NASI WYCHOWAWCY – NAUCZYCIELE


Poruszony „Listem Otwartym” dnia 11,04.br. (na Facebooku) Pani Patrycji Łyżbickiej – nauczycielki z Cieszyna, nie sposób przejść obojętnie wobec treści zawartych w tym liście, gdyż dotyczy ludzkiej godności – w wyjątkowy sposób szarganej w wielu dziedzinach życia przez Rząd PiS-u tzw. Rząd „dobrej zmiany”.

Oto za zgodą autorki listu, udostępniam jego treść:

LIST OTWARTY

Drogie Koleżanki i Koledzy – Nauczyciele, Dyrektorzy naszych szkół, Szanowni Rodzice i Kochani uczniowie i absolwenci!

Dziś mija trzeci dzień ogólnopolskiego strajku nauczycieli – dramatycznej walki o godny byt i szacunek dla naszej pracy – który podjęliśmy, postawieni przez arogancję władzy po ścianą. Dzień być może najtrudniejszy, w którym wielu z nas może mieć poczucie, że nasz głos nie jest słuchany, nasze postulaty są konsekwentnie ignorowane, fakty dotyczące naszej pracy przeinaczane i fałszowane, a w mediach bezkarnie szarga się nasze imię. Mając poczucie, że uczestniczę w czymś niezwykle społecznie ważnym, a może i historycznie istotnym, że oto przychodzi moment, kiedy naprawdę „trzeba dać świadectwo”, chciałam przekazać Wam ten otwarty list.

Jestem nauczycielką LO z 17 letnim stażem, Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że podobnie jak wiele moich Koleżanek i Kolegów, swoją pracę zawsze wykonuję kompetentnie, z pasją, pełnym zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności płynącej z roli, jaką pełnimy w życiu Waszych dzieci. Staram się przede wszystkim uczyć młodych ludzi odwagi bycia Człowiekiem, a jednocześnie wolnym, świadomym i myślącym Obywatelem. Dlatego, kiedy słucham dziś medialnych i politycznych sloganów fałszujących obraz sytuacji, a także szkalujących nas, nauczycieli i deprecjonujących naszą pracę, ogarnia mnie Gniew, który rodzi najszczerszą niezgodę na taki fałsz i demagogię.

Z niepokojem przypominają mi się słowa Adorno „Kto zapomina o historii, skazany jest na powtórne jej przeżycie”, bo przecież czasy, w których zamykano obywatelom usta, fałszowano fakty i deprecjonowano różne grupy zawodowe nie są wcale aż tak odległe.
Strajkuję nie tylko dlatego, że za dobrze wykonywaną, niełatwą pracę, chciałabym dostawać godziwe wynagrodzenie, adekwatne do swojego wykształcenia, kompetencji, zaangażowania i odpowiedzialności, a także dostosowane obecnego rynku pracy. Strajkuję, ponieważ nie godzę się na kłamstwa mediów i polityków, na szkalowanie wizerunku nauczyciela, na język agresji i nienawiści, którym władza próbuje postawić nas, nauczycieli, w opozycji do reszty społeczeństwa. Strajkuję, bo wierzę, że gdy arogancja władzy próbuje postawić po przeciwległych stronach barykady nauczycieli i uczniów i rodziców i zamknąć nam usta, należy podnieść głowię i powiedzieć „NIE”.

Zwracam się do Was:

Drodzy Rodzice! Dziękuję Wam za wsparcie i dobre słowa, których nigdy mi nie szczędziliście. Wasze dzieci i ich dobro jest zawsze dla nas na pierwszym miejscu. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! Odpowiedzialnie walczymy także o lepszą edukację dla Waszych Dzieci.

Kochani Uczniowie! Dziękuję Wam za mądrość Waszych samodzielnych sądów, za chęć podążania niezależnymi ścieżkami myślenia, za umiejętność zrozumienia sytuacji i ciepło Waszego wsparcia.

Dyrekcjo – Dziękuję za trwanie z nami, pomimo postawienia Was, dyrektorów, w bardzo niekomfortowej i trudnej sytuacji, za szukanie najlepszych rozwiązań i zrozumienie.

Drogie Koleżanki i Koledzy, Nauczyciele!

Bądźmy w tych trudnych dniach, do samego końca, naprawdę solidarni, wytrwali i cierpliwi. To nieprawda, że nasz głos się nie liczy. Jego siła i skuteczność tkwi w naszej jedności i niezłomności. Jeśli wierzymy w to, o co walczymy, nie poddawajmy się, nie spuszczajmy głowy w bezradności, nie cofajmy się teraz. Zaszliśmy już bardzo daleko, uczestniczymy w czymś szalenie ważnym dla edukacji i przyszłości naszego państwa i to od naszej wytrwałości i konsekwencji zależy, jaka będzie polska szkoła i jaki będzie status polskiego nauczyciela. Wspierajmy się i podtrzymujmy na duchu, nie pozwólmy, by nas podzielono, bo wszystkim Nam przyświeca ten sam, wspólny cel – obrona naszej godności. Nasi uczniowie nie będą rozliczać Nas z przyjścia czy nie przyjścia na egzamin czy konferencję. Ale kiedyś rozliczą nas z naszej odwagi i wytrwałości, z życiowego egzaminu, który właśnie teraz przychodzi nam zdawać. Nie pozwólmy więc sobie teraz na małostkowość i słabość, na wahanie i podziały, abyśmy potem mogli z dumą powiedzieć naszym Uczniom i naszym dzieciom, że warto być w życiu odważnym i niezłomnym. Że to nie konformizm, ale trwanie w obronie godności, ocala człowieczeństwo.

Zbigniew Herbert – poeta prawdziwie niezłomny i konsekwentny w niezgodzie – uczy nas, że trzeba być „wyprostowanym, wśród tych, co na kolanach, wśród odwróconych plecami i obalonych w proch”. Mówi nam „Bądź odważny! Idź!”. Naszą odpowiedzialnością, jako Nauczycieli, jest wytrwać na tej drodze, by uczyć nie tylko słowem, ale i czynem.

Patrycja Łyżbicka, LO im. M. Kopernika w Cieszynie

*

Jako rocznik przedwojenny, w okresie okupacji hitlerowskiej w latach 1943-44 rozpocząłem edukację na poziomie szkoły powszechnej. Nauczycielką a zarazem wychowawczynią klasy była fanatyczka hitleryzmu i zagorzała realizatorka poleceń władz okupacyjnych. To jakże początkowe poznawanie liter i cyfr, oraz egzekwowanie dyscypliny było wtłaczane w umysły nas dzieci za pomocą trzciny oraz drąga od stojaka do map, i nie było wyjątków by kogoś taki sposób dyscyplinowania czy „wtłaczania wiedzy” ominął.

Po wojnie, system nauczania zmienił się całkowicie, zaś nauczyciele odnosili się do nas dzieci z sercem, chcąc niejako wynagrodzić wszystkie krzywdy okresu okupacji jakie doświadczyliśmy. Stąd, po ponad 70 latach, pamiętam nazwiska moich wspaniałych wychowawców, i mimo upływu tylu lat, w świadomości pozostały nazwiska i Ich wygląd – wizerunki jak z fotografii.

Po szkole powszechnej, nadal trafiałem na nauczycielskie autorytety, które już bardziej przyszłościowo kształtowały moje życie, a my uczniowie szkoły średniej każdy z osobna decydował, jak zdobytą wiedzę spożytkować. Stąd z grona moich kolegów szkolnych, wielu zrobiło jeśli to tak można nazwać odpowiednią „karierę zawodową” – stosowną do osobistej zaradności.

Gdy jednak w doroślejszym wieku – na emeryturze zabrałem się za upamiętnianie osób które w okresie okupacji hitlerowskiej doznały prześladowań lub zginęły w różnych okolicznościach – w więzieniach czy obozach koncentracyjnych, odradzały się we mnie wspomnienie z przeszłości, z sentymentem przelewałem na kartki papieru informacje o osobach, które w jakiś szczególny sposób utkwiły w mej świadomości.

Nie zatartym wspomnieniem jest pamięć o moich wzorcach do naśladowania gdy zabrakło mi Ojca (który zginął w KL Auschwitz), a we wspaniały sposób naprowadzali mnie drogę uczciwości i przyzwoitości tacy patrioci jak mój nauczyciel z technikum Innocenty Libura, oraz wcześniej (w szkole powszechnej) druhowie: Józef Pukowiec, Longin Musiolik, Alojzy Hałas.

Ponieważ jednak opracowanie to ma skupiać się na nauczycielach i wzorcach dla podopiecznej młodzieży, a bezpośredni kontakt miałem jako uczeń technikum z nauczycielem dr. Innocentym Liburą, przeto to Jego sentencja z książki „Z dziejów domowych powiatu …” – towarzyszy mi od początku prac nad utrwalaniem pamięci o ofiarach zbrodni hitlerowskich z lat 1939-1945! Jest bowiem wyjątkowo trafne i esencjonalne takie Jego ujęcie „tematu”:

Gdy ostatni już z nich odchodzą od nas, niech te kartki przekażą nowym pokoleniom pamięć o nich i o wartościach duchowych, które wypracowali, równie cennych jak materialne skarby tej ziemi”.

Jak już wspomniałem, w latach 1953-54 był moim nauczycielem w szkole średniej ale był i wychowawcą wielu pokoleń rybniczan. Wielki patriota, harcerz z „krwi i kości”, emanował wyjątkowym spokojem, opanowaniem, przyjaznym stosunkiem do nas uczniów, a także grona nauczycieli. Jednocześnie, był zagadkowym człowiekiem w życiu prywatnym i wyjątkowo skromnym. Niestety, nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy z przykrych przeżyć okupacyjnych jakie miały wpływ na takie jego zachowanie – pobyt w niemieckiej niewoli a następnie obozie jenieckim!

Gdy pisałem książkę o harcerstwie Bielska i Białej, w mojej świadomości zawsze był obok Józefa Pukowca – On, najwierniejszy symbol harcerskich zachowań. To także On powodował, że posłużyłem się tekstem w książkach o harcerstwie:

„Kim byli ci młodzi ludzie gotowi bez wahania stanąć przeciwko najeźdźcy i oddać dla Polski życie? Czy wyróżniali się czymkolwiek ze swego otoczenia? Przecież w cywilnych ubraniach, czy w harcerskich mundurkach byli jednakowo skromni i prości. A jednak wyróżniało ich serce bijące dla Ojczyzny, poczucie odpowiedzialności za jej los oraz odziedziczona po rycerskich przodkach dzielność i odwaga. Wielu z nich zginęło, wielu już odeszło na „wieczną wartę”, ale żyją jeszcze niektórzy uczestnicy i świadkowie czasów wojny, dawni harcerze, a my niejednokrotnie być może przechodzimy obok nich, ocieramy się o nich w tłumie, nie zdając sobie sprawy z tego, że oto minęliśmy kogoś wielkiego, godnego najwyższego szacunku i podziwu, bo ONI nadal są skromni i prości i nic ich w otoczeniu nie wyróżnia”.

Innocenty Libura

Przepraszam, rozczuliłem się, lecz Innocentemu Liburze – mojemu wspaniałemu wychowawcy, nawet po upływie tylu lat od czasu gdy byłem uczniem, mogę przy tej właśnie dzisiejszej okazji wyrazić swoją wdzięczność za to, że uświadomił mi z jakimi wzorcami należy pokonywać trudy życia!

W Jego osobie ziemia rybnicka znalazła skrupulatnego i zamiłowanego dokumentalistę. Działalność literacko-publicystyczny prof. Libury to: Powieść harcerska – „Krokiem Zdobywców”, „Przewodnik po ziemi rybnickiej, Monografia Zakładu Górniczo-Hutniczego „Bolesław”, „Z dziejów dawnych powiatu”, „Księgi Pamiątkowe Państwowego Gimnazjum i Liceum w Rybniku 1947-1972”, „Księga Pamiątkowa Gimnazjum w Olkuszu”, „W drodze”, „Wrzesień” oraz publikacje w prasie.

Odznaczony: Krzyżem Za Zasługi dla ZHP z Rozetą i Mieczami, Odznaką – Za Zasługi dla Hufca Rybnik i honorowym tytułem – Instruktora Seniora ZHP. Odszedł na wieczną wartę 1.05.1993 r.

Innym, chociaż nie moim wychowawcą był nauczyciel – profesor Józef Braszka! Jego, bardzo krótki biogram, zmusza do refleksji nad patriotami wyjątkowej wielkości. Cytuję za tym stwierdzeniem to, co po latach wspominają uczniowie profesora – np. uczennica – mgr Antonina Fryniak-Kałużowa, która w jednym z roczników Kalendarza Beskidzkiego tak to ujmuje:

[…] profesor Braszka przez całe życie był siewcą. Hojnie rzucał ziarno w duszę młodzieży i pilnował, by wzrastała w miłości do piękna, miłości do człowieka, uwielbianiu wszystkiego co szlachetne i wzniosłe. Dla tej miłości człowieka, za okazanie ludzkich uczuć sponiewieranemu, umęczonemu współwięźniowi – zginął.

Józef Braszka

Po studiach polonistycznych na UJ w Krakowie, rozpoczął pracę jako nauczyciel w Realnym Gimnazjum TSL im. Asnyka w Bielsku. Jego lekcje cechowała wyjątkowa głębia wartości patriotycznych i humanistycznych – uczył młodzież umiłowania ziemi ojczystej i wierności Ojczyźnie. Czynny członek Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Z informacji o zaangażowaniu w PTT wynika, że w 1906 r. brał udział w ustalaniu budowy schroniska na Markowych Szczawinach pod Babią Górą.

Wyjątkowo rozkochany w Pieninach – tam spędzał każdą wolną chwilę od zajęć z młodzieżą. Mieszkał w Pieninach stale w tym samym własnym domku – z dala od ludzi i zachwycał się wspaniałością otaczającej go przyrody. Tę ziemię zdeptał kawałek po kawałku, corocznie poznawał skarby ukryte w pienińskiej ziemi – do czasu wybuchu wojny w 1939 r.

Aresztowany przez gestapo wiosną 1940 r. i po krótkotrwałym uwięzieniu w Bielsku, stamtąd w transporcie zbiorowym 28.04.1940 r. przetransportowany do KL Mauthausen i oznaczony jako więzień nr 7052, a następnie przeniesiony do KL Dachau, zarejestrowany w obozowej ewidencji jako więzień nr 15129. Zginął w tym obozie 27.08.1940r. Urnę z jego prochami sprowadzono i złożono na bestwińskim cmentarzu w dniu 13.10.1940 r.

Wiktor Jan w książce „Okruchy słoneczne” (Warszawa 1961 r., s. 212-223) opisuje, jak współwięzień ocenia wspaniałą postać Józefa Braszki z okresu okupacyjnego tajnego kształcenia młodzieży, oraz kontaktów międzyludzkich w obozie:

[…] profesor Braszka był jasnością w mrokach, był zwiastunem dobrej nowiny. Służył Polsce kształtowaniem młodych dusz i charakterów. Gromadził na kompletach młodzież i w odrętwiałych, skazanych na zagładę duszach budził miłość do piękna mowy ojczystej, do poezji, do arcydzieł piśmiennictwa, rozpalał w sercach miłość do człowieka, nauczał, że trzeba odbudowywać w sobie zhańbione człowieczeństwo… Nawet Volks- i Reischsdeutsche czynili usilne starania o zwolnienie go z wiezienia.

Jest i opis apelu we wspomnianej powyżej książce, gdy więzień Józef Braszka przeżywał swój akt męczeństwa i ostatnie chwile na ziemskim padole:

[…] za nic nie znaczące przewinienie, Niemiec jednego z więźniów rzucił na ziemię i skopał do nieprzytomności. Ów więzień był to mężczyzna w sile wieku, ale teraz osiwiały, wynędzniały starzec … ot, szkielet w pasiaku. W czasie okrutnego widowiska więźniowie stali w zupełnym odrętwieniu, bez ruchu i bez czucia. Patrzyli nie widzącymi oczami, nieczuli, chociaż tak blisko nich leżał łach ludzkiego ciała, zniekształcony, ostatkiem sił kurczący się, by twarz i serce zasłonić przed ciosami. Była taka cisza, jakby powietrze skamieniało. Słychać było tylko trzask bata i bulgot kopnięć, grzęznących w krwawym bagnie. … Niemiec odwrócił się nagle i omiótł spojrzeniem wyprostowane szeregi stojących nieruchomo bezdusznych brył o ludzkich twarzach. … I profesor Braszka stał w miejscu, a przecież wszystkie jego mięśnie pod pasiakiem napięły się, by zasłonić tamtego przed ciosami. … Niemiec dopatrzył się u Braszki tej gotowości całego ciała do niesienia pomocy, a na jego twarzy dojrzał wyraz niewypowiedzianego współczucia. Profesor mimo, że już godziły weń ciosy wściekłych spojrzeń, nie zmienił wyrazu twarzy. Niemiec mógł z niej odczytać potępienie: – „Nędzarzu, hańbisz człowieczeństwo; mordujesz bezbronnego. To jest twoją dumą? Takie jest twoje bohaterstwo?”. …Niemiec rozjuszony, z łbem pochylonym jak u byka, zaciskając rzemień zbliżył się powoli, w milczeniu, w skrzypie żwiru, wreszcie z rozmachem ciął profesora w twarz, a potem lewym kułakiem uderzył w szczękę. Profesor nawet nie jęknął. Zachwiał się i znów wyprostował. Teraz Niemiec mógł znowu odczytać wyraźnie z twarzy profesora: „Przyjdzie czas, że zawstydzisz się swego czynu i zapłaczesz nad swoją nędzą. O, mocarzu, jakżeś biedny!”. Niemiec wydarł go z szeregu za kołnierz, uniósł do góry, potrząsnął i odrzucił kopnięciem. Wychudłe ciało runęło na ziemię. Deptany, miażdżony już nie miał siły wstać. Oprawca oszalał. Zdawało się, że chce więźnia wgnieść w piach, w żwir, w glinę, aby śladu po nim nie zostało. Aresztancki łachman spływał krwią… Profesor usiłował wstać. Uniósł powieki. Szukał kogoś. Znalazł. Poruszył ręką i usiłował się podźwignąć. Błądził dłonią w pustce jak w mrokach życia, pragnąc z ręką oprawcy związać się uściskiem na żywot wieczny. Wargi dygotały mu od ostatnich tchnień, ale mówił słowa, które chciał, które musiał wypowiedzieć: „Tyś nieszczęśliwy z własnej winy. Człowieku, kiedy zrozumiesz, że dobro jest najwspanialszym twoim przeznaczeniem…? – szept na jego wargach zastygł wraz z uśmiechem, i już nic nie zdołały go usunąć i zedrzeć. …I pozostał tam, i leżał na piasku, we krwi, już nieruchomy, porzucony przez wszystkich. A obok jego zamordowany towarzysz, niby cień śmierci[…].

I jeszcze jeden przykład nauczyciela – wzorca patriotyzmu: majorze Henryku Boryczce, ps. „Doktor Adam”, „Jarema”, z Bielska Białej:

Henryk Boryczka

Trudno o właściwy komentarz do przedstawienia kolejnej, tak szlachetnej osoby – tak przykładnego patrioty, by nie umniejszyć nic z wielkości, przysługującej tej wybitnej postaci. Rozmawiałem z kilkoma byłymi uczniami Profesora Henryka Boryczki, od których jednoznacznie, niemal jak przez kalkę, definiowano przekaz, że jako nauczyciel, zapalony harcerz, żołnierz, pilnował by podopieczna młodzież wzrastała w miłości do Ojczyzny, miłości do drugiego człowieka. Gdy natomiast Ojczyzna stanęła w potrzebie – z wielkim zaangażowaniem podjął się walki w Jej obronie, składając ofiarę najwyższą – oddając życie.

Henryk Boryczka był osobą o nadzwyczajnej osobowości, kumulującą szereg zwyczajnych cech, począwszy od realizmu, umiejętności nawiązywania kontaktu z ludźmi i ich pozyskiwania, zdolności organizatorskich a skończywszy na pracowitości, niespożytej energii, cierpliwości i konsekwencji w działaniu. Był uczciwym, skromnym Człowiekiem, ale znającym swoją wartość. Dzięki tym przymiotom potrafił dokonać wiele i zasłużył na pamięć jako nieugięty i bohaterski żołnierz Polskiego Państwa Podziemnego, który wychowany na tradycji walk narodowowyzwoleńczych, pozostał wierny Ojczyźnie i walczył o wolną i niepodległa Polskę już od 1914 r. w Legionach, następnie uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r., a w okresie okupacji przygotowywał podległych członków ZWZ/AK do walki zbrojnej i akcji powstańczej. W pełni zasłużył na umieszczenie w panteonie Polski Walczącej.

Podsumowując, przedstawiłem zaledwie kilka nazwisk nauczycieli – z grona kilkuset tysięcy, którzy dawali podopiecznej młodzieży przykład-wzorce wysokiego morale, uczciwości, umiłowania Ojczyzny – o czym Ich wychowankowie po wielu latach wspominają w tak serdeczny i ciepły sposób jak to starałem się przedstawić.

Jerzy Klistała

Opublikowane za zgodą autora

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Ilustracja tytułowa: Gimnazjum Polskie w Rybniku. Pocztówka z 1930 roku. Fot. za Wikiwand.com / wybór zdjęcia wg.pco

*

2019.04.15.

Autor: Jerzy Klistała