Czy żona premiera Netanjahu była w Trójkącie Bermudzkim?


Otrzymałem wczoraj pocztą dwie przesyłki, w jednej była książka Arnolda Mostowicza „My z kosmosu”, a w drugiej książka Josepha Kessela „Krwawy step”. Tę drugą przeczytałem od razu, a pierwszą tylko przekartkowałem. Jakby tego było mało, przeczytałem wczoraj jeszcze tekst Toyaha o wizycie Benjamina Netanjahu wraz z małżonką na Ukrainie. Żona szanownego gościa wykonała tam gest niezwykły, którego ja nie mogłem niestety obejrzeć, bo wszystko w moim organizmie krzyczało – nie patrz na to, nie patrz na to! Oto na lotnisku para została przywitana przez dziewczęta w strojach ludowych, które trzymały na tacy wielki bochen chleba. Benjamin Netanjahu oderwał kawałek tego chleba i podał żonie. Ona zaś rzuciła go na ziemię. To jest moim zdaniem coś niezwykłego. Nie dlatego, że demaskuje sposoby realizowania przez Izrael polityki w Europie Środkowej, ale dlatego, że jest komunikatem dla wszystkich mieszkańców Izraela. Rzucenie tego chleba na ziemię mówi im jaki jest ich status na Ukrainie. Ja mam nadzieję, że do podobnej demonstracji nie dojdzie w Polsce, a jeśli dojdzie, odpowiedzią będą zamieszki, bo których pani Moschbaher dla uspokojenia nastroju zatańczy na rurze, a Jonny Daniels, publicznie zje pęto kiełbasy i przegryzie niekoszernym małosolnym.

Nie muszę tłumaczyć, co łączy Arnolda Mostowicza, Josepha Kessela i żonę Netanjahu, szlag z tym jak ona się tam nazywa. Wszyscy ci ludzie są żydami i wszyscy zachowują się w pewien określony sposób. To znaczy komunikują się z otoczeniem na zasadach, które sami ustalili, bądź odziedziczyli, a które interlokutorzy zaakceptowali uważając je nie tylko za interesujące, ale także za korzystne i bezpieczne dla siebie. Co zrobiła pani Netanjahu już wiemy i wiemy jakie było przesłanie tego gestu. Nie rozumiemy tylko dlaczego nie powtórzono tego newsa w żadnych wczorajszych wiadomościach, ani w TVP, ani w TVN.

No, ale co takiego zrobił Mostowicz pisząc książkę „My z kosmosu”? Zarobił trochę forsy, to pewne, nakład bowiem wynosił 60 tysięcy egzemplarzy, a poza tym powtórzył tam wszystkie dostępne w latach siedemdziesiątych brednie o spotkaniach trzeciego stopnia, które nigdy nie nastąpiły. No i rzecz jasna o Trójkącie Bermudzkim. Nie wiem, czy wiecie, ale trójkąt taki nigdy nie istniał i był jednym z fejków stworzonych na użytek globalnej komunikacji. Być może w ramach gawęd o trójkącie przekazywano sobie jakieś poufne informacje, a być może służył on jedynie do rozpoznawania idiotów wierzących w jego istnienie i do dalszej ich obróbki propagandowej. Wymienia także Arnold Mostowicz nazwiska różnych wybitnych naukowców, którzy zajmowali się dowodzeniem, że inne cywilizacje istnieją. Nie dodaje tylko, że ludzie ci, tak jak Josif Szkłowski, dochodzili w końcu do wniosku, że ich praca i lata spędzone na nasłuchach, to strata czasu i pieniędzy. No, ale do rzeczy, co proponuje nam Mostowicz? To jest propozycja komunikacji oparta o zasady, których dysponentem, co z tego, że chwilowym był on właśnie – Arnold Mostowicz, lekarz z łódzkiego getta. Wielu ludzi zaakceptowało tę propozycję i zaśmiecało sobie i innym głowy, komunikatami powielonymi przez Arnolda. Były one bowiem atrakcyjne i emocjonalnie inspirujące. Piszę – emocjonalnie, bo o to właśnie chodzi, żeby grzać emocje. Gdyby były inspirujące intelektualnie, musiałby być do nich dołączony jakiś aparat krytyczny, a nie jest. Arnold czyni jednak coś więcej, poprzez swoją książkę i dyskusje wokół niej, on buduje płaszczyznę na której będzie można z kolei tworzyć hierarchię. Ta zaś będzie kontrolowana przez ludzi, którzy są rzeczywistymi, trwałymi dysponentami treści dotyczących UFO.

Co takiego proponuje Kessel? On jest – zaznaczę na początku – najgorszy. Jest gorszy niż żona Netanjahu. Myśmy już tu o nim pisali, jest to pan, który opiewał rewolucję poprzez jej krytykę. To znaczy, podobnie jak Babel, zajmował się pisaniem „prawdziwych” opowiadań o terrorze. Potem zaś, wraz ze swoim siostrzeńcem, przyszłym członkiem Akademii Francuskiej – Maurice’em Druonem – napisał słynną pieśń gaulistowską „Partisan”. Prócz tego był autorem scenariuszy do kilku filmów, w tym do beznadziejnego i bardzo prymitywnego obrazu zatytułowanego „Piękność dnia”. Rzecz jest o uczciwej kobiecie, która nagle wpada na pomysł żeby dorobić sobie tyłkiem w okolicznym burdelu. Główną rolę gra Catherine Deneuve. Dodam jeszcze, że Kessel urodził się w Entre Rios, to prowincja w Argentynie, gdzie jego ojciec, żydowski lekarz z Litwy, prowadził praktykę. Kessel wyjechał z Rosji w 1908 i resztę życia spędził we Francji. Jego opowiadania jednak pisane są z takim sznytem, jakby autor, niczym Izaak Babel, przebył cały szlak bojowy z armią Budionnego.

Czego nie ma w tych opowiadaniach! Jest nauczyciel gimnazjalny – sadysta, który postanawia zostać czerwonym dowódcą, a potem buntuje się i zostaje anarchistą. Jest mała dziewczynka zmuszona do prostytucji przez dobrotliwego wujaszka, jest zakochany w swojej ofierze kat, który nie może wykonać wyroku śmierci, a także blondynki w oficerkach i czapkach na bakier, rzekomi obłąkani, którzy ukrywają swoją tożsamość w domu wariatów, by uniknąć śmierci i inne jeszcze cuda. Nie ma tam tylko prawdy. Skąd ja to wiem? Bo Kessel nie widział rewolucji. On tylko został wysłany z jakąś misją na Daleki Wschód, a jak ktoś nie wie co się działo w czasie rewolucji na Dalekim Wschodzie, niech sobie przeczyta książkę Jerzego Bandrowskiego „Przez jasne wrota”. Dodam tylko jeszcze, że na Dalekim Wschodzie był także, w ciekawych misjach, inny pisarz – Jack London. Co nam proponuje Joseph Kessel? To samo, co Mostowicz i żona Netanjahu. On nam proponuje komunikację, której kody znajdują się pod kontrolą osób zlecających Kesselowi robotę. To jest ciekawe, dla wielu inspirujące, a przede wszystkim silnie działa na emocje przez co ludzie niedoświadczeni mają wrażenie, że dostają solidną porcję prawdziwych wrażeń.

Czym Mostowicz i Kessel różnią się od żony Netanjahu? Tym, że oni zostawiają swoim interlokutorom wyjście – można nie wierzyć w UFO, można nie kupić książki Mostowicza. Można nie zajmować się rewolucją, albo odrzucić precz książkę Kessela już przy opisie zbrodni dokonanej przez młodocianą prostytutkę na jej sponsorze. Tak to jest bezczelne i niewiarygodne. Nie można zanegować gestu żony Benjamina Netanjahu i nie można go nie zauważyć. Im kto bardziej go nie zauważa tym mocniej podkreśla jego znaczenie. To jest oczywiste i widoczne. To jest komunikacja, której odrzucić nie możemy. Musimy albo powiedzieć – fuck off, albo się ukłonić. Ukraińcy wybrali to drugie wyjście. Być może ono jest korzystniejsze, ale nie przypuszczam, bo cała mechanika opisywanych tu zjawisk działa w ten sposób, że coś się wydaje korzystne albo ciekawe, a potem okazuje się zupełnie inne i ku innym celom powołane.

Skąd ja wiem, że Kessel kłamie? Swoje opowiadania wydał w 1922, na polski przetłumaczono je w 1928, a znajdują się w nich wszystkie motywy, które potem powtarzane są w tak zwanej literaturze antykomunistycznej. Mamy więc ubrania zamordowanego syna, rozpoznawane przez matkę, które urastają do rangi tragicznych symboli, mamy dylematy moralne katów i szereg postaw, które prezentują się niczym jakieś okropne kostiumy na bal maskowy powyciągane z szafy z naftaliną. Widzimy to wszystko, odnajdujemy te same rzeczy w tekstach i obrazach późniejszych i zdaje nam się, że to taka tradycja podtrzymująca wiedzę o tragicznych czasach. Otóż nie. To jest inna tradycja – to jest tradycja tworzenia fałszywych płaszczyzn porozumienia, które kończy się podporządkowaniem i uległością. Bo ta jest korzystna.

Na dziś to tyle, wracam do socjalizmu, którego już znieść nie mogę. Muszę to skończyć jak najszybciej.

Zapraszam do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG, do księgarni Przy Agorze 
i na stronę  www.prawygornyrog.pl

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024
i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  22 sierpnia 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Sara i Beniamin Netanyahu. Fot. getty images, za: The Farward  / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.08.27.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski