August Cieszkowski i my (cz.1)


W marcu 2019 roku minęło bez echa 125 lat od śmierci hr. Augusta Cieszkowskiego. Minęło blisko pięć lat od bardziej doniosłej, dwusetnej rocznicy urodzin Cieszkowskiego, która również przeszła w Polsce prawie niepostrzeżenie. Wszystko wskazuje na to, że większość Polaków niewiele wie o nim i jego wybitnych osiągnięciach.

Kim był zatem August Cieszkowski? 

Był, moim zdaniem, najmądrzejszym i najbardziej wpływowym Polakiem czasu zniewolenia Polski, pod wieloma względami nie ustępujący św. Janowi Pawłowi II. Nie liczę na to, że ktoś zechce ze mną polemizować, gdyż wymagałoby to przynajmniej poznania i zrozumienia bogatego dorobku tego wybitnego Polaka, lub choćby tylko czterech tomów „Ojcze Nasz” i „Uwag nad obecnym stanem finansów angielskich”. 
Jednak nie okrągła rocznica śmierci Cieszkowskiego jest tematem niniejszej publikacji. Ważniejsze wydaje się zrozumienie, dlaczego Wielcy Polacy są dzisiaj w Polsce wymazywani z pamięci. To nie jest problem Cieszkowskiego, to jest nasz problem.

Dzieje się tak w sytuacji, gdy w obliczu kryzysu globalnego i nadciągających ze wszystkich stron zagrożeń bytu narodowego, sięganie po wiedzę i doświadczenie ludzi, którzy potrafili znaleźć rozwiązania najtrudniejszych problemów duchowych i materialnych, jest czymś bezwzględnie koniecznym. Cieszkowski był promotorem przeobrażeń społecznych, religijnych i ekonomicznych, bez których odzyskanie przez Polskę niepodległości byłoby nierealne. 

Odległa epoka, ciągnąca się od Świętego Przymierza do Powstania Listopadowego, z dzisiejszym stanem Europy i Polski ma wiele wspólnego. Wspólny mianownik, to wielki kryzys duchowy i ekonomiczny Europy i Polski, nieustannie podsycany przez podobne hordy barbarzyńców. Z wielkim kryzysem nieuchronnie łączy się ostre zawężenie pola aktywności społecznej i narastająca potrzeba jego odzyskania. Potrzebna jest zatem filozofia czynu, który odwróciłby niebezpieczne i dolegliwe tendencje społecznie, gospodarczo i politycznie. 

W tym świetle wyraźna staje się zbieżność poszukiwania odpowiedzi na wielki kryzys przez Benedykta XVI (widocznej zwłaszcza w encyklice Caritas in Veritate) oraz przez polskich myślicieli doby popowstaniowej. Najważniejszym, moim zdaniem, wspólnym elementem tych odpowiedzi jest przekonanie, iż jedyną szansą wyjścia z wielkiego kryzysu jest odzyskanie siły miłości, a to dzisiaj, podobnie jak w latach życia Augusta Cieszkowskiego, nie jest łatwe do przyjęcia. I podobnie, odrzucenie sentymentalizmu. Zracjonalizowanie miłości bliźniego w warunkach wielkiego kryzysu jest niezwykłe trudne, zaś bez tego szansa wyjścia z kryzysu jest znikoma. 

Porównując różne epoki historyczne, nie wystarczy zwrócenie uwagi na kryzys społeczno-ekonomiczny. Z perspektywy polskiej, różnica między wspomnianą epoką popowstaniową, a obecną sytuacją jest jednak znaczna. Powstanie listopadowe wyeliminowało jakiekolwiek złudzenia i wątpliwości dotyczące upadku Rzeczypospolitej. Stworzyło zatem nową (a zarazem dramatyczną!) sytuację, w której gruntowne przemyślenie klęski było koniczne dla wypracowania warunków odzyskania niepodległości. Współcześnie podobnej jednoznaczności w Polsce nie ma. Do istniejącej sytuacji stosuje się szeroki wachlarz interpretacji: od przekonania o braku suwerenności ekonomicznej i narodowej, poprzez postrzeganie zagrożeń tej suwerenności, aż do opinii, jakoby zagrożeń nie było. Są to interpretacje nie tylko sprzeczne ze sobą. Są to interpretacje wskazujące na istnienie głębokich podziałów i rozdarcie duchowe społeczeństwa. Prawdopodobnie niektóre interpretacje są podyktowane względami koniunkturalnymi. 

Nie ma jeszcze w dzisiejszej Polsce takiej ostrogi, która by pobudzała do głębszego myślenia. Ale to nie powinno być usprawiedliwieniem dla widocznej gołym okiem niechęci do sięgania do doświadczeń historycznych. 

Pod pewnym względem na uwagę zasługuje porównanie Świętego Przymierza z Unią Europejską. Obydwa bloki polityczne były – przynajmniej pierwotnie -inspirowane duchowością katolicką. „Historia Świętego Przymierza, jednego z najpiękniejszych kosmopolitycznych pomysłów, spełzłych niestety na niczym, dostatecznie nam dowodzi, czego po dotychczasowych dyplomatycznych kolejach spodziewać się można. Piękny ten czyn publicznego chrześcijaństwa został tylko pięknym na papierze, a szkaradnym w wykonaniu, bo dyplomacja, której wykonanie tegoż powierzono, pozostała czym była – w istocie pogańską” a dalej „… jeżeli mamy czekać odrodzenia państw dzisiejszych i samej polityki, – niestety długo będziemy czekali”. Te słowa Cieszkowskiego śmiało można odnieść również do Unii Europejskiej.

U źródeł polskiej ekonomii politycznej 

Z racji własnych zainteresowań zawodowych nie miałem zahamowań, by przyznać, że August Cieszkowski był wybitnym ekonomistą. Był polskim ekonomistą wykluczonym z obiegu myśli akademickiej w latach dominacji ekonomii marksistowskiej, chociaż niektórzy marksiści (jak Leszek Kołakowski) przypisywali mu miano prekursora … marksizmu. Cieszkowski w wymienionej wyżej książce o finansach angielskich ostrzega przed konsekwencjami ograniczania funkcji państwa w życiu gospodarczym, lecz jednocześnie jest przeciwny leseferyzmowi, który sprowadza zadania państwa do roli „nocnego stróża”. Z pewną dozą irytacji tłumaczy, że „ani zadanie, ani posłannictwo państwowe względem przemysłu i handlu, o którym tyle rozprawiano w ekonomii politycznej, nie mogą się wydawać temu wątpliwe, kto umie rozróżnić prawdziwą interwencję od fałszywej, dodatnią od zaprzecznej (ujemnej – A.Ś.), naturalną od sztucznej. Aby nie zbłądzić, należy brać za wskazówkę wolność, która ożywia, zamiast przymusu, który krępuje, albo przemocy, która zabija”. To zaledwie znikoma część jego wyjaśnienia podstaw polityki gospodarczej, których w dzisiejszych czasach wyraźnie brakuje. 

Niektórzy Czytelnicy mogą się zżymać, że przytaczam myśli sprzed kilkudziesięciu lat. Adam Smith urodził się ponad dziewięćdziesiąt lat przed Augustem Cieszkowskim, a jego poglądy nadal są przyjmowane z wielką estymą.

Ze wspomnianej rozprawy Cieszkowskiego wyłania się solidnie uzasadniona na gruncie ekonomii politycznej krytyka wyzbywania się przez Państwo funkcji emisji pieniądza kredytowego ma rzecz banków prywatnych. „W istocie, prawie zrozumieć nie można, żeby państwa, doszedłszy do organizacji systemu monetarnego jednolitego, centralnego i poręczonego, zrzekły się analogicznego przywileju w organizacji kredytu ogólnego i obiegu”. Cieszkowski widzi w takim postępowaniu nie tylko czynnik osłabiający wpływ państwa na gospodarkę, ale również uzależnienie państwa od sił zewnętrznych, skoro „…ilekroć Państwo musi uciekać się do kredytu, zamiast wysnuwać go z własnego łona, które źródłem jego i ogniskiem być powinno, idzie go szukać na zewnątrz i sprzedaje bony skarbowe jako zwyczajne efekty handlowe. A tak poddaje się obcemu prawu, kiedy samo powinni by je dyktować”.

Dzisiaj wiadomo, jak zakończyła się historia oddawania prawa do emisji pieniądza bankom prywatnym: powstaniem światowej oligarchii finansowej i globalnym kryzysem finansowym. Toteż nie sądzę, by takie podejście do systemu kredytowego mogło podobać się światowej oligarchii finansowej, a także tym ekonomistom, którzy optują za dalszym zadłużaniem państwa (a takich w Polsce nie brakuje). Oligarchii finansowej podobać się nie może, gdyż odkrywa zasadniczą przyczynę jej powodzenia i siły. 
Nadal pozostaje otwarte pytanie: dlaczego Cieszkowski nie jest w Polsce słuchany i odrzucany? 

Tak wcześniej bywało: „Skamieniało bowiem serce tego ludu,/ ciężko im było usłyszeć coś uszami,/ a oczy swoje zamknęli,/ po to aby przypadkiem nie zobaczyli oczami,/ i nie usłyszeli uszami; /żeby nie pojęli umysłem/ i nie nawrócili się? (Mt: 131-53)

Światło Wiary

Ludzi takich jak August Cieszkowski, Bogdan Jański, Adam Mickiewicz, Kamil Norwid, Zygmunt Krasiński, cechowała – zwłaszcza w dojrzałej fazie życia – owa głęboka wiara, przenikająca ich twórczość oraz działalność społeczną, polityczną i ekonomiczną. Więc interesując się dzisiaj twórczością Augusta Cieszkowskiego należałoby wyjaśnić, na czym polegało jego silne przywiązanie do wiary katolickiej i jakie to miało znaczenie. 

Współcześnie Cieszkowskiemu przypisuje się miano mesjanisty i tylko tyle. To jakoby rozwiązuje problem, a jego fundamentalna filozofia chrześcijańska może zostać wrzucona do archiwum. Polska filozofia chrześcijańska.

Cieszkowski był niejako wzorcowym przykładem głębokiej i niezachwianej wiary. Nie można pominąć faktu, że działał w latach gorzkiej refleksji nad upadkiem Polski, czyli w czasie wymagającym przewartościowania wielu zapatrywań i zachowań leżących u podstaw tego upadku. W centrum uwagi staje problem odrodzenia siły duchowej narodu, a to pociąga za sobą ustalenie przyczyn słabości duchowej. 

Dzisiaj wielu ludzi szuka rozwiązania współczesnych problemów w polityce, licząc na to, że perswazje i protesty mogą przynieść pożądane skutki. Jest to oczywiste zawężenie pola widzenia. 

Tymczasem rozwiązanie tych problemów, to zagadnienie poważne. Dotyczy światopoglądu religijnego. Kryje się w tym jedna z przyczyn niechęci do Cieszkowskiego. Warto przytoczyć choćby jedną jego wypowiedź dotyczącą religii, aby uzmysłowić sobie, jak oderwaliśmy się od Cieszkowskiego. „Ci którzy twierdzą, że już nie potrzebujemy Religii, że ona na nic się nie zdała, tym samym bezwiednie twierdzą, że nie potrzebujemy społeczeństwa, bo samo społeczeństwo już jest Religią”. Zdanie wydaje się szokujące, lecz następne wyjaśnia jego sens: Religia jest powszechną spójnią ludzi i ludów, istną ich siłą i dźwignią”. 

Do tego warto dodać, że nie były to luźne refleksje. Były to przemyślenia wybitnego i cieszącego się wielkim autorytetem filozofa, który stanowczo zwalczał abstrakcyjne podejście do zagadnień religijnych, społecznych i narodowych; który wiele czasu i wysiłku poświęcił studiom nad Pismem Świętym i komentarzami do Pisma (zapoznając się nie tylko z tekstami łacińskimi, ale także pisanymi w języku greckim i łacińskim). 
Nasz problem polega na tym, że odrzucamy ten punkt widzenia. Godzimy się z przyznawaniem Religii jakiegoś znaczenia w życiu osobistym, ale nie społecznym. Dlatego Religia przestaje być siłą i dźwignią społeczną, czyli po prostu słabnie. Z kolei znika spójność narodowa. I jaki ma wtedy sens nawoływanie do rozwoju życia społecznego, ekonomicznego, politycznego ? Owszem, można jeszcze odwoływać się do pamięci historycznej, solidarności lub do konieczności biologicznego przetrwania. To jednak zdecydowanie za mało. Jak zauważył Cieszkowski, do tych czynników (pamięci historycznej, solidarności, biologicznego przetrwania) odwoływano się również w społecznościach pogańskich.

Dzisiaj ideologia i polityka zastępują światopogląd religijny. Właśnie dlatego „staroświeckie” pojęcia wydają się już pozbawione realizmu – realizmu politycznego – i najwyżej mogą być rozumiane jako metafory. Przyjmuje się za dobrą monetę określenie „odrodzenie duchowe”, ale jest ono wyprane z treści. Więc wypada powtórzyć za Cieszkowskim: „słowa nam dajesz zamiast rzeczy, – nazwy zamiast idei, – kamienie zamiast chleba”. Filozoficznie głębokie wyjaśnienia Cieszkowskiego, czym jest Duch (w „Bóg i palingenezya”) do nas nie dociera. I chociażby to, że bez przyznania podmiotowości narodowej nie ma co mówić o duchu narodowym, a bez uznania istnienia ducha narodowego nie ma szansy jego odrodzenia. 

Jak można walczyć z materializmem, gdy nie potrafi się przeciwstawić mu odmiennego światopoglądu? 

Cieszkowski potrafił dobrze przewidzieć, skąd spłyną na niego fale krytyki. Pisał, że „… wszystkich sobie zrażę, począwszy od najnaiwniejszych, aż do głów najbardziej spekulatywnych. Pierwsi mnie oskarżą o bezwzględne kacerstwo (…). Drudzy zarzucą mi zbytnią religijność”. Rzeczywiście, krytyka z tych dwóch stron walnie przyczyniła się do wyeliminowania Cieszkowskiego z polskiej świadomości historycznej. 
Krytyka jest rzeczą dobrą, jeśli jej poziom jest dobry. Problem polega na tym, że między poziomem polskich elit po powstaniu listopadowym, a dzisiejszymi elitami narodowymi rozciąga się wielka przepaść. Jakie miejsce we współczesnej elicie zajmują zainteresowania religijne, filozoficzne, ekonomiczne? Nawet o podstawowych zagadnieniach rozwoju społeczno-gospodarczego uparcie się milczy. Przepaść jest tak wielka, że obecne elity nie są w stanie niczego zrozumieć z dziewiętnastowiecznej myśli społecznej. Skłonne są do uznania jej ad hoc za przestarzałą, za jakoby pozbawioną znaczenia, nie wymagającą zatem kontynuacji i rozwinięcia. Niektórzy wyważają otwarte drzwi. 

W ślad za tym pojawia się wrogość wobec tych, którzy są przeciwnego zdania, gdyż bezwiednie obnażają całą mizerię politykowania i charakterystycznego dla politykowania, teatralnego patriotyzmu. August Cieszkowski, Bronisław Trentowski i wielu innych wybitnych filozofów polskich pada ofiarą tej wrogości. 

Tak to wygląda, chociaż doświadczenia upadku Rzeczypospolitej powinny być jednym z najważniejszych źródeł odrodzenia duchowego Polski. Dlatego warto zacząć rewidować nasz obecny stosunek do tradycji, który został gruntownie przeobrażony wskutek indoktrynacji marksistowskiej, a następnie – mniej agresywnie, lecz bardziej skutecznie – wskutek indoktrynacji neoliberalnej. Przypomnienie postaci i dorobku Augusta Cieszkowskiego pozwala zrozumieć, jak dalece znaczenie tradycji uległo rozmyciu i deformacji.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor , 2019-08-12.

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Więcej artykułów  prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
2019.09.02.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński