Indywidualne leczenie, czy książka kucharska?


 Z cyklu: „P – 269, państwo istnieje formalnie”

motto:  Rządzenie ludźmi jest najbardziej dochodowym interesem na świecie.
Celare Fraudem fraus est
– co się przekłada: ukrywanie oszustwa oszustwem jest!
[rzymska maksyma prawna].

 

 

Ale nam się narobiło po tych rzekomych przemianach 1989 roku. Co prawda tylko dzięki monopolizacji mass mediów polskojęzycznych przez niemieckich właścicieli, będących pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, pilnowanym przez Pentagon, zakładający bazy we wszystkich możliwych krajach na świecie, udaje się to przeprowadzić bez specjalnie dużych kosztów, ale o tym później.
Proszę zauważyć, zamiast wydawać pieniądze podatnika na rozwój nauki czy oświaty, w tym kraju jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem, robi się wręcz odwrotnie. Jeszcze za czasów hunty wojskowej wydatki na naukę wynosiły ok. 2.5 % PKB. Potem ulegały systematycznemu obniżaniu aż za czasów premiera,  agenta Informacji Wojskowej, niejakiego p. prof. Buzka alias Docent, spadły do 0.38% PKB. Jak wiemy, za to wszystko p. prof. Buzek został nagrodzony awansem do Parlamentu Europejskiego. Także nie można znaleźć żadnych danych, ile tych pożyczek rzekomo pobrał, na jakich warunkach i od kogo? Z góry założono, że ten ludek lokalny nie ma prawa znać stanu finansów państwa. Ponieważ to, co nazywamy państwem, zostało już dawno temu przejęte przez City of London Corporation.
Nie trzeba cofać się daleko. Wystarczy rok 1926, kiedy to ich agent niejaki Ginet-Selman, zwany w Polsce Piłsudskim, za 800 000 funtów dokonał zamachu stanu i oddał dopiero co przywrócone Polsce, w wyniku powstań Śląskich, kopalnie, ich pierwotnym właścicielom, łącznie z prywatyzacją dopiero co powstałego Banku Polskiego w „rence” korporacji niemieckiej Rothschildów.
Tak więc skutecznie obniżono poziom nauki, likwidując w ogóle innowacyjność polskiego przemysłu. Mamy być po prostu tylko robotami, wykonującymi instrukcje pisane gdzieś tam. Temu służy właśnie cały system tzw. testów stosowany w szkołach i na wyższych uczelniach. Temu służą tzw. procedury wprowadzone na siłę i odgórnie w medycynie.
Niby każdy jako tako kumaty człowiek wie, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami, różnimy się nie tylko wyglądem, ale także zdolnością odczuwania i reagowania. Są wśród nas ludzie posiadający talent wokalny, malarski, czy sportowy, ale są także ludzie nieposiadający, a przynajmniej nieznający swoich możliwości. Temu wszystkiemu powinna służyć właśnie oświata, której głównym celem jest takie przygotowanie młodego człowieka, aby sobie nie tylko radził we współczesnym świecie, ale także miał swój wkład w poprawę warunków życia.
System procedur i testów absolutnie nie pozwala na rozwinięcie własnych możliwości. WRĘCZ JE UZIEMNIA.
System procedur zwalnia od myślenia.
System procedur preferuje nieuków, darmozjadów i obiboków.
Obowiązująca obecnie zasada to: „Jeżeli robię wszystko zgodnie z procedurami, to nawet kiedy zrobię w konkretnym przypadku źle, to i tak mi nic nie zrobią”. Ważne są bowiem procedury, a nie efekty tych procedur. Jednakże ludek zamieszkujący jeszcze obszar pomiędzy Odrą i Bugiem jest już na takim stopniu zniewolenia, że nie potrafi samodzielnie myśleć i dla świętego spokoju wykonuje nawet najgłupsze procedury. Oczywiście, wypełnianie bezmyślne tych procedur jest nagradzane np. awansami.
Pierwszy lepszy przykład. Te wszelkiej maści panieneczki blondyneczki, reklamujące najgłupsze nawet produkty, z głupawymi uśmieszkami zachęcające do zakupów. Remark rutinoscorbiny, jako leku przeciwgrypowego, praktycznie wycofanego  już w latach 70. ubiegłego wieku. Jeszcze w 1992 roku Biuletyn Izby Lekarskiej podawał jednoznacznie, że brak jakichkolwiek prac naukowych, udowadniających lecznicze działanie rutinoscorbiny, czy scorbolamidu. Minęło prawie 30 lat, czyli czas życia jednego pokolenia i widzimy nachalne reklamy tych preparatów, uchodzących za lecznicze.
Podobnie reklamuje się jako najlepszy preparat zawierający witaminę D-3 i K-3 Molekin, który może być dobry dla 10-latka. Dorosła osoba powinna brać prawie 2 – 3 razy taką dawkę, to jest ok. 5000 – 6000  IU witaminy D-3. Problem polega na tym, że jeżeli weźmiemy 3 tabletki Molekiny to dawka witaminy K-2 będzie niepotrzebnie większa. Brak badań, jak to się odbije na naszym zdrowiu. To samo będzie miało miejsce w przypadku brania wszelkiej maści kompleksu witamin. Jeżeli dawka jednej witaminy  będzie prawidłowa, to w zależności od naszej diety może się okazać, że dawka innych witamin będzie za duża.
Już kilkakrotnie pisałem, że tzw. osteoporoza jest sztucznie wymyśloną chorobą, specjalnie wypromowaną od 1990 roku poprzez straszenie opalaniem się. Żyjemy od co najmniej 1000 lat w strefie, w której kąt padania promieni słonecznych i temperatury powietrza, skracają możliwości indywidualnego tworzenia sobie witaminy D do ok. 5-7 miesięcy rocznie. W pozostałych miesiącach albo jest za zimno, albo nie ma słońca. Mało tego, wprowadzone czasy pracy, zajęć szkolnych uniemożliwiają opalanie się, ponieważ w godzinach operacji słonecznych siedzimy wszyscy w zamkniętych pomieszczeniach.
Udowodniono bezspornie, ze najgorszy z nowotworów skórnych-czerniak występuję u ludzi przebywających w pomieszczeniach zamkniętych, a nie u tych, którzy zażywają kąpieli słonecznych. Niestety, w mass mediach uzyskują głos tylko trolle dezinformujące ludność i straszące słońcem, w celu wzrostu sprzedaży kremów oraz wzrostu chorób przewlekłych. Wiadomo, te same Grupy Kapitałowe posiadają i fabryki kosmetyków i leków w swoich „rencach”.
Proszę zauważyć, uknuto slogan, że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. A proszę mi pokazać jeden przedmiot w rodzaju propedeutyka prawa, wstęp do prawa, czy podobne, które uświadamiałyby młodzież co do zasad prawa, obowiązującego w naszym państwie! Oczywiście, że nie może być takiego przedmiotu, ponieważ łatwiej z City kierować tłumem nieuków. Poza tym, można w dowolny sposób zmieniać prawo i nikt nie zorientuje się, że coś jest nie tak.
Przykład?
Proszę bardzo. W Polsce, w teorii, istnieje system prawny twierdzący, że to sejm uchwala budżet, a rząd go jedynie wykonuje. To na jakiej zasadzie prawnej aktorzy sceny politycznej w randze ministrów, w dowolnej chwili pobierają jakoweś pożyczki z niewiadomych źródeł, na niewiadomych zasadach, a potem cały naród musi je spłacać?
Proszę zauważyć, żadna z tych gadających głów telewizyjnych „ekspertów” nigdy nie zadała pytania:
  • Dlaczego jakiś rząd podjął pożyczkę?
  • Z jakiego banku dostał ową pożyczkę i na jakich zasadach?
  • Jaki jest termin spłaty, czyli przez ile to lat nasze dzieci, czy wnuki, będą niewolnikami spłacającymi długi, tak naprawdę nie wiadomo przez kogo zaciągnięte.
‎Jeszcze ani razu nie słyszałem od 50 lat jakiejkolwiek dyskusji sejmowej na temat konieczności podjęcia pożyczki przez nasze państwo.
Jeszcze ani razu nie słyszałem ani nie widziałem Dziennika Ustaw, czy Monitora Polskiego ujawniającego, na co owa pożyczka została zużyta. A podobno mamy państwo prawa i wszystko musi się odbywać zgodnie z duchem i litera prawa?
Sprawa pożyczek jednocześnie ujawnia, że cała tzw. opozycja to fikcja literacka, mająca ogłupiać ludność, mieszkająca jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem. Wszyscy tzw. komentatorzy polityczni, to tylko aktorzy sceny grający wg scenariusza, napisanego gdzieś tam na zachodzie.
Nie jestem gołosłowny.
Przypomnę tylko sprawę tzw. Planu Balcerowicza – czyli Aarona Bucholtza, lansowanego przez wszystkich aktorów sceny politycznej z Wiejskiej w latach 90., a który potem okazał się planem niejakiego Saksa. Te kilka przykładów udowadniają w sposób bezdyskusyjny, że nigdy nie było żadnych partii, czy partyjek w naszym kraju, a jest ciągłość od 1944 roku. Przecież długi tzw. komunistów z lat 70. musieliśmy spłacać, wraz z odsetkami, aż do 2010 roku. A przecież każdy wiedział, że do 1989 roku rządziła Moskwa i jej popudczycy. A tak naprawdę do 2006 roku, ponieważ dopiero wówczas odszedł z WSI ostatni generał szkolny w Moskwie.
A na co poszły owe pożyczki? 
Historia o tym milczy. Na pewno nie na rozbudowę kraju, ponieważ jak to wyjaśniono, na rozbudowę kraju poszły pieniądze, które wcześniej były wywalane na wojsko. Przez pierwsze 5 lat po 1970 roku przemysł wojskowy przestawił się na produkcje cywilną, co było wielokrotnie podkreślane, jako chwała polskich inżynierów, że w tak krótkim czasie opanowali produkcje pralek, lodówek, kuchenek mikrofalowych i innych przedmiotów użytku codziennego. A przecież robiły to te same zakłady, które wcześniej produkowały czołgi.
To wprowadzanie procedur nie jest krajowym wymysłem, ale wymuszonym na nas przez „ekspertów” amerykańskich. Proszę zauważyć, jeszcze nawet w stanie wojennym przeznaczaliśmy 10.5 % PKB na służbę zdrowia. Jest to mniej więcej standard światowy. Po tzw. przemianach 1989 roku Aarona Bucholtza alias prof. Balcerowicz zmniejszył wydatki na służbę zdrowia do 4% PKB. I co się stało? Nic się nie stało. Żadne organizacje medyczne czy paramedyczne, nie zaprotestowały. Żaden z aktorów sceny politycznej, grający w/g scenariusza napisanego w City of London Corporation, nie zadał prostego pytania:
A na co te 6% PKB zostało przeznaczone”?
Jest to przykład jednoznacznie wskazujący jaki jest poziom merytoryczny Sejmu i Senatu. Nie matura, a chęć szczera…..itd. Obecnie trwa bełkot medialny o konieczności podniesienia wydatków na zdrowie do 6% i to dopiero w 2025 roku. Proszę o tym powiedzieć emerytom i chorym. Może doczekają?
Mieliśmy dobrze rozwinięty system przyjmowania chorych na Izbach Przyjęć. Oczywiście wg amerykańskich specjalistów był on zły i trzeba było wprowadzić SOR. Średni czas oczekiwania w Izbie przyjęć, o ile dobrze pamiętam, nie przekraczał 2 godzin. Średni czas oczekiwania na decyzję w SOR przekracza 14 godzin.
W USA wprowadzenie m.in. SOR zaowocowało wyprowadzeniem z systemu podatkowego 200 miliardów dolarów. Przed SOR – ami, wydatki służby zdrowia utrzymywały się na poziomie 50 miliardów, a w 20 lat po wprowadzeniu SOR wzrosły do 250 miliardów. Jednocześnie zanotowano
  • największy współczynnik umieralności niemowląt spośród 27 krajów uprzemysłowionych,
  • nadumieralność kobiet rasy białej, całkowicie przegraną wojnę z rakiem. Nas czeka to samo.
Dodatkowo, poprzez zastraszającą rozbudowę specjalizacji, z liczby 40 istniejących na świecie, do ponad 85 w Polsce, uczelnie zwane Uniwersytetami Medycznymi tworzą Biologiczne Roboty, korzystające z „książki kucharskiej”, a nie rozumu. System narzucony PT Lekarzom sprowadza się obecnie do mozolnego wklepywania w komputer danych do odpowiednich rubryk. Lekarz ma na chorego kilkanaście minut, ponieważ takowe procedury narzucił NFZ, czyli Nieludzki System Zdrowia.
Historycznie lekarze cieszyli się autonomią co do sposobu leczenia chorych. Liczyła się wyleczalność, a nie sprzedaż. Obecnie nawet Najwyższa Izba Kontroli interesuje się nie wyleczalnością i powrotem chorych do zdrowia, ale ilością wykonywanych procedur. Nie ma znaczenia, kto je wymyślił i w jakim celu. Dawniejsze personalne leczenie chorych było normą w praktyce lekarskiej. Dzięki temu następował rozwój medycyny. Pamiętam chorą, która jak twierdziła, miała wprowadzony do brzucha aparat, który sprawiał jej wielki ból. Leki przeciwbólowe brała garściami. Prof. J. Dybicki, kierownik I Kliniki Chirurgii Ogólnej, zlecił mi wykonanie nacięcia 10 cm skóry brzucha w miejscu bólu, zaszycie rany itd. Chora po obudzeniu się z narkozy dostała od p. Profesora aparat, który był przyczyną bólu. Bóle ustały jak ręką odjął. Co roku przychodziła specjalnie dziękować za świetnie przeprowadzoną operację i wymyślać na tych nieuków, którzy faszerowali ją tabletkami przeciwbólowymi. Obecnie takie radykalne leczenie byłoby niemożliwe z powodu braku odpowiedniej procedury i chora nadal byłaby truta psychotropami. Oczywiście byłaby doskonałym, przewlekle chorym pacjentem, płacącym podatek dla City.
Tak więc dawne spersonalizowane leczenie medyczne było normą w praktyce lekarskiej. Musiano to zmienić, ponieważ produkcja taśmowa preparatów medycznych tanieje przy zwiększonej ilości.
 A jak zwiększyć sprzedaż preparatu „X”?
To proste.
Wystarczy pogadać z urzędnikami, aby wprowadzili odpowiednią procedurę. Czyli wystarczy opracować książkę kucharską i wymusić jej stosowanie poprzez procedury medyczne. To jest już łatwe, ponieważ trolle urzędnicze z NFZ umieją sprawdzać tylko zgodność kart chorobowych z procedurami. Lekarz jest uziemiony. Jak nie wykona procedury, to nie tylko nie dostanie pieniędzy, ale jeszcze może dostać karę.
Wprowadzenie procedur powoduje, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy profesorem, a stażystą. Każdy zarejestrowany w NFZ musi robić to samo. Sama filozofia procedur jest fikcją literacką z samego założenia i tylko wyjątkowy eunuch intelektualny może je produkować.
Filozofia procedur zakłada, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Czyli dla potanienia badań naukowych przeprowadza się je na czarnym ludzie gdzie w Afryce. Dlatego Pentagon, jako ramię City, wprowadził Africom w 2008 roku. Muszą przecież strzec interesu wielkich korporacji. Jak ktoś nie wierzy, to niech zapozna się z filmami pt.: „Wierny Ogrodnik”, „Krwawe Diamenty”, czy„Cristiada”. Lub poobserwuje nasz Kraj.
Najpierw powstawały przygotowania do baz wojskowych, a potem „specjaliści” z USA modelowali nasz system medyczny i wprowadzali ustawy wymuszające szczepienia, vide ostatnie nowelizacje prawa o szczepionkach. Koncerny medyczne testują leki na ludziach rasy czarnej, czy żółtej, których sposób odżywiania jest diametralnie różny od naszego. Każdy przecie kraj ma właściwą dla siebie kuchnię opartą na krajowych produktach rolnych. Wchłanianie się leków jest więc różne.
Przykład. 
Koncerny amerykańskie opracowują szczepionkę przeciwko grypie, szukając wirusa w Azji. Po kilku tygodniach prac ze znalezionym wirusem lecą do Ameryki i rozpoczynają produkcję szczepionki. Trwa to zwykle kilka miesięcy. Potem dopiero owa szczepionka zostaje dostarczona do Europy, co trwa następne kilka miesięcy.
W czym problem?
W tym, że produkuje się szczepionkę na zarodkach jaj kurzych, a wirus w tych warunkach ma olbrzymie możliwości mutacji. Wiadomo o tym od lat 20. ubiegłego wieku. Dlatego szczepionka wyprodukowana na sezon 2017 ma skuteczność rzekomo 3 %. Piszę wyraźnie „rzekomo”, ponieważ tak niska skuteczność w biologii nie jest możliwa do obserwacji.
Koncerny farmaceutyczne potraktowały te 7 miliardów ludzi jak jedno stado baranów i koniecznie chcą wszystkim wmusić te same preparaty. Wiadomo, duża seria leku, to niskie koszty jednostkowe i łatwiejszy zbyt. Jeszcze lepiej, jak tego zakupu dokonuje rząd danego kraju, ponieważ mniejsze są wówczas koszty pośrednie, czyli łapówki. Ten sposób produkcji i sprzedaży wyprowadza w USA dodatkowo 210 miliardów dolarów z kasy podatnika.
Ciekawe, ile to wynosi w Polsce. Ale sam p. minister Radziwiłł na szczepionki wyprowadził dodatkowo 260 milionów w okresie jednego roku z kawałkiem, z kieszeni społeczeństwa. I nie ma się co dziwić, że kolejki do specjalistów rosną.
Autor Raportu opublikowanego w Academy Emergency Medicine stwierdza wprost: „Wielu lekarzy przyznało, że zamawiali testy diagnostyczne bez przyczyny medycznej, co wyraźnie pokazuje, że lekarze odczuwają ogromną presję, aby   zachowywać się w sposób, w jaki mogą nie chcieć”.
Na przykład:
„Lekarze są nagradzani za utrzymanie cholesterolu i ciśnienia krwi swoich pacjentów poniżej pewnych poziomów docelowych. Dla niektórych chorych jest to dobre, ale dla większości ryzyko powikłań przewyższa ewentualne korzyści. Leczenie satynami powoduje znaczny skutki uboczne, w tym bóle mięśni, zwiększone ryzyko cukrzycy, zawały mięśnia sercowego, przyspiesza ślepotę i demencję.
Innym typowym przykładem wymuszania na lekarzach nieuzasadnionego medycznie postępowania są szczepienia. Zasady opublikowane w medycznej książce kucharskiej wyraźnie likwidują samodzielność lekarza i zmieniają go w urzędnika pracującego dla koncernu CITY.
Nie jestem gołosłowny.
Zasady Medycznej Książki Kucharskiej czyli procedury zakładają, że dziecko w chwili urodzenia jest nieodporne na choroby zakaźne. Jest to oczywista bzdura. Z doświadczeń wiemy, że cała masa ludzi, pomimo stykania się z określonymi chorobami, wcale nie musi na nie chorować. Widzimy to chociażby ze statystyk medycznych personelu szpitali zakaźnych.
Na jakiej więc podstawie każde dziecko musi być szczepione, bez wykonania badań wskazujących na ewentualną możliwość zachorowania?
 Odpowiedź jest prosta.
 Szczepiąc dzieci w pierwszej dobie życia na nieistniejące choroby możemy spokojnie wyciągać pieniądze z kieszeni głupiego ludka, ponieważ nikt nam nie udowodni, że powikłania wystąpiły po szczepieniu.
A kasa rośnie.
Taki system edukacji medycznej wprowadzono na obecnych Uniwersytetach Medycznych. Trudno się więc dziwić, że „Produkty” tych uniwersytetów boją się samodzielnie podejmować decyzje dotyczące leczenia.
I to by było na tyle w temacie samodzielności państwa.
Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 19 marca 2018 r.

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

  • Zdjęcie tytułowe: Dr hab. n. med. Jerzy Jaśkowski. Fot. TagenTV. / wybór zdięcia wg.pco

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2018.03.19.
Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski