O istotnym znaczeniu wyrazu „koszerny”


W istotnym, czyli niereligijnym sensie słowo „koszerny” oznacza kontrolę rynku przez wyselekcjonowaną kastę kapłańską. To jest hipoteza, z którą nie trzeba się zgadzać, a wręcz można protestować i jej autora czyli mnie zwyzywać od ostatnich. Tak to jednak widzę – kontrola rynku zaczyna się od jakości religijnej ściśle z tym rynkiem połączonej. Ona może być wspomagana poprzez inne jakości, na przykład dobre słowo lub rewolwer, ale nie musi. To znaczy nie musi dziś być w ten sposób wspomagana, albowiem temu wspomaganiu służą wielopiętrowe, zhierarchizowane organizacje, które nie kontrolują rynku, ale go kreują i są jego właścicielami. Tak jest na przykład z rynkiem książki, na którym nakłady sięgają tysięcy egzemplarzy, a wydawnictwa nie muszą się martwić o sprzedaż, albowiem ona jest gwarantowane przez wchodzące w skład rynku media. Wydawnictwa nie muszą się też przejmować kosztami, te bowiem pokrywane są przez instytucje państwowe, które mają w statucie wpisane, że muszą realizować jakąś misję. To znaczy, na przykład, muszą propagować humanizm czy coś równie idiotycznego. Myśli, które tu wyłożyłem pojawiły się w mojej głowie, kiedy zainspirowany obłędem Jana Hartmana zajrzałem na allegro, żeby sprawdzić, ileż jest tam biografii Leonarda da Vinci. No i okazało się, że jest jedna. Jej autorem zaś jest Walter Isaacson. O tu jest jego krótka biografia

Walter jest, jak widzimy nie tylko biografem Leonarda, ale także Einsteina, Kissingera i Jobsa. Możemy zaryzykować hipotezę taką, że gdyby Hartmanowi ktoś pokazał te biografie, to on by się zaczął zastanawiać, czy może nie byłoby lepiej zacząć prowadzić ten kalendarz, od narodzin Einsteina – w końcu on też był żydem. A może nie, może lepiej byłoby prowadzić go od narodzin Kissingera. Na pewno nie od narodzin Jobsa, bo ten miał ojca Araba. O co chodzi Walterowi Isaacsonowi? O to, jak mniemam, żeby przejąć kontrolę nad duszami wymienionych w tytułach jego biografii osób. I w dodatku zrobić to w sensie dosłownym. Jeśli ktoś w to nie wierzy, niech się jeszcze raz zastanowi jaki jest istotny sens wyrazu „koszerny”. Jeśli biografia Leonarda, autorstwa byłego szefa CNN, jest tłumaczona na wszystkie języki świata, w tym polski, to czyni się to, po to właśnie, by zawładnąć pośmiertnym życiem pana da Vinci. Mamy bowiem gwarancję, że nikt, widząc tę biografię, nie porwie się na napisane konkurencyjnej i nie zorganizuje wokół niej żadnej dyskusji. Nawet jeśliby ktoś to zrobił i byłby Włochem, albo Francuzem, bo jasne jest, że Polacy odpadają w tej konkurencji, jego praca nie miałaby innego znaczenia niż lokalne. A i to zostałoby szybko unieważnione. Nikt bowiem poza ludźmi z kręgu Waltera Isaacsona nie ma tak wyraźnie istotnego interesu w pisaniu tej biografii. Akademikom się zdaje, że oni swoją pracą poszerzają obszar wiedzy o postaciach i zjawiskach historycznych. To jest bardzo łatwy to zdemaskowania idiotyzm. Niczego nie poszerzają i niczego nie pogłębiają, bo ich książki – na ich własne życzenie – mają nakłady homeopatyczne, jak mawia Rafał Aleksander Ziemkiewicz. Oni zaś są święcie przekonani, że tak ma być, albowiem muszą przemawiać do wybranych, czyli do tych, którzy pojmują głębię i wyrafinowany charakter ich myśli. Walter Isaacson nigdy by tak nie pomyślał, albowiem on dokładnie wie, co jest istotne – władza nad duszami zmarłych bohaterów i władza nad duszami żywych ludzi, karmiących się mitem humanizmu. Po to właśnie pisane są te biografie. I Walter Isaacson taką władzę posiadał. No, może nie on osobiście, ale ludzie, którzy kreują nakłady i wyznaczają kierunki masowej dystrybucji. On jednak ma w tym żywy i spory udział. Na podstawie jego książki o Jobsie, ten pan – 

nakręcił film, do którego napisał scenariusz. Tam w dole, po prawej macie jego zdjęcie w czasie jakiegoś spotkania z młodzieżą, gdzie opowiada o swojej sztuce. To jest jawne oszustwo, albowiem on nie uprawia żadnej sztuki. To jest kanciarz, który zachowuje się w sposób w jaki zachowanie geniuszy zostało wykreowane przez organizację, która go wynajmuje. 

Robi miny, moduluje głos, zapomina kwestii, potem ją sobie nagle przypomina i generalnie stara się zrobić jak największe wrażenie na publiczności. Mamy wręcz całkowitą pewność, że Leonardo nie zachowywał się w ten sposób. I taką samą całkowitą pewność, że tak nie wyglądał. Ktoś jednak w organizacji, do której należą Walter i Aaron uznał, że ten sposób promocji autora będzie najbardziej odpowiedni i najlepiej będzie stymulował sprzedaż.

Kiedy już zorientowałem się jak wygląda sprawa z Leonardem, poszukałem na allegro Michała Anioła. On ma sporo biografii i sporo tekstów o nim napisano, a organizacje do których należą Walter i Aaron póki co się o niego nie upomniały. Ruch LGBT jest jakoś ostrożnie podchodzi do tematu, ale to pewnie z tego względu, że jego działacze obawiają się iż, po zawłaszczeniu Michała Anioła, ktoś im każe wykuć coś z kamienia – może kotka – i nastąpi cholerna demaskacja połączona z kompromitacją. To znaczy okaże się, że nie wystarczy być gejem, żeby być fajnym, trzeba jeszcze ostro przypierniczać fizycznie, a na to nie każdego stać. No, ale dość żartów. Dlaczego Michałowi Aniołowi nie ukradziono duszy? Może dlatego, że jest on autorem wysokich lotów poezji religijnej? To tylko taka sugestia, której nie trzeba brać pod uwagę. Leonardo zaś już przez Vasariego nazwany został heretykiem, tak to przynajmniej przedstawił tłumacz „Żywotów malarzy, rzeźbiarzy i architektów” Karol Estreicher. Z zawłaszczeniem duszy Leonarda jest więc mniejszy kłopot niż z duszą Michała Anioła.

Jak wiemy podobne próby przejęcia kontroli nad narracją, czyli napisania biografii „najwybitniejszych” ludzi zasłużonych dla kultury, podejmowane są także u nas. One za każdym razem kończą się kompromitacją i próbą ukrycia rzeczy w tych biografiach najistotniejszych. Mistrzem w tym pisarskim katastrofizmie jest oczywiście Żakowski, a zaraz za nim plasuje się niejaki Remigiusz Grzela. No i na trzecim miejscu mamy Artura Domosławskiego, który napisał lat temu kilka, biografię Ryszarda Kapuścińskiego. Kłopot tych wszystkich ludzi polega na tym, że oni nie są w stanie przekonać czytelników w Polsce iż przedmiot ich fascynacji, czy też może rzekomej fascynacji, jest rzeczywiście osobą wybitną. Nie rozumieją też, że sukcesem dla nich nie powinno być naśladowanie Waltera i Aarona na polskim podwórku, ale konkurowanie z nimi na rynku globalnym. Polski bowiem rynek, jest przez takich jak oni unieważniony, to znaczy nie ma na nim nawet pozorów konkurencji, a wszystkie jakości trzymają się na agrafkach pozapinanych przez otoczenie redaktora Michnika. Ludzie ci mogą pisać biografie Mrożka, Kapuścińskiego, Osieckiej, czy kogo tam jeszcze, ale czytelnik, co raz młodszy, nie będzie już wiedział kim byli ci ludzie, bo siły nakręcająca koniunkturę na te nazwiska, są za słabe i nie mają żadnej, podkreślam, żadnej możliwości, by na dłuższą metę oszukać czytelnika.

Co innego Walter i Aaron. Oni mają takie moce, ale oni walczą o sprawy poważne. Kogo bowiem obchodzi władza nad duszą Kapuścińskiego? – Kto by się tam i łakomił na waszmości nędzne życie – że pojadę klasykiem. Co innego władza nad duszą Leonarda. To jest rzecz poważna.

Czy my mamy w ogóle szansę na to, by w jakiś sposób konkurować z Aaronem i Walterem. Ja oczywiście twierdzę, że mamy. Tylko nie przez biografię Kapuścińskiego i Mrożka, bo ci nikogo nie interesują. Mamy, jeśli będziemy pisać o św. Stanisławie i św. Andrzeju, jeśli napiszemy swoją historie Sacco di Roma i biografię Albrechta Hohenzollerna, inną niż ta, która jest na rynku. To nic, że nikt nas nie będzie zauważał. Kiedy umrzemy, następcy Waltera i Aarona zaczną wykupywać te książki za duże pieniądze na wszystkich aukcjach. Tak więc, jeśli ktoś chce za parę lat trafić grubszy grosz, niech się nie waha.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze i na stronę www.prawygornyrog.pl

Z różnych przyczyn nie mogłem wrzucić tekstu dziś rano. Ponawiam też prośbę

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024
i
pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  19 sierpnia 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Gabriel Maciejewski. Fot. Inter. / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.08.21.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski