Zagadki historii


Prawo i sprawiedliwość

Redaktorzy rubryki porad w Przyjaciółce  czy w Pani domu nakazują swoim czytelniczkom zachowywać w stosunkach – nazwijmy to partnerskich -bezwzględną szczerość. Powinny szczerze opowiadać o swoich poprzednich związkach i doświadczeniach życiowych, szczerze artykułować swoje potrzeby, szczerze przyznawać się do zdrad, grzechów i zaniedbań. Zastanówmy się jednak dlaczego w kościele katolickim spowiedź przypisana jest do konfesjonału i nie istnieje instytucja spowiedzi publicznej, którą kultywują różne neokatechumenaty i inne sekty. Wprawdzie w neokatechumenacie taka publiczna spowiedź nazywa się „dawaniem świadectwa” i jest dobrowolna, ale dla wielu członków tego ruchu i tak jest traumatycznym przeżyciem. Z drugiej strony niektórzy bardzo chętnie poddają się tym doświadczeniom. Członków ruchów charyzmatycznych można rozpoznać  właśnie po specyficznej , graniczącej z ekshibicjonizmem szczerości. Ekshibicjonizm psychiczny nie koniecznie jednak świadczy o szczerości czy prawdomówności, może być przecież formą rozkoszowania się złem. Dlatego większość ludzi reaguje na taki ekshibicjonizm obrzydzeniem. Kodeks dobrego wychowania zakazuje częstowania ludzi strumieniem swojej świadomości. Takie samoograniczenie nie ma nic wspólnego z kłamstwem. Nie wolno też dręczyć otoczenia swoimi rojeniami, które ludzie uprawiają jako rodzaj prywatnej psychoterapii.  Kobiety marzą o ślubie albo o brylowaniu na balu na sto par, chłopcy o akcjach wywiadowczych, ratunkowych, albo o podbojach erotycznych. Jeżeli jednak ktoś zaczyna swoje rojenia upubliczniać, np. wypisywać je na portalu internetowym powinno to budzić raczej niepokój niż podziw.
Instytucjonalnym wsparciem dla takiego ohydnego ekshibicjonizmu był program TVN, w którym osoba prowadząca wypytywała (między innymi) pedofila gwałciciela dlaczego został przestępcą i co czuł w czasie popełniania swoich przestępstw. Otóż większość ludzi nie chce tego wiedzieć. Taka prawda nas nie wyzwoli, taka prawda czyli prawda przestępcy ściąga nas do poziomu jego chorego umysłu. Znamienne jest, że każda z obecnych na sali i zabierających głos w tym programie osób uważała za stosowne powiedzieć pedofilowi; „ Ja ciebie nie oceniam”. To wynik poprawnościowej tresury zakazującej oceniać postępki innych ludzi. Brzmi to bardzo szlachetnie poza tym opiera się na głęboko w nas zakodowanym przesłaniu Pisma Świętego.  Wszak Pan Jezus mówił: „ Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1-5 ) podobnie jak powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” ( Jan 8:31,32)
Nie ośmieliłabym się prowadzić teologicznych rozważań, natomiast  z zupełnie świeckich pozycji zauważę, że zupełnie czymś innym jest osądzanie kogoś i odmawianie mu możliwości poprawy czy zbawienia, a zupełnie innym zwykła jego ocena. Oceniani jesteśmy na każdym kroku, w szkole, na uczelni, podczas rozmów kwalifikacyjnych, konkursów i zawodów. W ocenianiu nie ma nic złego ani niezwykłego. Mamy również prawo dobierać sobie swobodnie przyjaciół i znajomych, a także troszczyć się aby inni ludzie nie mieli złego  wpływu na nasze dzieci. Aby nie nakłaniali ich czy nie prowokowali do zachowań, które są naszym zdaniem naganne i szkodliwe. Mamy prawo kultywować swoje wartości nie tylko w domu i w kościele lecz w pracy i w życiu publicznym. Przeciwnik homoseksualizmu nie musi tolerować manifestowania skłonności homoseksualnych w swojej grupie towarzyskiej, na wycieczce czy podczas rejsu morskiego. Aby okazać tolerancję wystarczy, że nie będzie wtrącał się do cudzego prywatnego  życia.
Niezwykle wyraźną tendencją współczesnego świata jest jednak czynienie normą tego co było zawsze aberracją czy wyjątkiem. Nikogo nie oceniając ani nie potępiając – homoseksualizm nie ma sensu biologicznego i dotykał zawsze niewielkiego procentu populacji. Choć nie powinien być karany ani prześladowany  homoseksualiści muszą liczyć się z dezaprobata otoczenia, a przede wszystkim nie mogą domagać się szczególnych praw. Obecnie wręcz przeciwnie, penalizowany jest brak aprobaty dla homoseksualizmu, homoseksualiści zostali objęci specjalną ochroną jak rzadki  gatunek. Argument, że wszystko to się zdarza w populacji powinno być popierane i chronione jest jednak bezsensowny i groźny w społecznych skutkach. W populacji zdarzają się gwałciciele i mordercy co nie oznacza, że gwałt i morderstwo mają być zaakceptowane albo co gorsza chronione, tak jak prawnie chronione jest obecnie zabijanie nienarodzonych dzieci.
Trzeba sobie uświadomić, że potworność Holokaustu polegała na jego prawnym umocowaniu. Najpotworniejszą zbrodnią jest zbrodnia zinstytucjonalizowana. Zbrodniarza indywidualnego można opanować, można go wykluczyć ze społeczności.  Wobec zbrodni instytucjonalnej społeczeństwo jest zupełnie bezradne. Taką instytucjonalną zbrodnią było mordowanie w majestacie prawa Żydów przez Niemców. Instytucjonalną zbrodnią była również walka z tak zwaną reakcją i ziemiaństwem przeprowadzana przez narzucone nam siłą sowieckie władze, które mieniły się władzami polskimi. Setki Polaków padło ofiarą komunistycznych czystek, ofiarą padali nie tylko polscy patrioci czynnie przeciwstawiający się sowieckim porządkom, lecz niewinni zwykli ludzie, których jedynym przestępstwem było, że słuchali zagranicznego radia albo dla zabezpieczenia rodziny przechowywali resztki kosztowności, czy usiłowali nie pozwolić się obrabować przez obowiązkowe dostawy. Instytucjonalnym przestępstwem był słynny dekret Bieruta pozbawiający ludzi w majestacie prawa  ich własności i oddający ich w ręce wszechwładnego państwa.
Obecnie też nie brak złego prawa. Prawa które nie chroni najsłabszych lecz oddaje ich w ręce ludzi złej woli, którzy w złym prawie mają wsparcie dla swego egoizmu i swoich interesów. Prawa stanowionego przez ludzi niekompetentnych albo nieuczciwych, prawa którego nie sposób przestrzegać i szanować. Mniej ważny jest legalizm czyli podporządkowanie się społeczeństwa prawu niż moralny fundament tego społeczeństwa nakazujący mu chronić najsłabszych.

Izabela Brodacka Falzmann

Wpis w komentarzach pod felietonem:

– cyborg59

Tak jak rachunek ciągniony istnieje instytucjonalna zbrodnia ciągniona. Moja siostra była jako sportowiec nagabywana w latach pięćdziesiątych o wystąpienie do władz w sprawie rehabilitacji jej ojca zamordowanego przez NKWD w Starobielsku. Życia to ojcu nie przywróci, ale nie będzie traktowana jako córka zbrodniarza !
Ona sama musiała emigrować po strajkach roku siedemdziesiątego. Ucieczka została potraktowana jako zdrada i wyceniona na 2,5 roku i utratę majątku. W latach dziewięćdziesiątych po przyjeździe do Polski, dowiedziała się, że musi wystąpić o co ? Tak ! O ponowne rozpatrzenie sprawy, bo wyrok zaoczny jest nadal wykonalny. Mając już od 20 lat obywatelstwo Kanady chciała podziękować za obywatelstwo polskie. Nie jest to takie proste, bo musiała by przyjechać by rozliczyć się z zabranego majątku, mieszkania. Oczywiście ambasada natychmiast proponuje zaufanego adwokata, który za kilkanaście tysięcy dolarów załatwi sprawę bez konieczności przyjazdu.
Obracanie nożem wbitym w plecy, to ulubiona tortura.

 

Źródło: NASZEblogi.pl , 7 kwietnia 2018.

*

Zagadki historii

Kilka tygodni temu prokurator generalny Zbigniew Ziobro ogłosił, że zatrzymano trzech podejrzanych o zabójstwo Jaroszewiczów, z których dwóch przyznało się do winy. W tej samej sprawie w kwietniu 1994 r. zatrzymano czterech pospolitych przestępców uniewinnionych w 1998 r przez Sąd Wojewódzki w Warszawie. Wyrok ten podtrzymał Sąd Apelacyjny.
Obecnie twierdzi się, że napadu rabunkowego na Jaroszewiczów dokonali trzej przestępcy funkcjonujący jako tak zwany „gang karateków” rozbity w latach dziewięćdziesiątych. Podobno jeden z członków gangu z własnej inicjatywy przyznał się do tego zabójstwa ujawniając istotne szczegóły zbrodni.
Wiele osób zastanawia się co oznacza ten nagły zwrot w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów. Dobrze poinformowani wiążą  sprawę  zabójstwa z tajemnicą niemieckiego archiwum umieszczonego pod koniec II wojny światowej w pałacu w Radomierzycach. Pałac w Radomierzycach został zbudowany w 1708 r. na wyspie otoczonej podwójną fosą.  Część budynków była przeznaczona na  przytułek dla pozbawionych rodzin arystokratek. Latem 1944 r. w jednej z oficyn pałacu powstawał rodzaj bankowego skarbca, w którym umieszczono tajne dokumenty. Akcją kierował Walter Schellenberg, szef VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA).
Informacja o ukryciu przez Niemców pałacu  ważnych dokumentów dotarła do Piotra Jaroszewicza  pułkownika Ludowego Wojska Polskiego.
W czerwcu 1945 roku Jaroszewicz wybrał się do pałacu. Towarzyszyli mu  Tadeusz Steć przewodnik oraz  ppłk Jerzy Fonkowicz, szef specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym Armii Ludowej i jednocześnie oficer Oddziału II Informacyjnego tej formacji oraz agent sowieckiego wywiadu. Fonkowicz był między innymi wykonawcą akcji na  archiwum Armii Krajowej w Warszawie, w której pozyskano materiały dotyczące przedwojennych komunistów. Przejęte materiały dotyczące Armii Krajowej komuniści przekazali gestapo, co spowodowało później falę aresztowań żołnierzy AK. W 1945 r Fonkowicz był szefem Oddziału III Zarządu Informacji LWP.
W ekipie Jaroszewicza znalazł się też major Władysław Boczoń. Przed wojną był szefem kontrwywiadu Armii Poznań, od 1940 r. służył jako oficer wywiadu ZWZ, a potem AK (pseudonim Pantera). Uczestniczył w „podwójnych grach” wywiadu Armii Krajowej, skierowanych przeciwko zakonspirowanym strukturom abwehry i gestapo.
Ekipa Jaroszewicza znalazła w jednej z oficyn pomieszczenie o ścianach wzmocnionych stalowymi płytami, zamknięte pancernymi drzwiami, a w nim tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy –  akta personalne, listy, plany, archiwa wywiadu francuskiego, belgijskiego i holenderskiego,  archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Gromadzeniem tych dokumentów  zajmowała się jedna z grup VI departamentu RSHA, którym kierował Walter Schellenberg.
Jaroszewicz wybrał sobie trzy niewielkie paczki dokumentów.
Ekipę Jaroszewicza przegnali z pałacu sowieccy żołnierze. Dokumentami z pałacu zajął się sowiecki wywiad, jednak wybrane dokumenty pozostały w samochodzie Jaroszewicza.
W lipcu 1945  archiwum wyjechało do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma oraz archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami. O ich  istnieniu wiemy z ujawnionych w latach 90. wspomnień wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha i Książ Rosja podobno sprzedała Zachodowi. Część dokumentów została w Polsce, w prywatnych zbiorach Piotra Jaroszewicza. Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz utrzymywali ze sobą kontakt. Wszyscy trzej zostali zamordowani przez nieznanych sprawców, a przed śmiercią byli torturowani. Piotr Jaroszewicz i jego żona zginęli  w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. Tadeusza Stecia zamordowano  w nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. , a Jerzego Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego.
Dobrze  poinformowana osoba (jej personaliów niestety nie mogę ujawnić) przekazała mi swoje poglądy na ten temat. Otóż jak wiadomo w Radomierzycach wśród innych dokumentów znajdowało się archiwum rodziny Rothschildów zrabowane przez Niemców w Wiedniu. Właściciel tego archiwum zapłacił Niemcom za swoją głowę podobno 28 milionów $. Archiwum jest niezbitym dowodem faktu negocjacji prowadzonych przez hitlerowców  jeszcze przed wojną w sprawie losu europejskich Żydów. Jak powszechnie wiadomo przed II wojną światową Niemcy były ekonomicznym bankrutem. Byli zadłużeni w bankach całego świata między innymi w bankach Rothschildów. Charakterystyczne jest, że na początku wojny Niemcy izolowali Żydów w gettach lecz ich nie mordowali. Pozwalali również na wyjazdy z Niemiec rodzin żydowskich do innych krajów. Sprawa narodu żydowskiego była najprawdopodobniej wówczas kwestią negocjacji. W tej  sprawie zapewne jeździł Rudolf Hess do Anglii. Negocjacje nie dały rezultatu i Niemcy przystąpili do realizowania planu Endlösung der Judenfrage . Bogaci Żydzi Amerykańscy nie chcieli ratować swoich rodaków, a w każdym razie nie zamierzali za to płacić. Hess popełnił samobójstwo w więzieniu w Spandau w 1987 roku. Istniało podejrzenie, że osoba przetrzymywana w więzieniu w ścisłej izolacji nie był to Hess lecz jakiś jego sobowtór. Jego zeznania mogłyby zmienić obraz historii, całkowicie zmienić poglądy na sprawę Holocaustu. Równie groźne byłoby ujawnienie archiwów z Radomierzyc. Hucpa wokół Polski wywołana przez wypowiedź ambasador Izraela wiąże się też zapewne ze sprawą archiwum. Chodzi o to żeby całkowicie odebrać wiarygodność polskiej narracji dotyczącej zagłady Żydów. W obecnej sytuacji ujawnienie zawartości archiwum Rothschildów zostałby potraktowane jako wybieg mający odwrócić uwagę od udziału Polaków w Holokauście.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie.

Izabela Brodacka Falzmann

 

Źródło: NASZEblogi.pl, 16.04.2018.

  • Na zdjęciu tytyłowym:  Izabela Brodacka Falzmann. Fot. wyszperane.info  / wybór zdj. wg.pco

 

Więcej felientonów pani Izabeli Brodackiej Falzmann na naszym portalu   >   >    TUTAJ .


Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2018.04.16.

 

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann