“Późno, bo już u schyłku wojny, ale trochę sobie powalczyliśmy…” – w 90. urodziny Eugeniusza Lipskiego


24 września Eugeniusz Lipski kończy 90. lat.
Szanownemu Jubilatowi
składamy serdeczne życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności!
Happy Birthday Geniu!

*

“Każdy jest kowalem własnego życia.”

Eugeniusz Lipski, żonierz 5 KDP, Anglia.  Fot. Album E. Lipskiego
Eugeniusz Lipski, żołnierz 5 KDP, Anglia. Fot. Album E. Lipski

Eugeniusz Lipski jedynie uśmiechnął się kiedy chcąc z nim porozmawiać o wojennych przeżyciach młodego chłopca zaczepnie przytoczyłem znane przysłowie:

“Każdy jest kowalem własnego życia.”

Kresowiacy, których wielu miałem możność spotkać to ludzie rozmowni, chętnie opowiadający życiowe historie. Jednak Eugeniusz nie należy do weteranów spontanicznie dzielących się wspomnieniami swoich wojennych przeżyć, które mogłyby być kanwą interesyjącej książki czy też fascynującego filmu.

Urodził się na Szarkowszczyźnie w powiecie Dzisna województwa wileńskiego II Rzeczpospolitej; nadal tam mieszka jego rodzina. Aktualnie tereny te znajdują w granicach Białorusi. Aczkolwiek przewędrował świat i posiada obywatelstwa amerykańskie i kanadyjskie, to ciągle czuje się Polakiem i wilniukiem. Od kiedy zaisntniała możliwość podróży do Wilna nostalgię łagodzi odwiedzinami historycznego grodu.

Należy do szerokiego grona Polaków, których po zakończeniu wojny nadwiślańskie komunistyczne władze brutalnie pozbawiły obywatelstwa polskiego. Taki koszt ponieśli wszyscy, którzy nie dowierzając zainstalowanemu przez Armię Czerwoną rządowi pozostali na emigracji. Z rozgoryczeniem podkreśla, że żaden z rządów po 1989 roku nie pochylił się nad tym tematem i nie zadbał o stosowny akt prawny przywracający odebrane Polakom obywatelstwo.

Na motocyklu starszego kolegi.  Fot. Album E. Lipski.
Na motocyklu starszego kolegi – Włochy. Fot. Album E. Lipski.

Kiedy we wrześniu 1939 roku wojska niemieckie z jedniej strony a armia sowiecka z drugiej zajęły Polskę dzieciństwo dziesięcioletniego chłopca niepowtarzalnie rozmyło się w wodach leniwie płynącej Dzisny nad którą beztrosko spędzał wraz z rodzeństwem i kolegami każde wolne chwile. Nastąpił czas terroru i represje okupantów. Sowieci zdecydowali się w sposób brutalny przesiedlić z zajętych terenów na wschód ZSSR miliony obywateli polskich. Rodzina Lipskich w bydlęcych wagonach wywieziona została za Wołgą do Kazachstanu do Semipolatińskiego kraju gdzie przechodzili gehennę. Dorośli i dzieci zmuszone były ciężko pracować fizycznie ponad swoje możliwości za skromną strawę nie zaspakajającą nawet głodu.

Zaatakowanie Sowietów przez Niemców stworzyło nowe okoliczności. Stalin nie był przygotowany na wariant napaści z zachodu przez niedawnego sojusznika i począł szukać aliantów wśród karajów walczących z Niemcami. W czerwcu 1941 prezydent Churchil przyjął wyciągniętą rękę Stalina i zobowiązał się, że Anglia pomoże Sowietom na ile tylko będzie w stanie. W tej sytuacji rząd RP w Londynie nawiązuje rozmowy dyplomatyczne z Sowietami. Już 30 lipca 1941 roku między rządami Polski i ZSSR dochodzi do podpisania porozumienia nazywanego układem Sikorski-Majski od nazwisk jego sygnatariuszy. Na mocy tego aktu Sowiecie między innymi zgadzali się na powstanie na swoich terenach armii polskiej. Na mocy dołączonego do układu protokołu bezwarunkowo mieli być zwolnieni wszyscy obywatele Polscy pozbawieni wolności przez Sowietów.

Pojawiła się nadzieja uratowania u tysięcy wywiezionych w głąb ZSSR Polaków. Zwalniani z łagrów i więzień udawali się na południe, ściągali do organizowanej przez gen. Andersa armii.

Pluton ppanc., 16 batalionu, 5 KDP. Fot. Album E. Lipski
Pluton ppanc., 16 batalionu, 5 KDP – Włochy.
Fot. Album E. Lipski

Ale zanim to się stało, trzeba uzmysłowić sobie, że informacja o możliwości wstąpienia do wojska nie przedostawała się łatwo. Nie wszędzie ta radosna wiadomośc docierała. Nie wszyscy wierzyli w prawdziwość tych wieści. Zawierzył jednak staremu kołchoźnikowi, który po otrzymaniu wiadomości o organizacji polskiej armii namawiał go na drogę do Kermine (dzisiejsza nazwa Nawoi – leży w Uzbekistanie, koło Samarakandy). Z młodzieńczym entuzjazmem wyruszył w długą drogę ku wolności. Po dojściu do Kermine skierowano go do Buzułuku

Ponieważ wśród ochotników przybywało również wiele młodzieży będącej znacznie poniżej wieku poboru, często wręcz dzieci które do ewidencji podawały zawyżony wiek, gen. Anders stworzył specjalne oddziały szkoły junaków, w których szeregach znalazł się również Eugeniusz Lipski.

Wobec nie wywiązywania się przez Stalina z przyjętych zobowiązań w zakresie pomocy w budowie Wojska Polskiego rząd RP zdecydował się na przemieszczenie organizowanej armii do będącej pod kontrolą Brytyjczyków Persji, dzisiejszego Iranu.

Szli przez Pahlevi, Teheran w Iranie, Habaniję i chyamsiny (tak nazywane są tam burze piaskowe) Iraku, przez Syrię, Czarną Pustynię i Transjordanię aż dotarli do Palestyny gdzie Eugeniusz rozpoczął regularne szkolenie w nowopowstałej Junackiej Szkole Kadetów.

Z opiekunem Jasiem Romansewiczem - Włochy Fot. Album E. Lipski
Z opiekunem Jasiem Romasewiczem – Włochy. Fot. Album E. Lipski

Junak Lipski dobrze pamięta wizyty ich szkoły przez gen. Andersa. Szczególnie utrwaliły mu się słowa dowódcy, które skierował do junaków:

“Jesteście moją ostatnią wojskową rezerwą i mam nadzieję, że już niedługo wszyscy zobaczymy wolną i niepodległą Polskę.”

Wywarły one mocne wrażenie na młodych junakach, którzy aby jak najszybciej wejść do boju z zapałem szkolili się w wojennym rzemiośle. Wiadomość o porzuceniu tej szansy przez dorosłych żołnierzy żydowskiego pochodzenia służących w 2 Korpusie Polskim, którzy po dojściu do Palestyny zdezertowali osłabiając siłe bojową polskich jednostek pozostawiła swoje piętno.

“Małolat” junak Eugeniusz Lipski został żołnierzem plutonu ppanc., 16 batalionu, 5 Kresowej Dywizji Piechoty. “Późno, bo już u schyłku wojny, ale trochę sobie powalczyliśmy…” – żartobliwie podkreśla ten moment.

Po Palestynie był gorący Egipt, stacjonowali w pobliżu Ismailii gdzie Dywizja została doprowadzona do pełnego etatu wojennego.

Był już rok 1944. Nasz bohater miał zaledwie 15 lat i serce przepojone wolą walki o Wolną Polskę. Kresowa Dywizja byłą już gotowa do wykonania działań bojowych. Po załadowaniu na okręty dywizja w lutym wylądowała w Taranto na ziemi włoskiej.

Junak Eugeniusz Lipski, żołnierz plutonu ppanc., 16 batalionu, 5 Kresowej Dywizji Piechoty wszedł do walki. Po zwycięskiej, aczkolwiek krwawej bitwie o Monte Cassino bierze udział w chwalebnej trzymiesięcznej kampanii adriatyckiej. Z 2 Korpusem jego dywizja zdobywa Ankonę, otwierając aliantom drogę do przełamania Linii Gotów. Później jeszcze była Bolonia, ostatnie miejsce walk na kontynencie. Kolejnym miejscem postoju dla junaka Lipskiego była już Anglia.

Z kolegami już w Kanadzie. Fot. Album E. Lipski
Z kolegami już w Kanadzie. Fot. Album E. Lipski

Po zakończeniu wojny, ze względu na zajęcie przez Sowietów Europy aż po Łabę, niewielu z jego kolegów zdecydowało się na powrót do komunistycznej Polski. Eugeniusz zdał sobie sprawę, że dla niego nie ma tam powrotu. Nie pozostało nic innego jak zweryfikować wcześniej snute marzenia na powojenne życie na Kresach.

Pomysłów miał wiele. O planach związania się z Legią Cudzoziemską szybko musiał zapomnienić ze względu na zbyt młody wiek, po prostu brakowało lat. O ciekawą pracę nie było łatwo. Wraz z zakończeniem wojny miliony ludzi zdolnych do pracy we wszystkich zawodach szukało zatrudnienia. Pracował w kopalni, stalowni, później trafił na budowę. Nawet mu dobrze szło. Kompania zdobyła intratny kontrakt w dalekiej Australii. Szef gorąco go zachęcał dobrymi warunkami. Nie zdecydował się jednak na przeprowadzkę do krainy kangurów. W zasadzie pod namową kolegi wybrał wyjazd na Dziki Zachód, do Kanady.

Pojechał do Londynu do Ambasady Królestwa Kanady wypełnił stosowne dokumenty i po otrzymaniu wizy 22 lutego statkiem greckiego armatora T.S.S. Columbia żegnał się z Europą udając się w podróż przez Atlantyk. 29 lutego 1952 roku podekscytowany wyszeł na ląd w kanadyjskim porcie Halifax.

W towarzystwie E. Moskala, prezesa KPA, Dom Polski w SF. Fot. Album TGF
Z Edwardem J. Moskalem, prezesem KPA. 
Fot. Album TGF

Zamieszkał w Toronto. Ciągnęło go jednak do Stanów. Napisał podanie o obywatelstwo i po jakimś czasie otrzymał pozytywną odpowiedź od rządu USA. Spakował się i w 1961 roku wylądował w Los Angeles, zamieszkał w atrakcyjnym centrum rozrywki i  filmu. Nie zabawił jednak zbyt długo, znajomi ciągnęli go do rozbudowującego się w tym czasie bardzo szybko Sacramento, inni znowy do turystycznie atrakcyjnego San Francisco. Szukając zatrudnienia spodkał swojego szefa z Kanady u którego wcześniej pracował a ten zaoferował mu pracę w swojej restauracji w San Francisco na co Eugeniusz przystał bez namysłu. W branży gastronomicznej przepracował do samej emerytury.

Eugeniusz, kiedy w 2005 roku przebywał w Polsce odwiedził również Wilno. Pani Lucyna Dowdo z Magazynu Wileńskiego przeprowadziła z nim długą rozmowę co uwieczniła w interesującym artykule pt. „Junak z San Francisco” (Magazyn Wilenski, czerwiec 2005), którego fragment opisujący jeden z epizodów bogatego życia naszego bohatera zacytuję:

…poprzez Czerwony Krzyż, poszukiwał swojej rodziny. Bezskutecznie. Aż do chwili, gdy w 1958 roku udalo mu się przyjechać do Częstochowy, Żartuje, że wówczas po raz pierwszy w życiu oglądal Polskę… tę właściwą (czyli nie Litwę a Koronę). Przy okazji tej wizyty mial dostarczyć leki pewnej pani. Była miła, więc podczas rozmowy jakoś tak poskarżył się, że od lat nie może odnaleźć rodziny. Obiecała, że mu pomoże.Wywiązała się z obietnicy, niedlłgo potem dostał informację, że ojciec z częścią rodzeństwa (bylo ich w rodzinie siedmioro) mieszkają w lwanowie, mama z pozostałymi braćmi wróciła do Szarkowszczyzny. Działał blyskawicznie. W 1960 roku z dwutygodniową turystyczną wizą wylqdował w Moskwie, gdzie czekał na niego brat i… ,,aniol stroż” w postaci młodej dziewczyny z bezpieki. Tym niemniej udalo mu się wówczas urwać nie tylko do rodziny – do Iwanowa, ale nawet do  Wilna ktore oglqdał pierwszy raz w życiu… juz jako emigrant. Gdy wyruszał w tę podróż z USA, wielu wróżyło, że Sowieci nie pozwolq mu powrócić. Jeden z kolegów nawet się z nim o to założył, w razie powrotu obiecywał skrzynkę whisky. Na szczęście kolega zakład przegrał. Pan Lipski nie tylko wrócił, ale z tej swojej podróży złożył nawet raport generalowi Andersowi.

Od tego czasu wracal tu wielokrotnie, również żoną – Polką z Gdyni. Stqd robi sobie wypady do brata na Bialoruś…

W Domu Polskim w San Francisco. Fot. Album TGF
W Domu Polskim w San Francisco.
Fot. Album TGF

Kiedy w latach siedemdzieisiątych powstała szansa na powołanie polskiej rzymsko-katolickiej misji nasz Jubilat wraz z innymi aktywnie włączył się do jej tworzenia. Pierwsza Msza św. została odprawiona w Domu Polski w San Francisco, który przez jakiś czas służył Polonii, co ks. Wojciech Barycki, SCh pierwszy proboszcz Misji opisuje w swojej książce „5 lat Misji św. Wojciecha w San Francisco”:

... Z pomocą, przynajmniej na kilka niedziel, przybyła Dyrekcja Domu Polskiego w San Francisco. Dzieki nim, regularne niedzielne Msze święte mogły się rozpocząć już 1 lutego 1976 roku.

Oczywiście, warunki były skromne, jeśli chodzi o wyposażenie sali – jako kaplicy. Ołtarzem był zwykły stół, ławkami dla wiernych były krzesła, a klęcznikami – parkiet sali…

Z publikacji tej można się dowiedzić, że Eugeniusz należał już wtedy do parafian poświęcających wiele swojego czasu dla Wspólnoty. Między innymi jego inwencją była zbiórka na samochód dla proboszcza, aby ten mógł łatwiej spęłniać swoją posługę duszpasterską. Przez lata udziela się w Komitetach Liturgicznym i Finansowym, w organizowaniu przyjęć wielkanocnych i wigilijnych, licznych imprez parafialnych.

Przez lata aktywnie uczestniczy w życiu Domu Polskiego, szczególnie w Polskim Kółku Literacko-Dramatycznym.  Jednego roku, wraz z małżonką Janeczką zostali przez uczestników wybrani parą balu sylwestrowego. Aktywnie wspierał piłkarski klub Polonez.

Z okazji 90. Urodzin życzymy Panu Eugeniuszowi Lipskiemu dużo, dużo zdrowia i wszelkiej pomyślności.

Waldemar Glodek

2014.09.27 / Akt. 2019.09.23.
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek