Germania według historyków rzymskich (Część I.)


Zjednoczenie Niemiec

 

Helmut Kohl, były kanclerz Niemiec. Fot. Inter.

Jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec ówczesny kanclerz RFN Kohl nie uznawał granicy na Odrze i Nysie. Kiedy Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii, wyrażała wielokrotnie obawy o przyszłość Europy w przypadku zjednoczenia Niemiec, kanclerz Kohl podjął decyzję o zmianie dotychczasowego stanowiska swojej partii. Naciskany przez USA zaakceptował granicę na Odrze i Nysie, była to bowiem cena zjednoczenia. Została zwołana specjalna konferencja z udziałem dwóch państw niemieckich i czterech mocarstw. Kanclerz Kohl nie chciał się zgodzić, aby Polska wzięła udział w tej konferencji. Jednakże dzięki zabiegom polskiej dyplomacji Polska została dopuszczona do udziału w konferencji, ale tylko w tych tematach, które ją dotyczyły.

Sprawy granic omawiano na konferencji w Paryżu 17 lipca 1990 r. Uczestniczył w nich ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski. 3 października 1990 r. w Moskwie dwa państwa niemieckie: NRD, RFN, oraz Francja, Anglia, USA i ZSRR podpisały „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. Układ ten określił zasady jednoczenia Niemiec.

W art. 1 określono terytorium zjednoczonych Niemiec. Stwierdzono, że „Zjednoczone Niemcy i Rzeczpospolita Polska potwierdzają istniejącą między nimi granicę w układzie wiążącym z punktu widzenia prawa międzynarodowego”. Zjednoczone Niemcy nie mają żadnych roszczeń terytorialnych przeciwko innym państwom i nie będą ich również wysuwać w przyszłości. Układ ten potwierdzał nie tylko granice na Odrze i Nysie, ale również postanowienia o delimitacji i demarkacji umowy pomiędzy PRL a NRD z maja 1989 r. Zgodnie z zapowiedzią zawarta w artykule 1 tego Układu Polska i Niemcy podpisały w dniu 14 listopada 1990 r. traktat o potwierdzeniu istniejącej pomiędzy nimi granicy.

Klaus Kinkel. Fot: pl.wikipedia.org

Buta niemiecka powraca. 15 lutego 1996 r., ówczesny minister Spraw Zagranicznych Niemiec Klaus Kinkel oświadczył, że Niemcy nie czują się zobowiązane traktatem poczdamskim. Wypowiedź ta była pierwszym oficjalnym podważeniem Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17.06.1991 r., oraz szeregu poprzednich traktatów, w których Niemcy dobrowolnie zrezygnowali z jakichkolwiek praw do swoich dawnych ziem na obecnym terytorium Polski.

Niemcy się zjednoczyły, lecz nie wywiązały się z podpisanego „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. W paragrafie 4 art. 1 tego układu, RFN zobowiązała się, że Konstytucja Zjednoczonych Niemiec nie będzie zawierała postanowień sprzecznych z powziętymi zasadami. Wbrew postanowieniom tego układu do dnia dzisiejszego w konstytucji Niemiec obowiązuje zapis z 1937 r., a na niemieckich mapach, nasze ziemie zachodnie nadal widnieją w granicach Niemiec. Czy można więc ufać polityce niemieckiej? Dla nich podpisywane układy, traktaty, to tylko świstki nic nie znaczących papierów, bo w ich polityce liczą się tylko fakty dokonane.

Niemcy ratyfikowali postanowienia Traktatu z dnia 17 czerwca 1991 r. między RP a RFN o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy jak i Europejską Konwencję Ochrony Praw Człowieka z 4 listopada 1950 r. oraz konwencję ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, lecz odmawiają przyznania polskiej grupie etnicznej w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

 

 

Drang nach Osten

 

Jest to nazwa kierunku agresywnej polityki niemieckiej ekspansji na ziemie Słowian. Określenie weszło po raz pierwszy w Niemczech w 1888 r. w czasie dyskusji na temat zamierzonej budowy linii kolejowej z Berlina do Bagdadu. Parcie żywiołu niemieckiego na słowiański wschód, odbywało się w ciągu wieków, bądź w formie ekspansji orężnej (walki cesarstwa z Polską X-XII w.), lub sztucznego osadzania ludności niemieckiej (polityka Prus wobec Polski od Fryderyka Wielkiego), bądź kolonizacji gospodarczej i medialnej, z czym mamy do czynienia po 1989 r. Były też po tej dacie podejmowane przez Niemców próby przejęcia polskich ziem zachodnich i północnych pod szyldem planu Stolpego, premiera rządu Brandenburgii (dokument z lipca 1991), czy planu Willersa.

W XVI w. cesarz Maksymilian II zaczął propagować teorię o pochodzeniu Niemców od Germanów, opisanych przez Tacyta. Zresztą nie tylko arcykatolicki Habsburg zaczął fałszować historię. Także czołowy protestant Marcin Luter dołożył się do tego dzieła, tworząc z Arminiusza (Żarmina) pierwszego Niemca – Herrmanna (http://rudaweb.pl/index.php/2017/07/08/tata-chleb-i-biblia-gocka-na-tropie-dawnych-falszerzy/).

Od dawien dawna szerzy się fałszywy pogląd, że Germanie zamieszkiwali ziemie od Renu aż do Wisły. Jeżeli zamieszkiwali na tak olbrzymim terenie, to dlaczego Teutoni i Cymbrowie w 113 r. p.n.e. żądali od Rzymian ziemi na osiedlenie. Występuje tu jakaś niedorzeczność (poniżej). Przybyli gdzieś z „północnych mórz”, dokładnie Rzymianie tego nie wiedzieli. Przybyli zapewne z południowej Skandynawii i Jutlandii. Książka Tacyta „Germania” (łac. „De origine et situ Germanorum”, dosłownie „O pochodzeniu i kraju Germanów”, jest dla Polski bardzo niebezpieczna, gdyż Germanie uparcie się jej trzymają. Do tego trzeba jeszcze dodać mapę greckiego uczonego Ptolemeusza, który sporządził ją w latach 160-180. Była ona częścią dzieła „Geographia”, syntezy ówczesnej wiedzy geograficznej. W interpretacji niemieckiej Geografii Ptolemeusza Ziemie na wschód od Odry przedstawiono w ramach Wielkiej Germanii i dalej Sarmacji Europejskiej. Granicą między obiema prowincjami była Wisła. Oprócz Vistuli i Calissi (Kalisz, także w granicach Magna Germania) inne podane tu nazwy nie są tak jednoznaczne.

Zbiór map (26) liczący 1800 lat obecnie rozszyfrowują naukowcy z Wydziału Geodezji Uniwersytetu Technicznego w Berlinie. Niemieccy badacze zajęli się fragmentem, na którym widnieje Europa Środkowa, czyli „Germania Magna”. Grupa naukowców składająca się z filologów klasycznych, matematyków i kartografów podjęła próbę skorygowania błędów i wypracowała tzw. „geodetic deformation analysis” (analiza deformacji geodezyjnych). Na jej podstawie powstał wykaz miast (poleis) z „Magna Germania” (Księga II) z ich lokalizacjami na terenie dzisiejszych Niemiec i Polski. Według berlińskich naukowców lokalizacje te korespondują również ze stanowiskami archeologicznymi współczesnej Ptolemeuszowi kultury wielbarskiej (dzielnica Malborka), w których wcześniej odkryto gockie osady i miejsca pochówku. W wyniku badań przyjęto założenie, że dla stworzenia „Magna Germania” Ptolemeusz, który sam nie dokonywał wszystkich pomiarów, korzystał nie tylko z wiedzy kupców przemierzających te tereny ale także z map profesjonalnych wojskowych kartografów. Na kulturę wielbarską wpłynęli w znaczącym stopniu napływowi skandynawscy Goci i Gepidzi, ale także ludność osiadła już wcześniej, czyli Wenedowie i Rugiowie.

W dniach 3-5 października 2008 r. odbyła się w Kulicach konferencja „Poszukiwanie nieznanej historii dolnego i środkowego Nadodrza”, na której niemieccy, polscy i szwajcarscy uczeni podjęli próbę nowej interpretacji nazw ptolemejskich w odniesieniu do ziem nadodrzańskich, wywołaną najnowszym przekładem Geografii Ptolemeusza (http://ppk.net.pl/artykuly/2009103.pdf).

 

 

Pierwsze kontakty Rzymian z Germanami

 

Domniemane popiersie Gajusza Mariusza. Fot: pl.wikipedia.org

Gajusz Mariusz, łac. Gaius Marius (157-86 p.n.e.) był politykiem rzymskim okresu republikańskiego. Wielokrotny konsul, dowódca wojskowy i reformator armii rzymskiej. Jego konflikt z Lucjuszem Korneliuszem Sullą rozpoczął serię wojen domowych, które w I poł. I wieku p.n.e. doprowadziły do upadku systemu republikańskiego i powstania nowej formy rządów zwanej pryncypatem. W „Żywotach” Plutarcha określony mianem „trzeciego założyciela Rzymu” (po Romulusie i dyktatorze Kamilusie).

W latach 111-105 p.n.e. Rzym prowadził wojnę z Jugurtą, królem Numidii, która została nazwana wojną jugurtyńską (wojna południowa). Sukcesem okazała się strategia Mariusza polegająca na zdobywaniu miast, a przez to pozbawianie Numidyjczyków kolejnych punktów oporu. W końcu, w wyniku zdrady zięcia Jugurty króla Mauretanii Bokchusa, król numidyjski został pojmany. Jednocześnie Rzym w latach 113-104 p.n.e. prowadził również wojnę północną, w której walczył o swój byt.

Wywołały ją plemiona, które ukazały się nagle – jak przypuszczano, z północnych mórz – w atmosferze śródziemnomorskiej w poszukiwaniu nowych terenów wraz z żonami i dziećmi w liczbie kilkuset tysięcy. Głównymi z pośród nich plemionami byli Cymbrowie i Teutonowie pod przywództwem króla Bojkowicza (Boiorix). Dziwne i groźne wrażenie sprawiały na południowcach te jasnowłose błękitnookie olbrzymy, ich powolny niszczący pochód, kiedy się posuwali niezmierną siłą, stłoczeni dokoła swych niezgrabnych furgonów, które im służyły jako ruchome domy i twierdze przenośne. Jakkolwiek doskonała była rzymska sztuka wojenna – wobec nich okazała się bezsilna, jak wobec szarańczy. W ogóle ukazanie się Teutonów było zapowiedzią tej nawałnicy germańskiej, która po upływie kilku stuleci przyniosła ze sobą zagładę świata antycznego. Podobieństwo polegało i na tym, że zamiary barbarzyńców były początkowo pokojowe: żądali oni ziemi na osiedlenie, ofiarując za nią Rzymowi swoje usługi. Ale ponieważ żądanie to było niewykonalne, więc u stóp Alp rozpoczęto kroki wojenne (Tadeusz Zieliński, „Rzeczpospolita Rzymska”, Książka i Wiedza, Warszawa 1958).

W 113 r. p.n.e wysłano przeciwko nim konsula Karbona, który został pobity; w 109 r. ten sam los spotkał Sylana; w 107 r. – Longina;w 105 r. Cepiona. Przerwy tej wojny tłumaczą się tym, że Germanie, nie znając systematycznego prowadzenia wojny, odsuwali się za każdym razem bardziej na północ Alp. Tak po zwycięstwie nad Cepionem, zwycięstwie stanowczym, kiedy Italia leżała u stóp ich bezbronna, barbarzyńcy woleli szukać szczęścia w Hiszpanii. Przeszli Pireneje, i dwa lata bili się z tamtejszymi plemionami, które doskonale potrafiły bronić swobody kraju ojczystego. W 113 r. p.n.e. Cymbrowie i Teutonowie najechali ziemie celtyckich Bojów, skąd zostali odparci.

„Muły Mariusza”niekiedy niosły na swoich plecach od 33 do 44 kilogramów. Po twardym szkoleniu i codziennym drylu wojskowym, legioniści zdolni byli maszerować z takim ciężarem nawet 37,5 km dziennie.
Fot: imperiumromanum.edu.pl

Gdy w 104 r. p.n.e. Gajusz Mariusz został powtórnie obrany konsulem, wyruszył do Galii, to Germanie wciąż przebywali w Hiszpanii. Powrócili w 102 p.n.e. rozdzielając się na dwa wojska, z których cymbryjskie postanowiło przejść Alpy, a teutońskie poszło wzdłuż Rodanu. Bitwa z Teutonami rozegrała się pod miejscowością Aquae-Sextiae w Prowansji, którą współcześnie rozpoznano jako Aix. Po bitwie, którą wygrali Rzymianie, rozgrywały się okropne sceny. Tadeusz Zieliński w „Rzeczpospolita Rzymska” pisał: „Kobiety, przewidując niewolę, odbierały sobie życie, jak która umiała. Wiele z nich wieszało się na dyszlach furgonów. Szczególnie wstrząsające widowisko przedstawiała pewna Teutonka, która znaleziono powieszona na dyszlu wraz z dwojgiem dzieci, uczepionych u jej nóg. Liczba jeńców była wielka, lecz liczba zabitych – dwa razy większa”.

Teutoni i Cymbrowie w 113 r. p.n.e. żądali od Rzymian ziemi na osiedlenie. Po przegranej bitwie Teutonów, Cymbrowie, nie wiedząc o tym, wystąpili z wygórowanymi żądaniami ziemi dla siebie i dla swoich braci Teutonów. „Nie troszczcie się o swoich braci” – powiedział Mariusz z ironicznym uśmiechem – „dostali oni już od nas tyle ziemi, ile im było potrzeba”. Cymbrowie zbledli: „Nieprawda” – krzyknęli. Wówczas Mariusz kazał przyprowadzić wodzów, wziętych do niewoli w bitwie pod Aquae-Sextiae; – teraz uwierzyli (Tadeusz Zieliński, „Rzeczpospolita Rzymska”, Książka i Wiedza, Warszawa 1958).

W 101 p.n.e. Mariusz pobił Cymbrów pod Vercellae.

Jerzy Gąsowski w „Mitologia Celtów” pisze, że „chociaż słowo „teutoński” bywa często używane na określenie tego, co germańskie lub niemieckie, nazwa Teutoni ma brzmienie na wskroś celtyckie i oznacza ludzi lub współplemieńców”.

Po tej bitwie Cymbrowie zniknęli z kart historii, zostawiając, jako ślad swojej wędrówki, plemię Aduatuków w okolicach Namur. Pochodzenie Cymbrów również nie jest jednoznacznie ustalone, ponieważ imiona ich wodzów noszą celtyckie lub słowiańskie brzmienie: Boiorix (Bojkowicz), Lugins, Claodicus, Ceasorix. W bitwie również brali udział Ambronowie, lud celtycki (?) o nieznanym miejscu zamieszkania. Ambronowie przyłączyli się do Cymbrów i Teutonów i razem z nimi walczyli przeciw Rzymianom.

 

 

Nazwa

 

Nazwy „Germanie” po raz pierwszy użył Posejdonis z Apamei lub z Rodos (około140-50 p.n.e.), grecki filozof, astronom, geodeta, geograf, historyk i badacz kultury, zapewne po pokonaniu przez Rzymian Cymbrów i Teutonów. Nazwa ta występuje też u historyków rzymskich: Salustiusza (86-34 p.n.e.) i Tytusa Liwiusza (59-17 n.e.). Potem tej nazwy użył Juliusz Cezar. Za zwycięstwo nad Germanami nadawano honorowe imię Germanik (Germanicus) wielu cesarzom rzymskim. Rzymski historyk Tacyt (poniżej) podaje, że nazwisko Germanów jest nowe i świeżo nadane, ponieważ Tungrów dzisiejszych wtenczas dopiero nazwano Germanami, gdy przeszedłszy Ren, Galów wygnali.

Pierwotnie „Germania” to był tylko jeden dystrykt i to w Belgii wokół „Atuatuca Tungrorum”, która była stolicą dystryktu Tungri. Jest to niekiedy nazwane najstarszym miasteczkiem Belgii. W 57 r. p.n.e. Julisz Cezar podbijał obszar obecnej Francji Północnej, Belgii i Południowego Holandii, Gallia Belgica. Obóz rzymski powstał w Atuatuca, twierdzy Eburon. Dwaj królowie Eburonu Ambiotix i Catuvolcus, w 54 r. p.n.e zbuntowali się przeciwko Rzymianom.Eburonowie pokonali Rzymian w Atuatuca: 14 legion (Legio XIII Gemina) i 200-osobowa jednostka kawalerii została pochłonięta kilka mil na Atuatuca i niemal całkowicie wyeliminowana. Cezar wysłał do Belgica dziewięć legionów.Po długiej bitwie zbuntowane plemiona zostały pobite lub wydalone z ich terytorium. Catuvolcus popełnił samobójstwo, a Ambiorix uciekł z Renu do Niemców.

Atuatuca Tungrorum jest identyfikowane z tą Atuatuca, ale większość badaczy zgadza się, że to miejsce było gdzieś indziej. Możliwe miejsca to Berg (gmina w pobliżu Tongeren), płaskowyż Caestert, fortyfikacje w Thuin, Limburg, Spa-Balmoral, Dolembreux, Fort Battice (Liege), Chaudfontaibne i Stolberg-Atsch.

Cesarz August, następca Juliusza Cezara, podzielił prowincję Gallia Belgica, gdzie Atuatuca Tungrorum stała się stolicą „Civitas Tungrorum”. Ten obszar dawniej należał do plemienia Eburon, plemię celtyckie. Po wydaleniu Eburonów, zamieszkali tam Tungrowie. Potem nazwa Germania przeszła na obszar zamieszkały przez plemiona germańskie między Renem a Łabę.

 

 

Rzymianie budowali fortece na Łabie

 

Nero Klaudiusz Druzus. Miejskie Muzeum w Rzymie. Fot. za: en.wikipedia.org

Kampanię przeciwko Germanom podjął Druzus w roku 11 p.n.e. Wykorzystując wewnętrzne konflikty pomiędzy poszczególnymi plemionami germańskimi, wódz rzymski pozyskał sojuszników spośród Batawów i Fryzów, z pomocą których skierował się w głąb Germanii. Pierwszym celem Rzymian stało się plemię Brukterów, które zostało spacyfikowane. Rzymianie wkraczając na terytoria tego plemienia palili, grabili osady oraz mordowali ich mieszkańców. Po pokonaniu Brukterów armia Druzusa wkroczyła na tereny Marsów, z którymi również rozprawiono się brutalnie. Pobici Marsowie zmuszeni zostali do wycofania się na wschód na ziemie Cherusków, gdzie już wcześniej schronili się ocalali z pogromu Brukterowie. W pościgu za przeciwnikiem Rzymianie schwytali mnóstwo jeńców, których natychmiast sprzedawali w niewolę, postępującym za nimi kupcom. Po dotarciu na terytoria Cherusków, Druzus szybko rozprawił się z zupełnie nieprzygotowanym do obrony plemieniem. Pobici Germanie nie mieli innego wyjścia jak przyjęcie warunków pokojowych Rzymian a także wydanie im zakładników i zapasów żywności. Pod koniec roku Druzus poprowadził swoje siły w kierunku Renu, gdzie armia rzymska spędziła nadchodzącą zimę.

Wiosną 9 p.n.e Druzus, tym razem jako konsul, znów poprowadził wojska w głąb Germanii. Zaatakował i pokonał Chattów, Szwabów, Markomanów i Cherusków. Przekroczył Wezerę i dotarł do Łaby. Był to najdalszy punkt na terenie Germanii, do jakiego kiedykolwiek dotarła rzymska armia. Dla utrwalenia zdobyczy podjął wiele środków: budował fortece wzdłuż Łaby, Wezery i Mozy, zorganizował stałą flotyllę na Renie. Podobno od przekroczenia Łaby odwiodło go tylko widzenie, w którym nadnaturalnej wielkości zjawa kobiety przepowiedziała mu zbliżającą się śmierć. Jeżeli za Łabą zamieszkiwali Germanie aż do Wisły, dlaczego Druzus budował fortece wzdłuż Łaby, Wezyry i Mozy? Odpowiedź jest prosta. W 9 r. p.n.e. za Łabą na wschód nie było plemion germańskich.

Druzus zmarł w 9 roku p.n.e. Swetoniusz pisze, iż Druzus, wracając znad Łaby, spadł z konia i tak nieszczęśliwie złamał sobie nogę, że wdarła się gangrena. Zmarł w obozie letnim w Germanii po 30 dniach w obecności brata, Tyberiusza, który na wieść o wypadku szybko podążył do obozu. Eskortował potem mary ze zwłokami brata, które zaniesiono do Rzymu.

 

 

Ariowista

 

Ostatni akt historii Celtów w Galii zaczął się wraz z brzemienną w skutki prośbą plemienia Sekwanów, skierowaną do germańskiego księcia Ariowista, który stał na czele plemienia Swebów, o udzielenie im pomocy militarnej w walkach z Eduami. Ariowista postąpił iście po germańsku, a mianowicie po zwycięstwie na Eduami w 72 r. przed ur. Chrystusa, wcale nie zamierzał opuszczać lewobrzeżnych obszarów Renu. Co więcej, zażądał od Sekwanów terenów, na których mógłby się osiedlić. Teraz Sekwani sprzymierzyli się z Eduami przeciwko Germanom, ale bezskutecznie. Zaistniało niebezpieczeństwo, że Germanie podbiją całą Galię. Na tym niekorzystnym dla Celtów zdarzeniu skorzystali Rzymianie, którzy co prawda pod wodzą Juliusza Cezara wyparli Germanów, ale podbili dla siebie całą Galię. Ariowista został ostatecznie pobity w 58 r. p.n.e. pod Mullhausen w Alzacji.

 

 

Germania według Tacyta

 

Publius (albo Gaius – imię niepewne) Cornelius Tacitus, czyli Tacyt (około 55-120) był jednym z historyków rzymskich. Pochodził zapewne z arystokracji prowincjonalnej i urodził się prawdopodobnie w Galii. Retoryki uczył się u Kwintylianaa. Przyjaźnił się z najwybitniejszymi przedstawicielami kultury swej epoki. Dzieła Tacyta dotyczą okresu od 14 do 70 roku n.e. i poświęcone są głównie legionom rzymskim pierwszego wieku n.e., biorącym udział w wojnach, kampaniach i bitwach tamtych czasów. Tacyt wymienia dowódców, oficerów, a także legionistów. Germania (łac. „De origine et situ Germanorum”, dosłownie „O pochodzeniu i kraju Germanów”) – napisana przez Publiusza Korneliusza Tacyta około 98 r., jest etnograficznym dziełem o plemionach germańskich poza granicami cesarstwa rzymskiego. Tacyt wyraźnie sprzyjał Germanom. Poniżej fragmenty z dzieła Tacyta dotyczące plemion germańskich, ich zwyczajów, wiary i obrzędów religijnych.

 

 

Mity

 

W rozdziale 3. Tacyt pisze o Heraklesie i Ulissesie, którzy rzekomo przebywali w Germanii: „Wspominają, że przebywał u nich i Herkules, którego – pierwszego z wszystkich dzielnych mężów – opiewają, idąc do walki. Mają również takie pieśni, których brzmienie, zwane przez nich „barditus”, podnosi ich na duchu, a to, jak śpiewają, wróży im wynik nadchodzącej bitwy. Budzą bowiem trwogę lub popadają w nią, wedle tego, jak zabrzmi pieśń w szyku, a śpiew ich zdaje się już nie głosem, lecz współbrzmieniem męstwa. Szczególnie ceniąc sobie szorstkość dźwięku i przerywany pomruk, przybliżają tarcze do ust, aby głos, odbity od nich, narastał, stając się pełniejszy i cięższy. Niektórzy sądzą ponadto, że również Ulisses dotarł do Germanii, zagnany w tę część Oceanu podczas swej długiej, legendarnej tułaczki, i że Asciburgium, leżące na brzegu Renu i do dziś zamieszkane, zostało założone i nazwane przez niego; co więcej, że znaleziono niegdyś w tym miejscu ołtarz poświęcony Ulissesowi wraz z imieniem jego ojca, Laertesa, oraz że do dziś na pograniczu Germanii i Recji istnieją jakieś pomniki i grobowce z napisami wykonanymi literami greckimi. Nie zamierzam ani dowodzić tego, ani temu zaprzeczać; niech każdy według swej natury da wiarę lub nie”.

 

 

Czy wszystkie plemiona były Germańskie?

 

Tacyt dostarcza wiele konkretnych nazw plemiennych, z którymi Rzymianie mieli kontakt, choć jego informacje generalnie nie bazowały na wiedzy z pierwszej ręki bardziej niż większość historii, a ostatnie badania sugerowały, iż niektóre z jego przypuszczeń były mylne. Przykładowo wielu dzisiejszych historyków debatuje nad tym, czy wszystkie plemiona rzeczywiście były germańskie w sensie posługiwania się jednym językiem. Niektóre z nich, jak Batawowie mogli być Celtami. W niektórych miejscach „Germanii”, autor daje dowód precyzji w stwierdzeniach, iż przykładowo Nerwowie nie są w rzeczywistości Germanami, tak jak sami twierdzą (rozdział 28). Zaznacza on także w rozdziale 43, iż pewne plemię zwane Gotynami w środkowej Germanii posługuję się językiem Galów.

W rozdziale 28. autor pisał: Boski Juliusz, najszacowniejszy z autorów, podaje, że niegdyś siły Galów były znaczniejsze; wiarygodne jest tedy, że również oni przybywali do Germanii. Jakże znikomą przeszkodę stanowiła bowiem rzeka dla ludu, który wyrósł w siłę, by zmieniał siedziby i zajmował nowe obszary, dotąd wspólne i niepodzielone między władztwa królestw. Tak więc między Lasem Hercyńskim a rzekami Renem i Menem osiedlili się Helwetowie, dalej Bojowie, oba ludy galijskie. Dotąd przetrwała nazwa Boihaemum, przypominając o dawnej historii miejsca pomimo zmiany jego mieszkańców. Lecz czy Arawiskowie przesiedlili się do Pannonii od Osów, ludu germańskiego, czy też Osowie od Arawisków do Germanii – a do dziś mają ten sam język, te same prawa i zwyczaje – trudno orzec, jako że dawniej życie na obu brzegach – w równej biedzie i równej wolności – miało te same zalety i te same wady. Trewerowie i Nerwiowie chełpią się germańskim pochodzeniem, które – jako chwalebne – zaprzecza jakoby ich podobieństwu do gnuśnych Galów. Sam brzeg Renu zamieszkują niewątpliwie plemiona germańskie: Wangionowie, Tribokowie, Nemetowie. Nawet Ubiowie, chociaż zasłużyli, by stać się rzymską kolonią i chętnie zwą się od imienia jej założycielki Agrypińczykami, nie wstydzą się swego pochodzenia. Wszak niegdyś, przekroczywszy Ren, zostali w dowód uznania dla sprawdzonej wierności umieszczeni na samym jego brzegu, by nas bronić, nie zaś by mieć w nas ochronę.

Tacyt na początku rozdziału 28. cytuje Juliusza Cezara (100-44 r. p.n.e.), który pisał, że Galowie przybywali do Germanii.

Oni rzeczywiście przybywali do Germanii uciekając z Galii przed rzezią Juliusza Cezara, który z dumą pisał, że zabił w trakcie swoich kampanii 1 mln 192 tys. wrogów, kolejny milion wziął do niewoli – co na tamte czasy było liczbą kolosalną – zniszczone prowincje, miasta i wsie. Inni też chwalili się dokonaniami na tym polu. „Rzymski cesarz Trajan (53-117) wymordował kilkaset tysięcy Daków, by przejąć ich złoto, co zostało uwiecznione na kolumnie Trajana.

Wśród 60 plemion germańskich wymienionych przez Tacyta, wiele mogło być pochodzenia celtyckiego i słowiańskiego. Z biegiem czasu się z germanizowali.

 

 

Rola kobiet u Germanów i Celtów

 

W rozdziałach 7 i 8 Tacyt omawia rolę kobiet, „wspominając, iż towarzyszą one często mężczyznom w bitwach i dodają otuchy. Mężczyźni, pisze Tacyt, są bardziej zmotywowani do walki o kobiety z powodu ich strachu przed wzięciem ich w niewolę”.

Podobnie było u Celtów. Obrzędy i wróżby związane z bóstwami kobiecymi nie były idylliczne i łagodne. Łagodność nie była wszakże cechą Galijek, skoro w IV w. Ammianus Marcellinus tak pisał:

„Cały zastęp obcych nie zdoła sprostać jednemu Galowi, jeśli przyzwie on na pomoc żonę, która jest zazwyczaj bardzo silna i niebieskooka – zwłaszcza gdy wyprężywszy kark, zgrzytając zębami, wymachując swymi białymi a olbrzymimi rękami, zaczyna wymierzać ciosy, do których dołącza kopnięcia, niby lawinę pocisków miotanych z katapulty”.

 

 

Domostwa

 

W rozdziale 16. autor opisuje domostwa Germanów: „Wiadomo dość dobrze, ze plemiona germańskie nie zamieszkują żadnych miast, a nawet nie dopuszczają łączenia siedzib. Mieszkają z dala od siebie, każdy w innym miejscu, wedle tego, jakie kto sobie upodoba źródło, pole lub las. Nie zakładają wsi jak my, z domami stojącymi obok siebie, lecz każdy zostawia wolną przestrzeń wokół swego domu, aby zabezpieczyć się przed ogniem, a może po prostu dlatego, że nie umie budować inaczej. Nie używają nawet kamienia ani dachówek, korzystając zawsze z nieociosanego drewna bez troski o piękno i wygląd. Pewne miejsca staranniej zdobią gliną, tak jasna i błyszczącą, ze przypomina barwne linie malowideł. Zwykli też drążyć podziemne jamy i przykrywać je grubo nawozem, jako schronienie przed zimą i schowek na plony. Takie miejsca bowiem łagodzą ostrość mrozów, wróg zaś, gdy nadchodzi, plądruje to, co na wierzchu, a miejsce ukryte pod ziemią albo pozostaje mu nieznane, albo tym właśnie go zwodzą, że wymagają poszukiwań”.

Później Germanie budowali miasta na grodach celtyckich (opidia), tak jak na obszarze między Łabą a Odrą budowali miasta na grodach i osadach słowiańskich (część III i IV).

 

 

Napój Germanów

 

Tacyt w rozdziale 23. pisze o napoju: „Napój mają z jęczmienia lub pszenicy, sfermentowany, trochę na podobieństwo wina”.

Napój z jęczmienia pojawia się w greckim hymnie „Do Demeter”. Oto fragment: W końcu przybyła do Eleusis i usiadła na kamieniu nad źródłem. Kamień, na którym usiadła smutna Demeter od tej pory nosił nazwę „kamienia pozbawionego radości”. Zapytana przez córki króla Keleosa, bogini oświadczyła, że nazywa się Doso i właśnie uciekła piratom, którzy ją porwali z Krety. Przyjęła zaproszenie królowej Metaniry, ofiarującej jej opiekę nad swym nowonarodzonym dzieckiem. W hymnie „Do Demeter” jest mowa, że „Demeter odmówiła wypicia pucharu wina, który podała jej królowa, a poprosiła o kykeon, miksturę zrobioną z mąki jęczmiennej, wody i mięty”.

Hymn „Do Demeter” jest przypisywany Homerowi, ale poeta w „Iliadzie” podaje inny skład mikstury, więc autorem hymnu nie jest Homer. Oto skład tej mikstury:

„Inny by z ciężkim trudem mógł dźwignąć ten puchar ze stołu,
W nim Hekamede, boginiom podobna, ów napój mieszała
Z wina z Pramny i sera koziego, tartego spiżowym
Nożem, i z jęczmion białych, wsypanych jeszcze do środka”.

 

Krwawe obrzędy Germanów

 

W rozdziale 9. i 39. Tacyt o krwawych ofiarach pisał: „Spośród bogów najbardziej czczą Merkurego; w określone dni godzi się składać mu w ofierze nawet ludzi. Herkulesa i Marsa przejednują dozwolonymi zwierzętami. Część Swebów składa ofiary również Izydzie. Gdzie przyczyna i początek obcego kultu, wiem niewiele, jedynie to, że sam znak o kształcie liburny dowodzi sprowadzenia obrządku. Ponadto, z uwagi na wielkość tego, co niebiańskie, nie zwykli zamykać bogów w czterech ścianach ani przedstawiać ich jakkolwiek na kształt ludzki. Poświęcają im gaje i lasy, a imiona bogów nadają temu tajemnemu bytowi, który im jedynie bojaźliwa cześć pozwala dostrzec”.

W rozdziale 39.: „Za najstarszych i najznakomitszych wśród Swebów uważają się Semnonowie, a ową starożytność ich pochodzenia poświadcza religia. W oznaczonym czasie wszystkie ludy tej samej krwi przysyłają posłów do lasu uświęconego wyroczniami ojców i pradawnym strachem. Tam, zabijając w imieniu społeczności człowieka, dają początek straszliwym, barbarzyńskim obrzędom. Do gaju żywią jeszcze inny rodzaj szacunku: nie wejdzie tam nikt, jeśli nie jest skrępowany więzami – na znak podległości wobec mocy bóstwa. Jeśli przypadkiem przewróci się, nie wolno mu ani wstać, ani dać się podnieść – z powrotem wytacza się po ziemi. Cały ów rytuał podkreślać ma to, że jakoby właśnie stamtąd wywodzi się lud i tam obecny jest bóg, władca wszystkiego, reszta zaś jest mu podległa i posłuszna. Wiarygodności dodaje temu fortuna Semnonów: zamieszkują sto okręgów, a wielkość ich plemienia pozwali im wierzyć, ze stoją na czele wszystkich Swebów”.

 

 

Krwawe obrzędy Celtów

 

Juliusz Cezar nie wymienia celtyckich imion bóstw Galii. Pisze jednak, że tamtejsi Celtowie oddawali część przede wszystkim Merkuremu, a ponadto Apollinowi, Marsowi, Jowiszowi i Minerwie. Nie wspomina ani słowem o Heraklesie, mimo że inny pisarz starożytny Lukan, widział pod tą postacią Ogmiosa W przedstawieniach plastycznych zdarzają się bowiem dziwolągi jak posąg Merkurego w Reims, dzierżącego w dloniach atrybuty Apollina i Herkulesa – harfę i maczugę. Natomiast kult Izydy rozwinął się głównie na południu Galii (Jerzy Gąsowski „Mitologia Celtów”).

Wielu autorów starożytnych pisze o sakralnych ofiarach z ludzi. Cezar wspomina, iż Galowie uważali, że bogów można przebłagać jedynie ofiarą krwi ludzkiej i tą drogą, poświęcając jedno życie, ratować inne. Celtowie czcili bogów w głębokich gęstwinach i bezludnych, niedostępnych lasach nie znając świątyń. W innym miejscu opisuje Lukan zniszczenie przez wojska Cezara świętego gaju pod Massalią, gdzie istniały wyobrażenia bóstw rzeźbione w pniach drzew, praktykowano pogańskie ofiary, których resztki widać było na ołtarzach, a każde drzewo było spryskane krwią ludzką. Tam. Gdzie tryskały źródła w mrocznej gęstwinie, budzącej lęk nawet dzikich zwierząt, kapłani odprawiali obrzędy ku czci lokalnego bóstwa. „Ludzie nigdy nie nawiedzali tego miejsca, lecz pozostawili je bogom (…) Sam kapłan zbliżał się tam z lękiem i bał się tego, ze mógłby spotkać Pana owego gaju”. Celtowie brytyjscy mieli na terenie rządzonym przez króla Boudikki leśne sanktuarium, gdzie składali bogini zwycięstwa Andraste (lub Andate) ofiary z ludzi (Jerzy Gąsowski „Mitologia Celtów”). Wiara i obrzędy odprawiane przez Swebów świadczą, że było to plemię celtyckie.

W rozdziale 40. Tacyt opisuje obrzędy odprawiane ku czci bogini Nerthus: Dla odmiany, tytułem do chwały Langobardów jest ich mała liczba. Otoczeni przez liczne i silne plemiona pozostają bezpieczni nie dzięki posłuszeństwu, lecz temu, że w bitwach narażają się na niebezpieczeństwa. Z kolei Reudignowie, Awionowie, Angliowie, Warynowie, Eudosowie, Swardonowie i Nuitonowie chronieni są przez rzeki lub lasy. Nic u nich godnego uwagi za wyjątkiem tego, że wszystkie czczą Nerthus, czyli Matkę Ziemię, oraz mniemają, że interweniuje ona w sprawy ludzkie i odwiedza plemiona. Na wyspie wśród Oceanu znajduje się święty gaj, a w nim poświęcony bogini wąż, nakryty zasłoną. Dotknąć go wolno jedynie kapłanowi. Ten, stwierdziwszy, że w środku obecna jest bogini, kroczy z wielką czcią za jej wozem ciągniętym przez krowy. Nastają wtedy radosne dni i świętuje się w miejscach, które bogini zaszczyca przybyciem i gościną. Nie wszczynają wojen, nie chwytają za broń: wszelkie żelazo trzymają w zamknięciu. Pokojem i beztroską tylko dotąd się cieszą i tylko dotąd je miłują, dopóki tenże kapłan nie powróci do świątyni z boginią, sytą już obcowaniem ze śmiertelnymi. Wkrótce wóz, zasłonę i – jeśli możesz dać temu wiarę – samo bóstwo obmywa się w ustronnym jeziorze. Posługują przy tym niewolnicy, których to jezioro zaraz potem pochłania. Stąd – wobec takiej tajemnicy – strach i sakralna niewiedza: czym jest to, co zobaczyć mogą ci tylko, którzy za chwile zginą.

Jego opis skandynawskiej bogini Nerthus doprowadził do znacznej liczby spekulacji pośród badaczy nordyckich, a także starszych germańskich i indoeuropejskich mitologii, gdyż ów portret jest jedynym spisanym źródłem mitologii skandynawskiej przed Eddą sporządzoną setki lat później, oraz ponieważ niewiele przypomina on religię tam opisaną.

Reudignowie, Awionowie, Anglowie, Eudosowie, Warinowie są zaliczeni przez Pliniusza Starszego do Wandilów.

Przeczytaj     Część II.

 

Stanisław Bulza

 

  • Ilustracja tytułowa: Rzymscy legioniści w czasie marszu w trakcie drugiej wojny dackiej. Legioniści niosą cały swój dobytek na plecach. Fot. za: imperiumromanum.edu.pl / wybór zdjęcia wg.pco

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.09.30.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza