O bliskich albo dlaczego uwodzicielki uczniów są piętnowane, a uwodziciele nie…


Było tu ostatnio sporo o Indianach, pociągnijmy więc ten temat. Nie pamiętam już czy to była jakaś rytualna pieśń Apaczów czy innego plemienia żyjącego na ternach pogranicza USA i Meksyku, nie jest to aż tak bardzo istotne. Ważne jest to, że jej słowa mówią o samotności. O tym, że człowiek kiedy staje wobec wyzwań naprawdę poważnych na jego drodze pojawiają się w charakterze przeszkód ci, którzy są mu najbliżsi. Nie chcą żeby walczył, nie chcą, żeby biegł w góry, nie chcą w ogóle słyszeć o tym, że podejmowane są jakiekolwiek decyzje, na które oni nie mają wpływu. No, ale nie po to się jest wojownikiem Apaczów, żeby konsultować decyzje z licznymi żonami czy dziećmi, albo z teściem czy szwagrem… Nie po to, albowiem wojownik żyje po to, by walczyć i ostatnia rzecz jakiej potrzebuje to akceptacja, także akceptacja bliskich. W godzinie śmierci nie jest mu to do niczego potrzebne. Pieśń opowiada także o tym, jak łatwo rodzi się zniechęcenie ludzi, także najbliższych wobec stanowczości i decyzji jakie podejmują wojownicy, których przeznaczeniem jest śmierć w samotności.

Powyższe wspomnienie pojawiło się w mojej głowie kiedy, wiedziony instynktem, otworzyłem sobie stronę internetową gazowni, gdzie nigdy prawie nie zaglądam. Od razu uderzyła mnie informacja o tym, że człowiek, któremu wręczono nagrodę nauczyciela roku, niejaki Przemysław Staroń z Sopotu, kiedy tylko odebrał nagrodę, zaprosił na scenę swoich bliskich, w tym także swojego partnera. Uczynił to odważnie i mężnie, ryzykując – jak sam powiedział – odebranie tytułu. Dla nas jest oczywiste, że Staroń niczego nie ryzykował, a przeciwnie, minimalizował ryzyko, pojawiając się z tym swoim partnerem. Minimalizował, podobnie jak minimalizował je Ben Church polując na Indian. On się otoczył bliskimi i ci bliscy zapewnili mu ochronę. Wręcz był w ofensywie. To przypomniało mi pieśń Apaczów, choć Staroń wcale Apaczem nie jest, a jego zagranie jest dalekie od treści wspomnianej pieśni. Wspominam o Apaczach nie tylko z tego powodu, ale także dlatego, że oni, o czym nie wiedział Karol May, (a może wiedział, cholera go tam wie) tworzyli bardzo brutalną kulturę, w zasadzie antykulturę, w której było przyzwolenie na rytualne gwałty na jeńcach płci męskiej. To jest słabo opisane, ale można znaleźć informacje na ten temat. Można rzec, że hierarchia w grupie wojowników przypominała hierarchię pod celą.

Kwestie te miały jak powiadam wymiar rytualny, a to znaczy, że nie przedostawały się do szerokiego obiegu i stanowiły tajemnicę wojowników, którzy być może czasem coś tam po wódce wychlapali, ale było tych informacji za mało, by mogły wpłynąć na odbiór legendy plemienia. Do czego zmierzam? Do konstatacji następującej – o pewnych rzeczach się wie, ale się o nich nie mówi, a nawet jeśli ktoś jest wyjątkowo nachalny to się go spławia.

We wspomnieniach Ludwika Krzywickiego jest opis wkroczenia bolszewików do Płocka. Oni także uprawiali gwałty, ale nie rytualne tylko takie zwyczajne, rozrywkowe i dokonywali ich na kobietach. Według Krzywickiego było tych gwałtów niesłychane mnóstwo i trudno było tego nie zauważyć. Tak się złożyło, że oddziały, które wkroczyły do Płocka były wyjątkowo zdemoralizowane, a miasto zostało obronione przez mieszkańców właściwie, przy dużym udziale kobiet. Po wojnie Krzywicki przyjechał do Płocka, swojego rodzinnego miasta i próbował spisywać wspomnienia mieszkańców nagabując ich o te gwałty. Ludzie nabrali wody w usta i nie chcieli mówić, a pan Ludwik bardzo się temu dziwił.

Mnie to nie dziwi wcale, uważam, że to jest rzecz normalna. Ta omerta. Podobnie jak nikt przytomny nie będzie opowiadał o próbach uwiedzenia go przez nauczycielkę. To są rzeczy nie do dyskusji. No chyba, że się jest nauczycielem roku i ma się stałego partnera, wtedy co innego. Można wyjść z nim na scenę i przedstawić go uczniom, a także rodzicom. Nam zaś pozostanie już wtedy tylko obserwowanie, jak narasta strach w oczach dyrektora tej szkoły, w której Staroń pracuje.

Ktoś powie, że o żadnym strachu mowy być nie może, bo to są wszystko bardzo porządni ludzie i nie pozwolą sobie na żadne wybryki. A co Wy czy ja możemy wiedzieć o wybrykach w szkole? Myślę, że niewiele.

Zastanawiam się też nad pytaniem najprostszym – czy nauczycielki, które w przeszłości otrzymywały taki tytuł wyciągały na scenę swoich mężów, czy może nawet o nich nie wspominały? Obstawiam to drugie rozwiązanie, bo kim może być taki mąż nauczycielki roku? To jest z pewnością jakiś typowy Janusz z wąsami, w białych skarpetach i sandałach, a nie dość tego, może się okazać, że głosował w wyborach nie tak, jak trzeba…i co wtedy?

Dlaczego więc Staroniowi wolno przedstawić partnera, a nauczycielkom nie wolno przedstawić męża? To proste, Staroń bierze udział w niejawnym programie zakładającym zdewastowanie i przenicowanie emocji dzieci, które muszą się dowiedzieć, że dwóch mieszkających razem bez żadnego powodu facetów to wzorowy przykład stabilnych emocji, które emanują ciepłem na otoczenie. Małżeństwo zaś, a do tego małżeństwo sakramentalne, to nieestetyczna patologia, której należy się wstydzić. Na to nie wpadliby nawet Apacze.

Nie wiadomo, jak głęboka i jak daleko w przeszłość sięgająca była ta tradycja rytualnego gwałcenia jeńców, ale wojownicy biorący w tym udział, mieli jednak wrodzone poczucie wstydu i nie opowiadali o tym na prawo i lewo. Celem bowiem ich działań, było całkowite i ostateczne zniszczenie wroga, w każdym, najbardziej nawet intymnym wymiarze. Byli to bowiem ludzie dzicy w dosłownym rozumieniu tego słowa, i nic tu do rzeczy nie mają europejskie tekstylia, którymi owijali swoje brudne i wychudłe ciała.

Teraz sprawy te pokazywane są publicznie, a dzieci, które mają pewnie w głowie taki sam mechanizm jak najbrutalniejsi z Apaczów, tyle, że inaczej nastrojony, muszą na to patrzeć i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie jest i nie będzie, albowiem normalność nie wymaga demonstracji. Tu zaś mamy jawną demonstrację, obliczoną na zdewastowanie dziecięcych emocji.

Teraz kolejna kwestia.

Co jakiś czas pojawiają się w sieci informacje, że jakaś dziewczynina zatrudniona na stanowisku nauczycielki, gdzieś w USA czy GB miała romans ze swoim uczniem. I to jest powód do wielkiego skandalu, wywala się ją z pracy, a nieraz sadza do więzienia. Rodzice są oburzeni i uważają, że dziewczę skrzywdziło ich niewinnego syna. Patrzymy na tego syna i widzimy zdrowego byka, który niejedno już widział i niejeden rytuał inicjacyjny ma za sobą. Nie zmienia to jednak faktu, że takie uwiedzenie jest uważane za naganne. No i właściwie dlaczego?

Dlaczego pozbawia się pracy i więzi osoby, które chciały się po prostu rozerwać po pracy w towarzystwie swojego ulubionego ucznia, a pozwala się na to, by Przemysław Staroń upubliczniał swoje preferencje seksualne? Ja oczywiście szydzę, choć wiem, że nie ma tu ani jednego powodu do śmiechu.

Mamy bowiem oto kolejny etap przerabiania świadomości i przestawiania kryteriów oceny zachowań. Do czego to zmierza? Do kontroli zachowań seksualnych i ich nadzoru. Po to właśnie ściga się i piętnuje pedofilię w Kościele, że ona jest tam całkowicie poza zasięgiem i kontrolą kogokolwiek i ma charakter widmowy, to znaczy objawia się w czasie mozolnego ustalania faktów na podstawie zeznań świadków.

Piętnowanie pedofilii w Kościele ma doprowadzić do ujawnienia tych, których ujawnić wolno i kontrolowania tych, którzy mają pozostać na swoich miejscach. Chodzi o to, by zachowania seksualne były kontrolowane i jawne – podkreślam – a te najbardziej oczywiste mają być do tego jeszcze zdegradowane. Nie domyślacie się dlaczego?

Powiem Wam – gdyby w górach i dolinach Arizony i Nowego Meksyku rozeszła się wieść, że niektórzy wojownicy Apaczów dopuszczają się dziwnych praktyk w stosunku do jeńców, nic by Apaczów nie uratowało. Wszystkie ludy, które wykluczały takie zachowania jako naganne, rzuciłby się z ochotą do mordowania wszystkich Apaczów jak leci…ale tak się nie stało. Mit nieposkromionego plemienia i niejasne pogłoski, zacierane zaraz wieściami o prawdziwym, dzikim okrucieństwie, polegającym na zakopywaniu ludzi żywcem w wielkich mrowiskach, nie pozwoliły na eksterminację tego nielicznego przecież plemienia. Zupełnie inaczej będzie z nami.

Nie ma i nigdy nie było głębokiej i poważnej akceptacji dla homoseksualizmu. Poznajemy to po szyderstwach, jakie kierują w stronę niektórych polityków celebryci znani ze swojej otwartości i tolerancji. Dlatego właśnie miał on charakter wtajemniczenia lub znajdował się poza społeczną normą. Jawny i legalny charakter takich praktyk powoduje rozpad społeczeństwa, rozpad bynajmniej nie przebiegający łagodnie. Jeśli komuś się zdaje, że taki rozpad nie nastąpi, bo nie widać żadnych po temu oznak, niech wróci kilka linijek wstecz i dokładnie skupi się na tym fragmencie, który dotyczy kontroli patologii. Patologia pod kontrolą to detonator w rękach wrogów.

Jeszcze jedno – rzecz najbardziej zadziwiająca – ci sami ludzie, którzy oburzają się oglądając pedofila w filmie Kler, klaszczą na widok Przemysława Staronia i jego partnera. I nie widzą nic złego, żadnego zagrożenia w obecności tych panów wśród dziatwy szkolnej. I nie łudźcie się, że uda im się to wytłumaczyć za pomocą jakieś demaskacji czy racjonalnych argumentów. Taką naukę mogliby im zafundować tylko Apacze, ale ich już dawno nie ma…przynajmniej tych prawdziwych.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  11 października 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: Przemysław Staroń laureat nagrody Nauczycielem Roku 2018 ZNP w objęciach zaproszonego na scenę ukochanego partnera. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta. / Wybór zdjęcia wg.pco

 

  , 2018.10.12.

Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski