Holocaust jest przereklamowany


Jutro idzie do druku ukraiński numer Szkoły nawigatorów, w którym znalazły się różne rewelacyjne i dawno nie publikowane treści. Ja zaś dziś, chciałbym napisać o sprawach, które się tam nie znalazły, a mają związek zarówno z książką „Okraina Królestwa Polskiego”, jak i z nowy nawigatorem, a także z Żydami. Oto jeden z czytelników, który przyszedł na spotkanie we Wrocławiu przysłał mi link do nagrania z roku 2016, widzimy tam profesora Abramsona, który mówi, że liczba 250 tysięcy Żydów zamordowanych przez Kozaków w czasie powstania Chmielnickiego jest przesadzona. Profesor Abramson twierdzi, że było tych zamordowanych raptem 50 tysięcy. Oto nagranie, to co nas interesuje pojawia się około 50 minuty:

W drugim linku przysłanym, przez tego czytelnika mamy omówienie stosunków ukraińsko- żydowskich na przestrzeni dziejów dokonane przez prof. Petro Mirczuka, działacza organizacji nacjonalistycznych, który przesiedział się w Auschwitz, ruszył z marszem śmierci do Gusen i został wyzwolony przez Amerykanów. Nie wiem dlaczego w tekście tym umieszczony jest także pogrom w Kielcach, ale może wy mi to powiecie. Petro Mirczuk, redukuje tam ilość ofiar Chmielnickiego do 10 tysięcy.

Zajrzałem oczywiście do biogramu Mirczuka w wiki i zdumiałem się niezmiernie. Okazuje się bowiem, że człowiek ten, robiący nie byle jaką karierę w USA już w latach pięćdziesiątych opublikował rzekomo autentyczne wspomnienia Stelli Krenzbach, Żydówki uratowanej przez UPA, która dostała się po wojnie do Izraela, tam pracowała w ministerstwie spraw zagranicznych i została następnie zamordowana skrytobójczo na ulicy przez nieznanych sprawców. To jest fascynująca historia i zapoznacie się z nią sami, a ja tutaj zajmę się czymś innym. Jeśli ukraiński działacz już w latach pięćdziesiątych publikuje w USA sfabrykowane wspomnienia Żydówki, to trudno przypuścić, że nie mają z tym nic wspólnego amerykańskie służby. Co innego bowiem opublikować autentyczną relację z wojny, relację której jest się właścicielem, a co innego wymyślić wszystko i w złej woli, próbować zmienić wojenną hagadę. To jest robota niebezpieczna i musi być przez kogoś gwarantowana. Nikt nigdy nie zakwestionowałby istnienia Stelli Krenzbach, gdyby ona rzeczywiście istniała. Tu jednak mamy do czynienia z kreacją, w dodatku taką, która jest ciągle podnoszona jako autentyczna. Do czego to służy? Bo rozumiem, że mamy przed oczami jakiś mechanizm? Myślę, że do degradowania rzeczywistych narracji opartych na faktach i dokumentach. Przekonuje mnie do tego opowiadanie Charlesa Merrilla, które przetłumaczyliśmy i wydrukujemy w najnowszym Nawigatorze. Charles Merrill to jest ten pan, który zmarł w Nowym Sączu w zeszłym roku, miliarder, agent CIA, wielki przyjaciel Polski i Polaków. Opowiada on dość zabawną historię o tym, w jaki sposób układały się relacje pomiędzy Amerykanami, także wojskowymi, a różnymi malowniczymi postaciami z Europy wschodniej, które pojawiały się w USA po wojnie. Trudno przypuścić, by opisane okoliczności nie dotyczyły w żaden sposób pana Mirczuka. Łatwo za to zrozumieć, że żartobliwy charakter opowiadania Charlesa Merrilla, ma także drugą stronę, to znaczy wszystkie fantazmaty i kreacje opowiadające o losach bohaterów w Europie Wschodniej miały swój cel i były potrzebne. Do czego? Do tworzenia nowych hagad. Takich jak ta dotycząca żydowskich ofiar Chmielnickiego. Pora w zasadzie, byśmy rozpoczęli tu dyskusję o metodach badawczych współczesnych specjalistów od historii, ale także od etnologii (o tym jutro), ale trzeba ją będzie zacząć od jakiegoś grubego wystrzału i myślę tu wprost o wywiadzie z Ewą Kurek. Jeśli bowiem po 400 latach można zredukować liczbę ofiar z 250 tysięcy do 50 tysięcy, to znaczy, że wszystko można. Skoro można – w niewiele lat po wojnie, w przytomności świadków, narażając się na łatwą, wręcz banalną demaskację – sfabrykować wspomnienia Żydówki ocalonej przez UPA, to znaczy, że wszystko można. I my tego doświadczamy czytając o Jedwabnem, o pogromie w Kielcach i innych podobnych sprawach. Czytamy to i nie możemy uwierzyć, że serial ten idzie naprawdę, w czasie rzeczywistym, a Gross jest uważany za poważnego naukowca. Nie możemy, bo pokładamy naiwną i szczerą wiarę, że uniwersytet to jest miejsce, w którym różne mądre głowy pochylają się nad skrawkami papierów ocalonymi z katastrof dziejowych, po to, by odkryć prawdę. Jest zupełnie inaczej, jest tak, jak w opowiadaniu Merilla, gdzie dwójka oszustów próbuje jakoś przeżyć w niełatwych okolicznościach sprzedając swoje gawędy frajerom. Jeśli trafią na generała, który chce im pomóc, mają szansę, jeśli nie – muszą zmienić metodę, albo uciekać.

Ponieważ jestem głęboko przekonany o tym, że najgorsze co można zrobić to siedzieć i gapić się a ten proceder, bez żadnej reakcji, piszę ten właśnie tekst, przypominający wszystkim, że nie ma takiego kłamstwa i takiej manipulacji, przed którą cofnęliby się ludzie załatwiający różne interesy na skalę globalną. No, a tu, po minie profesora Abramsona, widać wyraźnie, że sprawy są ultra ważne. Ukraińcom zaś niesłychanie zależy na tym, by liczba ofiar Chmielnickiego został zmniejszona, w imię prawdy oczywiście, bo czegóż by innego. Kozacy zamordowali ledwie 50 tysięcy Żydów, a według Mirczuka tylko 10 tysięcy, a w stodole, w Jedwabnem zmieściło się ich 1600. Czy to nie jest niezwykłe? Każdy kto będzie to kwestionował zostanie nazwany kłamcą, a być może nawet kłamcą oświęcimskim, choć słowo Oświęcim nie padnie w takiej polemice ani razu. Gross bowiem to wybitny uczony, którego popierają wszyscy ważni ludzie w USA, a Ukraina jest dziś obszarem strategicznie bardzo ważnym. I za udostępnienie swoich terenów, zasobów i mocy domaga się doprawdy niewiele – ledwie zmniejszenia liczby żydowskich ofiar wojny kozackiej sprzed 400 lat. To jest cena do zaakceptowania, a nawet do zadekretowania. Ze Stellą Krenzbach się nie udało, ale tu powinno pójść dobrze. Zwłaszcza, że źródła na ten temat są dosyć skąpe i wszyscy opierają się na nie wznawianej od wielu dziesiątków lat relacji Natana Hannowera zatytułowanej „Bagno głębokie”. Mam nadzieję, że uda nam się ją wydać niebawem. Należy bowiem, jestem o tym głęboko przekonany, publikować źródła, a nie opierać się na wątpliwej jakości autorytetach naukowych. Może się bowiem okazać, jak w przypadku Baumana, że naukowiec był wcześniej oficerem śledczym i do prawdy miał stosunek mocno wyregulowany. Może się okazać, że naukowiec był wcześniej, jak pan Mirczuk, żołnierzem organizacji, która z Żydami poczynała sobie podobnie jak Kozacy w roku 1648. Dla bieżącej polityki nie ma to oczywiście znaczenia, to jedynie drobne ustępstwa wobec ras i nacji niższych, które chcą coś uzyskać kosztem sąsiadów, a także podnieść sobie samoocenę. No, ale dla nas to jest ważne. I nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego. Czy ktoś w Polsce, poza funkcjonariuszami służb komunistycznych próbował wykreować jakąś całkowicie fikcyjną postać i za jej pomocą bełtać ludziom w głowach? Będę wdzięczny za przypomnienie.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl gdzie umieściłem dziś zapowiedź pogadanki o ratownictwie dzwonów. Nasz kolega Juliusz rozmawia z naszym kolegą Piotrem.

 

Gabriel Maciejewski

 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź , 17 czerwca 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Charles E. Merrill Jr. – amerykański filantrop, syn założyciela jednego z największych amerykańskich banków i nowosądeczanina z wyboru. Merrill wspierał działania na rzecz demokracji, tolerancji i praw człowieka. Zmarł w wieku 97 lat. Pochowany na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu. Fot. Mateusz Skwarczek, AG. Za: krakow.onet.pl / wybór wg.pco

 

, 2018.06.22.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski