Więźniowie – ratujący od śmierci współwięźniów …


Tu śmierć, bez wątpienia, śmiertelnie się zmachała,
lecz biblijne piekło ziściła.
Tutaj rzemiosłem zbrodnia się stała,
miliony w popiół przemieniła.
Pozostał — tu i teraz — wiatr jedynie w trawach,
i ziemia, a nieba bezmiar odwieczny
gwiazdy nad mogiłą tych milionów rozpala,
w każdy wieczór, za ich spokój wieczny.

fragment wiersza: OŚWIĘCIM
autor: Lojzer Krakar

Brama główna KL Auschwitz. Fot. za: Interia

W niniejszym opracowaniu, przedstawiam więźniów, którzy z narażeniem własnego życia, ratowali i nieśli w KL Auschwitz pomoc kolegom – współwięźniom. Jeden z nich – Karol Miczajka nazywał ich „pięknymi kwiatami”, gdyż w tym zbiorowisku wynaturzonych zwyrodnialców, były owe „kwiaty”, które nie pozwolili katom na obdarcie ich z godności współczucia, pomocy dla tych tysięcy współwięźniów tak upokarzanych, tak upodlanych, tak okrutnie katowanych.

Oczywiście, wymieniłem tylko kilku z tych cichych bohaterów tamtych czasów i wydarzeń, nie o tak nagłaśnianych dziś nazwiskach jak rtm. Witold Pilecki, por. Konstanty Kempa i inni, niemniej ich odwaga zasługuje w takiej samej mierze na przypomnienie ich jakże szlachetnych uczynków.

GEMBCZYK JAN, wel Gemski Marian,

Urodził się dnia 6.10.1913 r. w pow. strzeleckim na Śląsku Opolskim. Tam rozpoczął naukę w szkole powszechnej, ale gdy rodzinne miasto rodziców przypadło Niemcom, w 1921 r. wraz z rodzicami przyjechał do Rybnika. Od 1925 r. rozpoczyna naukę w rybnickim gimnazjum. Niestety, bardzo ciężka sytuacja materialna rodziców, zmusiła Go do przerwania nauki w gimnazjum i podjęcia pracy zarobkowej. Zaczął pracować w Magistracie w Rybniku. Bardzo ambitny, dokształcał się samodzielnie, by w 1939 r. po skończeniu kursu dla eksternistów stanąć do matury. Wybuch wojny zniweczył jednak Jego zamiary. Matury zdać nie mógł, a i z pracy w Magistracie został zwolniony i skierowany do pracy fizycznej w różnych firmach budowlanych.

Od pierwszych dni okupacji hitlerowskiej Jan Gembczyk zaangażował się w działalność konspiracyjną w Polskiej Organizacji Powstańczej (POP) – której współtwórcą był harcmistrz Stanisław Wolny. Po dekonspiracji tej organizacji przez gestapo, zagrożony aresztowaniem, przedostał się na teren GG (generalnego gubernatorstwa) i tam dalej pracował w ruchu konspiracyjnym (prawdopodobnie w ZWZ) pod przybranym nazwiskiem Marian Gemski. W niewyjaśnionych okolicznościach został aresztowany w maju 1940 r. (brak dokładniejszej daty) w Krakowie, a po kilkunastodniowym pobycie w więzieniu przy ulicy Montelupich, 15.06.1940 r. przetransportowano go do KL Auschwitz gdzie otrzymał numer obozowy 485.

Dla formalności wyjaśniam, że nie można jednoznacznie ustalić do jakiej organizacji konspiracyjnej Jan Gembczyk należał i co było powodem jego aresztowania. Przysłużył się jednak jak mało kto w niesieniu pomocy współwięźniom z Rybnika osadzonym w KL Auschwitz, a więc tam, gdzie ta pomoc była wyjątkowo senna i potrzebna. Niemal każdy z moich rozmówców wspominał o dobrodziejstwie pomocy ze strony Janka, o tym, że decydowała ona w wielu przypadkach o uratowaniu życia danego więźnia!

Gdy dostał się do KL Auschwitz, z wielkim samozaparciem i siłą woli przetrzymał pierwsze zderzenie się z „piekłem Auschwitz”. Dwukrotnie zachorował na tyfus, ale walczył o przeżycie i wygrał tę walkę. Sprzyjającą okolicznością było, że znał dobrze język niemiecki w słowie i piśmie, a umiejętność ta umożliwiła Mu otrzymanie zatrudnienia w Wydziale Politycznym – Politische Abteilung.

Wilibald Pająk

Ta tak wyjątkowa instytucja, wymaga nieco obszerniejszego opisu, gdyż przeraża precyzyjność z jaką funkcjonowała administracja nie tylko w KL Auschwitz, lecz także innych obozach koncentracyjnych. Z oczywistych powodów, nie mógł mi nic opowiedzieć na ten temat Jan Gembczyk, więc korzystam z bardzo szczegółowo traktującego to zagadnienie opracowanie dr Ireny Pająk, której mąż Wilibald Pająk zatrudniony był wraz z Janem Gembczykiem w tymże wydziale.

Otóż, Wydział Polityczny KL Auschwitz, spełniał wyjątkową rolę w machinie uśmiercania, jaką stanowił KL Auschwitz wraz z podobozami. Zgodnie ze słusznym założeniem dr Ireny Pająk, zrozumieć trzeba, na czym polegał faszystowski system funkcjonowania obozów koncentracyjnych, że miały one częściowo spełniać rolę „depozytów” (aresztowanych Polaków) dla przepełnionych pomieszczeń więziennych w czasie hitlerowskiego terroru. W wielkim uproszczeniu, chodziło o to, aby uzyskać w więzieniach miejsce na osadzanie w nich kolejnych aresztowanych. Przenoszono więc z tych więzień co pewien czas grupy więźniów do obozów koncentracyjnych. Było to niekorzystne dla więźniów kryminalnych, gdyż okres pobytu w obozie koncentracyjnym (w owym „depozycie”), nie był zaliczany do wyroku danego więźnia kryminalnego. Więzień polityczny po zakończeniu fazy przesłuchań (śledztwa), był kierowany do obozu koncentracyjnego, w którym miał przebywać przez wiele lat – z karą dożywocia lub śmierci włącznie.

Wydział Polityczny, podlegał bezpośrednio Głównemu Urzędowi Bezpieczeństwa Rzeszy – Reichssicherheitshauptamt (RSHA). Aresztowana osoba, była przekazywana przez gestapo (Geheime Staatspolizei) do obozu, wraz z dotyczącymi jej aktami. Wydział Polityczny przejmował więc dalszą opiekę nad aresztowanym (więźniem), licząc się oczywiście z sugestiami zawartymi w owych aktach (częste były w nich nakazy „fizycznej likwidacji” – „R.n.e.”, co było skrótem słów: „Rückkehr nicht erwünscht”, czyli „powrót niewskazany” …) Wydział ten czuwał nad wewnętrznym bezpieczeństwem obozu – zwalczając nawet najdrobniejsze przejawy oporu ze strony pojedynczych więźniów czy wewnątrz obozowych organizacji ruchu oporu. Dalej, był personalnym administratorem więźniów, posiadając bezpośrednią pieczę nad główną kartoteką personalną wszystkich więźniów oraz ich osobistymi aktami personalnymi.

Pod Wydział Polityczny podlegały także jego agendy (filie) we wszystkich podobozach podległych komendantowi obozu macierzystego KL Auschwitz. Do zakresu czynności tego wydziału należało: prowadzenie kartoteki personalnej i personalnych akt więźniów, korespondencja z Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Rzeszy, placówkami gestapo, SD, Kripo. Ponad to, przejmowanie i rejestracja przybyłych transportów z więźniami, prowadzenie akt zgonu, narodzin, zarządzanie krematorium, czynny udział przedstawicieli tego wydziału w egzekucjach czy selekcjach na rampie.

(Kierownikiem Wydziału Politycznego do końca listopada 1943 r. był SS Untersturmführer – Maximilian Grabner, zaś od 1.12.1943 r. do stycznia 1945 r. SS-Untersturmführer – Hans Schurtz. Zastępcą był SS-Untersturmführer Georg Woznitza. Zarządcą krematorium – SS-Untersturmführer Leo Wietschorek. Działem przesłuchań kierował: SS-Oberscharführer Wilhelm Boger, SS-Untersturmführer Gerhard Lachmann, SS-Untersturmführer Claus Dylewski. Przy szczególnie ciężkich wykroczeniach w przesłuchaniach uczestniczyli Grabner i Woznitza. Pomocnikami przy przesłuchiwaniach byli esesmani: SS-Rottenfuhrer Pyschny, Ivanauskas, Florschutz, Kamphus,Voigt, Setnik, Witowski).

Prace administracyjne w Wydziale Politycznym wykonywali więźniowie pod nadzorem kapo (będącego także więźniem). Komando robocze – „Arbeitskommando”, składało się z zespołu więźniów zatrudnionych w Dziale Przyjęć, w Registraturze (więźniów żywych i zmarłych), w Urzędzie Stanu Cywilnego.

Zespół więźniów zatrudniony w Dziale Przyjęć miał swoje pomieszczenia robocze na parterze bloku 25 (obok przebieralni i łaźni), w baraku kierowników bloków – „Blockführerstube” przy bramie ze znamiennym napisem „ARBEIT MACHT FREI”.

W bloku 25 odbywała się rejestracja więźniów nowo przybyłych do obozu, przydzielano im numery obozowe, wypełniano formularze personalne – „Personalbogen” oraz kartoteki osobowe. W taki sam sposób wykonywali swoje czynności więźniowie lub więźniarki w Birkenau, Monowitz i innych podobozach.

Numery obozowe przydzielane były w KL Auschwitz wg narastającej kolejności i konkretny numer należał do jednego konkretnego więźnia. Numery zmarłych więźniów nie były drugi raz przydzielane. (Dla wyjaśnienia, inne serie numerów mieli mężczyźni, inne kobiety, inne Romowie – z dodaniem do cyfr litery Z, więźniowie wychowawczy – do cyfr dodawane były litery „EH”, były także odpowiednie wyróżniki przy numeracji Żydów.

Przy tym dosyć ogólnikowym przedstawieniu zakresu działalności wszechwładnego Wydziału Politycznego, pora zaznaczyć, że w wymienionej już Registraturze Żywych, pracował główny bohater niniejszego opracowania Marian Gemski (prawdziwe nazwisko – Jan Gembczyk) o numerze obozowym 485, co świadczy o tym, że był więźniem „starym” – stażem więźniarskim.

Więźniowie pracujący w Registraturze, mieli możliwość zapoznawania się ze wszystkimi aktami personalnymi innych więźniów. Mieli więc także możliwość wykradania niektórych informacji i przekazywania ich więźniom, których dane te dotyczyły. Informacje takie przekazywane były osobiście przez więźniów pracujących w Registraturze lub dla własnego bezpieczeństwa drogą pośrednią – przez innych zaufanych współwięźniów. Często były to wskazówki dla władz obozowych, w których określano „zagrożenie” jakie stanowi dla Rzeszy dany więzień. W ten więc sposób, Marian Gemski narażając się na wielkie niebezpieczeństwo, mając możliwość wglądu do akt personalnych, usuwał z nich owe „R.n.e.”, niewygodne załączniki czy obciążające dowody, a dzięki temu ratował danego więźnia nie tylko od surowej kary, ale często od śmierci. Ponad to, więźniowie zatrudnieni w Dziale Przyjęć, mieli umożliwiony (nieformalny) kontakt z więźniami przebywającymi we wszystkich podobozach, co z kolei umożliwiało przekazywanie im lub odbieranie od nich ważnych informacji, przekazywanie grypsów, świadczenie pomocy w kontaktach z członkami rodzin przebywającymi w różnych podobozach, a także przekazywanie lekarstw do tych podobozów.

Były także inne warunki umożliwiające niesienie pomocy przez pracowników tego zespołu roboczego a ściślej przez trzech jego przedstawicieli – Mariana Gemskiego, Feliksa Myłyka nr ob. 92 i Wilibalda Pająka nr ob. 26790. Wspomniane wyżej kontakty zewnętrzne, były możliwe między innymi wówczas, gdy któryś z wymienionej trójki otrzymał polecenie ustalenia gdzie więzień o konkretnym numerze obozowym pracuje. By to ustalić, trzeba było przejść do głównej „Schreibstuby” znajdującej się w bloku 24. Marian Gemski, Wilibald Pająk i Myłyk, posiadali zezwolenie (byli upoważnieni) na wchodzenie i wychodzenie z obozu w godzinach pracy – gdy uzasadniała to potrzeba wykonywania polecenia przełożonego. Oczywiście zmuszeni byli zgłaszać każdorazowe wyjścia i wejścia przez bramę „ARBEIT MACHT FREI” u dyżurującego tam „Blockführera”, odnotowującego to w książce raportowej.

Nieraz konieczne było powielanie tajnych rozkazów komendanta obozu, a to wykonywali także wymienieni już więźniowie, choć w takich przypadkach byli szczególnie pilnowani przez asystującego przy tej czynności esesmana, żeby nie mieli możliwości czytania treści powielanych dokumentów. Mimo to, często udawało się przeczytać jakieś zdanie zdradzające treść rozkazu. Gdy treść taka dotyczyła jakiejś szczególnej akcji podjętej przeciw więźniom w obozie, informacje ta była przekazywana kolegom w obozie. Najczęstszą porą przekazywania sobie takich informacji był wieczór, gdy po apelu więźniowie mogli się wzajemnie spotykać.

Było także moralnym obowiązkiem więźniów zatrudnionych w Wydziale Politycznym – zlecona przez wewnątrzobozową organizację ruchu oporu – walka z konfidentami. Chodziło o rozpracowywanie, działających więźniów konfidentów w obozie. Konfidenci owi przychodzili do pomieszczeń w Wydziale Politycznym na rozmowy z poszczególnymi SS-manami, i wówczas najwięcej mogły zdziałać więźniarki – sekretarki, często obecne przy składaniu takich donosów. Sekretarki zapamiętane informacje przekazywały współpracującym z nimi więźniom, a oni ostrzegali więźniów zamieszanych w złożony donos. Innymi słowy, więźniarki i więźniowie pracujący w Wydziale Politycznym, stanowili zespół ludzi pomagających sobie nawzajem, mimo świadomości, że takie „wykradanie” wiadomości z Wydziału Politycznego i przekazywanie ich na użytek więźniów czy organizacji ruchu oporu, było w rozumieniu władz obozowych przestępstwem największym, karanym oczywiście śmiercią.

Bardzo niewiele tekstu poświęciłem bohaterowi niniejszego opracowania, gdyż zaangażowany w pomoc współwięźniom, nie nawiązywał z nimi osobistych kontaktów, ponad niezbędne minimum. Niewiele więc zachowało się Jego relacji o pobycie w obozie i wykonywanej pracy. Gdy jednak rozmawiałem z byłymi więźniami, nazwisko to często wypowiadano z wielką czcią i wdzięcznością za otrzymywaną pomoc. Podczas rozmowy na temat Jana Gembczyka, Karol Miczajka wypowiedział takie znamienne zdanie: Ciągła obawa przed zdradą, a zdrada równałaby się śmierci przez rozstrzelenie lub powieszenie, trzymała Jego nerwy w ciągłym napięciu i czyniła Go coraz więcej zamkniętym w sobie”. Powyżej opisane przykłady pomocy współwięźniom, nie powinny przysłaniać drobnych uczynków, gdyż Janek jako jeden z najstarszych więźniów, korzystając ze swoich znajomości i autorytetu, załatwiał przeniesienie do lepszego komanda roboczego, otrzymanie lepszej odzieży, miski zupy, kartofli czy kawałka chleba. Wiele więc, dobrych czynów, spełnionych bez rozgłosu wobec współkolegów, zapisanych jest na koncie tego niezwykle skromnego człowieka.

Zaznaczam jednocześnie bardzo wyraźnie, że nie umniejszam roli w tak niebezpiecznej działalności pozostałych więźniów pracujących w różnych punktach Politische Abteilung. Przypisuję pewne wątki tej działalności Janowi Gembczykowi, gdyż to o Nim rozmawiałem z byłymi więźniami, a ich informacje, dotyczyły tej konkretnej osoby.

W październiku 1944 r. został wywieziony z KL Auschwitz do KL Gross-Rosen, a następnie do KL Buchenwald. Tam o ironio, w chwili gdy rozpoczynało się oswobadzanie Rybnika, Marian Gemski, a właściwie Jan Gembczyk ginie dnia 13.03.1945 r. Powtórzę więc za Karolem Miczajką – On który tak marzył o powrocie do domu i pracy w Nowej Ojczyźnie, użyźnił prochem swoich kości wrogą od wieków ziemię”.

Kolejnym więźniem o wdzięcznej pomocy dla współwięźniów jest:

HANUSZ JÓZEF

Urodził się 30.12.1017 r. w Zabrzu. Z nastaniem okupacji działał w ruchu oporu. Aresztowany przez gestapo 15.04.1940 r., przewieziony do KL Auschwitz i tam więziony od 22.06.1940 do 27.01.1944 r. Po wyzwoleniu pracował w dyrekcji Rybnickiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego w Rybniku. Członek Związku Byłych Więźniów Politycznych. Zmarł 4.02.1972 r. Spoczywa na rybnickim cmentarzu.

Aresztowany i osadzony w KL Auschwitz, tam natomiast, w tych wyjątkowo ekstremalnych warunkach obozowego bytu, okazywał szczególną pomoc współwięźniom z Rybnika. Józef Hanusz jest między innymi tą właśnie osobą, o której wyjątkowo serdecznie wypowiadał się Karol Miczajka – łączyły ich bardzo bliskie związki koleżeńskie. Inni moi rozmówcy także wypowiadali się pochlebnie o Hanuszu, w nawiązaniu do jakże cennej pomocy jakiej doświadczyli od niego w KL Auschwitz.

Losy obu kolegów wielokrotnie się łączyły. Uczęszczali do tej samej klasy w szkole powszechnej w Rybniku – w latach 1925 do 1928. W latach 1930 do 1934 razem uczyli się w Państwowym Gimnazjum. W roku 1934 Józef Hanusz wyjechał z Rybnika i uczył się w szkole podoficerskiej, a po jej ukończeniu, jako podoficer, musztrował studentów – podchorążych Studium Wojskowego – Legii Akademickiej. Ponieważ Karol Miczajka był studentem Akademii Handlowej w Krakowie, więc spotkali się kolejny raz na wspomnianym „musztrowaniu” studentów. Wybuch wojny w 1939 r., spowodował ponowne rozstanie się i zmianę planów życiowych. Hanusz jako wojskowy brał udział w kampanii wrześniowej, natomiast Miczajka przerwał studia, wrócił do rodzinnego Rybnika i zaangażował się w działalność konspiracyjną.

Hanusz Józef wraz z bratem Jerzym, zostali aresztowani 15.04.1940 r. i uwięzieni w KL Auschwitz, gdzie Józef zarejestrowany w obozowej ewidencji otrzymał nr 1270, zaś Jerzy nr 1091. Niewiele można się dowiedzieć o ich losie w obozie z okresu od aresztowania do chwili tragicznej śmierci Jerzego, kiedy to został rozstrzelany dnia 18.08.1942 r.

Józef z Karolem Miczajką spotkał się po okresie przesłuchań Karola w Politische Abteilung, a potem 16.03.1943 r. przeniesiony został „na pobyt w obozie”. Tam bowiem w KL Auschwitz, Karol i inni Rybniczanie, w tym pierwszym zetknięciu się z bezwzględną obozową rzeczywistością, byli bardzo zalęknieni i zagubieni. Wówczas więc otoczeni zostali opieką starych (stażem obozowym) więźniów jak Wojciech Barcz (prawdziwe nazwisko Gerard Petters), Marian Gemski (prawdziwe nazwisko Jan Gembczyk) i właśnie Józef Hanusz.

Józef Hanusz pracował w Effektenkammer tj. w komandzie gdzie miał możliwości „organizowania” różnych części ubrania, butów lub bielizny. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że tego rodzaju „możliwość” i dostęp do atrakcyjnych rzeczy, stwarzała szansę na polepszenie własnego bytu ale także możliwość pomocy innym współwięźniom. Hanusz, mając więc dobre układy w obozowym wydziale zatrudnienia i na prośbę Karola Miczajki załatwił przeniesienie Stanisława Sobika z komanda „Kiesgrube” – do „Gerätekammer“ czyli do magazynu sprzętu siodlarskiego, gdzie razem z Miczajką konserwowali wyroby skórzane. Po rozstrzelaniu Stanisława Sobika 25.06.1943 r., także Karolowi załatwił zmianę pracy – do komanda „Kartoffelkeler”, gdzie zatrudniony został przy prowadzeniu księgowości w magazynie ziemniaków, kapusty i innych warzyw, składowanych w piwnicach pod blokami 16 i 17 oraz 6 i 7.

Przez kilka miesięcy spali obok siebie na tym samym bloku 16a. Hanusz pomagał jak to już wspomniałem także innym Rybniczanom, którzy potrzebowali pomocy. Po prostu nie mógł nie reagować – przejść obok współwięźnia obojętnie, gdy ten znajdował się w potrzebie. Były to na pozór drobne usługi bo załatwienie czegoś do jedzenia tj. chleba, zupy, lub dodatkowego ubrania, bielizny. Tam w obozie, te niby tak drobne formy pomocy, znacząco wpływały na przetrwanie w ekstremalnych obozowych warunkach!

Hanusz został zwolniony z obozu 27.01.1944 r. Zapewne, mając możliwości pomagania innym, pomyślał i o sobie – by wydostać się z obozowego piekła. Przy pożegnaniu z Karolem Miczajką, podarował Mu walizkę z zawartością strzykawek, różnych środków opatrunkowych, a także niektórych lekarstw w tym zastrzyków. Miczajka zaniósł te cenne artykuły medyczne dr Władysławowi Feiklowi nr obozowy 5647 – lekarzowi na Haftlinks-Krankenbau blok 28 i 29, któremu więźniowie zawdzięczali szczególną troskę i opiekę medyczną. Gdy bowiem Miczajka zachorował w okresie pobytu w bloku kwarantanny – na rozległe zapalenie płuc (Bronchopneumonia), lekarz ten bardzo troskliwie opiekował się Miczajką i pomógł zwalczyć chorobę.

Po zakończeniu okupacji hitlerowskiej, spotkali się z Karolem Miczajką w znacznie lepszych okolicznościach, razem pracowali w Rybnickim Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego. Józef Hanusz zmarł na zawał serca 7.02.1972 r.

Kolejna osoba – która doświadczywszy pomocy od Hanusza, równie chętnie niosła pomoc innym współwięźniom to:

KAROL MICZAJKA

Mój rozmówca po powrocie z poniewierek w hitlerowskich obozach koncentracyjnych – który przeżył piekło obozów: KL Auschwitz, KL Mauthausen, KL Melk, KL Ebensee. Przez wrodzoną skromność niewiele mówił o tych „pięknych kwiatach” – pomoc, jaką w miarę swoich możliwości okazywał innym współwięźniom w obozach w których przebywał, określając ją jako powinność, o której nie warto mówić!

Karol Miczajka, KL Auschwitz 108627

Urodził się 15.07.1919 r. w Rybniku. W 1937 r. ukończył gimnazjum w Rybniku i rozpoczął studia ekonomiczne w Krakowie. Wybuch wojny zmusił go do ich przerwania, ale przez zamiłowanie do ekonomii także w czasie okupacji dokształcał się w zakresie księgowości na kursach korespondencyjnych.

Dzięki pomocy Hanusza, jego losy w KL Auschwitz potoczyły się w taki sposób, że został przeniesiony do komanda „Kantinenverwaltung” w znajdującym się poza obozem „Haus – 7”. Pracowało z nim jeszcze trzech innych więźniów i trzy Żydówki z Czech. Komando to zajmowało się centralną księgowością całego kompleksu usługowego dla obozu, a więc piekarń, mleczarń, młynów, zakładów przetwórstwa mięsnego, itd.

W nowym miejscu pracy Miczajka stał się bardzo ważnym ogniwem w grupie zajmującej się przemycaniem leków do obozu, a jak ważna była to pomoc nawet trudno sobie wyobrazić, gdy w bloku szpitalnym-obozowym skazani byli wręcz na śmierć – pozbawieni lekarstw i opatrunków. Poznawszy w tym nowym miejscu pracy Helenę Datoń (po zamążpójściu Szpakowa), pracownicę cywilną „Haus – 7”, doszło do ścisłej – konspiracyjnej współpracy z Heleną Datoń. Zbierała Ona lekarstwa oraz szczepionki z różnych aptek w Oświęcimiu i okolicy, a następnie przekazywała je w miejscu pracy Miczajce. On zaś wracając z „Haus – 7” wnosił leki na teren KL Auschwitz, skąd więźniowie-kurierzy rozprowadzali je między schorowanych więźniów w obozie macierzystym i w jego podobozach.

Należy uświadomić sobie, jak niebezpieczna była to działalność – w przypadku przyłapania więźnia na przemycaniu lekarstw groziła kara śmierci. Leki, które były przeważnie w oryginalnych, szklanych opakowaniach lub kartonikach, trzeba było przenosić przez bramę główną i inne posterunki SS. Każda wypukłość w kieszeniach spodni czy bluzy mogła wzbudzić podejrzenie i spowodować zrewidowanie więźnia. Miczajka ukrywał opakowania z lekami pod paskiem spodni, przywiązywał je do nóg lub wsadzał pod ściągacze skarpet.

Rozmówca mój był osobą bardzo skromną, nie chciał mówić o innych formach wspierania współtowarzyszy obozowej niedoli, mimo, że był podobno dwukrotnie karany kara chłosty za przyłapanie na wnoszeniu leków do obozu – o czym dowiedziałem się od innych moich rozmówców.

Na warunki pracy Karol Miczajka nie narzekał, były bowiem znośniejsze od tych, w jakich pracowali inni więźniowie. Kiedy jednak wracał z „Gerätekammer” czy „Haus – 7” do obozu, traktowany był tak samo jak wszyscy. Otrzymywał tak samo małą porcję nędznego jedzenia, musiał wystrzegać się bicia i kopniaków rozdawanych przez esesmanów i funkcyjnych pod byle pretekstem. Obozowa rzeczywistość nie szczędziła więźniom przykrych – czy wręcz upiornych – odczuć psychicznych i fizycznych.

Jerzy Klistała

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.07.10.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała