Kolonializm, rabunek… wszyscy do urn…


Po krótkim wstępie własnym przypominam opracowanie Leszka Wichrowskiego „Rabunek finansów Polski” za Nowym Przeglądem Wszechpolskim nr 3-4 z 2001 roku. Upłynęło 18 lat od tamtego czasu.

Okrągły stół złudnie został przyjęty jako wybawienie po totalitarnym PRL-u, stanie wojennym i wojskowej dyktaturze. Intencje zasiadających wcześniej w Magdalence a później przy okrągłym stole polityków nie budzą dzisiaj już żadnych wątpliwości co do ich roli w tej transformacji.

Wyrolowanie pierwszej robotniczej i chłopskiej Solidarności, danie gwarancji komunistycznemu establiszmentowi na samowolę w grabieniu dorobku narodowego, przyzwolenie na gangsterskie przekręty finansowe i gospodarcze, ordynarne okradanie Polski to wszystko, to główny dorobek okrągłego stołu. Jakby tego było mało, to zapewniono również nietykalność ludziom spod szyldów bandyckich organizacji Informacji Wojskowej i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Urzędu i Służby Bezpieczeństwa. Jak również rozbudowanemu aparatowi PZPR, politrukom wojskowym oraz wielu innym.

Po dziś dzień nie można ukarać komunistycznych zbrodniarzy bo czuwają nad tym niezmienione organa tak zwanej sprawiedliwości ludowej, dzisiaj dla odmiany zwanej sprawiedliwością społeczną. Do osiągnięć ekip związanych z okrągłym stołem należy zaliczyć również doprowadzenie do utraty suwerenności Polski. To co obserwujemy każdego dnia to jest antypolonizm, to jest agenturalne kierowanie naszym krajem.    

Okrągłostołowe towarzystwo wzajemnej adoracji tak dobrze się trzyma, że dba o swoje latorośle wprowadzając je w tajniki sprawowania władzy i drenowania Polski. Nie dopuszcza do poszerzenia grona rządzących, o czym przekonały się przed kilku laty Liga Polskich Rodzin i Samoobrona.

Jedynie partie i stronnictwa, które akceptują podział i dają gwarancje okrągłostołowym zobowiązaniom mają szanse egzystencji, inne są niszczone w zarodku. Te same zasady dotyczą polityków. Uczestnicy zdrady narodowej w Magdalence starają się przechwycić pod swoje skrzydła powstające nowe ruchy społeczne zapewniając młodzież, że tylko oni dbają o dobro Polski i im jedynie można zaufać. To już nie jest groteska, to jest tragedia, taka kompleksowa forma rządzenia zniewolonym narodem, któremu wmówiono wyimaginowane zasługi rządzących. 

Zaprzysiężenie Lecha Wałęsy na prezydenta RP (1990-1995). Fot. Inter.
Zaprzysiężenie Lecha Wałęsy na prezydenta RP (1990-1995). Fot. Inter.

Utrzymanie aktualnego systemu wyborczego najwidoczniej spełnia magdalenkowe kryteria, dlatego też żadna z wiodących partii nie ma zamiaru dotykać tego tematu. Dla odwrócenia uwagi mówi się o sprawach finansowania partii i w tym kierunku przesuwa się dyskusję, co w zasadzie jest stratą czasu.

Świadectwo jakie polityk daje swoim zachowaniem, postępowaniem i głosowaniem przy podejmowaniu różnych ważnych dla Polski decyzji jest w zasadzie jedynym kryterium oceny. Ale są jeszcze za nasz kraj odpowiedzialni inni ważni ludzie jak wojskowi, duchowni, naukowcy, nauczyciele czy lekarze…

Pomimo składanych od dwudziestu kilku lat solidnych zapewnień i deklaracji przez sprawujących władzę od szczebla lokalnego po fotele premiera i prezydenta efekty ich pracy są opłakane. A co w tym najsmutniejsze, to to że rządzący są z tego zadowoleni, a problem jedynie widzą w tym aby utrzymać się przy korycie. Tak zwana opozycja, czy też szeroko rozumiana prawica, nie jest w stanie wygenerować z siebie nic konkretnego, co mogłoby zmusić rządzących do innego działania. W efekcie na protesty, marsze, różańce itp. mamy lukratywne wypowiedzi władz i oczekiwanie wygrania kolejnego cyrku wyborczego. Co często odbierane jest jako markowanie zarówno rządzenia jak i sprzeciwu.

Sytuacja nabrzmiała najwidoczniej już do tego stopnia, że czynniki zewnętrzne obawiając się nieprzewidywalnego zachowania społeczeństwa wolą aby nastąpiła zmiana rządzącej ekipy i oczekują od opozycji zajęcia się dalszym nabijaniem społeczeństwa w butelkę. Personalne wrzutki opozycji świadczą niezbicie że linia musi być zachowana.

Goście kiszczakowych biesiad ustalają między sobą kto jaką rolę gra na scenie politycznej, kto dziś prawica, kto lewica, a kto będzie rozgrywał Polaków jako niezależny. Prawie ćwierć wieku rządzący nie byli w stanie doprowadzić do unormowania przepisów finansowych, gospodarczych, polityki zagranicznej, podstawowych reguł życia społecznego. To nie jest już zła wola, to jest kolonializm.

Czym nazwać to, że głowa państwa bardziej jest zainteresowana kto będzie metropolitą warszawskim niż to co podpisuje w Lizbonie? A ile to jedni czy drudzy napodpisywali różnych tragicznych w skutkach dla Polski zobowiązań? Jeszcze lasy nie zostały sprywatyzowane, ale przy dzisiejszej technice to partyzantka w nich się i tak nie ukryje.

Przypomnijmy sobie zatem jak napychano sobie kieszenie wcześniej i kto za ten bajzel powinien odpowiadać.

Waldemar Głodek

*    *    *

Rabunek Finansów Polski

Leszek Wichrowski

Na specjalne zainteresowanie zasługuje książka profesorów Mirosława Dakowskiego i Jerzego Przystawy pt. Via bank! I FOZZ. O rabunku finansów Polski, wydana w 1992 r. przez Wydawnictwo Antyk w nakładzie 5000 egz.

Zaprzysiężenie Aleksandera Kwaśniewskiego na drugą kadencje prezydenta RP.  PAP Radek Pietuszka /bp/
Zaprzysiężenie Aleksandra Kwaśniewskiego na drugą kadencje prezydenta RP (1995-2005).
PAP Radek Pietuszka /bp/

Dlaczego książka ta została napisana? Powodów jest wiele. Ograniczę się tylko do niektórych, w moim przekonaniu ważnych.

Autorzy książki podają, że Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ)  po raz pierwszy pojawił się w obiegu publicznym za sprawą artykułu Michała Falzmanna pt. Zorganizowany rabunek, opublikowanego w marginalnym ekscodziennym piśmie „CDN – Głos Wolnego Robotnika” 20 czerwca 1990 r. Pojawił się tekst, który mówił, że oto pod patronatem naszego rządu i naszego Parlamentu funkcjonuje sobie instytucja finansowa (FOZZ), której korzenie (może nie tylko korzenie) tkwią wciąż w Moskwie.

Gigantyczna skala problemu i ogrom materiału, z jakim miał do czynienia Michał  T. Falzmann – samotny inspektor NIK, niekompetencja i kunktatorstwo jego przełożonych, awantury, naciski, szantaże zmusiły go do poszukiwania sojuszników poza strukturami władzy. Falzmann nie znalazł więc pomocy ani zrozumienia wśród ludzi, którzy ponosili odpowiedzialność za sprawy publiczne Polaków. Przez kilka ostatnich miesięcy Jego życia stała przy nim tylko rodzina i paru najbliższych przyjaciół. Wśród tych przyjaciół są autorzy tej książki, którzy dostrzegli w Nim człowieka prostolinijnego i uczciwego. Falzmann rozumiał, że rabowane pieniądze to pieniądze Jego, Jego dzieci i dzieci ich dzieci. I nie mógł pojąć, że tej prostej prawdy nie rozumieją, a może nie chcieli zrozumieć, przywódcy narodu, z doradczą inteligencją, którzy po 1989 r. objęli władzę w Polsce.

Książkę tę warto przeczytać, aby zrozumieć powody, dla których w 1994 r. Sąd Okręgowy w Warszawie na mocy orzeczenia wydanego bez uzasadnienia zakazał wznowienia jej druku. W wyniku odwołania autorów do Sądu Apelacyjnego, sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia przez pierwszą instancję. Trwa to już sześć lat. Natomiast proces aferzystów FOZZ  toczy się z przerwami  dziesięć lat i nie ma nadziei na szybkie jego zakończenie.

Zaprzysiężenie Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP  (2005-2010).   Fot. Inter.
Zaprzysiężenie Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP (2005-2010). Fot. Inter.

Treść zawarta w książce  skłania m.in. do pytania: W jakim stopniu liberalizm Michnika, Kuronia i innych inicjatorów „kompromisu” umożliwił m.in. Kwaśniewskim i Oleksym bogacenie się, korzystając z możliwości, jakie stworzyli wysocy urzędnicy Ministerstwa Finansów związani z aferą FOZZ? Dlaczego premier Mazowiecki i wicepremier Balcerowicz nigdy nie odpowiedzieli na pytanie po 1989 r., gdzie się podziało 50 mld USD? Kto czerpał korzyści z tej kradzieży? Jaka była rola KGB w aferze FOZZ i służb specjalnych PRL w lokowaniu pieniędzy na konta w państwach zachodnich oraz do kogo te konta należały?

Dlaczego Balcerowicz unika odpowiedzialności za negatywne skutki wprowadzonej reformy finansów i polityki walutowej, w wyniku której stworzył warunki i możliwości do niekontrolowanego wypływu z Polski dewiz, co wykorzystało kilkudziesięciu Bagsików i Gąsiorowskich? Jest to przecież grabież na skalę wielu miliardów dolarów na oczach polskich specjalistów z etosu „Solidarności”.

Sprawa Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego z lat 1989-1990 to jedna z największych wciąż nie rozliczonych afer III RP. Wielkość i znaczenie tych nadużyć z każdym rokiem jest pomniejszana. Obecnie biegli sądowi twierdzą, że afera ta przyniosła państwu polskiemu 354 mln  nowych złotych strat. W sprawie FOZZ zeznaje 300 świadków, zebrano 200 tomów akt i 30 tomów załączników. Wydanie wyroku wydaje się mało prawdopodobne. Elity władzy, z lewicy i „prawicy”, liczą i czekają we własnym interesie na przedawnienie, które nastąpi w 2005 r.

Książka Via bank  i FOZZO rabunku finansów Polski odsłania prawdę o przyczynach trudności, z jakimi zmaga się od dziesięciu lat III RP, i wskazuje sprawców winnych pogłębiającej się nędzy w Polsce.

Kolejną pozycją odsłaniającą prawdę o dokonanym rabunku finansów i majątku przez elity nomenklatury PZPR na kluczowych stanowiskach w aparacie władzy i służb specjalnych PRL w latach 1988-1990 jest dobrze udokumentowana książka Edmunda Krasowskiego pt. Afery UOP. Mafia – wydana w 1993 r. przez wydawnictwo Antyk. Na s. 64 podany jest tragiczny bilans rządów Tadeusza Mazowieckiego, czyli afer na skalę nie notowaną dotąd w gospodarczej historii państw współczesnego świata. Krasowski podaje, że dokonano rabunku na sumę ok. 60-70 bilionów złotych, według ówczesnego kursu po 9500 zł za dolar. Większości tych afer patronują podpisy Tadeusza Mazowieckiego.

Bronisław Komorowski składa przysięgę na prezydenta RP.  (2005-...)  Fot. politikier.pl
Bronisław Komorowski składa przysięgę na prezydenta RP. (2005-…) Fot. politikier.pl

W opinii członka PAN, senatora prof. Włodzimierza Bojarskiego rabunek finansów państwa to skutek programu Balcerowicza, w którym nie uwzględniono braku  instytucji rynkowych odpowiednio kontrolowanych, przetargów, giełd towarowych, rynku pracy i rynku finansowego. Poza tym utrzymanie paraliżu systemu kasowo-bankowego oraz brak skutecznego zabezpieczenia majątku narodowego (m.in. Agencji Własności Narodowej) przed uwłaszczeniem się nomenklatury PZPR, przed rujnowaniem i bezsensowną likwidacją przedsiębiorstw państwowych itd. Przyczyn spowodowanych przez Balcerowicza, umożliwiających rabunek finansów, prof. Bojarski wymienia więcej. Czytelnik może zapoznać się z nimi, jeśli sięgnie do analiz Polskiej Akademii Nauk z realizacji programu walki z inflacją ministra finansów w rządzie T. Mazowieckiego.

Potworne straty nie do odzyskania ponosił Skarb Państwa na skutek wysokiego oprocentowania złotówki, trwającego ponad rok. Jednych – przeważnie rolników – pożyczki zaciągnięte w bankach przed narzuceniem tego bandyckiego oprocentowania zepchnęły w bankructwo, lecz aferzystów związanych z władzą uczyniły bogaczami. Mechanizm tego rabunku przedstawił płk M. Rajski w broszurze pt. W rękawiczkach, wydanej w Gdańsku. Oficer ten za odwagę ujawnienia prawdy został przez gen. Jaruzelskiego zdegradowany do szeregowca. Rajski zmarł w 1995 r. Demaskował on już w 1981 r. bezlitosny wyzysk sowiecki krajów kontrolowanych przez ZSRR za pomocą rubla transferowego i „bratniej pomocy”. Płk Rajski tak ilustruje mechanizm „pożyczkowy”, który przysporzył majątku komunistom:

1. Bierzemy kredyt z banku „A” możliwie najwyższy, np. 100 tys. dolarów. Pretekstem jest np. restrukturyzacja stoczni lub PGR. Kredyt jest możliwie wysoko oprocentowany, np. 80%.

2. Pieniądze te wpłacamy do banku „B” „na lokatę”. Oprocentowanie jest o kilka procent niższe. Tak więc po roku, nie wycofując tych pieniędzy, jesteśmy w nim właścicielem 100 + 60 = 160. Mając takie zabezpieczenie, bank legalnie i spokojnie udziela nam pożyczki na zasadzie „Letter of, credit” w wysokości 160 tys. lub – jak kto woli – 160 mln dolarów;

3. W związku z tym, że w bankach zachodnich oprocentowanie jest wyższe i wynosi 8-12%, bierzemy 160 tys. lub mln kredytu dolarowego i lokujemy tę samą sumę w banku zachodnim. Po roku musimy zwrócić 160 + 16 (10% kredytu) = 176. Krok ostatni. Z  dolarami wracamy szybko do Polski i wpłacamy po wymianie na złotówki na gwarantowane 60%. To czyni 160 + 16 = 256. Bilans: z banku „B” po roku odbieramy 160 + 256 = 416 mln dol. Oddać musimy w Polsce: 170 + 160 = 330 mln. Zysk: 416 –330 = 86 mln dol. lub miliardów zł.

Bezwzględnym warunkiem takiej kombinacji musiała być pewność, że oprocentowanie złotówki, sięgające niekiedy nawet 100%, będzie stabilne. Wiedzieli o tym tylko ludzie związani z Bankiem Narodowym i Ministerstwem Finansów. Ludzie ci w ten złodziejski sposób bogacili elitę władzy i służb specjalnych PRL, dopuszczając się zarazem do nadużyć dla własnych korzyści, czego przykładem jest m.in. Grzegorz Żemek – dyrektor generalny FOZZ, Grzegorz Wojtowicz – prezes NBP, obecnie zasiadający z rekomendacji SLD w Radzie Polityki Pieniężnej, oraz Janina Chaim – główna księgowa i zarazem członek rady nadzorczej FOZZ, która zaniedbała rażąco ewidencję przepływu kapitału na konta,  jak się okazało, także fikcyjne. Obecnie Żemek i Chaim mają przedsiębiorstwa i pomnażają majątek.

 Leszek Wichrowski 

Artykuł „Rabunek finansów Polski” Leszka Wichrowskiego pochodzi z ARCHIWUM Nowego Przeglądu Wszechpolskiego 

Ilustracja tytułowa: Inauguracja prezydenta RP Andrzeja Dudy. Prezydent przysięga na konstytucję (BARTOSZ KRUPA/EAST NEWS) / Wybór zdjeć wg/PCO

*

2013.08.19 / Akt. 2019.09.29.
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek