O wojnie propagandowej i sposobach jej prowadzenia


Wczoraj wreszcie dotarł do mnie film Grzegorza Brauna o Lutrze. Obejrzałem go i mam w związku z tym trochę przemyśleń, które tu zaraz zaprezentuję. Zacznę od tego, że jest to film znakomity. Ma wszystkie znamiona profesjonalnej, a nawet artystycznej roboty. Montaż jest perfekcyjny, animacje świetne, muzyka znakomita. W ogóle cały dźwięk jest świetnie zrobiony. Od razu widać, że kiedy Grzegorz Braun robi to co chce, a nie to co mu każą lub proponują, rzecz wychodzi jak spod igły. To jest najlepszy film Brauna, ma największą moc i niesie najważniejsze przesłanie. Film jest drogi, zawiera mnóstwo ujęć z powietrza, panoram, widoków, dziwnych ujęć. Zaproszeni eksperci są bardzo dobrze dobrani. Można im co nieco zarzucić i ja zaraz do tego przejdę, ale w porównaniu z innymi filmami dokumentalnymi to jest po prostu klasa. Wszystko, od pierwszych ujęć po pointę jest przemyślane i celowe. Nie ma tam miejsca na jedno choćby potknięcie jeśli idzie o robotę reżyserską. Podobnie jest z montażem i animacją. Wszystko gra i pędzi jak ekspres „Niebieska strzała”. A teraz napiszę co mi się w tym filmie nie podoba i powiem jakie będą konsekwencje jego dystrybucji.

Zacznę od ekspertów. Najlepiej odebrałem wypowiedzi ekspertów włoskich, w ogóle Włosi mają coś takiego, że chce się ich słuchać i robią zawsze wrażenie osób przytomnych. To znaczy, ci których widziałem i z którymi zdarzyło mi się rozmawiać. Nie miałem poczucia, że chcą za wszelką cenę oczarować słuchacza. W tym filmie także wygląda to w ten sposób. Włosi są najmniej pretensjonalni. Jednak kiedy pan historyk z Italii omawiać zaczyna rolę papieży renesansowych popełnia pewien błąd, którzy rzutuje na całą wymowę filmu i domaga się polemiki. Wiadomo bowiem, że o korekcie w filmie nie może być mowy. Mówi ów znakomity ekspert, że zburzenie liczącej sobie 1200 lat bazyliki św. Piotra i rozpoczęcie budowy nowej, było rewolucją, a do tego rewolucją mentalną. To nie jest prawda. Bo nie ma żadnych mentalnych rewolucji. To była rewolucja przede wszystkim estetyczna. Już widzę to zdziwienie w oczach i to ziewanie….coryllus…znowu będziesz przynudzał, to nie jest w ogóle ważne. Otóż to jest najważniejsze, bo od rewolucji estetycznych wszystko się zawsze zaczyna. My jednak nie rozumiemy ich wcale albowiem odbieramy je wyłącznie powierzchownie, poprzez gawędę, jaką od lat serwują nam historycy sztuki. Rewolucja estetyczna zaś przekłada się natychmiast na rewolucję w edukacji i w produkcji. Trzeba bowiem wykształcić rzeszę nowych rzemieślników, znaleźć nowych dostawców i podpisać nowe kontrakty. Z kim? Tego nie wiemy, bo to z zasady nie interesuje ludzi żyjących czystymi ideami lęgnącymi się w umysłach jednostek wybitnych. No więc powtórzę – cały ruch prowadzący wprost do reformacji, ruch poważny i rokujący na sukces zaczyna się od rewolucji estetycznej. Dokładnie tak samo jak w III republice, o której tu od dwóch tygodni piszę.

Pozostańmy przy Włochach, choć zaburzy nam to nieco tok narracji. Profesor De Matei nie może opowiadać, że Karol V zirytował się na papieża Klemensa i przez to spalił Rzym, bo to jest wprost infantylne. No, a właśnie tak powiedział. No, ale to jest zapisane w podręcznikach dla księży nawet, więc możemy mu to wybaczyć. Reszta wypowiedzi profesora świetna.

Nie podobał mi się ten pan ze śladami trądziku młodzieńczego na twarzy, podpisany jako publicysta i mówiący po angielsku. Nie podobał mi się właśnie przez tę swoją stylizację obliczoną na zrobienie wrażenia na dziewczynach. To się całkiem nie zgrywało z obyczajowym aspektem narracji filmowej. Może ja się czepiam, ale akurat wygląd tego pana mnie uderzył.

Nie mogę niestety słuchać jak profesor Kucharczyk mówi o ewolucji w szesnastowiecznej bankowości. Nie ma czegoś takiego jak ewolucja w bankowości, podobnie jak nie ma czegoś takiego jak ewolucja imperiów. Reszta wypowiedzi bardzo dobra. Bez zarzutu właściwie. Nawet to gadanie o furerze utrzymuje standard.

Świetną zagrywką było zaproszenie Skandynawów wypowiadających się w obronie Kościoła Katolickiego. To jest mistrzostwo świata po prostu. I doprawdy nieważne jest czy ludzie ci mają jakieś znaczenie na macierzystych uczelniach, czy są marginalizowani. Skandynawia mówiąca takim głosem to jest coś absolutnie genialnego.

Podobnie jest z Niemcami. Uważam, że skonfrontowanie starszych, niemieckich ekspertów z entuzjazmem i niewiedzą tych młodszych było znakomitym zabiegiem.

Film ma rzecz jasna wymowę propagandową, ale każdy film ma taką wymowę, albowiem kino jest najważniejszą ze sztuk, jak powiedział klasyk. Uważam, że zbyt duży nacisk położył Grzegorz Braun na obyczajowe i rodzinne aspekty luteranizmu. Ja wiem, że widz tak zwany przeciętny, ma w nosie rewolucje estetyczne. Interesuje go ile Luter miał kochanek i czy rzeczywiście chciał mordować kobiety za cudzołóstwo. Uważam, że ten sposób prowadzenia narracji, to serwitut spłacony pewnym złudzeniom. One zaś wynikają wprost z niezrozumienia dystrybucji. Bo co do tego, że Grzegorz Braun nie rozumie dystrybucji, nie mam żadnych wątpliwości.

Powiem jeszcze tyle, że bardzo dobrze odebrałem wypowiedzi księdza profesora Tadeusza Guza, znacznie lepiej niż jego wykłady, których ostatnio słuchałem. Chciałbym się tylko dowiedzieć, skąd ksiądz Guz wziął informację, że stary Luter tłukł Marcina orczykiem po łbie. To bardzo ciekawe i inspirujące. Tak jak przypuszczałem, po obejrzeniu zajawki, Grzegorz Braun, nie powstrzymał się przed porównaniem Lutra do Hitlera, ale zrobił to z wdziękiem, w dwóch miejscach jedynie. Jedno to właśnie owa wypowiedź profesora Kucharczyka, a drugie to cała gawęda i stosunkach rodzinnych, w której stary Luter zamienia się w Alojza Hitlera, celnika, który łoi skórę swojego małego synka Adolfa. No, ale tak zwany przeciętny widz tego nie wyłowi za nic na świecie, a nawet jak wyłowi, to uzna to za walor, a nie za wadę.

Nie potrafią odrzucić eksperci fałszów związanych z zatrudnieniem starego Lutra. To nie był żaden pracujący rękami górnik, który przywędrował na miedzionośne tereny. To był inwestor i kapitalista, być może oszust.

W pewnym momencie, ale to tylko ze względu na przyjęcie takiego a nie innego punktu widzenia Grzegorz Braun i zaproszeni przez niego historycy wykonują dziwny krok do tyłu. Mówią mianowicie, że katolicy także popełniali błędy i byli grzeszni, ale nie należy tego oceniać poprzez kłamstwa na temat rzekomej czystości intencji Lutra i reformacji. Ten ukłon jest całkiem niepotrzebny, tym mniej ma on uzasadnienia im wyrazistsza jest pointa filmu, a ona jest po prostu wstrząsająca. Jeśli zmienilibyśmy podłoże narracji, z moralno-ideologicznego, na estetyczno-finansowe, nie trzeba by było wykonywać takich ruchów. Można by było wprost powiedzieć jaki był sens tego skoku na kasę i jakie możliwości otwierały się przed ludźmi którzy rozhermetyzowali społeczność christianitas. To byłoby bardzo łatwe do przekazania, tym bardziej, że Grzegorz Braun wprost buduje analogie pomiędzy Lutrem, hitleryzmem, komunizmem a gender. Otóż społeczności hierarchiczne i zamknięte otwiera się po to, by łatwiej je penetrować. Taki jest też sens dzisiejszych gawęd o społeczeństwie otwartym. Śmiem twierdzić, że jest to jedyny sens tej gawędy. Każdy zaś wie co się stanie z dżemem, nawet najsłodszym, kiedy się go pozostawi na słońcu w rozhermetyzowanym słoiku. Wierzch spleśnieje, reszta nabierze dziwnego posmaku. Wierzch się potem wyrzuca, a tą resztą można karmić tych, co wierzą, że to taki sam dżem jak przedtem.

No więc powiem to wprost – katolicy nie muszą się w żaden sposób usprawiedliwiać przed protestantami. Cała bowiem herezja ma wymiar gospodarczy i jest próbą zrobienia majątku na dewastacji społeczności chrześcijańskiej rządzonej przez tradycję. Ów skok na kasę osłania się zwykle gawędą o rewolucji estetycznej, od której się wszystko zaczyna, a która ma zadanie kluczowe – usunięcie z rynku tych majstrów i tych dostawców, którzy realizują swoje zlecenia w formach tradycyjnych. To się wiąże automatycznie z przesunięciami budżetów do innych gangów, które natychmiast chwytają za broń w obronie swoich nowych zleceń. No i mamy rewolucję jak ta lala. Z czasem kwestie rewolucji estetycznych także zostały uregulowane i nie przebiegały tak gwałtownie jak w czasach renesansu.

W kilku momentach film ten mnie całkowicie zaskoczył. Nie miałem na przykład pojęcia, że wysłannik papieża, kardynał Kajetan, spotkał się z Lutrem i debatował z nim w banku Fuggerów w Augsburgu. To jest informacja kluczowa, która rozwiązuje większość politycznych zagadek ówczesnej doby. Dlaczego w banku Fuggerów? No dlatego zapewne, żeby Jakub Fugger czołowy inwestor epoki mógł się zorientować na czyją szalę położyć gotówkę, w co zainwestować. Czy w Lutra, a był to rok 1518, czy może we współpracę z Medyceuszami. Myślę, że w roku tym, podczas tej debaty ostatecznie zdecydował się los Węgier. Ponoć jest zapis z tego spotkania, ale niestety nie udostępniono w filmie ani jednego jego fragmentu. Jakub podjął, jak mniemam, decyzję kunktatorską, bo Luter się utrzymał, a sądzę, że nikt w owym czasie w Niemczech, nie mógł się utrzymać na powierzchni bez zgody Jakuba Fuggera. Myślę więc, że Luter był przez cały czas potrzebny Fuggerom, a to znaczy, że był potrzebny cesarstwu. Żeby wyjaśnić do czego, trzeba by zrobić kolejny taki film, tym razem o wojnie chłopskiej.

