Szlakiem śmierci. Koniec tajemnicy Riese. Część XIV. Kompleks Książ.


Przeczytaj:          Część I.          Część II.          Część III.          Część IV.          Część V.         Część VI.         Część VII.         Część VIII.   Część IX.   Część X.   Część XICzęść XII. Część XIII.

*

Badania rakietowe

1. Książ. Betonowy okrągły zbiornik. Foto: Stanisław Bulza

Wielu badaczy wierzy, że zamek Książ skrywa więcej niż jeden sekret. Jego wciąż niewykryte podziemne tunele i bunkry mogą ukrywać na przykład rakiety V-1 lub V-2, broń bakteriologiczną, skrzynie dokumentacji technicznej, lub skarby zrabowane przez nazistów w różnych krajach świata.

2. Książ. Betonowy okrągły zbiornik. Obok zbiornika kol. Dominik. Foto: Stanisław Bulza.

Obok „amfiteatru” znajduje się duży betonowy okrągły zbiornik, ale raczej nie był to zbiornik gazu. W informacjach o zamku, nie ma żadnej wiadomości o tym zbiorniku, natomiast jest informacja o „amfiteatrze”, która jest dezinformacją.

3. Książ. Komora betonowa przy zbiorniku. Foto: Stanisław Bulza.

Po prawej stronie betonowego zbiornika znajduje się betonowa komora. Obiekt był wykonany zimą, gdyż w środku są nacieki chlorku wapnia. Użycie chlorku wapnia do betonu powoduje podwyższenie temperatury wiązania cementu, skrócenie okresu wiązania, zwiększenie wytrzymałości i przyspieszenie procesu twardnienia betonu, obniżenie temperatury zamarzania betonu oraz uodpornienie betonu na brak wilgotności.

4. Książ. Elewacja komory betonowej przy zbiorniku. Foto: Stanisław Bulza.

Ściany betonowe komory są grube. Na komorze musiało spoczywać jakieś ciężkie urządzenie, gdyż strop komory wspiera się na potężnych betonowych belkach stropowych, a na styku ściany ze stropem komorę wzmocniono skosami betonowymi. Na zewnątrz komora również została wyłożona kamieniem i obudowana cegłami, czyli zrobiono kamuflaż. Upodobniono ją do pozostałych części „amfiteatru”.

5. Rosyjski program kosmiczny. Foto: Космический дайджест, marzec 2015, nr 10 (113).

W rosyjskim miesięczniku „Космический дайджест”, marzec 2015, nr 10 (113), (Dziennikarstwo Digest: publikacja publikująca najciekawsze materiały z różnych dziedzin wiedzy, które pojawiły się niedawno w druku), opublikowano zdjęcia bazy rosyjskiego programu kosmicznego, a na jednym z nich zdjęcie przedstawiające właśnie taki sam zbiornik, jaki jest w Książu. Czyżby w Książu był prowadzony program kosmiczny?

Herbert Strughold

Autorzy portalu http://latawce.netstrefa.pl/komplesksriese.htm podają następująca informację: „Ciekawostka 1) jeden z wysoko postawionych niemieckich żołnierzy podczas jednego z powojennych przesłuchań zeznał, że w podziemiach już wybudowanych znajdujących się pod zamkiem Książ testowano na nim ciśnienie występujące podczas startu rakiety – w latach powojennych został on jednym z głównych inżynierów w amerykańskiej agencji kosmicznej NASA”. Nie podano jednak nazwiska. Z tego wynika, że testy przeprowadzano nawet na żołnierzach.

Po bombardowaniach alianckich w 1943 r., Instytut Medycyny Lotniczej Rzeszy Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie został ewakuowany do zamku Książ, lub do Rząsin pod Gryfowem Śląskim. W Instytucie Medycyny Lotniczej przeprowadzano między innymi próby wytrzymałości organizmów ludzkich (więźniów z Dachau) na przeciążenia. Pracami tymi kierował późniejszy medycyny kosmicznej w USA Hebert Strughold.

6. Obóz koncentracyjny w Dachau, Niemcy: prof. Ernst Holzloehner(z lewej) i dr Sigmund Raschertrzymający więźnia politycznego w lodowatej wodzie podczas eksperymentu. Według prezentacji Holzloehneraludzie doznawali straszliwego bólu, zanim umarli z powodu zamrożenia różnych części ciała. Foto: mindcontrolblackassassins.com

Pod kierownictwem Strugholda Instytut stał się najważniejszym ośrodkiem badań aeromedycznych w Niemczech, pionierem w badaniach nad skutkami medycznymi lotu na dużych wysokościach i prędkościach naddźwiękowych wraz z ustaleniem koncepcji „czasu użytecznej świadomości” w komorze wysokościowej. Chociaż Strughold był rzekomo cywilnym badaczem, większość badań i projektów, które podjął jego Instytut, została zlecona i sfinansowana przez niemieckie siły zbrojne (głównie Luftwaffe) w ramach trwającego niemieckiego uzbrojenia. Wraz z wybuchem II wojny światowej w 1939 r. Organizacja Strugholda została wchłonięta przez samą Luftwaffe i została przyłączona do służby medycznej. Został przemianowany na Instytut Sił Powietrznych dla Medycyny Lotniczej i umieszczony pod dowództwem Luftwaffe Surgeon-General (Generaloberstabsarzt) Ericha Hippke. Sam Strughold został również zatrudniony jako oficer w niemieckich siłach powietrznych, a w końcu wzrósł do rangi pułkownika (Oberst).

W zamku Książ lub w pałacu w Rząsinach pod Gryfowem Śląskim (poniżej), pracował pionier lotów kosmicznych, Herbert Strughold. Niemcy już wówczas pracowali nad programem kosmicznym. Wyniki jego prac przejęli Amerykanie do swojego projektu kosmicznego.

7. 1959 r. Randolph Air Force Base, Teksas – dr. Fritz Haber, Konard Buettner, Strughold i dr. Heinz Haber. Foto: mindcontrolblackassassins.com

W rozmowie z Krzysztofem Kąkolewskim, który w latach 70. XX w. odwiedził go w San Antonio w Stanach Zjednoczonych przygotowując głośny cykl reportaży „Co u pana słychać” (niem. „Wie geht es Ihnen?”). Hubertus Strughold określał się nawet mianem antyfaszysty: „Byłem bardzo przeciwny Hitlerowi. Byłem przyjacielem brata Stauffenberga, który rzucił bombę na Hitlera”. Gdy w 1944 r. zbombardowano laboratorium, przeniesiono mnie na Śląsk. Był to zamek baronowej, teraz należy do Polski. Nie pamiętam już, jak się nazywała – mówił Strughold w rozmowie z Kąkolewskim.

Profesor wyparł się badań na ludziach, mówiąc do polskiego reportera: „To nie moje doświadczenia, ja tylko eksperymentowałem na zwierzętach”. Starając się przekonać dodał po chwili, że zajmowali się tym inni: „Mnie interesowały tylko ich doświadczenia”. Polski publicysta nie dawał jednak za wygraną i nadal starał się uzyskać nieco więcej wiadomości, zwłaszcza na temat pracy profesora: „Mnie zajmowały też zagadnienia drgań, jakie mogą wystąpić podczas lotów. Wiedziałem, że drgania będą miały znaczenie. Nasz Instytut został zbombardowany, więc ewakuowano go na Śląsk. Ta miejscowość teraz należy do Polski. To był zamek baronowej. Nie pamiętam już, jak się nazywała. W podziemiach zamku próbowałem lotu w rakiecie. Badałem swoje reakcje. (…) Pamiętam, wszystko drżało, wibrowało, aż niebezpiecznie. (…) Po pewnym czasie nie można było kierować, traciło się panowanie nad sterem. „Baronowej nie przeszkadzały hałasy?” pytał Kąkolewski. „Nie. Ona oddała nam zamek, żeby, jak naziści zwyciężą, nie zabrali jej” odpowiedział profesor. „A jak przegrają, to też by jej zabrali?” pytał zaciekawiony dziennikarz. „I tak straciła. Polacy zabrali. Musieliśmy uciekać, bo Rosjanie byli o dziesięć kilometrów”

Pojawiały się sugestie, że badania prowadzono w podziemiach pałacu Rząsiny pod Gryfowem. Jednak dziś wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym miejscem działalności niemieckich naukowców był zamek Książ.

8. Proces lekarzy w Norymberdze, który trwał od 9 grudnia 1946 r. do 20 sierpnia 1947 r. Oskarżonych było 23 lekarz, w tym jedna kobieta. W tylnym rzędzie od lewej do prawej zdjęcie przedstawia dr Hermanna Beckera-Freysenga, dr. Georga Augusta Weltza, dr. Konrada Schäfera, dr Waldemara Hovena, dr Wilhelma Beiglböcka i dr Adolfa Pokornego (na wpół widoczne). Oskarżeni w pierwszym rzędzie, od lewej do prawej, to dr Karl Genzken, prof. Dr Karl Gebhardt, dr Kurt Blome, prof. dr Joachim Mrugowsky i dr jur.Rudolf Brandt. Foto: radiologie-im-nationalsozialismus.org

3 marca 1950 r. w University of Illinois Medical School w Chicago odbyło się sympozjum medycyny kosmicznej „Biologiczne aspekty załogowego lotu kosmicznego”, które było sponsorowane przez majora generała Harry G. Armstronga z USAF Medical Corp (MC) oraz dr Andrew Ivy, Wiceprezesa University of Illinois.

W sympozjum medycyny kosmicznej dr Ivy wzięli udział nazistowscy zbrodniarze wojenni SS-Sturmbannführer (major)Werner von Braun i dr Hubertus Strughold, dawniej z Lotniczego Instytutu Badań Medycznych Rzeszy Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie, który był wymieniony w Centralnym Rejestrze Zbrodniarzy Wojennych. Po upadku nazistowskich Niemiec, generał Armstrong założył w Heidelbergu Centrum Medyczne Sił Powietrznych Armii Amerykańskiej, aby pomieścić pięćdziesięciu ośmiu (58) lekarzy Luftwaffe-SSpod kierunkiem dr Strugholda, z których trzydziestu czterech (34) poszło za nim w ramach Operacji Paperclipdo amerykańskiej szkoły lotnictwa wojskowego (SAM) w Teksasie, gdzie pełnił funkcję komendanta.

Na sympozjum dr Heinz Haberprzedstawił referat na temat astronomii i kosmosu.„Heinz Haber był niemieckim lotnikiem rozpoznawczym Luftwaffe do 1942 r. Pracował w Instytucie Medycyny Lotniczej Luftwaffe; w celu oceny ryzyka, na jakie narażeni są piloci niemieckich sił powietrznych, instytut przeprowadził eksperymenty na setkach więźniów w obozie koncentracyjnym Dachau pod Monachium. Więźniowie, którzy przeżyli te eksperymenty, byli zwykle zabijani.

Linda Hunt, autorka książki „Operation Paperclip”, odkryła co najmniej pięciu innych naukowców biorących udział w Operation Paperclip, którzy pracowali w SAM, którzy wiedzieli o eksperymentach w Dachau i ich udziale w tej samej konferencji w 1942 roku. To byli dr Walter Schreiber, Hans Clamann, Ulrich Luft, Konrad Buettneri Richard Landenberg.

12 października 1946 r. dr Theodor Benzinger (1905-1999) został głównym oskarżonym przez sąd Dachau Trybunale. Był czołowym głównym lekarzem Luftwaffe zaangażowanym w eksperymenty terminalowe w Dachau. Jedenaście dni później dr Benzingerzostał usunięty z listy oskarżonych i wyszedł z więzienia w Norymberdze bez wyjaśnienia. Dr Benzinger powrócił do generała Armstronga i dr Strugholdaw amerykańskim centrum lotnictwa wojskowego w Heidelbergu. Jednym z pierwszych lekarzy z Aero Medical Center, którzy udali się do Ameryki w lutym 1947 r. był dr Theodor Benzinger

Dr Theodor Benzinger, specjalista od wysokości, prowadził Stację Doświadczalną Rzeszy w Centrum Badawczym Sił Powietrznych w Rechlin, położonym na północ od Berlina.

9. Fort Detrick w stanie Maryland, amerykański ośrodek badań nad bronią biologiczną, około 1940 r. /Fot. archiwum. za: wyborcza.pl/alehistoria/

W październiku 1942 r. Strughold i Hippke wzięli udział w konferencji medycznej w Norymberdze, na której lekarz SS Zygmunt Rascher wygłosił wykład przedstawiający różne eksperymenty medyczne, które przeprowadził wraz z Luftwaffe, w których więźniowie z obozu koncentracyjnego w Dachau byli wykorzystywani ludzie jako „przedmioty”, króliki doświadczalne. Eksperymenty te obejmowały testy fizjologiczne, podczas gdy więźniowie obozowi zanurzani byli w lodowatej wodzie, umieszczani w komorach sprężonego powietrza i poddawani inwazyjnym zabiegom chirurgicznym bez znieczulenia. Wielu więźniów zmarło w wyniku przymusowego uczestnictwa. W eksperymentach uczestniczyło kilku lekarzy Luftwaffe, a niektórzy z nich mieli bliskie związki z Strugholdem, zarówno przez Instytut Medycyny Lotniczej, jak i Korpus Medyczny Sił Powietrznych.

Strughold i inni zbrodniarze nie ukarani

Po klęsce Niemiec w maju 1945 r. Strughold twierdził wobec władz alianckich, że pomimo swojej wpływowej pozycji w służbie zdrowia Luftwaffe i jego udziału w konferencji medycznej w październiku 1942 r., nie wiedział o okrucieństwach popełnionych w Dachau. Nigdy nie został oskarżony przez aliantów o żadne niewłaściwe zachowanie. Jednakże w memorandum z 1946 r., sporządzonym przez personel procesów norymberskich, jest wymieniony Strugholdem jako jeden z trzynastu „firm lub osób fizycznych” o zbrodnie wojenne w Dachau. Również niektórzy z byłych lekarzy Luftwaffe związanych ze Strugholdem i Instytutem Medycyny Lotniczej, w tym były współpracownik badawczy Strugholda, Hermann Becker-Freyseng (1910-1961) mogli zostać skazani za zbrodnie przeciwko ludzkości w 1947 r. w Norymberdze. Podczas tego procesu Strughold wniósł kilka oświadczeń do obrony swoich kolegów.

W 2006 r. nazwisko Strugholda zostało usunięte z Międzynarodowej Komnaty Chwały Zdobywców Kosmosu w Muzeum Historii Kosmosu w Alamagordo, w Nowym Meksyku.

Hermann Becker-Freyseng (1910-1961), współpracownik Strugholda, w procesie lekarskim w Norymberdze trwającym od 9 grudnia 1946 r. do 20 sierpnia 1947 r. został uznany winnym zarzutów 2 i 3 (zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości). Został skazany na dwadzieścia lat więzienia. Jednak w 1946 r. imię Beckera-Freysenga znalazło się wśród dwudziestu list opracowanych przez Harry’ego George’a Armstronga, którzy mieli zostać przywiezieni do USA, aby pomóc w rozwoju amerykańskiej medycyny kosmicznej. Wraz z Kurtem Blome, Siegfriedem Ruffem i Konradem Schäferem został zabrany do USA i zaangażowany w projekty związane z wyścigiem kosmicznym. Biorąc pod uwagę odpowiedzialność za zbieranie i publikowanie badań podjętych przez niego i jego kolegów, powstała książka „Niemiecka medycyna lotnicza: II wojna światowa”, która ukazała się tuż po tym, jak Becker-Freyseng rozpoczął karę pozbawienia wolności.

10. Instytut Bakteriologiczny w Krakowie – w roku 1942, czyli pod kontrolą Niemców. Pracownik sporządza pożywkę dla bakterii. Foto: naszahistoria.pl

Wysoko wykwalifikowany radiolog i ekspert medycyny lotniczej dr Georg August Weltz był jednak pełnoprawnym członkiem Niemieckiego Towarzystwa Radiologicznego; służył w Radzie Doradczej od 1937 r. i był przewodniczącym 29. Niemieckiego Kongresu Radiologicznego w 1938 r., który odbył się w Monachium, gdzie pracował i mieszkał przez wiele lat. Weltz uczestniczył, za pośrednictwem swojego podwładnego SS-Hauptsturmführera dr Sigmunda Raschera, w często śmiertelnych eksperymentach na hipotermii i komorach ciśnieniowych, które przeprowadzono w obozie koncentracyjnym Dachau w 1941 i 1942 r. Obaj oskarżeni zostali uniewinnieni.

Natychmiast po upadku nazistowskich Niemiec, eksperymenty SS w Dachau dotyczące kontroli umysłu i „testu prawdy” zostały przejęte przez Morską Misję Techniczną USA. W 1947 r. Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych zainicjowała projekt CHATTER na NMRI w celu dalszego rozwijania tajnych narzędzi kontroli umysłu, opracowanych przez nazistów i SS, w ramach wspólnych eksperymentów medycznych na terminalu obozów koncentracyjnych SS/Luftwaffe w Dachau

Wiele osób często pomija fakt, że „Wytyczne dotyczące nowych metod leczenia i przeprowadzania eksperymentów naukowych na ludziach”, ogłoszone przez Radę Zdrowia Rzeszy Republiki Weimarskiej w dniu 28 lutego 1931 r., zaproponowały wysoce zróżnicowaną kodyfikację zasad etycznych. Przepis ten nie został unieważniony w całym okresie narodowosocjalistycznym i został zintegrowany w czterech edycjach popularnego „Podręcznika etykiety lekarskiej: o postępowaniu z pacjentami i o obowiązkach, umiejętnościach i służbie dla lekarzy szpitalnych”, który został opublikowany w 1942 r.

Rząsiny

W całej tej sprawie związanej z Hubertem Strugholdem panuje jakieś zakłamanie co do miejsca badań. W 1944 roku w niewielkim pałacu we wsi Rząsiny pod Gryfowem Śląskim ulokowano grupę niemieckich naukowców pod kierunkiem prof. Hubertusa Strugholda. Z dala od bombardowanej stolicy i wielu innych miast III Rzeszy, mogli w spokoju skupić się na dalszych badaniach. Celem ich pracy było sprawdzenie odporności żywego organizmu na niedotlenienie, podciśnienie i nie tylko…

Po nasileniu się nalotów i zbombardowaniu budynku Instytutu Badawczego Medycyny Lotniczej Ministerstwa Lotnictwa w Berlinie, prof. Strughold dostosował się do decyzji o konieczności przeniesienia części Instytutu do tzw. Ausweichstelle Welkersdorf, czyli do kompleksu pałacowego w Rząsinach. Dyrektor Instytutu wybrał na swój gabinet jeden z pokojów położonych na pierwszym piętrze. Co ciekawe, na tej samej kondygnacji mieszkała nadal właścicielka pałacu Ella Luise von Pritwitz-Graffron (1862-1943). Właścicielka pałacu zmarła 4 czerwca 1943 r., nie mogła więc w 1944 r. mieszkać w pałacu, i gościć Strugholda i jego ekipę. Po przybyciu do Rząsin prof. Hansjochema Autruma, niemieckiego naukowca ulokowano w dwupokojowej kwaterze wynajętej u miejscowego gospodarza, niejakiego Schwertnera. Wkrótce dołączyły do niego: żona, czteroletnia córka, pomoc domowa oraz asystentka Herta Tscharntke. Nieco później do Rząsin oddelegowano z berlińskiego Instytutu doktorantkę Wilfriedę Schneider, po mężu Kingerter. Ponadto z pracowników naukowych do podgryfowskiej wsi przyjechał dr Hans Denzer, któremu towarzyszyły żona i dzieci

Próby z rakietą V1

Nic nie wiadomo, na temat podziemi pod pałacem we Rzęsiny, gdzie Strughold próbował lotu w rakiecie. Badał swoje reakcje. Wspominał: „Pamiętam, wszystko drżało, wibrowało, aż niebezpiecznie. (…) Po pewnym czasie nie można było kierować, traciło się panowanie nad sterem”. Zapewne Hubert Strughold otrzymał do testowania rakietę V1, która zaraz po starcie wpadała w wibrację, pilot tracił panowanie nad sterem, i rakieta rozbijała się o ziemię. Strughold jednak nie wykrył usterki, dopiero kobieta pilot Hanna Reitsch wykryła przyczynę niepowodzenia.

Hanna Reitsch (1912-1979), niemiecki pilot, oblatywaczka, rekordzistka sportów szybowcowych, wraz z innymi pilotami testowymi, wykryła przyczyny niepowodzeń podczas prób z bronią V1– odbywając loty w miniaturowej, stworzonej do badań kabinie, wewnątrz latającej bomby V1.

Zimą 1943/44 r. uczestniczyła w opracowaniu planu wykorzystania oddziału pilotów-samobójców wzorujących się na japońskich (kamikaze), do ataków na cele alianckie. Propozycja ta, przedstawiona Hitlerowi w Obersalzbergu w lutym 1944 po uroczystości wręczenia Krzyża Żelaznego, nie znalazła jednak jego uznania.

Powstało wiele projektów, które były oparte na V2. Między innymi dwustopniowa wersja, mająca zasięg na ponad 5500 km oraz obsadzona załogą wersja kamikaze tej rakiety. Pierwszy udany start rakiety A4/V2 przeprowadzono 13 czerwca 1942 roku, ale rakieta eksplodowała po przeleceniu 1300 m. Całkowicie udana próba odbyła się 3 października tego samego roku.

Pocisk V2 po raz pierwszy w historii ludzkości przekroczył linię Kármána (wysokość 100 kilometrów), wchodząc  w przestrzeń kosmiczną. Długość: 14,26 m, zasięg 320 (później 380 km), prędkość 2900 do 5500 km/h.

Hubert Strughold był pionierem w badaniach nad skutkami medycznymi lotu na dużych wysokościach i prędkościach naddźwiękowych wraz z ustaleniem koncepcjiczasu użytecznej świadomości” w komorze wysokościowej. W Książu musiał być również tunel aerodynamiczny. Siedem tuneli aerodynamicznych było w Völkenrode na skraju małego miasta zwanego Braunschweig. Amerykanie, którzy ten ośrodek przypadkowo odkryli, byli zdumieni (poniżej). Prawdopodobnie placówka badawcza Huberta Strugholda była wyposażona w urządzenia najwyższej jakości, jak na tamte czasy.

„Piorunochron”

Niemieckim badaniom nad atomem i ich opóźnieniu od 1942 r. przysłużył się niejawny spór dwóch rywalizujących grup badaczy. Jedna, wywodząca się z Instytutu im. Cesarza Wilhelma (prof. prof. Heisenberg, Hahn, Bothe, Rajewski) za którą stał Abert Speer, druga to Grupa Badawcza Fizyki Jądrowej z profesorem Esau na czele, (Diebner, Basche, Clusius, Harteck, Wirtz, zdolny Erich Bagge) utworzona po piśmie prezesa Rady Badań Naukowych Rzeszy – prof. Rudolfa Mentzla do Marszałka Rzeszy Hermanna Goeringa.

Prace nad bronią bakteriologiczną również prowadziły dwie grupy. Jedna prowadziła badania w Pokrzywnie (Nesselstedt), a druga prawdopodobnie w Książu (brak źródeł).

Niemcy były zaangażowane w broń biologiczną podczas II wojny światowej. Na początku wojny Wehrmacht nie był zainteresowany wojną biologiczną, ponieważ uważał ją za nieefektywną i nieprzewidywalną. Jednak w 1940 r., kiedy wkroczyli do Paryża, Niemcy odkryli laboratorium badawcze broni biologicznej, w którym od 1922 r. badano broń biologiczną i używano niemieckiej jednostki badawczej kierowanej przez bakteriologa Heinricha Kliewe. Nazywała się „Departament Kliewe” i zajmowała się między innymi wąglikiem i Pesterregernem. Eksperyment został jednak wstrzymany, gdy Hitler w 1942 r. zakazał jakichkolwiek niemieckich badań ofensywnych. Jednak w tym samym czasie, gdy zakazano badań nad bronią biologiczną, Hitler nakazał wzmocnienie obronnych badań broni biologicznej. Na przykład w 1943 r. założono Arbeitsgemeinschaft Blitzableiter w celu opracowania środków obronnych przeciwko broni biologicznej pod kierunkiem Kurta Blome. Ponadto Blome był również odpowiedzialny od 1942 r. za utworzenie Centralnego Instytutu Badań nad Rakiem w Nesselstedt pod Poznaniem, który od początku był przeznaczony do badań nad bronią nowotworową, oprócz prac nad bronią biologiczną.

Jako Pełnomocnik ds. Badań nad Rakiem w Trzeciej Rzeszy, Kurt Blome (1894-1969) od dawna interesował się „wojskowym użyciem substancji rakotwórczych” i wirusami powodującymi raka. Według książki Ute Deichmanna „Biologists under Hitler”, w 1942 roku został dyrektorem jednostki stowarzyszonej z Central Cancer Institute na Uniwersytecie w Posen (Poznań w Polsce, anektowany przez Niemcy w 1939 roku). Chociaż twierdził, że praca w tym instytucie wiązała się wyłącznie z działaniami „obronnymi” przeciwko broni biologicznej. Heinrich Himmler, Hermann Goering i Erich Schumann, szef sekcji naukowej Wehrmachtu, zdecydowanie popierali ofensywne użycie broni chemicznej i biologicznej przeciwko Wielkiej Brytanii, Związkowi Radzieckiemu i USA. W 1943 roku Schumann napisał do dr Heinricha Kliewe, jednego z ekspertów w dziedzinie wojny biologicznej Wehrmachtu, że „w szczególności Ameryka musi być atakowana jednocześnie z różnymi ludzkimi i zwierzęcymi patogenami epidemicznymi, jak również szkodnikami roślin”. Według Kliewe, plaga, tyfus, cholera i wąglik były opracowywane jako broń, a także nowy „syntetyczny środek do rozprzestrzeniania tych bakterii”, który pozwoliłby im pozostać wirulentny przez osiem do dwunastu tygodni.

Jako część nazistowskiego programu wojny biologicznej o kryptonimie „Blitzableiter”(„Piorunochron”), instytut Blome’a był zatem „zakamuflowaną operacją wytwarzania biologicznych środków bojowych”, a jego budowę nadzorował Karl I. Gross, oficer SS i specjalista w chorobach tropikalnych, którzy przeprowadzili śmiertelne eksperymenty na 1700 więźniach w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Otoczony był wysokim na dziesięć stóp murem, strzeżonym przez specjalną jednostkę SS i zaprojektowanym tak, aby zapobiec przypadkowemu uwolnieniu różnych produkowanych tam czynników biologicznych. Do maja 1944 r. Instytut posiadał sekcje poświęcone fizjologii, biologii, bakteriologii i szczepionkom, radiologii, farmakologii, statystykom nowotworów i farmie nowotworowej, i otrzymał co najmniej 2,7 mln marek reichs w finansowaniu z Wehrmachtu i SS w latach 1943–45.

Kurt Blome pracował nad metodami przechowywania i rozprzestrzeniania się czynników biologicznych, takich jak dżuma, cholera, wąglik i tyfus, a także zarażał więźniów dżumą w celu sprawdzenia skuteczności szczepionek. Na Uniwersytecie w Strassburgu, „specjalnej jednostce” kierowanej przez prof. Eugena von Haagana, zatrudniającej badaczy, takich jak Kurta Gutzeita (1893-1957) i Arnolda Dohmena (1906-1980), przebadano tyfus, zapalenie wątroby, zapalenie nerek i inną broń chemiczną i biologiczną na więźniach obozów koncentracyjnych. Kurt Gutzeit był odpowiedzialny za badania nad zapaleniem wątroby dla niemieckiej armii, a on i jego koledzy przeprowadzili eksperymenty wirusowe na pacjentach chorych umysłowo, Żydach, jeńcach rosyjskich i Cyganach w Sachsenhausen, Auschwitz i innych miejscach. W październiku 1944 r. Himmler nakazał Blome’owi eksperymentować z plagą na więźniach obozów koncentracyjnych.

Oprócz Kurta Blome w Instytucie pracowali prof. dr Hans Holfelder, prof. dr Fredrich Holtz, dr Gross, dr Lange-Sudermann, dr Karl Herman Lasch, dr Seel oraz ponad 80 innych pracowników naukowych.

Po eksperymentach na zwierzętach Haagen od maja 1943 r. rozpoczął eksperymenty na tyfus na 28 polskich więźniach w obozie zapasowym Schirmeck-Vorbruck. W pierwszej serii eksperymentów z opracowaną przez niego szczepionką na tyfus zmarło co najmniej dwóch polskich więźniów.

Przed wojną Eugen Haagen był umiarkowanym człowiekiem, lekarzem zajmującym się pomaganiem ludziom. W 1932 r. dr Haagen otrzymał prestiżowe stypendium Fundacji Rockefellera w Nowym Jorku, gdzie pomógł opracować pierwszą na świecie szczepionkę przeciwko żółtej febrze. W 1937 r. był pretendentem do nagrody Nobla. Haagen był jednym z czołowych niemieckich ludzi medycyny. W czasie wojny testował śmiertelne szczepionki na niegdyś zdrowych więźniach z obozów koncentracyjnych dostarczonych mu przez SS Himmlera.

26 listopada 1944 r. Strasburg we Francji wciąż był atakowany. Trzy dni wcześniej Druga Francuska Dywizja Pancerna wypędziła Niemców z miasta i oficjalnie wyzwoliła miasto od nazistów, ale teraz alianci mieli trudności z powstrzymaniem wroga. Niemieckie pociski moździerzowe bombardowały ulice. W mieszkaniu na Quai Klébar, uzbrojeni amerykańscy żołnierze strzegli holendersko-amerykańskiego fizyka cząstek Samuela Goudsmit, głównego naukowca misji Alsos, gdy siedział w fotelu przeglądając pliki. Mieszkanie należało do niemieckiego eksperta od wirusów, dr Eugena Haagena, uważanego za głównego programistę tajnego nazistowskiego programu broni biologicznej. Haagen najwyraźniej uciekł ze swojego mieszkania w pośpiechu zaledwie kilka dni wcześniej, zostawiając za sobą oprawioną fotografię Hitlera na kominku i skrytkę ważnych dokumentów w szafkach. Wojskowym szefem misji Alsos był ppłk Boris Pash, były szef Projektu Manhattan, a jego głównym naukowcem był wybitny fizyk Samuel Goudsmit (1902-1978).

Centralny Instytut Badań nad Rakiem w Pokrzywnie

W osadzie Pokrzywno (dzisiaj jest to osiedle na poznańskim Nowym Mieście), które Niemcy nazwali Nesselstedt, w południowo-wschodniej części Poznania, znajduje się Klasztor Urszulanek. W otaczającym go murze, w narożu ulic: Pokrzywno i Urszulanek tkwi schron z czasów II wojny światowej. Siostrzyczki zadbały o jego wygląd; obiekt, w którym czernieją dwa poziomy strzelnic, otynkowano. W górnej części umieszczono napis „Króluj nam, o najsłodsze Serce Jezusa”, a na jego szczycie ustawiono pokaźnych rozmiarów figurę Zbawiciela!

Urszulanki objęły to miejsce w posiadanie w okresie międzywojennym. Po 1939 r. Niemcy usunęli stąd zakonnice. W 1943 r. wznieśli na terenie klasztoru cztery pawilony z rozbudowanymi podziemiami. Całość ogrodzili, solidny mur uzupełniając kilkoma schronami. Na podstawie relacji nielicznych świadków przypuszcza się, że powstał tu tajny ośrodek badań, w którym pracowano nad kolejną niemiecką wunderwaffe – bronią biologiczną. W laboratoriach miano prowadzić doświadczenia z zarazkami groźnych chorób. Zimą 1944 obiekty wizytował Heinrich Himmler. W styczniu 1945 klasztor zajęły wojska radzieckie.

Schron w narożniku muru pełnił rolę strażnicy (wartowni?). Załoga SS strzegła miejsca, które dla kamuflażu nazwano Zentralinstitut für Krebsforschung, czyli Centralny Instytut Badań nad Rakiem, niemiecka placówka badawczo-doświadczalna podległa Reichsuniversität Posen istniejąca w latach 1942-1945.

Aresztowanie Kurta Blome

W Monachium 17 maja 1945 r. żołnierze amerykańscy w punkcie kontrolnym prowadzili rutynową kontrolę identyfikacji, gdy dobrze ubrany mężczyzna o wadze 134 funtów, wysokości pięć stóp dziewięć cali, ciemne włosy, orzechowe oczy i wyraźną blizną po lewej stronie jego twarzy, między nosem a górną warg, przedstawiał niemiecki paszport z imieniem profesor Doktor Friedrich Ludwig Kurt Blome. Imię dr Blome wywołało alarm: natychmiastowe aresztowanie. Samuel Goudsmit, główny naukowiec misji Alsos, i cały zespół ekspertów od wojny biologicznej z Operacji Alsos polowali na dr Blome. Agent Arnold Vyth, wraz z wojskowym Korpusem Kontrwywiadu, dokonał aresztowania. Agent Vyth dopełnił niezbędnych dokumentów podczas legitymowania więźnia. Dr Blome został wysłany do Centrum Przesłuchań Grupy Dwunastej Armii w celu przesłuchania. Kilka dni później dotarł do nas dokument za pośrednictwem teletype z Biura Usług Strategicznych (OSS), amerykańskiej agencji wywiadu wojennego i prekursora CIA. Oni także szukali doktora Blome’a. Biuro ds. Zbrodni Wojennych miało wiele informacji na temat doktora Kurta Blome. Był zastępcą lekarza generalnego Trzeciej Rzeszy i wiceprezesem Reichs Physicians League, Reichsärztekammer. Uważano, że zgłosił się bezpośrednio do Göringa, a może nawet do Himmlera, albo do obu. Blome został mianowany szefem badań nad rakiem Rzeszy w Alsos i OSS przypuszczał, że jest to nazwa okładki do pracy z bronią biologiczną. Blome był oddanym i dumnym nazistą. W swojej książce „Arzt im Kampf” (Doktor w bitwie) porównał walkę doktora z walką Trzeciej Rzeszy. Żołnierze, oficerowie i lekarze nie różnili się od siebie, każdy nieustannie walczył z siłami inwazyjnymi i chorobą.

Kurt Gutzeit

Jeśli Centralny Instytut Badań nad Rakiem, niemiecka placówka badawczo-doświadczalna w Pokrzywnie podległa Reichsuniversität Posen istniejąca w latach 1942-1945, to również badania prowadzone na zamku Książ, mogły podlegać pod Uniwersytet we Wrocławiu, gdzie dyrektorem kliniki medycznej był Kurt Gutzeit.

Kurt Gutzeit pracował w dziedzinie chorób wewnętrznych i habilitował się w 1923 r. na Uniwersytecie w Jenie. Gutzeita uznano za sprawdzonego specjalistę od przewodu pokarmowego, którego głównym zainteresowaniem były zakażenia i choroby wątroby oraz gastroskopia. Ponadto Kurt Gutzeit, który również publikował naukowo, zajmował się radiologią, patologią neuronów, fizykoterapią, dietetyką, metabolizmem jodu, wydzielaniem wewnętrznym i chorobami krwi. Od maja 1933 r. pracował jako dyrektor departamentu w Szpitalu Berlińskim Virchow i przeniósł się w październiku 1934 r. na Uniwersytet Wrocławski, gdzie otrzymał stanowisko profesora medycyny wewnętrznej. Wstąpił do SS w 1933 r., gdzie do 1939 r. osiągnął stopień SS-Hauptsturmführera. Jego przystąpienie do NSDAP miało miejsce w 1937 r., należał również do NS-Dozentenbund (NSDDB).

Po wybuchu II wojny światowej Kurt Gutzeit działał jako konsultant internista w Wojskowym Inspektorze Sanitarnym i kierownik oddziału Wojskowej Akademii Medycznej. Ponadto kierował jako dyrektor kliniką medyczną we Wrocławiu. Jako starszy lekarz lub od 1944 r. lekarz ogólny rezerwy został odznaczony 16 maja 1944 r. Krzyżem Kawalerskim do Krzyża Meritów Wojskowych z mieczami. Był członkiem naukowej rady doradczej upoważnionego przedstawiciela służby zdrowia Karla Brandta. Gutzeit należał do grupy lekarzy, w skład której wchodzili Eugen Haagen i Arnold Dohmen, którzy byli zaangażowani w badania nad zapaleniem wątroby. Tam Gutzeit był również zaangażowany w koordynację prób zakażenia pseudomedycznego z zapaleniem wątroby, powodując u pacjentów uszkodzenie wątroby. Asystent Gutzeita, Hans Voegt, podjął się sugestii „prób transmisji od osoby do osoby”, których wyniki pojawiły się w monachijskim tygodniku medycznym.

„W Gießen próbowałem ponownie z Dohmenem – nie wiem ile razy – otrząsnąć się z jego zwierzęcego letargu, aby w końcu dojść do ostatecznego wyjaśnienia. Zabawne, jak trudny jest krok od zwierzęcia do człowieka, ale w końcu to ostatnie jest najważniejsze

Gutzeit, który był przetrzymywany w internowaniu od 1945 do 1948 r., był świadkiem w postępowaniu lekarzy w Norymberdze, ale nie został oskarżony. Kierował sanatorium Herzoghöhe w Bayreuth od 1949 i 1957 r. Szef nowo otwartej kliniki Fürstenhof w Bad Wildungen. Jeszcze przed mianowaniem na honorowego profesora Uniwersytetu w Marburgu Gutzeit zmarł w październiku 1957 r. na zawał serca w szpitalu Bad Wildunger. W 1954 roku został wybrany członkiem Leopoldiny.

Żelbetowa kopuła

Na nieudostępnionej dla turystów części zamku, znajduje się obszerne pomieszczenie, które wypełnia ogromna żelbetowa kopuła do złudzenia przypominające schron. Nad kopułą znajdują się potężne betonowe belki stropowe. Cały strop zapewne również został wzmocniony. Twierdzi się, że ta żelbetowa kopuła stanowiła element zabezpieczenia gabinetu i sypialni Hitlera przed przypadkowo zrzuconą na zamek bombę.

11. Żelbetowa czapa w kształcie schronu wewnątrz jednego z pomieszczeń na zamku Książ. Foto: Leszek Adamczewski. Za: Leszek Adamczewski „Pierwszy Błysk”, Wydawnictwo Replika, 2013.

Zamek Książ nie był przeznaczony na kwaterę Hitlera, i na pewno nie przystosowywano go na potrzeby sztabu Wehrmachtu. Hitler nigdy w zamku nie był. Nie odwiedził też Gór Sowich.

Ta wielka żelbetowa kopuła zabezpieczała przed bombardowaniem laboratorium. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby na laboratorium spadły bomby.

Niemieckie badania chemiczne

Armia Czerwona zdobyła Brzeg Dolny (Dyhernfurth). Żołnierze radzieccy przejęli zamek miejski, zbudowany w XVII i XVIII wieku, i pili wino z piwnic zamku. 5 lutego 1945 r., niecałe pół mili dalej, odkryto jeden z najbardziej cenionych obiektów uzbrojenia cudów Rzeszy, który był ukryty pod ziemią. Zakamuflowany w lesie sosnowym, wewnątrz dużego kompleksu podziemnych, odpornych na atak bombę bunkrów, 560 pracowników umysłowych Niemców i 3000 robotników niewolniczych masowo produkowało, od 1942 r., płynny tabun, śmiertelny czynnik nerwowy, którego istnienie było nieznane światu zewnętrznemu. Tabun był jednym z najbardziej zazdrośnie strzeżonych sekretów Hitlera, prawdziwą cudowną bronią najbardziej diabolicznego rodzaju. Podobnie jak pestycyd, organofosforan tabun był jedną z najbardziej zabójczych substancji na świecie. Drobna kropla na skórze może zabić jednostkę w kilka minut lub czasami sekund. Ekspozycja oznaczała, że gruczoły i mięśnie będą nadmiernie stymulować, a układ oddechowy zawiedzie. Nastąpi paraliż i oddech ustanie. W Dyhernfurth, gdzie zdarzały się wypadki, ludzka śmierć przez tabun przypominała szalone ostatnie chwile mrówki spryskanej insektycydem. Podobnie jak fabryka kauczuków syntetycznych i paliw w Auschwitz, zakład produkcyjny agentów nerwowych w Dyhernfurth był własnością IG Farben i był przez niego zarządzany, a tutaj ministerstwo Speera współpracowało z Farbenem w celu napełnienia bombami powietrznymi tabun, które mogły zostać ostatecznie wykorzystane z samolotów Luftwaffe. Nikt w wewnętrznym kręgu nie wiedział na pewno, kiedy Hitler w końcu zgodzi się na wiele swoich życzeń ministrów i pozwoli na atak broni chemicznej przeciwko aliantom. Wyprodukowano tutaj wystarczającą ilość trującego gazu, aby zdziesiątkować ludność Londynu lub Paryża w danym dniu.

Kiedy Rosjanie zbadali obiekt, dla dowódców stało się jasne, że wszystko, co wyprodukowała ta placówka, musiało być uważane za wielką wartość dla Rzeszy. Układ laboratoryjny nosił ślady produkcji broni chemicznej, a armia radziecka wezwała własnych ekspertów w dziedzinie broni chemicznej z XVI i XVIII Brygad Chemicznych. Fabryka została rozebrana, zapakowana i wysłana do Związku Radzieckiego w celu wykorzystania w przyszłości. To, co zostało tutaj wyprodukowane, pozostało tajemnicą dla nowych właścicieli, Rosjan, przez nieco ponad rok. W 1946 r. cała fabryka broni chemicznej w Dyhernfurth została ponownie złożona w małym miasteczku pod Stalingradem, zwanym Beketovka, a ośrodek otrzymał rosyjską nazwę kodową

142 pułku Strzelców Górskich w Książu

Poniżej przedstawiam dwie krótkie sylwetki: Guido von Rausch i Ernst Winkelman. Materiał o nich posiadam na komputerze od dawna, gdyż zbierałem wszystko co dotyczyło zamku Książ. Niestety, nie znam nazwiska autora, ponieważ przy wielu awariach komputera, i odzyskiwaniu plików, przepadło. Przepraszam autora, że publikuję bez podania źródła. Sprawa jest o tyle ważna, że dotyczy stacjonowania na zamku Książ niemieckiego 142 pułku Strzelców Górskich, który nadzorował pracę robotników przymusowych. O innych jednostkach stacjonujących na zamku Książ nie ma żadnych informacji, dlatego ta informacja jest b. ważna.

Guido von Rausch – urodzony w kwietniu 1905 r. w Hamburgu jako syn rzeźnika, zakończył edukację po szkole średniej, którą najprawdopodobniej przeszedł z wyraźną pomocą pieniędzy ojca. Początkowo terminował w zakładzie rodzinnym, później, w wieku 24 lat wstąpił do NSDAP, a następnie przyjęty do SS. Romansował ze znaną baronową Mariettą von Lokwitz, której spłodził syna pod nieobecność jej męża. Próbował doprowadzić do rozwodu, bezskutecznie. Prawdopodobnie doszło do ugody w wyniku której otrzymał znaczną sumę pieniędzy oraz wątpliwe prawo do noszenia tytułu „von”. Karierę w SS rozpoczął od ochraniania partyjnych zjazdów. W 1936 roku służył w załodze obozu w Dachau, by w 1937 zostać przeniesionym do Głównego Zarządu obozów koncentracyjnych w Oranienburgu. Po rozpoczęciu wojny brał czynny udział w eksterminacji ludności cywilnej, w tym ze szczególnym uwzględnieniem ludności żydowskiej. W marcu 1942 r. rozpoczął służbę w Sobiborze, gdzie zasłynął ze szczególnej okrutności wobec kobiet. Po otwarciu getta w Rydze został jego komendantem. Aktywnie uczestniczył w konstruowaniu komór gazowych na kołach. Na krótko przeniesiony latem 1944 r. do Wrocławia, gdzie był komendantem obozu przejściowego i obozu pracy zlokalizowanego przy Bergstrasse, za zapleczu dworca Freiburger Bhf.

12. Książ. Obiekt nieznanego przeznaczenia. Foto: Stanisław Bulza.

Następnie został przeniesiony do 142 pułku Strzelców Górskich, którym kierował do 28 lutego 1945 r. Pułk ten stacjonował w zamku Fürstenstein. Jego głównym celem było jednak nadzorowanie pracy robotników przymusowych z podobozu „Fürstenstein” obozu Gross-Rosen, drążących podziemia pod zamkiem oraz inne konstrukcje wojenne w ramach projektu „Riese”. Od 28 lutego 1945 r. uważany za zaginionego, choć także brak wzmianki o uczestniczeniu w jakichkolwiek działaniach wojennych. Po uniezależnieniu się Łotwy od ZSRR władze w Rydze postawiły go zaocznie (podobnie jak 17 innych zbrodniarzy hitlerowskich) przed sądem. Został skazany na karę śmierci.

Ernst Winkelman – urodzony 11 stycznia 1911r. w Kolonii, syn nauczyciela akademickiego i aktorki teatralnej, kończył studia prawnicze na uniwersytecie w Heidelbergu, od 1939 r. w Wehrmachcie. Służył w Polsce, brał udział w kampanii Norweskiej gdzie sprawdził się jako doskonały narciarz. Od 1943 r. jako nauczyciel w szkole Strzelców Górskich w Garmisch-Partenkirchen. W lipcu 1944 przeniesiony na Dolny Śląsk jako zastępca pułkownika von Rauscha, szefa sztabu 142 pułku Strzelców Górskich. Od 28 lutego 1945 r. uznany za zaginionego, choć nie ma żadnej wzmianki aby brał udział w jakichkolwiek walkach czy starciach bojowych.

Sudeckie Zjednoczenie Rolno-Przemysłowe „Agrokompleks Sudety”

Po opuszczeniu zamku Książ przez wojska radzieckie w czerwcu 1946 r. pozostawał on w dyspozycji Centralnego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego, które zatrudniało jako dozorców byłych pracowników zamkowych. Dopiero w latach 1953-1956, przy pomocy wojewódzkiego konserwatora zabytków we Wrocławiu, rozpoczęły się pierwsze po wojnie prace zabezpieczające zakrojone na szeroką skalę. W następnych latach, zakres prowadzonych prac stopniowo się poszerzał. Badano podziemia, porządkowano tarasy, później zaczęto prowadzić prace konserwatorskie wewnątrz budowli. Prace porządkowe wykonywali również harcerze. W 1971 r. zamek przejął Powiatowy Ośrodek Sportu, Turystyki i Wypoczynku w Wałbrzychu. Prowadzono prace porządkowe i renowacyjne na tarasach, w budynku bramnym powstała kawiarnia, oficyny i budynki gospodarcze podzamcza przekształcono w hotele, plastycy z Gdańska przystosowywali komnaty zamkowe do zwiedzania.

13. Książ. Obiekt nieznanego przeznaczenia, Foto: Stanisław Bulza.

Od 1974 r. zamkiem i jego otoczeniem zarządzało Sudeckie Zjednoczenie Rolno-Przemysłowe „Agrokompleks Sudety”. Dyrekcja i warsztaty znajdowały się w byłym gospodarstwie rolnym, obecnie jest to kompleks hotelowy „Maria”. Celem powołania tego przedsiębiorstwa było między innymi uporządkowanie terenu zamku, likwidowanie budowli i konstrukcji pozostałych po II wojny światowej, remont niektórych komnat, i przygotowanie niektórych budynków pod przyszłe hotele. W tym też czasie rozpoczęto remont Sali Maksymiliana.

Pod koniec lat 70. XX w. prawdopodobnie dyrekcja :Agrokompleksu Sudety” zaprosiła do pomocy saperów z Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Inżynieryjnych we Wrocławia. Jednym z nich był podchorąży Marek Olbrycht. 30 marca 2017 r. gościł na zamku Książ w randze generała w stanie spoczynku.

14. Wąwóz Pełcznicy w dole. Foto: Stanisław Bulza

Relacja ze spotkania z gen. Markiem Olbrychtem

Poniżej relacja Artura Szałkowskiego z „Panoramy Wałbrzyskiej” z dnia 3 kwietnia 2017 r. Ekipa „Panoramy Wałbrzyskiej” była jedyną ekipa dziennikarską, która towarzyszyła generałowi w trakcie wizyty w Książu.

„Pobyt na zamku rozpoczął od wizyty w podziemiach z okresu II wojny światowej, do których prowadzi wejście z poziomu Tarasu Flory. To jedno z miejsc, w którym generał Olbrycht w latach 70. XX w. używał materiałów wybuchowych do usunięcia warstwy żelbetu o grubości około 50 cm. Chodziło o powiększenie szybu windy. Miał być przygotowany na potrzeby przyszłego hotelu, który w zamku planowało utworzyć Sudeckie Zjednoczenie Rolniczo-Przemysłowe, będące od 1974 r. gospodarzem Książa.

Likwidował tutaj budowle i konstrukcje z okresu II wojny światowej, używając do tego celu materiałów wybuchowych. Była to forma tzw. prac na rzecz gospodarki narodowej, które wykonywali wówczas żołnierze. Natomiast dla studentów uczelni wojskowych dodatkowo praktyki oraz możliwość przygotowania pracy dyplomowej.

– Z tego co nam powiedziano wynikało, że Niemcy zbudowali ten szyb, by windą transportować amunicję do dział przeciwlotniczych, które miały być na wieżach zamku. Wydaje mi się to mało prawdopodobne, bo konstrukcja wież nie była na tyle stabilna, by można było w nich montować działa – mówi gen. Marek Olbrycht. – Pracownicy zamku zbudowali wewnątrz szybu windowego 40-metrowe, drewniane rusztowanie i zajmowali się wywożeniem gruzu. Ciężką pracę wykonywali także żołnierze służby zasadniczej, którzy nawiercali otwory w żelbetonowych ścianach szybu windy. Ja pod nadzorem oficera wkładałem później ładunki wybuchowe do otworów i odpalałem. Eksplozja kruszyła beton, a pręty zbrojeniowe były następnie cięte palnikiem acetylenowym.

Po każdym odpaleniu ładunku pojawiał się problem związany z przewietrzaniem szybu windy. Plastyczne materiały wybuchowe używane do kruszenia betonu, po każdej eksplozji wydzielały toksyczne substancje. Stanowiły one zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia przebywających wewnątrz osób. Problem udało się rozwiązać umieszczając na zwieńczeniu rusztowania szlauch z wodą, która zraszała wnętrze szybu i spłukiwała powybuchowe paprochy na jego dno. Prowizoryczny prysznic stanowił także zabezpieczenie prac spawalniczych przy wycinaniu prętów zbrojeniowych. Zdarzało się bowiem, że kawałki roztopionego metalu spadając na deski rusztowania powodowały ich zapłon.

– W trakcie odwiertów prowadzonych w szybie żołnierze nie natrafili na jakiekolwiek puste przestrzenie, które wskazywałyby na istnienie np. jakichś korytarzy, czy pomieszczeń przylegających do szybu – wyjaśnia gen. Marek Olbrycht. – Z prac prowadzonych przez nas w szybie windy pamiętam również, że po wielu eksplozjach w jej wnętrzu, drewniane rusztowanie uległo w końcu zawaleniu.

Kolejne prace z użyciem materiałów wybuchowych prowadzono w budynku bramnym Książa, czyli dawnej zamkowej bibliotece. Posadzki w pomieszczeniach na parterze budynku zostały wylane grubą warstwą betonu. Z informacji, które docierały do żołnierzy wynikało, że beton miał być podstawą dla ciężkich karabinów maszynowych. Informacja wydaje się mało prawdopodobna. Z okien w najniższej kondygnacji budynku bramnego można prowadzić skuteczny ostrzał jedynie miejsca, gdzie obecnie są schody prowadzące do zamkowego amfiteatru.

Do żołnierzy docierały także informacje od pracowników zamku o tym, że betonowa posadzka może kryć wejście do podziemi Książa. Ciekawostką jest to, że informacje o rzekomym tunelu, który miał łączyć budynek dawnej zamkowej biblioteki z podziemiami pojawiają się także w dokumentach wałbrzyskich urzędników z 1946 r. O jego istnieniu mieli się dowiedzieć od niemieckiego bibliotekarza.

Ostatnimi pracami, które wykonywałem w Książu z użyciem materiałów wybuchowych, była likwidacja żelbetonowych bunkrów typu Tobruk, które stały w parku przed zamkiem oraz prawdopodobnie wartowni. Wykonana była z cegieł i stała w pobliżu miejsca, gdzie obecnie jest zbiornik wodny z fontanną. Gospodarze zamku chcieli likwidacji tych obiektów, bo przypominały o mrocznych czasach wojny – mówi gen. Marek Olbrycht. – Załogę bunkra typu Tobruk stanowiło dwóch żołnierzy. Obiekty z Książa różniły się od innych bunkrów tego typu tym, że miały dodatkowo żelbetonową dobudówkę przy wejściu. Bunkry i schron wysadzałem różnymi metodami, np. umieszczając ładunki w wywierconych otworach, ale także kładąc ładunek wewnątrz obiektu bezpośrednio na posadzce. Przed odpaleniem ładunku każdy obiekt obkładaliśmy gumowymi pasami transmisyjnymi, które stosuje się w kopalniach. Wewnątrz miały metalową siatkę, co zapobiegało ich rozerwaniu i rozrzuceniu odłamków po okolicy.

Byliśmy z generałem w dwóch miejscach, gdzie stały bunkry. Pozostałości jednego są obecnie dokładnie przykryte ziemią. Natomiast ślady drugiego wyłaniają się z ziemi. Widać solidne kawały betonu oraz sterczące pręty zbrojeniowe. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że gospodarze zamku otrzymali już ofertę od osób zainteresowanych odkopaniem i wyeksponowaniem pozostałości bunkra. Sprawa jest rozpatrywana.

W trakcie wizyty w zamku Książ generał Marek Olbrycht miał także okazję zobaczenia IV i V kondygnacji obiektu, które nie są udostępniane turystom. Oba piętra zdewastowane w czasie wojny oraz po jej zakończeniu wciąż straszą wyglądem. Oglądając je generał stwierdził, że tak właśnie wyglądał cały zamek w połowie lat 70. Wszędzie były pozrywane posadzki, porozbijane okna. Pomieszczenia w obiekcie były popalone, na jednym z pięter stał fortepian i wszędzie walały się pozostałości mebli, które w przeszłości stanowiły elementy wystroju zamkowych komnat.

– Nie wiem w jakim celu Niemcy prowadzili przebudowę zamku Książ, ale na pewno nie przystosowywano go na potrzeby sztabu Wehrmachtu, czy kwatery Adolfa Hitlera. Budowa wszystkich jego kwater prowadzona była równolegle z budową całego systemu zabezpieczeń wokół nich, tak było np. w Wilczym Szańcu – tłumaczy gen. Marek Olbrycht. – W Książu nie natrafiliśmy na żaden ślad systemu zabezpieczeń, bo trudno za taki uznać cztery niewielkie żelbetonowe bunkry. Wokół zamku nie natrafiliśmy na miny, a pola minowe stanowiły istotnych element zabezpieczeń kwater Hitlera. Należy też zwrócić uwagę na położenie zamku Książ. Leży jak na dłoni i stanowi doskonały cel dla artylerii. Jestem przekonany, że Hitler nie kierowałby się do kwatery na Dolnym Śląsku, do którego coraz szybciej zbliżała się Armia Czerwona.

Dlatego nie można wykluczyć, że przebudowa zamku Książ, czy budowa kompleksu Riese w Górach Sowich, które prowadziła paramilitarna Organizacja Todt były po prostu przykrywką dla jednej z największych malwersacji finansowych, których dokonano w III Rzeszy” (Artur Szałkowski, „Panorama Wałbrzyska”, 3 kwietnia 2017 r.).

To właśnie wówczas zabetonowano lisie wejście do sztolni od Pełcznicy, w której byłem w 1966 r.

W latach 1986 – 1990 był siedzibą Wojewódzkiego Centrum Kultury i Sztuki „Zamek Książ”. Od 1 czerwca 1991 roku stanowi własność Gminy Wałbrzych (100 % udziałów). Utworzono wówczas Przedsiębiorstwo „Zamek Książ” Spółka z o.o. w Wałbrzychu, które zarządza, dba o utrzymanie i właściwą działalność w kompleksie Książ.

Pierścień umocnień polowych i rowów przeciwpancernych

Rosjanie byli na zamku Książ do czerwca 1946 r. Jak dotąd nie ujawnili jednak żadnej informacji, co tam znaleźli, a co znaleźli wszystko wywożono pociągami do ZSRR. Na rosyjskiej stronie znalazłem następującą informację:

„W latach 1941–1943 na zamku Książ, który oficjalnie należał do departamentu niemieckich kolei państwowych, prowadzono tajne centrum szkoleniowe SS. Zamek otaczał pierścień umocnień polowych i rowów przeciwpancernych, strzeżonych przez jednostki SS przez całą dobę. Interesujące informacje o zamku można uzyskać z materiałów przechowywanych obecnie w rosyjskim państwowym archiwum wojskowym w Moskwie. Z tych materiałów wynika w szczególności, że archiwa i dokumenty SS były przechowywane w zamku Fürstenstein od 1943 r. (Departament VII RSHA) był odpowiedzialny za ich przechowywanie. W tym samym roku zamek nagle znalazł się w centrum wielkich wydarzeń. Kompleks w Fürstenstein nosił kryptonim „Brabant I” w niemieckich dokumentach i był budowany w ramach szerszego planu „Riese” („Olbrzym”) (https://rutlib5.com/book/28333/p/34).

Jeżeli w Jugowicach Górnych znajdował się duży garnizon SS i SD, bo jeńców pilnowało 4 tys. żołnierzy SS i SD (SD Sicherheitsdienst – Służba Bezpieczeństwa RSHA), a komórka kontrwywiadu Abwehra III liczyła ponad stu pracowników, co było rzadkością, to zapewne wcześniej odbywali szkolenia w tajnym centrum szkoleniowym SS na zamku Książ. W Jugowicach Górnych zakwaterowani byli w szesnastu podpiwniczonych, piętrowych, murowanych obiektach. Cztery podpiwniczone o długości około 50 m i szer. 10 m znajdują się w Jugowicach Górnych po lewej stronie drogi prowadzącej do Walimia przy potoku Jaworzynka, poniżej sztolni, sześć o tych samych wymiarach po prawej stronie drogi do Walimia, w lasku na początku drogi do sztolni Włodarza. Są to ruiny koszar, inne już nie istnieją. Zostały zniszczone. Poniżej czterech obiektów, w potoku Jaworzynka, są duże fragmenty fundamentów po obiekcie. Ktoś musiał się natrudzić, by je tam wrzucić. W Jugowicach Górnych było m.in. kasyno i piekarnia.

Niemcy byli przygotowani do obrony zamku Książ. Od strony Świebodzic (północ) na zboczach Góry Wilk (409 m n.p.m.) w Parku Książańskim aż do stadniny koni i na zboczach góry Lisek (399 m n.p.m.) znajdują się pierścienie umocnień polowych i rowów przeciwpancernych, ale zapewne zostały wykopane przez Niemców w celu obrony zamku przed Armią Czerwoną w 1945 r., a nie w latach 1941-43. Tych okopów jest bardzo dużo. Informacja podana na w/w portalu świadczy, że Rosjanie dokładnie spenetrowali duży obszar wokół zamku. Temat ten wymaga kolejnego opracowania.

Ciekawostka: „Völkenrode”

Sześćdziesiąt mil na północ od Nordhausen batalion amerykańskich żołnierzy z Pierwszej Dywizji Piechoty Stanów Zjednoczonych ostrożnie przeszedł przez las na zachodnim skraju małego miasta zwanego Braunschweig. Był 13 kwietnia 1945 r., kiedy natknęli się na zespół około siedemdziesięciu budynków. Ponadto było czterysta domów dla około 1500 robotników i naukowców.

Żołnierze zauważyli wielką dokładność w kamuflażu tego miejsca. Tysiące drzew zostało posadzonych blisko, aby obszar wyglądał z powietrza jak gęsty las. Budynki w kompleksie wyglądały jak proste gospodarstwa. Sadzono i pielęgnowano tradycyjne ogrody. Bocianie gniazda pokrywały dachy. Wewnątrz budynków żołnierze odkryli najnowocześniejsze laboratoria lotnicze, w tym całe magazyny wypełnione częściami samolotowymi i paliwem rakietowym. Były tunele wiatru i broni, które były radykalnie bardziej zaawansowane niż cokolwiek, co Wojskowe Siły Powietrzne miały na Wright Field. Najstarsza dywizja w armii Stanów Zjednoczonych niespodziewanie natknęła się na najbardziej zaawansowane naukowo laboratorium aeronautyczne na świecie. Nazywało się Hermann Göring Aeronautical Research Center w Völkenrode. Był to ściśle tajny ośrodek.

15. Statek kosmiczny Boeing CST-100 już po testach
/materiały prasowe – Foto: nt.interia.pl/

Siedem tuneli aerodynamicznych Völkenrode, które pozwoliły Luftwaffe zbadać, w jaki sposób zmienione skrzydło zachowa się z prędkością, przy której samolot złamie barierę dźwiękową. To miejsce przejścia między Machem 0,8 a 1,2 Macha było nadal nieznane lotnikom amerykańskim. Kiedy płk Putt dowiedział się od dyrektora Völkenrode, Adolfa Busemanna, że bariera dźwięku została już przekroczona przez niemieckich naukowców w tych tunelach wiatrowych, był zdumiony. Placówka miała najlepsze na świecie instrumenty i sprzęt testowy. Obiekt ten został w skrócie nazwany Völkenrode, i działał od dziesięciu lat, czyli od 1935 r.

Adolf Busemann (1901-1986) był niemieckim inżynierem lotniczym i wybitnym pionierem aerodynamiki specjalizującym się w naddźwiękowych przepływach powietrza. Był dyrektorem Völkenrode. Wprowadził koncepcję zamiatanych skrzydeł, a po wyemigrowaniu w 1947 r. do USA w ramach operacji „Paperclip” wynalazł dwupłatowiec Busemannn bez fali uderzeniowej. Od 1963 r. był profesorem na University of Colorado. Zasugerował użycie płytek ceramicznych na promie kosmicznym, które zostały przyjęte przez NASA. Zmarł w wieku 85 lat w Boulder, Colorado.

Wojska USA przejęły kilkaset uczonych niemieckich. W Garmisch-Partenkirchen w Alpach Bawarskich w armii amerykańskiej przebywało około 500 naukowców, w tym grupa von Braun i grupa Dornbergera; w Heidenheim, na północ od Monachium zatrzymano 444 osób zainteresowanych; 200 było w Zell am See w Austrii; 30 przechowywanych w Château du Grande Chesnay we Francji. Marynarka wojenna USA liczyła 200 naukowców i inżynierów w ośrodku w Kochel w Niemczech, w tym wielu ekspertów w tunelu aerodynamicznym. Wojskowe Siły Powietrzne miały 150 inżynierów i techników Luftwaffe w Bad Kissingen w Niemczech, z których większość została zaokrąglona przez pułkownika Donalda Putta. CIOS miał 50 naukowców, w tym Wernera Osenberga w Wersalu.

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

2019.07.06.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza