Solidarność, Pan Cogito, Boże coś Polskę …


Sierpień. Świąt i wspomnień historycznych wiele. Ci co stosowny wiek im na to pozwala, wraz z końcem miesiąca wracają do wspomień czasu Solidarności. Przed jej powstaniem, w okresie jej największej aktywności i późniejszych czasów, po dzień dzisiejszy.

W ostatnich latach na pierwszym planie w mediach są weterani tamtych lat, głównie ci co “przygotowali” nam festiwal solidanościowy wykonując czesto swoje obowiązki służbowe lub pozyskani przez nich wolutnariusze. Piersi swoje po medale wypinają i je gremialnie otrzymują. Nie należy zapominać że zapewnili sobie wcześniej zaszczyty zawodowe, społeczne i polityczne pozwalające im czerpać pełnymi garściami obfitości skonsturowanej pod siebie dzisiejszej rzeczywistości. Pozostawie ich samych z tą radością.

Mieszkając daleko od Polski, częściej ma się ochotę na przypominanie sobie różnych historii. Na osobiste refleksje; wspominanie znajomych, gdzie się bywało, co robiło, widziało i słyszało, w czym uczestniczyło. Przychodzi czasmi zastanowienie. Dlaczego? Po co? Takie osobiste reminescencje tamtych dni. A że wspomnienie nachodzi najczęściej w ciszy wieczoru, więc kończy się przyziemną refleksją, późno i trzeba iść spać.

Łatwo ulegamy entuzjamowi, emocjom i propagandzie. Służby, jak świat światem, zawsze na zapleczu wydarzeń coś majdrowały; promowały swoich, eliminowały obcych lub im nieposłusznych. Na przestrzeni wieków zmieniały się jedynie sposoby i zakres przyzwolenia na ich agresję i moc oddziaływania. Jak później się okazało w okresie organizowania się spontanicznego ruchu robotniczego na kanwie problemów ekonomicznych funkcjonariusze służb otrzymali nieograniczone pole do działania wraz z zadaniem skanalizowania Solidarności. W zniewolonym społeczeństwie nie stanowiło to dla nich wielkiego problemu. Dziś uroczyście świętują dopilnowanie przemian w jedynie słusznym kierunku.

Czy rzeczywiście, patrząc na nasze polskie drogi i polskie dusze dajemy się łatwiej sterować podskórnie niż inni? Czasami zbyt mocno rozdmuchiwana jest taka diagnoza – niby wada, a ona też należy do uroku naszego codziennego życia.

Smutne, że ostatnio zbyt często ci co z sercem pełnym namiętności wchodzili na plac polityczno-wojennych gier, oddając swoją młodość, karierę zawodową, często nawet życie dziś z lekkością pióra obciążani bywają winą za niepowodzenia; za to że nasza dzisiejsza rzeczywistość wygląda tak a nie inaczej. Nic bardziej błędnego. Jest wiele innych ważniejszych temu powodów.

Dzięki takim oddanym bez reszty fantastom mamy tak piękną historię Polski i Polaków. Z wcześniejszych niepowodzeń największe łzy ronią dzisiaj ci co mogli więcej ugrać lub też więcej zgarnąć dla siebie, stojąc na uboczu w trudnych i niebezpiecznych momentach, wysługując się innymi. Mimo pięknych słów i świętych obrazków, hymnów śpiewanych z łzami w oczach, rozprowadzali naszą działalność tak abyśmy kolejnego boju nie wygrali.

Tak dla refleksji i ochłody trochę cierpkiej nauki od Mistrza.

 

Zbigniew Herbert  –  “Przesłanie Pana Cogito”

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rozrachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechem zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

*   *   *

I jeszcze video na te sierpniowe dni:

 

Parafia-sw-Stanislawa-Kostki-1984Boże Coś Polskę… pieśn-hymn od lat przez nas jak modlitwa śpiewany jest również świadectwem na duże rozbieżności w naszej ocenie wolności. Kiedy większość oczarowana okrągłym stołem pełną piersią dziękowała Panu prosząc o Ojczyzny wolnej pobłogosławienie, to jednak byli też tacy co kontynuowli prośbę o przywrócenie wolności Ojczyznie. Dzisiaj jest ich znacznie więcej.

Zdjęcie: Msza za Ojczyznę, kościół św. Stanisława Kostki, sierpień 1984 r. (zr. inter)

Waldemar Glodek, Kalifornia
30 sierpnia 2011

Powyższy tekst jest przypomnieniem opublikowanego na PCO 30 sierpnia 2011 roku.

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.08.19.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek