Komisja wyborcza czyli pierdel, serdel i burdel


Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony tym tytułem, który jest przecież cytatem z Józefa Piłsudskiego. Pozwolę sobie przedstawić fragmenty raportu męża zaufania jednej z warszawskich komisji.

*

„O godz. 21:00  zamknięto budynek szkoły w którym pracowały dwie komisje wyborcze. Lokale wyborcze umieszczone  były w klasach.
Ok. godz. 21:00 część komisji dziennej uwijała się w sąsiedniej klasie nie będącej lokalem wyborczym lecz pokojem zapasowym. Znajdowały się tam niewykorzystane karty do głosowania, przeniesiono tam również spis wyborców. Członkowie komisji dziennej kursowali pomiędzy pomieszczeniami, wszystko sprawiało wrażenie chaosu. Gdy weszłyśmy (z drugim mężem zaufania) do lokalu wyborczego był on pusty, choć urna nie była jeszcze zapieczętowana. Dokonano tego jakiś czas później. Przy urnie został drugi mąż zaufania. W pokoju zapasowym, do którego się udałam członkowie komisji dziennej zaczynali liczyć podpisy na spisie wyborców oraz stemplowali niewykorzystane karty pieczęcią swojej komisji (czynność zbędna).  Obserwowałam  liczenie podpisów ze spisu wyborców aż do końca, gdy spakowano je do worka i przeniesiono do lokalu wyborczego. Karty niewykorzystane, podstemplowane zostały też przeniesione i umieszczone na stole. Stały one niezapakowane w otwartych pudłach podczas liczenia głosów (zdjęcia) Nikt z komisji nocnej nie weryfikował obliczeń podpisów ani ilości kart.

Podpisywanie protokołu przekazania odbyło się po godz. 23. Przed północą Komisja Nocna przystąpiła do pracy wysypując karty do głosowania na podłogę. Siedząc na podłodze rozpoczęto segregacje kart według ich kolorów. Ok. godz. 1:00 trzy osoby przerwały tę segregację i rozpoczęły liczenie głosów: dwie osoby razem liczyły głosy z niebieskich płacht – sejmiki, a jedna prezydenta. Nikt nie segregował kart. Licznie odbywało się w ten sposób, że jedna osoba brała kartę i czytała np.: „lista czwarta , jedynka”. Druga osoba stawiała kreski przy odczytywanym numerze kandydata. Nie było żadnej możliwości sprawdzenia, czy osoba czytająca albo notująca nie oszukuje. Członek komisji zajmujący się kartami na prezydenta sam sporządzał identyczne notatki. Przypilnowałam, aby osoby te miały w ręku ołówki, ale w takiej sytuacji było to bez znaczenia.

Po kilku dalszych godzinach komisja była wykończona, a do końca liczenia było daleko. Nic się nie działo, pilnować poprawności liczenia nie było jak. Postanowiłam pomóc w liczeniu kar żółtych – do rady gminy. Po zsumowaniu tych głosów okazało się, że jest ich więcej niż zliczonych podpisów – czyli wydanych kart. Powiedziałam, że liczenie kart żółtych trzeba powtórzyć. Komisja stanowczo odmówiła, twierdząc, że nie są już w stanie niczego dobrze policzyć.  Było to już chyba około południa dnia 22go października. Przewodnicząca tłumaczyła, że pewnie jest pomyłka, którą trzeba skorygować odejmując każdemu ugrupowaniu pewną ilość głosów, bo nikt nie jest w stanie już liczyć. Zaprotestowałam.

Zaproponowałam młodemu członkowi komisji aby ze mną policzył same karty żółte. Wyszło, że tych kart jest o 31 mniej niż obliczonych głosów. Przystąpiliśmy do liczenia głosów. Okazało się, że głosów oddanych było o 50 mniej niż wyszło z pierwszego liczenia. Do tych prac dołączały się na krótko inne osoby, więc trudno wskazać fałszerza. Komisja stwierdziła, że skoro nie ma superaty, to możemy te wyniki wpisać do protokołu.

Chcę podkreślić, że powtórne liczenie, dotyczyło wyłącznie kart żółtych.

Zaczęto podpisywać dokumenty. Przewodnicząca poinformowała, że worków nie zamykamy na dostarczone plastikowe zamknięcia (zdjęcie), bo worek może się podrzeć. Zrobią to w gminie.

Chcę podkreślić, że w workach (zdjęcia) znajdują się karty do głosowania posegregowane tylko kolorami, ponieważ nikt nie segregował kart komitetami. Karty zostały po prostu wrzucone do worków, zresztą było to już bez znaczenia.

Mój wniosek:

Wyniki wyborów w mojej komisji nie mają nic wspólnego z prawdą.
Nawet, gdyby członkowie naszej komisji byli aniołami,  nie widzę możliwości porządnego zliczenia przez pięć osób wyników wyborów, gdy oddanych głosów jest ponad 1800 i cztery kategorie kart, czyli do posegregowania i przeliczenia było 1824 x 4 = 7296 kart  w formie płachty. Przy ewentualnym jednorazowym sprawdzaniu poprawności pierwszego liczenia dwa razy tyle. Po 24 godzinach czuwania nie ma możliwości nie robienia pomyłek. Klasy szkolne były za małe. Miejsce zajmowały jeszcze urny – nie przyszło nam do głowy, aby je usunąć. Tylko segregacja kart na komitety daje możliwość jakiego takiego sprawdzania, ale na to potrzeba (biorąc pod uwagę wielkie płachty) dużo więcej miejsca. Podział komisji na dwie zmiany dodało w naszym przypadku prawie trzy zmarnowane na wstępie godziny i wielkie zmęczenie już przed połową wykonanej pracy. Gmina nie dostarczyła w ogóle zwykłych ołówków, które się odróżniają na pierwszy rzut oka od długopisów, wspomnianej taśmy jednorazowej, sensownego zamknięcia worków”.

*

Tyle mąż zaufania. Wniosek jest prosty – w przeciętnej komisji istnieje bardzo dużo możliwości sfałszowania wyborów. Jeszcze więcej jest zwykłej, niewyobrażalnej głupoty. W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych miałam nieprzyjemność pracować w komisji. Przy zdawaniu wyników w urzędzie gminy nagminnie i bez żenady poprawiano protokoły odejmując i dopisując głosy w obecności urzędnika. Tak jakby wszyscy wiedzieli, że jest to zupełnie bez znaczenia. Z braku miejsca nie wspominam o wielu innych nieprawidłowościach np. przy wprowadzaniu danych do komputera. Podsumowując, wystarczyło, że władze Warszawy 1. skomasowały komisje obwodowe (więcej wyborców w komisji) i zmniejszyły w wielu miejscach lokale wyborcze przenosząc je z przedszkoli do szkół (ale nie do sal gimnastycznych tylko do klas) i jednocześnie nie zawiadamiały o wakatach w komisjach wyborczych zmniejszając ilość ludzi do pracy nad wyborami.

Wniosek męża zaufania: „To nie był przypadek ani głupota tylko działanie zorganizowanej grupy przestępczej.” Chciałabym w to nie wierzyć.

 

Izabela Brodacka Falzmann

*

Wybrane komentarze:

07-11-2018 [15:15] – Darek65 | Link: 

„To nie był przypadek ani głupota tylko działanie zorganizowanej grupy przestępczej.” – To tylko skutek. Należy zlikwidować przyczynę, czyli bylejakość, tandetę, itp. rzeczy, tak charakterystyczne dla nas Polaków. Wszechogarniająca prowizorka. Inna sprawa, że być może nikomu na tym nie zależy, również PIS-owi. Wy dosypiecie troszkę głosów, my dosypiemy, jakoś się wyrówna, coś napisze i wszyscy będą zadowoleni. Temat można załatwić według mnie bardzo prosto:
1 – Karty do głosowania, to druki ścisłego zarachowania drukowane przez Mennicę Polską, zabezpieczone przed fałszowaniem. Po zamknięciu lokalu wyborczego komisja liczy ilość oddanych głosów, odejmuje od ilości przyznanych kart i liczba kart do zwrotu musi się zgadzać. Kwestia 2 godzin i temat załatwiony.
2 – Przy otworze wrzutowym do urny skaner skanujący kartę do głosowania oraz instrukcja, którą stroną należy kartę wrzucić. Jeśli karta jest źle wrzucana lub głos jest nieważny, to urna nie odblokuje automatu wrzutowego. Przy naszym rozwoju techniki, informatyki, to do zrobienia przez grupę informatyków. Po 3 godzinach, jeśli nie stwierdzono uchybień, wyniki są znane.
3 – Na urnie znajduje się kratka z polem, na nikogo nie oddaję głosu. Ma to umożliwić oddanie głosu tym, którzy nie chcą na nikogo głosować. Do tej pory ludzie piszą na kartach bzdury. Napisałeś bzdurę, urna nie przyjmie głosu, ale możesz zakreślić pole – na nikogo nie głosuję.
4 – Kamera internetowa – nie przekonają mnie żądne bzdury, że jest RODO. Nikt uczciwy nie boi się kamery.
5 – Zakaz zasiadania w Komisjach pracowników zatrudnianych przez samorządy (urzędnicy, nauczyciele), itp.. Ma to znaczenie szczególnie w małych środowiskach.

Już nie piszę, że w 21 w. powinniśmy mieć karty biometryczne do głosowania. Jestem ze Śląska, głosuję w Olsztynie. Żaden problem, program odnotowuje moje uczestnictwo i już więcej nie mam możliwości zagłosowania.

Proste dla przeciętnego zjadacza. Tylko decydentom na tym nie zależy, bo po co.

#

07-11-2018 [21:18] – Marek1taki | Link: 

@Darek65
Popieram druki ścisłego zarachowania, popieram filmowanie. Nie widzę wskazań do cyfryzowania. Wręcz przeciwnie:
1. komisja wyborcza i komisja rewizyjna z poboru, z grup wiekowych w  wieku 21-35 lat, przewodniczący i rewizor 35-50lat, opłacane, spoza administracji, zamieszkałe poza okręgiem.
2. osobna komisja do wydawania kart, osobna do liczenia głosów,
3. protokół przekazania ilościowy, w samorządowych z podziałem „na kolory”
4 .liczenie na piechotę ( pod okiem kamery) po 1 kartce – na kupki – liczy tylko jedna osoba, druga protokołuje, rewizor sprawdza.
5. wszystkie wybory tylko jednodniowe, w niedziele, 8:00-16:00 (najdalej 18:00), tylko w komisjach wyborczych, żadne w szpitalach, więzieniach, DPSach, poza miejscem zameldowania. Kto chce to trafi, komu nie pasuje termin, musi ponieść konsekwencje wypadków losowych i swoich decyzji, zawsze ktoś ma dyżur, albo jest chory – nie chodzi o wysoką frekwencję, tylko o wiarygodność, której nie ma.
Politycy zrobią wszytko aby było mącenie.

#

07-11-2018 [22:16] – izabela | Link: 

Bardzo słuszne propozycje. Jeżeli jednak w gminie przy przyjmowaniu sprawozdania urzędnik doradza jak fałszować wyniki żeby je przyjął komputer ( byłam tego świadkiem na Wiśniowej  po ostatnich wyborach parlamentarnych w czasie których pracowałam jako przewodnicząca komisji ) widać że wybory to tylko świecki rytuał, a demokracja to listek figowy tej czy innej oligarchii.

#

07-11-2018 [15:40] – paparazzi | Link: 

Daje Pani duży kredyt za ta spoleczna prace i spostrzeżenia. Dla otuchy w cudzym slowiu u nas w USA to samo. Chociaż karty są wkładane do komputera co daje jako taka możliwość śledzenia głosów to na ostatnia godzinę wysyłano autobusy do młodzieży studenckiej na ratunek i w ten sposób ratowali się „demokraci” od porażki. Pozdrawiam serdecznie.

#

07-11-2018 [22:18] – izabela | Link: 

Zarówno sprzeciw wobec rządów ” demokratów” jak i metody tych ” demokratów” są typowe i powtarzają się w różnych krajach.

#

07-11-2018 [19:08] – Jan1797 | Link: 

Szanowna Pani Izabello, Panowie Rino i Paparazzi,
Warunki obiektu muszą być zdecydowanie rygorystyczne, jednoizbowa komisja z kamerą.
Zgłoszone naruszenie transparentności procesu głosowania powinno skutkować nadzorem
prokuratorskim z urzędu. Należy bezwzględnie wprowadzić monitoring i archiwizację kart do
głosowania oraz transferów elektronicznych. Jak to możliwe w państwie prawa, paragon
przechowywałem sześć lat a karty jeżeli się nie mylę, spala po miesiącu. Czytaliśmy
z rozbawieniem lewe komentarze podczas wyborów w Stanach, na bieżąco obserwowaliśmy
sytuację, gratuluję Republikanom.
Jan

#

07-11-2018 [22:27] – izabela | Link: 

Nie wiem po co ludzie żądają unieważnienia wyborów w przypadku ewidentnej nieprawidłowości. Nikt nie jest ww stanie przy tym bałaganie sprawdzić oddanych głosów. Dlatego sądy usiłują zachować twarz orzekając, że nieprawidłowości były statystycznie nieistotne. Fałszerstwo to przestępstwo a nie statystyka i tyle.

#

08-11-2018 [00:31] – minimax | Link: 

Dobry wieczór Pani i Państwu

Z tekstu zrozumiałem, że przeszkodą zasadniczą jest brak opracowanej metodyki identyfikacji osobowej, głosowania tajnego oraz liczenia i ujawniania wyników.

Załóżmy , że dla wszystkich uprawnionych zarejestrowanych w komisji zostaną utworzone unikalne identyfikatory cyfrowe, które zostaną wydrukowane W LOSOWEJ KOLEJNOSCI w postaci paska z kodem kreskowym bądź QR.
Komisja po weryfikacji osoby wydaje kolejno losowe paski kodowe.

Wyborca z paskiem  udaje się do kabiny wyborczej, gdzie znajduje się maszyna do głosowania

Głosowanie odbywa się na monitorze wyświetlającym kolejno opcje głosowania.
Po zakończeniu głosowania drukowane są  w 2ch kompletach oddane głosy i jednocześnie zapamiętywane w formie cyfrowej.

Wyborca zabiera wydruki zaopatrzone w anonimowy identyfikator i wrzuca je do urny, oddając głos. Kopie zabiera dla celów kontrolnych. Na koniec komisja bilansuje niewydane paski ID, ilosc głosujących cyfrowo i tradycyjnie z ilością głosów w urnie.

Wobec takiej procedury wyniki znane byłyby tuż po zamknięciu lokalu , z drobnym marginesem dla wyborców tradycyjnie głosujących z różnych powodów – wieku, przekonań, choroby etc.

Weryfikacja odbywałaby się na zasadzie wybiórczej konfrontacji 20% zapisów komputera i z urny.
Po weryfikacji głosy z urn pakuje się próżniowo i pieczętuje, i przewozi do archiwum w asyście służb ochrony Państwa jako DOWÓD elekcji.
PKW posługuje się roboczo zasobami cyfrowymi

Kazdy z obywateli w kazdej chwili powinien miec mozliwosc wgladu w zasoby PKW dotyczace wynikow zapisanych dla jego kodu ID.
Rozbieżność z posiadaną kopią wyboru jest podstawą do złożenia protestu wyborczego.

Myślę, że tak ustawiona metoda znacznie ułatwiłąby prace w podstawowych komisjach wyborczych.
Proszę o opinie

Minimax

#

08-11-2018 [08:05] – izabela | Link: 

W skomputeryzowanym świecie ustanowienie takich procedur nie stanowi chyba żadnego problemu. Jeżeli operator sieci komórkowej wie kiedy zabrakło mi środków na koncie i zawiadamia mnie o tym natychmiast  dowcipnym sms cytuję : ” najgorzej, dziś nie poszalejesz, masz na koncie 2 złote „,albo wie kiedy przekroczyłam granicę i zawiadamia mnie o stawkach, a w aptece mogą natychmiast sprawdzić lekarza wypisującego mi receptę nie ma żadnych przeszkód podobnego zorganizowania wyborów i kontroli nad wyborami. Ale jeszcze bardziej mi odpowiada system liczenia głosów w wielkiej Brytanii przy wyborach w systemie JOW. (  jednomandatowe okręgi wyborcze) . Urna stoi w publicznym miejscu pod reflektorami i kamerami. Praca komisji jest obserwowana zarówno przez widzów kłębiących się za ogrodzeniem z symbolicznych sznurów jak i kamery, jak i kontrolerów. Każdy ruch reki jest rejestrowany przez kamery. wyniki danej komisji są podawane natychmiast. Polecam  wykłady. na ten temat profesora Tomasza Kazimierskiego. na przykład: https://www.youtube.com/watch?…

#

Źródło:  naszeblogi.pl , 7 listopada 2018.

 

Zdjęcie tytułowe: Konferencja prasowa przedstawicieli PKW i KBW. Fot. Grzegorz Krzyzewski, FotoNews, za: Newspix.pl / wprost.pl, 22.10.2018 / wybór zdjęcia wg.pco

 

Więcej felietonów pani Izabeli Brodackiej Falzman na naszym portalu  >   >   >  TUTAJ...

 

, 2018.11.08.

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann