Po zmężnieniu, przed zdziadzieniem…


Podstawowy problem naszej epoki streszcza się w zdaniu, jak zagospodarować emocje mężczyzn w wymienionym wyżej zakresie. Stałem wczoraj w kościele, bo moje dziecko miało bierzmowanie, a ksiądz biskup mówił o chłopcach, którzy mężnieją. Rozejrzałem się wokoło i pomyślałem, że tak, rzeczywiście, oni mężnieją, a cała reszta dziadzieje. Z wyjątkiem dziewczyn, które bez względu na wszystko starają się utrzymać formę. Co wobec tego robić po zmężnieniu, a przed zdziadzieniem? Odpowiedzi jest kilka, ale generalnie wszyscy wybierają spryt. Trzeba się zachowywać sprytnie, działać tak, żeby było bezpiecznie, ale nie za biednie i robić dobre wrażenie. To mnie, przyznam, zdumiewa, jeśli bowiem dołożymy do tego zestawu różne ambicje, takie jak na przykład zajmowanie stanowiska w sprawach politycznych czy troska o los ojczyzny naszej, oczom naszym ukaże się portret mężczyzny typowego. To znaczy takiego, który zawsze wie co robić i jak się zachować, ale sam tego nie robi, bo to jest:

a. zbyt niebezpieczni
b. nie akceptowane przez jego środowisko
c. za trudne i zbyt męczące

W tych trzech zakresach działają mężczyźni przed zdziadzieniem i oczekują za tę swoją aktywność oklasków, aplauzu i zainteresowanie dziewczyn. Ponieważ wybór, przynajmniej w tym naszym kościele, jest marny, wszystko to należy się panom w pakiecie. I jest dobrze. No ale nasz blog nie jest świątynią w Adamowiznie, w dzień bierzmowania szesnastolatków. I jak wrzucam tu wywiad z Magdą Ogórek to mam w tym swój cel i wiążą się z tym jakieś plany. Jestem więc zdumiony niektórymi komentarzami, szczególnie tymi, które porównują PGR do programu „W tyle wizji”, albo tymi, które przypominają moje dawne opinie na temat Magdaleny Ogórek. Po to chciałem zrobić ten wywiad, żeby posłuchać co ona myśli o historii Kościoła rzeczywiście, a nie w zakresach dostępnych dziennikarzom telewizyjnym. Dlatego poprosiłem Julka żeby się dobrze przygotował i wypytał ją o te kwestie. Nie udało się, bo pani Magda się wywinęła i opowiedziała o swojej najnowszej książce. Wywiad jednak wyszedł dobry i ciekawy. Nie ma co narzekać. Ja nie będę tej książki ani czytał, ani jej sprzedawał, ale uważam, że PGR to jest miejsce, w którym można porozmawiać z każdym, a co najważniejsze można porozmawiać według zasad i modułów innych niż proponuje to publicystyka telewizyjna. I to jest w tym najważniejsze. Ogłaszam więc, że PGR, to nie jest kibel, ani komórka, w której się wszyscy zamkniemy, a potem wydamy odezwę o niepodległości. Wybijcie to sobie z głowy.

Teraz rzecz najważniejsza. W czym się manifestuje ów spryt tak charakterystyczny dla facetów przed zdziadzieniem? Otóż wielu wydaje się, że korzystając z gotowych, podsuwanych przez nieznane im osoby i organizacje schematów działań, mogą osiągnąć sukces. I tak prawica musi być najbardziej prawicowa, żeby wreszcie pokazać całej reszcie co to jest prawdziwa ortodoksja, następnie zaś zwyciężyć. Tak bowiem podpowiada to ludziom logika. Musimy pędzić ku skrajności, bo tam jest prawda najprawdziwsza i sukces. Otóż nie, tam jest tylko sprytnie zastawiona pułapka, o czym biedni ludzie szykujący się do zdziadzienia nie wiedzą. W tym obłędzie zaś korzystać należy z narzędzi, które leżą wokoło, wystarczy je tylko podnieść. Nie wierzyłem i nie wierzę w szczerość intencji Pani Magdy i jej wydawcy, uważam, że książka ta, mam na myśli tę najnowszą, to taki propagandowy pomysł na wzmocnienie przekazu dotyczącego odszkodowań, jakie chcemy rzekomo odzyskać od Niemiec. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł i kto to Magdalenie Ogórek zlecił, ale wygląda to jak robota Świrskiego. Do produkcji literatury popularnej i sensacyjnej potrzebni są fachowcy z dużym doświadczeniem. Nie amatorzy z niewielkich ośrodków akademickich, tacy jak Magdalena Ogórek. To jest pomyłka. Nie największa rzecz jasna, bo największą jest to, że komuś w głowie postała myśl, iż użycie narzędzia takiego jak książka sensacyjna, wzmocni zainteresowanie tymi odszkodowaniami. Taka książka, to jest skomplikowane i poważne narzędzie, które działa, ale wyłącznie na rynku. Ten zaś powinien być głęboki, żywy i posiadać kilkanaście segmentów, a także muszą na nim funkcjonować postaci, gwarantujące autentyczność tego rynku. Na to żaden decydent „przed zdziadzieniem” nie pozwoli, bo on wie, że można to zrobić prościej, taniej, sprytniej i też będzie dobrze. Nie będzie. My zaś nie będziemy z tego szydzić, a przynajmniej ja nie zamierzam szydzić z Magdaleny Ogórek, ani z tego pomysłu. Zamierzam szydzić z tych, którzy takie wice chcą realizować nie mając pojęcia o tym, do czego to rzeczywiście służy. To jest łowienie ryb w pozycji siedzącej, na komodzie. Ktoś słyszał, że jak się wrzuci do wody żyłkę przyczepioną do patyka, a na żyłce będzie ten dziwny lekki przedmiot, w dwóch albo trzech kolorach, i haczyk, to złapie się na to ryba. To jest clou tego sprytu. I tak jest ze wszystkim. Z promocją Polski za pomocą łódki, z łukiem triumfalnym i paroma jeszcze innymi rzeczami. Ludzie w Polsce mają poważne problemy do rozwiązania, a panowie „przed zdziadzieniem” wynajmują Magdę, dają jej do ręki najpierw budżet, potem robią z tego książkę i puszczają w lud. Okay, my to rozumiemy, udostępniamy pani Magdalenie swój portal i prosimy grzecznie, żeby o swojej książce opowiedziała. Chcemy jednak także, by opowiedziała o innych książkach. Znajdujemy się bowiem w posiadaniu unikalnej zupełnie wiedzy na temat reakcji ludzi na promowane treści i dobrze wiemy, że tamte książki są stokroć ważniejsze niż ta cała „Lista Wachtera”. Tego zaś „przed zdziadzieniem” nie można pojąć, bo spryt przeszkadza i przemożna chęć wykazania się błyskotliwą inteligencją. My tutaj nie mamy tego przymusu, przeciwnie, na wielu nagraniach linkowanych tutaj wczoraj przez Toyaha, widać wyraźnie nasz brak profesjonalizmu, niezdecydowanie malujące się na twarzach, a niektórzy powiedzieliby by nawet, że wyglądamy głupkowato. I ja się z tym zgadzam, tak rzeczywiście momentami wyglądamy, ale to nie ma żadnego znaczenia. W PGR nie chodzi bowiem o to, by wypromować mnie, Toyaha czy Julka. Chodzi o to, by wypromować Andrzeja Gliwę, powiedzieć coś niekonwencjonalnego o książkach pani Magdy, a także by zaprezentować tam poglądy hiszpańskich lojalistów na kwestię secesji Katalonii, co mam nadzieję, niebawem zobaczymy. Sylwia i Magda nagrają dziś materiał o tym właśnie. Musimy im kibicować, bo to ich pierwsze nagranie, a mam nadzieję, że będą także inne.

I teraz kolejna ważna kwestia. Przychodzą na nasze stoisko targowe panowie starsi ode mnie i oni lubią się pośmiać z tych moich uwag na temat dziadzienia, z taką sugestią jednakowoż, żebym się może za mocno nie stawiał, bo też zdziadzieję. Chcę więc niniejszym ich uspokoić, a także przeprosić. Nie o biologicznie dziadzienie mi chodzi. I to mam nadzieję jest zrozumiałe. Można zdziadzieć mając 24 lata, a można zostać mężczyzną w sile wieku mając lat 80. Znam takich paru. To co tu opisałem jest odzwierciedleniem pewnej intelektualnej tendencji, dominującej w męskiej populacji dziś, a także dominującej wczoraj. Mam nadzieję, że nie będzie ona dominować jutro. Tren ten jest narzucany odgórnie, przez różnych „zasłużonych, którym się należy”, a także przez polityków, którym się zdaje, że prowadzą politykę taką jak Francja w początkach XX wieku, tylko na odwrót – z Kościołem. To nie jest prawda. Bo Clemenceau, który mając lat 80 i kilka, tę politykę prowadził był młodzieńcem pełnym wigoru. Czego w żaden sposób nie da się powiedzieć o Mateuszu Morawieckim. Mam więc prośbę do czytelników tego bloga i naszych wydawnictw. Nie dziadziejcie mili Panowie, a jeśli już bardzo chcecie, to w domu, bardzo o to proszę, w domu, nie tutaj.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl i do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl gdzie mamy nową książkę – Okraina królestwa Polskiego. Krach koncepcji Międzymorza.

Gabriel Maciejewski

 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  27 maja 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski Coryllus –
    Biblioteka Historii Gospodarczej Polski. Fot. YouTube-kruk1959. / Wybór zdjęcia wg.pco
 Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2018.05.31.

Autor: Gabriel Maciejewski