Księża w hitlerowskich obozach koncentracyjnych


Rozpocznę niniejsze wywód od pewnego rodzaju prywaty – od refleksji, co było powodem zajęcie się utrwalaniem pamięci o patriotach najczystszej krwi – którzy gdy Ojczyzna była w potrzebie, stanęli w jej obronie, składając w przeważającej ilości przypadków – ofiarę własnej krwi i życia.

Jedną z tych ofiar był mój Ojciec i wujek Stanisław Sobik – rozstrzelani 25 czerwca 1943 roku pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz – za działalność konspiracyjną w organizacji ZWZ/AK. Gdy bowiem rozpoczęła się 1 września 1939 roku okupacja Niemiec hitlerowskich Polski, miałem cztery lata. Gdy aresztowano Ojca w lutym 1943 roku miałem lat siedem. Moje szczęśliwe dzieciństwo przy boku obojga rodziców trwało zatem zaledwie siedem lat. Od owego 1943 roku brakowało mi Ojca przez całe życie, tj. w wieku dziecięcym, młodzieńczym a także już w dorosłym życiu. Wpatrzony w Ojca jak w idola o wszelkich pozytywnych cechach, zmuszony byłem wypowiadać się o Nim w czasie przeszłym. Jakże jednak utrwaliły się w mojej dziecinnej pamięci Jego głos, wygląd, ruchy i sposób zachowywania się! Nade wszystko był w moim przekonaniu (a także wszystkich którzy go znali) człowiekiem honoru i oddanym patriotą, a to starałem się przejąć jako testament po Nim – jako wzorzec do postępowania w moim życiu.

Ta pamięć o NIM i tylu znajomych z Jego otoczenia, zmobilizowała mnie do uczynienia dla tych wspaniałych osób czegoś, by Ich ofiara nie poszła w zapomnienie, by trwała w publikacjach o Ich heroizmie – wiecznie!

To więc spowodowało, że opracowałem 18 książek o obrońcach Ojczyzny w różnych organizacjach konspiracyjnych a później ofiarach w hitlerowskich obozach koncentracyjnych z lat 1939-1945.

W nawiązaniu natomiast do wydania najnowszej książki „Duchowni, ofiary hitlerowskiego zniewolenia”, muszę wyznać, że korciło mnie, by wykonać odrębne opracowanie o duchownych – ofiarach w tychże Niemieckich obozach koncentracyjnych. Miałem bowiem pojedyncze sygnały na ten temat z własnych – poprzednich opracowań, więc tym bardziej mogłem pokusić się o dopracowanie tematu w oparciu o to co już zostało uwzględnione w wydanych słownikach biograficznych, jak i rozszerzyć to o informacje rozproszone w późnych publikacjach i umiejscowić je w jedno miejsce.

Jako słowo wstępne, skorzystałem z relacji Tadeusz Sobolewicza, byłego więźnia w KL Auschwitz – nr ob. 23053, z którym wielokrotnie miałem zaszczyt spotkania się na terenie muzeum – i szczerze wyznam, że to źródło wiedzy bezpośredniego świadka tamtych wydarzeń jest chyba najwłaściwsze.

Według tejże relacji T. Sobolewicza, pierwszym księdzem katolickim, który znalazł się w pierwszym transporcie Polaków, przywiezionym z Tarnowa do KL Auschwitz w 14 czerwcu 1940 roku, był ks. Stanisław Węgrzynowski – nr obozowy 90. Potem wspominał o kleryku Michale Kruczku nr obozowy 218, kleryku Wincentym Obercie nr obozowy 222, zakonniku Stanisławie Wolaku nr obozowy 327, a z późniejszych transportów m.in. o księdzu Józefie Niemcu nr obozowy 5931 – przeniesionym do KL Dachau, gdzie zmarł 13 listopada 1942 roku. Następnymi duchownymi katolickimi, którzy znaleźli się w oświęcimskiej katowni byli więźniowie drugiego transportu z więzienia w Wiśniczu. Było ich trzydziestu – oznaczonych numerami obozowymi pomiędzy 759 a 1071.

To, że od pierwszych dni istnienia KL Auschwitz – w obozie znaleźli się polscy księża, zakonnicy i klerycy, uzasadnione jest, że okupant zdawał sobie sprawę z roli jaką w życiu narodu polskiego odgrywał kościół i księża, podejrzani o udzielanie pomocy działaczom konspiracyjnych organizacji lub o zbyt śmiałe poglądy wygłaszane podczas kazań w kościołach.

W podjętej w 1940 roku przez hitlerowców tzw. „Akcji AB” przeciw inteligencji polskiej, aresztowano licznych księży, z których szereg poniosło śmierć w więzieniach i egzekucjach. W samym obozie oświęcimskim zginęło wielu księży i duchownych, ale trudno jest ustalić dokładniejszą liczbę, gdyż część dokumentów i ewidencji została przez esesmanów uciekających zniszczona w styczniu 1945 roku.

Przypomnieć należy przemówienie kierownika obozu Karla Fritecha do stojących na baczność zugangów (nowych więźniów): „… że znajdują się w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie obowiązuje dyscyplina i praca, w którym to obozie więzień ma prawo żyć – jeśli będzie się odpowiednio zachowywał i przestrzegał regulaminu – nie dłużej niż trzy miesiące. Komu się to nie podoba – może od razu „iść na druty” (czyli popełnić samobójstwo gdyz druty ogrodzenia obozowego były naładowane elektrycznością). Później w roku 1941 dodawał, że znajdujący się w transporcie księża mogą żyć miesiąc, a Żydzi nie dłużej jak dwa tygodnie.

Wymienienie księży i Żydów jako grup, które miały zostać wcześniej wyniszczone rozzuchwaliło esesmanów i grupkę kryminalnych niemieckich funkcyjnych więźniów, specjalnie sprowadzonych z KL Dachau i KL Sachsenhausen do stosowania wymyślnego terroru przy akompaniamencie wrzasków i bicia.

Księża byli szczególnie narażeni na złośliwe uwagi esesmanów i niemieckich funkcyjnych kryminalistów, którzy przy każdej okazji okazywali im szczególną pogardę. „Gdzie jest wasz Bóg – szydzili – skoro pozwala na to, że tu zdychacie?”. Księża z godną podziwu cierpliwością wykonywali wyrafinowane rozkazy bestialskich oprawców, w duchu prosząc Stwórcę o wytrzymałość dla siebie i wybaczenie dla zbrodniarzy.

W sierpniu 1940 roku została utworzona w obozie tzw. Straftkompanie (SK) – karna kompania. Od pierwszych dni jej istnienia, zostali do niej skierowani wszyscy więźniowie pochodzenia żydowskiego i księża. Obostrzony regulamin życia każdego więźnia w SK obowiązywał pobudkę ranną o godzinę wcześniej niż w innych grupach roboczych i blokach. Więźniowie SK byli zatrudniani przy najgorszych i najtrudniejszych pracach, w tym przy rozbudowie obozu. Niektórzy więźniowie nie wytrzymywali tego terroru i „szli na druty”. Więźniowie SK otrzymywali mniejsze racje żywnościowe od pozostałych. Dodatkową szykaną było wstrzymywanie przez funkcyjnych bloku wydawania dla nich posiłków pod byle jakim pretekstem. Oczywiście w SK byli i inni tzw. „cywilni” więźniowie, których tam kierowano za najmniejsze przekroczenie lub uchybienie regulaminowe. Do najokrutniejszych sadystów tej SK należał Krankemann – „zasłużony” w likwidowaniu księży i Żydów.

Dla przykładu – podczas prac nad wyrównywaniem terenu „ulic” obozowych – Krankemann sprawował nadzór przy walcu drogowym, przy którym z jednej strony zaprzęgnięto Żydów, a z drugiej strony księży. Podczas tej ciężkiej i morderczej pracy Żydzi i księża byli bez przerwy bici i poganiani. Kto upadł z wycieńczenia oraz braku sił był natychmiast uśmiercony przez Krankemanna.

Masakrze więźniów SK często przyglądali się esesmani oraz funkcyjni, którzy mówili „że piekło cieszy się z zabitych Żydów” i księży – pogardliwie zwanych klechami.

W kolejnych dowożonych do KL Auschwitz transportach więźniów, byli kolejni księża. Wielu z nich nie załamywało się mimo okrutnych szykan i okropnych warunków obozowej wegetacji. Mimo doznawanych cierpień odbywali Oni po kryjomu różne posługi religijne wśród współwięźniów, udzielali spowiedzi, odprawiali krótkie Msze święte, pocieszali i podtrzymywali na duchu innych towarzyszy niedoli, tracących wiarę w możliwość wyjścia z tej piekielnej otchłani, jaką był KL Auschwitz.

Dla hitlerowskich oprawców, szata duchowna nie była wyróżnikiem ochronnym – wręcz przeciwnie. Hitlerowcy zdawali sobie sprawę, że hart ducha i postawa moralna większości duchowieństwa polskiego stanowiły niebezpieczne przeszkody i bariery w eksterminowaniu ludności polskiej. Szereg kapłanów – nie lękając się okrutnych fanatyków hitlerowskich – w myśl założenia swej drogi życiowej „żeby służyć wiernie Bogu i Polsce” – poświęciło swe życie, spełniając w ten sposób najwyższą ofiarę dla tych wartości, które zawsze były najcenniejsze!

Poniżej przytaczam zaledwie kilka przykładów postaw księży w obozie:

Według relacji współwięźniów, ks. Józef Adamecki tak w więzieniu śledczym w Mysłowicach jak i po przewiezieniu do KL Auschwitz, prowadził wspólnie z współwięźniami zespołowe modlitwy, odprawiał Msze św., odprawiał nabożeństwa, wygłaszał bardzo refleksyjne kazania.

*

Współwięzień osadzony w więzieniu zbiorczym w byłej fabryce Schöena w Sosnowcu – Południkiewicz Wiktor,wspomina fakty znęcania się przez hitlerowskich oprawców nad ks. Brodzińdskim: „Z nami na tej samej celi przebywał ks. Brodziński z parafii z Kazimierza, pow. Będzin. Na drugi dzień do celi weszło 5-ciu SS-manów. Wywołali ks. Brodzińskiego, będącego w sutannie. Zaczęli się go wypytywać ile „miał kobiet”. Za negatywną odpowiedź zaczęli go bić i kazano mu biegać i padać na komendę i dalej biegać. Trwało to z 15 do 20 minut. Stan zmęczenia był tak silny, że Brodziński ledwie stał na nogach, gdy kazano mu wrócić na swoje miejsce”.

*

W relacji ks. Stefana Treuchla w czasie pożegnania księży przeznaczonych do eksterminacji, ks. Franciszek Bryja pożegnał się słowami: „Swoje młode ledwo zaczęte kapłańskie życie, swoje marzenia i nadzieje nie ziszczone, całe serce i dusze swoją, już dzisiaj oddaję w ręce Boga i Królowej Apostołów oraz Ofiaruję to wszystko dla pomyślnego rozwoju naszej świętej wiary katolickiej w Polsce i rozwoju polskiej prowincji księży pallotynów.”

*

Kleryk – KAWKA ANTONI ps. „Roland”, prawdopodobnie (według relacji współwięźniów) zgłosił się dobrowolnie na śmierć w zamian za darowanie życia współwięźniowi.

*

Ks. KOPIJASZ JÓZEF, według świadectwa współwięźnia – aresztowanego z ks. Kopijaszem – ks. Wdowiaka:

[…] Ks. Kanonik w czamarze z węzełkiem i brewiarzem stał się ofiarą obelg i bicia. „Hej ty stary – powiedz mi kim ty jesteś?”. „Ich bin ein Katholischer Pfarrer” – jestem katolickim proboszczem – odpowiedział. Esesman uderzył go w twarz, okulary spadły na ziemie – twarz drgała – pies zaczął skakać. Ponownie to samo pytanie – „no kim ty jesteś?” – jestem katolickim księdzem mówi Kanonik. Ty idioto stary – tyś miał ludzi nauczać? Co za głuptas z ciebie. Głosiłeś bzdury, że Panienka Maria porodziła z Ducha Świętego? To była kurtyzana żołnierza rzymskiego. No, ile twoich bękartów lata koło plebani? Straszyłeś ludzi ogniem czyśćcowym. Widzisz ten komin krematorium? Nareszcie sam wylecisz jak dym z niego… no… czy już wiesz kim jesteś? Kopiąc Kanonika w brzuch obstawał przy pytaniu – „kim ty jesteś”?

(Są i inne relacje o ciężkich przeżyciach księdza o księdzu Kopiarzu – do czasu śmierci w obozie).

*

W swych wspomnieniach obozowych Marian Główka, którego aresztowano 23 kwietnia 1940 roku w Straconce, opisuje między innymi przesłuchanie ks. Franciszka Kotuleckiego w Cieszynie (byłej fabryce Kohna), a którego był świadkiem. Przytaczam więc tą relację, gdyż jest wstrząsająca, a był to przecież początek męki księdza: „SS-mani kazali mu się rozebrać do pasa. Widać było zwiotczałe ciało, zwisające mięśnie, a po obnażonym brzuchu bili go szpicrutą. Za każdym razem wyskakiwała na ciele niebieska pręga grubości palca.
– „Powiedz, ile razy miałeś gosposię?” (uderzenia).
– Nie miałem żadnego stosunku, bo to była moja siostra.
– „No to ile indyków zjadłeś?”
– Nie jadłem indyków, bo parafia była biedna!
– „Znasz język niemiecki?”
Znam.
– „No to przetłumacz po polsku” – i wówczas recytują bardzo sprośny wierszyk.
Nie przetłumaczę, bo to nie jest godne kapłana. (Znowu bicie po brzuchu!)

To był 60 letni starzec! Oparty był o słup podtrzymujący dach i jedynie dlatego, mimo bicia, utrzymywał się w pozycji stojącej. Według innych współwięźniów, ks. Franciszek Kotulecki zginął w KL Dachau 21 stycznia 1941 roku.

*

W przededniu śmierci ks. Macha napisał list do swoich rodziców i rodzeństwa, z którego przytaczam wzruszający fragment: „…Jest to moje ostatnie pismo. Po 4 godzinach nastąpi moje stracenie… Pogrzebu mi nie użyczą, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz”.

*

Z relacji jednego ze współwięźniów wiadomo, że w jednym i drugim obozie ks. Franciszek Nawrot odznaczał się wielką pogodą ducha i prawdziwą miłością bliźniego, bo chętnie spieszył z pomocą swoim kolegom, wyręczał ich nieraz przy najtrudniejszych zajęciach. Choć czasami nie był wyznaczony, to jednak dobrowolnie zgłaszał się do rozmaitych robót, nadwyrężając przy tym swoje coraz bardziej wątłe siły.

*

Ks. Puczka był między innymi świadkiem śmierci bliskiego znajomego – ks. Piotra Dańkowskiego. Otóż, ks. Piotr jako chory przeniesiony został z obozu macierzystego do Birkenau. Kapo przyprowadził go po apelu do Arbeitsdiensführera z oskarżeniem: „Ten klecha nie chce pracować”. Rozpoczęło się bicie księdza po głowie, twarzy, kopniakach w żołądek. Ks. Piotr wijąc się z bólu upadł w błoto, i wówczas powiedział ks. Władysławowi Puczce: „Kapo bije mnie bez ustanku, zapowiadając moją śmierć w Wielkim Tygodniu”. Rzeczywiście, maltretowany ks. Piotr od Niedzieli Palmowej – zmarł w Wielki Piątek. Zdołał jednak w ostatnich sekundach życia wypowiedzieć do ks. Władysława Puczki: „Władziu, do widzenia w niebie”!

Takich przykładów maltretowania i mordowania księży w więzieniach i obozach koncentracyjnych przez hitlerowskich zwyrodnialców jest więcej, więc proszę o uważne zapoznanie się z treścią książki „DUCHOWNI, OFIARY NIEMIECKIEGO ZNIEWOLENIA”

Według opracowania „Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939–1945” W. Jacewicza i J. Wosia, w KL Auschwitz zginęło ok. 166 księży, lecz jak to już wyżej wspomniałem, trudno jest ustalić dokładniejszą liczbę, gdyż część dokumentów i ewidencji została przez esesmanów uciekających zniszczona w styczniu 1945 roku.

Na zakończenie dodam bardzo osobiste odczucia, że w tym co robię dla utrwalania pamięci o Męczennikach obozów koncentracyjnych – że dusze ofiar tam zakatowanych otaczają mnie i pomagają w utrwalaniu tych jakże potrzebnych dowodów Ich męczeństwa.

Jerzy Klistała

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2019.09.18.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała