Prasłowianie. Słowianie potomkami Trojańczyków. (Część III.)


Przeczytaj:     Część I.      Część II.

 

Juliusz Cezar o Wenetach

 

Juliusz Cezar – popiersie z kolekcji Farnese, w Museo Archeologico Nazionale w Neapolu.
Foto: pl.wikipedia.org

Rzymski historyk Swetoniusz w dziele „Żywoty Cezarów” pisze, że Juliuszowi Cezarowi w bitwie z Gallami pod Cergowią w 52 r. p.n.e. „zniesiono mu jeden legion doszczętnie”. Cergowia była miastem Arwenów w Akwitanii Galickiej koło Clermont. Królem Arwenów był Wercyngetoryks. Był on pierwszym i ostatnim królem, któremu udało się zjednoczyć wszystkie plemiona celtyckie w obliczu zagrożenia rzymskiego. Juliusz Cezar prowadził siedmioletnią wojnę od 59 r. do 52 r. p.n.e. z Gallami o Galię. Opisał ją w pamiętnikach „Commentarii de bello Galicio”. W bitwie pod Alezją w 52 r. p.n.e. Juliusz Cezar ostatecznie pobił Gallów. Cezar wymienia ponad 40 plemion galijskich, które wystawiły oddziały wojskowe, przybyłe na odsiecz Alezji na zachód od obecnego miasta Dijon o ogólnej sile 258 tys. ludzi. W bitwie tej rozstrzygnął się los plemion galijskich. Na wskutek waśni, kłótni pomiędzy plemionami, przywódcami plemion i wojsk, odsiecz oblężonemu miastu nie powiodła się i musiało ono skapitulować. Od tej pory Ren tworzył granice Cesarstwa Rzymskiego. Wercyngetoryks ratując Celtów przed niewolą, sam oddał się w ręce Juliusza Cezara, a mógł się ukrywać i dalej prowadzić walkę. Po siedmiu latach pobytu w niewoli w Rzymie Juliusz Cezar go zamordował.

Ruchy sił rzymskich podczas wojen galijskich. Foto: pl.wikipedia.org

Juliusz Cezar w „O wojnie galijskiej” w „Księdze III” opisuje Wenetów:

„7. Po tych wydarzeniach Cezar miał wszelkie powody do uznania Galii za uśmierzoną; Belgowie zostali pokonani, Germanowie przepędzeni, Sedunowie w Alpach pobici; dlatego z nastaniem zimy udał się do Illirii, ponieważ chciał odwiedzić jej ludy i poznać te tereny, gdy w Galii nagle wybuchła wojna. Powód tej wojny był następujący: młody Publiusz Krassus zimował razem z siódmym legionem w kraju Andów w pobliżu Oceanu. Ponieważ w tych okolicach brakowało zboża, wysłał on wielu prefektów i trybunów wojskowych do sąsiednich plemion celem postarania się o zboże i dostawy; spośród nich Tytusa Terrasydiusza posłano do Ezuwiów, Marka Trebiusza Gallusa do Koriosolitów, a Kwintusa Welaniusza wraz z Tytusem Syliuszem do Wenetów.

8. Plemię to cieszy się bezsprzecznie największym znaczeniem na całym morskim wybrzeżu w tych stronach, ponieważ Wenetowie mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają pozostałe plemiona; dzięki wielkiej burzliwości bezmiernego i otwartego morza i z rzadka rozsianym portom stanowiącym własność Wenetów, niemal wszyscy zwykle z tego morza korzystający płacili im daniny. Oni dali początek przez zatrzymanie Sylliusza i Weleniusza, ponieważ przypuszczali, że w zamian za nich odzyskają swoich zakładników, których dali Krassusowi. Za ich przykładem poszli sąsiedzi, albowiem decyzje Gallów są nagłe i niespodziane, i z tych samych powodów zatrzymano Trebiusza i Terrasydiusza. Po pośpiesznym rozesłaniu posłów podjęli pod przysięgą, za pośrednictwem swoich naczelników plemiennych, wzajemne zobowiązanie niepodejmowania niczego bez wspólnej narady i jednakowego dzielenia tych samych zrządzeń losu. Podburzyli pozostałe plemiona, by raczej trwały w odziedziczonej po przodkach wolności, niżby miały znosić niewolę u Rzymian. Po rychłym przeciągnięciu ludności całego wybrzeża morskiego na swoją stronę wyprawili poselstwo do Publiusza Krassusa, aby odesłał im zakładników, jeżeliby pragnął odzyskać swoich ludzi.
Młodego Decjusza Brutusa postawił na czele floty i galijskich statków, którym kazał przypłynąć z kraju Piktonów i Santonów oraz reszty uśmierzonych rejonów, i rozkazał mu, skoro tylko będzie mógł, ruszyć na Wenetów. Sam podążył tam z pieszymi oddziałam.

Kapitulacja Wercyngetoryksa przed Cezarem pod Alezją w 52 p.n.e. na obrazie Lionel-Noël Royera z 1899. Foto: pl.wikipedia.org

12. Miasta ich były zazwyczaj tak usytuowane, że zajmując końce przylądków i cypli nie dawały do siebie dostępu ani pieszym, ponieważ dwukrotnie w ciągu doby w odstępie dwunastu godzin nadchodził od pełnego morza przypływ, ani też statkom, ponieważ przy nadejściu pory odpływu statki ulegały uszkodzeniom na mieliznach. A więc z obu tych przyczyn obleganie tych miast napotykało na trudności. A jeżeli obrońcy musieli nawet przypadkiem ustąpić przed ogromem robót oblężniczych, gdy odparto morze przy pomocy nasypu i grobli oraz dorównano wysokości murów takiego miasta, to z chwilą, gdy zaczęli tracić nadzieję na skuteczną obronę, ściągali wielkie ilości okrętów, a mieli ich pod dostatkiem, wszystek swój dobytek na nich uwozili i wycofywali się do najbliższych miast: tam od nowa się bronili w tak samo dogodnych warunkach naturalnych. Taktykę tę tym łatwiej mogli stosować przez znaczną część okresu letniego, ponieważ burze powstrzymywały nasze okręty, a żeglowanie po rozległym i otwartym morzu przy wysokiej fali i nielicznych, a nawet prawie żadnych portach nastręczało jak największe trudności.

Bitwa w zatoce Morbihan w 56 r. p.n.e. (powstanie Venetów przeciw Rzymianom). Foto: pl.wikipedia.org

13. Natomiast ich okręty były zbudowane i wyposażone następująco: dna bardziej płaskie niż w naszych okrętach, aby mogły się łatwiej wyzwalać z mielizn i odpływów; dzioby równie wysoko podniesione jak rufy były przystosowane do wysokiej fali i burz; okręty były w całości zbudowane z dębiny, aby mogły wytrzymywać wszelkiego rodzaju napór fal oraz urażenia; żebra z belek grubych na jedną stopę były razem zbijane przy pomocy żelaznych gwoździ grubości palca; kotwice były uwiązane nie na powrozach, ale na żelaznych łańcuchach; zamiast płótna żaglowego korzystano ze skór o grubej, a także i o delikatnej wyprawie, czy to z powodu niedostatku lnu, czy ze względu na nieznajomość jego przeróbki, czy też — i to jest bardziej prawdopodobne — dlatego że ich zdaniem płócienne żagle nie mogłyby wytrzymać tak gwałtownych burz i tak bardzo silnych wichrów Oceanu oraz należycie utrzymywać w ruchu okręty o tak wielkim ciężarze. A gdy dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i gwałtowności burz. Nasze bowiem okręty ani nie mogły ich uszkodzić dziobami (tak mocna była ich konstrukcja), ani tez nie było tak łatwo ze względu na ich wysokość obrzucać je pociskami i z tego samego powodu przychwytywać osękami. Do tego trzeba dodać, że gdy płynęły z wiatrem, o wiele łatwiej znosiły burzę, bezpieczniej osiadały na mieliznach, a pozostawione przez odpływ nie obawiały się skał i raf; natomiast wszystkie te przypadki stanowiły powód do obaw dla naszych okrętów” (Juliusz Cezara, „O wojnie galijskiej”, edycja komputerowa, www. zrodla.historyczne.prv.pl).

Królestwo Gwynedd (Venedotia)

 

Prawdopodobnie Wenetowie z Kornwalii i Armoryki po przegranej wojnie z Juliuszem Cezarem przenieśli się na północ Anglii, gdzie założyli Księstwo lub Królestwo Gwynedd (Gwent) (średniowieczna łacińska nazwa: Venedotia lub Norwallia, środkowy walijski: Guynet), i byli jednym z kilku następców imperium rzymskiego, które pojawiły się w perykoledzkiej Brytanii. Wenetowie osiedlili się na zachodnim wybrzeżu Walii, tak samo jak w Armoryce (Bretania) w krainie Vennes. Naprzeciwko Gwynedd znajdowała się Irlandia, a naprzeciwko Armoryki znajdowała się Brytania.

Królestwo Gwynedd. Foto: wikimedia.org

Venedoti byli sprzymierzeńcami Juliusa Asclepiodotusa, który pojawia się w średniowiecznej legendzie brytyjskiej jako rdzenny król Brytanii. Historia królów brytyjskich Geoffrey’a z Monmouth z 1136 r. przedstawia go jako księcia Kornwalii, był w opozycji do Allectusa, Rzymianina, który uciskał ludność Wielkiej Brytanii. Pokonuje i zabija Allectusa pod Londynem i oblega resztę sił rzymskich w mieście. Rzymianie ostatecznie poddają się pod warunkiem bezpiecznego zachowania poza Wielką Brytanią, którą Asclepiodotus chce udzielić, ale jego sprzymierzeńcy Venedoti atakują ich i odcinają głowy, które wrzucili do rzeki Gallobroc. Asclepiodotus zostaje oficjalnie koronowany na króla i sprawiedliwie rządzi przez dziesięć lat.

Jednym z królów Gwynedd był Gwenddoleu ap Ceidio (zm. Ok. 573 r.) lub Gwenddolau, który rządził w Arfderydd (obecnie Arthuret ). Obecnie to jest w południowo-zachodniej Szkocji i północno-zachodniej Anglii w okolicach Muru Hadriana i Carlisle w okres rzymskim. Uważa się, że Carwinley w pobliżu Longtown na północ od Carlisle znajdował sie „Caer Wenddolau” lub „Fort Gwenddolau”.

Chociaż Gwenddoleu nie odgrywa żadnej roli w legendach arturiańskich, to jego doradca Myrddin, wieszcz i bard, stanowi część podstawy późniejszych legend arturiańskich dotyczących czarodzieja Merlina.

Kamień kołyszący Coylton (rys. 1863). Roger Griffith. Artwork by James Paterson. – History of Ayrshire by James Paterson. Foto: wikipedia.org

Zgodnie z mitologia walijską Gwenddoleu był mistrzem i patronem poety Myrddin Lailoken (Merlin). Według drzewa genealogicznego, Myrddin był potomkiem Coela Hen, który, jak się sądzi, rządził większością tego, co jest teraz południową Szkocją i granicami po wycofaniu się Rzymian z wyspy Wielkiej Brytanii, na obszarze znanym jako Hen Ogledd. Według legendy, był ojcem Świętej Heleny i dziadkiem rzymskiego cesarza Konstantyna Wielkiego.

Hen, czyli Stary lub Math był władcą Gwynedd, który był najprawdopodobniej lokalnym bóstwem plemiennym obdarzonym właściwościami magicznymi, a także zarazem nauczycielem rycerstwa i prawodawcą, zawsze gotowym do karania winnych. Gwyddon jest potężnym magiem, pierwszym pośród bardów i natchnionych poetów, pobudzającym działanie wróżów i wieszczów. Występuje on pod postacią półczłowieka-półświni i świnia jest mu poświecona (u wielu ludów starożytnych to zwierzę uważane jest za symbol inteligencji (Jerzy Gąsowski, „Mitologia Celtów”, WAiF, Warszawa 1979).

Badacze sugerują, że Hen żył w IV w. Według walijskiej tradycji, region Kyle został nazwany Coel, a kopiec w Coylton w Ayrshire uznano za jego grobowiec. Sypanie kopca to był zwyczaj Trojan (poniżej).

 

 

Opowieści z cyklu arturiańskiego

 

W Anglii w Kornwalii, naprzeciwko Armoryki (Bretanii) znajdował się kraj Wenetów, nazwany Guenet albo Wenet, osada Wenetów Armoryckich z krainy Vennes, gdzie narodziły się opowieści z cyklu arturiańskiego, między innymi o Arturze, św. Graalu, oraz o Tristanie i Izoldzie. Akcja tego utworu toczy się w północnej Francji. Wymienione są krainy po obu brzegach Kanału La Manche: Kornwalia, Lonia, Bretania, Irlandia; zamki: Tyntagiel w Kornwalii, Weisefort w Irlandii, Karheń w Bretanii. Tristan to siostrzeniec i wasal króla Kornwalii, Marka. Dzieje Tristana i Izoldy są znacznie starsze od opowieści o Lancelocie i Guinevere, i we wcześniejszych wersjach nie były związane z cyklem arturiańskim. W Kornwalii, na zachodnim wybrzeżu w Tintagel (korn. Dintagell), znajduje się zamek Karheń należący według legend do króla Gorloisa i w którym urodził się król Artur. Myrddin z Gwynedd stał się protoplastą Merlina z opowieści arturiańskich.

Ciekawostka: Symbolem Kornwalii jest wrończyk (Pyrrhocorax pyrrhocorax) gatunek ptaka z rodziny krukowatych (Corvidae), w poezji kornwalijskiej używa się go jako symbolu regionu. W Kornwalii wierzono również, że król Artur żyje obecnie pod postacią wrończyka (kruka). Jego angielska nazwa „chough” często służyła w Anglii jako przydomek Kornwalijczyka. Czyżby i w Kornwalii pielęgnowano pamięć o królu Kraku? Według „Kroniki Wielkopolskiej”, Krak nie jest Grakchem, ale Krukiem, etymologia słuszna zresztą, bo „Kraków gród” znaczy „gród Kraka”, tj. Kruka; imię wróżące pomyślność.

W średniowieczu opowieść o Graalu została związana z mitem o królu Artusie, a oparta została na legendzie o brytyjskim królu Arturze, który około 500 roku prowadził zwycięską wojnę z Piktami i Sasami. Po raz pierwszy wspomina o nim brytyjski opat Nennius około 800 roku. Wędrujący pieśniarze podejmowali celtyckie legendy i mity i przedstawiali je w nowej szacie średniowiecznej na dworach panów feudalnych. Byli to trubadurzy w Prowansji na południu Francji, truwerzy w północnej Francji, minnesangerzy w Niemczech. Celtyccy bardowie i świat legend celtyckich stanowiły inspirację i wzorzec dla pisarzy literatury średniowiecznej, którzy za bohaterów swych eposów i pieśni obierali rycerzy z legendy o Artusie: Pereca, Parsifala albo Titurela. W powieści poetyckiej, a potem prozaicznej sławiono czyny Artura i jego rycerzy, którzy na dworach zachodnich stali się wzorami rycerskiego obyczaju. Rycerze Artura, łagodni i szlachetni, byli obrońcami uciśnionych, zwalczali gnębicieli lub okrutników. Dlatego dwór Artura stał się w pojęciach XII i XIII wieku jednoznaczny z całokształtem dworskiej kultury rycerskiej. Motyw Tristana i Izoldy również wywodzi się z legendy celtyckiej.

To wszystko jest piękne, poza jednym najważniejszym faktem: W Kornwalii i w krainie Vennes, gdzie narodziły się opowieści z cyklu arturiańskiego, między innymi o św. Graalu, Merlinie, oraz o Tristanie i Izoldzie, zamieszkiwali Wenetowie, i to od nich pochodzą te opowieści. Jeszcze raz: Polibiusz już w II w. p.n.e. twierdził, że Wenetowie różnili się językiem z Galami, a nawet prowadzili wojny z nimi, to historycy jednak uparcie zaliczają Wenetów (Wenedów) do plemion celtyckich lub germańskich, co jest błędem, lub fałszowaniem historii.

 

 

Sypanie mogiły (kopiec/kurhan) w Troi

 

Homer w „Iliadzie” wspomina mogiłę Ajsyetesa, ojca Antenora, a na jej szczycie siedział Politsea, który wypatrywał statki Achajów. Oto fragment:

 

„Chyża Iryda tymczasem, o nogach jak wicher, wśród Trojan
Z groźną zjawiła się wieścią od Dzeusa Egidodierżcy.
Właśnie odbywał się wiec u stóp pałacu Priama,
Kędy tłumnie zebrali się wszyscy, starszyzna i młodzi.
Ręcza Iryda zbliżyła się do nich i jęła przemawiać
Głosem, co był niby głos Politysea, syna Priama,
Siedzącego na czatach na samym szczycie mogiły
Ajsyetesa starego; bo ufny w szparkie swe nogi
Wypatrywał, by dostrzec, gdy ruszą od statków Achaje…” (Homer, „Iliada”)

Ajsyetes był ojcem Antenora. Iryda to bogini Izys.

Musiała to być bardzo wysoka mogiła (kopiec), ponieważ z jej szczytu było widać wybrzeże, przy którym znajdowały się statki Achajów.

Homer w „Iliadzie” wspomina trzy razy mogiłę Ilosa.

 

1.„…Podle mogiły boskiego Ilosa, daleko od zgiełku” (Homer, „Iliada”, Ks. X, w. 408).

2. „Rzekł i zdarł zbroję ze syna Pajona, sławnego włócznika.
Lecz Aleksander, małżonek Heleny o lokach trefionych,
Napiął łuk na syna Tydeja, pasterza zastępów,
Wsparty w ukryciu o kopca kolumnę, co ręce ludzkie
Wzniosły dla syna Dardana, Ilosa, Trojan praojca” (Homer, Iliada”, Ks. XI,363-368).

3. „…Tamci tymczasem minęli Ilosa wielką mogiłę” (Homer, „Iliada”, Ks. XXIV, w. 349).

 

Jak wyglądał taki pochówek? Homer w księdze XXIV opisał pogrzeb Hektora:

„Rzekł, a oni zaprzęgli do wozów woły i muły
I za murami zebrali się śpiesznie przed grodu bramami,
Przez dni dziewięć dźwigali ogromne drzewa naręcza,
Skoro zaś po raz dziesiąty Jutrzenka rozbłysła śmiertelnym,
Wtedy płacząc wynieśli śmiałego ciało Hektora, wokół stosu Hektora.
Na szczycie je stosu złożyli i ogień zażegli pod drzewem.
A gdy ze świtu zrodzona różanopalca Jutrzenka
Znowu powstała, zgromadził się lud wokół stosu Hektora.
Wówczas wszyscy pospołu skupili się w jednej gromadzie
I nasampierw skrzącym się winem gasili płomienie
Wszędzie, gdzie zbiegła moc ognia na stosie; a potem Hektora
Białe kości zbierali ze zgliszcz jego bracia i druhy,
Lamentując, a łzy im gorące spływały po licach.
Kości w miękkie spowiwszy całuny z purpury, w złocistą
Urnę włożyli, a tę w głęboki dół opuścili.
Który głazy sporymi przykryli gęsto na wierzchu.
Szybko wznieśli mogiłę, stawiając straże dookoła
Z lęku, że ruszą przed czasem goleniozbrojni Achaje.
Gdy usypali zaś kurhan, wrócili do miasta gromadnie
I na wspaniałą zebrali się stypę, by godnie ucztować
W króla Priama pałacu, co był Dzeusowym potomkiem.

Tak to grzebali Trojanie Hektora, kiełzacza rumaków” (Homer, „Iliada”, ks. 24).

A tak pochował Achilles Patroklosa, swego przyjaciela.

„…A żałobnicy zostali na miejscu i dalej wznosili
Stos całopalny długości stu stóp i tyleż szeroki,
Za czym na jego szczycie złożyli ciało, bolejąc.
U podnóża moc owiec dorodnych zarżnęli i wołów
Ociężałych, sprawili je, zaś wielkoduszny Achilles
Ściągnął z nich wszystkich tłuszcz i przykrył nim zwłoki Patrokla
Całe od stóp do głów, a w krąg nagromadził kadłuby
Zwierząt, odartych ze skóry. Dwuuszne dzbany z oliwą
I z miodem oparł o mary i jęcząc boleśnie, rumaki
Cztery o szyjach potężnych na wierzch pchnął stosu skwapliwie.
Dziewięć psów, które karmił u stołu, miał władca Patroklos;
Dwa z nich Achilles cisnął na stos, poderżnąwszy im gardła.
Wreszcie spiżem uśmiercił dwunastu synów szlachetnych
Trojan rycerskich, ten niecny czyn zamyśliwszy w swej duszy;
Ogień miał pożreć ich ciała i z siłą buchnąć straszliwą (Homer, „Iliada”, ks. XXIII, 163-177).

 

O sypaniu kopca:

„…Miejsce na grób wytyczyli głazami, podstawą mogiły,
Wokół stosu, a potem sypali ziemię na kopiec” (Homer, „Iliada”, ks. XXIII, 255-257).

 

Potem Achilles urządził igrzyska przy mogile Patroklosa ze wspaniałymi nagrodami.

Achilles zabijający jeńców trojańskich. Foto: newsweek.pl

W starożytnej Grecji Mykeny przedstawiały się jako najsilniejsze królestwo, częściowo dzięki podbojom, ale również dzięki łączeniu się w związku o nazwie amfiktionie. Obejmowały one dwanaście plemion greckich. Taki związek pod wodzą Agamemnona wyruszył pod Troję. Choć kultura mykeńska stosowała pochówek szkieletowy, to Achilles spalił zwłoki Patroklosa.

Achilles pochodził z Tessalii, sprawował dowództwo nad pięćdziesięcioma statkami. Walczył po stronie Achajów.

W malarstwie grobowym Etrusków w grobie Francois, Vulci Rzym, Muzeum Torlonia, znajduje się malowidło „Achilles zabijający jeńców trojańskich” pochodzące z 300 r. p.n.e. W tym samym muzeum jest malowidło „Głowa jeńca trojańskiego”.

 

 

Kopiec Kraka i Wandy

 

Prawdopodobnie zwyczaj sypania mogił/kurhanów wywodzi się z Troi. Wincenty Kadłubek wprowadził też do ojczystych dziejów cykl podań krakowskich, czyli legendę o Krakusie i Wandzie. W „Kronice polskiej” Wanda jest przedstawiona o przecudnej urodzie. Była córką Grakcha (Kraka), władcy Krakowa. Po jego śmierci Wanda objęła rządy. Pewien tyran niemiecki, chcąc zagarnąć tron niby wolny, pojawia się pod miastem. Ale gdy jego wojsko ujrzało Wandę, odstąpiło od walki, porażone jej pięknością. Ich książę popełnił samobójstwo. Wanda, ceniąc swe dziewictwo, zeszła ze świata nie pozostawiwszy potomka. „Kronika wielkopolska” wywodzi jej imię od „wędy”, którą uroda jej łowiła serca rycerzy. Tyran niemiecki rzuca się na miecz z wściekłości, że nie pokonał Wandy. Długosz czyni Wandę siostrą Libuszy, a niemieckiemu księciu daje na imię Rytogar. Aby ujść zalotom Niemca, Wanda skacze z mostu do Wisły. Współcześni historycy twierdzą, że Kadłubek imię i postać wymyślił. W czeskiej legendzie Libusza uchodzi za założycielkę Pragi, która była córką Kraka. Wraz z mężem, Przemysławem Oraczem, dała początek dynastii Przemyślidów. Jeżeli Kadłubek imię i postać wymyślił, to skąd w Krakowie znalazły się usypane ludzką ręką kopce Kraka i Wandy?

W Krakowie, w rejonie doliny rzeki Dłubni, znajduje się legendarna mogiła księżniczki Wandy, córki Kraka. Jest to usypany kopiec o wysokości 29 metrów. Księżniczka Wanda musiała naprawdę zapisać się dobrze w pamięci ludu krakowskiego, że ten usypał tak wielki kopiec na jej pamiątkę. Również jej ojciec Krak ma swój kopiec w Krakowie. Kronika Miorsza* opowiada o Kraku (pisownia oryginalna):

„Właśnie podtenczas nasi zajęli część posiadłości ligurskich, gdy Krak z Karantanii wróciwszy, jako mąż obdarzony płynną a pełną treści wymową, zwołał wszystkich na radę: wszystkich uwagę na siebie zwraca, wszystkich serca zniewala, i gotowość wszystkim naprzód już dla się pozyskuje mówiąc: Pośmiewiskiem jest bydlę bezmowne, a człek bez głowy; czem zaś jest ciało bez duszy, czem kaganiec bez światła, czem świat bez słońca, tem jest państwo bez króla. Dusza bowiem jest źródłem męstwa; światło ułatwia nam przezor wszech rzeczy; na koniec słońce uczy, jak się do wszystkich rozciąga i powinny dobroczynne promienie łask, którymi jak najcenniejszymi perłami zdobi się głowę królewską, tak: że gdy czoło wielkodusznością jaśnieje, miga w tył blaskiem bystra przezorność, a skroń oboją szczodrze spromienia bohatyrskości karbunkuł. Siebie nie na króla poleca lecz jakoby na spółrządcę poleca, a skoro go obiorą, gotów jest dowieść że: „Nie dla się lecz całego jest zrodzony świata”.

Wnet królem jednogłośnie obrany, ustanawia sądy, prawa ogłasza. Tak powstały pierwiastki naszych ustaw i zawiązek naszej społeczności. Przedtem bowiem wolność służebna była niewoli, a sprawiedliwość wlokła się opodal za krzywdą, i zwano sprawiedliwym to co dla najmocniejszego było najkorzystniejszym. Jakkolwiek zaś surowy wymiar sprawiedliwości nie zaraz jeszcze panować począł, toć przynajmniej przestała ona odtąd ulegać przemocy, i nazwano sprawiedliwością to co było najkorzystniejszym dla najsłabszego”.

Jan Długosz tak opisał wznoszenie kurhanu ojca królowej: „mogiłę […] jego, by była trwalsza i wieczna, i żeby potomni o niej nie zapomnieli, dwaj synowie Kraka, zgodnie ze specjalnym pouczeniem za życia ojca, do takiej wznieśli wysokości, sztucznie i przemyślnie nadsypując, by sam szczyt góry, na którym go złożono, panował nad wszystkimi dokoła wzniesieniami”.

Podczas prac archeologicznych w latach trzydziestych minionego wieku odkryto konstrukcję tej budowli. Została oparta na wysokim słupie, do którego umocowano promieniście ułożone, wyplecione z wikliny przegrody, wzmocnione dodatkowymi mniejszymi palami. Przestrzeń między nimi wypełniono warstwami mocno ubitej ziemi i kamieni. Taka konstrukcja – efekt długotrwałej i zorganizowanej pracy – zapewniła jej stabilność. Co bardzo ważne – ówczesne prace archeologiczne doprowadziły do stwierdzenia, że budowla została wzniesiona na warstwie kultury łużyckiej, której kres przyjmuje się na ok. 400 r. p.n.e. (https://rudaweb.pl/index.php/2017/11/16/anomalie-wandy-i-zenujaca-cisza/).

Lud krakowski usypał również kopiec Tadeuszowi Kościuszce. Został on usypany w latach 1820-1823 i ma on 34 metry wysokości. Następnie w latach 1935-1937 na krakowskim Sowińcu usypano kopiec poświęcony Piłsudskiemu.

1 stycznia 2017 r. portal rmf24.pl doniósł „Kurhan przebadały trzy niezależne ekipy: naukowcy z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH, firma Georadar z Wrocławia i GPR24 z Warszawy. Ta ostatnia zastosowała dwie metody – elektrooporową i georadarową z antenami o największym zasięgu. ‚Widzimy miejsca, które są anomalią dla georadaru. Trzeba to wszystko poobrabiać i wtedy będzie można spróbować coś powiedzieć. Na razie trudno wyrokować, czy jest Wanda, czy jej nie ma. Głębokość, która została zbadana to okolice 16. metra od szczytu kopca. Istnieje hipoteza, że być może tam jest komora grobowa. Będziemy to wszystko wiedzieli po wynikach’ – mówi Jacek Adamiec z firmy GPR24” (https://rudaweb.pl/index.php/2017/11/16/anomalie-wandy-i-zenujaca-cisza/). Do tej pory wyników nie opublikowano.

—————————————————–

Miorsz żył w Polsce na początku XI wieku, wkrótce jakoś po śmierci Chrobrego, którego też mógł zapamiętać. Cudzoziemiec z rodu, podobno Anglosas, trafił u nas na czasy kiedy to za wpływem Rуху, żony Mieczysława II, łatwo było obcemu przed rodakami osiągać najwyższe dostojeństwa. Miorsz miał dwa główne źródła przed sobą: kronikę starożytnych Lęchitów i roczniki polskie, które już wtedy przy kościołach katedralnych i po klasztorach znajdowano. Kronika Lęchicka mówiła o zdarzeniach, które zaszły nad Adriatykiem i nad Dunajem. Miorsz korzystał z kroniki Lęchickiej, zawierającej dzieje starożytnego ludu pierwiastkowo ilirskiego, mieszkającego później w Dacji. Miorsz ją zwie „Descriptio Lechiticorum annalium” (August Bielowski, „Wstęp krytyczny do dziejów Polski”, Lwów 1850). Kronika zaginęła w XI w.

 

 

Rękawka

 

W Krakowie odbywał się festyn ludowy pochodzenia przedhistorycznego, wiążący się ze słowiańskim świętem wiosny (tłuczenie jaj i ciskanie nimi o ziemię), połączony przez lud z legendą o Krakusie, obchodzony był jeszcze pod koniec XIX w. We wtorek po Wielkanocy albo w najbliższą pogodną niedzielę, po nabożeństwie w kościele św. Benedykta na Krzemionkach, uczestnicy udawali się na pobliskie wzgórze Lasota (zwane od tego festynu również rękawką), po drodze zaopatrzywszy się w pisanki, „szewskie placki”, jabłka, pierniki, obarzanki i resztki święconego, i zrzucali je stojącym u podnóża ubogim albo żakom. Tradycja zabaw ludowych przetrwała do czasów obecnych. Według etymologii ludowej, nazwa Rękawki ma się wywodzić stąd, że kopiec Krakusowi usypał naród własnoręcznie znosząc ziemie w rękawach i cholewach.

 

 

Kultura i sztuka Wenetów

 

Wenetowie byli twórcami sztuki situl, styl situl (ang. Situla art) – terminy stosowane w odniesieniu do zespołu znalezisk ze wschodniej strefy kultury halsztackiej z VII-IV w. p.n.e. pochodzących z bogato wyposażonych grobów w północno-wschodnich Włoszech, Austrii i Słowenii..

Szczyt rozwoju sztuki situl przypada na VI w. p.n.e. najpiękniejsze zabytkowe okazy z tego okresu są znajdowane w Słowenii w Dolnej Krainie na południe od Lublany oraz na półwyspie Istria.

Situla z Panii, Narodowe Muzeum Archeologiczne we Florencji. Foto: wikipedia.org

Zmarli byli paleni, a prochy przechowywano w urnach. Religia opierała się na kulcie bóstw żeńskich; najważniejszą była bogini Reitia, uosabiająca siły natury.

Reitia jest boginią, jednym z najbardziej znanych bóstw Wenecji adriatyckiej północno-wschodnich Włoch. Chociaż jej miejsce w panteonie weneckim nie jest znane, znaczenie jej kultu dla społeczeństwa weneckiego jest dobrze potwierdzone w znaleziskach archeologicznych. W weneckiej świątyni w Baratella, niedaleko Este znaleziono wiele ofiar wotywnych na przedmioty garncarskie i metalowe. W języku Venetic otrzymuje ona nazwę Śahnate, Uzdrowiciela i Pory, dobrych. Była także bóstwem pisania; Marcel Detienne interpretuje nazwisko Reitia jako „ten, który pisze”. Inskrypcje poświęcone ofiarom Reitii są jednym z naszych głównych źródeł wiedzy o języku weneckim. Rzymianie utożsamiali ją z Junoną (Iuno) utożsamiana z Herą.

 

Budowle megalityczne

 

Orientacyjna mapa początków i rozprzestrzeniania się budowli megalitycznych w Europie. Foto: wikipedia.org

Pierwotna ludność Walii pozostawiła po sobie wielkie budowle megalityczne, ale nie tylko tam, gdyż występują one przeważnie na obszarach, gdzie zamieszkiwali Wenetowie/Wenedowie, a więc w Walii, w Armoryce, Kornwalii, w Niemczech i Polsce.

Menhirami nazywamy pionowo wkopane w ziemię słupy kamienne. Jeden z największych znajduje się w Bretanii (miejscowość Lockmariaquer) – obecnie rozbity i obalony, miał kiedyś 21-23 m wysokości, prawie 5 m grubości i ważył 350 ton. Menhirami zwieńczano czasem szczyty kurhanów. W okolicy miasta Carnac we Francji znajduje się „aleja” wyznaczona menhirami.

Megalit (Morbihan, Bretania). Foto: pl.pinterest.com

Grobowce korytarzowe charakteryzują się komorą grobową zbudowaną z potężnych płyt kamiennych. Prowadzi do nich również kamienny, długi korytarz. Grobowiec taki przysypywano nasypem kurhanu. Najbardziej rozwiniętą formą grobowca korytarzowego był tolos. Komora tolosa osiągała olbrzymie rozmiary. Do najbardziej znanych należy tolos z Mewgrange w Irlandii.

La Table des Marchand vers 1900. Foto: megalithe.over-blog.com

W starożytności menhiry, bauty, kromlechy jak np. Carnac w Bretanii, czy gigantyczne trylity złożone w krąg w Stonehenge w Anglii były na usługach kultu, ale nie zmarłych. Albowiem szereg menhirów wzniesiono poza miejscami grzebania zmarłych. Stonehenge („wiszące kamienie”) koło Salisbury, są to wielkie bloki kamienne ustawione w kilka kręgów, uważane za ślady świątyń kultu słońca. Wielu przypuszcza, że w czasach pogańskich świąt w menhirach składano ofiary i odbywały się tańce i procesje. Na ścianach wielu dolmenów i menhirów zachodniej Europy znajdują się znaki i symbole o znaczeniu magiczno-religijnym, jak np. obraz słońca w promieniach, znak siekiery, wąż. Nekropolia Hal Safliani zawiera kilka wykutych w skale komór, w których odkryto kości siedmiu tysięcy osób. Mircea Eliade w „Historii wierzeń i idei religijnych” twierdzi, że „Owe wszystkie komory służyły pewnym ceremoniom religijnym, zastrzeżonym dla kapłanów i wtajemniczonych”.

 

 

Walki Markomanów, Kwadów, Sarmatów i Jazygów z Rzymem o Panonię i Noricum

 

Tacyt w rozdziale w 42 i 43. o Markomanach pisał: „Wyjątkowa jest sława i siła Markomanów, a także ich siedziba, którą zdobyli, mężnie wypierając Bojów. Lecz ani Narystowie, ani Kwadowie nie są gorsi. Jeśli podążać wzdłuż Dunaju, ta część stanowi jakby czoło Germanii. U Markomanów i Kwadów jeszcze za naszej pamięci byli królowie z ich plemienia, ze szlachetnego rodu Maroboduusa i Tudrusa (dziś już także obcych znoszą), lecz siła i moc królów opiera się na autorytecie Rzymu. Rzadko wspieramy ich orężem, częściej pieniędzmi, lecz z nie gorszym skutkiem. Na tyłach Markomanów i Kwadów mieszkają Marsygnowie, Kotynowie, Osowie i Burowie. Spośród nich Marsygnowie i Burowie językiem i kulturą przypominają Swebów. Język celtycki u Kotynów, panoński u Osów, a również to, że godzą się na składanie trybutów, dowodzi, że nie są oni Germanami. Część trybutów nakładają na nich Sarmaci, część Kwadowie – jako na cudzoziemców. Tacyt zaliczył Markomanów do plemion germańskich. Ten fałszywy pogląd przyjęli Niemcy. Markomanowie to Słowianie.

Swetoniusz podaje, że cesarz Tyberiusz „królów wrogo usposobionych lub podejrzanych trzymał na wodzy raczej groźbami i wymówkami niż użyciem wojska. Niektórych ściągnął do siebie pochlebstwem i obietnicami, lecz już nie wypuścił, jak Marobodua germańskiego”. Marbod (łac. z celt. Maroboduus – Wielki Kruk) ur. ok. 30 r. p.n.e. zm. w 37 r. n.e. Maroboduus był królem Markomanów, plemienia mieszkającego na terenie dzisiejszych Czech i Moraw.

Jego imię jest dowodem na istnienie Kraka. Według „Kroniki Wielkopolskiej”, Krak nie jest Grakchem, ale Krukiem (etymologia słuszna zresztą, bo „Kraków gród’ znaczy „gród Kraka”, tj. Kruka; imię wróżące pomyślność. Marbod zapewne nosił imię po wielkim królu Kraku.

Pod wodzą Marboda (panował od 8 p.n.e. do 19 n.e.) Markomanowie opanowali ziemie celtyckich Bojów. Rozszerzyli swoje państwo na południe aż do Dunaju, skąd zostali wyparci w 20 r. W latach 89–92 walczyli z Rzymem.

W 168 r. Markomanowie i Wiktofalowie (Wandalowie, których pierwotne siedziby lokuje się na części obszaru ziem polskich, na terenach zajmowanych przez kulturę przeworską we WOR) żądali zgody na otrzymanie statusu federatów i osiedlenie się w Panonii, ale cesarz odmówił, na chwilę zapanował spokój. Według „Kroniki Wielkopolskiej” „w starożytnych księgach pisze, że Panonia jest Matką i gniazdem wszystkich Słowiańskich Narodów”. Wreszcie przypomnieć należy, że Nestor wspomniał nie tylko, że Słowianie pochodzili z rejonu Dunaju, ale w szczególności było to Noricum. Dlatego nie tylko Markomanowie, Kwadzi i Wandalowie, ale i Sarmaci i Jazygowie chcieli odzyskać Panonię i Noricum.

Za cesarza Marka Aureliusza najechali cesarstwo, co wywołało wojny markomańskie w latach 170-179, w których zostali prawie całkowicie spacyfikowani przez Rzymian.

W 170 r. nastąpiło jedno z największych uderzeń na Panonię i Noricum. Markomanowie i Kwadowie przekroczyli limes na wysokości Carnuntum i skierowali się: Kwadowie do Panonii Inferior (Dolnej), Markomanowie na pogranicze Panonii Górnej i Noricum – na obszarze Noricum pokonali 20 tys. Rzymian i udali się w kierunku Alp Julijskich, bezskutecznie oblegali Akwileę (miasto Wenetów, które zostało zromanizowane), a następnie dotarli do Opiterium w północnych Włoszech.

Jazygowie, na wieść o wtargnięciu Markomanów do rzymskich prowincji, skierowali swoje uderzenie na zachód na rzymską Panonię oraz w 167 r. zajęli Dację.

W 180 r. w Vindobonie (Wiedeń) cesarz Kommodus zawarł z Markomanami i Kwadami niekorzystny dla Rzymu pokój i legiony opuściły ziemie Markomanów.

Podczas kryzysu cesarstwa w III w. Markomanowie wiele razy wdzierali się na jego terytorium.

 

Obóz rzymski w Mušov

 

Mušov (z niemieckiego/austriackiego „Muschau”) to obszar należący do gminy Pasohlávky na południu Moraw 12 km od Mikulova (należącego do obecnej republiki Czeskiej).

Na pobliskim wzgórzu, zwanym Burgstall, istniała starożytna wieś od końca I w. p.n.e. ale miejsce to było używane od wczesnej epoko brązu, z dowodami starożytnych kultur Hallstatt i La Tene.

Inskrypcja pozostawiona przez armię rzymską dość blisko obecnej polskiej granicy, w Trencinie. (cc) wikimedia Foto: poselska.nazwa.pl

Miejsce to było również używane przez Rzymian podczas kampanii Tyberiusza przeciwko Markomanom, a następnie jeszcze dwa wieki później, podczas wojem markomańskich Marka Aureliusza z lat 166-188. Tutaj faktycznie powstała cała seria rzymskich obozów wojskowych, z budynkami murowanymi, a nawet termicznymi. Miało to stać się przyszłą stolicą (a raczej jednym z głównych ośrodków) nowej prowincji Marcomanni. W „Pískách znalezion”cztery obozy rzymskie, z których największy zajmował (przed „sztuczną zalaniem) powierzchnię 38 hektarów (670 x 560 x 630 x 620 m).

Wieś Mušov została zniszczona, pomimo sprzeciwu jej mieszkańców, pod koniec lat 70. XX w., po decyzji ówczesnego rządu o budowie zapory i przyległego zbiornika (dzięki bliskości rzek Dyje i Thaya). Od 1976 r. pozostałości wioski (sprowadzone do wyspy, na której stoi kościół San Leonardo) zostały połączone z pobliska wioską Pasohlávky.

W Dewinie w starożytności znajdował się rzymski posterunek graniczny.

 

 

Markomanowie/Morawianie.

 

Pierwsze wzmianki o ośrodkach politycznych na Morawach pojawiają się w kronikach Fredgara w VII wieku. Wspomniany jest władca Samon, który odmówił posłuszeństwa Frankom. Jest to najstarsza wzmianka o istniejącej państwowości w krainach zamieszkanych przez Słowian.

Wilhelm Bogusławski w książce „Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w.” opisując plemiona słowiańskie o Morawianach pisał (pisownia oryginalna): „Ludność słowiańska na porzeczach Morawy i Dyi za czasów rzymskich słynąca pod nazwą Markomanów, zawdzięcza położeniu swej ziemi między grzbietami Karpatów, Sudetów i Hwozdu czeskiego, unika napadu różnych rabusiów, w drugiej połowie V i początku VI w. uwijających się nad Dunajem. Ustroń otoczona odwiecznymi lasami od północy, wschodu i południowego-wschodu, dozwalała mieszkańcom zwróci wszystkie siły na obronę otwartej od zachodu granicy nad rzekami Dyją i dolną Morawą. Mając na północy i wschodzie pobratymcze ludy czeskie i śląskie, na południowy-wschód, za Jaworzynami, Słowaków.

Morawianie musieli mieć się na baczności od południa, ze strony Dunaju, nad brzegami którego od upadku państwa rzymskiego (476) wałęsały się łupieżnicze tłumy. Rozprawy orężne w końcu V i w VI w. Herulów, Gotów, Longobardów, Gepidów, Awarów nie dotknęły Morawian i zapewne z tego powodu dzieje o nich milczą. W VII wieku nazwa ich wzmiankuje się w kronice aleksandryjskiej około r. 628 w zepsutej formie „Marcomali”, potem u geografa raweskiego (r. 690) „Marcani”.

I na tym koniec. A jednak nie ulega wątpliwości, że podczas ogólnego powstania Słowian pod wodzą Sama i przeciw Awarom, którzy utwierdziwszy się w połowie VI wieku nad Dunajem, Słowian uciskali, Morawianie wspólnie z innymi pobratymcami do boju stawali. W boju trwającym lat kilka, u Czechów na króla wyniesiony został Samo, który zapewne był i królem Morawian, ale dzieje o tym milczą i coby się z Morawianami stało, po rozpadnięciu sie wielkiego państwa Sama w 662 r. w dziejach wzmianki nie znajdujemy. Tylko z podań dobiegają wieści o książętach, którzy nieprzerwanym ciągiem na Morawie panowali. Podania przypominają że po śmierci Sama nad Morawami panował Maroth (Moimir?), a jego następca Swatosz, napastowany w Panonii przez Awarów, przeniósł stolicę na północ do Welihradu, nad rzekę Moraw. Po nim cały szereg książąt, którzy mężnie broniąc ojczyznę od napadów Awarów, nie pozwolili tym łupieżnikom przekroczyć ich stanowisk, wąskim pasem po lewym brzegu Dunaju biegnących.

Po zniszczeniu władztwa Awarów w Rakusach przez Karola Wielkiego w latach 791—803, w sąsiedztwie Morawian utwierdziły się posterunki niemieckie, z których powoli wyrosła marchia wschodnia.

Z grodów morawskich najznakomitszym by Welihrad nad rzeką Morawa, w którym według podania książę Swatosz w pierwszej połowie VIII w. stolicę ustanowił. Wszakże w starożytnych kronikach nazwa Welihradu nie wzmiankuje się. Dopiero w późniejszym czasie w kronikach pisanych po słowiańsku, zjawia się nazwa Welihradu. Sławny ten gród w dziejach IX w., stolica arcybiskupstwa słowiańskiego z grobem św. Metodego był solą w oku Niemcom, podczas najazdów został przez nich zburzony, tak że śladu nie zostało i nawet niewiadome z pewnością miejsce jego położenia. Wreszcie badacze utrzymują, że gród ten leżał na ostrowiu rzeki Morawy, niedaleko teraźniejszego Welihradu. Do starożytnych grodów jeszcze należy: Dewin na pograniczu od południa, wiadoma warownia w czasie najazdu Franków i Niemców w IX w., prawdopodobnie leżał przy zbiegu rzek Swratki z Dyją; Olomuc (pol. Ołmuniec) w IX w. by centrem żupy Ołmunieckiej; Brno wzmiankuje się w dokumentach XI w. jako miasto (civitas), ale od dawna był grodem żupy Brneskiej to nie ulega wątpliwości. Przodkowie teraźniejszych Morawian i Słowaków w starożytności zwani Markomani i Kwady, we wszystkich potrzebach przeciw Rzymianom występowali razem. Dzieje II, III i IV wieku napełnione są wiadomościami o wielokrotnych wyprawach Rzymian przeciw Markomanom i Kwadom, którzy chociaż mieli osobnych wodzów (królików), całe wieki jednak trzymali się razem i wspólnie ojczyzny bronili. W V w. nazwa Kwadów znika, a na ich ziemiach pokazali się Gepidy, którzy razem z Morawianami stali pod chorągwiami Atyli, dzieje zaś nie dostarczają żadnej wzmianki o jakimś nieprzyjaznym zajściu między Gepidami a Morawianami, gdy tymczasem względem innych plemion, jak Longobardów i Awarów, Morawianie i Gepidy stawili się razem. Później, po rozbiciu Gepidów przez Longobardów z Awarami (r. 567), Morawianie pod wodza Sama (r. 627) wspólnie z innymi Słowianami bili Awarów, w VIII w. wydarli im krainę Wag (Powa) i odtąd ze Słowakami trzymali się razem jak bracia, aż do upadku pastwa morawskiego w 906 r. Tymczasem Czesi, trzymając się oddzielnie od Morawian, wchodzili przeciw nim w stosunki z Niemcami, a chociaż zniewoleni byli na kilkanaście lat przyłączyli się do związku morawskiego, po śmierci jednak księcia Świętopełka, wnet od związku odpadli w 895 r. Po upadku państwa morawskiego Czesi opanowali część Moraw (Wilhelm Bogusławski, „Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w.”, Poznań 1889).

Państwo Wielkomorawskie powstało na początku IX wieku na terenach dzisiejszych Moraw (stanowiących wcześniej centrum Państwa Samona. Szczyt ekspansji Wielkich Moraw przypadł na panowanie Świętopełka I w latach 871–894, kiedy w ich skład wchodziły, poza Morawami, częściowo tereny dzisiejszych Węgier i Słowacji, a także Czechy, Łużyce, Zakarpacie. Państwa Wiślan w IX w. znalazło się pod wpływem potężnego Państwa Wielkomorawskiego. Wiślanie stanowili trzon ówczesnej Słowiańszczyzny. Państwo Wiślan obejmowało swoim zasięgiem obszar dzisiejszej Małopolski, ale później sięgało aż po Sudety.

Wiślanie podlegali Państwu Wielkomorawskiemu tylko dwadzieścia sześć lat, gdyż uległo ono później Węgrom, którzy wdarli się pomiędzy Karpaty i Dunaj w 896 r. Dali oni początek królestwu węgierskiemu.

W 1003 – Morawy zostały zdobyte przez Bolesława Chrobrego i włączone do Królestwa Polskiego. W 1031 r.za panowania Mieszka II Lamberta Polska utraciła Morawy.

Od 863 roku działalność misyjną w państwie wielkomorawskim prowadzili Cyryl i Metody, wraz z którymi pojawił się stworzony przez nich obrządek słowiański oraz język staro-cerkiewno-słowiański.

 

 

Cyryl i Metody

 

Podział Kościoła na część wschodnią i zachodnią sięgał czasów Imperium Rzymskiego, kiedy to cesarz Teodozjusz I Wielki w 395 r. podzielił cesarstwo na zachodniorzymskie i wschodniorzymskie. Przyczyną tego były znaczące różnice kulturowe i niemożność zarządzania tak ogromnym organizmem. Zachód był światem łaciny i kultury rzymskiej, zaś na wschodzie dominowała greka i wpływy kultury hellenistycznej. Początkowo Rzym odgrywał główną rolę, lecz w 330 r. Konstantynopol został mianowany drugą stolicą Cesarstwa Rzymskiego. W 451 r. na soborze chalcedońskim zrównano patriarchat z papiestwem pod względem przywilejów porządku kościelnego i zachowano pierwszeństwo Rzymu.

Na wskutek najazdu Awarów upadło chrześcijaństwo. W 679 r. na byłe prowincje rzymskie: Mezję i Trację, które były od V w. zamieszkałe przez ludność słowiańską, najechali mongolscy Bułgarzy, którzy założyli tu duże państwo. W 864 r. książę Borys przyjął wiarę chrześcijańską z Bizancjum. Jego syn Symeon (893-927) przyjął tytuł cara. Bułgarzy zbudowali przy pomocy Bizancjum państwo rozciągające się od Kaukazu do Donu. Byli przybyszami ze Wschodu, lecz bardzo wcześnie się zeslawizowali. Kres ich hegemonii, położyła w 1330 r. bitwa pod Belbuźd, gdzie doznali porażki od Serbów.

Ponowna chrystianizacja południowej Słowiańszczyzny nastąpiła w IX w., kiedy z greckiego miasta Tessaloniki (po słowiańsku Saluna), obecnie Saloniki, wyszli wielcy święci apostołowie Słowian, bracia Konstanty i Metody. Konstanty (827-869), który przyjął zakonne imię Cyryl, jest autorem najstarszego przekładu słowiańskiego najważniejszych tekstów liturgicznych oraz niektórych Ksiąg Pisma Świętego. Dzieło nawracania Słowian bracia prowadzili w Panoni i na Morawach. Cyryl i Metody wprowadzili do liturgii język słowiański. W 867 r. zostali zaproszeni przez papieża do Rzymu. Papież Hadrian II udzieli im swego pełnego poparcia i pobłogosławił słowiańskie księgi liturgiczne, które zostały złożone w bazylice Santa Maria Maggiore. Uczniowie Cyryla i Metodego zostali wyświęceni. Papież wydał polecenie, by w czterech kościołach Msza Św. była odprawiana w języku słowiańskim. Wkrótce po tym wielkim triumfie Cyryl poważnie zachorował i w 869 r. zmarł w Rzymie mając 42 lata. Został pochowany w bazylice św. Klemensa.

Metody przybył ponownie do Rzymu pod koniec 869 r, i został konsekrowany na arcybiskupa Panoni. Diecezja ta obejmowała Morawy, a jej siedziba znajdowała się w Sirmium. Zmarły w 814 r. cesarz Karol Wielki uznał ziemie słowiańskie, leżące na wschód od granicy nad Dunajem, za przyszły teren misyjny pogranicznych diecezji bawarskich. Natomiast decyzja Stolicy Apostolskiej podporządkowała Morawy i Panonię bezpośrednio Rzymowi i niweczyła plany duchowieństwa bawarskiego, lecz Niemcy nie rezygnowali z podboju tych ziem dla siebie. Po wielu niemieckich intrygach arcybiskup Metody został uwięziony w bawarskim klasztorze. Dopiero w 873 r. papież Jan VIII, kiedy dowiedział się o losie swego arcybiskupa, zmusił bawarskiego króla i biskupów, by uwolnili Metodego, który był więziony przez ponad dwa lata. Także nowy władca Moraw, książę Świętopełk, okazał się w końcu przeciwnikiem dzieła Metodego, opierając się stosowaniu liturgii słowiańskiej i poddając wobec Rzymu w wątpliwość prawowierność nowego arcybiskupa. W roku 880 Metody był wezwany „ad limina Apostolorum”, aby jeszcze raz przedstawić cały problem Janowi VIII. W Rzymie, oczyszczony ze wszystkich zarzutów, uzyskał wydanie przez Papieża bulli „Industriae tuae”, przywracającej w zasadzie wszystkie przywileje uzyskane dla liturgii w języku słowiańskim od poprzednika, Hadriana II. Podobne uznanie pełnej prawowitości i prawowierności uzyskał Metody również od Cesarza bizantyjskiego i Patriarchy Focjusza, pozostającego w owym czasie w pełnej jedności z Rzymem, gdy w roku 881 lub 882 udał się do Konstantynopola.

W ostatnich latach swego życia Metody kontynuował, jako arcybiskup Panonii, budowanie Kościoła na rodzimych fundamentach. W Wielehradzie ochrzcił czeskiego księcia Borzywoja i jego żonę Ludmiłę oraz czeskie rycerstwo. Św. Wacław był wnukiem Borzywoja i Ludmiły. Borzywoj I został określony mianem pierwszego chrześcijańskiego księcia Czechów przez Krystiana w Żywocie świętego Wacława, w najstarszym Żywocie świętej Ludmiły (Fuit in provincia Boemorum) oraz w Kronice Kosmasa z Pragi. Data chrztu Borzywoja I nie jest pewna. Kosmas z Pragi podał rok 894, jednak jest to niemożliwe, gdyż Metody, który ochrzcił Borzywoja I, zmarł już w 885 roku. Proponuje się rok 88. Arcybiskup Metody zmarł 6 kwietnia 885 r., i został pochowany w Wielehradzie.

W Czechach doszło do buntu przeciwko Borzywojowi I; buntownicy ogłosili księciem Strojmira. Ich kandydat przebywał na wygnaniu „u Niemców” tak długo, że nawet zapomniał ojczystego języka. Bunt ten był skierowany nie tylko przeciwko nowej wierze, ale i zależności od Świętopełka, księcia morawskiego, w którą popadł Borzywoj. Przypuszcza się, że bunt Strojmira mógł być inspirowany przez bawarskie kręgi kościelno-polityczne, które uważało Czechy za swoją strefę wpływów. Wniosek tej zdaje potwierdzać się fakt, że dopiero w 895 roku Czechy, w wyniku oddania się Spitygniewa I pod opiekę wschodniofrankijskiego króla Arnulfa z Karyntii, znalazły się w obrębie diecezji ratyzbońskiej. Tzw. tradycja „bawarska”, która znalazła odbicie w Żywocie świętego Wacława zwanym Crescente fide oraz w Żywocie świętego Wacława autorstwa Gumpolda z Mantui twierdzi, że pierwszym chrześcijańskim księciem Czechów był Spitygniew I.

Papież Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” o apostołach Słowian pisze: „Cyryl i Metody działali na zaproszenie księcia wielkomorawskiego na terenie jego państwa w wieku IX. Jest prawdopodobne, że dotarli również na teren kraju Wiślan, za Karpatami. Z pewnością działali na terenach Panonii, a więc dzisiejszych Węgier, a także na terenach Chorwacji, Bośni i Hercegowiny oraz w okolicach Ochrydy, czyli na terenie słowiańskiej Macedonii. Zostawili po sobie uczniów, którzy ich działalność misyjną kontynuowali. Ci dwaj święci bracia wywarli wpływ na ewangelizację Słowian także na terytoriach znajdujących się na północ Morza Czarnego. Ewangelizacja Słowian bowiem, poprzez chrzest św. Włodzimierza w roku 988, rozprzestrzeniła się na całą Ruś Kijowską, a potem stopniowo ogarnęła północne obszary dzisiejszej Rosji i dotarła aż do Uralu”.

 

 

Czechy

 

Tacyt w rozdziale w 42 i 43 o Kotynach pisał: Kotynowie – ku ich większej hańbie – kopią nawet żelazo. Wszystkie te ludy zasiedliły w niewielkim stopniu równiny, raczej górskie lasy oraz szczyty [i grzbiet] gór”.

Według najdawniejszych podań, przywódca ludu Czech zatrzymał się u wzgórza (Rzip), na urodzajnej ziemi, porosłej lasem. Pod tym wzgórzem Czech zbudował sobie dwór nazwany Kleńce, niby od imienia syna jego Kleń. Ludzie z czeladzi Czecha trzebili lasy, wyorali pola. Za panowania następcy Czecha Kroka, brat ostatniego Botak znalazł rudę żelazną, a dwaj synowie Rohsława Gijcha i Damasława odkryli piasek złoty w wodzie. Nieco później za panowania Libuszy, Druhan i Chobol synowie Borysława, znaleźli srebro, a inni znajdowali żyły złota i srebra w ogromnej ilości. Metalów było pod dostatkiem: poczęto bić pieniądze, kuć żelazem wozy, wyrabiać różne narzędzia rolnicze i gospodarskie. Ale złota znajdowano coraz więcej, tak że jeśli dać wiarę podaniu, jednemu biedakowi udało się znaleźć samorodek złota grubości ręki, a wysokości człowieka. I znowu mnodzy Czechowie opuściwszy dziedziczne role, osiedlili się „po dołach”, wydobywali złoto i wzbogacali się, książęta zgromadzili ogromne skarby.

Nie ma więc powodu nie wierzyć podaniu narodowemu, że przed X. w. dawno już w Czechach trudniono sie w obszernych rozmiarach wydobywaniem metali, dlatego osady zakładane były, według kronikarzy „w dołach”, które, jak objaśniliśmy wyżej, zwały się czachy. Ludzie zamieszkali w czachach, zwyczajem słowiańskim, zwali się Czachami (Wilhelm Bogusławski, „Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w.”, Poznań 1889).

Od nazwy Bojów wywodzi się łacińska nazwa Czech – Boiohaemum (łac. Ziemia Bojów), Bohemia.

Współcześni językoznawcy łączą nazwę Czechy z rdzeniem čel-, w którym miało dojść do ekspresyjnej zamiany l w chь. Rdzeń ten występuje również w wielu innych słowach, np. čeleď (czeladź) i člověk (człowiek). Liczne przykłady w językach słowiańskich pozwalają przypuszczać, że nazwa utworzona z rdzenia čel- i hipokorystycznego morfemu -chь miała pierwotnie oznaczać „członka rodu, ziomka” lub nawet „człowieka”. Nazwą tą posługiwało się jedno lub więcej plemion słowiańskich zamieszkujących w okresie średniowiecza Kotlinę Czeską.

W Kamieniczkach (część Bielawy) na zboczu Góry Czyżyk (555 m n.p.m.) pozostały ślady górnictwa srebra, głównie sztolni, sięgających rzekomo 1309 r. Na te ślady dawnego górnictwa srebra nałożyło się także górnictwo wapienia. W zboczu góry znajdują się liczne wloty do sztolni, zasypane sztolnie, zapadnięcia, doły i hałdy, a może i szyby. Podaje się, że sztolnie pochodzą z 1309 r., ale mogą pochodzić z okresu Państwa Wielkomorawskiego, lub później, kiedy Czesi opanowali część Moraw.

Przez Dziećmorowice koło Wałbrzycha przepływa górski potok, w który dawniej Czesi wypłukiwali złoto. Do dziś strumień nazywa się „Złoty Potok”. Na starej mapie niemieckiej wszystkie okoliczne nazwy odnoszą się do złota, i tak na przykład: Goldener Strom (Złoty Potok), Goldener Wald (Złoty Las), Goldener Wald Schloss (zamek w Złotym Lesie), Goldener Steg (Złoty Most), Goldener Wiesen (Złota Łąka, dziś Niesułów). Wilhelm Bogusławski w swojej książce pisząc, że nazwa Czech wywodzi się od wydobywania metali, a konkretnie od dołów, które zwały się czachy, ma rację, gdyż Czesi rzeczywiście trudnili się górnictwem.

Chwała i Cześć Przodkom!

Stanisław Bulza

 

 

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2017.12.27.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza