Reprywatyzacja kamienic i Amber Gold to „skoki na kasę”


Gdy niewiadomo o co chodzi, to w tle jest afera.

Gdy oglądam migawki prezentujące „sukcesy” komisji sejmowych, to ogarnia mnie rozpacz z powodu absolutnej niemocy naszego państwa.

Mnie nie interesują jęki rozgorączkowanej, teściowej pana Amber Golda szepczącej poza mikrofonem, albo rewelacji pociotka aferała od warszawskich kamienic, który nagle objawił, że „był słupem”, gdyż w tych aferach chodzi o coś zupełnie, ale to zupełnie innego. Chodzi o pieniądze, ciężkie pieniądze. Chodzi o miliony, a może o miliardy złotych, a szlag mnie trafia gdy widzę z jednej strony komisje: sympatycznych, zdrowych na umyśle ludzi, a drugiej strony przewijających się krętaczy, którzy robią w balona tych pierwszych wmawiając, że to deszcz pada. I ci z Komisji w to wierzą.

Każdy mieszkaniec naszego kraju nie będący dzieckiem, ma świadomość, że przekręty dotyczą ogromnych pieniędzy, w zasadzie niewyobrażalnie dużych pieniędzy, a skoro przekręty się udały to część z tego szmalu poszła na korupcję, czytaj łapówki niewyobrażalnie wielkie łapówki.

Wszyscy wiedzą a komisja wydaje się, że nie wie.

I mamy taki obrazek: zeznaje świadek pani, pan prokurator, pani sędzia, jedna, druga itd. itd, i każdy świadek nagle zapomniał. Najlepsi fachowcy wojewódzkiej prokuratury z wykształceniem i wieloletnią praktyką, nagle nie mają nic do powiedzenia w zakresie swoich obowiązków.

Gdyby tę świadkową spytać ile zapłaciła za stringi 5 lat temu i w jakim były kolorze to by natychmiast dokładnie określiła, natomiast dlaczego umorzyła postępowanie w wielomilionowej aferze ? Nie pamięta.

A Komisja co ? Także nic.

Przykład z drugiej beczki, z tej od kamienic i placów. Dziwne ale jakoś nikt nie chciał przehandlować Pałacu Kultury!

Jak to jest możliwe, że jedna świadkowa ani myśli przyjść i świecić oczami przed sejmową komisją. Komisja wzywa raz, drugi, dziesiąty, a świadkowa „nie przewiduje” się stawić. I co? I nic.

Jeśli ja, lub każdy z nas miałbym gdzieś tam zachomikowane kilkadziesiąt milionów (a może kilkaset milionów), to także bym się nie obawiał żadnych, ale to żądnych grzywien.

Sprowadźmy sprawę do absurdu i wyobraźmy sobie taką hipotetyczną , absurdalną sytuację: nikt ze świadków nie przychodzi „na komisję”. Komisja wzywa, karze. Bez rezultatu: nikt się nie zjawia. Skutkiem permanentnej absencji świadków po kilku posiedzeniach, wypiciu kilkudziesięciu kaw, Komisja zamyka swą działalność, vulgo Komisja, powołana przez najwyższy organ w Polsce jest ośmieszona. Rzeczypospolita jest ośmieszona. Co wówczas, a co teraz gdy świadkowa, uśmiechnięta, na luziku ośmiesza legalnie działający organ państwa?

Jaki wniosek z obserwacji działań obu komisji sam się nasuwa w mojej głowie, prostego człowieka ?

Ano taki, iż komisje nie są wyposażone w należne prerogatywy, należne im do tego aby mogły działać skutecznie. Odrzucam domysł, że ktoś celowo „nie doposażył” komisji.

Bo wyobraźmy sobie (jeszcze raz), iż komisje mają kompetencje prokuratorskie, albo obok stołu komisji siedzą sobie dyżurni prokuratorzy i w sytuacji gdy pani świadkowa nie stawiła się po raz drugi, korzystając z zapisów Kpk wydaliby postanowienie o doprowadzeniu świadka, wyobraźmy sobie też taką sytuację, iż gdyby nagle świadka ogarnęła amnezja, z wniosku prokuratora zamiast do pracy (w prokuraturze, sądzie, urzędzie) poszedłby do aresztu. Najpierw na 48 godzin, a później kto wie co by mu się przypomniało !

I wówczas komisje sejmowe miałyby szacunek. Te dziesiątki tysięcy ludzi okradzionych przez aferałów z siedzibą w Gdańsku, te dziesiątki tysięcy ludzi bezprawnie wyrzuconych z mieszkań w całej Polsce i miliony ludzi „kandydatów na ofiary” afer  – zobaczylibyśmy światełko w tunelu.

Bo co ? Że nie można ? A tym wszystkim aferałom i złodziejom to można ?

A jak wieść niesie szykują się następne komisje, jak my to wytrzymamy.

Apoloniusz

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/apoloniusz/gdy-niewiadomo-o-co-chodzi-to-w-tle-jest-afera , 7 października 2017.

 

    *    *    *    *

Pieniądze, gdzie są ukradzione miliardy ! Jeśli niewiadomo o co chodzi, to w tle jest afera.

Cz. 2.

Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić jedno: reprywatyzacja kamienic oraz Amber Gold, to nie były przypadkowe „skoki na kasę”, wymyślone przy piwie u cioci na imieninach, to były akcje przygotowywane przez fachowców na długo przed tym, zanim zostały wdrożone w życie. Akcje wymagające skoordynowania w czasie wielu zabiegów, jak choćby stworzenie całej sieci „słupów” na różnych poziomach działania, skorygowania współpracy ze słupami aby odbierać od nich urobek, zapewnienie przychylności albo braku zainteresowania poszczególnych decydentów w takim zakresie aby autorzy mieli pewność, iż ani lokalne służby wymiaru sprawiedliwości, ani centralne nie podejmą właściwych działań „gdy maszyneria pójdzie w ruch” – jak śpiewał Jarema Stępowski.

Pewność taką dawało przyzwolenie najwyższych władz państwowych, czego dowodem są zeznania wielu świadków, a m.in. stwierdzenie syna pana premiera, który stwierdził, że jego ojciec wiedział o aferze Amber Gold, wiedział, że to „lipa”. Autorzy afer poświęcili wiele czasu, pieniędzy i energii aby zapewnić sobie  ogromne zyski oraz brak odpowiedzialności.

Nie jest sztuką ukraść i pójść siedzieć. To potrafi byle prawnik (jak widać!), ale zachachmęcić prawie miliard zetów i cieszyć się nimi, o to już nie każdy potrafi. Owo poczucie bezkarności (nietykalności ?) wynikało z samego założenia afery i gdyby czcigodna Komisja sięgnęła do przypadków choćby afery FOZ-u, a jeszcze wcześniej milionów dolarów z PEWEX-u, znalazłaby tam schematy działania powielone obecnie.

W tej pierwszej (aferze FOZ) jak pamiętamy toczyła się sprawa w sądzie, toczyła, aż w pewnym momencie pani sędzina prowadząca sprawę dostała „propozycję nie do odrzucenia” i została ministrem sprawiedliwości. Następcy, sędziemu który podjął sądzenie zabrakło czasu na zapoznanie się z górami akt i… sprawa się przedawniła. Koniec, kropka. Milionów ( czy miliarda) nie odzyskano. I o to w tym wszystkim chodzi. Było i nie ma, jak w ruskim cyrku: ciribi, ciriba !

Mimo wszystko, iż pan Amber Gold jest chyba bardziej fotogeniczny i elokwentny niż cała ekipa umoczonych adwokatów i urzędników od kamienic we Warszawie, to afera kamieniczna jest potężniejsza niż „Złotego Słupa” z Gdańska, który biegał po Trójmieście z teczką złotych sztabek – gdyż szacowana jest na „pi razy drzwi” miliard złotych, natomiast warszawscy specjaliści przytulili z dużym zaokrągleniem w dół – około 2 miliardów. Kto nie wierzy niech policzy: pani Bufetowa doliczyła się 160 kamienic (ciekawe czy swoją przy ulicy Noakowskiego także ujęła w bilansie). Jeśli przyjmiemy, że każda z kamienic miała 2.000 m2 wartych 6.500 zł/m2 to tak mniej więcej wychodzi.

Warto zadać sobie pytanie, czy łatwo schować miliard, dwa, czy choćby pięćset milionów? Pytanie bardzo istotne w tych obu przypadkach. Gdyż jak widać gołym okiem pieniędzy nie ma. Gdzieś je wcięło (zgodnie ze schematem). Ci co siedzą w pierdlu coś tam pewnie mieli, jakieś kieszonkowe parę milionów, ale to wszystko się nie bilansuje, choćby nie wiem jak podliczać wszelkie nietrafione biznesy pana Amber Golda i kamratów to występują pokaźne braki. Co prawda Komisja pilnie wypytuje stawiających się, o złote sztaby, ale tylko tak dla zasady, no bo wiadomo: telewizja, dziennikarze … więc temat należy wyżymać. Co innego w tej kwestii w Komisji od kamieniczników, tu na temat pieniędzy cicho – sza, nikt nawet nie myśli o owych milionach, a szkoda, bo to jest nader ciekawy wątek, zwłaszcza dla Komisji. Co prawda Komisja od kamienic zastrzega się, że „my to tylko chcemy zwrócić kamienice biednym mieszkańcom”, i słuszna jej (Komisji) racja skoro przypomina swymi działaniami sąd administracyjny i to szczególny gdyż zwraca tylko te kamienice, które jeszcze w istocie były zasiedlone przez lokatorów, natomiast co Komisja zamierza zrobić z kamienicami kilka razy odsprzedanymi, to nikt nie wie, z samą komisją na czele. Jeśli już oparliśmy się na Komisji od kamienic, to taka mała ciekawostka (moim zdaniem), na którą warto zwrócić uwagę, a mianowicie, że nagle ni z gruszki ni z pietruszki zademonstrowano – co prawda projekt, ale jednak – ustawę dotyczącą rekompensat za utracone mienie. Jak diabełek z kapelusza: bęc, jest ustawa, antidotum na wszelkie przekręty.

Co prawda przyzwyczailiśmy się już, że: „nic się nie stało Polacy, nic się nie stało”, ale jest to przyzwyczajenie nabyte „za demokracji”, gdyż za komuny było zupełnie inaczej.

Przypomnijcie sobie Państwo atmosferę jaka zapanowała po tak zwanym „napadzie stulecia” czyli napadzie na bank „Pod orłami” na ulicy Sienkiewicza w Warszawie, w latach sześćdziesiątych minionego wieku. Co prawda pieniędzy nie odzyskano, ale przez pół roku na dworcach, w urzędach, przystankach tramwajowych, w szaletach publicznych jednym słowem wszędzie, były rozlepione listy gończe za bandytami. Wówczas rąbnęli oni milion trzysta tysięcy, czyli mniej więcej półtora tysiąca miesięcznych płac i cały kraj postawiono na nogi: gazety, radio, telewizja trąbiły o tym na około. Dzisiaj ukradziono około 800.000 średnich pensji i nic. Cisza. Znak czasu.

Otóż, tak ogromnych kwot nie da się wpłacić do PKO, ani zakopać w butelce w ogródku. Te pieniądze prawdopodobnie zostały „uprane” i leżą sobie na rachunkach w jakichś egotycznych krajach sprawiając radość swoim nowym właścicielom i powoli topniejąc.

Nie mam żadnego przełożenia na Komisje, gdyż jestem nikim, czyli zwykłym człowiekiem siedzącym przy komputerze skąd czerpię całą swoją wiedzę, natomiast gdybym mógł sugerować czcigodnym Państwu „Komisarzom” drogę do sukcesu, to wskazałbym na konieczność podjęcia działań celem odzyskania pieniędzy, a sposób jest.

Otóż, należy poszukać firmy lub firm, które specjalizują się w śledzeniu pieniędzy podczas „prania”, mają sposoby na obejście tajemnicy bankowej bądź to przez koneksje, bądź to przez urodzenie, a co za tym idzie potrafią odszukać kasę. W naszym kraju raczej wątpię, aby dało się zdobyć aż takich specjalistów, ale w zaprzyjaźnionych Stanach Zjednoczonych lub w przyjaznym, niewielkim kraju „o nieograniczonych możliwościach” w tej branży, leżącym nad Morzem Śródziemnym to i owszem. Za odpowiedni procent od odzyskanej kwoty być może coś jeszcze wpadnie do skarbonki naszego państwa.

Spróbować warto, to nic nie kosztuje. Wszak jeśli nie próbować odzyskać pieniędzy, to po co utworzono owe Komisje?

Apoloniusz

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/apoloniusz/pieniadze-gdzie-sa-ukradzione-miliardy-jesli-niewiadomo-o-co-chodzi-to-w-tle-jest , 17 października 2017

 

 

Apoloniusz

NIEPOPRAWNI.PL

 

Ilustracja tytułowa:  Fot. za Inter  / wybór zdjęcia wg.pco

 

 , 2017.10.26.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci