A Fogg jeszcze śpiewa?


Wszyscy zapewne znają stary dowcip o tym, jak archeologowie wykopali w Egipcie sarkofag z mumią faraona. Otworzyli go, odwinęli mumię z bandaży, a ona patrząc na nich szeroko otwartymi oczami przemówiła nagle. – A Fogg jeszcze śpiewa? – zapytała….

Młodszym przypominam, że Mieczysław Fogg, był najsłynniejszym i najdłużej żyjącym polskim artystą estradowym. Urodził się w roku 1901, a zmarł w 1991. I cały czas właściwie był czynny zawodowo. To niezwykłe, zważywszy na to, że pracował głosem i mieszkał w Warszawie gdzie było o wiele więcej duszącego smogu niż dzisiaj. No, ale nie o smogu i Foggu chcę dziś pisać, ale o wczorajszym programie telewizyjnym, który oglądałem po całodziennym czytaniu napisanych wcześniej przez samego siebie rozdziałów do III tomu Baśni socjalistycznej. Obejrzałem tylko kawałek, ale i tak byłem wstrząśnięty. W jedynce po zwycięskim meczu siatkarskim z Czechami, puścili Galę Nagród Mediów Publicznych. Myślę, że gdyby Mieczysław Fogg żył, Kurski posadziłby go między jurorami, nawet jeśliby trzeba było wywieźć pana Miecia ze szpitala pod kroplówką.

Mnie tego rodzaju imprezy wytrącają z równowagi, a to przez swoją nieautentyczność i jawne, nieskłamane wcale, dzielenie publicznego budżetu. Czabański powiedział, że wymyślili te nagrody z Andrzejem Urbańskim, dziś już świętej pamięci i teraz one są reaktywowane, bo budżet jest o wiele większy. To prawda, jest większy i każdy nagrodzony otrzymał po 100 tysięcy. Jasne było więc, że nagrody te nie mogą pójść byle gdzie, to znaczy, muszą je dostać osoby uważane za naprawdę zasłużone.

Dziś z rana przeczytałem to, co o gali napisało OKO Press. I to też jest niezwykłe, bo ludzie Pacewicza mają do Kurskiego pretensje, że nagradza i sadza w jury osoby kontrowersyjne. Pacewiczowi chodzi zapewne o to, że Kurski wyśrubował wysokość nagrody, do której oni w tej chwili doskoczyć nie mogą i będzie miał swoje kontrowersje, które Pacewicza irytują. A powinien przecież nagradzać tych, których mu wskaże OKO Press. Ja chcę tu tylko zaznaczyć, że czasem może się wydawać iż moje opinie są zgodne z opiniami gazowni, ale nie mogę przecież mówić, że coś mi się podobało, kiedy było inaczej, tylko dlatego, że nie podobało się to cynglom Pacewicza.

Były trzy kategorie, nieważne jak one się nazywały, chodzi o to, że dla uhonorowania trzech osób, zaaranżowano trzy gremia jurorskie założone z samych zasłużonych, niedocenionych i potrzebujących stymulacji emocjonalnej artystów i dziennikarzy. W jednym była nawet była minister kultury Joanna Wnuk Nazarowa, które na szczęście nie występuję już w moherowym sweterku. Idea tej imprezy jest zdaje się taka, by wszyscy, którzy należą do ścisłej, medialnej ferajny, związanej z dobrą zmianą, dostali jakiś kawałek tortu. Swój do swego po swoje, jednym słowem. I dlatego Pacewicz tak się denerwuje, bo wie, że bez odzyskania władzy realnej, cała kasa będzie mu przechodzić koło nosa i jedyne co pozostanie ludziom z gazowni to partyzantka. Nie martw się aż tak bardzo żydokomuno, Kurski na pewno zrobi jakiś błąd i będziecie znów mieli szansę pożyć trochę za publiczne pieniądze.

Na razie jednak grane jest co innego. Mnie najbardziej interesowały nagrody w kategorii „Słowo” (czy jakoś tak), chodzi o pisarzy i książki oczywiście. Na szczęście nie nominowali Wildsteina. To już dużo. Jury musiało jednak wybierać spomiędzy Libery, Rymkiewicza, Boleckiego i Horubały. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogłem przeczytać nigdy żadnej książki wymienionych osób, choć na Rymkiewicza i Boleckiego wydałem swoje własne, prywatne pieniądze. Jeśli miałbym podsumować jakoś tę ekipę, rzekłbym tak – nieskuteczna kokieteria jest czymś niesłychanie krępującym. I trzeba mieć w sobie wiele męstwa, żeby wiedzieć kiedy przestać. Mam też nadzieję, że kiedy będę już staruszkiem, zwariuję po prostu i moje życie polegać będzie na ciągłym opowiadaniu tych samych żartów. To jest naprawdę świetne wyjście, szczególnie kiedy człowiek patrzy na wymienionych i musi słuchać co mają do powiedzenia. Nagrodę dostał oczywiście Rymkiewicz, za polskość czy coś podobnego. W OKO press napisali, że to są nominacje prawicowe, a także przypomnieli, że Rymkiewicz był wielokrotnie nominowany do nagrody NIKE i raz nawet ją dostał. Mnie to wcale nie dziwi, albowiem – co jeszcze raz podkreślę – kontrowersje na które powołują się dziennikarze OKO i ekipa Kurskiego mają charakter kłótni w rodzinie, którą my obserwować musimy z coraz większym zdziwieniem.

Powtórzę więc może jeszcze raz swoją opinię na temat książki Jarosława Marka Rymkiewicza zatytułowanej „Samuel Zborowski” – to jest książka idiotyczna. Pisana przez pana od polskiego, który usiłuje sobie, poprzez pryzmat twórczości Żeromskiego, wyobrazić politykę XVI wieku w Europie środkowej.

Aha, do tego zestawu dołączyli jeszcze Andrzeja Nowaka, ale nagrody nie dostał, bo widocznie uznali, że już za dużo tych nagród. No chyba, że chcieli przypomnieć Rymkiewicza i wpuścić na rynek jakieś jego stare książki.

W kategorii muzycznej wygrał Jan Ptaszyn Wróblewski, być może słusznie, nie mnie oceniać. W każdym razie jest on trochę młodszy od Mieczysława Fogga.

W tej trzeciej kategorii – „Obraz” chyba – wygrał niejaki Wawrzyniec Kostrzewski, syn Haliny Łabonarskiej, co skrupulatnie odnotowało OKO press. Halina Łabonarska zasiała w jednym ze składów jurorskich, żeby było zabawniej. Mam wrażenie, że Kurski to specjalnie tak aranżuje, żeby grać na nerwach Pacewiczowi i pokazywać mu gdzie się zgina mandolina. Ten cały Kostrzewski ma taką zasługę, że wyreżyserował coś, co się nazywa La La Poland. Próbowałem to oglądać kilka razy, ale widocznie jestem już za stary na takie rzeczy, bo ni cholery nie rozumiem o co Kostrzewskiemu chodzi. No, ale może chociaż matka go rozumie, matki zwykle rozumieją swoich synów, choć uczciwie muszę przyznać, że nie wszystkie. Za to całe La La Poland dali nagrodę…to mnie zaskoczyło, ale też dzięki tej nagrodzie przestałem się dziwić, że Vega dostał nagrodę Grzegorza Wielkiego. To jest tendencja naturalna. I ja mam teraz taką sugestię dla dziennikarzy OKO press – myślę, że jakbyście byli grzeczni przez cały rok i kilka razy, tak po cichutku, ładnie poprosili, to Kurski i jego jurorzy wam także daliby jakąś nagrodę. Może nie od razu 100 tysięcy, może nie w żadnej kategorii, ale dodatkową, ale myślę, że specjalnego kłopotu by z tym nie było.

Teraz ogłoszenie – w dniach 18 – 22 września trwa w Lublinie zjazd historyków, będzie tam także targ z książkami i ja na tym targu będę. Zapisałem się jeszcze wiosną.

Zapraszam
do księgarni www.basnjakniedzwiedz.pl 
do sklepu FOTO MAG,
do księgarni Przy Agorze
i na stronę www.prawygornyrog.pl

Tak się niestety składa, że dynamika rynku (a nie mówiłem, a nie mówiłem) w związku z okrągłymi rocznicami politycznych sukcesów Polski, jest tak słaba jak nigdy chyba do tej pory. Mamy wielkie plany dotyczące tłumaczeń, które od kilku lat są realizowane z budżetów, generowanych bieżącą sprzedażą. Niestety budżety te nijak nie pokryją dalszych, będących w trakcie realizacji projektów. Jeśli więc ktoś ma taki kaprys, żeby wspomóc mnie w tym dziele i nie będzie to dla niego kłopotem podaję numer konta. Ten sam co zwykle

47 1240 6348 1111 0010 5853 0024
i
pay pal [email protected]

Jestem tą koniecznością trochę skrępowany, ale ponieważ widzę, że wielu mniej ode mnie dynamicznych autorów nie ma cienia zahamowań przed urządzeniem zbiórek na wszystko, od pisania książek, do produkowania filmów włącznie, staram się odrzucić skrupuły. Jak nic się nie zbierze trudno, jakoś sobie poradzę…

*

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI,  17 września 2019.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Gala Nagrody Mediów Publicznych. Fot. za: Polskie Radio / wybór zdjęcia wg.pco

*

, 2019.09.18.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski