Z Discovery o Riese


3 września 2018 r. od TV WORKING STUDIO otrzymałem na Messenger zaproszenie o następującej treści: „Dzień dobry, zajmujemy się produkcją filmów dokumentalnych. Aktualnie realizujemy program o charakterze edukacyjnym – ”Kwatery Hitlera” – dla stacji Canal+Discovery. Program składa się z 10 odcinków, każdy trwa 44 minuty. Jako, że jeden z odcinków opowiada historię projektu Riese, chciałabym zapytać, czy byłaby możliwość przeprowadzenia z Panem wywiadu w tym tygodniu. Z góry dziękuję za informację. Pozdrawiam. Anna Biduś”.

Pod poddany nr telefonu wysłałem sms, gdyż telefon nie odpowiadał, napisałem też na Messenger podając swój numer telefonu.

12 września 2018 otrzymałem na Messenger odpowiedź: „Szanowny Panie, bardzo dziękuję za odpowiedź. Niestety nie otrzymałam żadnej wiadomości ani połączenia. Aktualnie wciąż planujemy nasze prace zdjęciowe, stąd zależało mi na zdobyciu kontaktu, żebyśmy mogli się z Panem ewentualnie skontaktować w sprawie wywiadu. Zapiszę sobie Pański numer telefonu i w najbliższym czasie odezwę się mailowo bądź telefonicznie w tej sprawie, kiedy będzie wiadomo nieco więcej. Dziękuję jeszcze raz. Pozdrawiam”.

23 listopada 2018 r. zadzwoniła do mnie p. redaktor Magdalena Szmit, która powiedziała, że numer telefonu komórkowego otrzymała od Anny Biduś. Spytała się, czy ekipa może się ze mną spotkać w sprawie Riese 27 listopada (wtorek) 2018 r. Zaproponowałem spotkanie w Riese w kompleksie Osówka, lecz pani redaktor, odpowiedziała, że najlepiej będzie jak spotkanie odbędzie się u mnie w domu. O godz. 9:00 będą kręcić film w Gross Rosen, a potem przyjadą do mnie. Spytałem się jeszcze, jakim sposobem mnie znaleźli. Odpowiedziała, że mają własne sposoby. Pomyślałem, że ktoś z ekipy, czytał moje artykuły na Polish Club Online (www.polishclub.org) i postanowili mnie odnaleźć.

W dniach 27 stycznia – 7 kwietnia 2017 r. na wymienionym portalu  opublikowałem serię artykułów (9 części) pod nazwą „Szlakiem śmierci. Koniec Tajemnicy Riese”. Chciałem jeszcze się upewnić, czy to chodzi o mnie, i zapytałem: Państwo kręcicie film na temat „Kwatery Hitlera”, a ja zaprzeczam tej teorii, i pisałem nie o kwaterze Hitlera w Riese, lecz o wielkim centrum przeróbki rudy uranowej, i placówce badawczo-rozwojowej dla tajnych broni. Składała się ona z siedmiu podziemnych i naziemnych kompleksów, które dotyczyły wydobycia (Kowary), ługowania rudy uranowej, badań nad uranem, zarówno dla elektrowni atomowych, jak i tajnych broni wojennych.

Pani redaktor odpowiedziała: Tak wiemy o tym, i dlatego chcemy się z panem spotkać.

 

Ekipa filmowa Discovery w składzie pięć osób przyjechała do mnie po 15 godz. Mieli bardzo dużo sprzętu filmowego, i trochę czasu zajęło go złożenie i podłączenie. Najpierw prowadziliśmy luźne rozmowy, a następnie nastąpiło zadawanie pytań.

 

Ekipa Discovery w mieszkaniu autora. Foto: Stanisław Bulza.

*


Pytanie: Skąd się wzięło u Pana zainteresowanie Riese

Odpowiedź: Miałem 12 lat, kiedy w 1964 r. w Górach Sowich pojawiła się ekipa Jacka Wilczura, członka Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Informacje o wyprawie były zamieszczane w lokalnej prasie. Mieszkałem wówczas w Kozicach, skąd były widoczne Góry Sowie. Z mojego okna dobrze było widać Wielką Sowę. Żyłem tą wyprawą, i codziennie z ciekawością spoglądałem na Góry Sowie.

Zdjęcie zrobione prawdopodobnie w sztolni na Soboniu, gdzie ekipa dr J. Wilczura znalazła pozostawiony uran, i było silne promieniowanie. Zapewne wówczas wymalowano to ostrzeżenie. Zdjęcie znalezione w Internecie.

W 1966 roku zaplanowaliśmy z kolegami ze szkoły wyprawę do lochów pod zamkiem Książ. Jeden z kolegów znał wejście. Niebawem nadarzyła się okazja, gdyż na 1000-lecie Państwa Polskiego ulicami Wałbrzycha wieczorem zorganizowano manifestację. Udział w niej brały wszystkie szkoły. Rozdano nam pochodnie. Wiedząc, że pójdziemy do lochów pod Książem, schowaliśmy je. Następnego dnia piechotą poszliśmy do zamku. Było nas sześciu. Mieliśmy ze sobą pochodzie, latarki i jakąś linę.

Przed narożną basztą z lewej strony zeszliśmy w dół aż do samej Pełcznicy. Idąc brzegiem rzeki po chwili zobaczyliśmy powyżej nieduży otwór w skarpie (lisia dziura). Wchodziliśmy do niego na leżąco, ale dalej się rozszerzał. Po chwili znaleźliśmy się w bardzo dużym i wysokim lochu. Mogły się w nim mijać dwa ciężarowe samochody. Po bokach znajdowały się duże wnęki jakby na garaże. Tunel cały był wybetonowany, i dokładnie wysprzątany. Przy blasku pochodni było jasno jak w dzień. Tunel przecinał stare lochy o sklepieniu gotyckim, które po kilkudziesięciu metrach zostały zaślepione murem z cegły. Po jakimś czasie tunel schodził w dół i zaczęło przybywać wody. Idąc w wodzie po pas doszliśmy do wysadzenia, bowiem ze stropu zwisały na drutach zbrojeniowych oderwane bloki betonu. Poszliśmy dalej. Niestety, wody przybywało. Tunel schodził w dół i skręcał w prawo. Poszliśmy jeszcze kawałek i musieliśmy zawrócić, gdyż woda sięgała nam powyżej pasa, i niebezpiecznie zwisały na drutach bloki betonu ze stropu. Myślę, że pokonaliśmy ponad 500 m., a może i więcej. Później już nigdy w tunelu nie byłem. W latach 80. XX w. gdy byłem na zamku w Książu poszedłem zobaczyć wejście, ale otwór był już zabetonowany. Po kilku następnych latach zabetonowany otwór został zasypany ziemią. Nie mogłem go odszukać, gdyż teren został mocno zakrzewiony. Przypuszczam, że tunel wychodził na zewnątrz w zboczu wzgórza powyżej ul. Wrocławskiej przed Świebodzicami. Z tego miejsca musiał być drążony. Pod koniec wojny wejście tunelu zostało wysadzone w powietrze, i dzisiaj nie ma po nim już żadnego śladu.

Kiedyś oglądałem w telewizji program Wołoszańskiego, który stał na dziedzińcu przed wejściem do zamku Książ, i między innymi powiedział (cytuje z pamięci): „Proszę Państwa, stoję w miejscu, gdzie georadar wykrył jakiś tunel pod ziemią, ale nikt nie zna jego wlotu, ani wylotu”. Prawdopodobnie mówił o tunelu, w którym byłem w 1966 r., a po którym dzisiaj już nie ma żadnego śladu.

Ponownie zainteresowałem się Riese pod koniec lat 90. XX w. Jeździłem tam z kolegami. Potem z Tadeuszem Ważnym zaczęliśmy szukać bunkrów, bo jeżeli miała tam być kwatera Hitlera, to musiały być bunkry. Niestety bunkrów nie było, natomiast znaleźliśmy dużo fundamentów, prawdopodobnie po obiektach przemysłowych. Powiedziałem do Tadka, że dobrze byłoby dokładnie je wymierzyć i narysować.

W latach 2010- 2017 odbyliśmy kilkadziesiąt wypraw w Góry Sowie, wielokrotnie byliśmy w Jugowicach, na Włodarzu, Osówce, Soboniu i Gontowej, zrobiliśmy piechotą dziesiątki kilometrów. Szukaliśmy obiektów naziemnych, i następnie po ich znalezieniu robiliśmy odręczne szkice z wymiarami. Niektóre trudno było mierzyć, gdyż już były zarośnięte drzewami i rożnymi krzewami, w tym kłującymi. Na domiar złego pracownicy leśni składali na nich gałęzie po wyciętych drzewach, a obiekty przeważnie miały około 50 metrów długości.

Potem w domu robiłem rysunki formatu A4. Mam ich około 50. Obiekty w kompleksach są różne, ale kilka się powtarza. To właśnie po tych rysunkach mogłem rozpoznać linie technologiczne przeróbki uranu na Włodarzu i Osówce. One różnią się między sobą, ale cel był taki sam: za wszelką cenę uzyskać uran 235. Wygląda na to, że te kompleksy pracowały niezależnie od siebie. W Europie to właśnie Niemcy byli pionierami w przerabianiu rudy uranowej. Była to metoda doświadczeń, prób, a najczęściej błędów. Na Osówca linia technologiczna jest długości około 5 km, natomiast na Włodarzu linia ta jest bardzo krótka.

 

Pytanie: Czy może pan coś powiedzieć na temat prowadzonej dawniej i dziś dezinformacji na temat przeznaczenia Riese.

Odpowiedź: Twierdzi się, że projekt Riese miał być największą kwaterą główną Adolfa Hitlera i dowódców poszczególnych rodzajów wojsk. Na Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres) miało przypaść 2500 miejsc, Naczelne Dowództwo Wojsk Lotniczych (Oberkommando der Luftwaffe) 360 miejsc, Reichsführer-SS 230 miejsc, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rzeszy (RAM) 300 miejsc, obiekt centralny przeznaczony dla Adolfa Hitlera i jego sztabu 750 miejsc. Większość miała być ukryta pod ziemią. Zwolennicy tej teorii powołują się na tzw. Dokumentację Schmelchera. Jest to zespół dokumentów przygotowanych przez hauptsturmführera-SS Siegfrieda Schmelchera, które określają podział Kwatery Głównej Hitlera w Górach Sowich dla sztabów i urzędów towarzyszących Hitlerowi. Niestety, plany budowlane kompleksu „Riese” nie zachowały się. Prejekt Riese był ściśle tajnym przedsięwzięciem. Prawdopodobnie wtajemniczonych mogło być kilka, góra kilkanaście osób.

Według zachowanego w Archiwum Federalnego Niemiec dokumentu z dnia 14 lipca 1944 r. (departament OT w Ministerstwie Uzbrojenia i Produkcji Wojennej) projekty dotyczące Riese miały pochodzić z biura prof. H. Rimpla (1902-1978).Pracownia jego mieściła się w Berlinie przy Klosterstrasse 80/82. W czasie drugiej wojny światowej w biurze pracowało około 700 osób. Wśród mnich, tacy jak Gerhard Weber, Werner Hebebrand, czy Johannes Krahn. W 1942 r. Rimpl został powołany przez Generalnego Inspektora Alberta Speera na szefa Departamentu dla dużych projektów budowlanych i robót w dziedzinie budownictwa. Podczas wojny realizował zlecenia Ministerstwa Uzbrojenia i Amunicji Rzeszy, prace planistyczne dla firmy Krupp-Werke, tajne prace w zakresie planowania zakładów przemysłowych we Francji i w innych krajach, zlecenia związane z przenoszeniem produkcji zbrojeniowej do podziemnych obiektów. Na pewno spod ręki H. Rimpla wyszedł projekt Flugzeugmotoren – fabrik „Doggerwerk” – fabryki silników samolotowych BMW 801.

Później naczelnym architektem specjalnego projektu Riese był Hauptsturmführer SS dr Siegfried Schmelcher. Studiował architekturę na politechnice na budownictwie oraz w Akademii Sztuki w Monachium. Jego zastępcą był Leo Mueller. 30 specjalistów różnych dziedzin pracowało w Baustab Schmelchers Most, głównie jego dawni koledzy, a między innymi: inż. Franz Werr i inż. Fritz Kaiser – inżynieria lądowa i planowanie; Edmund Gassner – sanitaerplanung; William Hirsch – planowanie krajobrazu (kamuflaż i dezinformacja); inż. Meier Windthorst (Draeger prace Lubeka) – klimatyzacja i wentylacja. Jego personel miał biura w Berlinie, Pariser Platz 3. I właśnie ta dezinformacja wprowadzona przez Hirscha trwa do dziś.

Jednym z pierwszych, którzy szerzyli dezinformację po wojnie, na temat przeznaczenia kompleksu Riese, był Anton Dalmus, główny energetyk kompleksu, który po 1945 r. pozostał w Polsce. W 1947 r. Zbigniew Mosingiewicz, dziennikarz „Słowa Polskiego spotykał się wielokrotnie z Dalmusem. Oprowadzając dziennikarza po tunelach Riese Dalmus twierdził, że prowadziły one do głównej kwatery Hitlera. Oto krótki cytat z tekstu redaktora Mosingiewicza: „Po pięciu minutach jazdy minąwszy przecinające się stale szyny wąskotorowej kolejki i szereg prymitywnie zbitych baraków dla jeńców, zatrzymujemy się przed olbrzymim placem. Zbocze górskie schodzi ku niemu prawie prostopadle. Olbrzymie głazy zawieszone nad placem wyglądają tak, jakby się miały stoczyć za chwilę w dół. Rozległy plac zasłany jest stosami najrozmaitszych kamieni, wśród których zwracają uwagę połyskujące srebrnawo kamienie z dużą zawartością miki. Świadczą one dobitnie o bogactwie tej ziemi. U stóp prostopadłego zbocza, na którym szumią iglaste drzewa znajduje się wysokie na trzy metry i szerokie na dwa wejście do Głównej Kwatery Hitlera”.

Tutaj zacytowałem dr Jacka Wilczura, który w artykule „Góry Sowie czas zbrodni i czas kłamstw” na ten temat pisał:

„Od wielu już lat przyjeżdżają oni do Polski, penetrują zbadane i niezbadane obszary Dolnego Śląska, zwłaszcza Gór Sowich i głoszą w rozmowach z polskimi poszukiwaczami, w publicystyce, swoją wersję na temat owych podziemnych korytarzy, olbrzymich hal i innych budów i urządzeń, Zgodnie z tą wersją owe ciągnące się kilometrami podziemia, obetonowanie, okablowane, opatrzone w systemy hydrauliczne, ciągi zaopatrzenia w energię, kanalizację, dopływ powietrza, to …kwatera polowa Hitlera i jego sztabu.

I ani słowa w owych wersjach-legendach o prawdziwym przeznaczeniu owych potężnych obiektów podziemnych. A nawet człowiek nieobeznany z budownictwem przemysłowym, nieobeznany z techniką zbrojeniową, dostrzega prawdziwe przeznaczenie budowy giganta niemieckiego na skalistym obszarze Dolnego Śląska, w Górach Sowich.

Prowadzone przez kilkadziesiąt lat, poczynając od lata 1964 r., badania, poszukiwania dowodów, świadków a przede wszystkim badania podziemnych pomieszczeń w Górach Sowich, pozwalają obalić kłamliwe wersje przekazywane do nas z Niemiec, choć nie tylko z tego kraju, o rzekomej budowie w Górach Sowich liczącej całe kilometry kwatery Hitlera”.

 

Następna dezinformacja dotyczy obiektów znajdujących na różnych kompleksach. Była to dezinformacja budowlana Williama Hirscha, który miał biuro planowanie krajobrazu (kamuflaż i dezinformacja). Z lotu ptaka wszystkie wyglądają jednakowo (około 50 m długości o szer. około 12 m), natomiast przeznaczenie ich było różne. W zasadzie wszystkie mają biegnący wzdłuż środkiem kanał, czy korytarz, a po lewej i prawej stronie miejsca na pomieszczania. Jest to jednak zmyłka, na którą dało się nabrać wielu polskich badaczy. Jako przykład podam obiekt na Soboniu, po prawej stronie sztolni nr 1. środkiem wzdłuż obiektu biegnie kanał, a po prawej i lewej stronie znajdują się miejsca na pomieszczenia. Jak do tej pory nikt nie zauważył, że prawa część obiektu nie posiada w ogóle drzwi wejściowych ani okien (w części tej fundament narożny jest wzmocniony), a w lewej części na środku jest brama, prawdopodobnie dwuskrzydłowa (szer. 222 cm) i okna (11), i nie ma już więcej innych drzwi. Natomiast w kanale biegły kable, są otwory wejściowe i wyjściowe. Wszyscy jednak piszą, że były to fundamenty pod budynek mieszkalny. Obiekty te są powtarzalne, i znajdują się na Włodarzu i Osówce.

Taka sama sytuacja jest z obiektami pod Włodarzem. Znajduje się tam pięć takich samych obiektów. Biegnący środkiem kanał o szer. 120 cm służył do filtracji ługu uranowego, natomiast część prawa i lewa jest zasypana ziemią (promieniowanie). W ścianach kanału co kilka metrów znajdują się wpusty, których nie ma na obiektach na Soboniu i Gontowej, prawdopodobnie na ramy filtrów, ale wielu badaczy sądzi, że były to fundamenty pod budynki mieszkalne. Podobna sytuacja występuje w kompleksie Gontowa. W ten sposób zabezpieczono się przed obcymi wywiadami. Jeżeli samoloty jakiegoś państwa wykonywały zdjęcia, to w sztabach odczytano by je, jako obiekty mieszkalne.

Dezinformacja odniosła skutek. Kwatera Hitlera triumfuje, a przecież tajemnica Riese dotyczy wydobycia, składowania i przeróbki uranu, oraz placówki badawczo-rozwojowej dla tajnych projektów, w tym elektrowni jądrowej i bomby atomowej. Jacek Wilczur w książce „Księstwo SS” pisał o pozostawionym uranie w szybie i sztolniach, chyba na Soboniu. Oto fragment: „Znaleziono szyb i sztolnie, gdzie znajdowało się dużo uranu i było silne promieniowanie. Wilczur pojechał do Warszawy, by złożyć raport w tej sprawie. Co ciekawe w każdej takiej akcji uczestniczyli Rosjanie. Gdy Wilczur z powrotem miał jechać w Góry Sowie dostał informacje, że szyb i sztolnia zostały „odszczelnione”, ponieważ było wysokie promieniowanie”.

Igor Witkowski w swej książce „Super tajne bronie Hitlera” pisze, że po wojnie znaleziono w jednej z części RIESE składy rudy uranu.

 

Pytanie: Według Pana, kiedy rozpoczęto realizacje projektu Riese?

Oficjalne niemieckie źródła (bardzo skromne) podają, że przedsięwzięcie budowlane „Riese” rozpoczęło się jesienią 1943 roku. Ten pogląd przyjęli polscy badacze. Jest to typowa dezinformacja. Niemcy, którzy przed wojną mieszkali na tych terenach często wspominali, że na pewne obszary w rejonie masywu Włodarza zabroniono wstępu już przed 1943 rokiem.

Dobrym przykładem na szerzenie dezinformacji jest przykład Śląskiej Wspólnoty Przemysłowej (Schlesische Industriegemeinschaft AG). Szerzy się pogląd, że w celu wybudowania kompleksu Riese powołano jesienią 1943 r. firmę Schlesische Industriegemeinschaft AG (Śląska Wspólnota Przemysłowa). Jest to niemożliwe między innymi z tego względu, że na tak poważną budowę nie powołuje się firmy, która dopiero sama miała się organizować, i jednocześnie miała prowadzić ogromne prace w Górach Sowich. Na tak wielką budowę, jaką był kompleks w Górach Sowich, angażuje się firmę z dużym doświadczeniem.

W internecie można znaleźć ciekawą informację, że już w latach 30. XX w. firma Schlesische Industriegemeinschaft AG była dysponentem zbiorników niemieckich rezerw ropy naftowej, benzyny, olejów i smarów. Zbiorniki te przeznaczone były dla gospodarki i sił zbrojnych Niemiec. Część tych zbiorników była pod ziemią. Na Dolnym Śląsku zostały one wybudowane w następujących miejscowościach: Ebersdorf (Dzikowiec k. Nowej Rudy), Falkenberg (Sokolec), Ludwigsdorf (Ludwikowice Kłodzkie). Na całym obszarze Rzeszy było kilkadziesiąt takich zbiorników. Obiekty te zostały wybudowane w standardowej formie o pojemności 75.000 metrów sześciennych ropy naftowej i 10.000 metrów sześciennych dla smarów, ale też o pojemności dla rezerwy wojennej odpowiednio 100.000 metrów sześciennych i 18.000 metrów sześciennych. Rezerwy paliwowe były pod administracją Materiał Strategische Reserve-Verwaltung. W Niemczech na dzień 31 grudnia 1939. zdolność przerobowa rafinerii Rzeszy przekroczyła 5,4 mln ton ropy naftowej rocznie.

W latach 30. XX w. Schlesische Industriegemeinschaft AG była też oddziałem firmy Vereinigte Industrie-Unternehmungen AG (VIAG), która została założona w marcu 1923 roku. VIAG posiadała znaczne udziały w przemyśle elektrycznym, posiadała liczne spółki zależne zajmujące się wydobyciem węgla brunatnego i wytwarzanie energii elektrycznej, w tym Elektrowerke i Mitteldeutsche Kraftwerke. W 1934 roku powołała Alpen Elektrowerke, aby rozwijać elektroenergetykę w austriackich prowincjach. Kontrolowała też Vereinigte Aluminium Werke, wiodącego producenta z tlenku glinu i aluminium surowego, jak również firmy zajmujące się produkcją azotanów i innych związków chemicznych.

Oddziały obejmowały:

  • Ethyl GmbH (ropa naftowa)
  • Schlesische Industriegemeinschaft AG (administracja, materiały i dystrybucja)
  • Vereinigte Tanklager und Transportmittel GmbH (administracja materiały i dystrybucja)

Dlaczego już przed 1939 r. w okolicach Gór Sowich, w niedalekiej odległości od siebie, wybudowano tak olbrzymie zbiorniki paliwowe i olejowe? Czyżby zgromadzone w tych zbiornikach paliwo, oleje i smary były przeznaczone dla projektu Riese? W jakim celu? Lokomotywy kolejek wąskotorowych, kompresory, agregaty prądotwórcze, samochody, koparki, kruszarki i zgniatarki oraz inne urządzenia, były napędzane silnikami spalinowymi. Prace górniczo-budowlane w Górach Sowich musiały się więc rozpocząć już w latach 30. XX w., gdyż zbiorniki zbudowane w latach 30. XX w. były zabezpieczeniem paliwowym dla budowy olbrzymiego kompleksu w Górach Sowich.

Jeżeli Śląska Wspólnota Przemysłowa już przed 1939 r. była dysponentem zbiorników paliwowych w Ebersdorfie (Dzikowiec k. Nowej Rudy), Falkenbergu (Sokolec), Ludwigsdorfie (Ludwikowice Kłodzkie), a więc w miejscowościach położonych w Górach Sowich, to projekt Riese” musiał powstać na początku lat 40. XX w., czyli gdzieś w latach 1940-1941.

 

Poniżej niemieckie firmy zajmujące się wydobyciem ropy naftowej, rafinacją i dystrybucją, oraz tabele zbiorników paliwowych z lat 1939 i 1940, na których pod spodem jest wymieniona firma Schlesische Industriegemeinschaft AG, materials, administration and distribution (Ślaska Wspólnota Przemysłowa) oraz miejscowości, gdzie znajdowały się zbiorniki paliwowe, a między innymi w Ebersdorf (Dzikowiec k. Nowej Rudy), Falkenberg (Sokolec), Ludwigsdorf (Ludwikowice Kłodzkie), których dysponentem była Śląska Wspólnota Przemysłowa. Tabele obejmują lata 1939-1945.

German Petroleum Mining, Refining and Distribution Companies 

Subsidiaries companies of the firm include (Spółki zależne obejmują następujące firmy):

  • Alpen Elektrowerke AG, Wien (electric power)
  • Ammoniakwerke Merseburg AG, Werk Leuna (synthetic oil)
  • Ammoniakwerke Merseburg AG, Werk Merseberg (chemicals)
  • Bayerische Wasserkraftwerke AG, München (electric power)
  • Braunkohle-Benzin AG, Werk Magdeburg-Rothensee (synthetic oil)
  • Braunkohle-Benzin AG, Werk Schwartzheide (synthetic oil)
  • Braunkohle-Benzin AG, Werk Schwarzheide (synthetic oil)
  • Braunkohle-Benzin AG, Werk Troglitz bei Zeitz (synthetic oil)
  • Braunschweigische Kohlen-Bergwerke AG, Helmstedt (brown coal mining)
  • Deutsche Kraftfahrzeugwerke AG, Ingolstadt (automotive components)
  • Elektrizitätswerk Sachsen-Anhalt AG, Halle (electric power)
  • Elektrizitätswerk Schlesien AG, Breslau (electric power)
  • Elektrowerke AG, Werk Bitterfeld (electric power)
  • Elektrowerke AG, Werk Zschornewitz (electric power)
  • Mitteldeutsche Stickstoffwerke AG, Nordwerk, Wittenberg–Dessau (chemicals)
  • Mitteldeutsche Stickstoffwerke AG, Südwerk, Wittenberg–Dessau (chemicals)
  • Mitteldeutsche Stickstoffwerke AG, Werk Piesteritz (chemicals)
  • Mitteldeutsche Stickstoffwerke AG, Westwerk, Wittenberg–Dessau (chemicals)
  • Ostpreußenwerk AG, Königsberg (metal fabricating and munitions)
  • Rheinisch-Westfälisches Elektrizitätswerke AG, Essen (electric power)
  • Schlesische Elektrizitäts und Gas AG, Gleiwitz (electric power)
  • Süddeutsche Kalkstickstoffwerke AG, München (chemicals)
  • Vereinigte Aluminium Werke AG, Werk Grevenbroich (aluminium production)
  • Vereinigte Aluminium Werke AG, Werk Lauta (aluminium production)
  • Vereinigte Aluminium Werke AG, Werk München –Töging
  • Vereinigte Aluminium Werke AG, Werk Schwandorf (aluminium production)
  • Württembergische Landes-Elektrizitäts AG, Stuttgart (electric power)

Affiliated companies include:

  • Ethyl GmbH (petroleum additves)
  • Schlesische Industriegemeinschaft AG (materials, administration and distribution)
  • Vereinigte Tanklager und Transportmittel GmbH (materials administration and distribution)

Maintained (zarządzany) by Schlesische Industriegemeinschaft AG: Ebersdorf, Silesia; Falkenberg, Silesia; Ludwigsdorf, Silesia

 

Poniżej tylko dwie tabela z lat 1939-1940.

 

Strategic Materials Reserve Stockpiles December 1939

 

Strategic Materials Reserve Stockpiles December 1940

 

Pytanie: Co może Pan powiedzieć o duńskich i norweskich fizykach w Riese

W Grządkach Górnych k. Walimia, obok nieistniejącej już Gospody Schirgenschenke, był obóz O. Todt obozy lokowano przeważnie przy stawach. Również ten obóz wybudowano przy stawie, obecnie wyschnięty. W tym obozie, jak ustaliła GKBZH, zakwaterowani byli ci Duńczycy w liczbie 80 i Norwegowie w liczbie 120. W sprawozdaniu GKBZH pisze, że byli to technicy fizycy, chemicy i specjaliści budownictwa przemysłowego. Po co Niemcom byli potrzebni fizycy i chemicy?

Baraki obozowe były murowane, ogrzewane z ubikacjami wewnątrz. Na terenie obozu było kilka takich baraków. Sprzątającym te baraki był więzień rosyjski, baraki były otoczone podwójnym zasiekiem pod napięciem, praca wyłącznie 8 godzin, podczas przejścia usuwano z trasy innych więźniów, wożeni ciężarówką pod konwojem, wyjazdy również w nocy, za próbę kontaktu z nimi natychmiastowe powieszenie.

Tajemnica była pilnie strzeżona. Od baraków, w których byli zakwaterowani Duńczycy i Norwegowie, wiodła droga, po bokach z wysokimi wałami, do laboratorium (kasyno) w Osówce. Wały usypano zapewne po to, by przewożeni uczeni byli nie widoczni dla innych więźniów. Jeszcze dziś wały mają wysokość kilku metrów, mimo że po tylu latach deszcz je spłukiwał. Po zlikwidowaniu tych ludzi, baraki zajęła O.T. i zakwaterowała tam swoich pracowników. Dzisiaj po barakach nie ma żadnego śladu. Teren został zrekultowany, i posadzono świerkowe drzewa. Są opinie, że nie wszyscy zginęli, gdyż 63 naukowców norweskich zostało zamordowanych, celem zachowania tajemnicy, ale 57 naukowcy norweskich ocalało, lecz nie wiadomo, co się z nimi stało?

Przy drodze Włodarz-Osówka, bliżej sztolni pod Włodarzem, nieopodal górskiego potoku, znajdują się fundamenty, oraz fragmenty komina, po budynku, którego przeznaczenie pozostaje nieznane. Budynek znajdował się poniżej drogi. W dole przy potoku znajdował się ostatni magazyn cementu kompleksu Włodarz. W budynku była łazienka, gdyż z tyłu znajduje się dobrze zachowane szambo. Natomiast ubikacja była z tyłu na zewnątrz. Czy było to laboratorium? Znalazłem tak ciekawą kształtkę betonową.

Grupa Skandynawów zaczęła prace w czerwcu 1943 roku, a według rozpowszechnianych powszechnie fałszywych informacji budowę „Riese” rozpoczęto po nalotach jesienią 1943 r. Czy pracowali przy elektrowni atomowej?

Pierwszy reaktor (uranowo-grafitowy) zwany CP-1 (ang. Chicago Pile no.1, „Stos chicagowski nr 1”) zbudowany został na Uniwersytecie w Chicago pod kierunkiem włoskiego uczonego Enrico Fermiego. Pierwsza kontrolowana reakcja łańcuchowa została w nim zapoczątkowana 2 grudnia 1942 r. Zasadniczą częścią reaktora jądrowego stanowił blok grafitowy, w którym znajdowały się pręty uranowe i kadmowe. W większości reaktorów (a we wszystkich lekko-wodnych) paliwo jądrowe stanowi wzbogacony uran. Wzbogacenie polega na zwiększeniu zawartości rozszczepialnego U-235 do około 3-5% (z około 0,7%).

Para wodna przepływając przez turbiny ulega ochłodzeniu, po czym dopływa do skraplacza pary (kondenser), gdzie dzięki dodatkowemu obiegowi wody chłodzącej ulega skropleniu.

Istnienie dwóch obiegów wodnych wynika z konieczności izolacji obiegu wody mającej bezpośrednią styczność z rdzeniem reaktora oraz obiegu wody, która (w postaci parowodnej) napędza turbiny generatora. Dlatego w przypadku ewentualnego wydostania się do wody chłodzącej substancji promieniotwórczych w wyniku uszkodzeniu pręta paliwowego, skażenie ograniczone zostaje jedynie do obiegu pierwotnego.

Reaktor jądrowy stanowi jedyne źródło ciepła elektrowni jądrowej i jest odpowiednikiem kotła parowego występującego w klasycznej elektrowni węglowej. W wyniku odpowiedniego sterowania praca reaktora, energia cieplna wyzwalana jest w sposób kontrolowany. Szczegółowy opis budowy reaktora jądrowego podany został w dalszej części pracy.

Część jądrowa elektrowni, składa się natomiast z trzech zasadniczych elementów: reaktora, pomp cyrkulacyjnych oraz wytwornicy pary. Elementy te są ze sobą odpowiednio połączone przez zespół rurociągów tworzących tzw. obieg pierwotny wody. Jest to obieg zamknięty, w którym woda transportuje energię cieplną z reaktora do wytwornicy pary. W celu skompensowania zmian objętości wody w obiegu pierwotnym, jakie następują wskutek zmian temperatury, przyłącza się do niego dodatkowo tzw. regulator ciśnienia.

Wytwornica pary stanowi element wspólny obydwu obiegów występujących w elektrowni. Woda dostarczona do niej z obiegu wtórnego odbiera ciepło od wody obiegu pierwotnego w wyniku czego powstaje para wodna, przepływająca następnie rurociągiem pod wysokim ciśnieniem (rzędu 6 MPa) od wytwornicy do turbiny parowej. W wyniku rozprężenia dostarczonej pary w zespole kolejnych turbin, następuje obrót wału generatora elektrycznego, co skutkuje generacją prądu elektrycznego.

Woda z obiegu pierwotnego przenosi ciepło do wytwornicy pary. Tam powstaje para wodna, która obiegiem wtórnym jest transportowana do turbiny. Para napędza turbinę, a ta generator energii. W generatorze energia mechaniczna turbiny jest zamieniana na energię elektryczną. W kondenserze para napływająca z turbiny się ochładza. Para jest zamieniana na wodę, która wraca do reaktora. Trzecim obiegiem płynie woda chłodząca, która w kondenserze odbiera ciepło od pary wodnej. W wieży chłodniczej przy pomocy powietrza ochładza się woda z trzeciego obiegu. Do atmosfery z wieży chłodniczej wydostaje się czysta para wodna.

Do pierwszego reaktora (uranowo-grafitowego) zwanego CP-1 (ang. Chicago Pile no.1, „Stos chicagowski nr 1”), który zbudowany został na Uniwersytecie w Chicago pod kierunkiem włoskiego uczonego Enrico Fermiego, jest podobna siłownia na Osówce.

Jest to blok betonowy o wymiarach 30×30 m wypełnionym zbiornikami wodnymi, kanałami i włazami, siecią rur kamionkowych, elementami hydrauliki przemysłowej, studzienkami, śluzami. Przez włazy ze stalowymi klamrami można się dostać do wewnętrznych pomieszczeń. W części naziemnej siłownia składa się z dwóch części przedzielonych kanałem. W pierwszym usytuowano między innymi klatkę schodową (otwór 5×2 m), natomiast w drugim został ukryty pod betonową płytą zbiornik wodny z wystającymi rurami betonowymi o średnicy 300 mm (8 sztuk), prawdopodobnie parowymi. Po ukończeniu miała to być wieża skraplacza (kondensor, skraplacz).

Tuż obok kanału znajduje się miejsce po dwóch turbinach o średnicy 300 cm. i szerokości 90 cm. Wygląda na to, że obiekt ten był czymś dużo więcej niż siłownią. Prostopadle do nich położony był generator. Tuż za nim znajdował się obudowany kanał na kable elektryczne, który po kilku metrach skręca w lewo i ginie gdzieś we wnętrzu obiektu koło betonowego kwadratowego szybu.

Wejście do elektrowni znajdowało się na dnie głębokiego rowu ok. 2 m poniżej powierzchni betonowego bloku, i szer. 50 cm, który biegł w prawo, ale kończy się ścianą betonową, w której widać przewiercony otwór, czyli ktoś już robił badania tej ściany. W zewnętrznej ścianie siłowni, od wysokości otworu drzwiowego w stronę betonowej ściany zabetonowano listwę, rowek pod poręcz, która miała biegnąć skosem w dół. Zachowała się w betonie drewniana listwa, która jest zbutwiała. Zewnętrzna ściana rowu została zbudowana z ułożonych kamieni, jakby celowo zmniejszono jego szerokość. Do siłowni wchodzono przez drzwi (zachował się otwór drzwiowy), a dalej klatką schodową, o szerokości 150 cm, z dwoma kilku stopniowymi biegami schodowymi.

Jak można wnosić, to wejście do obiektu było pilnie strzeżone, i znajdowało się prawdopodobnie daleko (około 50 m) od siłowni. Po dojściu tunelem można było dostać się do jego wnętrza po przejściu trzech ciężkich drzwi, oddalonych od siebie o 120 cm. Była to strefa bezpieczeństwa, gdyż w korytarzu wejściowym znajdowały się trzy bramy wejściowe. W betonie znajdują się wpusty na ościeżnice drzwiowe. Było to przejście tylko dla naukowców i ważnych dygnitarzy III Rzeszy. Uczeni we wnętrzu pracowali nad reaktorem. Nie zdążono wykończyć pomieszczenia skraplacza (kondensatora), po którym pozostały tylko wystające z betonu rury betonowe o średnicy 300 mm, z których miała buchać para, oraz dwa rzędy obciętych drutów zbrojeniowych, wyznaczających wewnętrzną ścianę skraplacza. Pokazałem też rysunek siłowni, i częściowo go omówiłem.

 

Pytanie: Czy wywiady Anglii i ZSRR wiedzieli o projekcie Riese

Odpowiedź: Szczerze mówiąc, to tym tematem się nie interesowałem. Wiem tylko tyle, co opisał dr Jacek Wilczur. Skupiłem się głównie nad przeznaczeniem Riese. Z tego co wiem, prace przy Bauvorhaben „Riese” (projekt budowlany) odbywały się w ścisłej tajemnicy. Pierwotnie przedsięwzięcie to nazwano Sonderbauvorhaben Niederschlesien (Specjalnym Planem Budowlanym Dolny Śląsk) o kodzie „Specjalna konstrukcja S-III”. W jego ramach miało powstać kilka podziemnych kompleksów: w Jugowicach Górnych, Osówce, na Soboniu, (Zimna Woda), Gontowej, oraz kompleks pod górą Włodarz. Teren budowy o powierzchni ok. 35 km kw. był obszarem zamkniętym (Sperrgebiet). Wstęp dozwolony był tylko za okazaniem specjalnej przepustki. Praca trwała dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bez przerwy ze stacji w Olszyńcu i w Głuszycy Górnej wyjeżdżały transporty z materiałami budowlanymi, maszynami i urządzeniami potrzebnymi na budowie oraz sprzętem i wyposażeniem dla gotowych obiektów.

W angielskiej odtajnionej książce „Handbook of the Organization Todt”, Mirs-Londyn, marzec 1945, „Riese” nazwano „Sondereinsatz RIESE” (Projekt specjalny Gigant). Anglicy choć nazwali Riese „Sondereinsatz RIESE”, to więcej na ten temat nie wiedzieli.

Cytat z dr Jacka Wilczura:

„W styczniu 1944 r. dwa nieoznakowane Liberatory zrzuciły nad Górami Sowimi w pobliżu Walimia, Głuszycy dwie ekipy, każda po trzy osoby. Wywiadowcom udało się zebrać bardzo ciekawy i ważny materiał dla wywiadu wojskowego aliantów zachodnich. Jednakże nie zdołali dostarczyć tego materiału do londyńskiej centrali. Pobyt brytyjskiej ekipy trwał krótko – zlokalizowani przez Służbę Bezpieczeństwa SD (SD Sicherheitsdienst – Służba Bezpieczeństwa RSHA), otoczeni w swoich kryjówkach, walczyli do ostatniego pocisku, do ostatniego granatu i do ostatniej fiolki cjankali. Zginęli wszyscy, a Niemcom nie udało się zidentyfikować ich przynależności narodowej, państwowej. Ustalono jedynie, że spadochroniarze zrzuceni zostali przez samoloty typu Liberator.

Sowiecki wywiad wojskowy już przed aliantami zachodnimi, o prawie rok wcześniej posiadał informacje o budowie w Górach Sowich obiektów o charakterze przemysłowym i obronnym. Na Dolnym Śląsku działała bowiem od wielu lat sowiecka siatka wywiadowcza, która zaktywizowała się bardzo od końca 1942 r. W samym Walimiu sowieci mieli agenturę i dwóch wysoko wykwalifikowanych agentów. Od marca-kwietnia 1943 r. z Gór Sowich do centrali w Moskwie przekazywane były informacje o podjęciu budowy -giganta o środkach materiałowych, o kadrze niemieckich specjalistów i o załodze SS-SD. Jednakże Rosjanie, mimo odpowiednich porozumień zawartych w lecie i jesieni 1941 r. z aliantami zachodnimi o współpracy i przekazywaniu sobie wzajemnie informacji wywiadowczych odnoszących się do działań Wehrmachtu, Luftwaffe, Kriegsmarine, SS, przemysłu zbrojeniowego Trzeciej Rzeszy, nie ujawniali sojusznikom swojej wiedzy o tym, co się w Górach Sowich działo.

Dla wzmocnienia swojej siatki agenturalnej na Dolnym Śląsku, a ściśle w okolicach Wałbrzycha, Walimia, Głuszycy, Sierpnicy, rosyjski wywiad wojskowy zrzucił w połowie września 1943 r. trzy grupy, po sześć osób każda. Grupy zrzucane były w odstępach jednodniowych. Szło o to, ażeby w razie wpadki nie utracić za jednym razem 18 osób i wysoko wyspecjalizowanego sprzętu. W czasie prac badawczych prowadzonych w latach 60-tych przez GKBZHwP udało się ustalić nazwiska (kryptonimy) dowódców dwóch z owych grup. Byli to: lejtnant Walery Kudriawcow i major Ewgienij Ponomarienko.

Jedna z tych grup, ta, której nazwiska dowódcy nie udało się ustalić, zdołała dotrzeć do Walimia, zebrać bogaty materiał wywiadowczy i przekazała drogą radiową do Moskwy. Był to jedyny meldunek, bowiem służba pelengacyjna Abwehry zlokalizowała grupę. W walce opodal Walimia cała grupa poniosła śmierć. Nie zdołano w czasie poszukiwań i przesłuchań świadków, w tym autochtonów z Walimia i okolic, ustalić losów pozostałych sowieckich grup wywiadowczych. Niewykluczone, że zdołały one zebrać odpowiednie materiały, przekazać je do moskiewskiej centrali i przetrwać w ukryciu aż do nadejścia wojsk sowieckich w maju 1945 r.”.

Sudety były ostatnim nie naruszonym przez wojnę zakątkiem w Europie środkowowschodniej. Wałbrzych, Jelenia Góra i dziesiątki innych miast tworzyły ostatni w Trzeciej Rzeszy nietknięty okręg przemysłowy, w którym normalnie funkcjonowały kopalnie, koksownie, huty i fabryki syntetycznej benzyny, dostarczające paliwa i innych środków chemicznych na potrzeby niemieckiej machiny wojennej. Niemcy skoncentrowali w tym rejonie swoje doborowe siły. W połowie kwietna 1945 roku pod Wałbrzychem miało swoją siedzibę dowództwo 17 Armii Polowej wchodzącej w skład Grupy Armii Środek. W Górach Sowich stacjonowała 45, 168, 208, 359 i 408 dywizja piechoty, 20 i 31 dywizja grenadierów SS, 18 dywizja grenadierów pancernych SS, 603 dywizja do zadań specjalnych, a także w rejonie Dzierżoniowa dowództwa XVII Korpusu Armijnego i w rejonie Kłodzka XX Korpusu Pancernego. Jednak żadne alianckie bomby nie spadły na Wałbrzych i okolice. Tereny te od jakiegoś czasu znajdowały się w zasięgu amerykańskich superfortec, które startując z włoskich lotnisk, bombardowały Brzeg, Kędzierzyn, Blachownię. Wałbrzych i okolice pozostały nienaruszone działaniami wojennymi. (Faktor X, Wydawca: Marshall Cavendish Polska Sp. z.o.o., nr 4, Warszawa 1998).

Mapa frontu – 1945 r. Zdjęcie z Internetu.

7 maja 1945 roku ruszyła operacja, która przeszła do historii pod nazwą operacji praskiej. Poszczególne jednostki operacyjne lewego skrzydła I Frontu Ukraińskiego rozwinęły natarcie w różnych kierunkach i przełamały obronę niemiecką 17 Armii Polowej i wyzwoliły Sudety. 21 armia tego frontu, dowodzona przez generała pułkownika D. Gusiewa, nie napotykając większego oporu, wkroczyła 8 maja 1945 roku najpierw do Świebodzic, a wieczorem dotarła do centrum Wałbrzycha. W jednym z komunikatów Naczelnego Dowództwa Armii Radzieckiej napisano:

„Na południowy zachód i na południe od Wrocławia wojska I Frontu Ukraińskiego opanowały Kamienną Górę, Boguszów, Wałbrzych, Świdnicę, Dzierżoniów, Bielawę, Ząbkowice Śląskie, Paczków, Bardo, Kłodzko, Lądek Zdrój”.

Wałbrzych został zdobyty bez jednego wystrzału. Były strzały, ale na wiwat. Pracujące niemieckie fabryki nie przerwały z tego powodu pracy, a w mieście normalnie kursowały puste tramwaje, działały telefony, a woda i gaz dochodziły do wszystkich mieszkań.

Rosyjski wywiad wiedział, że na terenie Gór Sowich Niemcy budowali podziemny kompleks. Po wkroczeniu Rosjan pierwszym komendantem Wałbrzycha został major Pachomow, którego później zastąpił gen. Paweł Batow, dowódca obrony Stalingradu. Jak na miasto powiatowe była to duża ranga, gdyż komendantem Wrocławia był tylko oficer w stopniu majora. Rosjanom zależało na zabezpieczeniu dokumentacji i sprzętu związanego z budowanym przez Niemców kompleksem „Riese”. Zapewne poszukiwali Bursztynowej Komnaty. Wałbrzyski garnizon wojsk radzieckich liczył wtedy 15 tysięcy żołnierzy. Część żołnierzy stacjonowała w Książu.

Z ekipą Discovery.

Na zakończenie odbyła się krótka dyskusja, pokazałem i omówiłem też rysunki linii technologicznej ługowania rudy uranowej na Włodarzu i Osówce. Starałem się przedstawić cały zgromadzony przeze mnie materiał na temat Riese, a w szczególności jego przeznaczenie, czyli centrum przerabiania rudy uranowej. Temat jest obszerny, i choć spotkanie z ekipą telewizyjną Discovery trwało ponad 2 godziny, to nie udało mi się wszystkiego omówić. Mój udział we filmie będzie wynosił 3-5 minut.

  • Ilustracja tytułowa: Ekipa TV WORKING STUDIO pyta, autor odpowiada o Riese. Foto: Adam Stanisławski.

 

Zachęcam do zapoznania się z omawianym wyżej tematem (9 części):

Szlakiem śmierci. Koniec Tajemnicy Riese.

 

Stanisław Bulza

 

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ .

 

Stanisław Bulza na FB ….

 

   , 2018.11.28.

Avatar

Autor: Stanisław Bulza