Hannah Arendt vs Klemens Junosza czyli skąd się wziął antysemityzm?


 Miałem pisać o powstaniu, ale dam sobie spokój. Gazownia o tym pisze, w metrze jakieś apele ostatnich powstańców, Zychowicz na szczęście siedzi cicho, bo okazało się, że nie wystarczy napisanie dwóch książek, żeby zostać wice Wieczorkiewiczem. Nie ma się więc co napinać. Będzie dziś o czymś innym. Od razu zdradzę najbliższe plany wydawnicze. Chcemy wydać książkę Klemensa Junoszy zatytułowaną „Pająki” a także drugą jej część zatytułowaną „Czarnebłoto czyli pająki wiejskie”. To ważne publikacje, które wydamy w jednym tomie, a ja we wstępie wyjaśnię dlaczego są one tak istotne dla polskiego czytelnika. Teraz zaś chciałem opisać zjawisko, którego w swojej przemądrej książce nie potrafi wyjaśnić wybitna myślicielka niemiecka żydowskiego pochodzenia Hannah Arendt, a które bez trudu, w swojej obyczajowej, pełnej niezwykłych spostrzeżeń powieści wyjaśnia Klemens Junosza. Chodzi mianowicie o to skąd się wziął antysemityzm.

Hannah Arendt twierdzi, że antysemityzm to obraza zdrowego rozsądku, albowiem zaczął się on w państwach narodowych wtedy kiedy wpływy diaspory w tych państwach zaczęły gwałtownie maleć. Rozwodzi się autorka nad tym zjawiskiem przez kilkadziesiąt stron, nie może się mu nadziwić i cmoka zupełnie tak samo, jak bohater powieści Junoszy – Uszer Engleman, kiedy udało mu się narysować na stole kredą wyjątkowo kształtne koło. Daje ona tym samym dowód, że tak zwana inteligencja nie jest przynależną do żadnego narodu cechą. Pan Bóg nie obdarzył nią szczególnie nikogo, ani Niemców, ani Żydów. Oczywiście zachodzi obawa, że przez te swoje pokrętne wywody pani Arendt chce nas zwyczajnie wyprowadzić w pole, ale myślę, że nie. Jestem pewien, że ona jest po prostu głupia. Tak głupia, jak tylko mogą być głupie najzdolniejsze uczennice sławnych filozofów. Co innego Klemens Junosza, to jest jeden z najzdolniejszych i najważniejszych pisarzy polskich. Niestety jest całkowicie zapomniany. Przyjdzie nam jeszcze wyjaśnić dlaczego, ale to już innym razem.

Najpierw odpowiedzmy na pytanie postawione przez uczennicę słynnego filozofa – skąd się wziął antysemityzm skoro Żydzi zaczęli tracić wpływy w państwach narodowych? Może lepiej by było zapytać – dlaczego Żydzi zaczęli tracić te wpływy? Czy czasem nie dlatego, że państwa narodowe, jako część globalnej struktury ekonomicznej wchodzić zaczęły w nową fazę rozwoju? Sama Arendt podkreśla, że nie można nazizmu traktować jako ruchu narodowego, a więc skoro nie można, trudno powiedzieć, by Niemcy hitlerowskie były państwem narodowym. A skoro nie były, to miały do załatwienia jakieś globalne interesy. Jakie? Jakie interesy może załatwić państwo położone w większej części za cieśninami duńskimi w chwili kiedy niedawno całkiem jego okręty stoczyły ciężką bardzo bitwę u brzegów Jutlandii? Kiedy nie niebie nie krążą jeszcze satelity, a o telewizji nikt nie słyszał. Jakie to mogą być interesy? Łatwo je określić dwoma słowami – nie niemieckie. Skoro nie takie, to jakieś inne. Ja się tu powstrzymam od odpowiedzi na to pytanie i wrócę do Klemensa Junoszy. To jest pisarz na wskroś nowoczesny, a jego książki, w przeciwieństwie do książek Żeromskiego, powinni czytać wszyscy, ze szczególnym wskazaniem na studentów ekonomii oraz pracowników wielkich korporacji. O czym one są? O nowoczesnym marketingu, o technikach wrogiego przejęcia, o tym czym jest mikrokredyt dla gospodarki. A także o wielu innych, bardzo ciekawych kwestiach. Klemens Junosza, nie wprost co prawda, ale jednak, daje jasną odpowiedź na pytanie – skąd się wziął antysemityzm, skoro Żydzi zaczęli tracić wpływy.

Jakiś czas temu mój kolega Kuba wynalazł taką oto formułę – dwór był zaporą, jaka chroniła chłopa i wyrobnika przed uzależnieniem od banku. Formuła ta jest nieprecyzyjna ale mocno uwodzicielska. Spróbujmy ją rozbudować – dwóch chronił chłopa i wyrobnika przed wpływami międzynarodowych korporacji finansowych, ale nie chronił go przed Jankielem Basem i Dawidem Śliwką. Nie mógł go chronić, albowiem obaj ci świetni mężowie załatwiali na poziomie najważniejszym, czyli na poziomie menedżerów obsługujących produkcję żywności, sprawę kredytu. Gwarantem tego kredytu było prawo rosyjskie, które wszyscy autorzy, także ci organicznie wrodzy imperium rosyjskiemu, wynoszą pod niebiosa. Podkreślam – nie chodzi tu o jakieś dęte całkiem, fikcyjne relacje społeczne, jakie opisała Orzeszkowa w powieści „Meir Ezofowicz”, ale o poważne sprawy dotyczące obrotu gotówką, towarem, a także spłat kredytu, czyli przyszłości. Bo tym jest właśnie przyszłość dla bohaterów Junoszy – perspektywą korzystnych lub niekorzystnych warunków spłaty kredytu. I teraz ważna rzecz – do czyjej kieszeni idą te procenty? No jak to? Do kieszeni Jankiela Basa i Dawida Śliwki, do kieszeni Chaskiela i do kieszeni fartucha pięknej Małki, szynkareczki. Gdzie niby miałby iść? Czyli co? Nie są transferowane za granicę, prawda? W powieści „Czarnebłoto czyli pająki wiejskie” ujawnia się w pewnym momencie groza. Przybiera ona kształt inwestora, bogatego kupca, który przybywa w okolice miasteczka Czarnebłoto i wykupuje ogromne ilości pszenicy z folwarków. Na Jankiela, Dawida, na Uszera Engelmana, na Małkę i na jej męża Mojsie pada blady strach…nie wiadomo kto to jest i skąd się wziął. Jedno tylko wiadomo, że jest to Żyd i to nie miejscowy. Ma on jednak za zadanie zdusić cały czarnobłocki handel i pozbawić podstaw egzystencji całą społeczność. Wszyscy bez szemrania składają się na furkę dla Goldmana, który ma dobrą rękę do pisania kwitów dłużnych i wysyłają go z petycją do cadyka w Kopytkowie, żeby ten coś poradził. I cadyk radzi, a także uspokaja – będzie jak było – mówi. Ha, będzie, ale jak długo? Na tego przestępcę gospodarczego udało się, za pomocą serii donosów nasłać żandarmów, którzy odstawili go do najbliższej stacji kolejowej, zatrzaskując za nim drzwi pociągu, ale co będzie później? Tym póki co ani Jankiel Bas, ani Dawid Śliwka, ani Chaskiel, ani Mojsie się nie przejmują. A powinni, albowiem ten co przyjechał wykupić zboże z folwarków położonych w okolicach Czarnegobłota, był przedstawicielem międzynarodowych korporacji, które właśnie rozpoznawały teren do nowego podboju. Jego zaś pojawienie się, można by śmiało uznać za to co Rosjanie nazywają razwiedka bojam. Cóż z tego, że go aresztowali, trochę nim potrzęśli w cyrkule i zapakowali do pociągu? Cóż z tego powiadam, skoro on się dowiedział samych ważnych i ciekawych rzeczy. A jakich? Proszę bardzo – on się dowiedział, ze Jankiel, Dawid, Małka, jej mąż krzywy Mojsie, a także mędrzec Uszer Engelman, pisarz Goldman i działający z rozmachem kalifa z Bagdadu kredytodawca Chaskiel, tworzą organizację, której nie można tak po prostu unieważnić głupim wykupem zboża. To się tak mogło zdawać jednemu czy drugiemu menedżerowi wykształconemu na kursach opłaconych przez barona Rotszylda czy innego Rockefelellera przyzwyczajonego do tępych angielskich wieśniaków i ich brutalnych nawyków. W Czarnymbłocie mieszkali, co kilka razy podkreśla w swojej powieści Klemens Junosza, ludzie subtelni. A nie dość, że subtelni to jeszcze wrażliwi. Ich nie można było tak po prostu zrobić w trąbę i unieważnić. Oni, w istocie, w czym zorientuje się od razu każdy uważny czytelnik, stali na straży tak zwanego starego porządku, albowiem byli jego gwarancją najważniejszą, to znaczy finansową. Co z tego rozumie Hannah Arendt uczennica Heideggera? Tyle samo co sam Heidegger – nic cholery, ani jedna kwestia z tych jakże ważnych, a wymienionych w powieści Klemensa Junoszy, nie przebija się do tych zaczadzonych mózgów. Ani jedna.

Postawmy teraz pytanie – czy możliwe jest, by rozproszona, ale bardzo zdyscyplinowana organizacja, kontrolująca obieg pieniądza na dużym obszarze, w dodatku pieniądza kruszcowego lub mającego w kruszcu pokrycie, organizacja oparta o lokalne, religijne autorytety, mogła przetrwać operację, zwaną globalizacją? Mam tu na myśli globalizację operacji finansowych i podział świata na sfery produkcyjne i konsumpcyjne? Rzecz jasna nie. Globaliści wymyślili sposób na to, jak się tej organizacji pozbyć i zastawili na jej członków wiele sprytnych pułapek. Najpierw za pomocą rewolucji unieważnili podstawę jej ekonomicznego bytu, zakwestionowali stary porządek. Tak się niestety złożyło, że wielu zdrajców opisywanej tu organizacji firmowało rewolucję. W nadziei nie wiadomo właściwie na co. Kiedy rewolucja zwyciężyła, przyszła pora na pozbycie się religijnych autorytetów, czyli cadyka z Kopytkowa i innych cadyków, a także na fizyczną likwidację Jankiela Basa, Chaskiela, Dawida Śliwki, Uszera Engelmana i innych. I to załatwiła organizacja zgłaszająca pretensje do prowadzenia polityki globalnej i tworzenia globalnej struktury czyli naziści. I to mam nadzieję jest jasne dla każdego. Nie jest tylko jasne dla Hannah Arendt, która uważa, że antysemityzm to obelga dla zdrowego rozsądku. Nie jest to żadna obelga, tylko narzędzie, dzięki któremu globalna sieć kredytowa pozbyła się lokalnej konkurencji. Konkurencji silnej, dobrze zorganizowanej, przygotowanej do walki, ale nie rozumiejącej pewnych aspektów i nie rozumiejącej pułapek, które zastawia się na całe, duże społeczności. No, ale my na szczęście mamy Klemensa Junoszę i my to wszystko dokładnie rozumiemy.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

 

Gabriel Maciejewski

 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  1 sierpnia 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Pajęćżyna. Fot. Pixabay   / Wybór zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.08.02.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski