Moja refleksja o zamordowanych w KL Auschwitz …


Jan Klistała

Gdy rozpoczęła się 1 września 1939 roku okupacja Niemiec hitlerowskich Polski, miałem cztery lata. Gdy aresztowano Ojca w lutym 1943 roku miałem lat siedem. Moje szczęśliwe dzieciństwo przy boku obojga rodziców trwało zaledwie siedem lat. Od owego 1943 roku brakowało mi Ojca przez całe życie, tj. w wieku dziecięcym, młodzieńczym a także już w dorosłym życiu.

Wpatrzony w Ojca jak w idola o wszelkich pozytywnych cechach, zmuszony byłem wypowiadać się o Nim w czasie przeszłym. Jakże jednak utrwaliły się w mojej dziecinnej pamięci Jego głos, wygląd, ruchy i sposób zachowywania się! Nade wszystko był w moim przekonaniu człowiekiem honoru i oddanym patriotą, a to starałem się przejąć jako testament po Nim – wzorzec postępowania w moim życiu.

Kiedy po latach starałem się utrwalić pamięć o Ojcu w pisemnym opracowaniu, z wielką atencją opisałem na podstawie zebranych dowodów i cząstki własnej pamięci zaledwie cztery lata z jego życia, od września 1939 roku do 25 czerwca 1943 roku, ale i skutkiem tego poczułem się moralnie zobowiązany do utrwalania pamięci także o innych ofiarach hitleryzmu.

Zaangażowany w organizacji konspiracyjnej ZWZ/AK (organizacji powołanej do życia w Rybniku w 1940 roku przez Jego szwagra Stanisława Sobika), gdy zaistniała konieczność walki z hitlerowskim okupantem, podjął się wypełnienia tego obowiązku w szczerze zrozumianym poczuciu autentycznego patriotyzmu i obowiązujących jakże wielkich ideałów „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Za to zaangażowanie w walkę z okupantem został aresztowany 12 lutego1943 roku, katowany przez hitlerowskich sadystów podczas przesłuchań w rybnickim gestapo, a potem podczas kolejnych bestialskich przesłuchań po przewiezieniu do KL Auschwitz i osadzeniu w bloku nr 2a.

Ostatni list, który Ojciec napisał do nas z obozu (a było tych listów tylko 4), nosi datę 20 czerwca 1943 roku. Po około pięciomiesięcznym pobycie w obozie, cztery dni od napisania tego ostatniego listu – w święto Bożego Ciała, otrzymał po wieczornym apelu polecenie od blokowego, by się zgłosił do „Schreibstuby”, a stamtąd przekazany został wraz z innymi więźniami do blok nr 11.

Dnia 25 czerwca 1943 roku został rozstrzelany na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń, a po spaleniu Jego zwłok w obozowym krematorium, wraz z popiołami innych ofiar, popioły te rozsypane zostały w różnych miejscach. Bez przesady więc stwierdzam, że przy obozowa ziemia Oświęcimia jest dla mnie świętą – leżą na niej rozsypane prochy mojego Ojca i tak wielu innych ofiar hitlerowskiego bestialstwa, spalonych w obozowym krematorium. Nie mają tradycyjnych grobów czy mogił – Ich popioły po spalonych zwłokach rozsypywane były na polach, wywożone i topione w stawach, do rzeki Soły i Wisły, lub wsypywane do dołów spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau.

W artykule Katarzyny Nowak Antoni Kępiński – psycholog w obozie koncentracyjnym znalazłem trafne ujęcie tematu dotyczące KL Auschwitz: „Wydaje się, że przepaść oddzielająca ludzi z obozu od tych, którzy w nim nie byli, jest nie do przebycia. Nikt bowiem nie jest w stanie wczuć się w to, co oni przeżyli. Ich przeżycia są poza granicami ludzkiego zrozumienia”.

Ileż w tym prawdy wobec tego, co obecnie publikuje Muzeum Auschwitz – nieskrępowanym szczyceniem się o dochodowości tej byłej „fabryki śmierci”, wypowiadając się i podając co chwilę informację, ile to wycieczek zwiedziło Muzeum! – a jeszcze tak niedawno było nie do pomyślenia, by za wstęp pobierać jakieś opłaty.

Jak można być bezdusznym wobec zwyrodnialstwa oprawców spod znaku SS, które miało miejsce w KL Auschwitz-Birkenau, jak można nie rozumieć przeżyć byłych więźniów – zaszczutych i uzależnionych od złoczyńców, zmuszonych reagować na ich kaprysy i postępowanie według darwinowskich reguł walki o byt? Nawet osobie o niezbyt bujnej wyobraźni nasuwa się przerażająca refleksja, gdy zapozna się z wyznaniami o psychicznym sposobie niszczenia więźniów, spisanymi osobiście przez sprawcę tych bestialstw – komendanta KL Auschwitz Rudolfa Hössa!

Ile trzeba mieć znieczulicy w sobie wobec cytatu byłego więźnia Józefa Kreta, który stał pod Ścianą Śmierci i cudem uniknął rozstrzelania: „Jakże pragnie się żyć w tym momencie! Okropna świadomość, że za chwilę będzie trzeba rozstać się ze wszystkim, z czym związało się życie od kolebki po dzień dzisiejszy – paraliżuje myśl. Porażone nagłą rozpaczą serce nie jest zdolne w tej chwili do żadnych uczuć poza tęsknotą za wszystkim, żalem do wszystkiego”

Niestety w przypadku mojego Ojca esesman przytknąwszy w okolicę Jego potylicy lufę karabinka małokalibrowego oddał strzał.

Stale w swojej świadomości zadaję to dręczące pytanie: „Jak to jest, kiedy idzie się w przekonaniu, że śmierć jest tak nieuchronna? Czy bezsilność wobec wydanego wyroku powoduje zwątpienie w Opatrzność Bożą, czy też umacnia wiarę i nadzieję, że tamten świat, po drugiej stronie, będzie lepszy, uczciwszy, sprawiedliwszy?”

Jak wobec tak oczywistych argumentów Muzeum Auschwitz może obecnie wprowadzać w tym tragicznym miejscu kaźni tylu Polaków – drakońskie przepisy dla rodzin pomordowanych – uprzykrzające i utrudniające zachowanie pamięci o tych ofiarach, zakazujące czczenia w patriotyczny sposób z flagami na drzewcach obecność pod Ścianą Straceń i śpiewanie hymnu polskiego? Przecież są dziesiątki dowodów, że skazani na śmierć odważnie intonowali hymn Polski w drodze na rozstrzelanie! Przecież praktykuje się w katolickim kraju, jakim jest Polska, odprawiania Mszy św. nad trumną zmarłego? A zamordowani więźniowie KL Auschwitz tej trumny i mogiły nie mają – jest jedynie symboliczne miejsce ich zamordowania – owa makabryczna Ściana Straceń i tam dzisiaj obowiązuje zakaz odprawiania Mszy świętej.

Dla mnie tego typu zakazy są w pewnym stopniu synonimem owej bezduszności okazywanej rodzinom zamordowanych tam Polaków, jaką okazywali niemieccy naziści wobec swoich ofiar.

Jerzy Klistała

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.09.11.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała