobieta, Anne-Marie de Georgel, która zeznała, że świat jest dla nich polem bitwy, na którym walczą dwaj bogowie, Władca Nieba i Władca Ziemi. Inna kobieta zeznała, że uczestniczyła w sabacie, aby „usługiwać katarom podczas wieczerzy” (Lynn Picknett i Clive Prince „Templariusze, tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa”).

 

Przejdź do Częśći II.

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.06.23.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza