Refleksja o rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz 27 stycznia 2019 r.


W nawiązaniu do tekstu Pani Marii Wielebskiej (córki więźnia nr 18768), zamieszczonego w „Gazecie Warszawskiej” z dnia 12 lutego 2019 roku, pozwolę sobie (syn więźnia nr 111912) na dopisanie kilku zdań komentarza do tego artykułu.

Przede wszystkim, dziękuję Autorce za tak wspaniałą relację z frontu „gnębienia” Polaków przez Polaków, czy raczej okazywaniem pogardy „nie – Żydom” przez elitę wybraną o zagadkowych przynależnościach narodowościowych.

[…] „Nasza grupa mogła wziąć udział w KL II – Birkenau na placu podzielonym na strefy odgrodzone barierkami.

Na uroczystości z okazji 74 Rocznicy Wyzwolenia Obozu Koncentracyjnego Auschwitz – Birkenau udałam się na własny koszt w towarzystwie członków Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych z całej Polski. Po zaistniałym incydencie z polską flagą w ubiegłym roku odbyło się na dwa tygodnie przed uroczystościami spotkanie zarządu Stowarzyszenia z ministrem Piotrem Glińskim, Jarosławem Sellinem i pięcioma dyrektorami departamentów. W tym posiedzeniu nie brał udziału dyrektor Muzeum Piotr Cywiński – główny sprawca afery z polską flagą. Na tym spotkaniu Minister Kultury Piotr Gliński dowiedział się od naszej delegacji, że z polską flagą nie można wchodzić na teren Muzeum. Minister zapewnił, że dyrektor Muzeum przygotuje odpowiednie miejsce aby godnie uczcić pamięć ofiar.”

Szanowna Pani Mario, spotkanie pozorowane z osobami jak się okazuje zupełnie niekompetentnymi, nie zorientowanymi w tym co się w KL Auschwitz dzieje. Owi przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie mają żadnej władzy wobec osoby o podległości – nie wiadomo komu! Wynika z tego, że nie wiemy, kto komu podlega – czy dyrektor Muzeum Auschwitz, Piotr M.A. Cywiński ministrowi Piotrowi Glińskiemu, czy Gliński – Cywińskiemu.

Jakże szczere stwierdzenie posłanki Krystyny Pawłowicz!

Żenująca wielowładza, ale fakt jest faktem, że na terenie Polski powstała od 2006 roku placówka Muzealna KL Auschwitz, nie wiadomo komu aktualnie podległa! Smutne – ale prawdziwe! Żenujące – że od dłuższego czasu były wysyłane do MKiDN pisma w tej sprawie, były interwencje i co? Minister Gliński albo jest przez swoich pracowników oszukiwany albo ignoruje informacje co w Muzeum Auschwitz naprawdę się dzieje! Dysponuję odpowiedzią, gdzie jest stwierdzenie, że wierzą w to o czym informuje dyrektor Piotr Cywiński – odpowiedź MKiDN dyrektor Pauliny Florianowicz z dnia 25 października 2018 roku, powielająca stale te same bzdury! (pisma w załączeniu).

Dalej cytuję artykuł Pani Marii:

[…] Przy wejściu do Muzeum spotkało nas pierwsze rozczarowanie, bo nie wolno wchodzić z flagami. Po utarczkach weszliśmy z flagami bez drzewców. Zbyt drobiazgowa rewizja osobista spowodowała zamieszanie. Kobiety miały zostawić torebki z dokumentami, pieniędzmi i osobistymi drobiazgami, a mężczyźni musieli oddać paski od spodni i metalowe drobiazgi. W końcu strażnicy zrezygnowali z torebek, których nie mieli gdzie schować. Po tym przywitaniu uformował się „Marsz Milczenia”. Na jego czele szły osoby z portretami swoich bliskich – ofiar niemieckich obozów z numerami obozowymi. Za nimi niesiono dużą flagę w pozycji poziomej na całej szerokości marszu. Członkowie Stowarzyszenia mieli na ramionach biało-czerwone chusty z numerami obozowymi i nieśli flagi. W marszu wzięły udział osoby spoza Stowarzyszenia i przyjezdni Polacy. Tak przeszliśmy dwa kilometry w milczeniu biało-czerwoni. Po dotarciu na miejsce okazało się, że stoimy za barierkami z dala od telebimu. Po interwencji przepuszczono nas do ogrodzenia bliżej ekranu w tzw. otwartej strefie specjalnej. Teraz mogliśmy oglądać oficjalne uroczystości z KL I „Sauny”. Za barierkami na otwartej przestrzeni policjanci z psami pilnowali porządku. Staliśmy przez cztery godziny w błocie bez jednej ławki i bez przenośnego sanitariatu. Tak nam przygotował pan Cywiński, ważniejszy od ministra. Na czas przybycia oficjeli i gości, w większości Żydów, pod Pomnik ustawiono szereg policjantów o dwa kroki naprzeciw nas – twarzą w twarz z bronią gotową do strzału. Gospodarze uroczystości i goście znajdowali się naprzeciw nas w takiej odległości, że nie można było odróżnić twarzy. Na oficjalnej państwowej uroczystości nie było flagi narodowej, hymnu, sztandaru, apelu poległych.

Droga Pani Mario, trochę pokory wobec butnych rządzących. Uroczystość była organizowana dla VIP-ów a nie dla plebsu. Utarczki przy wejściu miały przybyłym pokazać, gdzie jest czyjeś miejsce. Przecież rewizja była konieczna, by straż muzealna mogła okazać swoje zaangażowanie w wykonywaniu nakazu swojego pryncypała. Nie wiadomo przecież z jakimi intencjami byli więźniowie i rodziny po byłych zamordowanych więźniach KL Auschwitz przybyły na tą rocznicową uroczystość. A może chciał ktoś przenieść w torebce damskiej granat, laskę dynamitu, bombę zegarową itd. Ostrożności w tym przypadku nigdy za wiele. A gdyby mężczyźni chcieli się demonstracyjnie powiesić na paskach od spodni. To i tak ulgowo zostali potraktowani, że nie zabierano sznurowadeł od butów, nie sprawdzano powiązań z Al-Kaidą czy inną formacją terrorystyczną?

Trochę wyrozumiałości Pani Mario! Nie jestem pewien, czy wokół Muzeum Auschwitz nie rozmieszczono wojsk rakietowych lub antyterrorystów. W takim zbiorowisku przybyłych świętować 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu lub na przybycie 14 czerwca – rocznicę pierwszego transportu więźniów z Tarnowa do KL Auschwitz, nie wiadomo jakie pomysły i komu z przybyłych mogą trafić do głowy.

Odseparowanie rodzin byłych więźniów z dala od VIP-ów też ma swoje uzasadnienie – „co tam plebs będzie się mieszał czy nawet zbliżał do „rasy panów”! Jak to mówią, „ryba psuje się od głowy”. Przykład idzie od góry! Chyba ogląda Pani telewizję i widzi jak się ulubiona władza „dobrej zmiany” oddziela ochroniarzami od reszty suwerena. Planowane jest postawienie ogrodzenia dookoła Sejmu, a barierki koło Sejmu to rzecz normalna. Pewne sprawy trzeba rozumieć – zażywać środki otępiające i przytępioną świadomością spojrzeć na rzeczywistość.

Nawiązuję jednak do sprawy policji z psami gdyż tego, mimo zażycia sporej dawki relanium zrozumieć nie potrafię, w związku ze skojarzeniami z tym związanymi.

Opowiadała mi córka pracownika cywilnego w przyobozowych obiektach (lata ok. 1944), która widziała, że jej ojciec przybywszy któregoś dnia z pracy do domu zamknął się w pokoju i unikał kontaktu z domownikami. Dopiero po kilku dniach wyjawił sposób swojego zachowania, gdyż był świadkiem, jak na jakimś placyku obok ogrodzenia KL Auschwitz esesmani z psami urządzili sobie zabawę powodując, że rozwścieczone psy rzuciły się na gromadkę dzieci bawiącą się na tym placyku. Esesmani urządzali sobie takie zabawy z psami – i rozbawieni patrzeli gdy psy rozszarpywały te dzieci!

Drugi przykład, znany ze swej spektakularnej ucieczki z obozu były więzień Kazimierz Piechowski miał również makabryczne przeżycia związane z esesmańskimi psami. Otóż po szczęśliwym powrocie z obozu do domu, będąc kiedyś świadkiem co esesmani robili z psami w obozie, miał makabryczne sny. Pewnego razu śniło mu się, że rozwścieczony pies rzuca się na Niego, a on bronił się przed pogryzieniem przez psy. Któregoś wiec razu tak przejął się tymi nocnymi koszmarami, że w śnie broniąc się przed psami nogą – kopnął w kaloryfer obok łóżka i złamał palec u nogi.

Stąd Szanowna Pani Mario, jak oceniać wrażliwości dyrekcji Muzeum Auschwitz, że dopuściła do takich skojarzeń wprowadzając policjantów z psami na teren byłego obozu i afiszując się takim „zabezpieczeniem” – przed kim? Doprawdy aż tak drastyczne środki ostrożności należy wprowadzać w miejscu, gdzie mordowani byli nasi bliscy – wprowadzać policję z psami i bronią gotową do strzału? Ja nazywam to jednoznacznie – zezwierzęcenie obyczajów – bezkarne zezwierzęcenie!

[…] Za zacieranie śladów o męczeństwie Polaków i o ofiarach w Auschwitz i poniżaniu nas we własnym kraju a pan Cywiński otrzymuje odznaczenia.

Gdy trudno było stać przez te cztery godziny, to myślałam, że jestem syta, ciepło ubrana, stoję z własnej woli i w każdej chwili mogę się wycofać z tego placu, a ofiary zbrodni hitlerowskiej stały w drewniakach, ubrani w drelichy, głodni, zziębnięci, okaleczeni na ciele i duszy stali przez dwanaście godzin w nocy i w upały.

Muzeum postarało się zafundować nam trochę grozy obozowej w postaci policjantów z bronią i psami. Za takie potraktowanie nas Polaków czczącym pamięć swoich bliskich i bezimiennych ofiar społeczeństwo zapłaci kartką wyborczą.

Cóż, chyba dyrektorowi Cywińskiemu chodzi o nowoczesne metody uświadamiania zwiedzającym byłym więźniom i rodzinom po byłych więźniach, a także nie znającym tego co znaczył KL Auschwitz – jak można upokarzać, upodlać ludzi. Dziękuję Pani Mario, dziękuję za te swoje tak sugestywnie opisane refleksje.

A już tak dla jasności sprawy – czy Muzeum ma dowody, ile było na terenie Muzeum bójek z użyciem drzewców od flag, ile przez to ofiar takich bójek, czy były zniszczenia tymi drzewcami eksponatów muzealnych?

Jerzy Klistała („nie-Żyd”)

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.07.16.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała