Jak ci spod Rokitny sprzed lat…


Prawie każdy Polak wie, co to była szarża pod Somosierrą. Najwyżej przekręci (co bardzo powszechne) Somosierrę na „Samosierrę”. W czasach komunistycznych podręczniki nie omijały tego wydarzenia. Było ideologicznie „neutralne”, nie dawało okazji do antyrosyjskich reminiscencji, więc można było o nim pisać.

Gdyby jednak zapytać przechodnia na ulicy o szarżę pod Rokitną, to możemy nie otrzymać żadnej odpowiedzi. W okresie komunistycznym Rokitna zniknęła bowiem z podręczników, choć przecież nie dotyczyła wojny z bolszewikami, tylko roku 1915.

Polscy ułani 2 Brygady Legionów Polskich, szarżujący w południe 13 czerwca 1915 r. na rosyjskie pozycje pod wsią Rokitna, na granicy Austro-Węgier i Rosji, nie wiedzieli, że w ciągu trzech minut od rozpoczęcia brawurowego ataku przejdą do legendy – tak samo jak ci spod Somosierry. Co więcej, dowodził nimi w tej szarży potomek szwoleżera spod Somosierry, rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz!

Puerto de Somosierra – przełęcz w Górach Kastylijskich, na północ od Madrytu, była podczas ofensywy Napoleona na Madryt skutecznie broniona przez trzy tysiące Hiszpanów, uzbrojonych w armaty. Po nieskutecznych atakach francuskich, o zdobyciu tej „bramy” 30 listopada 1808 przesądziła szarża 3 szwadronu polskich szwoleżerów gwardii Napoleona, podkomendnych płk. Jana Leona Kozietulskiego. Dwustu polskich szwoleżerów otworzyło Napoleonowi drogę do Madrytu. W czasie szarży osiemnastu z nich poległo lub zmarło z ran. W potocznym mniemaniu zginęli prawie wszyscy, w rzeczywistości atak był nie tylko brawurowy, lecz także zgodny z zasadami sztuki wojennej. Szaleńcy z Somosierry, jak napisał o nich Feliks Konarski w Czerwonych makach na Monte Cassino, byli nie tyle szaleńcami, co raczej doskonałymi kawalerzystami.

Nazwa-symbol Somosierra jest Polakom dobrze znana. Rokitna tylko nielicznym, choć o tej szarży Konarski też pisał. Ale w ocenzurowanych w PRL Czerwonych makach zastępowano ją Racławicami albo w ogóle usuwano zwrotkę, w której się pojawia.

Żalił się Feliks Konarski: Z kraju dotarły do mnie dwa wydania nutowe <Czerwonych maków> […]. Owszem, ładna nawet [okładka]. Bo i maki są, i zasieki, i atakujący żołnierze. Tylko że umundurowanie dziwne i hełmy u tych żołnierzy zgoła niepodobne do tych, jakie były używane w kampanii włoskiej – formą przypominające raczej hełmy inne, których nie widziano na froncie zachodnim. Niby hełmy na okładce nie są znowu takie ważne – ale może zmieniono je na wszelki wypadek? […]. W obu wydaniach zmieniono tekst. Zdawałoby się drobiazg. Jedno słowo. W oryginale było: <jak ci spod ROKITNY sprzed lat> – w wydaniach krajowych jest: <jak ci spod RACŁAWIC sprzed lat>. Niby na oko nie ma wielkiej różnicy I to na <R> – i tamto na <R>. I to była szarża – i tamto. I tu biło się <rusków> i tam się <rusków> biło. Tylko że pod Racławicami bili kosynierzy – a pod Rokitną legioniści. O właśnie. Legioniści. Lepiej zmienić. Na wszelki wypadek…

Legioniści kojarzyli się sowieckim komunistom i ich pomocnikom z naczelnikiem niepodległego państwa polskiego i pogromcą bolszewików, marszałkiem Józefem Piłsudskim. Więc skazali Rokitnę na zapomnienie, tak zresztą jak i piosenkę o czerwonych makach – w pierwszym dziesiecioleciu po wojnie. W końcu piosenka się obroniła się, Rokitna nie.

Od początku I wojny światowej działały po stronie Niemiec i Austro-Węgier Legiony Polskie. Józef Piłsudski uważał, że największym wrogiem polskiej niepodległości jest Rosja i należy, przez wojenną współpracę z państwami centralnymi, osłabić ją, a jednocześnie, gdy sytuacja polityczna pozwoli – zerwać zależność od tych państw i ogłosić niepodległość Polski. Podobnie uważała Komisja Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, która 28 lipca 1914 witała rozpoczynającą się wojnę światową odezwą do Polaków: Musimy stworzyć jeden polski obóz, musimy przede wszystkim postawą naszą, zwartością i siłą nakazać milczenie tym, których słowa i czyny bezpośrednio lub pośrednio sprzyjają Rosji. Od konfederacji barskiej po dzień dzisiejszy <partie rosyjskie> były naszym nieszczęściem, sprawczyniami niepowodzeń naszych ruchów wyzwoleńczych, przyczyną dzisiejszego naszego położenia i rozbicia. Dziś <partii rosyjskiej> w Polsce być nie powinno. Gdy wojna wybuchnie, Polacy muszą iść przeciw Rosji.

Tak się stało. Kiedy jednak w roku 1917 zrewoltowana i zanarchizowana Rosja przestała być dla nas groźna, Józef Piłsudski i jego legioniści odmówili przysięgi na wierność Niemiec i Austro-Węgier. Wiedzieli, że wolność jest już za progiem.

Wcześniej jednak trzeba było bić się z Rosją u boku Austro-Węgier. Już w sierpniu 1914 powstały Legiony Polskie. Komendantem I Brygady, utworzonej w grudniu 1914, był sam komendant Piłsudski. Była to strzelecka gromada, wywodząca się z galicyjskich organizacji niepodległościowych, zapatrzona w komendanta i ufająca mu bezgranicznie – na tyle, by rzucić swój życia los na stos.

Kawaleria! Od początku marzyło się Komendantowi odtworzenie polskiej kawalerii i nawiązanie do pięknych tradycji z przeszłości. Realizację tych planów przyspieszył śmiały rajd z Krakowa do zaboru rosyjskiego niewielkiego, zaledwie siedmioosobowego zwiadu konnego pod dowództwem por. Władysława Beliny-Prażmowskiego, komendanta krakowskiego „Strzelca”. Byli to, poza dowódcą, Ludwik Kmiecic-Skrzyński, Zygmunt Bończa-Karwacki, Janusz Głuchowski, Antoni Z. Jabłoński, Stefan Hanka-Kulesza i Stanisław Grzmot-Skotnicki. Ten ostatni dosłuży się w wolnej Polsce stopnia generała. Będzie dowodził brygadami kawalerii. Umrze we wrześniu 1939, na skutek ran odniesionych w bitwie nad Bzurą.

Udany wypad na teren kontrolowany przez wojsko rosyjskie wzbudził szalony entuzjazm polskich ochotników, a patrol Beliny stał się symbolem odradzającej się polskiej kawalerii.

Tydzień po tym wydarzeniu wyznaczono por. Zbigniewa Dunin-Wąsowicza na dowódcę organizującego się szwadronu ułanów. Chętnych było tak wielu, że powstają trzy szwadrony: 1 szwadron por. Beliny-Prażmowskiego organizuje się w Krakowie z członków „Strzelca”, 3 szwadron por. Juliusza Klasterskiego znajduje bazę w podkrakowskich Pogorzałach, a 2 szwadron por. Dunin-Wąsowicza, złożony głównie z członków „Sokoła”, organizuje się w krakowskiej ujeżdżalni przy Smoleńskiej.

Chłopcy od Beliny, jak mówiła o nich piosenka legionowa, poszli się bić do Kongresówki jako 1 szwadron kawalerii Legionów Polskich. 2 i 3 szwadron wyruszyły na Węgry i trafiły na front karpacki. Niebawem stały się częścią II Brygady Legionów. Szwadron Dunin-Wąsowicza przeszedł chrzest bojowy pod Cucyłowem, gdzie 75 polskich ułanów odpierało ataki sotni kozackich. Wiosną 1915 oba szwadrony połączono i w ten sposób powstał Dywizjon Karpacki Kawalerii Legionów Polskich, dowodzony przez awansowanego na rotmistrza Zbigniewa Dunin-Wąsowicza.

II Brygada, nazywana Karpacką lub Żelazną, powstała formalnie w maju 1915. Od lata dowodził nią gen. Józef Haller, przedtem płk F. Küttner. W czerwcu Brygada podjęła krwawe walki z piechotą rosyjską pod Rarańczą, w obwodzie czerniowieckim. Zaciekłe boje trwały tu od piątku 11 czerwca do czwartku następnego tygodnia. Chodziło o przełamanie linii rosyjskiej obrony, co mogło mieć wpływ na dalszy rozwój wydarzeń na froncie. Przełomowym momentem tych walk była właśnie szarża pod Rokitną.

W pamiętną niedzielę 13 czerwca nastąpił brawurowy atak 2 szwadronu ułanów,

dowodzonych osobiście przez rtm. Dunin-Wąsowicza, dowódcę Dywizjonu. Zachowała się piękna relacja o szarży jednego z jej uczestników, Stanisława Rostworowskiego:

Rozwiały się szare ułanki od pędu, zacisnęły silniej dłonie na gardach pałaszy, zabłysnęły oczy radością. Więc w końcu upragniona chwila nadeszła! Chwila, o jakiej dzieckiem będąc każdy z nas czytał w historii, w powieści – więc my jedziemy na ułańską szarżę, więc za chwilę my wpadniem na wroga, zabłysną szable nad jego głowami i ciąć, i rąbać będziemy. Co nam kule, co strzały – my jedziem, polska kawaleria!

W innej relacji czytamy:

Rozkaz do szarży na umocnione okopy rosyjskie otrzymał rtm. Dunin-Wąsowicz w chwili, gdy okazało się, że natarcie piechoty nie jest w stanie przełamać potrójnej linii nieprzyjacielskiej, załamując się w ogniu karabinów maszynowych i dział. Z okrzykiem bojowym rzuca się szwadron cwałem na okopy, przełamuje pierwszą i drugą linię. Choć konie rwą jak wicher, szeregi przerzedzają się i tylko kilku ułanom dozwolone było, po przebyciu trzeciego okopu, zbliżyć się do pozycji artylerii rosyjskiej.

Atak był tak gwałtowny, że wprowadził w osłupienie polskich piechurów, świadków wydarzenia. W ciągu 3 minut z 63 ułanów 2 szwadronu 16 poległo, a 21 było ciężko rannych. Z 6 oficerów dowodzących 2 szwadronem przeżył tylko ciężko ranny ppor. Marian Fąfara. Polegli: dowódca rtm. Zbigniew Dunin-Wąsowicz, ppor. Jerzy Topór-Kisielnicki, ppor. Roman Włodek, wachm. Tadeusz Adamski, wachm. Władysław Nowakowski.

Pozycje rosyjskie zostały jednak przełamane. Cała II Brygada – nie tylko 2 szwadron – okryły się sławą, co miało wówczas ogromne znaczenie propagandowe dla sprawy polskiej.

Ciała rtm. Dunin-Wąsowicza i innych poległych pochowano na cmentarzu w Rarańczy. W roku 1923 przeniesiono je na Cmentarz Rakowicki w Krakowie. Na mauzoleum umieszczono napis:

Przechodniu, powiedz Ojczyźnie, iż wierni jej prawom, tu spoczywamy.

10 listopada 1915, z połączenia Dywizjonu Karpackiego i nowo utworzonego Dywizjonu Wołyńskiego, powstaje 2 Pułk Ułanów Legionów Polskich, pod dowództwem mjr. Juliusza Ostoja-Zagórskiego. W wolnej już Polsce pułk został odtworzony w Krakowie (koniec 1918), od stycznia 1919 jako 2 Pułk Szwoleżerów. Kilka miesięcy później otrzymał dumne uzupełnienie nazwy i stał się 2 Pułkiem Szwoleżerów Rokitniańskich. O miano „szwoleżerów” starały się prawie wszystkie polskie pułki kawalerii, ale tylko trzy z nich zostały tak uhonorowane – w uznaniu tradycji i zasług bojowych: 1 Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego w Warszawie, 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich i 3 Pułk Szwoleżerów Mazowieckich im. płk. Jana Kozietulskiego w Suwałkach. „Szwoleżerami” nazywano w przeszłości (we Francji, w Niemczech, w Austrii) po prostu lekką kawalerię. Dla Polaków było to jednak określenie szczególne i zaszczytne, ponieważ kojarzyło się z polskimi gwardzistami Napoleona (2 pułki), wsławionymi m.in. szarżą pod Somosierrą.

2 Pułk stacjonował w Bielsku. Na rozkaz naczelnego wodza w styczniu 1920 wyruszył na Pomorze, by w ramach frontu pomorskiego, dowodzonego przez gen. Józefa Hallera, przejąć tę dzielnicę dla Polski. 10 lutego szwoleżerowie uczestniczyli w Pucku w uroczystości zaślubin Polski z morzem. Nie był to jednak czas na długie uroczystości. Trwała już wojna z bolszewikami. Polsce potrzebna była w tej wojnie i dobra kawaleria, i gorący duch, nie pozwalający upaść nadziei, że można się skutecznie obronić przed „wschodnią nawałą”. Potrzebne było wspomnienie Rokitny.

W kwietniu Pułk dotarł koleją na Wołyń, na front bolszewicki. Pod dowództwem ppłk. Edwarda Starwińskiego stoczył zwycięskie bitwy z bolszewikami – w ramach 1 Dywizji Jazdy gen. Jana Romera. Walczył m.in. z przeważającymi liczebnie oddziałami słynnej armii konnej Siemiona Budionnego, osłaniając skutecznie odwrót 1 Dywizji.

Do Krakowa docierają wieści o nowych czynach bojowych. Miasto funduje sztandar, który delegacja Pułku odbiera w czerwcu na Wawelu i wraca na front, pod nowym dowództwem płk. Rudolfa Ruppa. Pierwsza bitwa, z rozwiniętym sztandarem, przeciwko kawalerii Budionnego pod Kropiwną, kończy się bezładnym odwrotem bolszewików. Najważniejsze walki w tej wojnie o polskie być albo nie być 2 Pułk stoczył podczas największej w XX wieku bitwy kawaleryjskiej. Sześć polskich pułków ułanów i szwoleżerów starło się z przeważającą liczebnie armią konną Budionnego, zadając jej ogromne straty i zmuszając do wycofania się za Bug. Oddziałami całej 3 armii Wojska Polskiego dowodził gen. Władysław Sikorski, który wydał wówczas słynną odezwę do polskiego ludu:

Bolszewickie bandy moskiewskie, pod dowództwem żydowskich komisarzy, ośmieliły się wkroczyć w granice Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Mało tego – stanęły pod murami ukochanej Warszawy i zagrażały naszej stolicy! Ludu polski! Cierpliwość żołnierza polskiego wyczerpała się […]. Wróg rozpoczął paniczny odwrót. Część tych band została odcięta i obecnie włóczy się po lasach. Ludu włościański, nowe żniwa czekają na cię! Niech poczują przeklęte bandy bolszewickie i żydowscy komisarze moc twego ramienia. Oszczędzaj tylko tych, którzy dobrowolnie złożą oręż.

Kto dziś w Polsce słyszał o bitwie pod Komarowem? Komuniści zadbali skutecznie, żeby wysterylizować polską pamięć. Sowieci w miejscu przegranej bitwy wystawili kawalerzystom Budionnego monumentalny pomnik, który stoi do dziś…

W czasie wojny z bolszewikami 2 Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich stracił 136 kawalerzystów, w tym 11 oficerów. Umocnił swoją sławę i legendę.

W roku 1926 Pułk został wysłany na Pomorze i ulokowany w Starogardzie – pierwszym większym mieście między Gdańskiem a Toruniem, 18 km od granicy Wolnego Miasta. Mjr Włodzimierz Gilewicz napisał wówczas hymn Pułku, śpiewany na melodię Pierwszej Brygady:

Przyszliśmy z dala na Pomorze,
by z wami żyć i granic strzec.
Żaden nas wróg zgnębić nie może,
choćbyśmy w ziemi mieli lec.

 

My, szwoleżerowie,
Zuchy, co się zowie.
Na bój pójdziem, jak ci,
Co w rokitniańską szarżę szli.

 

A gdy Ojczyzna nam rozkaże,
Byśmy swą krwią spłacili  dług,
Oddamy chętnie życie w darze,
Byle zwycięstwo dał nam Bóg.

My, szwoleżerowie…

Dzień 13 czerwca – rocznica szarży pood Rokitną – był świętem pułkowym, w którym uczestniczyło całe miasto – dumne ze swego Pułku, sławnego w całej Rzeczypospolitej. Nasz pułk bitny spod Rokitny – mówili starogardzianie, albo: Ładnie skaczą przez bariery rokitniańskie szwoleżery. To ze względu na liczne sukcesy sportowe w zawodach jeździeckich. Święto Pułku było więc świętem Starogardu.

Wielu szwoleżerów odda później życie za Ojczyznę, zgodnie z obietnicą złożoną w hymnie. Dowódca Pułku z lat 30., płk dypl. Konstanty Drucki-Lubecki, we wrześniu 1939 dowódca Wileńskiej Brygady Kawalerii, został zamordowany w roku 1940 przez NKWD, znajduje się na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej. Ostatni przed wojną dowódca, ppłk dypl. Józef Trepto, był także ofiarą zbrodni katyńskiej, zginął w Charkowie.

Czy można się dziwić, że komuniści bali się jak ognia samej nazwy Rokitna? Czy dla polskich sowieciarzy mogły być miłe skojarzenia z Komarowem, skoro w Historii Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), obowiązkowej lekturze wszystkich polskich studentów w czasach stalinowskich, nasza obrona przed bolszewikami nazywana byłą najazdem jaśniepanów polskich na kraj radziecki? Czy bezpieczne mogło być przypominanie rokitniańczyków w kontekście Katynia? Rokitna nie należała do ICH tradycji. To nasza, polska tradycja. Tyle że większości z nas mało znana.

W Starogardzie Gdańskim odbywają się co roku w czerwcu uroczystości przypominające szarżę pod Rokitną i dzieje 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Te dni nazwano Świętem Kawalerii. Niech pamięć o rotmistrzu Dunin-Wąsowiczu, płk. Druckim-Lubeckim, płk. Trepto i kilkuset innych szwoleżerach 2 Pułku, poległych za Polskę w czasie I wojny światowej, w czasie wojny z bolszewikami i w czasie II wojny światowej – trwa wiecznie.

  • Na obrazie: Wojciech Kossak, Szarża pod Rokitną, olej, płótno, 99×140 cm. Jedna z replik autorskich. Fot. za Artinfo.pl. (update wg.pco)

 

Piotr Szubarczyk

Publicysta historyczny, edukator w Biurze Edukacji Publicznej Oddziału Gdańskiego IPN. Autor ponad 400 artykułów prasowych poświęconych historii Polski, autor i współautor kilkunastu książek. Współpracuje z radiem i TV.

Źródło: Wolna Polska, 13 czerwca 2011

Więcej opracowań Piotra Szubarczyka na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.
Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2017.07.10.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci