Największą siłą jest solidarność miernot


W ostatnich trzech dniach dostałem od trzech różnych środowisk politycznych propozycje kandydowania w wyborach samorządowych. Wszystkim odmówiłem. Zrobiłem tak nie dlatego, że nie wierzę w swoje szanse. Bardziej mam problem z wiarą w sens startowania.

Mówiąc pół żartem, pół serio swoją wiarę w sens startu w wyborach mogę porównać do moich relacji z seksem. Mam już trochę lat i z tym seksem jest tak, że człowiek robi, co może, stara się, walczy, ale mimo tego, coraz częściej ma wrażenie, że to nie on rezygnuję z seksu, ale seks ze niego.

A już bardziej poważnie, to obserwuję, że coraz mniej osób ma ochotę kandydować, ponieważ nie wierzą, iż tą drogą da się coś trwale zmienić na lepsze. Prowadziłem i prowadzę o tym sporo rozmów. Na razie nikt mnie nie przekonał, że jest inaczej, a jeden z rozmówców powiedział na koniec rozmowy, że jestem toksyczny.

Nie chcę być defetystą czy być toksycznym. Mimo, że sam mam w to mało wiary, to próbuję namawiać do zaangażowania w wybory różne osoby, a przede wszystkim młodych. Idzie słabo i nie jestem tym specjalnie zaskoczony. Niestety wśród młodych do polityki garną się głównie osoby o mentalności tzw. Misiewiczów, które widzą w tym możliwość znalezienia wygodnego i łatwego sposobu życia i zarabiania. Ci o bardziej wzniosłych motywacjach są ostrożni i nieufni. To źle dla przyszłości nie tylko samorządu w moim mieście.

W ten sposób samorządy coraz bardziej się upartyjniają, a partie w Polsce to głównie stanowiska, synekury, układy i personalne przepychanki coraz bardziej bezwzględne i brutalne. Widzę to po samorządzie w Stalowej Woli. Rada miejska to niestety poza kilkoma wyjątkami zbiorowisko partyjnych miernot intelektualnych i moralnych. To potwierdza moją tezę, że w polskim życiu publicznym, w tym głównie politycznym, największą silą jest solidarność miernot.

Ta solidarność nie tylko nie pozwala nikomu wybitniejszemu wzlecieć, ale tych, którzy już się wzbili po chamsku chwyta za nogi i wali nimi o ziemię. Nie podaruję sobie w tym momencie zgryźliwej uwagi do wystąpień premiera Mateusza Morawieckiego, w których zapowiada budowę solidarnego państwa. Ma chłop rację – budowa Rzeczpospolitej solidarności miernot idzie ostro naprzód i codziennie odnotowuje spektakularne sukcesy.

Pewnie ktoś zacytuje teraz lorda Actona, który powiedział, że zbrodnią jest absencja ludzi uczciwych w polityce. Być może tak, ale ja dziesięć lat byłem radnym i dwanaście prezydentem w ważnym w skali Polski przemysłowym mieście i mogę powiedzieć, że polska polityka jest tak toksyczna, że od udziału w niej ludzi uczciwych nie robi się ani trochę uczciwsza, co najwyżej ludzie uczciwi z niej rezygnują albo się demoralizują.

Jak był cytat z lorda Actona, to na koniec bardzo aktualny cytat z Romana Dmowskiego, według którego Polska ma wielkie perspektywy rozwoju, tylko żeby ludzie w polityce tak szybko się uczyli, jak się demoralizują.

A Państwo zgodzilibyście się kandydować, gdyby to wam zaproponowano?

Andrzej Szlęzak

Źródło: FB – Andrzej Szlęzak , 26 maja 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Andrzej Szlęzak, fot. za FB / wybór wg.pco

 

   , 2018.05.27.

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci