Oj, Mateusz, Mateusz, Ty mówił do ważnych ludzi, do nich trzeba w english…..


Takich numerów to nawet najlepszy wizjoner spraw Polski by nie przewidział.

Broniący się przed wściekłymi atakami nadwiślański rząd nie przypuszczał nawet jakie tarapaty  mogą spotkać premiera Mateusza Morawieckiego. Tak ostro w świecie – od USA po Izrael – atakowana nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej znalazła sprzymierzeńca w elektronice. Wyważone oświadczenie szefa rządu RP w tej sprawie automat (nie ważne jaki, twierdzą, że YouTube używało Google translator ) przetłumaczył skandalicznie.

Obozy, w których wymordowano miliony Żydów nie były polskie – powiedział w specjalnym orędziu szef Rady Ministrów. W angielskim tłumaczeniu na ekranie ukazał się napis treści:

“Camps where millions of Jews were murdered were Polish” co – nie wchodząc w niuanse lingwistyczne – tłumaczy się:

„Obozy, w których wymordowano miliony Żydów były polskie”. Takie słowa, których Morawiecki wcale nie wypowiedział obiegły anglojęzyczny świat.

Jeżeli jest tak, jak wielu uważa, że Polska jest krajem suwerennym, to za taki numer ktoś powinien wylecieć na łeb z zajmowanej posady (vide akcje w podobnych sytuacjach prezydenta Trampa). Na komputery i translatory nie ma co składać, bo brzmi to bardzo dziecinnie.

A teraz z innej beczki.

Do kogo Szanowny Premier kierował te słowa? Do rzeszy Polaków którzy na codzień widzą, czytają i na własnej skórze odczuwają nagonkę, krętactwa z obozami w których wielu członków ich rodzin zostało bestialsko zamordowanych? Chyba nie? Myślę, że swoje orędzie Premier kierował do tych hucpiarzy co to udając frajerów po dziś dzień odnoszą z tego niezłe korzyści. Oni zaś w przeważającej większości spikają po angielsku.

Uważam, że takie orędzie, bez bawienia się w dyplomatyczne kurtuazje, po kilku słowach wstępu w języku polskim pan premier Mateusz Morawiecki powinien powiedzieć po angielsku z zaznaczeniem, że adresaci mogą nie znać polskiego a chce być dobrze zrozumiany. Waga problemu tego wymagała. A pan Premier zna dobrze ten język, jest człowiekiem obytym w różnych grach finansowych, a w tym przypadku dał się ograć jak Słoik na Różyckiego w trzy karty. To należało przewidzieć. Jedno doświadczenie więcej. Lepiej późno niż wcale. Tłumacze na takich szczeblach często byli agentami wrogów, a co do komputerów to tak jak wcześniej nadmieniłem nie ma co na nie składać bo robią dokładnie to co im człowiek nakaże, póki co…

Waldemar Glodek
Modesto, CA

 

  , 2018.02.02.

 

  Podziel się:
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek