Rządy klanu liberałów: efekt Frankensteina (cz.1)


EEM-Europejski_Monitor_Ekonomiczny_ Nowy fragment omawianej we wcześniejszych numerach EEM historii klanu liberalnego w Polsce rozpoczynamy od spostrzeżenia, że między  stosowanym oficjalnie określeniem  „przekształcenia własnościowe”, a określeniem „zarządzanie dystrybucją majątku narodowego” zasadniczo nie ma różnicy. Utworzenie w lipcu 1990 roku Ministerstwa Przekształceń Własnościowych oznaczało początek instytucjonalizacji zarządzania dystrybucją zgromadzonego przez setki lat majątku narodowego oraz dóbr naturalnych. Nie ma w tym śladu fantazji.  

Dzięki rozbudowie Ministerstwa Przekształceń Własnościowych możliwe było utworzenie dwóch centralnych ośrodków władzy politycznej w Polsce. Równolegle do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych umacniał się drugi  ośrodek – Ministerstwo Finansów. Natomiast pozostałe fragmenty systemu władzy, łącznie z Sejmem RP, zostały pozbawione możliwości sprawowania kontroli politycznej nad wspomnianymi ośrodkami, powracając do roli fasadowej, jaką pełniły w systemie komunistycznym. Fakt ten jednak nie został w pełni oświetlony, toteż nieodzowne jest jego szersze omówienie.

Niewiele dziś już wiadomo o zakulisowej, ostrej i dramatycznej walce politycznej o przezwyciężenie patologii formowanego po 1989 roku systemu rządów. Ważnym fragmentem wspomnianej walki politycznej był projekt uchwały Sejmu w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom niegospodarności, nadużyć i korupcji w gospodarce, której tytuł nie odzwierciedla w pełni problemu. Uchwała kończy się żądaniem skierowanym do premiera „spowodowania ustalenia odpowiedzialności indywidualnej pracowników administracji państwowej, którzy swoim działaniem lub zaniechaniem przyczynili się do powstania tych zjawisk”, przedstawienia gotowych projektów ustaw dotyczących „skutecznego zabezpieczenia interesów majątkowych skarbu Państwa” i zmian przepisów wprowadzających precyzyjne określenia związanych z tym przestępstw gospodarczych.

Wielkie zdziwienie budzi fakt, że projekt taki rozpatrywany jest dopiero teraz, po przeszło 2 latach rozgrabiania majątku narodowego, uszczuplania budżetu państwa. Liczne afery gospodarcze i przemytnicze, o których systematycznie dowiadywała się opinia publiczna, o których mówiono także z trybuny sejmowej […] powinny być już dawno sygnałem do zdecydowanego przeciwdziałania wszystkich powołanych do tego instytucji państwa. Powinno nastąpić znacznie wcześniejsze uruchomienie skutecznych mechanizmów zabezpieczających majątek narodowy i budżet państwa, które są własnością całego narodu polskiego” (poseł Władysław Staniuk, przedsiębiorca). Przypomnienie tej wypowiedzi jest tym bardziej celne, że przez następne 25 lat kolejnych rządów w Polsce nadal skuteczne mechanizmy zabezpieczające majątek narodowy i budżet państwa nie zostały uruchomione. Wielkie zdziwienie ustąpiło zniechęceniu i przyzwyczajeniu.

Kwestia ochrony majątku narodowego nie pojawiła się wówczas po raz pierwszy, lecz była podnoszona niemal w każdej debacie dotyczącej zagadnień gospodarczych i funkcjonowania administracji państwowej. Od początku nie było wątpliwości, że jest to kwestia drażliwa społecznie, bowiem brak ochrony majątku narodowego jest zaniechaniem przestępczym. Z pewnością nie istnieją żadne poważne racje ekonomiczne uchylenia obowiązujących wcześniej wymogów w zakresie gospodarowania majątkiem publicznym i ubezwłasnowolnienia organów kontroli.

Nie przemawiają za tym nawet racje skrajnie liberalne, ponieważ w tym przypadku nie chodzi o ograniczenie swobody gospodarczej, lecz o ograniczenie samowoli politycznej i administracyjnej. „Zadziwia ignorancja i bezwład instytucji powołanych do zwalczania afer gospodarczych, przestępstw finansowych i korupcji. Długotrwałe dochodzenie w wykrytych sprawach, częste umarzanie afer z braku dowodów lub nawet znamion przestępstwa, wiele spraw karnych skarbowych przeciągających się w nieskończoność wskazują raczej na pozorowanie działań w celu uspokojenia opinii publicznej oraz na niewiarygodne luki formalnoprawne skrzętnie wykorzystywane przez ludzi działających na szkodę skarbu państwa” – ciągnął dalej cytowany poseł.

Krytyczny stosunek do funkcjonowania rozlegał się z różnych stron. Jednak głosy krytyczne na ogół wyrażały nie tylko zaniepokojenie o losy majątku narodowego, lecz także zagubienie. Chodzi o to, że z argumentacji o konieczności ochrony majątku narodowego znikła rzecz najważniejsza. Ochrona aktywów majątkowych nie jest celem samym w sobie, lecz odnosi się do wykorzystania i pomnażania tych aktywów. Istotą problemu jest działanie przeciwko interesom ekonomicznym Polski.

Skonfrontujmy to z inną wypowiedzią wygłoszoną w Sejmie RP w czerwcu 1924 roku. „«Jeśli mówiłem w optymistycznym tonie, nie znaczy się, ażebym nie czuł wielkiej troski i odpowiedzialności za te chwile, które przeżywamy; przecież chciałbym, by w ciągu całego roku uwidoczniła się wielka prawdziwa potęga Narodu Polskiego» .Apelowałem do uzgadniania interesów rozbieżnych rolnika, przemysłowca, robotnika, urzędnika, naszkicowałem program gospodarczy” (premier Władysław Grabski). Współcześnie ten sposób argumentacji dla przedstawicieli narodu stał się niezrozumiały. Warto przypomnieć, że stosunki premiera Grabskiego z reprezentantami partii politycznych w Sejmie nie układały się najlepiej, lecz z przeciwnego powodu. Uprawnienia Sejmu były znacznie większe, co przekładało się na ostrą walkę o władzę  i destrukcyjny wpływ na politykę rządu.

W polityce gospodarczej nie mają zastosowania proste reguły lub wytyczne. Musi ona być oparta na gruntownej i obejmującej konkretne stosunki finansowe, socjalne, przemysłowe, międzynarodowe i wiele innych; uwzględniać przewidywane skutki dotychczasowych rozwiązań i ryzyko związane z wprowadzanymi zmianami. Trzeba mieć oczy otwarte na wady, błędy i niedomagania życia gospodarczego. Program gospodarczy nie może składać się z zamierzeń i obietnic, lecz obejmować wszechstronną analizę ekonomiczną, prognozy  i  wnioski, a  dopiero po tym wynikające z tego zamierzenia i decyzje dotyczące różnych rodzajów polityki gospodarczej. To sprawa elementarnej rzetelności. Czynnikiem spajającym różnorodność zadań politycznych nie może być dążenie do władzy politycznej, lecz jasno precyzowana wizja przyszłości państwa i narodu. „Jak wiele lat los nam przeznacza na to, byśmy stanęli w pełnym rynsztunku jako naród i państwo na terenie zmagania się sił dziejowych, tego nie wiemy. A więc spieszyć się musimy, by nie być zaskoczonymi. A więc wysilać się musimy, by nie być zdystansowanymi. A więc zespalać się winniśmy, by nie być cudzą przewagą zmiażdżonymi. A więc wznosić ducha własnego winniśmy, by nie być poniżonymi”- tak Władysław Grabski podsumowuje dwuletnie wysiłki swojej owocnej pracy (1924-1925).

Co nam oferują ludzie należący do klanu liberalnego? Ci ludzie okazali się psychicznie niezdolni do przedstawienia wizji przyszłości Polski. To dlatego, że przyszłość Polski oznacza dla nich ryzyko, iż w tej przyszłości nie znajdzie się dla nich miejsce. Tkwi w tym podskórnie wyczuwana i natrętna obawa, że ich własna przyszłość może być podważona przez nadchodzące zmiany, z czego wynika kategoryczna niechęć do zmian.

Jedni reformatorzy – jak Władysław Grabski – otrzymują laury, inni narodową hańbę.

Druga „nocna zmiana”

Czytelnicy mogą przypuszczać, że powołujemy się na prace sejmowe przypadkowo. Dlatego musimy wyjaśnić, dlaczego proces stanowienia prawa i jego rezultaty zasługują na szczególne zainteresowanie. Stanowienie prawa nie jest tworzeniem recept przez parlamenty i rządy, lecz kreacją historyczną, która zamyka się w ramach procesów społeczno-gospodarczych. Ustawy tak się mają do polityki gospodarczej, jak dusza do ciała.
W sejmowej dyskusji nad uchwałą w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom nie zabrakło żenująco głupiej wypowiedzi wybielającej ówczesny  rząd: „ …właściwie nie wiem, czy dobrze się dzieje, że wszyscy tu ulegamy presji tworzenia specyficznego klimatu, a mianowicie klimatu sugerującego, że Polska jest krajem afer i korupcji. Tworzymy i wypuszczamy szum informacyjny, że przyczyną polskiej biedy są afery i korupcja pracowników administracji państwowej”, zaś nieco dalej: „… należałoby dokonać bardzo szczegółowej analizy tego marginesu patologii, czy mieści się on w standardach światowych. Bo jeżeli tak, to należałoby stwierdzić, że Polska jest krajem jak każdy inny, czyli po prostu w ramach normalnego funkcjonowania gospodarki jest uczciwa działalność i nieuczciwa…” (poseł Mirosław Drzewiecki, polityk- prawnik-przedsiębiorca). Ponadto Drzewiecki stawia innym posłom zarzut, że ich wypowiedzi mają charakter … rozliczeniowo-roszczeniowy. Kariera tego posła także daje wiele do myślenia.
Uchwała w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom niegospodarności, nadużyć i korupcji w gospodarce wreszcie została przyjęta przez Sejm RP w lutym 1992 roku. Następny fragment walki rozegrał się siedem miesięcy później. Z inicjatywy grupy posłów włączony został do porządku dziennego projekt uchwały o odwołaniu Janusza Lewandowskiego z funkcji ministra przekształceń własnościowych. Najpierw przytoczymy głos cytowanego już posła Stasiuka, który wywołał furię u Lewandowskiego. Stasiuk operuje aluzją dotykającą idiotycznej opinii ministra, że „firma jest warte tyle, ile inwestor jest gotów za nią zapłacić”. Przecież wie każdy niepiśmienny hodowca bydła, że nie należy zawierać transakcji z nabywcą konia, jeżeli to się nie opłaca. Nawet bawiące się pod stołem pięcioletnie dziecko rozumie, o co chodzi ojcu w głośnych negocjacjach ojca z klientem na temat sprzedaży wina domowej roboty. Janusz Lewandowski miał wówczas 41 lat. Jego kariera polityczna również daje wiele do myślenia.
Minister przekształceń własnościowych uzasadnia niską cenę przy sprzedaży przedsiębiorstw brakiem nabywców, ale jak można mówić o nabywcach i cenie rynkowej w sytuacji, kiedy wcześniej z potencjalnych nabywców zrobiło się biedaków, a negocjacje prywatyzacyjne są tajne. Nie są natomiast tajne informacje gospodarcze dla zagranicznych firm konsultingowych. Minister przekształceń własnościowych twierdzi, że przepisy o tajemnicy państwowej krępują postępowanie prywatyzacyjne i to upoważnia go do nieprzestrzegania ustaw sejmowych i podejmowania działań sprzecznych z polską racją stanu”. Z obszernej wypowiedzi Stasiuka warto przytoczyć jeszcze jeden akapit: „ Zachodzi pytanie, po co, dla kogo i w jakim celu prowadzona jest wyprzedaż majątku narodowego, do której trzeba dopłacać? Jest to zły sposób na sprawdzanie wytrzymałości społeczeństwa, które ponosi koszty tego rodzaju eksperymentów i odczuwa ich skutki. Dlaczego Polacy mają ponosić koszty zawierania umów ze spółkami zagranicznymi, które i tak wykonanie prac pozlecali polskim wykonawcom, chociażby dlatego, że ich znajomość naszych uwarunkowań jest niewystarczająca, a trafność ekspertyz wątpliwa?”. Pytanie stało się ponadczasowe.
Ministra Lewandowskiego krytyka dopadła z kilku stron. Oprócz autorów projektu uchwały, posłowie odwoływali się do dokumentów z Najwyższej Izby Kontroli i Ministerstwa Finansów. Głos zabrał wiceprezes Najwyższej Izby Kontroli Piotr Kownacki, który z niedowierzaniem odebrał reakcję Ministerstwa Przekształceń Własnościowych na obszerny, liczący 1500 stron Raport swojej instytucji. Wbrew wszelkim procedurom Raport został przez MPW zmieszany z błotem. „Jest to podejście, które niekiedy można określić jako stawianie się ponad prawem, machnięcie ręką na jakieś procedury, które tylko utrudniają. Z punktu widzenia kontroli państwowej, której podstawowym zadaniem jest właśnie kontrolowanie funkcjonowania organów administracji państwowej, z punktu widzenia zabezpieczenia interesów skarbu państwa, interesów funduszy publicznych takie podchodzenie do rzeczy jest nie do przyjęcia”.
Potem Kownacki łagodzi stanowisko: „Zarzuca się nam nieumiejętność, zarzuca się nam, że inspektorzy nie znają się na gospodarce rynkowej, bo to są wszystko rzeczy zbyt trudne, a narzędzia kontrolne nie są przygotowane do kontrolowania takich zjawisk jak prywatyzacja. Zapewne prywatyzacja jest zjawiskiem tak skomplikowanym – mówię to bez cienia ironii – że i kontrolowanie jej nie jest sprawą łatwą” .
Pomińmy resztę dyskusji, by nie dręczyć Czytelników. Z jednym wszakże wyjątkiem. Chodzi o wypowiedź posła Mariusza Wesołowskiego (przedsiębiorca), który przypina się do wypowiedzi Mariusza Lewandowskiego posła-sprawozdawcy wspomnianej uchwały. „Podając przykład transakcji krakowskiej dotyczącej jakiejś firmy – nie pamiętam jej nazwy – pan poseł Lewandowski mówi, że za 7 mld sprzedano firmę, która przyniosła 6,5 mld zysku (przez 9 miesięcy – A.Ś) . Ile to stracił budżet państwa! Otóż, panie pośle, wydaje mi się, że zapomniał pan o jednym, że dochód budżetu państwa to jest tylko podatek z tej firmy, a reszta nie jest dochodem budżetu państwa, jest własnością firmy. I tylko tyle. I trzeba byłoby zapytać się, czy ta firma po transakcji przestała płacić podatki z tego powodu, czy nie”.
Wypowiedź Wesołowskiego dlatego zasługuje na wyróżnienie, że nie tylko wyraża ignorancję w sprawach ekonomicznych, lecz ponadto wybija się pełnym tupetu zanegowaniem znaczenia kapitału narodowego jako czynnika produkcji. Wedle tego rozumowania zubożenie majątkowe kraju nie ma żadnych konsekwencji społecznych i gospodarczych; liczą się tylko iluzoryczne dochody podatkowe. Z przykrością musimy stwierdzić, że poseł Wesołowski okazał się prekursorem oficjalnego uzasadnienia „korzyści z prywatyzacji”, stosowanego nieprzerwanie do 2015 roku.
Głosowanie nad projektem uchwały o odwołaniu Janusza Lewandowskiego z funkcji ministra przekształceń własnościowych zostało przełożone na rano następnego dnia, co dawało możliwość mobilizacji sił przeciwko przyjęciu uchwały. W dniu głosowania niektórzy posłowie w obawie przed „przeoczeniami” liczących głosy (jak to było przy innej okazji) zgłosili wniosek – zgodnie z regulaminem Sejmu poparty przez co najmniej trzydziestu posłów – o głosowanie imienne. Wniosek ten został jednak odrzucony.
Przeprowadzono głosowanie: za projektem uchwały głosowało 189 posłów, przeciw – 174, wstrzymało się od głosu 36 posłów. Z powodu braku bezwzględnej większości głosów uchwała nie została przyjęta.
Odrzucając uchwałę o odwołaniu Lewandowskiego z funkcji ministra Sejm RP stworzył precedens aprobaty niezwykle szkodliwej dla przyszłości Polski działalności ministra Przekształceń Własnościowych i – jak się niebawem okazało – kontynuowania tej działalności. Najbardziej zastanawiający jest fakt, że większość posłów nie dostrzegła (lub nie chciała dostrzec) konsekwencji ustrojowej odrzucenia uchwały. Dzięki opisanemu głosowaniu Sejm zrezygnował ze sprawowania funkcji kontrolnej nad działalnością Ministerstwa, co było obciążone poważnym ryzykiem, iż rezygnacja ta rozniesie się po pozostałych organach wykonawczych, do czego rzeczywiście doszło. A przecież pod Sejmem nie stały obce wojska.
***
Z socjologicznego punktu widzenia możemy zaistniałe w lipcu 1992 roku zachowania parlamentarzystów uznać za świadectwo istnienia subkultury, w której dominuje obca kulturze narodowej zbiorowa tolerancja wobec ewidentnego zła. Istnienie tej subkultury pozwala lepiej uchwycić specyfikę omawianej wcześniej przestrzeni liberalnej. Głosująca przeciwko projektowi ustawy lub wstrzymująca się od głosu większość sejmowa w imię tolerancji wobec osób dokonujących ewidentnych nadużyć i oszustw w ramach instytucji państwowej, pozwoliła sobie na podważenie statusu własnej instytucji (Sejmu RP) oraz na sprowadzenie demokracji parlamentarnej do fasady zasłaniającej poczynania członków klanu liberalnego. Takie zachowania można było obserwować również w innych kręgach społecznych i zawodowych, które należały do przestrzeni liberalnej.
Tolerancja jest piękna, dopóki nie ustali się jej przyczyny.
Nasze zainteresowanie skupia się na pozornej sprzeczności. Otóż dokładna analiza wypowiedzi w sprawach patologii w życiu gospodarczym wskazuje, że ukształtował się model zachowań, które uznać można za schizofreniczne. Te same osoby wygłaszają słowa krytyki zjawisk patologicznych i przeciwstawiają się próbom ich przezwyciężenia. ”Otóż, drodzy panowie związani z partią pana Janusza Lewandowskiego – którego, jak powiedziałem, bardzo cenię i uważam za jednego z najbardziej wyróżniających się polityków tej orientacji – jeszcze niedawno także wy korzystaliście z raportów Najwyższej Izby Kontroli, żeby atakować w sposób bezrozumny, niekompetentny, niefrasobliwy innych polityków. Otóż jeszcze niedawno i wy uważaliście, że te dokumenty są wystarczającą podstawą do formułowania takich ocen” (Aleksander Kwaśniewski, polityk). Zewnętrznie wyglądają jako osoby, które uznają niezaprzeczalne fakty. Jeśli napotykają przeszkody na swej drodze, stają się nerwowi.
Możemy przypuszczać, że celem ich krytyki jest raczej zdobycie uznania lub zachowanie twarzy, a pośrednio wzmocnienie własnej pozycji, a nie wypełnianie zadań publicznych. W takim przypadku mielibyśmy do czynienia również z patologicznym nadużyciem sprawowanych funkcji. Tłumaczyłoby to tolerancję wobec zjawisk patologicznych i likwidowało pozorną sprzeczność wedle greckiego przysłowia, iż „złodziej pragnie wyglądać na złodzieja mniejszego od innych złodziei”.
Problem dotyczy również instytucji państwowych. W lutym 1992 roku Sejm zobowiązał rząd uchwałą do dokonania analizy oraz ustalenia odpowiedzialności za zjawiska patologiczne w instytucjach państwowych. „ Z treści całego sprawozdania nie wynika, Wysoki Sejmie, by ktokolwiek poniósł odpowiedzialność służbową, dyscyplinarną czy inną za występujące niedomagania. Brakuje nawet stwierdzenia, czy z takiej możliwości się korzysta” (poseł Władysław Adamski, polityk). Również Raport NIK nie zaowocował doniesieniami do Prokuratury o podejrzeniu przestępstw niegospodarności. Wcześniej lub później większość instytucji państwowych wzbogaciła przestrzeń liberalną.
Trzeba zdecydowanie odseparować oceny dotyczące przestrzeni liberalnej od oceny społeczeństwa. Wiele błędów i celowych manipulacji polega na tym, że oceny przestrzeni liberalnej swobodnie przenosi się na polskie społeczeństwo i w ten sposób wystawia się mu fałszywy wizerunek.
Jest jednak wspólna, negatywna cecha zarówno przestrzeni liberalnej, jak i polskiego społeczeństwa: niski poziom świadomości ekonomicznej. Nie jest to nowy problem. Borykali się z nim przedwojenni politycy i ekonomiści. Jednak czynili ile mogli, aby doprowadzić do wzrostu tej świadomości, a nie wykorzystywać słabe punkty narodu polskiego.
Na czym polegała niska świadomość ekonomiczna Polaków, która umożliwiła utworzenie społecznego zaplecza dla klanu liberalnego, czyli omawianej przestrzeni liberalnej? Wyrażała się ona w powszechnej ocenie, że system kapitalistyczny jest lepszy od systemu komunistycznego, co dla Polaków dotychczas wydaje się truizmem i z ekonomicznego punktu widzenia błędnym stanowiskiem, jakoby ocena ta dawała podstawy do wyboru „lepszego systemu”. W skrajnej formie ocena ta uzewnętrzniła się w cielęcym zachwycie nad gospodarką rynkową i nadchodzącym rzekomo dobrobytem. Jeżeli czteroletni chłopiec z zachwytem ogląda w telewizji przygody Bolka i Lolka, jest to z pewnością zdrowe. Co należy sądzić o nim, jeżeli w wieku 24 lat czeka przed telewizorem, aż się serial skończy?
Nie ulega wątpliwości, że polska opinia publiczna w 1992 roku była mocno krytyczna wobec rządów klanu liberalnego; raczej z powodu powszechnych i nadzwyczaj dolegliwych skutków jego polityki, nie zaś dzięki rozszyfrowaniu charakteru tej polityki. To jednak nie wystarczyło do jej odrzucenia.
Brak ugruntowanej w społeczeństwie wiedzy ekonomicznej pozwalał „przeoczyć” kilka podstawowych faktów. Pierwszym i najważniejszym jest fakt, że gospodarki krajów zachodnich cechuje różnorodność, dlatego pojęcia „systemu kapitalistycznego” lub „gospodarki rynkowej” są pojęciami abstrakcyjnymi. Dlatego mogą odzwierciedlać odczucia i pragnienia, ale nigdy nie powinny stanowić podstawy oceny międzynarodowej sytuacji ekonomicznej, historycznych doświadczeń społeczno-gospodarczych poszczególnych krajów etc.
Jednego systemu kapitalistycznego nie ma i nie było. W szczególności, stwierdzenie wyższego poziomu dobrobytu materialnego nie musi oznaczać, że mamy do czynienia z wzorem godnym naśladowania.
Drugim, również ważnym faktem jest ekspansywny charakter wielu krajów zachodnich, w tym zwłaszcza krajów anglosaskich i Niemiec, głęboko zakorzeniony w historii, postawach ekonomicznych, religijnych i politycznych. Ekspansjonizm nie jest zjawiskiem przejściowym, co szczególnie zasługuje na uwagę – dobrze znanym w polskiej polityce i ekonomii. W cytowanej pracy Władysława Grabskiego nietrudno znaleźć fragment dotyczący wojny handlowej Polski z Niemcami (nota bene zakończonej porażka Niemiec).
Infantylne pragnienia i oczekiwania stały się pożywką dla klanu liberalnego. Co oferowali jego członkowie i zwolennicy? Naśladowanie krajów „rozwiniętych” i nic więcej.
Wskutek takiego podejścia do fundamentalnych, egzystencjalnych zagadnień ekonomicznych na pierwszym miejscu znalazło się bezkrytyczne naśladownictwo oraz hurtowe przyjmowanie wzorów, których raczej należało się wystrzegać. Stworzona została furtka do wprowadzania do Polski rozwiązań społeczno-gospodarczych i prawnych, których zachodni doradcy z pewnością nie chcieliby stosować u siebie. Kto naśladuje, naraża się na szyderstwo ze strony naśladowanego.
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2019-01-25.

*

Przeczytaj  część 2.

*

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu  >   >   >   TUTAJ  .

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-22019.01.29.

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński