O prawicy


Z demencją nie ma żartów. Oto wczoraj napisałem, że zmieniam ceny Baśni socjalistycznej na stare, wyższe. Po czym po napisaniu tych słów uznałem, że ceny te już zmieniłem. To nie była niestety prawda, o czym przekonałem się dziś z rana. Tak więc chyba nie mogę tego lekceważyć. Zanim przejdę do rzeczy chciałbym Wam zaprezentować list od trola, który nęka mnie regularnie, pisząc przeważnie o tym, jak istotną rolę w moim projekcie odgrywają dziewczyny. Ja z tym nic nie robię, bo nie mam czasu, a poza tym mam początki demencji. Nie bawi mnie to już także, ale może Wy się rozerwiecie. Oto korespondencja z dzisiejszego ranka:

narcyz którym jesteś koncen truje się na sobie i na swoich wymyślonych celach. Straciłeś kasę na swoje fanaberie wydawnicze bezpowrotnie, kosztem swojej rodziny lub ukrytych sponsorów. 

Grafomania, od której jesteś uzależnony  jest nieuleczalna i kończy się demencją, zużyciem mózgu na nieprzydatne do życia codziennego fakty historyczne. 

Degradacja emocjonalna i intelektualna literackiego zasrańca.

Kolejna ofiara szambonetu i bezkrytycznej grupy wsparcia starych dewotek niedozdarcia.

Przypomnę tylko, że człowiek ten pojawił się na ostatniej edycji bytomskiej Rozetty i zrobił tam nagranie. Jest do rozpoznania, jak myślę i pewnie jeszcze kiedyś, gdzieś się pojawi.

A teraz już do rzeczy. Wszyscy mniej więcej wiedzą co to był pakt lanckoroński. Stronnictwa prawicowe zawiązały koalicję i po zwycięskich wyborach roku 1922, utworzono tak zwany rząd Chjeno-Piasta. Dało to PPS i Piłsudskiemu powód do oskarżenia prawicy o zamach na prezydenta Narutowicza i wywołało poważny kryzys, który trwał w zasadzie do zamachu majowego. Czytając o tych wypadkach miałem wrażenie, że nikt nie rozumie co się wtedy stało. I nikt nie rozumie jak powtarzalne i łatwe są takie operacje jak utworzenie tego całego paktu lanckorońskiego. Zanim zadam pytanie najważniejsze, umieszczę tu skopiowane wprost z wiki założenia tego paktu.

Nie będę się zajmował dziś reformą rolną, która jest idiotyzmem samym w sobie dowodzącym tego jedynie, że jej zwolennicy nie rozumieją struktury globalnego rynku żywności i spekulacji, jakie się na nim odbywają. Najlepsza jest moim zdaniem w tym zestawie wzmożona polonizacja kresów wschodnich. To jest obłęd czysty.

Oto kresy wschodnie w roku 1922 podzielone granicą ryską, która zostawiła masę Polaków za kordonem, miały być polonizowane ale jednocześnie trzeba tam było likwidować latyfundia, które polskość kresów gwarantowały. Kto więc miałby te kresy polonizować? No urzędnicy rzecz jasna. Oddani sprawie urzędnicy.

Wszyscy wiemy, że wśród urzędników, tych oddanych sprawie jest może jeden na stu. Reszta zaś, chce napawać się władzą, odwalić swoją robotę i iść do domu.

Jak można zwiększyć w państwie rolę Kościoła, kiedy pozbawia się jednocześnie ten kościół diecezji mińskiej? To jest niepojęte. No, ale tak właśnie było i my musimy tu wprost wskazać na to, jaka była przyczyna tego stanu rzeczy.

Nie chodzi bynajmniej o polityczną krótkowzroczność prawicy, która wygrała wybory roku 1922, choć o to, że ludzie ci nie rozumieli realiów państwa powołanego właśnie do życia. Witos nie był żadnym politykiem, to był w najlepszym razie człowiek opętany rządzą władzy, a w najgorszym oszust.

Ja wiem, że mamy tu sporo zwolenników Korfantego, ale jak można było podpisywać takie deklaracje w chwili, kiedy zawarto traktat ryski? No i najważniejsza rzecz – kto ten pakt gwarantował? Wszyscy wiedzą kto, ale to nie wywołuje żadnej refleksji w nikim.

Pakt lanckoroński układany był w leżących pod Lanckoroną dobrach Ludwika Hammerlinga, żydowskiego aferzysty z Nowego Jorku, który uzyskał obywatelstwo USA na podstawie sfałszowanych dokumentów. Potem wspomógł finansowo prawicę w wyborach roku 1922, otrzymując za to fotel senatora z ramienia PSL Piast.

I co? Nikt się nim nie brzydził? Nikt nie wpadł na pomysł, że człowiek ten może mieć nieszczere intencje? Że może być, na przykład w zmowie, z Piłsudskim, który w odpowiednim momencie zdemaskuje machlojki tej całej prawicy i Witosa, łasego na pieniądze dziada, który dałby się za dwa złote kopnąć w tyłek?

Jakoś chyba nie, bo wszyscy myśleli, że dzięki jego pieniądzom zdobędą władzę, utrzymają ją, a do tego jeszcze wzmocnią Kościół, spolonizują kresy i wyrzucą wszystkich żydów z polityki i uniwersytetu.

To jest moim zdaniem niezwykłe i powinno być przypominane wszystkim zawsze, kiedy pojawia się jakiś nowy zbawca ojczyzny, który woła – precz z żydostwem – domaga się wzmocnienia pozycji Kościoła i deklaruje inne jeszcze rzeczy, wśród których nie ma już niestety polonizacji Kresów.

Ludwik Hammerling wywinął jeszcze jeden fantastyczny numer, który opisał w swoich wspomnieniach Feliks Młynarski. Otóż pan Hammerling w tajemnicy przed wszystkimi, dogadał się z ministrem skarbu Kucharskim, zapewniając go, że ma wielkie znajomości w świecie finansowym i załatwienie Polsce pożyczki stabilizacyjnej w Banku Anglii to dla niego – Ludwika Hammerligna – pardon miłe i drogie, stare dewotki nie do zdarcia – pierdnięcie w mąkę. 

Po czym bez wiedzy rządu, ambasadora, bez uprzedniego zaanonsowania się obaj panowie pojechali do Londynu, poszli do tego całego Banku Anglii i zażądali widzenia z prezesem. Kiedy ten się pojawił oświadczyli, że chcą pożyczkę stabilizacyjną dla nowo powstałego państwa polskiego.

Czy Wam to coś przypomina? Bo mi na przykład trochę Stana Tymińskiego.

Prezes, pan Norman, mocno się zdziwił, kazał zadzwonić do ambasady i powiedzieć ambasadorowi, że ma przed sobą dwóch oszustów, z których jeden podaje się za polskiego ministra skarbu Kucharskiego.

Kiedy okazało się, że to rzeczywiście minister skarbu Kucharski, życzliwy gubernator – jak pisze Młynarski – Banku Anglii – wyjaśnił mu, że po pożyczki stabilizacyjne jeździ się do Genewy. No, a poza tym taka pożyczka wiąże się z poddaniem gospodarki kraju pod międzynarodową kontrolę. Czym była i jest międzynarodowa kontrola wszyscy dobrze wiemy. 

Nikt jakoś, a przynajmniej ja się z tym nie spotkałem nie ocenia wyczynu Hammerlinga jako prowokacji. Wszyscy uważają, że to był niezrównoważony oszust. Moim zdaniem nie, ale i tak powinniśmy się cieszyć, że nie zaliczono go do panteonu ojców odrodzonej ojczyzny, jak tego całego Daszyńskiego. 

Dodajmy jeszcze tylko, że sąd marszałkowski zarzucił Hammerlingowi, iż będąc w USA prowadził robotę agitacyjną dla Niemiec a nie dla Polski.

No to teraz na trzeźwo i z ręką na sercu zadajmy pytanie – jakimi myślami kierowali się przywódcy stronnictw ludowych i narodowych mający i bez Hammerliga ogromne poparcie w kraju, czego oni od niego chcieli, bo wybory i tak by wygrali? A jeśli nie czuli się dość pewnie, jaka była tego przyczyna? Może ich intencje nie były aż tak szczere, jak to się zwykło oceniać? Może nie traktowali tej całej niepodległości zbyt serio? Ja nie wiem, tylko zadaję pytania. Nie jestem w stanie wyjść z podziwu, nad tym zestawem deklaracji niemożliwych do zrealizowania i tym gangsterem, który śmiejąc się zapewne w duchu, obiecywał Witosowi gruszki na wierzbie. 

Trzeba też zapytać ile razy liderzy tak zwanych stronnictw prawicowych będą dawali się robić w bambuko portfelom takich Hammerlingów?

Na koniec wisienka. Pierwszą żoną Ludwika Hammerlinga była Klara Szechter. Nie wiem czy z tych Szechterów, ale nazwisko jest znamienne.

Przypomnę jeszcze tylko, że polityka to zbiór metod, które w zasadzie nie są modyfikowane i jeśli coś raz się sprawdziło, na pewno zostanie wykorzystane po raz drugi.

*

Teraz ogłoszenie – w dniach 19 – 22 września trwa w Lublinie zjazd historyków, będzie tam także targ z książkami i ja na tym targu będę. Zapisałem się jeszcze wiosną.

Zapraszam
do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl 
do sklepu FOTO MAG,
do księgarni Przy Agorze
i na stronę www.prawygornyrog.pl

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024

i pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

Gabriel Maciejewski

*

Wybrane [przez red. PCO] komentarze:

Anty-demokrata – 4 września 2019 o 09:28
To jest stary numer, ktory nie ma nic wspolnego z polityka, tylko z ludzkim charakterem i nieznajomoscia matematyki, bo wiekszosc ludzi nie potrafi wykonywac poprawnie dzialan matematycznych, ani rozwiazywac zadan logicznych, dlatego w przypadku standardowych procedur bank jest zwykle madrzejszy i uczciwszy, niz wlasna rodzina – ojciec, matka, brat, siostra i najczesciej ma racje. Z drugiej strony, jesli bank chce zrobic przekret na duza skale, to nie ma sily – patrz spolka premiera Morawieckiego z bankiem JP Morgan i twierdze, ze nie ma sily, a jesli ktos z czytelnikow uwaza sie za madrego i myslacego logicznie, to niech odpowie na pytanie, co bylo pierwsze: kura czy jajko. To jest typowy numer Hammerlinga i Morawieckiego na „worek z pieniedzmi”, tylko Morawiecki byc moze wie, jak to dziala, albo uwaza, ze jako narod nie mamy innego wyjscia. Przyklad, jak mozna zrobic z ludzi niewolnikow przy pomocy worka z pieniedzmi, a czasem tylko worka z kotem w srodku, podaje ponizej:
Otóż, o czym była mowa wczoraj, mamy działającą już Wenecję na lagunie między Żyrardowem i Grójcem. Praca inwestora polega na tym, że kupuje się kawałek ziemi (to się załatwia u notariusza), a następnie się inwestuje wszystko, co się przyniosło w neseserach, a pieniądz, jak wiadomo, pachnie niczym świeże pranie na sznurku. W przypadku aquaparku albo wesołego miasteczka dalsza praca właściciela polega na tym, żeby tak ustalić ceny biletów w stosunku do wydatków na personel, aby per saldo mieć zysk. Inwestor może skorzystać z dotacji gminnej, unijnej, ulg podatkowych, dostępu do publicznej infrastruktury i od początku nawiązuje się między inwestorem i gminą tradycyjny układ włoski, który polega na tym, że władza lokalna otrzymuje pewne przywileje, darmowe bilety, podatki i udział w zyskach przedsięwzięcia, a inwestor staje się znajomym i przyjacielem władzy – pierwszym obywatelem w gminie. Inwestor, ponieważ mówimy o Wenecji, stawia sobie gipsowe lwy przed siedzibą firmy, chodzi z burmistrzem na balety, jeździ nie do końca przepisowo z wstawionym komendantem, czasem robi fotki, żeby utrwalić wspomnienia i żeby ta przyjaźń nie była patykiem pisana. Oczywiście miejscowych nie stać na to, żeby zbyt często korzystać z przybytku, a wielu z nich zatrudnia się do pracy w charakterze służących. W pewnym momencie inwestycja zaczyna przynosić straty, więc władza spolegliwie dorzuca grosza, robi co może – dotuje, szkoły spontanicznie organizują do przybytku wyjazdy klasowe, za które płacą rodzice, przymyka się oko na nie przestrzeganie warunków ochrony środowiska, a inwestor i tak wychodzi w końcu z propozycją, że ponieważ miejscowi maja wygórowane żądania finansowe, dlatego jest potrzeba, żeby zatrudnić Ukraińców i Nepalczyków, więc burmistrz wychodzi do ludzi w ramach demokracji i tłumaczy, że jak Polakom się nie podoba, to mogą wyp***, to znaczy mają możliwość ubiegać się o zatrudnienie za granicą, a zwłaszcza ci, co podpadli i malkontenci powinni sprawdzić, czy nie ma tam dla nich ciekawych ofert, a od tej chwili nastaje w gminie tolerancja i przyjaźń z narodami trzeciego świata. Odtąd wszyscy stają się niewolnikami zawartości neseserów i podporządkowują swoje losy istnieniu inwestycji – molocha. Tworzy się państwo w państwie, niepisane zasady, są równi i równiejsi, słowem – powstaje układ nie do ruszenia. Spokojni wezmą szczotki na długich kijach i będą pokornie zmywać glony ze ścian basenów, a nerwowi zaczną narzekać i wyrywać sobie włosy z głowy, albo wyjadą do Tworek. W tym momencie jest trudno orzec, gdzie został popełniony błąd i nie da się cofnąć czasu. Jeżeli inwestycja jest dochodowa, to układ kwitnie dalej, a jeśli nie, to w pewnym momencie wkracza państwo, wykupuje inwestycję i robi dokładnie to samo, co poprzedni właściciel. I tak powstała IV RP i te poprzednie.

NIK przedstawil wyniki kontroli efektow promocji polskiej kultury za granica, na co wydano 3 miliardy zl w ciagu ostatnich kilku lat. Tymczasem odbyla sie nolens volens w Wenecji projekcja filmu czeskiego rezysera Václava Marhoula „Malowany ptak”, ktory w haniebny sposob szkaluje polska wies. Wypowiedzi pani Dulkiewicz o tym, ze miasta sa ostoja kultury, tolerancji i cywilizacji, a wies generalnie zasluguje na potepienie i resocjalizacje, wpisuja sie w ten proceder. Mamy do czynienia z mowa nienawisci i bezprecedesowym, instytucjonalnym atakiem na te grupe spoleczna. Warto zaangazowac sie w dzialania NIK i edukacyjny okragly stol. Moze Pana wylosuja do debaty, jako przedstawiciela strony spolecznej. Warto probowac!

*

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  4 września 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Drogowskaz. Fot. za wSensie.pl  / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.09.06.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski