O decentralizacji


Nie pamiętam już przy jakiej okazji pojawiły się informacje, że po roku 1989 był taki plan, żeby Polskę przyłączyć do Niemiec. Plan ten nie został jak wiemy zrealizowany, ale na jego miejscu pojawił się inny plan – decentralizacja. To jest to samo, tyle, że koszta takiego przyłączenia ponosić będą lokalsi, a nie centrala w Berlinie. Czy ci lokalsi, to znaczy ludzie tacy jak Dutkiewiczowa to rozumieją? Nie, ponieważ oni uważają, że ich pozycja będzie lepsza niż pozycja reszty lokalsów na obłożonym dodatkowymi obciążeniami terenie, a poza tym cieszą się, że zostaną awansowani na Niemca.

Po napisaniu książki o św. Stanisławie i kilku rozmowach z Rafałem, uważam, że kwestia decentralizacji jest jedną z kluczowych w naszej historii. Tak się jednak jakoś składa, że cały ów proces nie jest w naszej państwowej mitologii traktowany zbyt serio. Podaje się za to liczne przykłady korzyści, jakie przyniosło zdecentralizowanie państwa. Człowiek odpowiedzialny zaś za pierwszą decentralizację uważany jest za bohatera. Sam zaś proces za „naturalną tendencję w historii”. To są idiotyzmy. Musimy to powiedzieć wprost, bo jeśli przyłożymy do całej tej hagady naszą, tutejszą miarkę, wyjdą nam rzeczy następujące.

Średniowieczna decentralizacja objęła tylko Ruś i Polskę, czyli obszary leżące na skrzyżowaniu szlaków północ-południe i wschód zachód, na granicy ówczesnej Europy i wielkiego stepu. Jeśli tak, to znaczy, że towary przewożone tamtędy musiały przechodzić przez granice wewnętrzne zdecentralizowanych państw i poszczególne księstwa na tym obrocie zarabiały. To się z pewnością nie podobało wielkim eksporterom i importerom z południa, ale dla kogoś miał ów system sens.

Politycznie decentralizacja miała znaczenie takie, że obszar jej poddany w zasadzie tracił podmiotowość. Nic nie jest jednak wieczne i kiedy jedno czy drugie księstwo zaczynało lepiej prosperować natychmiast zgłaszało akces do tego, by centralizować rozbite dzielnice, albowiem istniały po temu przesłanki silne – po pierwsze tradycja lokalnej dynastii, po drugie organizacja kościelna prowadząca coraz bardziej niezależną od mocarstw politykę. Dlaczego decentralizacja nie mogła być tendencją ogólnoeuropejską? Bo Węgry nie zostały zdecentralizowane. Węgry pozostały tym czym były i nikomu na myśl nie przyszło, by je podzielić. Nie wiem dlaczego tak było, być może plemienna lojalność Węgrów to uniemożliwiała, a być może były jakieś inne przyczyny. Oczywiście próbowano narzucić Węgrom obcą dynastię i to się udało, ale do rozbicia królestwa potrzebne były siły z zewnątrz i musiały to być siły poważne.

W Polsce decentralizacja była po prostu decyzją księcia. Kim był ten książę dokładnie nie wiemy, bo oceniamy go wyłącznie poprzez pryzmat legend, z których wiele nie ma w sobie ani ziarna prawdy. Realne oceny nie wchodzą w grę albowiem Bolesław III stał się elementem propagandy różnych reżimów z komunistycznym włącznie i tak już zostało. Nikt nie wie dokładnie nawet czy bitwa na Psim Polu rzeczywiście się rozegrała czy była tylko wymysłem. Jego zaś decyzja o decentralizacji uważana jest za błąd polityczny, ale mieszczący się w ówczesnych standardach. To nie może być prawda, a kwestia – dlaczego na niektórych obszarach dziedziczenie przebiegało w myśl zasady senioralnej, z wykluczeniem młodszych potomków, a na innych dominował równy podział ziemi, ze szkodą dla lokalnej doktryny politycznej, powinna być przedmiotem osobnych studiów. Nie można bowiem wykluczyć, że mechanizm tego dziedziczenia był stymulowany przez organizacje handlowe, te jawne i te ukryte. Takie zaś przypuszczenie stawia nas wobec następujących pytań – komu tak naprawdę służył Bolesław III, a także – czy jego konflikt z rodem Awdańców reprezentującym te same siły, które przysłały do Polski Galla Anonima, miał związek z koncepcją decentralizacji.

Jeśli przyjmiemy, że Gall przybył z terytorium zarządzanego przez Wenecjan, to można stworzyć następującą hagadę – Wenecjanie nie są zainteresowani podziałem obszaru między Karpatami a Bałtykiem, a kronika Galla, ma ową tendencję ilustrować. Miejscowy władca jest w niej przedstawiany jako sukcesor Bolesława II, weneckiej kreatury zarządzającej scentralizowanym obszarem i stawiającej warunki Kościołowi. Ponieważ Wenecjanie nie chcą wojny z Kościołem, opis konfliktu króla i biskupa z Krakowa jest pojednawczy, choć używa się w nim słów ostrych. Generalnie jednak sprawa jest bagatelizowana i przesuwana w sferę legend z podtytułem „dawno i nieprawda”.

W pewnym momencie jednak Bolesław III zmienia swoją politykę, wypędza kronikarza, a ludzi mu przychylnych likwiduje bądź oślepia. Dlaczego? Być może dlatego, że ktoś zaproponował mu następujący deal – podziel państwo, ono będzie i tak miało zwornik w postaci seniora, a te twoje dzieci, ta banda rozwydrzonych gamoni, zarobi sobie trochę na przepływie towarów z północy na południe, na prawie składu i na innych prawach, które sama będzie stanowić. Nie twierdzę, że tak było, ale pokusa by stworzyć taką wizję jest silna. – Deal – powiedział Bolesław – ale teraz strach panie, może jak będę umierał? I pacz pan, jak raz w niedługi czas potem zaczął umierać, ale na tyle wolno, że zdążył jeszcze ten swój testament napisać. Que coincidencia? Czyż nie?

Wenecjanie widząc co się święci od razu zaczęli buntować juniorów przeciwko seniorowi, a to dlatego, że nie mogli ani podważyć testamentu, ani wysłać na północ kontyngentu, który zdewastowałby państwo i postawił na jego czele jakiegoś posłusznego republice żyda. Działali na zasadzie – o żesz ty chamie, jak ty mnie to ja tobie. Powstałego stanu rzeczy jednak nie mogli zakwestionować. I tak aż do momentu kiedy w rozbitym państwie zaczęły pojawiać się tendencje do ponownej centralizacji. Czyli w chwili kiedy najbogatsza dzielnica, to znaczy Śląsk, wpływać zaczął na politykę nie tylko lokalną, ale także regionalną. Wenecjanie pomyśleli wtedy o tym, że warto by może powrócić do starej koncepcji scentralizowania rynków, ale nie w skali regionu, ale takiej trochę większej. Jak pomyśleli tak zrobili – wysłali swoich ludzi do Azji, a ci gdzieś w szczerym stepie spotkali się z przedstawicielami wielkiego chana.

Pomysł by scentralizować rynki i jak to się dziś mawia – je uwolnić, połączony został z pomysłem zlikwidowania największej politycznej konkurencji Wenecjan czyli królestwa Węgier. Próba taka została podjęta, ale na nieszczęście dla weneckich planów umarł chan i w scentralizowanym państwie mongolskim rozpoczęła się walka o władzę, nie dzika bynajmniej, ale bardzo kulturalna. Obszar wolnego rynku zarządzanego przez mongolską konnicę udało się rzeczywiście stworzyć, ale tylko do Bugu. Czy to dla nas dobrze czy źle? Trudno dziś oceniać, ale możemy na podstawie powyższych hipotez spróbować ocenić decentralizację współczesną.

No więc jest tak: nikt nigdy nie pozwoli na to by Polska połączyła się z Niemcami, tak samo jak nikt nie pozwoli na połączenie się Niemiec z Austrią, choć wszyscy wiedzą, że nie ma czegoś takiego jak naród austriacki. Obszar wolnego handlu na wschodzie i swobodnego przepływu wszystkiego, a także robienia dowolnych przekrętów powstać rzecz jasna może, ale tylko do Bugu. Nie będą go dziś firmować Mongołowie, ale kto inny.

Decentralizacja w wydaniu naszych rodzimych kacyków jest próbą powtórzenia średniowiecznego dealu, bez zrozumienia jego istoty. Nikt nie pozwoli Niemcom podzielić Polski, bo to oznacza jej przyłączenie do Rzeszy. Na to nie będzie zgody.

Nie będzie też zgody na różne unie z Ukrainą i tworzenie czegoś większego „w podobie I RP”. Mowy nie ma, bo tam właśnie ma się rozciągać wielkostepowa strefa ekonomiczna.

Tendencje odśrodkowe będą widoczne, ale będą słabnąć, a spoiwem scentralizowanego na nowo i zabezpieczonego państwa, będzie – wśród rzeczy poważniejszych – także patriotyzm a la Sakiewicz, lansowany od lat uporczywie i z wielką powagą. Mnie to nie przeszkadza, jeśli będę mógł swobodnie robić i mówić to co do tej pory. Niech sobie spajają państwo Pileckim czy nawet Bolesławem III. Miałbym inne propozycje, ale niech tam…

Tak to mniej więcej wyglądało i wygląda przed oczyma duszy mojej.

Zapraszam do naszej księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl a także na stronę www.prawygornyrog.pl

Przypominam także, że nasze książki są dostępne w księgarni „Przy Agorze” w Warszawie – ul. Przy Agorze 11a, a także w sklepie Foto Mag przy stacji metra Stokłosy.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  18 lipca 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Rozbicie dzielnicowe Polski. Testament Bolesława Krzywoustego. Fot. za wikipedia.org / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.07.19.
  Podziel się:
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski