Acta 2 czyli zmiana sposobu komunikacji


Kiedy człowiek ogląda Fakty i zaraz potem Wiadomości ma wrażenie, że przemawiają doń najpierw oszuści pokerowi, a zaraz potem gracze w trzy karty. Jakby tego było mało, normalny przekaz newsowy pogłębiany jest wywiadami i pogadankami post serwisowymi. Do tego mamy specjalne pasma informacyjne, w których – jeśli idzie o naszych – produkują się już chyba wszystkie znane mi z miasta osoby. Nawet Pan Krzysztof Jabłonka ekspert od manicheizmu i herezji. I to jest naprawdę niezwykłe.

Zacznę od tych wzmacniających przekaz pogadanek post serwisowych. One są po to, by najbardziej zasłużeni w walce z platformianą hydrą dziennikarze mogli mieć swoje dwadzieścia minut i pokazać się na wizji. Innego sensu to nie ma.

Widziałem wczoraj jak Krzysztof Skowroński przepytywał na okoliczność Acta 2 Karola Karskiego, a wcześniej w Teleexpresie na ten sam temat wypowiadał się Saryusz-Wolski.

Zacznę od Wolskiego. Powiedział on mianowicie, że wolność jest mu droższa niż prawo własności. O mało się nie udławiłem. Wolność korzystania z cudzego dorobku jest dla pana posła ważniejsza niż prawo własności. Jest on bowiem przeciwko Acta 2, które są zmową niemiecko-francuską wymierzoną wprost w swobody internetowe.

Potem zaś Karol Karski, próbował – w sposób niezwykle prymitywny i chyba dlań charakterystyczny – przekonywać widzów, że Acta 2 to cenzura przeciwko której walczy PiS.

Dla mnie osobiście Acta 2 podobnie jak Acta 1 nie mają żadnego znaczenia. Złodzieje i tak mnie okradają i tak kopiują moje teksty i wieszają je w sieci i nie przestaną tego robić z powodu jakiejś unijnej dyrektywy. Jaki więc jest jej sens, dla nas tutaj, a także dla tych, w imieniu których występują Saryusz-Wolski i Karski? Moim zdaniem to jest szansa. Oby ta dyrektywa weszła jak najszybciej. Jej wprowadzenie bowiem oznacza, że małe rozgłośnie i niewielkie portale, takie jak nasz, będą mogły – z całą odpowiedzialnością, albo wręcz z uśmiechem – wypiąć się na pulę globalnie i lokalnie zatwierdzonych artystów, którzy muszą emitować swój przekaz. Niech więc go emitują i niech się wreszcie od nas odpieprzą. Takie jest moje zdanie.

Najwięcej troski jeśli idzie o te Acta wyrażają muzycy, którzy boją się, że ktoś będzie kopiował ich utwory. Ludzie, zabierajcie te swoje badziewie i spadajcie na szczaw. Bardzo żałuję, że nie mam studia nagraniowego i dostępu do częstotliwości. Od razu wynająłbym z pięć zespołów pałętających się po obrzeżach galaktyki i puszczał je na okrągło, za pół darmo, przetykając to lokalnym rapem i wiadomościami czytanymi przez kolegę, któremu nie dano szansy zaistnieć w teatrze i reklamie.

I co? Ktoś by mi powiedział, że nie mogę tak robić bo Muniek Staszczyk musi dostać tantiemy? Niech się wynosi i idzie do ITI czy gdzie tam, niech oni mu płacą tantiemy. Paszoł Won kundlu….

Powtórzę raz jeszcze, bo może nie wszyscy słyszeli – uważam, że dyrektywy unijne takie jak Acta 2 to szansa, a nie ograniczenie. Nie ma żadnego przymusu korzystania z usług muzyków puszczanych na okrągło w wielkich rozgłośniach. Nikt nie chce Dawida Podsiadło.

Acta dwa umożliwią wylansowanie lokalnych talentów i powstanie silnych lokalnych środowisk, które – po niedługiej chwili będą mogły powalczyć o sławę. Wystarczyłoby zorganizować festiwal małych rozgłośni i nie zaprosić nań TVP ani TVN. Przyjechaliby sami, żeby filmować to z krzaków.

O co więc chodzi w całej aferze z Acta 2, ale tak naprawdę. O to, że władza nie jest w stanie zapewnić już sobie kontroli nad całym przekazem emocjonalnym jaki krąży po globie. Grupy wybrańców podtrzymywane przez całe piramidy autorytetów nie dostają tyle gotówki ile by chciały. Burzą się więc i nie mają zamiaru emitować takiego przekazu jaki narzuca polityka globalna. Ta zaś ma jeden cel – utrzymanie narracji zwanej postępową, rewolucyjną czy jak tam chcecie. No, a przy tym jeszcze koszenie kasy za reklamy.

Jeśli ktoś kontroluje przekaz emocjonalny w mediach, ten kontroluje rynek reklamy. Odpowiedzią eurokratów na dziurawy system jest dyrektywa zwana ACTA 2, która ma uszczelnić system. Niech uszczelnia. Ja nie potrzebuję do pisania ani Lisickiego, ani Karnowskich, ani tym bardziej Szczygła czy Orlińskiego, że on Mrozie i Bondzie nie wspomnę. Jeśli zaś ktoś chce iść do sądu w sprawie moich z nimi polemik niech idzie nawet i za sąd.

Przeciwnicy eurokratów, podobnie jak oni nieprzychylnie nastawieni do wszelkich samodzielnych inicjatyw mówią z kolei, że trzeba chronić wolność, czyli że każdy może sobie puszczać kawałki Dawida Podsiadło gdzie chce. I pan Dawid nie może zgłaszać z tego powodu roszczeń. Moim zdaniem powinien, ale jedynie w stosunku do tych, którzy zamierzają emitować jego muzykę. Ja nie zamierzam, podobnie jak nie zamierzam korzystać z usług innych realizujących globalną politykę artystyczno-emocjonalną oszustów.

Nie będę puszczał tu zaangażowanych utworów artystów naszych i nie naszych albowiem najbardziej zależy mi na tym, by pozwolić mówić ludziom nie związanym z sieciami medialnymi, a przy tym takim, którzy mają coś do powiedzenia.

Uważam, że troska Karola Karskiego i Saryusza-Wolskiego o los biednych i uciśnionych artystów jest podszyta fałszem, a jej celem jest tylko skłonienie jeszcze większej grupy osób do głosowania na PiS w wyborach do PE. Uważam ponadto, że jest to słaby sposób komunikacji z wyborcą, albowiem czyni on z wyborcy gamonia, nie rozumiejącego nic a nic.

Proszę Państwa, wolność polega także na tym, że człowiek może korzystać z własnych, zdobytych lub przyrodzonych umiejętności i nie musi być wcale skazany na słuchanie i obcowanie z garniturem artystów i autorytetów wykreowanych za późnej komuny. Ludzi, którzy znają się, przynajmniej w Polsce, wszyscy i wszyscy tak naprawdę grają do jednej bramki. Ich kłótnie zaś i spory są teatrem dla maluczkich, sensem zaś owego teatru jest podział budżetów. Prawa autorskie i kariery, wolność słowa i inne historie, to ledwie pretekst do tego, by owe budżety kroić. Kluczem do zrozumienia sprawy, powtarzam to od dawna, jest kontrola kanałów dystrybucji.

Do omówionych sensów Acta 2 dorzuciłbym jeszcze jeden – eurokraci liczą, że uda się rzeczywiście zakneblować małe ośrodki emisji informacji i emocji, bo będą one zmuszone do korzystania z globalnej oferty i płacenia za nią. Powtórzę więc – nie ma takiego przymusu. Jeśli ktoś ma radio i nie chce w nim puszczać Muńka Staszczyka nie musi tego robić. Jest wystarczająco wielu utalentowanych ludzi, którzy zagrają ładnie i opowiedzą coś o sobie.

Może się okazać, że Acta 2 to wstęp do zmiany w strukturze własności kanałów dystrybucji treści i to by było naprawdę niebezpieczne, ale jak mówię – można poszerzyć ofertę i olać nawet najwybitniejszych, nawet Waglewskiego i Tomka Lipińskiego, a także Urszulę Dudziak. Można to zrobić. Poza tym, Acta 2 to tylko dyrektywa, teraz trzeba dostosować do niej prawo krajowe, a to potrwa kilka lat, jeśli zaś po wyborach do PE okaże się, że krytycy dyrektywy są w większości, to się ją odwoła i już.

Nie ma strachu. Patrzmy raźno w przyszłość i czekajmy na rozwój wypadków.

Zapraszam na stronę www.prawygornyrog.pl

Gabriel Maciejewski 

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  28 marca 2019.

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

I jeszcze na dokładkę

Pogadanka o Acta 2

  • Ilustracja tytułowa: Siedziba Komisji Europejskiej – European Commission. Fot. za: PixBay, Lic. CCO / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.03.31 .
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski