Bogdan Czajkowski i Leszek Czarnecki czyli o postawach


Media grzeją od wczoraj temat dyktafonów Leszka Czarneckiego. W większości doniesień jest on przedstawiany jako człowiek, który dla dobra państwa, czyli nas wszystkich, zdemaskował nieuczciwego urzędnika. Mnie to, przyznam zdumiewa, tak jak pewnie i Was wszystkich. Nie mam telewizora, więc nie mogę stwierdzić naocznie, co na ten temat mówiła kurska telewizja, ale ciekaw tego jestem bardzo. Znajomy zadzwonił tu wczoraj i rzekł mi, że oto „odpalili Czarneckiego”. W zdaniu tym zawarte jest w zasadzie wszystko, przede wszystkim zaś informacja o niesamodzielności osobniczej, a zatem i biznesowej pana Czarneckiego. O jakiej więc uczciwości wobec państwa można tu mówić? Już lepiej powiedzieć – z ostrożności procesowej – że chodzi o jakąś grę, której zasad nie rozumiemy dziś i pewnie nie zrozumiemy nigdy.

Przewidując dyskusję o postawach, która, jak sądzę, rozpocznie się niebawem w mediach, chciałbym już na samym początku wyrazić swoją opinię w tej sprawie. Posłużę się przy tym, prócz Czarneckiego, innym jeszcze przykładem.

Oto dziś pojawiła się w sieci informacja, że Bogdan Czajkowski zwrócił prezydentowi Dudzie order. Ja nie miałem świadomości kim jest Bogdan Czajkowski, a pewnie większość z Was także tego nie wie. Otóż to jest były szef komitetu strajkowego Politechniki Warszawskiej z roku 1968. Przez dwa lata zabiegał on o odebranie orderu – ja celowo nie wymieniam nazw tych odznaczeń zaraz wyjaśnię dlaczego – znanemu biznesmenowi panu Niemczyckiemu, uważając – w dużym skrócie to powiem – iż jest on niegodną świnią.

Najpierw wyjaśnię dlaczego jestem przeciwko orderom. Po jaką przepraszam cholerę zniesiono tytuły szlacheckie? Po to, żeby się teraz autorzy męczyli pisząc – krzyż oficerski orderu odrodzenia Polski? Bez sensu. To i tak jest tylko kawałek źle zaprojektowanej blaszki, bez wdzięku i znaczenia. No ale wracajmy do postaw. Mamy tego Czarneckiego, który na drugi dzień po obchodach stulecia niepodległości zwalnia z posady, lekką ręką i z wielkim wdziękiem, szefa KNF, a zaraz potem pan Czajkowski oddaje swój order. Mnie zastanawiają okoliczności tego oddania, bo przecież order Niemczyckiemu wręczył Komorowski, a odebrać miał go Duda. I pan Czajkowski aż dwa lata starał się od to, by akt ów nastąpił, a kiedy okazało się, że nie nastąpi, sam postanowił pozbyć się swojego odznaczenia.

Nie tylko Niemczycki był powodem oburzenia Bogdana Czajkowskiego, były szef komitetu strajkowego na Politechnice był poirytowany także tym – tak nas informuje portal WP – iż order dostał Szewach Weiss, a nie powinien. I prezydent Duda – tak nas informuje portal WP – powinien, według Czajkowskiego, również Szewachowi odebrać tę blaszkę.

Ja oczywiście rozumiem ograniczenia, emocje i marzenia wszystkich działaczy niepodległościowych, wszystkich szefów komitetów strajkowych, wszystkich marzących o wielkiej i sprawiedliwej Polsce, w której – jak napisał kiedyś Jacek Fedorowicz – nikt nie umiera, w śmietnikach nikt nic nie zbiera. Ja to wszystko rozumiem, rozumiem zaś najbardziej to, że oni mają potrzebę występowania na forum publicznym.

Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego oni domagają się od prezydenta rzeczy niemożliwych? I dlaczego prezydent, osoba w końcu publiczna, ma prostować błędy i zaniechania innych prezydentów? Nie tłumaczcie mi proszę niczego, bo jestem po tak poważnej i inspirującej rozmowie, że nie ma postawy, której dna i mechanizmu bym dziś nie rozpracował właściwie.

Nie chodzi o to, co sobie Bogdan Czajkowski myśli naprawdę. Co innego jest ważne. Z jednej strony mamy tego zadowolonego jak nie wiem co Czarneckiego, a z drugiej smutnego, siwego i domagającego się sprawiedliwości Bogdana Czajkowskiego.

Dlaczego w organizacji jaką jest PiS nie wypracowano do tej pory żadnego mechanizmu, który ochronił by strukturę przed takimi zagrożeniami i takimi prowokacjami? Ktoś powie, że wystarczy mieć po prostu uczciwych urzędników, urzędników nieprzekupnych i nic więcej nie trzeba robić. Tak jak PO ich miała, prawda? Dobrze wiemy, że było inaczej.

Ostatnio ktoś tu pokazywał triumfalnie film, gdzie widać jak Jarosław Kaczyński opieprza Tarczyńskiego. I my się mamy z tego cieszyć. To jest katastrofa. Nie rozumiecie tego? Żeby przywołać do porządku bęcwała potrzebna jest reprymenda z samej góry, bo nic innego nie skutkuje. Nie ma żadnej dyscypliny wewnętrznej i żadnych hamulców, które by tego faceta powstrzymały. Jeśli zaś jego deficyty zostaną dobrze ocenione przez przeciwników PiS, to dostanie on taką propozycję, której się nie oprze i dopiero wtedy zobaczymy na co go stać naprawdę.

Mamy więc następującą sekwencję – PiS „ratuje” przed prowokacjami marsz niepodległości, wywołując tym samym dyskusję o lojalności – kto i co jest ważniejsze – ulica czy gabinet. Następnego dnia problem ten zostaje zdezaktualizowany przez pana Czarneckiego, który aranżuje sytuację tak rozwojową, że strach pomyśleć co będzie dalej. Na dokładkę siwy i smutny działacz komitetu strajkowego z roku 1968 wychodzi i, nie oficjalnie rzecz jasna, ale w przekazie podprogowym demonstruje wszystkim kim jest prezydent dla narodu. Jest on mianowicie zaprzańcem, który nie ma odwagi stanąć w prawdzie i odebrać niesłusznie przyznanych odznaczeń osobom takim jak Niemczycki i Weiss. Na dodatek jeszcze przeprasza tych wszystkich, którzy wyjechali z Polski po roku 1968, co się również panu Czajkowskiemu nie podoba.

Jeśli sądzicie, że te akcje przeminą i można je przeczekać, to jesteście w błędzie. One się będą nasilać i będą coraz intensywniejsze, a ładunek emocji w nich zawarty będzie tak silny, że można nim będzie zatłuc płetwala błękitnego, bo nawet nie słonia.

Za tym wszystkim ludzie ktoś stoi. To się nie dzieje samo i lepiej będzie jeśli ktoś w PiS zastanowi się co z tym zrobić. To naprawdę sensowniejsze niż odbieranie frajdy z marszu działaczom narodowym.

No, ale kto ma to zrobić? Prezes jest zajęty opieprzaniem Tarczyńskiego, reszta czeka na polecenia i nawet nie mrugnie, a o tym, by ktokolwiek wyraził jakąś opinię niezgodną z protokołem, a niechby nawet i słuszną, nie może być nawet mowy.

Na dziś to tyle. Przypominam, że od piątku do niedzieli jestem na targach w Łodzi. Al. Politechniki 4, stoisko nr 45

Przypominam też, że jedynie do 20 listopada można zgłaszać swój udział w pierwszej konferencji LUL, która odbędzie się w pałacu Tłokinia pod Kaliszem 8 grudnia.

Zapraszam na portal www.prawygornyrog.pl

 

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  14 listopada 2018.

 

  • Ilustracja tytułowa: zestaw fotek wg.pco

 

  , 2018.11.15.

Autor: Gabriel Maciejewski