W ogóle mam wrażenie, że film ten powinien być początkiem całej serii realizacji, które mogłyby zapoczątkować prawdziwą wojnę propagandową. Jest tam tyle wątków do do rozwinięcia, że starczyłoby pracy dla dziesięciu reżyserów. No, ale tak się nie stanie i to jest dla mnie oczywiste. Tak samo jak oczywiste jest, że film ten nie odniesie żadnego sukcesu dystrybucyjnego i nie będzie w żaden sposób dyskutowany przez opiniotwórcze gremia. No dobrze, powie ktoś, ale są jeszcze gremia nie opiniotwórcze, które mogą sobie o tym filmie porozmawiać. Mogą, ale to nic nie da, albowiem – to przypuszczenie, mogę się mylić – zarówno promotorzy tego filmu, jak i publiczność nie chcą takiej dyskusji. Ludziom film ten potrzebny jest do adoracji, a nie do rozważań. I tak zostanie odebrany. To nie jest wina ludzi bynajmniej, ale jest to wina dystrybucji. To znaczy nikt w obszarze, w którym działamy nie dysponuje odpowiednio szerokimi kanałami dystrybucji, którymi dałoby się ten film sprzedawać i promować. Powtórzę – jestem prawie pewien, że nikt też tego nie chce. Już wyjaśniam dlaczego. Prawdziwa wojna propagandowa, o której wielu z nas myśli nie może być przeprowadzona z sukcesem bez rewolucji estetycznej. Tej zaś film Grzegorza Brauna nie zrobi, albowiem jest pojedynczym wydarzeniem. Rewolucję zaś, i dowodzić tego nie trzeba, robi masa. Podobnie jak kontrrewolucję. I jedna i druga zaczyna się od edukacji. Przyjrzyjmy się więc tej edukacji, a więc temu obszarowi, w którym z jakim takim zrozumieniem poruszają się wielbiciele treści prawicowych, zapewne też promotorzy filmu Grzegorza Brauna i innych filmów o tematyce antysystemowej. – Czy to, panie, trafi do młodzieży – zadają sobie takie pytanie i na tym kończą, albowiem uważają, że „trafienie do młodzieży”, rozumiane jako prymitywna kokieteria osób nie posiadających pojęcia o niczym, jest równoznaczne z sukcesem. Tak rozumiana jest edukacja na tej całej, zabarwione ideologicznie prawicy. Jak ją rozumieli papieże renesansowi, o których mowa w filmie? No wiecie przecież, oni chcieli wykształcić setkę Michałów Aniołów. Taki jest bowiem właściwy sens edukacji, która ma być podłożem poważnej wojny propagandowej. Czy ktoś dziś usiłuje choć w najmniejszym stopniu naśladować Grzegorza Brauna, nie w taki sposób, żeby go udawać, albo podkradać mu pomysły, ale żeby tworzyć coś z jego inspiracji? Oczywiście, że nie, bo to jest poza zasięgiem umysłów osób aspirujących do walki z systemem. Im się wydaje, że jak będą gadać jak Braun, to sukces będzie ich udziałem.

Dlaczego nie będzie dystrybucji tego filmu w skali, o której myślę? Bo nie ma komu otworzyć nowych, nie kontrolowanych przez system punktów tej dystrybucji. Żeby takie punkty i kanały powstały ludzie, którzy je otwierają muszą widzieć w tym swój osobisty zysk. Nie mogą li tylko się poświęcać dla sprawy. To samo jest z promocją. Ponieważ film Brauna jest pojedynczym wydarzeniem, w dodatku rażąco odbijającym się jakością od całej prawicowej nędzy, nikt nie będzie zainteresowany dyskusją nad nim, z obawy, żeby mu nie ubyło. Myślę też, że zarówno producent, jak i sam Grzegorz Braun także nie będą zainteresowani dyskusją, albowiem obawiać się będą o to, czy nie stracą w ten sposób rzesz tak zwanych zwykłych widzów. Oni bowiem, kiedy usłyszą jakąś polemikę mogą zrozumieć ją opacznie, to znaczy mogą zacząć podejrzewać, że film nie jest dobry, albo może, że Grzegorz coś w nim pokręcił….I co? Pójdą sobie. Film bowiem, w tej bliskiej doskonałości formie, jest dziś widzom potrzebny do adoracji. I to jest dramat prawdziwy. Formuła ta bowiem, podobnie jak brak uczciwych naśladowców Brauna oraz innych, jakościowo zbliżonych produktów, definiuje nasze położenie jeśli idzie o front wojny propagandowej. Wiecie gdzie jesteśmy? W leju po bombie. Albo gorzej, jesteśmy w obszarze pojedynczych, nieraz jakościowo doskonałych eventów, który po jednym przekręceniu wajchy może się zamienić w obszar czynnych prowokacji. Jeśli ktoś nie rozumie, to bardzo mi przykro.

Czy rozumiecie teraz dlaczego przez dwa tygodnie pisałem o impresjonistach? Jeśli nie, wyjaśnię…Nie ma rewolucji propagandowej i zwycięstwa w niej bez rewolucji estetycznej na masową skalę. Podkreślam – na masową skalę. Nie ma tego zwycięstwa bez jakości. Braun pokazał w tym filmie co to jest jakość. No więc oczekuję, że inni reżyserzy też pokażą. Kto był gwarantem jakości na rynku sztuki w III republice i kto jest tym gwarantem zawsze? Pośrednik, który zarabia pieniądze. Vollard. To on przekonuje inwestorów, że warto, że wydając swoje miliony czy groszaki na produkt podejmują dobrą decyzję. I on, ten pośrednik, im to gwarantuje, samą swoją obecnością. Co mogą zagwarantować odbiorcom pośrednicy czynni na rynku treści antysystemowych? Kompromitację jedynie. A może oni mogą coś zagwarantować Braunowi? No skąd. Brauna oni nawet nie zauważają, bo ich horyzont kończy się znacznie bliżej. Im się zdaje, że Polacy sprzedając swoje męczeństwo mogą tym kogoś uwieść. To nieprawda. Braun pokazał tym filmem jak można przygotować ofensywę na wrogim terenie. I ja upatruję w tego rodzaju działalności jedyny sens. No, ale – powie ktoś – co z publicznością? Ona się odwróci zaraz, bo nie zechce coryllus kupować twoich formuł, publiczność chce gawędy o wędrówce obrazu jasnogórskiego i o tym, że wszystko samo się zrobi, jeśli tylko Pan Bóg zechce. Odpowiadam – rewolucje i kontrrewolucje to nie jest kwestia lat, ale dekad. Niedługo minie pierwsza dekada odkąd zacząłem prowadzić bloga. Wam się wydaje, że Vollard zrobił majątek w jeden sezon? Albo, że Renoir namalował dziesięć obrazów i resztę życia spędził na wciskaniu ich ludziom?

Uważam, że takich filmów jak ten o Lutrze powinno powstawać w Polsce 100 rocznie, do tego 100 książek o podobnej tematyce i 100 komiksów. Po pięciu latach takiej produkcji mielibyśmy szansę, że ktoś nas zauważy i ruszy na nas z impetem. No, ale my wtedy mielibyśmy już takie zaplecze i taką awangardę, żeby by sobie kark skręcił już po kilku krokach. To się nigdy nie stanie, jestem tego pewien, albowiem żaden z wymienionych przeze mnie aspektów nie jest rozumiany. Nie tylko przez pojedynczych ludzi, ale także przez organizację. Żadna diecezja nie zacznie promować filmu Brauna, to jasne, z chęcią za to wszystkie diecezje promować będą książkę Rogozińskiej. To bowiem gwarantuje wszystkim, że nie ubędzie wiernych w kościołach. Co prawda nie przybędzie ich także, ale o to mniejsza…troską podstawową dziś jest, żeby nie ubyło. Po pokazaniu zaś filmu Brauna mogłoby być różnie.

Podsumujmy teraz wszystko – film jest świetny, powinien być początkiem szerokiej ofensywy propagandowej Kościoła. Nie będzie bo – edukacja rozumiana jest jako wypas baranów, a nie jak szkolenie elit radzących sobie z twórczością, brak ludzi podejmujących ryzyko związane z dystrybucją, brak wsparcia instytucji takich jak diecezje czy państwo. Zostaje nam lej po bombie i adoracja prostaczków lub aspirujących inteligentów. To wszystko, dziękuję.

Gabriel Maciejewski

Za:  Baśń jak niedźwiedź – GABRIEL MACIEJEWSKI, blog literacki, 22 listopada 2017.

  *    *     *

O wojnie propagandowej – ciąg dalszy

Jak wiecie mam taką metodę, że szukam podobieństw, nawet powierzchownych. Niektóre z nich znamionują bowiem podobieństwo głębsze, systemowe. W filmie Grzegorza Brauna o Lutrze przedstawiony jest mechanizm propagandowy, żywy i ważny także w kolejnych epokach. Oto Lukas Cranach, mistrz nad mistrze, zajął się na czyjeś polecenie produkcją drzeworytów odbijanych potem w tysiącach egzemplarzy, a przedstawiających ohydę Kościoła Katolickiego i papiestwa. Cranach był człowiekiem poważnym, jednym z najbogatszych w Wittenberdze. Trudno przypuścić, by brakowało mu pieniędzy, wynajęto go, ponieważ był najlepszy i jego nazwisko wiele znaczyło. Wykonywał mniej więcej tę samą robotę co Rops w końcu XIX wieku, tyle, że był lepiej opłacany i bardziej wpływowy. Czy skuteczniejszy? Nie wiem, nie mnie oceniać. Biorąc pod uwagę to co się wydarzyło w Niemczech w XVI wieku i to co się stało we Francji w początkach XX wieku, rzec można, że Cranach był bez porównania skuteczniejszy niż Rops. Powie ktoś – no, ale też pewnie więcej zarabiał. To raczej pewne, nie dość, że więcej to jeszcze w kruszcu. Jego rola, rola malarza nadwornego elektorów saskich, była godna pozazdroszczenia. Cranach nie musiał się wstydzić swojego zawodu i nie musiał się z niego tłumaczyć. Pytanie czy ktokolwiek musiał kiedykolwiek tłumaczyć się ze swojego talentu? Takie panuje przekonanie, że artyści, w kołtuńskim społeczeństwie musieli walczyć o swobodę twórczą i prawo do manifestacji talentu. Trudno, moim zdaniem o bardziej kołtuńskie miasto, niż XVI wieczna Wittenberga, ale Cranach jakoś nie musiał się ukrywać ze swoim talentem (to taki żart dla wtajemniczonych). Powtórzę – nie sądzę, by ktokolwiek kiedykolwiek musiał. Mówię o przeszłości, dziś to co innego, albowiem wolności twórczej jest dziś tyle, że ludzie naprawdę utalentowani muszą się kryć po piwnicach, żeby przetrwać tę erupcję swobody jaka się przelewa przez galerie, muzea i ulice. Dziś sytuacja jest wręcz taka, że propaganda obywa się bez talentów. One są niepotrzebne, a to z tego względu, że nie ma kogo kokietować, ani kogo zwalczać. Dziś propaganda służy karmieniu baranów lub, jak wolicie, trolli. Nie ma hermetycznych społeczności rządzących się swoistymi zasadami, które wyznaczałby standardy, nie ma więc po co produkować jakości prawdziwej ani oszukanej służącej do ich demontowania i kokietowania poszczególnych ich członków. Można coś w jej miejsce podstawić.

No, ale jest pamięć o jakości i pamięć o splendorze jakim otaczano artystów. Tego się tak łatwo nie pozbędziemy, trzeba by spalić wszystkie muzea, zniszczyć książki i zdewastować całą cywilizację sprowadzając ją do poziomu Oświęcimia, żeby się tych zaszłości pozbyć. Tego nikt nie chce, a więc mamy taką sytuację, że niepotrzebni są już mistrzowie, bo propaganda dystrybuowana jest poprzez sztywne i ściśle określone schematy, nie mające nic wspólnego z dawnymi schematami ikonograficznymi. No, ale jest to puste miejsce po prawdziwych mistrzach, a niechby nawet po takim Ropsie. No i na tym pustym miejscu ktoś chce koniecznie stanąć. Bo wiara w to, że wystarczy zająć czyjeś miejsce, by stać się tak samo wielkim jak ten ktoś, co stał tam wcześniej, jest powszechna. Zasadą tą rządzi się rynek dystrybucji treści w Polsce. Idiota Żakowski uchodzi za mędrca, Karolak za przystojniaka, a Tokarczuk za kobietę, podobnie jak Tulli. Oni wszyscy są tak silnie przekonani do swoich racji, że trzeba by ich od owych racji odrywać ładunkami wybuchowymi, bez nadziei jednak, że się ta impreza powiedzie. Nie inaczej jest w sferze antysystemowej. Czy księża redaktorzy z Gościa Niedzielnego nie widzą, że Lisicki to oszust? Zapewne, ale im to nie przeszkadza, bo wiedzą, że ten świat działa w myśl pewnych zasad i to się nie zmieni. Ta pewność jest moim zdaniem zgubna, w którą stronę wypadki by się nie potoczyły. Albo sprawy, którymi wymienieni ludzie podnoszą sobie samoocenę przestaną być całkowicie ważne, a wtedy oni sami również będą nikim, albo system zmieni całkowicie skalę wartości i to co uchodziło za jakość przestanie nią być, a zamieni się w hańbę. No i wtedy ich los będzie podobny. Na razie my, ludzie zainteresowani jakością patrzymy na te dziwolągi i nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. Nikt nigdy nie skłoniłby mnie do przeczytania książki o Lutrze napisanej przez Lisickiego. Mam bowiem całkowitą i absolutną pewność, że Lisicki pozbawiony jest talentu, książki zaś które wydaje służą temu jedynie, by utrzymać go w opustoszałej niszy z napisem – pisarze i myśliciele. To mu jest potrzebne do kariery medialnej, bez tego nie może jej kontynuować. No, ale – zapyta ktoś – może tak znaleźć prawdziwego myśliciela i pisarza, a Lisickiego wykopać? To nie jest możliwe, bo wtedy okaże się, że ten nowy zacznie wywijać takie sztuki, od których cały system propagandy się zachwieje i trzeba będzie na nowo obsadzać stanowiska. A kogo na to stać? Kto sobie może dziś pozwolić na takie ryzyko? Jak widzicie stan przeze mnie opisany przypomina żywo to, co znajdujemy w pamiętnikach Vollarda, tyle tylko, że u nas w Polsce, zarówno państwo jak i Kościół wspierają tamtych. Czynią to, ponieważ uważają, że postępowanie to daje im gwarancję trwania. Nic nie daje takiej gwarancji, i niedawno było o tym czytanie w kościele – kiedy będą mówili pokój i bezpieczeństwo, przyjdzie na nich zagłada. To samo jest ze sferą propagandy – kiedy wszystko już będzie ustalone, a budżety podzielone, przyjdzie ktoś i ten cały układ unieważni. Oby tak się stało jak najszybciej. Czy będzie to Grzegorz Braun, który zrobił ten fantastyczny film o Lutrze? Nie przypuszczam. Grzegorz Braun może być jedynie prekursorem nowych prądów, za którym powoli będą podążać inni. Jeśli mógłbym coś doradzić Grzegorzowi w tym wielkim dniu jego bezwzględnego sukcesu, bo film o Lutrze już jest sukcesem, to powiedziałbym tak – trzeba się wystrzegać namaszczania następców i nie wskazywać akolitów. No chyba, że można im dać jakieś trwałe gwarancje sukcesu. Łatwo bowiem narobić sobie wrogów, którzy nie wybaczą tego, że źle i za wysoko oceniono ich możliwości. No, ale mam nadzieję, że Grzegorz Braun wie takie rzeczy i bez moich dobrych rad. Cieszmy się wszyscy, bo reżyser wrócił do formy i oby mu to zostało na dłużej.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące wspierali ten blog dobrym słowem i nie tylko dobrym słowem. Nie będę wymieniał nikogo z imienia, musicie mi to wybaczyć. Składam po prostu ogólne podziękowania wszystkim. Nie mogę zatrzymać tej zbiórki niestety, bo sytuacja jest trudna, a w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsza. Nie mam też specjalnych oporów, wybaczcie mi to, widząc jak dziennikarskie i publicystyczne sławy, ratują się prosząc o wsparcie czytelników. Jeśli więc ktoś uważa, że można i trzeba wesprzeć moją działalność publicystyczną, będę mu nieskończenie wdzięczny.

Bank Polska Kasa Opieki S.A. O. w Grodzisku Mazowieckim,

ul.Armii Krajowej 16 05-825 Grodzisk Mazowiecki

PL47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

PKOPPLPWXXX

Podaję też konto na pay palu:

[email protected]

Przypominam też, że pieniądze pochodzące ze sprzedaży wspomnień księdza Wacława Blizińskiego przeznaczamy na remont kościoła i plebanii w Liskowie, gdzie ksiądz prałat dokonał swojego dzieła, a gdzie obecnie pełni posługę nasz dobry znajomy ksiądz Andrzej Klimek.

Zapraszam też do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze, do Tarabuka, do antykwariatu Tradovium w Krakowie, do sklepu GUFUŚ w Bielsku Białej i do sklepu HYDRO GAZ w Słupsku i do księgarni Konkret w Grodzisku Mazowieckim.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 23 listopada 2017

 

  • Ilustracja tytułowa:  Plakat filmu dokumentalnego Grzegorza Brauna „Luter i rewolucja protestancka”. Fot. za Gość.pl, 14.11.2017.  / Wybór zdjęcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2017.11.28.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski