Droga do niepodległości – artystyczna promocja Polski 1880-1918


Pan minister Barczyk z niejakim opóźnieniem podziękował organizatorom Marszu Niepodległości, aktualnie najbardziej rozpoznawalnej na świecie polskiej imprezy patriotycznej i kulturalnej, co się chwali. Lepiej późno niż wcale.

Obchody, jak obchody. W ostatniej chwili wyświetlony został film „Niepodległość”, co też się chwali, a czego bardzo brakowało.
Jednak cała oficjalna „pamięć historyczna” kreowana przez sfery rządowe nadal nie wychodzi poza „Naczelnika” i „Legiony”. Jakiś bukiet kwiecia pod pomnikiem Paderewskiego czy Witosa – i wystarczy. Do tego natrętna propaganda antypolska w mediach polskojęzycznych i zagranicznych , przelała czarę goryczy i postanowiłam sobie urządzić własne obchody 100-lecia Niepodległości Polski. W ramach moich prywatnych obchodów pragnę przywołać pamięć polskich artystów, którzy na prawie 40 lat przed tym, jak „zaświeciła jutrzenka swobody’, rozsławiali imię Polski, kiedy jej nie było na mapie.

 

Ich osiągnięcia i poziom sztuki, jaki reprezentowali stoją w tak rażącej sprzeczności z tym, co pokazuje sztuka „wolnej Polski” po roku 1989 r., że tym bardziej warto przypomnieć tych, którzy budzili podziw i szacunek całego świata w latach 1880-1918.

 

Artyści ci byli legendami swojej epoki i nie mieli w swojej dziedzinie – równych sobie. Nie wspierało ich żadne ministerstwo kultury a nawet ministerstwo dziedzictwa narodowego.

„Polska inwazja artystyczna” rozpoczęła się w Europie a następnie w USA i krajach Imperium Brytyjskiego a także w Rosji na wielką skalę około roku 1880 i miała trwać co najmniej do roku 1915.

 

Warto sobie uświadomić, że w czasie, gdy nie było radia i telewizji, życie kulturalne elit ale też tzw. ulicy, skupiało się w teatrach, operach i operetkach i soliści operowi oraz wirtuozi skrzypiec i fortepianu byli popularni tak samo, jak dzisiaj gwiazdy filmu i telewizji.

 

Ważne były też galerie i pracownie malarskie oraz „szkoły malarstwa”, które wydały w tym czasie tzw. Szkołę Monachijską, obejmującą kilkadziesiąt polskich nazwisk. Dwóch z nich malowało na zamówienia cesarzy Austrowęgier i Niemiec: Kossak i Fałat.

 

Tego w popularnych biografiach się nie dowiemy, natomiast u polskiego docenta wiki znajdziemy wiadomość, że malarz Leon Wyczółkowski „bił żonę” a dokładnie „stosował wobec niej przemoc”.
Więc nie mogę się powstrzymać i urządzam sobie indywidualne obchody 100-lecia Odzyskania Niepodległości, przypominając tych, którzy przypomnieli Polskę światu, nie rzucając bomb, nie organizując powstań ani nie urządzając zamachów na policmajstrów i furgony pocztowe.

 

A więc zaczynajmy.

 

W roku 1880 Polski nie było na mapach od 85 lat i nic nie wskazywało, aby miała się pojawić na mapach kiedykolwiek. Za to na mapach po wygranej wojnie z Francją pojawiło się Cesarstwo Niemieckie z kanclerzem Bismarckiem, który był fanatykiem „jedności religijno narodowej” państwa i zdążył wdrożyć całą paczkę ustaw uderzających w Kościół Katolicki, reprezentujący 36% katolików i zarazem największą mniejszość narodową czyli Polaków – ok. 5% populacji.

W Priwislańskim Kraju powstawały raczej twierdze i więzienia niż opery a język został wyrugowany z przestrzeni publicznej.

 

I właśnie w tym czasie na scenach operowych Wenecji, Rzymu, Mediolanu, Madrytu, Paryża, Drezna i Londynu a nawet Petersburga zaczynają się pojawiać gwiazdy opery pierwszej wielkości, których nazwiska były wymieniane jednym tchem z Adeliną Patti i Nellie Melba a wśród mężczyzn nie mieli równych sobie do czasów Carusa.

 

Przy czym prolog tego „Marszu przez sceny teatralne i operowe” należał do najtwardszej polskiej artystki owej epoki czyli Heleny Modrzejewskiej, która w 1876 porzuciła warszawskie sceny rządowe i rozpoczęła podbój teatrów anglosaskich „od tyłu” czyli od „Dzikiego Zachodu” a konkretnie od ówczesnej pustyni kulturalnej czyli od Kalifornii.

 

Helena Modrzejewska jako Helena Modjeska zagrała 20 sierpnia 1877 r. w California Theatre w San Francisco w roli Adrienne Lecouvreur w sztuce Ernesta Legouvè. Już trzeciego dnia „teatr wył, ryczał, klaskał, tupał” a dyrektor teatru płakał ze szczęścia w jej garderobie. Potem było tournee w górniczych osadach Kalifornii a następnie mocny występ w Nowym Jorku, gdzie bardzo pozytywnie przyjęła ją elita kulturalna np. poeta Longfellow. Ostatecznie zawojowała, zarówno jako artystka jak i osoba (dyktatorka mody i dobrego smaku) Wschodnie Wybrzeże USA. Jej kariera sceniczna w USA miała trwać z przerwą na wyjazd do Wielkiej Brytanii aż do końca XIX w.

 

Na jej przedstawienia miało przychodzić aż trzech prezydentów USA wraz z rodzinami: Chester Arthur, S. Grover Cleveland i Benjamin Harrison oraz przedstawiciele świata sztuki i wielkiego pieniądza.

Dość szybko zaczęto punktować jej polskie pochodzenie: w jej salonie grało się Chopina a pani Celia Thaxter, znana pisarka i poeta amerykańska owej doby napisała dla niej sonet, w którym znalazła się taka linijka: „…Słuchała głosu swej Polski (…) Muzyki jej ziemi najpiękniejszy wzlot..”.
Zanim Helena Modrzejewska przeniosła się z Warszawy do San Francisco, troje dzieci urzędnika kolejowego i budowniczego hotelu Saskiego w Warszawie Jana Reszke i jego bardzo muzykalnej małżonki – panna Józefina – mezzosopran dramatyczny, jej brat Jan baryton (a później tenor) oraz brat Edward – bas – rozpoczęli już triumfalny pochód przez europejskie sceny operowe.
Józefina zadebiutowała w roku 1872 r. w weneckiej Teatro Fenice w wieku lat 17. Następnie na zaproszenie dyrektora Opery Paryskiej – zadebiutowała w dniu 21 czerwca 1874 r. w roli Ofelii w „Hamlecie” operze francuskiego kompozytora Thomasa.
W tym samym 1874 roku w weneckiej operze debiutował brat Jan Reszke w partii Alfonsa w „Faworycie” Donizettiego a w paryskiej operze debiutuje inny wielki polski tenor – Władysław Mierzwiński.
W roku 1876 pozycja artystyczna Józefiny Reszke lat 21 jest bardzo mocna i na paryską premierę Verdiego „Aidy” pod jego dyrekcją – rekomenduje ona do roli Faraona swojego brata Edwarda Reszke, który w ten sposób, po krótkich przesłuchaniach, debiutuje 22 kwietnia 1976 r. w Theatre des Italiens w „Aidzie” pod dyrekcją samego kompozytora. Występ jest wielkim sukcesem.

W roku 1878 r. w Drezdeńskiej Operze Królewskiej odbywa się debiut wszechstronnie wykształconej muzycznie 20-letniej sopranistki koloraturowej Praksedy Marceliny Kochańskiej, znanej później jako Marcelina Sembrich Kochańska a w USA jako Marcella Sembrich.

 

Kiedy więc opromieniona świeżą sławą amerykańską w 1880 r. Helena Modrzejewska przybywa do Londynu, Edward Reszke właśnie jest po kwietniowym debiucie w Covent Garden w roku boga Indry w operze Masseneta . Miał w latach 1880 -1900 występować w Covent Garden 17 sezonów i dać łącznie 450 koncertów. Oraz zaprzyjaźnić się z księciem Walii, który zapraszał go „na pokoje” do Zamku Windsor.

 

Marcelina Kochańska w czerwcu tego roku zadebiutuje Covent Garden Donizettiego „Łucji z Lammermoor”, który to debiut został okrzyknięty jako „sensacyjny”.

Helena Modrzejewska , mimo akcentu , zostaje znakomicie przyjęta przez publiczność w rolach szekspirowskich i występuje przez 4 sezony w Londynie i w teatrach prowincjonalnych Anglii i Szkocji. Poeta Oscar Wilde prosi ją o rekomendacje przed swoim wyjazdem do Ameryki a salony arystokratyczne są przed nią otwarte.

 

W roku 1881 r. ma miejsca prawdziwa artystyczna „polska okupacja Londynu”: Józefina Reszke śpiewa w „Aidzie” Verdiego wraz z bratem Edwardem a w Teatrze Włoskim i na koncertach występuje Marcelina Sembrich Kochańska a na scenach londyńskich występowała Helena Modrzejewska.

To ona stworzyła wtedy ekskluzywny artystyczny salon, w którym występowali solo i wspólnie: Józefina Reszke oraz Edward i Jan, śpiewała Marcelina Sembrich Kochańska oraz Mierzwiński a gra na skrzypeczkach Henryk Wieniawski. Budziło to zrozumiałe poruszenie sąsiadów a nawet policji i przechodniów, którzy przystawali na ulicy, aby uczestniczyć w tych „wieczorkach” a raczej „nockach artystycznych”.
W 1883 r. Helena Modrzejewska powróciła do Stanów Zjednoczonych, otrzymała amerykańskie obywatelstwo i rozpoczęła kolejny triumfalny etap swojej teatralnej kariery w USA.

 

Nie tylko gra w sztukach ale też pisze prace teoretyczne na temat teatru, występuje na zjazdach kobiecych i w 1888 buduje w górskiej dziczy ok. 80 km na południowy zachód od Los Angeles – dom i ogród przeznaczone na letni wypoczynek. Nadała mu nazwę „Arden” Dom był, jak na tamte czasy bardzo luksusowo wyposażony, miał bieżącą wodę i obok domu – basen. Był jej przystanią do śmierci w 1906 roku a dzisiaj jest tam urządzone muzeum Heleny Modrzejewskiej ( Helena Modjeska Historic House and Garden) wpisane na Narodową Listę Pamięci w 1990.

 

Również w 1883 r. wyjechała do USA Marcelina Sembrich Kochańska, aby po debiucie 24 października w „Łucji z Lammermoor’, rozpocząć zupełnie bajeczną karierę w Metropolitan Opera z przerwą w latach 1890-1897, kiedy występowała w Petersburgu. W 1898 r. wróciła do Metropolitan Opera i śpiewała jako niekwestionowana największa gwiazda tej sceny przez 11 sezonów (łącznie 450 spektakli) do roku 1907, kiedy zorganizowano jej galę. Odeszła u szczytu sławy i w Bolton nad pięknym jeziorem urządziła luksusowy dom, w którym prowadziła szkołę śpiewu dla uzdolnionych dziewcząt.

Następną równie wyrazistą i despotyczną (choć w mniej miły sposób) solistką MET miała być dopiero Maria Callas.

 

Kiedy Marcelina Sembrich Kochańska występująca w USA jako Marcella Sembrich porzuciła na kilka lat Nowy Jork dla Petersburga, w Metropolitan Opera zaczął pojawiać się Jan Reszke, który jako Jean de Reszke, w latach 1893-1899 był tam traktowany jako coś w rodzaju dobra narodowego: jego wynagrodzenie w MET sięgało połowy rocznego budżetu opery. Śpiewał często z – Nelli Melba, znaną mu już z Londynu, która zastąpiła wówczas w Metropolitan Opera – legendarną Adelinę Patti.

 

Jan Reszke był już wówczas uznawany za największego tenora epoki z wielkimi sukcesami w Paryżu i Londynie i na innych scenach europejskich.

W roku 1884 kompozytor Jules Massenet wybrał go do roli Jana Chrzciciela w operze „Herodiada”, którą miał wystawiać w Operze Paryskiej. Partia została wykonana w takim stylu, że kompozytor w nowej operze „Cyd” partię tenorową specjalnie pisał dla Jana Reszke. Przez długie lata był wraz z bratem Edwardem uważany za najlepszego odtwórcą ról wagnerowskich. Ale nie zaśpiewał w Bayreuth mimo zaproszeń Cosimy Wagner.
Absolutną supergwiazdą stał się dzięki występowi w operze Gounoda „Romeo i Julia” w roku 1888. Wtedy to paryska Grand Opera postanowiła wznowić to dzieło, grane wcześniej w Operze Komicznej. Sam kompozytor czuwał nad obsadą a supergwiazdą miała być legendarna Adelina Patti w roli Julii.

 

W Paryżu zapanowała histeria i bilety stały się osiągalne wyłącznie dla Prezydenta, rodowej arystokracji i dla tzw. plutokracji z Rotszyldami na czele. Australijska gwiazda Nelli Melba przyjechała aż z Brukseli aby być świadkiem triumfu lub upadku słynniejszej konkurentki.
Gounod obsadził obok Adeliny Patti obu braci Reszke: Jana w roli Romea a Edwarda w roli Ojca Laurentego i dyrygował. Przedstawienie zostało ocenione jako fenomenalne i było wilekim sukcesem Adeliny Patti ale jeszcze większym – Jana Reszke i jego brata Edwarda.

 

Zaraz potem otrzymał on zaproszenie do Londynu, gdzie zadebiutował w roli Radamesa w „Aidzie” 23 czerwca w Drury Lane.

W roku 1889 dyrektor Carl Rosa Opera Company zaprosił Jana i Edwarda Reszków do udziału w „Afrykance”, „Romeo i Julii”, „Fauście” (Edward śpiewał najsłynniejszego Mefista) i w „Śpiewakach norymberskich” Wagnera .

Ukoronowaniem tych występów było zaproszenie od Królowej Wiktorii dla obu braci, którzy wraz ze śpiewaczką Emmą Albani dadzą zaimprowizowany podobno koncert arii z oper „Faust”, Gwiazda północy” Meyerbeera oraz duety z „Traviaty” i „Carmen”.

 

Królowa musiała być zachwycona, skoro Jan i Edward Reszke w latach 1889 – 1900 aż 7 razy śpiewali na galach w Covent Garden i w Zamku Windsor a następca tronu zaprzyjaźnił się z nimi i zapraszał regularnie do Windsoru.

 

Najbardziej prestiżowe występy Braci Reszke przed królewską publicznością miały miejsce siedmiokrotnie w okresie 1889 -1900 m.in. z takich okazji jak: wizyta szacha Persji (2 lipca 1889), odwiedziny cesarza Niemiec Wilhelma II wraz z małżonką (8 lipca 1891 r.), ślub księcia Yorku (późniejszego króla Jerzego V) z księżniczką Marią von Teck ( 4 lipca 1893 r.) , jubileusz diamentowy wstąpienia na tron brytyjski Królowej Wiktorii ( 23 czerwca 1897 r.) oraz 3 występy przed Królową Wiktorią na Zamku Windsor – 27 czerwca 1898 r., 24 maja 1899 r. i 16 lipca 1900 r.

 

Kiedy Bracia Reszke występowali przed cesarzem niemieckim Wilhelmem II , Cesarstwo Niemieckie znajdowało się już co najmniej od 17 lat od wdrożenia ustaw tzw. antykatolickich, bezpośrednio skierowanych również przeciwko Polakom i w apogeum tzw. Kulturkampfu, antypolskiej polityki kulturalnej obliczonej na zduszenie tzw. żywiołu polskiego.

Dlatego, kiedy małżonka księcia Yorku wymogła na nich aby przysięgli, że nigdy nie zaśpiewają w Niemczech – takie przyrzeczenie złożyli i nawet zaproszenia Cosimy Wagner nie zdołały ich skusić.

 

I tu dochodzimy do największego pianisty swoich czasów, mega gwiazdy w skali światowej – Ignacego Jana Paderewskiego.

Paderewski rozpoczął wielką karierę pianistyczną w dużej mierze dzięki pomocy Heleny Modrzejewskiej, która wystąpiła z nim wspólnie w Krakowie w 1884 r. Po lekcjach u Leszetyckiego w Wiedniu i rocznej pracy pedagogicznej w Strassburgu, wystąpił z wielkim sukcesem w Paryżu zarówno w salonach arystokratycznych jak i w Sali Erard w roku 1888 i od tej pory jego gwiazda nie przestawała świecić. Koncertował niemal 50 lat z przerwą na sprawowanie funkcji Premiera Rządu Polskiego w 1919 r.

 

Był pierwszym artystą otoczonym uwielbieniem w Europie, USA, Kanadzie, Ameryce Południowej a nawet w Australii i Nowej Zelandii i RPA, nie mówiąc o Ojczyźnie w trzech zaborach.
Poeci pisali na jego cześć wiersze , gazety na całym świecie zamieszczały jego zdjęcia i karykatury, jego portrety malowali malarze sławni w świecie anglosaskim: Lawrence Alma Thadema i sir Edward Burne- Jones. Plotka głosi, że miał go zobaczyć na ulicy i powiedzieć znajomym „zobaczyłem Archanioła”. Po czym zaczął go szkicować. Bo rzeczywiście miał idealny profil.

 

Paderewski został gwiazdą brytyjskiego filmu fabularnego „Księżycowa Sonata” z roku 1937 (zagrał samego siebie) a amerykański duet wodewilowy „Bob & Bob” w roku 1916 nagrał o nim ragtime „When Paderewski plays” (Kiedy gra Paderewski). Pojawił się nawet w powieściach bardzo popularnej wówczas w USA pisarki dla dziewcząt chrześcijańskich Grace Livingston Hill.

Francuski kompozytor Camille Saint- Saens dedykował mu „Polonaise” na dwa fortepiany a brytyjski kompozytor Sir Edward Elgar wykorzystał motywy z utworów Paderewskiego do swojej symfonii „Prelude Polonia”.

 

Dwukrotnie występował na Zamku Windsor przed Królową Wiktorią: 2 lipca 1891 r. i 29 czerwca 1900 r. W maju 1924 r. Król i Królowa Belgów złamali protokół wstając z miejsc wraz z całą publicznością, kiedy Mistrz wchodził na scenę.

 

W roku 1904 był w stanie, jak określiła to amerykańska gazeta „konkurować sam ze sobą”, bowiem kiedy dawał koncert w Carnegie Hall, w Metropolitan Opera była wykonywana jego opera „Manru”. Zapełniał salę koncertową na 16.000 osób mimo wysokich cen biletów, przeznaczonych na cele charytatywne.

 

W latach 20-tych i 30-tych XX w. wszystkie matki przyszłych mistrzów fortepianu marzyły, aby ich dzieci mogły publicznie wykonać Paderewskiego Minuet in G.

Cała ta niewiarygodna popularność przekładała się na bardzo konkretne przychody. W krótkim czasie stał się bardzo bogatym człowiekiem, którego dochody roczne z koncertów sięgały 500 tysięcy USA. W ówczesnych dolarach.

 

Miał duży wkład finansowy w budowie Luku Triumfalnego na Placu Waszyngtona w Nowym Jorku w 1892 r. i w całości sfinansował Pomnik Grunwaldzki w Krakowie 1910 r. oraz Pomnik Chopina w Żelazowej Woli. Sponsorował największy obraz chrześcijański „Golgota’ – praca zbiorowa pod kierunkiem Jana Styki (60m x 15 m) i zbudował specjalną rotundę na Karowej 18 dla na miejsce stałej wystawy.

 

O jego działalności charytatywnej, na którą wydał większość zarobionej przez siebie wielkiej wielomilionowej fortuny, można mówić godzinami.

Przy czym największy wkład miał w pomoc ofiarom wojny w Polsce w latach 1915-1917, kiedy całe dochody ze wszystkich koncertów i zbiórek (ponad 300) sięgających jednorazowo 30 tysięcy dolarów, przeznaczał na Komitet Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce – Henryka Sienkiewicza.

 

Łącznie Komitet ten zebrał ok. 4 mln USD, z tego ok. 2,5 mln w USA, gdzie działał wówczas Paderewski. Pomagał mu w tym jego „dłużnik” z czasów pierwszej trasy koncertowej w USA – Herbert Hoover, biedny student I roku geologii w Princeton, który był organizatorem koncertu Paderewskiego mającym problemy z zebraniem kasy na zapłacenie artyście. Paderewski po zapoznaniu się z wyjaśnieniami studenta – kazał mu zapłacić za wynajem sali a nadwyżkę przeznaczyć na opłacenie studiów. Zagrał za darmo.

 

Herbert Hoover pojechał do Australii, znalazł żyłę złota, został multimilionerem i dostarczył w czasie I WW do Polski ok. 20% całej rządowej pomocy żywnościowej i lekarskiej przeznaczonej przez USA dla Europy. A kiedy Naczelnik Piłsudski na jego cześć zorganizował „Wielką Paradę Dzieci” w czasie jego wizyty w Polsce w 1919 r., tak się rozczulił widząc tysiące bosych , że zatelegrafował i kazał przysłać do Polski 800 tysięcy par butów.

 

Paderewski poza działalnością charytatywną założył w Szwajcarii w 1915 r. Polską Agencję Informacyjną i wydał specjalną „Encyklopedię Polską” przeznaczoną dla dyplomatów i polityków Ententy, którzy o Polsce nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć.

Pozostawał w stałym kontakcie z takimi ludźmi jak Herbert Hoover, wówczas odpowiedzialny za pomoc humanitarną na terenie Europy, pułkownikiem House, szarą eminencją Białego Domu oraz samym prezydentem USA Woodrow Wilsonem, który zanim USA przystąpiły do wojny – postawił sprawę niepodległej Polski – w agendzie politycznej.

Jego starszym „współpracownikiem” w sprawie polskiej był Henryk Sienkiewicz, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1905 r. . Jego powieść Quo Vadis” już w roku 1897 przetłumaczył na język angielski Jeremiah Curtin, przyjaciel prezydenta USA Theodore Roosevelta, etnograf i podróżnik. Książka była bestsellerem. Wcześniej bo w roku 1888 przetłumaczył na angielski „Ogniem i mieczem” a w 1900 r. – „Krzyżaków”.

Powieści cieszyły się wielkim wzięciem i już w 1900 r. niejaki Stanislaus Stange zaadaptował „Quo Vadis” na sztukę dramatyczną i była ona grana z wielkim sukcesem w USA. Następnie na podstawie tej powieści powstały filmy nieme: w roku 1901, 1912 i 1924 a w roku 1951 film fabularny w reżyserii Mervyna LeRoya, nominowany w ośmiu kategoriach do Oscara.

 

I już naprawdę nie mam siły pisać o polskich malarzach ze Szkoły Monachijskiej, których dzieła szły na rynku europejskim jak świeże bułeczki: konie, krajobrazy wiejskie, krajobrazy zimowe, sceny rodzajowe . Jeszcze niedawno obraz Juliana Fałata „Powrót z niedźwiedziem” został wybrany na wystawę pt. „Skarby z kraju Chopina” do Muzeum Narodowego w Pekinie.

Julian Fałat był „nadwornym malarzem” w latach 1886-1895 na dworze pruskim w Berlinie a w latach 1895-1902 był takim nadwornym malarzem Wojciech Kossak.

I pomyśleć, że cała ta wielka promocja Polski i Polaków odbywała się zupełnie bez państwowego budżetu, bez Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i bez urzędników i urzędów. Oraz bez „polityki historycznej”.

 

Ciekawe też, że ci wszyscy niebywale uzdolnieni i niejednokrotnie bardzo bogaci ludzie, mówiący wieloma językami, kokietowani przez carów i cesarzy , nigdy nie wstydzili się przyznawać do Polski, nigdy jej publicznie nie krytykowali, często uczestniczyli w zbiórkach na cele patriotyczne i nigdy nie żądali orderów i posad rządowych, kiedy Polska już się odrodziła.

To jest tak wstrząsający kontrast w stosunku do tego, kim są dzisiejsi wylansowani za państwowe pieniądze malarze i pisarze, kim są tzw. twórcy filmowi i teatralni, że aż bolesne jest pisanie o tym. Śpiewacy operowi uciekają z „ukochanej Ojczyzny” tak szybko jak się da, a jedyne nazwiska, które się przebijają, to są piewcy tzw. antykultury.

W dodatku, w przeciwieństwie do np. polityki kulturalnej Wielkiej Brytanii, która przy każdej okazji i bez okazji przypomina „legendarną Melbę” a nawet Braci Reszke, którzy z nią śpiewali, to w Polsce coś takiego jak pamięć o wielkich artystach polskich – w polityce państwowej – nie istnieje.

 

Ciekawe, czy to celowe, czy po prostu urzędnicy państwowi obecnej „odrodzonej Polski” mają jakieś „wytyczne”, żeby uprawiać „politykę niemożności” na polu upamiętniania polskich twórców kultury światowej, bo by się nam jeszcze w głowach poprzewracało.

PS. Muzeum Marcelli Sembrich (Marceliny Sembrich Kochańskiej) istnieje w Bolton Landing w Hrabstwie Warren Nowy Jork, od 2002 r. jest wpisane w Narodowym Rejestrze Miejsc Historycznych. W USA. Również upamiętniany jest Ignacy Jan Paderewski, zarówno przez winiarzy z Napa Valley jako producent znakomitego zinfandela jak też przez wielbicieli muzyki, którzy organizują w Paso Robles, gdzie miał dom i ok. 2000 ha winnicy i sadów – festiwal muzyczny połączony z degustacją miejscowych win.

Znalezione obrazy dla zapytania edward reszke

1.Jean de Reszke i Edouard de Reszke

Znalezione obrazy dla zapytania marcella sembrich

2. Marcelina Sembrich Kochańska (Marcella Sembrich)

Znalezione obrazy dla zapytania helena modjeska

3. Helena Modrzejewska (Helena Modjeska)

Znalezione obrazy dla zapytania ignacy paderewski obraz burne jones

4. Ignacy Paderewski  szkic sir Burne-Jonesa

Znalezione obrazy dla zapytania ignacy paderewski obraz burne jones

5. Ignacy Paderewski obraz Almy Thademy

Znalezione obrazy dla zapytania henryk sienkiewicz

6. Henryk Sienkiewicz

*

 

Pink Panther

*

Wybrane przez red. PCO komentarze:

Nieobyty – @pink-panther 17 listopada 2018 19:47

Ostatnio moje wpisy u Gospodyni bloga – trochę były zbyt natarczywe ale chyba nie chodzi ot by się we wszystkim zgadzać. Znając wyrozumiałość Gospodyni i jej takt pozwolę sobie zabierać dalej głos.

Podoba mi się koncepcja: I wojna była po to by duże i wieloetniczne europejskie Państwa rozpadły się na małe narodowe państewka. II wojna była po to by te małe państewka jako nie wydolne scalać w nowe imperia pod innym kierownictwem i to nie III Rzeszy. Mamy RWPG – UE a potem tylko UE.

W tym znaczeniu fakt dopuszczenie do międzynarodowej kariery polskich artystów od końca XIX to przygotowanie gruntu na tworzenie narodowych państw.

Można rzec wykreowano modę na naszych rodaków – a potem starano się pamięć o nich upchnąć do archiwum.

Dlaczego ci wielcy ulegli zapomnieniu – bo i dziś są niebezpieczni.

Nie mogłem z pewnych przyczyn dojechać do Muzeum Narodowe na wystawę monograficzną Józefa Brandta – ale jej przekaz jest prosty. To jest polski malarstwo XIX wieczne które jest piękne bez potrzeby opisu i można je chłonąć.

Czym jest polska sztuka nowoczesna – do rodzaj gwałtu na psychice i emocjaach a jej prezentacja i interpretacja przez krytyków sztuki to forma tabletki gwałtu.

*

Danae – @pink-panther 17 listopada 2018 20:08

„Śpiewacy operowi uciekają z „ukochanej Ojczyzny” tak szybko jak się da”.

I słusznie robią. Przecież nie będą śpiewać w tragikomediofarsach reżyserowanych przez amatorów typu Trelińskiego lub ludzi skrzywdzonych przez los jak Warlikowski.

W Polsce nie ma obecnie miejsca na teatr operowy. Komuna siedzi we wszystkich tzw. teatrach operowych (albo post-komuna albo peesel albo inna nomenklatura), ciągnie kasę dla swoich z budżetu a na premiery – bardzo rzadkie i kiepskie – sprowadza solistów głównie z państw postsowieckich.

Marzeniem każdego zdolnego młodego śpiewaka jest dostanie się na sezon lub kilka do Metropolitan Opera albo choćby La Fenice (daj Boże zdrowie!). W Metropolitan Opera taki śpiewak uczestniczy w programie szkoleniowym, na którym uczą go poprawnej nie tylko angielszczyzny ale też czterech podstawowoych języków tzw. operowych. Uczą ją/go też wszystkich innych bezcennych umiejętności scenicznych. Tak opisywał swoją szansę w Metropolitan Opera Mariusz Kwiecień.

Polskie teatry operowe istnieją po to, żeby zapewnić byt bandzie swoich (plus ich rodziny) za pieniądze z budżetu. Nikt nikogo i niczego nie uczy, a zresztą kto miałby uczyć śpiewu i języków? Pani polityk Alicja Węgorzewska czy pani celebrytka („Twoja twarz brzmi znajomo”) Małgorzata Walewska?

Doceniam Pani wkład w przybliżenie postaci polskich śpiewaków, ale pozwalam sobie zauważyć, że rzeczywisty talent śpiewaka/śpiewaczki operowej jest tak rzadki, tak krótkotrwały i tak bezcenny, że wszyscy wielcy soliści uważani są za obywateli świata. Tylko opresja komunistyczna nie pozwalała  błyszczeć na wolności swoim największym artystom, np. Ojstrachowi lub Ładyszowi.

Na koniec dodam jeszcze, że sztuka operowa to dobro luksusowe, którego – aby docenić – trzeba się jednak nauczyć. Dlatego prostak, który zrobił pieniądze może jutro kupić sobie pięć Maseratich albo innych Rolexów, ale zawsze będzie ziewał przy „Vissi d’arte” albo zasypiał na „Eugeniuszu Onieginie”. Takich prostaków nadal widuje się w tzw. teatrach operowych w Polsce. No cóż, tu nawet frak w piątym pokoleniu nie wystarczy – a co dopiero w drugim lub trzecim. Staliniętom (doceniając Pani określenie) nawet lakierki skrzypią na premierach. Po prostu hołota na zawsze pozostanie hołotą.

*

pink-panther  – @Nieobyty 17 listopada 2018 19:47 / 20:08

Oczywiście, od czasu do czasu w pewnych sprawach można mieć nieco inne zdanie albo raczej inne odczucie. Dzięki temu mamy szersze spojrzenie na problemy.

Co do tych naszych polskich mega- gwiazd, to jak najbardziej trafił Pan w punkt: widać wyraźnie, że było w pewnym momencie , zwłaszcza w krajach anglosaskich, dla realizacji ich długofalowych planów – zapotrzebowanie na „wielkich polskich artystów”. W planie była dekompozycja Austrowięgier i obniżenie rangi Niemiec – więc mamy szokującą sytuację, gdy cesarzowi Wilhelmowi II – polakożercy, wprost pcha się przed oczy – wielkiego polskiego tenora i jeszcze większego (dosłownie: 190 cm wzrostu) polskiego basa – i oni śpiewają arie, które zapewne nudzą cesarza na śmierć. Prasa brytyjska opisywała ten akurat pobyt cesarza Niemiec w Wielkiej Brytanii. I tam był np. przegląd oddziałów brytyjskich ochotników w liczbie 15.000 wczesnym rankiem albo parada odziałów strażackich. I na tych imprezach był bardzo ożywiony i zadawał pytania.
W 1902 r. wygłosił na zamku w Marienburgu czyli w MAlborku mowę o niemieckiej misji na Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem terenów na wschód od Wisły.

Polskie malarstwo tamtej epoki jest po prostu – obłędne.
A kiedy już przetoczył się walec I WW – Prezydent USA Wilson – wyłgał się z większości ustaleń, które w gabinetach uzgodnił z Paderewskim. Oczywiście w kwestii granic, tak zachodnich jak i wschodnich.

Obecnie w sztuce mamy stan nihilizmu pełnego a tzw. administracja pracowicie pompuje za naszą kasę te bezeceństwa.

Natomiast mnie zainteresował fakt, iż sam niesamowity sukces sceniczny, zarówno Braci Reszke jak i Paderewskiego, w III RP – jest minimalizowany lub całkowicie przemilczany. Paderewskiego nie mogą przemilczeć, to mu kroją życiorys wokół jakichś mitycznych kochanek, co to je miał mieć jak marynarz, w każdym porcie. A ten człowiek przez lata zmagał się z depresją i pracował po kilkanaście godzin dziennie jak niewolnik. I rzeczywiście był znakomity, bo nawet teraz ma bardzo pozytywne komentarze na youtubie, kiedy gra np. Rapsodię węgierską w filmie „Moonlight sonata”. Że w pewnych momentach tego utworu – nikt mu nie dorówna i dzisiaj. A kiedy to grał miał ponad 70 lat.

Te wszystkie „Klery”, „Idy” etc. mają zniszczyć emocje i samoocenę. Aby się bronić, trzeba mieć świadomość tego, co się dzieje dzisiaj: co jest zamilczane a co się wylewa w telewizjach, kinach i teatrach.

*

pink-panther – @Danae  17 listopada 2018 20:08 / 20:20

Zgodzę się z tym, że w Polsce ma miejsce śmierć kliniczna opery i generalnie muzyki klasycznej. Takiego lekceważenia nie było chyba nigdy. Ktoś za tym stoi. Bo w Niemczech wydano ostatnio jakieś grube miliony na nowy budynek filharmonii czy innej opery w Hamburgu (zupełnie odlotowe wnętrze), w którym goszczono m.in prezydenta Trumpa, prezydenta Putina i prezydenta Chin.
Rzeczywiście wielcy soliści i solistki są do pewnego stopnia „własnością ludzkości”, ale nawet za komuny pojawiały się perły takie jak Bernard Ładysz a teraz nie słychać i nie widać nikogo.

Właśnie poprzez pryzmat „sztuki wyższej” widać, jak siermiężnym, żałosnym państwem,terroryzowanym przez „zupełnie świeżą starą arystokrację” z korzeniami w służbach – jest III RP. Wielki wstyd.

Wydawało mi się, że obchody 100-lecia Niepodległości w sposób oczywisty winny się zacząć w Operze Wielkiej jakimś mega-koncertem z wykorzystaniem utworów choćby Paderewskiego czy Chopina- a tu …. widać, co widać i słychać, co słychać. „Wpraszamy się” na Marsz Niepodległości:)))

Malarze to odrębny temat. Przecież oni powinni mieć wielkie odrębne muzeum sztuki, tak jak Francuzi zrobili dla malarstwa francuskiego XIX w.- cały Dworzec d’Orsay nad Sekwaną, kilka pięter, chronologicznie. Żadna epoka, żadna dekada i żaden styl – nie zostały pominięte. A tutaj upychają Muzeum Historii Polski – w starym ruskim więzieniu. Jakie to symboliczne.

*

syringa – @pink-panther 17 listopada 20:38

Swietne

I jak potrzebne!

Bo nawet ludzie uważający się za „inteligentów”-często nie znają tych nazwisk : taka polityka (des)informacyjna od wielu już lat

Paderewski -zaczynał tak skromnie. Najpierw objeżdżał salki („parafialne”) WOłynia i Podola w tercecie a potem w duecie, gdzie często bylo tak zimno że właściwie winien byłby grać w rękawiczkach …przy świeczce.

NIe bylo to sukcesem. Raz nie miał nawet za co wrócić z tournee do domu.

A potem taka kariera -bożyszcze. Za koncert dostawal 300tys $ -to dzis pewnie (siła nabywcza) z 5 mil…

DObry czlowiek -więc naiwny. Ta dziwna żona…Ludzie ktorzy naciągali go na pieniądze. ALe nie bylo rzeczy ktorej by dla Polski nie zrobił.

„Franko-szwajcarski malarz Charles Giron namalował portret Ignacego Jana Paderewskiego, z którym był zaprzyjaźniony. W kwietniu 1911 roku obraz miał być wystawiony w salonie paryskim. Zanim jednak doszło do wernisażu, jakiś szaleniec zniszczył obraz nożem – jakby poderżnął gardło polskiemu mężowi stanu. Paderewski bardzo to zdarzenie przeżył. Bawiącej się w jego ogrodzie małej córce malarza powiedział: okradną mnie, zamordują. Tak też się stało. Simone, już dorosła, bezsilnie patrzyła, jak ludzie, którym artysta zaufał, zamienili schyłek jego życia w koszmar, a potem rozgrabili jego ogromny majątek. Całymi latami próbowała z nimi walczyć. Lecz to ją zniszczył szwajcarski wymiar sprawiedliwości. Opisała swoje przeżycia w książce „Tajemnica testamentu Paderewskiego”.

„Dom Paderewskiego w Rion-Bosson w 1953 roku kupił Aga Khan III z zamiarem urządzenia w nim muzeum artysty. Władze szwajcarskie tak go jednak nękały, że po roku zrezygnował z projektu i odsprzedał posiadłość handlarzowi bydła, a ten – rzeźnikowi. Wtedy to odbyła się wyprzedaż pamiątek po wielkim Polaku. Zwożono je ciężarówkami, w większości fałszywe. W ogrodzie, który już dawno stracił swą dawną urodę, założono plantację kapusty. Potem rzadkie rośliny i drzewa poszły pod topór, bowiem właśnie przez środek parku postanowiono przeprowadzić autostradę. Rion-Bosson w tej sytuacji stracił jakąkolwiek atrakcyjność. Dom przeznaczono na poligon doświadczalny dla młodych saperów, którzy ostatecznie wysadzili go w powietrze. Zupełnie tak, jakby władze szwajcarskie chciały unicestwić to, co mogłoby przypominać wydarzenia, które kładą się głębokim cieniem na jednej z najstarszych demokracji, jak Szwajcarzy sami mówią o swoim kraju.”

http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=4213679

Mam tę książkę -choć z innych ust słyszałam że to jednak tak nie bylo… ALe faktem jest że nie pozostał kamien na kamieniu, a autostrady NIE ZBUDOWANO

mało tego

DO Polski przyjechała mała cząstka jego kolekcji sztuki chinskiej i japońskiej. (mam jej katalog)

I znów pewien pan mial na nią zakusy ….

ALe pewne dzielne kobiety przechytrzyły go. NIe pozwoliły.

Zbiory te częściowo sa wystawione w świetnym, cudownie położonym MN w Otwocku (reszta w magazynach wyciągana na wystawy monograficzne). Ale kto o nim wie? NO i ten pałac (Bielinskich) ma wrócić do właścicieli.

A Muzeum Sztuki Zdobniczej jak nie ma w Warszawie tak nie ma . Początkowo planowano dla niego Zamek Ujazdowski -ale cóż „nowa sztuka” (ktorej nikt nie chce i która sztuką nie jest ) zwyciężyła…

Mam jego archiwalne nagrania Chopina. Dzis juz sie tak nie gra. ALe wiele rzeczy od tamtych czasów się zmienilo -począwszy od obyczajów

Zresztą podobno IJP czarował na estradzie swych słuchaczy całą swą osobą, kobiety mdlały…

A dzis go jeszcze nienawidzą. Jego rezydencja w Riond Bosson nie istnieje a majątek w olbrzymiej części rozgrabiony. BO gdyby nie on-można przypuszczać, że Polski by nie bylo i nie tylko z powodu funduszy ale i jego autorytetu, oraz przyjaźni z prezydentem USA

A loża nie przebacza.

*

pink-panther – @syringa 17 listopada 2018 20:38 / 21:09

Dzięki za miłe słowo.
Problem z Paderewskim „po śmierci” jest taki, że skoro nie ma zbyt wielu pewnych informacji, niektórzy próbowali na tym żerować. Sam PAderewski nie przywiązywał chyba zbyt wielkiego znaczenia do majątku, bowiem nie miał spadkobierców z prawdziwego zdarzenia ( jedyny syn zmarł w 1901 r., żona w 1934 r, żyła tylko owdowiała i bezdzietna siostra Antonina), a do majątku miał luźny stosunek, bo większość – wydał na akcje charytatywne i patriotyczne. Tak więc ta niewielka część była nadal „wielka”, ale tam był chyba prosty układ: jakieś zapisy dla Siostry a reszta dla Polskiej Akademii Umiejętności, którą komuniści zlikwidowali zaraz po II WW.

Owa pani Giron to osobny i bardzo trudny temat, bowiem są jakieś „dwie szkoły testamentowe” . Ona była córką kobiety, która przyjaźniła się z ową Siostrą Antoniną i nic poza tym. Kiedy zmarła Jego żona pani Giron zaczęła strasznie często się wpraszać do tego Riond Bosson. Podobno ona miała najpierw jakieś powiązania z ludźmi z ambasady ZSRR a tuż przed wojną zapałała afektem do „pana Hitlera”. I po wybuchu wojny zaczęła mu stręczyć jakiegoś niemieckiego oficjela z ambasady, co to miał mieć dla Paderewskiego „propozycje od pana Hitlera”. On się od razu od tego odciął. W tej sprawie jest korespondencja.

M.in dlatego wyjechał do USA. Testament sporządził już w 1929 r. i zdeponował go w skrytce w banku Morgana w Paryżu, więc od wiosny 1940 nikt z jego bliskich nie miał dostępu i nie miał pojęcia, co i komu zapisał.
Owa pani stoczyła homeryckie boje przed sądami szwajcarskimi z sekretarzem Paderewskiego, którego przedstawiała jako bardzo podejrzaną osobę.

Natomiast rzeczywiście najbardziej podejrzane były działania władz szwajcarskich i ambasady PRL. Władze szwajcarskie zaczęły dążyć do prawdziwego lub fikcyjnego wyburzenia tego wielkiego domu ze wspaniałą lokalizacją. Może ktoś poszukiwał jakichś dokumentów jeszcze z czasów sprzed Traktatu Wersalskiego a zwłaszcza jakichś notatek na temat spotkań Paderewskiego z gen.Sikorskim, który zmarł w nader podejrzanych okolicznościach.
Tak więc te boje o „pieniądze”, to może być odwracanie uwagi od prawdziwych powodów tego, że ktoś niepowołany chciał „wejść” na dokumenty i pamiątki po Paderewskim.
Sprawa nadal jest rozwojowa. Bo nie wiadomo, czym dysponują spadkobiercy sekretarza Paderewskiego.

*

syringa – @pink-panther 17 listopada 20:20 / 21:08

„Takiego lekceważenia nie było chyba nigdy.  Ktoś za tym stoi.”

Droga Pani Pantero prowadzę statystyki od ok. 1995 -sztuka polska (w filharmoniach, operach,  teatrach (tu jeszcze Warszawa trzyma fason) praktycznie nie istnieje.

Na 100% „eventów” -95% to obce , z czego znów 85% to niemieckie. Muzyka, opery itp.

Na 100lecie Niepodległości w Operze Poznanskiej wystawiono …Wagnera (za ogromne pieniądze -tak że przekroczyli budżet ) Pisałam w tej sprawie do poznanskich posłów PISu i dowiedziałam się że poseł PIS -Sekowski „załatwił” jeszcze dodatkową forsę 200tys zł. WOt, błagotworitel’nik!

A własnie odnaleziono nieznaną operę MOniuszki!

(nie mówiąc już o „Manru” Paderewskiego. )

*

pink-panther – @syringa 17 listopada 2018 21:08 / 21:14

Wagnera na 100-lecie Niepodległości Polski???  Nie dało się zagrać koncertów Paderewskiego?? Albo Moniuszki?  To jest paranoja w stanie czystym
Wielkie dzięki za te informacje. Wygląda na to, że polska sztuka muzyczna jest już złożona do ciemnej mogiły.  No a agentura niemiecka przebiera nogami aż kurz się spod obcasów wzbija.
PS. I po to rozszarpano całą politykę kulturalną „na województwa”, wiedząc, jaki element będzie rządził w takich miejscach jak Gdańsk czy Poznań.  Minister umywa rączki i mówi „co ja mogie”. A naród niech sobie pośpiewa Rotę – na ulicy. W Święto Niepodległości.

Proszę mi nic nie pisać o „posłach PiS”. Mamy takiego jednego i szkoda gadać:)))

*

syringa – @pink-panther 17 listopada 20:20 / 21:15

„Bo nie wiadomo, czym dysponują spadkobiercy sekretarza Paderewskiego.”

Znam ludzi, którzy znali tę rodzinę ( spędzili u nich okupację po wyrzuceniu ich z majątku z Wielkopolski)

I własnie oni twierdzą że p .S jest niesłusznie obwiniany.

.

Gwoli ścisłosci -to się nie nazywało że na Stulecie.

Tylko „jakoś tak” terminy się nałożyły…

A odnaleziona opera MOniuszki pójdzie raz, albo dwa w WOK.

*
pink-panther – @syringa 17 listopada 2018 21:15 / 21:24

Prawdopodobnie po to jest taka potworna zadyma wokół konfliktu i procesów owej pani Giron z sekretarzem, żeby coś z  tych obrzydliwości – przykleiły się i do samego Paderewskiego.
Ktoś tam oskarżał tego sekretarza, że „się wkradł w łaski żony Paderewskiego, kiedy wsiadł na brytyjski statek, płynący z Paderewskim do Gdańska. Z tym, że Paderewski płynął do Gdańska na brytyjskim krążowniku „Concord” i raczej nie przypuszczam, żeby brytyjski krążownik zawijał do niemieckiego portu, aby zabrać nikomu nieznanego niedoszłego prawnika – na pokład.
Wydaje się, że skoro na tydzień przed śmiercią Paderewski przemawiał na Zjeździe Polskich Weteranów, to nie mógł być „omotany przez sekretarza i nie rozumiejący niczego”.

W sumie, ważniejsze były papiery niż kasa, ale zapewne te najcenniejsze zabrał ze sobą do Ameryki.  On się liczył z napaścią Niemiec na Szwajcarię.

*

Źródło: SZKOŁA NAWIGATORÓW , 17 listopada 2018.

  • Ilustracja tytułowa: Ignacy Jan Paderewski. Fot. Inter. / wg.pco.

Przeczytaj więcej artykułów Pink Panther na naszym portalu >  >  >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2, 2018.11.17.

Autor: Pink Panther