Czy najgłupsi są dziennikarze, aktorzy czy publicyści z dorobkiem naukowym?


Miałem dzisiaj pisać o czymś innym, ale poranna porcja newsów trochę mnie zbiła z pantałyku. Już się jednak opanowałem, podjąłem decyzję i lecimy. Na portalu WP można znaleźć informację o tym, jak wyglądały szczegóły prowokacji gliwickiej, a także o tym, że pierwszą ofiarą II wojny światowej był zamordowany 31 sierpnia Franciszek Honiok, ofiara tej prowokacji. W tekście o nim znajduje się takie zdanie:

Wiem, że mój ojciec, brat Franciszka, był zawsze z niego dumny. Ale w domu tak naprawdę nigdy się nie mówiło, co się wówczas stało z nim albo z jego ciałem” – mówił w 2009 r. Paweł Honiok. Do rodziny zapukali wówczas brytyjscy dziennikarze, pierwsi po 70 latach, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś o Franciszku. Polskich dziennikarzy nigdy nie było.

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie, człowieka, który przez lata utrzymywał się z pisania tekstów jako freelancer, bez żadnego wspomagania i bez środowiska, informacja ta potwierdza moje najgorsze przypuszczenia dotyczące dziennikarzy polskich. To nawet nie są durnie. Bo dureń może być zabawny, śmieszny, wesoły i może wprawić człowieka w dobry nastrój. Widok polskiego dziennikarza, jest gorszy niż śnieg w telewizorze czarno-białym za późnego Gierka w sobotę o 20.00, kiedy miał się zacząć western. To jest sam smutek, zawód i wymioty. Gorsze od widoku polskiego dziennikarza może być tylko wysłuchanie tego, co on ma do powiedzenia.

O czym nam mówi powyższy, zaczerpnięty z tekstu na portalu Wirtualna Polska, cytat? O tym, że żaden polski dziennikarz, sam z siebie, nie zainteresuje się niczym. Żeby wywołać w nim jakieś żywsze reakcje trzeba mu pokazać budżet, albo wydać polecenie. To nie wszystko jednak. Wśród polskich dziennikarzy istnieje ścisła hierarchia dotycząca tematów, a ta jest związana z wysokością budżetów, jakie organizacje zainteresowane „promowaniem wolnych mediów” przeznaczają na obróbkę tak zwanych ciekawych tematów. I tak, żeby napisać tekst o Honioku, bądź co bądź postaci tragicznej, związanej z ważnym wydarzeniem, dziennikarz polski musiałby uzyskać zezwolenie, zachętę środowiska, a także pewność, że go w nic nie wrabiają. Bo normalnie oni się takimi pierdołami nie zajmują. Oni muszą mieć prawdziwe zadania i prawdziwe mięso do obróbki, żeby było widać jakie są z nich ostre pisaki. Trwa to już trzydzieści lat, a każde kolejne pokolenie, które zaczyna karierę w zawodzie wydaje się głupsze, gorsze i bardziej zdeprawowane. Choć sam nie wiem czy może być większa manifestacja tego wszystkiego niż książka Igora Janke zatytułowana „Twierdza”. Wobec tak postawionej kwestii warto zadać pytanie czy polscy dziennikarze w ogóle zasługują na to miano – polscy? Moim zdaniem nie. Ktoś powie, że oni nie są winni, bo cały rynek mediów w kraju jest zorganizowany i gwarantowany przez służby, jeśli nie nasze to niemieckie. Okay, a komuś się zdaje, że w GB jest inaczej? A jednak BBC przyjechało do Honioków, albowiem temat II wojny światowej to było coś, z ich punktu widzenia, szalenie ważnego. I teraz popatrzcie, mamy tego Durczoka i tych wszystkich telewizyjnych Hanysów, napawających się swoją śląskością, ten Silesion i wszystkie śląskie bojki, serwowane gorolom odkąd pamiętam. I co? Żaden się po Honioka nie schylił? Trzeba było wielkiego narodowego, gwarantowanego przez rząd programu „odkłamywania” II wojny światowej, żeby o tym człowieku wspomnieć, bo przecież bez tego żaden dziennikarz nie dźwignie dupy ze stołka. Jest za ważny, a poza tym jaki z niego dziennikarz, kiedy on jest przecież publicystą i może publikować jedynie przemądre analizy zjawisk zachodzących w globalnej polityce. To jest hańba.

Polski rynek mediów służy do lansowania agentów wpływu, którzy – z każdą kolejną próbą – są coraz mniej wiarygodni i coraz głupsi. Po sezonie, dwóch, nikt już na nich nie zwraca uwagi, a kontrolerzy tego procesu jeszcze nie zorientowali się, że nie można działać w ten sposób, bo postawiony na rzewnej pustyni pełnej kup kamieni, gość w garniaku, z dyplomem Harvardu, nie budzi zaufania tylko drwinę. Może czasem wzbudzić zaciekawienie, ale na krótko. Żeby osiągnąć właściwy efekt trzeba zlikwidować pustynię i kupy kamieni. Musi być ruch, schody, amfiteatr, różnorodne tendencje i kierunki działania. No, ale wtedy dogadani ze służbami publicyści z dorobkiem naukowym stracili by swoje znaczące miejsce. I co? I pstro…nikt nie pozwoli na coś takiego. Dlatego właśnie mamy to, co mamy, zza każdej kupy kamieni, co jakiś czas, w przerwie na pokazywanie Bartosiaka, wyskakuje publicysta z dorobkiem i próbuje „na szybko” wzbudzić nasze zainteresowanie. To się zawsze kończy tak samo. I nie skończy się inaczej, dopóki nie wymrze pokolenie, do którego i ja należę. To smutna konstatacja, ale innej być nie może.

I teraz popatrzcie co się wyrabia na twiterze, gdzie siedzą wszyscy dziennikarze i publicyści, siedzą, bo tam nie ma dla nich konkurencji, wyklucza to bowiem charakter medium. Oni mają bezwzględną przewagę i sprawy nigdy nie wymkną się im spod kontroli. No i popatrzmy na to co się tam wyrabia.

Oto koledzy dobrze usadowieni w nowych realiach zrobili w bambuko jednego ze swoich, który miał trochę słabszą pozycję i był z innego rozdania. Poza tym miał taką manierę, że próbował zwracać na siebie uwagę i jeszcze do tego robił różne demaskacje, przeważnie bez sensu. Chodzi o Jana Pińskiego. Wysłali do niego maila z ostrzeżeniem, że jest inwigilowany przez służby kontrolowane przez PiS, no i on to łyknął, a oni mają bekę. Z kogo się śmiejecie, aż się chce zapytać….Z kogo drwi ta banda durniów, która bez rozkazu, bez polecenia, sama z siebie nie jest w stanie wymyślić niczego i niczego zrobić?

Jan Piński zaproponował mi kiedyś współpracę. Odmówiłem, choć nie byłem w najlepszej sytuacji. Odmówiłem, albowiem współpraca z dziennikarzami polskimi „en masse” to jest wyłącznie ciężki stres, przypominający bieganie w gumowych butach po schnącym błocie, które ciągnie się po horyzont. Nie ma to sensu, nawet jeśli obiecują jakieś pieniądze. I tak na koniec się okazuje, że jest tylko połowa tego co obiecali, a wypłata przeciągnie się o dwa miesiące. Zawsze są bowiem „godniejsi”, którym trzeba wypłacić dolę najpierw.

Dziś pierwszy września, jak co roku. Ten jednak jest szczególny, albowiem firma prowadzona za nasze pieniądze przez Mistewicza, zorganizowała nowy sposób upamiętnienia 1 września. Mamy cały, europejski program wspominkowy, którym zainfekowane są dzienniki we wszystkich krajach. Do tego jeszcze publikowane są tam teksty prezydenta i premiera. Jakie to niezwykłe. Tak jakby nie można było ustawić przy każdym dużym wydawnictwie swojego człowieka, który każdego roku o oznaczonej porze dogada się z naczelnym i puści materiał o wojnie, a jeśli się nie dogada, to instytut Mistewicza zapłaci za publikację. Mamy więc przypominajkę, która za rok nie będzie już ważna, bo takie rzeczy robi się raz. I robi się je, nie po to, żeby zwrócić uwagę na Honioka, ale żeby zwrócić uwagę na Mistewicza. I taka jest właśnie różnica pomiędzy tą hucpą, a działalnością BBC. Dwóch zwyczajnych chłopaków przyjechało do rodziny Honioków na Śląsk, żeby zrobić z nimi wywiad i nakręcić ekstra materiał. Było to 10 lat temu. My dzisiaj wywalamy nie wiem jakie pieniądze, po to, żeby mieć papierowy sukces, który w dodatku nie jest naszym sukcesem, nie jest też sukcesem władz.

Nie wiem czy dobrze wskazałem różnicę pomiędzy poważną polityką propagandową i informacyjną, a podobną jej, ale z gruntu niepoważną i fikcyjną. Jeśli nie, mam nadzieję, że dyskusja, te zagadnienia pogłębi.

Zapraszam
do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl do sklepu FOTO MAG,
do księgarni Przy Agorze
i na stronę www.prawygornyrog.pl

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024
i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

Gabriel Maciejewski

*

Wybrane [przez red. PCO] komentarze:

berdychowski – 1 września 2019 o 10:32
Dziennikarze, ja już mam za słaby żołądek żeby ich czytać, rzygać się chce a nie ma czym; i do tego wielu blogerów ich naśladuje.
Czy przebrniemy przez to bagno? A co się stanie gdy na przykład nadmiernie się osuszy?

Liutprand z Kremony – 1 września 2019 o 13:40
Wydaje mi się, że z tym huraganem to jest lipa i żadnego huraganu nie będzie. Napędzono strachu mieszkańcom Florydy tylko po to, żeby Trump nie mógł przyjechać do Polski na 1 września. Kto to zrobił i dlaczego, nietrudno się domyślić – jest to ta sekta, która m. in. głosi globalne ocieplenie klimatu i uzurpuje sobie prawo do czerpania korzyści finansowych, politycznych i moralnych zasług z tytułu prorokowania o zjawiskach pogodowych, geologicznych, astronomicznych i która ma gdzieś nasze prawdziwe potrzeby i problemy.
Historycy w Polsce mają zakneblowane usta przez poprawność polityczną, brak dostępu do archiwów zagranicznych i szczelne wypełnienie nieistotnymi treściami czasoprzestrzeni w dyskusji publicznej. Obecnie dyskusja o II wojnie światowej, która ma ambicje zastąpić PRL-owską narrację o charakterze czysto propagandowym, to są wystąpienia mające posmak sensacji, skandali, a ich celem jest dokonywanie rewizji obiegowych opinii, obliczone na uzyskanie krótkotrwałej sławy i wywołanie kłótni w zachowawczym środowisku historyków. Nie ma systematycznych, rzetelnych badań, dobrych ekspozycji ani opracowań na temat wojny. Nie ma prawie filmów dokumentalnych, wywiadów z żyjącymi świadkami tamtych wydarzeń. Sprawnie zmontowana fabularna lub dokumentalna fałszywka w wersji anglojęzycznej, rosyjskiej lub jidysz (film „Shoah”) z miejsca staje się bestsellerem i z łatwością zawłaszcza wyobraźnię odbiorców z powodu braku alternatywnych produkcji i dostępności alternatywnych budżetów. Udostępnienie przez Rząd Federalny archiwów wojennych w Bad Arolsen jest wymownym gestem i okazją do zaprezentowania epizodów z historii II wojny światowej w sposób wolny od dotychczasowych wad i ograniczeń.
 
Polacy!
Niemcy świętują dziś uroczyście razem z Wami w Warszawie rocznicę wielkich wydarzeń. Udowodniliście swoją postawą niezłomną wolę przetrwania i chęć życia wśród cywilizowanych narodów Europy jako wielki naród, który nigdy nie zginie, ale pozbawiony terenów na Wschodzie nie może też żyć samodzielnie i nie jest samowystarczalny. Niemieckie maszyny i kapitał, surowce z Syberii i światowe rynki zbytu dają Wam wielką, historyczną szansę! Doceniamy polską pomysłowość, inteligencję, wartość siły roboczej. We współpracy z niemieckimi politechnikami i instytutami naukowymi, które dysponują najnowocześniejszym wyposażeniem będzie możliwe już wkrótce pod okiem naszej kadry zapewnienie dobrobytu i rozwiązanie waszych problemów technicznych. Ludność Polski, która poniosła duże straty podczas wojny obronnej oraz na skutek trwającego kilkadziesiąt lat jarzma bolszewickiego, nie była i nie jest w stanie samodzielnie zagospodarować Wybrzeża, rzek, budować centra przemysłowe i komunikacyjne, ani zapewnić podstawowych potrzeb mieszkańcom wielkich miast. Egzotyczne sojusze*) okazały się gołosłowne i bezwartościowe, zanim zostały podjęte jakiekolwiek inicjatywy. Tu i ówdzie słyszymy głosy izolacjonistów, retorykę z gruntu wrogą niemiecko – polskiemu porozumieniu, jednak za polityczne marzycielstwo trzeba będzie zapłacić wysoką cenę, dlatego nie ulegajcie podszeptom złowrogiej propagandy! Dzisiaj Niemcy i Polska razem, jutro może do nas przyłączyć się cały świat! Polen Glück auf!
*) Nawiasem mówiąc, Polska i Ukraina za małe pieniądze ma być kulą u nogi polityki rosyjskiej, gdy wszyscy ruszą w kierunku Bieguna Północnego, niczym poszukiwacze złota z powieści Londona, a my w tym czasie będziemy tarmosić nogawkę atomowego mocarstwa w ramach sojuszniczych zobowiązań.

Wojciech Kaniewski – 1 września 2019 o 13:57
Oglądałem program dokumentalny o upadku dziennikarstwa śledczego w USA w XXI wieku. Tam kiedyś byli dziennikarze, którzy dostawali nagrody za swoje osiągnięcia. Nie wiem czy Pulitzer to tak samo ustawiona nagroda jak Oscar, jednak ktoś tą Watergate opisał.
Dziś nikt Watergate by nie opisał dlatego, ze od kilku już dobrych lat zwalnia się z gazet tzw. dziennikarzy śledczych z przyczyn budżetowych – ich praca nad tematem trwa dość długo jest droga a nie przynosi wyników finansowych takich jak newsy walące po emocjach z obrazem kotka. Podobno ta reszta co została na etatach to już dokładanie tak jak u nas –  tani, zadaniowani wykonawcy rozkazów a Pulitzer ? wydmuszka…
Zastanawiam się czy zawsze to była wydmuszka czy jednak tzw 4 władza miała kiedykolwiek jakiś sens, władze czyli wpływ.
Zresztą wystarczy zobaczyć czym się zajmują słynne redakcje i ich pracownicy – jak to nie jest robota na zlecenie to ja jestem Robert Biedron.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1663216,1,kulisy-pracy-dziennikarzy-sledczych-w-usa-co-zmienil-spotlight.read
Co do dziennikarzy BBC – nie rozumiem dlaczego myśli Pan, ze nie dostali rozkazu przyjechać do PL i zrobić temat. Przecież to pośrednio z tego samego rozdzielnika działają nasi – tamtych tylko kreuje się na samodzielnych.
Chciałbym przypomnieć, że w Polsce mamy 2 etatowych „niezależnych” dziennikarzy prawicy – Gadowski i Sumliński  – pozostawię ich działalność bez komentarza…

nebraska → @georgius (14:57 01.09.2019) – 1 września 2019 o 18:01
tak mi się wydawało że zawód dziennikarza jest fantastyczny, zdawało mi się do momentu kiedy na egzaminie wstępnym polecono mi scharakteryzować postać Juliana Marchlewskiego. Nie kryjąc zdumienia zapytałam głupio a to on był też dziennikarzem ?
Bo w mojej kobiecej główce ułożyłam i uporządkowałam  sobie  wiedzę o dokonaniach dziennikarzy światowej sławy, ich reportaże, prasę w której drukowali itp. Jednym słowem (prawie) wszystko o znanych reporterach/dziennikarzach/ sprawozdawcach – i byłam pewna (w swojej kobiecej główce), że o to będą pytać na egzaminie wstępnym na dziennikarce (w PRL-u.) No ale zapytali o …. Juliana Marchlewskiego… (zniechęcili mnie do tego zawodu)

*

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  1 września 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa za: sociologydiscussion.com / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.09.05.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski